Teksas: Utopili noworodka w smole

Koszmar w Princeton w Teksasie. Para o swojsko brzmiącym nazwisku Grabowski trafiła za kraty po tym, jak na ich posesji znaleziono zwłoki zaledwie tygodniowego chłopczyka. Ciało maluszka ukryte było w wiadrze smoły w szopie za domem. Służby sprawdzają teraz, jak zmarł.

Ten koszmar wyszedł na jaw dzięki anonimowej informacji. Policja powiadomiona o niezgłoszonym zgonie dziecka pojawiła się w ubiegłym tygodniu w domu Rolanda (42 l.) i Donny Grabowskich (41 l.) w Princeton. Ci pytani o dziecko próbowali wmawiać mundurowym, że maluch jest u znajomych. Potem odmówili jakichkolwiek wyjaśnień. – Para nie chciała współpracować ze śledczymi i została zatrzymana – poinformowało w oświadczeniu biuro szeryfa hrabstwa Collin. Grabowscy trafili do aresztu. Śledczy tymczasem z nakazem przeszukania wrócili do ich domu. Na terenie posesji, w szopie za budynkiem, znaleźli wiadro smoły. W oleistej mazi pływały zwłoki maleńkiego chłopczyka.

Według ustaleń policji Micah Grabowski żył zaledwie tydzień. Po odkryciu zwłok matka chłopca Donna powiedziała, że urodziła chłopca w szpitalu w McKinney, ale placówka nie odnotowała takiego porodu. Zeznała też, że 29 lipca, gdy obudzili się z mężem, odkryli, że dziecko zmarło. Tak też mówili znajomym. Śmierci synka nigdzie nie zgłosili. Śledczy postawili wyrodnym rodzicom zarzuty narażenia dziecka na niebezpieczeństwo, zbezczeszczenia zwłok i ukrywania dowodów. Policja poinformowała, że para kilkakrotnie ich okłamała. Próbowała też namówić znajomych, by „pożyczyli” im własne dziecko, które chcieli pokazać policji jako własne.

Śledczy czekają teraz na wyniki sekcji zwłok maluszka. Od nich zależą ewentualne zarzuty, niewykluczone, że również morderstwa. Donna Grabowski decyzją sądu przebywa w areszcie za kaucją w wysokości miliona dolarów. Jej mąż Roland, który figuruje w rejestrze przestępców seksualnych po molestowaniu 14- i 12-latki, może wyjść na wolność po wpłaceniu 925 tys. dol. kaucji.
Źródło info i foto: se.pl

Ojciec zabitego niemowlaka z Rudy Śląskiej zmienił areszt. Nie miał łatwego życia z współosadzeni

30-letni mężczyzna z Rudy Śląskiej, podejrzany o zabójstwo swojego miesięcznego syna, musiał zmienić areszt. Nie przebywa już w placówce karnej w Gliwicach. Stało się to prawdopodobnie dlatego, że współwięźniowie nie dawali mu żyć, objęli go ostracyzmem. Teraz nowe miejsce pobytu 30-latka jest owiane tajemnicą.

30-letni mężczyzna, ojciec zabitego Wiktorka, jest podejrzany o morderstwo. Miesięczny chłopczyk miał liczne obrażenia, które – zdaniem śledczych – powstały w wyniku maltretowania go przez rodziców. Prokuratura postawiła ojcu zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania śmierci swojego syna, a także spowodowanie obrażeń ciała u córki. Z kolei matka usłyszała zarzut znęcania i pomocy w zabójstwie. Miała nie reagować, gdy jej partner pastwił się nad niemowlęciem. Parze grozi nawet dożywocie. Mężczyzna trafił do Aresztu Śledczego w Gliwicach, o czym pisaliśmy już na łamach „Super Expressu”. 30-latek został „życzliwie” powitany przed bramą, co zostało uwiecznione na nagraniu wideo. To, jak traktowali go współwięźniowie w środku, przekroczyło wyobrażenia nawet służb. Do tego stopnia, że trzeba było podjąć natychmiastową decyzję o jego przeniesieniu.

– Został przeniesiony, prawdopodobnie po tym, jak ostracyzmem objęli go inni osadzeni. Ostracyzm to w tym przypadku słowo łagodne. Mężczyźni osadzeni w Areszcie Śledczym przy ulicy Siemińskiego 10 (dawna Wieczorka) w Gliwicach przywitali 30-letniego mieszkańca Rudy Śląskiej wulgaryzmami i głośnymi krzykami – było je słychać za murami, w okolicy aresztu. Inni więźniowie nie chcieli w swoim sąsiedztwie zabójcy niemowlęcia, wykazywali względem niego dużą wrogość – donoszą Nowiny Gliwickie.

30-latka w gliwickim areszcie już nie ma. Służby postanowiły owiać tajemnicą nowe miejsce jego przebywania, prawdopodobnie z uwagi na ryzyko, że ponownie doszłoby do tego, co stało się w poprzednim miejscu.

Sąd zdecydował, że tymczasowy areszt w przypadku 30-latka i jego 29-letniej partnerki ma trwać trzy miesiące. Para odpowie później przed sądem.
Źródło info i foto: se.pl

Mariusz Sz. skatował miesięcznego syna na śmierć. Tak oprawcę „przywitali” więźniowie w Gliwicach

Sąd Rejonowy w Gliwicach (woj. śląskie) zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Aleksandry (29 l.) i Mariusza Sz. (30 l.) z Rudy Śląskiej. Mężczyzna, który m. in. usłyszał zarzut skatowania na śmierć swojego miesięcznego synka Viktora, został przewieziony do aresztu śledczego w Gliwicach. Tam „przywitali” go osadzeni. Gdy tylko przekroczył próg budynku, zewsząd zaczęły padać obraźliwe epitety i groźby. Więźniowie zdzierali gardła i przekrzykiwali się nawzajem. Obiecywali, że zgotują prawdziwe piekło oprawcy niewinnych dzieci. Jest nagranie z tego momentu.

24 lipca Sąd Rejonowy sformułował zarzuty i zdecydował o umieszczeniu Aleksandry (29 l.) i Mariusza Sz. (30 l.) z Rudy Śląskiej w aresztach. Tego dnia mężczyzna trafił do do Gliwic. Kiedy tam wjeżdżał usłyszał pod swoim adresem stek wyzwisk, gróźb i obietnic. Osadzeni wykrzykiwali, że zgotują mu takie piekło, jak on swoim dzieciom. Zapewniali, że dla oprawcy niemowląt i dzieci za kratkami nie ma litości. Przypomnijmy, że malutki Viktor, syn oskarżonych, zmarł w szpitalu 22 lipca po ty, jak został pobity. Śmiertelne ciosy zadał dziecku Mariusz Sz.

Syna skatował, córkę regularnie bił

W ostatnią środę został w domu z Viktorem. Matka wyszła ze starszą siostrą chłopczyka na spacer. Kilkadziesiąt minut później mąż powiadomił żonę, że synek przestał oddychać. Wezwano pogotowie. Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia w Katowicach stoczyli heroiczny bój o jego życie. Obrażenia były jednak śmiertelne.

W toku śledztwa okazało się, ze również 14-miesięczna Viktoria była maltretowana i bita przez wyrodnych rodziców. Jej sprawa została włączona do śledztwa po śmierci jej miesięcznego braciszka. Prokuratorzy przedstawili ojcu zarzut m.in. na podstawie zeznań świadków. Mieli oni potwierdzić, że ojciec bił córkę.

Obecnie Viktoria znowu przebywa w pieczy zastępczej. Do grudnia ubiegłego roku przez trzy miesiące na wniosek matki także trafiła do rodziny zastępczej. Mariusz Sz. był w tym czasie w zakładzie karnym. Odsiadywał trzymiesięczny wyrok za uchylanie się od prac społecznych. Aleksandra Sz. zgłosiła opiece społecznej w Rudzie Śląskiej, że nie jest w stanie zajmować się dzieckiem, bo jest niepełnosprawna.

Potworne obrażenia

Biegli przeprowadzili sekcję zwłok chłopczyka. Prokuratorzy dysponują też badaniami tomograficznymi. Mają niezbite dowody świadczące o wyjątkowym bestialstwie rodziców.

– Przyczyną śmierci dziecka był uraz czaszkowo-mózgowy, liczne krwiaki, złamanie kości czaszki. Oprócz świeżych krwiaków były wcześniejsze rany. Nie ma mowy, aby doszło do przypadkowego powstania takich urazów – mówiła PAP prokurator Joanna Smorczewska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Na ciele chłopca biegli stwierdzili także stare, gojące się już złamania, w tym kości nóżek.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Co ze śledztwem ws. zabójstwa wójt gminy Zgierz?

Prokuratura w Zgierzu cały czas prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Barbary Kaczmarek. Przypomnijmy, że dotychczasowa wójt zmarła pod koniec lutego w zgierskim szpitalu z powodu rozległych obrażeń głowy i poważnego urazu mózgu. Zarzuty spowodowania u niej ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu usłyszał jej syn, Krzysztof K..

Mężczyzna początkowo trafił do aresztu, który jednak dość szybko opuścił. – Zebrany materiał dowodowy, a w szczególności kolejna opinia biegłych z Zakresu Medycyny Sądowej uzasadniał odstąpienie od najsurowszego środka zapobiegawczego. Podejrzany pozostaje jednak cały czas pod zarzutem spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – mówi Krzysztof Kopania (53 l.) z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Mężczyźnie grozi 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Miami: 47-latka oskarżona o zabójstwo 9-letniego syna. Początkowo informowała, że dziecko zostało uprowadzone

47-letnia kobieta z Miami na Florydzie (USA) początkowo informowała, że jej dziewięcioletni syn został uprowadzony. Świadek i monitoring ujawniły jednak zupełnie inny przebieg zdarzeń. Matka usłyszała zarzut zamordowania swojego autystycznego syna – donoszą lokalne media. Jak czytamy m.in. w CBS Miami w zeszły czwartek (22 maja) 47-latka zgłosiła zaginięcie swojego niepełnosprawnego dziecka. Policja rozpoczęła poszukiwania, jednak już następnego dnia okazało się, że dziewięciolatek nie żyje. Jego ciało odnaleziono w kanale – czytamy.

Kobieta początkowo relacjonowała, że jej syn został uprowadzony. Twierdziła, że podczas podróży samochodem jej drogę zajechało auto, z którego wysiadło dwóch czarnoskórych mężczyzn. Mieli oni żądać od kobiety narkotyków, a na końcu ją okraść i porwać syna.

Wersja ta szybko okazała się nieprawdziwa. Kobieta gubiła się w zeznaniach i nie potrafiła przekazać szczegółów zdarzenia. Nagranie z monitoringu w okolicy, a także zeznanie świadka ukazały zupełnie inny przebieg zdarzenia.

Jak się okazało, kobieta już wcześniej próbowała wepchnąć dziecko do wody. Uratował je wówczas przypadkowy przechodzień. Kobieta ponowiła jednak próbę morderstwa. Tym razem w okolicy nie było nikogo, kto mógłby pomóc chłopcu.

47-latka usłyszała zarzut morderstwa. Jak informują lokalne media, na sali sądowej tłumaczyła, że ciążyła jej opieka nad niepełnosprawnym synem. Z roku na rok dziecko miało się stawać coraz trudniejsze w wychowaniu i wymagać stałej opieki.
Źródło info i foto: interia.pl

Gwałcił syna razem z kolegami. Sąd w Poznaniu podtrzymał wyroki w głośnej sprawie

Sąd Apelacyjny w Poznaniu podtrzymał wyroki skazujące dla ojca gwałconego chłopca i mężczyzny, który uczestniczył w procederze. W przypadku trzeciego z oskarżony uchylono wyrok sądu pierwszej instancji, a jego przypadek zostanie rozpatrzony raz jeszcze.

Apelację wnosili zarówno obrońcy oskarżonych, jak i prokuratura. Oskarżyciele domagali się wyższego wymiaru kary. Ich zdaniem po łącznym potraktowaniu gwałtu i pozostałych przestępstw można było skazać ojca nawet na 20 lat więzienia. Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał jednak kary wobec dwóch mężczyzn, a sprawę trzeciego odesłał do ponownego rozpatrzenia. W jego przypadku cofnął także decyzję o tymczasowym areszcie.

W trakcie procesu żaden z oskarżonych nie przyznawał się do zarzucanych im czynów. Ojciec chłopca razem ze znajomym oskarżani byli o wielokrotne zgwałcenie, wymuszanie czynności seksualnej, prezentowanie małoletniemu treści pornograficznych w celu własnego zaspokojenia, a przy tym działanie w porozumieniu i ze szczególnym okrucieństwem. Ojciec był też oskarżany o prezentowanie wykonywania czynności seksualnej innym dwóm małoletnim oraz naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji.

Dramat chłopca z Wielkopolski

O tej sprawie pisaliśmy już w 2018, a później także 2019 roku. Tragedia dziecka rozgrywała się w Zborowie pod Dopiewem w powiecie poznańskim. Pierwsze niepokojące sygnały docierały do pracowników socjalnych już w 2013 roku, kiedy u 6-letniego chłopca zaobserwowali napady agresji i niekontrolowane moczenie. Mimo że ojciec chłopca krótko po tym wyprowadził się z domu, to wciąż zabierał dziecko na weekendy. Prokuratura zainteresowała się pokrzywdzonym dopiero wówczas, gdy w 2015 roku, mając 8 lat, symulował stosunek z innym uczniem.

Po tamtej interwencji i wprawieniu w ruch machiny państwowej, dziecko zostało odebrane pijącej matce i w 2016 roku trafiło do emerytowanego policjanta, prowadzącego z żoną pogotowie rodzinne. To tam z czasem zaczęło opowiadać o traumatycznych doświadczeniach z lat poprzednich. Krzysztof Matusiak podkreślał, że nie zetknął się wcześniej z podobnym przypadkiem, choć dziećmi wykorzystywanymi seksualnie opiekował się od lat.

U chłopca rozpoznano zespół stresu pourazowego. Dzięki nagraniom wykonanym przez Matusiaka, historią chłopca znów zainteresowała się prokuratura. Biologicznego ojca dziecka oskarżono o wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem. Stwierdzono, że w procederze tym uczestniczyli także jego znajomi: 38-letni Marcin W. i 35-letni Karol K. W tym czasie ich ofiara miała 7-8 lat.

Jak pisała w 2019 roku „Wyborcza”, sąd pierwszej instancji potwierdził winę wszystkich oskarżonych. Ojciec Wojciech K. skazany został na 15 lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na 10 lat. Otrzymał zakaz kontaktowania się z synem i zbliżania się do niego przez 15 lat. Miał również zapłacić mu 100 tys. zł nawiązki.

Marcin W. został skazany na 12 lat więzienia, 15 lat pozbawienia praw publicznych i 100 tys. zł nawiązki. Karola K. skazano na sześć lat więzienia, 10 lat pozbawienia praw publicznych i 50 tys. zł nawiązki. O chłopcu „Wyborcza” pisała, że od dwóch lat przebywał w specjalnym ośrodku terapeutycznym. Miał indywidualny tok nauczania. Jego opiekun Krzysztof Matusiak stwierdzał niestety, iż szanse na normalne funkcjonowanie ma „nikłe”.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Sprawa brutalnego morderstwa na Nowowiejskiej. Nowe fakty

W mieszkaniu na Nowowiejskiej w Warszawie znaleziono ciało Moniki i jej 3-letniego synka Oskara. Makabrycznej zbrodni dokonał Artur K. (42 l.), który wyszedł na przepustkę. Mężczyzna miał bogatą kartotekę, był już skazany za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki. Przed kilkoma miesiącami zapadł wyrok w tej bulwersującej sprawie. Mordercę skazano na dożywocie z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To jednak nie koniec sądowej batalii. Szykuje się apelacja.

Tragiczne zdarzenia rozegrały się 8 września 2018 roku. Tego dnia Artur K. (42 l.), który odbywał 15-letni wyrok za zabójstwo swojej poprzedniej partnerki, wyszedł na kolejną przepustkę. Mężczyzna pokierował swe kroki do mieszkania na Nowowiejskiej w Warszawie. Tam mieszkała jego narzeczona Monika († 35 l.) i jej synek Oskar († 3 l.). Para poznała się na portalu społecznościowym i szybko się zaręczyła. Artur K. utrzymywał, że jest zakochany w Monice, dbał o jej synka. Jak więc wytłumaczyć tę okrutną zbrodnię, której się dopuścił 42-latek?

Artur K. – jak ustalił sąd – gołymi rękami udusił swoją narzeczoną. Kiedy Monika straciła przytomność, włożył jej do ust ścierkę i ręcznik. To samo zrobił z 3-letnim Oskarkiem. Po dokonaniu zbrodni 42-latek zgłosił się na policję.

W trakcie śledztwa okazało się, że zwyrodnialec, który udusił swoją poprzednią partnerkę i ma bogatą kartotekę kryminalną, podczas odbywania kary wychodził ponad 90 razy na przepustki. To wtedy zaczął się spotykać z Moniką.

Wyrok dla bestii

Na początku grudnia 2019 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. na karę dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To najwyższa możliwa kara w polskim wymiarze sprawiedliwości. Dodatkowo nakazał wypłacenie odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. złotych. Wyrok nie jest prawomocny.

Jak podkreślał sąd, Artur K. to wielokrotny morderca, z obszerną kartoteką kryminalną. 42-latek prawie dwie dekady temu należał do jednej z najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych, kierowanej przez Janusza G. ps. „Graf” vel „Dziadunio”, która ma na koncie wymuszenia rozbójnicze czy porwania dla okupu.

Będzie apelacja

Już w czasie mowy końcowej obrończyni Artura K. zwróciła uwagę na to, że oskarżony zaraz po dokonaniu zbrodni poszedł na komisariat, wyraził skruchę i przeprosił rodzinę zabitej kobiety. – Oskarżony podkreślał, że nie był sobą (…) takie zachowanie może świadczyć o rozwijającej się chorobie psychicznej – zaznaczyła aplikant adwokacki Justyna Łusiak.

Jak dowiedziała się Polska Agencja Prasowa, w sprawie wyroku dla mordercy jest apelacja. Pełnomocnik Artura K., adwokat Marek Małecki, przekazał, że przy zbrodni tego kalibru i karze orzeczonej w najsurowszym możliwym wymiarze, tj. dożywotniego pozbawienia wolności, sąd powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego oskarżonego.

– W mojej ocenie opinie zarówno pisemna, jak i ustna opinia uzupełniająca wydane przez powołanych w sprawie biegłych nie sprostały wymaganiom stawianym im przez kodeks postępowania karnego. Opinie są nie tylko niepełne, niejasne i wewnętrznie sprzeczne, ale przede wszystkim sprzeczne z obowiązującą międzynarodową klasyfikacją chorób ICD-10 , w której wyraźnie wyodrębniono objawy pozwalające na rozpoznanie osobowości dyssocjalnej – poinformował PAP adwokat Marek Małecki.

Jak dodał sąd I instancji oddalił wszelkie wnioski dowodowe obrony, zmierzające do przesłuchania w charakterze świadków osób mających bezpośrednią styczność z oskarżonym w okresie jego pobytu w areszcie śledczym w Radomiu. Ich zeznania stanowiłyby dodatkowy, istotny materiał dowodowy, na podstawie którego należałoby przeprowadzić opinię uzupełniającą z udziałem innego zespołu biegłych niż dotychczas.

– W sprawie, gdzie możliwe dotychczasowe błędy diagnostyczne i brak zastosowania skutecznego leczenia wobec osoby, która bezwzględnie tego wymagała, oraz gdzie trzy niewinne osoby zostały pozbawione życia, moim obowiązkiem jako obrońcy, ale także jako człowieka, jest dopełnienie wszelkiej możliwej staranności, aby w zakładzie karnym nie znalazła się osoba, wobec której należy wdrożyć natychmiastowe leczenie psychiatryczne, połączone z odpowiednim leczeniem farmakologicznym, a która może stanowić realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla funkcjonariuszy zakładu karnego, do którego trafi – przekazał Małecki.

Dodał, że jeżeli okazałoby się Artur K. jest niepoczytalny, to nie można mówić o spełnieniu funkcji resocjalizacyjnej. – Biorąc pod uwagę, że dotychczasowe podejmowane przez niego decyzje świadczą o ich zupełnej irracjonalności, należy wykorzystać wszelkie przewidziane przez prawo możliwości do wyjaśnienia wątpliwości związanych z jego stanem zdrowia psychicznego, a nie tłumaczyć, że przeprowadzenie kolejnych czynności dowodowych w sprawie spowoduje przedłużenie postępowania, tak jak to argumentował sąd orzekający – wyjaśnił pełnomocnik Artura K.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest apelacja ws. wyroku dla Artura K. Mężczyzna na przepustce z więzienia udusił swoją partnerkę i jej synka

Jest apelacja w sprawie wyroku dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach, na który Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. – dowiedziała PAP. Mężczyzna na przepustce z więzienia udusił swoją partnerkę i jej 3-letniego synka.

Jak przekazał PAP pełnomocnik Artura K., przy zbrodni tego kalibru i karze orzeczonej w najsurowszym możliwym wymiarze tj. dożywotniego pozbawienia wolności, sąd powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego oskarżonego.

„W mojej ocenie, opinie zarówno pisemna jak i ustna opinia uzupełniająca wydane przez powołanych w sprawie biegłych nie sprostały wymaganiom stawianym im przez kodeks postępowania karnego. Opinie są nie tylko niepełne, niejasne i wewnętrznie sprzeczne, ale przede wszystkim sprzeczne z obowiązującą międzynarodową klasyfikacją chorób ICD-10 , w której wyraźnie wyodrębniono objawy pozwalające na rozpoznanie osobowości dyssocjalnej” – poinformował PAP adw. Marek Małecki.

Jak dodał sąd I instancji oddalił wszelkie wnioski dowodowe obrony, zmierzające do przesłuchania w charakterze świadków osób mających bezpośrednią styczność z oskarżonym w okresie jego pobytu w areszcie śledczym w Radomiu, a których depozycje procesowe stanowiłyby dodatkowy, istotny materiał dowodowy, na podstawie którego, między innymi, należałoby przeprowadzić opinię uzupełniającą z udziałem zespołu składającego się z innych, niż dotychczasowo opiniujący biegli.

„W sprawie, gdzie możliwe dotychczasowe błędy diagnostyczne i brak zastosowania skutecznego leczenia wobec osoby, która bezwzględnie tego wymagała oraz gdzie trzy niewinne osoby zostały pozbawione życia, moim obowiązkiem jako obrońcy, ale także jako człowieka, jest dopełnienie wszelkiej możliwej staranności, aby w zakładzie karnym nie znalazła się osoba, wobec której należy zostać wdrożone natychmiastowe leczenie psychiatryczne, połączone z odpowiednim leczeniem farmakologicznym , a która może stanowić realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla funkcjonariuszy zakładu karnego do którego trafi” – poinformował adw. Marek Małecki.

Dodał, że jeżeli okazałoby się Artur K. jest niepoczytalny, to nie można mówić o spełnieniu funkcji resocjalizacyjnej. „Biorąc pod uwagę, że dotychczasowe podejmowane przez niego decyzje świadczą o ich zupełnej irracjonalności, należy wykorzystać wszelkie przewidziane przez prawo możliwości do wyjaśnienia wątpliwości związanych z jego stanem zdrowia psychicznego, a nie tłumaczyć, że przeprowadzenie kolejnych czynności dowodowych w sprawie spowoduje przedłużenie postępowania, tak jak to argumentował sąd orzekający” – przekazał adw. Marek Małecki

Najwyższa możliwa kara

Na początku grudnia ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. na karę dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To najwyższa możliwa kara w polskim wymiarze sprawiedliwości. Dodatkowo nakazał wypłacenie odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. zł.

Jak podkreślał sąd, Artur K. to wielokrotny morderca, z obszerną kartoteką kryminalną. 42-latek prawie dwie dekady temu należał do jednej z najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych, kierowanej przez Janusza G. ps. „Graf” vel „Dziadunio”, która ma na koncie wymuszenia rozbójnicze, porwania dla okupu itd.

42-latek zabił 8 września 2018 roku. Tego dnia Artur K. wyszedł na przepustkę z więzienia, gdzie odbywał 15-letni wyrok za zabójstwo poprzedniej partnerki. Kobieta została uduszona. Mężczyzna podczas odbywania kary ponad 90 razy wychodził na przepustki i zaczął spotykać się z Moniką K. Para poznała się na portalu społecznościowym i szybko ze sobą zaręczyła.

Feralnego dnia (8 września – PAP) Artur K. przyszedł do mieszkania przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie odwiedzić swoją 35-letnią narzeczoną i – jak ustalił sąd – udusił ją gołymi rękami. Gdy Monika K. straciła przytomność, włożył jej do ust ścierkę i ręcznik. To samo zrobił z 3-letnim synkiem Moniki K. – Oskarem. Po dokonaniu zbrodni zgłosił się na policję.

W uzasadnieniu sędzia Michał Piotrowski wskazał też, że oskarżony działał w zamiarze bezpośrednim oraz, że wykonano cały zespół badań psychologicznych, które potwierdziły, że 41-latek w chwili popełnienia zbrodni był poczytalny. Sam Artur K. twierdził, że jest inaczej.
Źródło info i foto: interia.pl

Wójt gminy Zgierz brutalnie pobita

W stanie krytycznym trafiła do szpitala wójt gminy Zgierz Barbara Kaczmarek. 58-letnia kobieta została dotkliwie pobita. Policja zatrzymała jej 34-letniego syna. Okoliczności sprawy bada policja pod nadzorem prokuratora. Informację, którą jako pierwsze podało Radio Łódź, potwierdził w sobotę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

„58-letnia kobieta trafiła do szpitala w piątek wieczorem w stanie krytycznym, z poważnymi i rozległymi obrażeniami głowy. Pogotowie powiadomił jej syn, który twierdził, że znalazł matkę nieprzytomną w łóżku. Biegły stwierdził jednak, że uraz głowy jest prawdopodobnie konsekwencją pobicia. W tej sprawie został zatrzymany 34-letni syn kobiety” – przekazał rzecznik.

Prok. Kopania dodał, że na miejscu zamieszkania kobiety trwa dokładne ustalanie okoliczności zdarzenia, zabezpieczane są ślady. Prokuratorzy w najbliższym czasie podejmą decyzję, co do ewentualnych zarzutów wobec zatrzymanego. Rzecznik poinformował, że kobieta jest nieprzytomna. Jej stan jest określany jako krytyczny. Kaczmarek funkcję wójta gminy Zgierz sprawuje od 2014 roku. Jest pierwszą kobietą wybraną w tej gminie na to stanowisko.
Źródło info i foto: interia.pl

Były senator PiS z nowymi zarzutami

Były senator PiS Stanisław K. oraz jego syn usłyszeli w Prokuraturze Regionalnej w Katowicach nowe zarzuty w śledztwie dotyczącym wielomilionowych łapówek. Prokuratura skierowała do sądu wnioski o areszt obu mężczyzn – poinformowała w środę prok. Katarzyna Żołna.

Zatrzymanej we wtorek w tym samym czasie co oni dyrektor małopolskiego oddziału PFRON postawiono jeden zarzut – dotyczący udzielenia korzyści majątkowej w formie dotacji dla kierowanej przez b. senatora fundacji. Wobec niej prokuratura chce środków o charakterze wolnościowym

Prok. Żołna poinformowała w środę, że ze względu na skierowane do sądu wnioski o areszt nie może ujawnić, czy podejrzani przyznali się do zarzucanych im czynów. Mogę tylko powiedzieć, że wszyscy składali wyjaśnienia, które teraz będą weryfikowane – powiedziała PAP.

Wiadomo, że obecnie na byłym senatorze ciąży już w sumie 15 zarzutów, a na jego synu – 12.
Źródło info i foto: Dziennik.pl