Zabójstwo 10-latka w Lublinie. Matka planowała zbrodnię?

Matka zamordowała swojego jedynego syna – to koszmarne i tym bardziej przerażające, że Monika S. (38 l.) nie zabiła Filipa (+10 l.) pod wpływem impulsu lub podszeptu diabła, którego żałować będzie do końca życia. Najpewniej swą zbrodnię planowała od września, kiedy to zaczęła znikać ze swym dzieckiem z domu i podróżować przez kilka dni po okolicy. Jakby szukała odpowiedniego miejsca, gdzie mogłaby wprowadzić swój chory zamysł w życie…

W lubelskim hostelu, gdzie w piątek wczesnym popołudniem znaleziono zwłoki chłopca, Monika S. pojawiła się z synkiem we wtorek wieczorem. Początkowo zamówiła tylko jeden nocleg. Następnego dnia przedłużyła go, być może walcząc ze sobą i chcąc odsunąć w czasie to, co jej zdaniem było konieczne. Konieczne, bo jeśli prawdą jest to, że później chciała popełnić samobójstwo, mogła myśleć, że wybierają się razem do lepszego świata.

– Wychodzę na godzinę – w piątek rano rzuciła na portierni hostelu, wychodząc z budynku. Wtedy Filip już nie żył, po tym jak nakryła go całego kołdrą, unieruchomiła, przytrzymując własnym ciałem i bezwzględnie udusiła.

O tym, że coś jest nie tak, w szkole podstawowej chłopca zauważono we wrześniu. Filip opuszczał zajęcia. Znikał z matką na kilka dni.

– Trzy dni spędzili w Nałęczowie, innym razem pojechali na nocleg do Lublina – wspomina znajoma morderczyni. Niewykluczone, że wyrodna matka szukała wówczas odpowiedniego miejsca i chwili do realizacji swojego szaleńczego planu…

Także ojciec chłopca niepokoił się tymi eskapadami. W tygodniu poprzedzającym tragedię dwa razy był na komisariacie policji w Bełżycach, gdzie skarżył się na zachowanie żony. – Nie zgłaszał jednak formalnego zaginięcia, w czasie ich nieobecności miał z nimi kontakt, rozmawiali za pomocą komunikatora internetowego – opowiada kom. Kamil Gołębiowski z KMP w Lublinie.

Sprawą zainteresował się też dzielnicowy, zaś notatkę w tej sprawie skierowano do sądu rodzinnego. Niestety, Monika S. ubiegła wszystkich…
Źródło info i foto: se.pl

Włochy: Zatrzymano Polkę, która wykradła dziecko ze szpitala

Policja w Salerno, na południu Włoch, znalazła Polkę i jej miesięczne dziecko, które kobieta wykradła ze szpitala, by nie dopuścić do tego, by oddano je do placówki opiekuńczej. Wniósł o to sąd dla nieletnich, bo Polka w chwili porodu była pijana. O pościgu za 33-letnią kobietą, która uprowadziła swojego synka ze szpitala w Salerno informowały włoskie media, podkreślając, że trudno zrozumieć, jak mogło dojść do tego, że Polka bez problemu wyniosła noworodka z pilnie strzeżonego oddziału intensywnej opieki neonatologicznej. Noworodek został tam umieszczony, mimo że jego stan był dobry. Chodziło o to, by lepiej można było go pilnować, biorąc pod uwagę trudną sytuację prawną jego matki.

Gdy lekarze stwierdzili w chwili porodu 28 marca, że kobieta zgłosiła się do szpitala pijana, zgodnie z procedurami zawiadomili o tym sąd dla nieletnich. Ten zaś pod koniec kwietnia zdecydował, że dziecko zostanie odebrane matce i umieszczone w placówce opiekuńczej. Na mocy decyzji sądu matce pozwolono je odwiedzać i karmić, ale zabroniono jej zabrać dziecko do domu. Dyrekcja szpitala z wypisem noworodka czekała na ustalenie, do jakiego ośrodka zostanie skierowany.

Kobieta, mieszkająca w pobliskiej miejscowości Giffoni Valle Piana, przychodziła codziennie do szpitala nakarmić dziecko. W piątkowy wieczór wykorzystała moment zmiany personelu medycznego i oddaliła się z synkiem. Na nagraniu ze szpitalnych kamer monitoringu widać, że gdy opuszczała klinikę, towarzyszył jej mężczyzna.

Po prawie dobie poszukiwań kobietę z dzieckiem znaleziono w porzuconym budynku gospodarstwa rolnego koło domu jej brata w Salerno. Noworodek, który jest w dobrym stanie, został ponownie zabrany do szpitala. Kobieta odpowie za swój czyn.

W placówce wszczęto wewnętrzne dochodzenie, by ustalić okoliczności całego zdarzenia. Śledztwo prowadzi też policja. Według mediów kobieta ma jeszcze dwoje starszych dzieci, również umieszczonych w rodzinach zastępczych. Kilka lat temu została aresztowana za handel narkotykami.
Źródło info i foto: onet.pl

17-letnia Rosjanka zostawiła 9-miesięcznego synka samego w domu i poszła imprezować. Dziecko zmarło

17-letnia Rosjanka zostawiła swojego niespełna rocznego synka w mieszkaniu i przez tydzień imprezowała. Dziecko zmarło z głodu, a jego matce grozi teraz długoletnie więzienie.

Ta wstrząsająca historia wydarzyła się w Rostowie nad Donem. 17-letnia Viktoria mieszkała tam ze swoim mężem. Gdy ten otrzymał wezwanie do wojska, kobieta została sama z dzieckiem. Pewnego dnia postanowiła wyjść na imprezę i zostawiła 9-miesięcznego synka samego w domu.

Nie wracała przez tydzień, ostro przez ten czas imprezując. W międzyczasie aktywne udzielała się w mediach społecznościowych. W tym czasie dziecko konało z głodu w męczarniach.

Jego losem zainteresowali się w końcu sąsiedzi, zaniepokojeni długą nieobecnością kobiety. Wezwali oni policję. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce i weszli do mieszkania, ich oczom ukazał się makabryczny widok zmarłego z głodu niemowlęcia.

17-latka miała powiedzieć śledczym, że nie chciała tego dziecka. Teraz za wystawienie chłopczyka na pewną śmierć grozi jej 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: trwają poszukiwania Jose Ronaldo Santosa-Alvareza

Policja już wie, kto zamordował Monikę Potoczniak (+26 l.) i jej synka Christophera (+5 l.)! To były partner kobiety i ojciec uduszonego chłopczyka. Jose Ronaldo Santos-Alvarez (26 l.) jest poszukiwany.

Ta zbdornia wstrząsnęła Polakami w kraju i za granicą. W zeszłą środę w mieszkaniu w New Jersey znaleziono nieprzytomnych Monikę Potoczniak (+26 l.) i jej synka Christophera (+5 l.). Niestety, wkrótce lekarz stwierdził zgon obojga, a policja nie miała wątpliwości – to morderstwo. W cieniu podejrzenia od razu znalazł się partner kobiety i zarazem ojciec uduszonego chłopczyka. Wcześniej groził Monice, która chciała wyjechać do swojej siostry na Florydę. Po zbrodni nagle zapadł się pod ziemię. Skasował nawet konto na Facebooku.

Po paru dniach od makabrycznej zbrodni policja jest już pewna – to właśnie ten mężczyzna stoi za brutalnym zabójstwem. Opublikowała wizerunek i dane osobowe poszukiwanego Jose Ronaldo Santos-Alvarez (26 l.). Tropi go policja w całych Stanach Zjednoczonych. Mężczyzna jest skrajnie niebezpiecznym bandytą! Jeśli wiesz, gdzie może przebywać, natychmiast powiadom amerykańskich mundurowych.
Żródło info i foto: se.pl

Czy rozpoznajesz tą kobietę?

Tajemnicze zawiniątko, a w nim skrajnie wycieńczony noworodek. Do zamojskiego szpitala przyniosła go tydzień temu, w nocy z niedzieli na poniedziałek, młoda kobieta. Położyła maleństwo na podłodze przed jednym z oddziałów i uciekła.

Dobrze, że szybko zareagował portier. Zaciekawiony wizytą niespodziewanego gościa podszedł, żeby sprawdzić, co leży na podłodze. Kiedy rozchylił zawiniątko, aż zesztywniał. Wewnątrz było maleńkie dziecko. Nie miało nawet siły płakać. Noworodek natychmiast został zawieziony do Szpitala Wojewódzkiego im. Jana Pawła II w Zamościu, bo tam jest specjalistyczny oddział dla takich maleństw. – Był w stanie krytycznym. Skrajnie wychłodzony, niewydolny oddechowo i krążeniowo. Przeżył wstrząs związany z utratą krwi. Musieliśmy długo walczyć o jego życie – mówi Hanna Orjanik, zastępca ordynatora oddziału neomatologii.

Dziecko nie miało nawet zawiązanej pępowiny, przez co straciło mnóstwo krwi. Ważący zaledwie 1100 g wcześniak trafił do inkubatora. Chłopczyk prawdopodobnie urodził się w 31. tygodniu ciąży. Musiał przyjść na świat poza szpitalem i bez fachowej pomocy.

Dlaczego został porzucony przez matkę? Nie wiadomo. Może matki nie było stać na jego wychowanie? Kobieta miała jednak na tyle rozsądku, że nie zostawiła go np. w śmietniku. Mimo wszystko policja chce ją przesłuchać. Mundurowi proszą wszystkie osoby rozpoznające kobietę na zdjęciach z monitoringu o kontakt. Najważniejsze w tej historii jest jednak to, że chłopczyk czuje się coraz lepiej. Ciągle leży w inkubatorze, ale prawdopodobnie dziś lekarze odłączą go od aparatury wspomagającej oddychanie.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Ruszył proces Weroniki K.

Przed Sądem Okręgowym w Elblągu (woj. warmińsko-mazurskie) ruszył proces Weroniki K. (23 l.) z Miłakowa. Przed rokiem udusiła swojego nowo narodzonego synka, jego ciałko upchnęła w wiaderku i ukryła w chlewie. Kiedy strażnicy wprowadzili wczoraj na salę sądową Weronikę K., usiadła na ławie oskarżonych i jak na zawołanie się rozpłakała. Teraz chwyta się teatralnych gestów, a przecież nie miała litości dla synka. Przypomnijmy: Weronika K. ukrywała swoją ciążę przez dziewięć miesięcy. Gdy zbliżał się termin rozwiązania, wyczekała, aż będzie sama w domu i wymusiła poród. Urodziła zdrowego synka. Jednak ani jego płacz, ani pierwsze uśmiechy nie obudziły w niej matczynego instynktu.

Z ustaleń śledczych wynika, że Weronika K. dusiła synka ręką, a później ręcznikiem. Ciałko owinęła folią. Wepchnęła do wiaderka po farbie, które ukryła w przydomowych chlewiku. Zbrodnia nie wyszłaby na jaw, gdyby na smród z obory nie zwrócił uwagi jeden z sąsiadów. Kiedy zajrzał tam i otworzył opakowanie po farbie, zamarł z przerażenia. Weronika K. chce dobrowolnie poddać się karze i proponuje dla siebie 10 lat więzienia, choć za zabójstwo grozi jej dożywocie. Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności procesu.
Żródło info i foto: se.pl

Udusiła noworodka

Biegli psychiatrzy orzekli, że kobieta, która w styczniu w Turku udusiła zaraz po urodzeniu swojego synka i porzuciła w krzakach, w chwili popełnienia zabójstwa była poczytalna. Prokuratura postawiła jej zarzut morderstwa, za co grozi jej kara dożywotniego pozbawienia wolności.

24 stycznia przy ul. Lutosławskiego w Turku (woj. wielkopolskie) odnaleziono ciało martwego noworodka. Zwłoki były zawinięte w pościel, zamknięte w materiałowej torbie porzuconej w okolicy cmentarza. Przeprowadzona sekcja zwłok wskazała, że dziecko zostało uduszone.

Policja i prokuratura rozpoczęła poszukiwanie matki, która dokonała tego strasznego czynu, ale śledztwo okazało się bardzo trudne. Komendant policji w Turku ufundował nawet 5 tys. zł nagrody dla osoby, która pomoże w ustaleniu sprawczyni. Kobietę zatrzymano po dwóch miesiącach. Badania DNA potwierdziły, że to 26-letnia Agnieszka N. jest matką zabitego dziecka.

– Kobieta przyznała się do winy, wzięła też udział w wizji lokalnej, w której szczegółowo opisała to, co zrobiła – relacjonował wtedy w rozmowie z Wirtualną Polską Krzysztof Szczesiak, naczelnik Wydziału Śledczego Prokuratury Okręgowej w Koninie.

Do tak dramatycznego czynu kobietę miała zmusić trudna sytuacja materialna. – W jej mieszkaniu krótko mówiąc, bieda aż piszczała, ale to nie jest usprawiedliwienie, ponieważ kobieta mogła oddać dziecko do adopcji – wyjaśniał Szczesiak.

Prokuratura od początku uważała, że kobieta była poczytalna i świadoma tego, co robi. Potwierdzili to biegli psychiatrzy. Do sądu w Koninie właśnie wpłynął akt oskarżenia w tej sprawie. Agnieszka N. będzie odpowiadać za zabójstwo, za co grozi jej kara dożywotniego więzienia. Pierwsza rozprawa ma się odbyć po wakacjach.
Żródło info i foto: wp.pl

Patryk K. zmienił zeznania

Patryk K., który przyznał się do śmiertelnego pobicia dwuletniego syna swojej konkubiny – dwuletniego Marcela z Włocławka – zmienił zeznania. Teraz utrzymuje, że w momencie zdarzenia nie było go w domu – informuje radio RMF FM. Radiostacja podkreśla, że zmiana zeznań 19-latka może wynikać z potencjalnej zmiany kwalifikacji czynu – prokuratura może oskarżyć mężczyznę o zabójstwo.

W lutym 22-miesięczny Marcel trafił nieprzytomny do szpitala po wezwaniu 19-letniego konkubenta matki chłopca, który tłumaczył, że dziecko wyślizgnęło mu się z rąk podczas zmiany pieluchy. Lekarze zaalarmowali policję, gdyż uznali, że dziecko nie ucierpiało w wypadku, lecz mogło dojść do pobicia.

Chłopiec na krótko trafił do szpitala we Włocławku, ale z powodu ciężkich obrażeń przetransportowano go śmigłowcem na oddział intensywnej terapii w Toruniu. Tam chłopiec zmarł.
Żródło info i foto: onet.pl

Adrian N. skatował synka

Adrian N. (21 l.) tak skatował 3-miesięcznego synka Piotrusia, że niemowlę trafiło do szpitala w Bydgoszczy. Mimo skomplikowanej operacji mózgu, jego stan lekarze określają jako krytyczny. Sadysta tłumaczył, że dziecko… wypadło mu z rąk. Drań już 4 lata temu był karany za podobne bestialstwo!

Dramat rozegrał się w niedzielę w Świeciu (woj. kujawsko-pomorskie). Adrian N. wezwał pogotowie do synka, twierdząc, że Piotruś wypadł mu z rąk podczas karmienia. Matki wtedy w domu nie było – z 1,5-roczną córką była w szpitalu. Lekarze z pogotowia od razu stwierdzili, że chłopiec mógł zostać pobity. Zawiadomili policję. Ojciec sadysta został zatrzymany. Biegły sądowy potwierdził, że obrażenia dziecka nie powstały wskutek upadku przy karmieniu.

Lekarze w Świeciu zdecydowali, że stan zdrowia maleństwa jest tak poważny, że musi trafić do Szpitala Uniwersyteckiego im. Jurasza w Bydgoszczy. Najbardziej wstrząsające jest to, że ojciec sadysta był już karany za spowodowanie obrażeń innego swojego dziecka! – W 2011 r. usłyszał zarzuty znęcania się i uszkodzenia ciała dziecka z innego związku – potwierdza Monika Chlebicz, rzecznik kujawsko-pomorskiej policji.

Cztery lata temu lekarz odkrył stłuczenia głowy, krwiaki mózgu i połamane żebra u 3-miesięcznego Marcela, którego N. wychowywał z konkubiną. Dziecko przeżyło i trafiło pod opiekę zastępczą. Wówczas sędziowie uwierzyli, że dziecko wypadło Adrianowi N. z rąk: został uznany za winnego nieumyślnego uszkodzenia ciała syna, ale nie trafił za kraty!
Żródło info i foto: Fakt.pl

Nie żyje mąż ciężarnej kobiety zabitej przez pijanego kierowcę w pobliżu Wejherowa

W szpitalu zmarł mąż ciężarnej 26-latki, który też ucierpiał w wypadku pod Wejherowem – potwierdza Radiu ZET prokuratura. Para osierociła 3-letniego synka. Sprawca tragedii został tymczasowo aresztowany. Lekarze od początku podkreślali, że stan mężczyzny był bardzo ciężki. Mąż kobiety zmarł rano w szpitalu w Gdańsku. Do tragedii doszło 6 września w pobliżu Wejherowa. Rozpędzony kierowca, z ponad dwoma promilami alkoholu uderzył w auto, którym jechała rodzina. Zginęła kobieta w ciąży. Na miejscu wypadku przeprowadzono cesarskie ciecie, ale nie udało się uratować ani matki, ani dziecka

37-letni kierowca miał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Teraz będzie odpowiadał za spowodowanie śmierci w sumie trzech osób; ciężarnej, jej nienarodzonego dziecka i męża kobiety – powiedział Radiu ZET prokurator rejonowy w Wejherowie Dariusz Witek- Pogorzelski. Przy rozszerzeniu zarzutów, nie zmieni się jednak wysokość kary. Piratowi grozi do 12 lat więzienia. Jest tymczasowo aresztowany. Zabójca spod Wejherowa bezkarny. Miał trzykrotny zakaz prowadzenia pojazdów. Kierowca – pijak, który w weekend pod Wejherowem, zabił kobietę w ciąży już trzy razy dostał zakaz prowadzenia pojazdów. Pierwszy raz sąd zdecydował o tym osiem lat temu. Ostatni zakaz obowiązuje do 2017 roku.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl