30-latka zaatakowała nożem syna i córkę

30-letnia kobieta trafiła do aresztu po tym, jak zraniła nożem dwójkę swoich kilkuletnich dzieci. Usłyszała już zarzut usiłowania zabójstwa, za który grozi dożywocie – poinformowała we wtorek Prokuratura Rejonowa w Starachowicach. Do zaatakowania nożem dzieci doszło w piątek 12 listopada w Starachowicach, w mieszkaniu krewnych 30-latki. Śledczy ustalili, że kobieta chwyciła za nóż i zraniła nim 3-letniego syna i 4-letnią córkę. Następnie uciekła z mieszkania.

Zawiadomione o sprawie służby ratunkowe szybko przyjechały na miejsce. Dzieci zostały przewiezione do szpitala, a policja rozpoczęła poszukiwania kobiety. Po pewnym czasie została zatrzymana.

Zaatakowała nożem 3-letniego syna i 4-letnią córkę. Grozi jej dożywocie

– Kobieta usłyszała zarzuty usiłowania zabójstwa oraz naruszenia czynności narządu ciała trwające nie dłużej niż siedem dni – powiedziała
PAP szefowa Prokuratury Rejonowej w Starachowicach prokurator Eliza Juda.

Trwają ustalenia okoliczności zdarzenia. Decyzją starachowickiego sądu rejonowego kobieta została aresztowana na trzy miesiące. Podejrzanej grozi dożywotnie więzienie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Syn byłego dyktatora Libii wystartuje w wyborach. Jest poszukiwany za zbrodnie przeciw ludzkości

Saif al-Islam, syn byłego dyktatora Libii Muammara Kadafiego, wystartuje w wyborach prezydenckich, zaplanowanych na 24 grudnia i przygotowywanych przy wsparciu ONZ. 49-latek poszukiwany jest przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie przeciwko ludzkości – przypomniała francuska agencja AFP.

„Kandydat Saif al-Islam Muammar Kadafi przedłożył dokumenty dotyczące rejestracji swojej kandydatury w biurze Wysokiej Komisji Wyborczej w mieście Sabha” – przekazała w niedzielnym komunikacie libijska komisja wyborcza.

Pod koniec lipca tego roku syn byłego dyktatora oświadczył w wywiadzie dla dziennika „New York Times”, że rozważa swój powrót na scenę polityczną.

– 49-latek poszukiwany jest przez Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) za zbrodnie przeciwko ludzkości – przypomniała francuska agencja AFP.

– Sytuacja Saifa al-Islama Kadafiego w Międzynarodowym Trybunale Karnym się nie zmieniła. Po wydanym w 2011 roku oświadczeniu (trybunału), jest on wciąż osobą poszukiwaną – oznajmił w libijskiej telewizji rzecznik MTK Fadi Abdallah.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd potwierdził, że zatrzymanie syna Mariana Banasia było zasadne i legalne

„Zatrzymanie dla potrzeb śledztwa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku Jakuba Banasia i dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusza G. było zasadne, legalne i prawidłowe” – poinformowała w czwartek prokuratura powołując się na postanowienie sądu, który rozpatrywał zażalenia na czynności zatrzymania.

Jakub Banaś (zgadza się na podawanie danych), jego żona Agnieszka i dyrektor Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusz G. usłyszeli pod koniec lipca zarzuty w śledztwie prowadzonym w Białymstoku, a dotyczącym w początkowej fazie podejrzeń składania fałszywych oświadczeń majątkowych przez prezesa NIK Mariana Banasia. Jakub Banaś i Tadeusz G. zostali 23 lipca zatrzymani przez CBA i przewiezieni do prokuratury.

Ostatecznie Jakubowi Banasiowi i jego żonie śledczy postawili po siedem zarzutów. Dotyczą one m.in. wyłudzenia z Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa ok. 120 tys. zł na renowację kamienicy oraz wyłudzenia podatku VAT w wysokości prawie 80 tys. zł. Oboje podejrzani nie przyznali się do zarzutów i złożyli wyjaśnienia. Zastosowano wobec nich tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze, m.in. poręczenia majątkowe.

Tadeusz G. usłyszał sześć zarzutów związanych z kilkukrotnym ujawnieniem obecnemu prezesowi NIK Marianowi Banasiowi informacji objętych tajemnicą skarbową; jak informowała w lipcu prokuratura – podejrzany przyznał się do bezprawnego ujawnienia Banasiowi informacji na temat kontroli podatkowej i czynności prowadzonych wobec niego przez CBA. Również wobec Tadeusza G. zastosowane zostało m.in. poręczenie majątkowe.

Obrońcy Jakuba Banasia i Tadeusza G. zaskarżyli do sądu postanowienia o zatrzymaniu i zastosowanych środkach zapobiegawczych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo posła w Wielkiej Brytanii. Morderca to syn członka dawnego rządu Somalii

Domniemany zabójca brytyjskiego posła Davida Amessa, Ali Harbi Ali jest synem członka dawnego rządu Somalii i planował przeprowadzenie ataku od ponad tygodnia – ujawniły w niedzielę brytyjskie media. W sobotę wieczorem brytyjskie media ujawniły personalia mężczyzny zatrzymanego w związku z zabójstwem deputowanego. Jak już wcześniej informowano, ma on 25 lat i jest obywatelem brytyjskim somalijskiego pochodzenia, a jego rodzina przybyła do Wielkiej Brytanii z ogarniętej wojną domową Somalii w latach 90.

„Mail on Sunday” i „The Sunday Times” ujawniły, że domniemany zabójca jest synem byłego doradcy ds. komunikacji ówczesnego premiera tego kraju. Harbi Ali Kullane potwierdził, że to jego syn został zatrzymany w związku z zabójstwem posła.

Policjanci prowadzący śledztwo uważają, że Ali Harbi Ali działał sam i według obu tych gazet, badają teorię, iż zradykalizował się w czasie lockdownu, spędzając sporo czasu w internecie.

Był objęty programem, który ma zapobiegać radykalizacji

W sobotę dziennik „The Guardian” podał, że był on w przeszłości objęty rządowym programem Prevent, który ma zapobiegać radykalizacji, ale nie był obserwowany przez kontrwywiad. W ciągu 12 miesięcy do końca marca 2020 r. programem Prevent objętych było ponad 6000 osób. „Mail on Sunday” ujawnia także, iż Ali Harbi Ali prawdopodobnie w przeszłości mieszkał w okręgu wyborczym Amessa – Southend West, ale ostatnim jego miejscem zamieszkania był dom w zamożnej części Kentish Town w północnym Londynie i stamtąd pojechał specjalnie do Leigh-on-Sea, by dokonać zabójstwa.

To jedną z trzech nieruchomości w Londynie przeszukanych przez policję w sobotę.

Przebieg zdarzeń

Amess, 69-letni poseł rządzącej Partii Konserwatywnej, został zamordowany w piątek koło południa w Leigh-on-Sea w południowo-wschodniej Anglii w czasie spotkania z wyborcami ze swojego okręgu. Jak ujawniły media, sprawca najpierw czekał w kolejce, a w pewnym momencie wbiegł do sali i na oczach co najmniej dwóch osób zadał posłowi 17 ciosów nożem, po czym spokojnie poczekał na przyjazd policji. W nocy z piątku na sobotę policja oficjalnie poinformowała, że uważa zabójstwo Amessa za akt terroru, a pierwsze ustalenia wskazują „na potencjalną motywację związaną z islamistycznym ekstremizmem”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

27-letni Ukrainiec z zarzutem zabójstwa 7-letniego syna

Zarzuty zabójstwa 7-letniego syna i usiłowania zabójstwa 28-letniej żony usłyszał 27-letni obywatel Ukrainy. We wtorek mężczyzna miał zaatakować swoich bliskich w mieszkaniu w Tarnowie. Biegli będą badać poczytalność podejrzanego. Do tragedii doszło we wtorek 5 października przed południem w jednym z bloków przy ul. Krakowskiej w Tarnowie. Policja otrzymała kilka zgłoszeń o awanturze, do której miało dojść w mieszkaniu pary z 7-letnim dzieckiem.

„Dzwoniący informowali także, że z mieszkania, z którego słychać było krzyki, wybiegła zakrwawiona kobieta” – informowała Komenda Miejska Policji w Tarnowie. Gdy na miejsce przyjechali funkcjonariusze, zauważyli poranionego mężczyznę, który chwilę wcześniej wyskoczył z balkonu na drugim piętrze.

„W jednym z mieszkań tego bloku, na trzecim piętrze znajdowała się zakrwawiona kobieta, która również wymagała opieki lekarskiej. Natomiast w mieszkaniu na drugim piętrze, gdzie miało dojść do awantury, znajdował się ciężko ranny 7-letni syn obojga, którego ratownicy medyczni natychmiast zaczęli reanimować” – podawano w komunikacie. Chłopiec nie przeżył.

27-letni mężczyzna i 28-letnia kobieta trafili do szpitala.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Masakra podczas awantury domowej w Tarnowie. Dymitro T. usłyszał zarzuty

27-letni Dymitro T. usłyszał w czwartek zarzut zabójstwa siedmioletniego syna i usiłowania zabójstwa żony, podczas awantury domowej w Tarnowie (woj. małopolskie) – przekazała prokuratura. Mężczyzna przebywa w szpitalu i tam też został przesłuchany. Do domowej tragedii, w trakcie której zginął siedmiolatek, a jego rodzice trafili do szpitala z ranami zadanymi ostrym narzędziem, doszło we wtorek rano w jednym z mieszkań w bloku przy ul. Krakowskiej w Tarnowie. Kobieta, mężczyzna oraz chłopczyk to obywatele Ukrainy.

Przeprowadzona została sekcja zwłok dziecka – ustalono, że przyczyną jego zgonu były rany kłute zadane w plecy; z kolei na ciele matki Anastazji T. stwierdzono rany cięte i kłute. Obecnie zarówno 27-latek, jak i jego żona przebywają w szpitalu. Lekarz zezwolił na przesłuchanie mężczyzny, ale na terenie placówki.

Zarzuty usłyszał w szpitalu 

– Pierwszy dotyczy pozbawienia życia syna, a drugi – usiłowania pozbawienia życia żony i spowodowania u niej obrażeń ciała, skutkujących naruszeniem narządów na okres powyżej dni siedmiu, czyli jest to usiłowanie z uszkodzeniem ciała – wyjaśnił rzecznik tarnowskiej prokuratury Mieczysław Sienicki.

Prokuratura prawdopodobnie wystąpi do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania mężczyzny. Następnie rozstrzygnięta zostanie kwestia badań psychiatrycznych, co do poczytalności 27-latka, bo – jak podkreślił prok. Sienicki – okoliczności zdarzenia nasuwają duże wątpliwości, co do stanu psychicznego sprawcy.

Ponadto planowane jest też ponowne przesłuchanie rannej kobiety, ale będzie to możliwe dopiero, kiedy poprawi się jej stan zdrowia, i odbędzie się przy udziale tłumacza.

Śledczy ustalili, że 27-letni mąż kobiety i ojciec chłopczyka od kilku lat przebywał i pracował legalnie w Polsce, gdzie był zatrudniony jako kucharz. W maju tego roku przyjechała do niego żona z synem. Matka opiekowała się chłopcem, w związku z tym, że miał on problemy z poruszaniem się.

Według przekazanych przez prokuraturę informacji do tej pory nie było sygnałów, że cokolwiek złego dzieje się w tej rodzinie. Z wstępnej relacji Anastazji T. wynika, że w ostatnim czasie zauważyła dość dziwne zachowanie męża, a krytycznego dnia, kiedy jeszcze leżała z dzieckiem w łóżku, mężczyzna najpierw przytulił się do nich, po czym zaatakował ich nożem. Kobieta zasłoniła swoim ciałem synka, a następnie wybiegła z mieszkania, wzywając pomocy.

Na odgłos krzyków zareagowali sąsiedzi, wychodząc z mieszkań. Biegnący z nożem mężczyzna wrócił więc do swojego mieszkania, a następnie wyskoczył z drugiego piętra; doznał złamania kości miednicy. Policja ujęła go na trawniku pod balkonem, a następnie został on przewieziony do szpitala.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Syn ministra wjechał w tłum protestujących rolników. Zmarło 8 osób

​Co najmniej osiem osób zginęło w stanie Uttar Pradeś na północy Indii podczas protestu przeciwko reformie rynku rolnego. Część ofiar zginęła pod kołami samochodu, który miał prowadzić syn ministra spraw wewnętrznych. Pozostałe osoby zostały śmiertelnie pobite przez tłum, który zaatakował kolumnę i podpalił samochody – podało BBC.

Protest rolników odbywał się w niedzielę niedaleko miasta Lakhimpur Kheri w stanie Uttar Pradeś na północy Indii. W tym samym czasie przebywał tam szef MSW Indii Ajay Kumar Mishra (Indyjska Partia Ludowa). Gdy kolumna samochodów przejeżdżała obok rolników, jeden z samochodów ministerialnych zjechał z drogi i uderzył w protestujących.

Według przywódców demonstrantów samochód, którym miał kierować syn ministra Monu Mishra, celowo wjechał w tłum. Podczas wypadku zginęły co najmniej dwie osoby. Z kolei policja podała, że pod kołami poniosło śmierć czterech rolników. Minister Ajay Mishra tłumaczył potem, że do tragedii doszło, gdy jeden z kierowców obrzucanych przez tłum kamieniami samochodów stracił panowanie nad pojazdem. Polityk zaprzeczył, by w incydencie brał udział jego syn.

Po wypadku doszło do starć, które rozgorzały wokół pojazdów konwoju ministra. Wzburzeni wypadkiem rolnicy zaatakowali pojazdy i podpalili je – podała w poniedziałek agencja AFP. Według Ajaya Mishry tłum śmiertelnie pobił trzech członków rządzącej Indyjskiej Partii Ludowej i towarzyszącego im kierowcę.

Lokalna policja potwierdziła w sumie śmierć ośmiu osób. Asad Rehman, korespondent „Indian Express” w Uttar Pradeś, opublikował na Twitterze zdjęcia z obozu protestujących rolników. Demonstranci nie dopuścili po zamieszkach do zabrania zwłok, które ułożyli w miejscu manifestacji. Jak twierdzi dziennikarz, chcą pokazać czarne flagi rządzącym.
Źródło info i foto: interia.pl

Szamotuły: Śledczy badają sprawę śmierci nauczycielki religii

Policja i prokuratura badają okoliczności śmierci nauczycielki z Szamotuł (Wielkopolskie). Śledczy nie informują na razie o szczegółach zdarzenia; mają być one podane w czwartek. Ciało kobiety został znalezione we wtorek. „Gazeta Wyborcza” poinformowała w środę, że w związku ze sprawą zatrzymany został 20-letni syn kobiety. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak powiedział w środę, że ze względu na dobro sprawy na razie nie będzie komentował dotychczasowych ustaleń poczynionych w związku ze śmiercią mieszkanki Szamotuł.

Tajemnicze okoliczności śmierci

Na razie wiadomo, że zwłoki nauczycielki religii ujawniono w jej mieszkaniu. Według nieoficjalnych ustaleń „Wyborczej” we wtorek wieczorem policjanci zauważyli w centrum Szamotuł 20-letniego syna nauczycielki. Mężczyzna miał się dziwnie zachowywać; gdy policjanci chcieli go wylegitymować, zaczął uciekać.

Wbiegł do kamienicy, w której mieszkał z matką, a potem do mieszkania. Tam funkcjonariusze ujawnili zwłoki. Zatrzymany mężczyzna był trzeźwy.
Źródło info i foto: interia.pl

Katarzyna P., była żona twórcy Amber Gold, wyszła na wolność

Katarzyna P., współtwórczyni Amber Gold, jest już na wolności: kobieta opuściła areszt, w którym przebywała od początku 2013 roku. Jak ustalił reporter RMF FM Kuba Kaługa, jedną z przesłanek dla uchylenia aresztu była kwestia opieki nad kilkuletnim synem Katarzyny P. Współtwórczyni piramidy finansowej zaszła w ciążę i urodziła dziecko za kratami. Rzecznik Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, sędzia Roman Kowalkowski, potwierdził ustalenia Kuby Kaługi, że sąd uchylił tymczasowe aresztowanie Katarzyny P.

Jak dowiedział się nasz dziennikarz, Katarzyna P. nie może opuszczać kraju, musi trzy razy w tygodniu meldować się na policji i ma zakaz kontaktowania się z mężem Marcinem P., również współtwórcą Amber Gold, i świadkami w sprawie afery. Ma także zakaz opuszczania miejsca pobytu bez zgody organu prowadzącego postępowanie.

Przypomnijmy, wcześniej sąd zgadzał się na jej wyjście z aresztu, ale za poręczeniem majątkowym w wysokości 5 milionów złotych. Tym razem, jak nieoficjalnie dowiedział się Kuba Kaługa, sąd tzw. kaucji nie orzekł. W związku ze sprawą piramidy finansowej, jaką okazała się działalność parabanku Amber Gold, Katarzyna P. została skazana w 2019 roku na 12 lat i 6 miesięcy więzienia. Marcin P. usłyszał wyrok 15 lat więzienia. Wyrok jest nieprawomocny.

Uchylenie aresztu Katarzyny P.: Wpływ miała kwestia opieki nad jej synem

Rzecznik Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, sędzia Roman Kowalkowski, potwierdził w rozmowie z Kubą Kaługą, że wpływ na decyzję o zwolnieniu Katarzyny P. z aresztu miał m.in. fakt, że w areszcie spędziła ponad 8 lat.

„Z uzasadnienia tego postanowienia wynika, że ta okoliczność nie była bez znaczenia. Sąd argumentował, że nie może być tak, że tymczasowe aresztowanie przeradza się w wykonanie kary. W stosunku do pani orzeczono w pierwszej instancji karę 12 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności, a okres tymczasowego aresztowania do tej pory to już jest ponad 8 lat” – podkreślił sędzia Kowalkowski.

Przekazał, że sąd wziął pod uwagę również kwestię opieki nad sześcioletnim synem Katarzyny P., którym do tej pory zajmowała się jej matka.

Uchylenie aresztu Katarzyny P.: Wpływ miała kwestia opieki nad jej synem
Rzecznik Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, sędzia Roman Kowalkowski, potwierdził w rozmowie z Kubą Kaługą, że wpływ na decyzję o zwolnieniu Katarzyny P. z aresztu miał m.in. fakt, że w areszcie spędziła ponad 8 lat.

„Z uzasadnienia tego postanowienia wynika, że ta okoliczność nie była bez znaczenia. Sąd argumentował, że nie może być tak, że tymczasowe aresztowanie przeradza się w wykonanie kary. W stosunku do pani orzeczono w pierwszej instancji karę 12 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności, a okres tymczasowego aresztowania do tej pory to już jest ponad 8 lat” – podkreślił sędzia Kowalkowski.

Przekazał, że sąd wziął pod uwagę również kwestię opieki nad sześcioletnim synem Katarzyny P., którym do tej pory zajmowała się jej matka.Źródło info i foto: wp.pl

USA: Matka odpowie za zabójstwo 12-letniego syna

Kobietę z Chicago oskarżono o morderstwo 12-letniego syna. Fallon Harris miała wielokrotnie postrzelić dziecko w głowę z powodu zagubienia karty pamięci. Całość zdarzenia zarejestrowała domowa kamera. Do postrzelenia doszło w sobotni poranek w domu Harris w południowym Chicago. Wtedy to 37-latka miała mierzyć pistoletem do 12-letniego syna Kadena Ingrama. Wcześniej zażądała od niego zagubionej karty pamięci. Gdy chłopiec powiedział, że jej nie ma, Harris miała oddać pierwszy strzał w głowę. Zdarzenie zarejestrował domowy monitoring. Według śledczych dziecko było wtedy jeszcze przytomne i płakało.

Odebrała telefon i oddała drugi strzał

Kobieta – podczas gdy Kaden leżał na podłodze w kuchni – miała odebrać telefon, wrócić do niego i ponownie poprosić o kartę pamięci. Następnie oddała drugi strzał w stronę syna. Policję zaalarmowali członkowie rodziny, do których Harris miała zadzwonić i przyznać się do tego, co zrobiła. Funkcjonariusze znaleźli chłopca z licznymi ranami postrzałowymi głowy. Kadena przewieziono do szpitala, gdzie uznano go za zmarłego.

Fallon Harris oskarżono o morderstwo pierwszego stopnia. Odrzucono wniosek zwolnienia za kaucją. Sędzia nakazał też sprawdzenie stanu zdrowia psychicznego 37-latki. Rodzina kobiety przekazała śledczym, że przed strzelaniną zachowywała się ona paranoidalnie. Harris miała pozwolenie na broń. Posiadała jej dwie sztuki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl