Szczecin: Ruszył proces ws. oszustw przy zamianie mieszkań. Notariusze wśród oskarżonych

W Sądzie Okręgowym w Szczecinie rozpoczął się w czwartek proces w sprawie wyłudzania mieszkań. Oskarżonych jest 11 osób, w tym notariusze, którzy usłyszeli zarzuty pomocnictwa.

Siedem osób zostało oskarżonych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która działała w Szczecinie, Policach i Warniku. Oszukanych miało być 50 osób, a wartość wyrządzonej szkody oszacowano na niemal 4 mln zł.

Grupa – według prokuratury – wyłudzała mieszkania. Oskarżeni mieli doprowadzać pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzania lokalami – osoby, które oszukali, traciły tytuły prawne do zajmowanych mieszkań i nie otrzymywały w zamian ekwiwalentnych świadczeń. Zdaniem śledczych, grupa wykorzystywała niezdolność pokrzywdzonych do zrozumienia podejmowanych czynności prawnych.

Oskarżeni – według prokuratury – docierali do pokrzywdzonych posiadających mieszkania m.in. przez ich znajomych i odpowiadając na ogłoszenia o zamianie mieszkań. Oferowali zamianę mieszkania na mniejsze z jednoczesną spłatą zadłużenia i ewentualną dopłatą.

Jeżeli pokrzywdzeni nie byli właścicielami lokali, w których mieszkali, ale mieli spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu, oskarżeni mieli im przekazywać pieniądze na sfinansowanie przekształcenia tego prawa w spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu.

Po akceptacji zaproponowanych warunków zamiany oskarżeni mieli pokazywać pokrzywdzonym mieszkania, w których ci mogliby zamieszkać. Jeśli pokrzywdzeni byli zainteresowani, zawierano jedną lub kilka umów cywilnoprawnych; ich treść nie odpowiadała jednak ustaleniom.

Pokrzywdzeni byli zawożeni do współpracujących z oskarżonymi kancelarii notarialnych, gdzie podpisywano dokumenty, na których podstawie ofiary traciły tytuły prawne do dotychczas zajmowanych lokali. Mieszkania, które nabywali, nie były tymi, które im pokazywano: miały znacznie gorszy standard. Zdarzało się też, że pokrzywdzeni po zawarciu umowy byli umieszczani w lokalach, które podejrzani jedynie wynajęli albo w ogóle nie otrzymywali w zamian jakiegokolwiek lokalu, lecz byli dokwaterowywani do innych oszukanych osób.

Czworgu notariuszy (dwóch nie wykonuje już zawodu) prokuratura zarzuca pomocnictwo w oszustwie i niedopełnienie obowiązków funkcjonariuszy publicznych: nie udzielali pokrzywdzonym informacji, których powinni udzielić.

Grupą przestępczą miał kierować Robert M. Jego rola – według aktu oskarżenia – polegała m.in. na „założeniu zorganizowanej grupy przestępczej, wydawaniu poleceń pozostałym członkom grupy, koordynowaniu i nadzorowaniu ich działań, zapewnianiu środków finansowych na realizację poszczególnych czynów zabronionych”.

Robert M. miał m.in. uczestniczyć w rozmowach dotyczących zamiany mieszkań, posługując się przy tym fałszywymi danymi osobowymi. Miał też uczestniczyć w zawieraniu aktów notarialnych, nadzorować przewożenie rzeczy osób, które zamieniły mieszkania, i brać udział w sprzedaży wyłudzonych lokali osobom trzecim.

Mężczyzna nie przyznał się do winy. Podczas czwartkowej rozprawy odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy (oprócz jednego, który odbywa karę więzienia za inną sprawę). Kolejna rozprawa ma się odbyć 10 września.
Źródło info i foto: TVP.info

Szczecin: Zarzuty dla mężczyzn, którzy zaatakował księdza na plebanii

Mężczyźni, którzy zaatakowali proboszcza bazyliki w Szczecinie, usłyszeli już zarzuty. Chodzi o aż cztery przestępstwa, za które może grozić nawet 10 lat więzienia. Policja informuje, że zatrzymani od dawna byli znani policji, bo miewali problemy z prawem.

Trzech mężczyzn w wieku od 27 do 53 lat, którzy zaatakowali w niedzielę proboszcza Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Szczecinie oraz dwie inne osoby, usłyszeli już zarzuty. Chodzi o kilka przewinień. Skierowano również do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt.

„Podstawowy zarzut dotyczy tzw. kradzieży rozbójniczej, przy czym – udało się ustalić, że sprawcy działali także z powodu przynależności wyznaniowej osób pokrzywdzonych do Kościoła katolickiego” – poinformowała we wtorek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Joanna Biranowska-Sochalska. Dodała, jednak, że to nie jedyny zarzut, który usłyszeli mężczyźni. Zostali również oskarżeni o naruszenie nietykalności cielesnej, naruszenie miru domowego oraz próbę oszustwa.

Z ustaleń policji wynika, że trzech mężczyzn weszło w niedzielę do zakrystii bazyliki i nie chciało jej opuścić, pomimo próśb. Gdy jeden z nich był wyprowadzany, uderzył w twarz proboszcza parafii. Zaatakował także kościelnego oraz zakrystiankę, którzy znajdowali się w środku. Podczas pobytu w zakrystii ukradli różaniec. Próbowali także zabrać ze sobą szaty liturgiczne. Właśnie wtedy miało dojść do próby oszustwa – mężczyźni próbowali wmówić osobie w zakrystii, że mają pozwolenie od proboszcza na zabranie szat. Nikt w to nie uwierzył i ubrania nie zostały wydane. Z informacji Radia Szczecin wynika, że mężczyźni domagali się wydania szat, ponieważ chcieli „odprawić mszę”.

Po wszystkim napastnicy uciekli, ale policji udało się ich zatrzymać półtorej godziny po całym zdarzeniu. Musieli na kilka godzin trafić do cel policyjnych, aby wytrzeźwieć – wszyscy byli pod wpływem alkoholu. Szczecińska policja informuje, że sprawcy napadu byli już wcześniej znani policji i karani za różne przestępstwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brutalny atak na księdza w zakrystii bazyliki św. Jan Chrzciciela w Szczecinie

Do ataku na księdza prałata Aleksandra Ziejewskiego doszło wczoraj około godziny 17 – informuje Radio Szczecin. Jak ustalił reporter radia, trzech sprawców pobiło księdza i zraniło w policzek w zakrystii Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Szczecinie. Mężczyźni wtargnęli tuż przed mszą świętą.

– Gdyby mnie trafił, to pewnie by zabił. Oni byli w jakiejś diabelskiej furii. Bluzgali, nie będę tego powtarzał. Kościelny próbował mnie zasłonić, też go uderzyli i ma szwy. Popychali panią zakrystiankę – opowiada w rozmowie z TVP Info ks. Aleksander Ziejewski.

Według nieoficjalnych informacji, sprawcy są w rękach policji.
Źródło info i foto: onet.pl

Wysoko postawiony funkcjonariusz policji znęcał się nad partnerką?

W prokuraturze w Gorzowie Wielkopolskim toczy się postępowanie wobec zastępcy naczelnika w jednym z wydziałów Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Zgłoszenie dotyczy psychicznego i fizycznego znęcania się nad partnerką, a kulisy sprawy są szokujące.

Zbliżony do obojga policjantów czytelnik poinformował Onet o interwencji z początku czerwca. Do mieszkania, które Jan K. zajmuje wspólnie z partnerką i dzieckiem, został wezwany wówczas patrol policji. O interwencję prosiła kobieta, którą – zdaniem naszego informatora – K. w środku nocy wyrzucił z domu

– Ubrana była w samą piżamę, zadzwoniła na policję od sąsiadów. Na miejscu pojawił się patrol interwencyjny, później – jako że sprawa dotyczyła policjantów, ich przełożeni oraz wydział kontroli. Poszkodowana złożyła zawiadomienie o znęcaniu się, informując, że trwa to już kilka lat – opowiada osoba zbliżona do sprawy. – Jako dowód przedstawiła nagrania w postaci audio i wideo, jak również obdukcję na złamanie, które miała rok temu. Zeznała, że niejednokrotnie siadał na niej i wykręcał jej ręce. Odgrażał się, wspomniała nawet, że była sytuacja, kiedy groził jej nożem. Czuł się pewnie, gdyż informował ją, że ma znajomości i w razie co ją zniszczy – dodaje.

Według naszych informacji sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. 13 czerwca zadzwoniliśmy do gorzowskiej prokuratury, jednak tam nikt sprawy Jana K. jeszcze nie prowadził. Tego samego dnia skontaktowaliśmy się ze szczecińskimi śledczymi – tam również sytuacja wyglądała podobnie. Informacje o tym, czy dane postępowanie jest prowadzone, dostaliśmy dopiero 17 czerwca, czyli cztery dni później. Jednocześnie okazało się, sprawa została przekazana do Gorzowa Wielkopolskiego dopiero w piątek 14 czerwca, czyli już po naszym telefonie.

Jan K. nadal ma dostęp do tajnych informacji

– Zostały przekazane materiały z prokuratury szczecińskiej dotyczące przestępstwa fizycznego i psychicznego znęcania się nad partnerką przez Jana K. – mówi w rozmowie z Onetem prokurator Roman Witkowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. – Wszystko jest na wstępnym etapie decyzji dotyczącej jednostki, która zajmie się prowadzeniem tego postępowania – dodaje.

Oznacza to tyle, że Jan K. nie usłyszał żadnych zarzutów, a śledczy (poza policją zaraz po interwencji) nie przesłuchali ani policjanta, ani jego partnerki. Tymczasem mężczyzna jako wysoko postawiony funkcjonariusz ma dostęp do swojego biura, z którego – według naszej wiedzy – kilkukrotnie już po samym zdarzeniu korzystał, mimo przebywania na zwolnieniu lekarskim. Jak mówi nam osoba ze środowiska, miał to robić zazwyczaj w godzinach popołudniowych.

– W jakim celu, tego niestety nie wiadomo. Wiadomo jednak, że jako zastępca naczelnika (ze względu na ochronę danych osobowych nie podajemy nazwy wydziału) ma dostęp do dokumentów również o klauzuli „ściśle tajne”. Nikt nie zadał sobie trudu, aby do czasu wyjaśnienia sprawy ograniczyć możliwości wpływu na ewentualnych świadków. Do tego z racji swojego stanowiska ma dostęp do bilingów. Na 90 proc. również nikt nie sprawdził, czy nie sięgnął po takowe w związku ze swoją konkubiną – mówi nasz informator.

O ograniczenia względem Jana K. zapytaliśmy biuro prasowe Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Okazuje się, że czynności trwają, jednak żadnych zabezpieczeń nie wprowadzono. – KWP w Szczecinie w ramach wewnętrznych procedur kontrolnych prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające. Warto podkreślić, że uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi i dotychczas nie zaistniały podstawy do zawieszenia funkcjonariusza – tłumaczy Alicja Śledziona, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Szczecinie.

Oznacza to, że najprawdopodobniej Jan K. w dalszym ciągu ma dostęp do wszelkich informacji dotyczących jego partnerki. Wydział, w którym zajmuje wysokie stanowisko, zajmuje się bowiem m.in. namierzaniem osób poszukiwanych. Jak dowiedzieliśmy się w prokuraturze, na tym etapie postępowania decyzję o zablokowaniu dostępu może podjąć jedynie policja w ramach wewnętrznych procedur. Czy to zrobiono? Na to pytanie KWP w Szczecinie nie udzieliło nam odpowiedzi.

Kto kogo chroni w Komendzie Wojewódzkiej Policji?

Informacji o Janie K. właściwie próżno szukać w internecie. Na stronach KWP wydział, w którym pełni stanowisko zastępcy naczelnika, jako jeden z nielicznych nie ma podanych dowódców. Po dłuższych poszukiwaniach udaje się znaleźć jedynie dwie wzmianki z 2017 roku. Jedna dotyczy finału konkursu dla młodzieży, druga wykładu, który policjant prowadził dla uczniów.

Jan K. jest wysokim, postawnym mężczyzną, który szybko piął się po szczeblach kariery. Zastępcą naczelnika swojego wydziału został po 11 latach służby. – W jego wcześniejszej karierze przewinął się temat mobbingu, jednak dzięki „czuwającej ręce opatrzności” nie spadł mu z głowy ani jeden włos. Ukarana została natomiast osoba zgłaszająca – twierdzi nasz informator. Rzecznik KWP w Szczecinie tym doniesieniom jednak zaprzecza.

– W przeszłości nie prowadzono wobec niego postępowań odnośnie do skarg dotyczących mobbingu – stwierdza stanowczo Alicja Śledziona.

Nasz informator zwraca także uwagę na przebieg samej interwencji z nocy z trzeciego na czwartego czerwca. – Sama poszkodowana przez policjantów „decyzyjnych” oraz przyjmujących zawiadomienie została potraktowana pogardliwie, jakby mieli jej za złe, że ma czelność zgłosić coś na innego policjanta – mówi.

Problem pojawił się także w kwestii tego, kto zajmie się czteroletnim dzieckiem zaraz po zdarzeniu. Zdaniem naszego informatora, decyzją „kontrolnego” czteroletnie dziecko pozostało wraz z ojcem, wobec którego padły poważne zarzuty dot. znęcania.

Jak udało nam się ustalić, kobieta faktycznie miała problem ze skontaktowaniem się z dzieckiem. Zaraz po interwencji zostało ono przekazane pod opiekę dziadków, ponieważ funkcjonariusze prowadzili czynności z rodzicami. Matce udało się z nim skontaktować dopiero po interwencji śledczych.

To, że Jan K. źle traktuje swoją partnerkę, było właściwie tajemnicą poliszynela w kręgach policyjnych. – Wyrażał się o niej bardzo pogardliwie, niejednokrotnie krzycząc na nią przez telefon. Nikt jednak nie przypuszczał, że sprawa może być bardziej poważna – podsumowuje jeden z funkcjonariuszy.
Źródło info i foto: onet.pl

16-latka uciekła z ośrodka wychowawczego w Szczecinie

Z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego im. Janusza Korczaka w Szczecinie uciekła 16-letnia Maria Gawenda. Nastolatka prawdopodobnie padła ofiarą znęcania się ze strony innych podopiecznych ośrodka. O sprawie informuje m.in. „Głos Szczeciński”. Maria Gawenda przebywała w ośrodku w Szczecinie od 31 maja. Jak czytamy, uciekła z niego trzy dni temu – w niedzielę 23 czerwca. Ostatni raz widziano ją tego dnia około godziny 19.00.

Początkowo zakładano, że powodem jej ucieczki był młodzieńczy bunt. Jednak, jak wynika z najnowszych informacji, nastolatka mogła paść ofiarą znęcania się ze strony innych podopiecznych ośrodka. Prawdopodobnie chodzi o dwie wychowanki.

W sieci masowo udostępniany jest dramatyczny list matki 16-latki.

„Marysia od tygodnia była katowana przez dwie inne wychowanki… Nie pobita raz, czy dwa, ale maltretowana nocami, o czym wychowawcy rzekomo nie mieli pojęcia… Biły i kopały ją w brzuch, głowę i po plecach… Dusiły poduszkami żeby nie krzyczała… Koleżanki z pokoju zastraszone milczały, aż do dziś” – czytamy.

Jak poinformowała mama 16-latki, ofiarą agresorek jest nie tylko jej córka.

„Jeśli ktokolwiek widział młodą, zagubioną dziewczynę ze zdjęcia, proszony jest o kontakt z mamą Marii” – zaapelowała.

„W związku z powyższym wszczęto poszukiwania opiekuńcze. W tym samym czasie przyjęliśmy również drugie zgłoszenie od pracownika placówki, o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę dwóch nieletnich wychowanek, w tym osoby, wobec której wszczęte są poszukiwania. W powyższej sprawie prowadzimy postępowanie. Na tę chwilę jest zbyt wcześnie, by mówić o jakichkolwiek szczegółach” – powiedział w rozmowie z „Głosem Szczecińskim” sierżant Paweł Pankau ze szczecińskiej policji.
Źródło info i foto: interia.pl

Szczecin: Próbował nakłonić dziewczynki, by wsiadły do jego auta

Szczecińska policja szuka mężczyzny, który poruszał się ciemnym autem i w okolicy szkół podstawowych próbował nakłonić dwie dziewczynki, by z nim pojechały. Dyrekcja ostrzegła przed zagrożeniem wysyłając do rodziców maile.

– Nieznany mężczyzna w prawobrzeżnej części miasta, w rejonie szkół podstawowych, proponował nieletnim wejście do swojego auta. Osoby zareagowały prawidłowo, nie skorzystały z propozycji i niezwłocznie zawiadomiły opiekunów o tym zdarzeniu, dzięki czemu mogliśmy szybko zareagować – powiedział w rozmowie z Polsat News sierż. Paweł Pankau z Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie.
Podkreślił, że policja „traktuje sprawę priorytetowo”. – Funkcjonariusze intensywnie pracują nad zatrzymaniem mężczyzny – dodał.

Jak dowiedziała się reporterka Polsat News, według relacji dziewczynek mężczyzna poruszał się czarnym citroenem, był ubrany na czarno, miał ciemne włosy i brodę.

„Wymyśliła jej imię, wzięła ją za rękę”

– Dziewczynka przyszła tuż przed lekcjami ok. godz. 11:35 i zgłosiła, że była zaczepiana przez pana w pobliżu szkoły, że proponował jej 100 zł, żeby wsiadła do samochodu. Powiedziała, że bardzo spieszy się do szkoły – powiedziała reporterce Polsat News Barbara Szafryna, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 71 w Szczecinie.

Wiktoria zauważyła jednak, że mężczyzna zainteresował się jeszcze inną dziewczynką, która nie jest uczennicą tej samej szkoły. – Wymyśliła jej imię, wzięła ją za rękę i podprowadziła w kierunku szkoły. Dziewczynka powiedziała, że idzie do domu. Zachowała się rewelacyjnie nasza 8-latka – podkreśliła dyrektor.

Jak dodała, od razu zawiadomiła policję i rodziców Wiktorii. – Policja natychmiast przyjechała. Dziewczynka była rozpytana. Przejrzeliśmy monitoring. Niestety kamery są od ul. Bośniackiej, nie widzieliśmy, czy pan krążył na terenie szkoły. Widzieliśmy tylko, że ma czarny samochód – poinformowała dyrektor.

Drugi incydent

Okazało się, że to nie jedyny incydent. Do podobnej sytuacji doszło także przy ul. Kablowej. Obie ulice dzieli ok. 6 km. Ok. 10-letnia dziewczynkę w drodze do szkoły nagabywał mężczyzna, który poruszał się ciemnym autem. Chciał, żeby wsiadła do jego auta, miał jej proponować pieniądze.

Dziecko odmówiło i oddaliło się od mężczyzny. W szkole dziewczynka poinformowała nauczycieli o zdarzeniu. Dyrektor szkoły wysłała do rodziców dzieci mail, w którym opisała sytuację i poprosiła, by każdy rodzic odebrał swoje dziecko ze szkoły. Sprawę zgłosiła również na policję.

Funkcjonariusze dla dobra śledztwa nie zdradzają szczegółów sprawy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były radny PiS dotkliwie pobity. Rozdawał ulotki wyborcze

Janusz Jagielski, były szczeciński radny Prawa i Sprawiedliwości, został w sobotę pobity, kiedy roznosił ulotki wyborcze. Mężczyźnie złamano nos. Minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński poinformował w niedzielę, że sprawca został zatrzymany.

Jak donosi Radio Szczecin, do zdarzenia doszło w sobotę po południu na osiedlu Kaliny. Jagielski, który roznosił ulotki wyborcze ministra Brudzińskiego – który kandyduje do Parlamentu Europejskiego – został zaatakowany przez nieznanego sprawcę, który złamał mu nos.

Były radny stwierdził – cytowany przez szczecińską rozgłośnię – że nie wie co było powodem ataku. Nie jest też pewny czy napastnik wiedział, której partii ulotki wkładał do skrzynek – informuje radio.

– Wkładaliśmy do euroskrzynek ulotki wyborcze Joachima (Brudzińskiego). W tym czasie jakiś gość wyszedł niespodziewanie na klatkę w krótkich spodenkach i bez koszuli. Mojego kolegę rzucił na ścianę jak worek, a mnie uderzył z krzykiem: „Proszę wynosić się” i ordynarnymi jakimiś głosami – relacjonuje Jagielski.

Do zdarzenia na Twitterze odniósł się minister Joachim Brudziński. Poinformował, że szczecińscy funkcjonariusze zatrzymali sprawcę napaści.
Źródło info i foto: TVP.info

Zaginął 17-letni Jakub Nowak

„Kochany Synu, wiemy że teraz myślisz, iż nie chcemy dla Ciebie dobrze, ale od momentu kiedy się urodziłeś byłeś naszym oczkiem w głowie, częścią naszego serca i tak jest do dziś.” – piszą w poruszającym liście zrozpaczeni rodzice 17-letniego Jakuba Nowaka ze Szczecina. Nastolatek wyszedł z domu 30 marca i wszelki ślad po nim zaginął. Policja i rodzina proszą o pomoc w jego odnalezieniu.

Rozpaczliwy list rodziców zaginionego Jakuba został opublikowany na facebookowym profilu „Zaginieni przed laty”.

„Kochany Synu, wiemy że teraz myślisz, iż nie chcemy dla Ciebie dobrze, ale od momentu kiedy się urodziłeś byłeś naszym oczkiem w głowie, częścią naszego serca i tak jest do dziś.

Nigdy nie chcieliśmy sprawić Ci przykrości,chociaż czasem byliśmy surowi to tylko dlatego że chcieliśmy twojego dobra. Możesz wybrać własna drogę ale chcemy być jej częścią. Uczniowie i szkoła wszyscy Ci zaufali, wybrali Cię do samorządu. To bardzo ważne i odpowiedzialne stanowisko bo przecież Ty jesteś odpowiedzialny!Pokaż,że nie ma problemów z których nie da się wyjść, że można walczyć i naprawiać własne błędy. Pokaż że nigdy się nie poddajesz!

Nie ważne co się stało, co się stanie teraz lub w przyszłości….pamiętaj że każdego dnia będziemy przy Twoim boku.

Wszyscy na Ciebie czekamy i bardzo Cię Kochamy. Błagamy Cię wróć do domu albo chociaż zadzwoń ( 510 195 123 ) chcemy usłyszeć Twój głos, chcemy wiedzieć, że jesteś cały i zdrowy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Szczecin: W kinie pełnym dzieci szaleniec zabił człowieka. Obezwładnił go żołnierz

Mając do wyboru lepienie pierogów czy też pójście z córeczką Alicją do kina wybrałem to drugie – wyznaje żołnierz, szer. Tomasz Wolak (33 l.). – W życiu bym nie pomyślał że seans dla dzieci zmieni się w horror – mówi. Dzielny żołnierz był jedną z osób, które obezwładniły 26-letniego Michela F.. Ten szaleniec zadźgał nożem 30-latka, a drugiego zranił

Nie wiadomo, ile jeszcze osób zdołałby zaatakować, gdyby nie akcja odważnych ludzi. Tragedia rozegrała się przed świętami w szczecińskim centrum handlowym „Galaxy” krótko po tym, jak na sali kinowej, gdzie było około 80-rodziców z dziećmi, zgasło światło. Wtedy zazdrosny o swojego byłego partnera porzucony kochanek zaatakował go nożem. Najpierw zadał mu kilka ciosów, po czym rzucił się na jego towarzysza.

Widząc to żołnierz Tomasz Wolak zostawił 5-letnią córeczkę pod opieką siedzącej obok starszej kobiety, a sam rzucił się na ratunek. – Gdy podbiegłem, dwóch innych mężczyzn szarpało się już na podłodze z tym nożownikiem. Ja najpierw przygniotłem mu głowę kolanem do podłogi i starałem się wyrwać mu z ręki kuchenny nóż. Niestety, tak mocno zacisnął palce na rękojeści, że nie dałem rady, wtedy udało mi się wbić ostrze w podłogę i je złamać – wspomina.

Gdy nożownik został obezwładniony dzielny żołnierz zaczął udzielać pomocy ciężko rannemu mężczyźnie. Niestety, nie udało się go uratować.

Wojsko doceniło bohaterską postawę szeregowego. Tomasz Wolak z 12. Brygady Zmechanizowanej został nagrodzony przez dowódcę wyróżnieniem ze zdjęciem na tle sztandaru i miał okazje stojąc wraz z kadrą na trybunie przyjąć defiladę swoich kolegów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Szczecin: 60-letni fizyk z jednego z gimnazjów, aresztowany. Miał molestować uczennicę

60-letni fizyk ze szczecińskiego gimnazjum został aresztowany na trzy miesiące. Jak informuje TOK FM, nauczyciel usłyszał zarzut doprowadzenia małoletniej do obcowania płciowego. Informację na temat sprawy zamieścił na Twitterze zamieścił dziennikarz TOK FM Sebastian Wierciak. Jak napisał, 60-letni nauczyciel fizyki z Gimnazjum nr 34 w Szczecinie został aresztowany na trzy miesiące.

60-latek usłyszał zarzut doprowadzenia małoletniej pokrzywdzonej do obcowania płciowego. Do molestowania miało dochodzić w szkolnym kantorku. Jednocześnie poszkodowanych uczennic może być więcej.

Radio Szczecin rozmawiało z kolei z rzeczniczką Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Jolantą Biranowską-Sochalską, która potwierdziła, że toczy się takie postępowanie. Nie chciała jednak potwierdzać informacji, że sprawa dotyczy nauczyciela, tłumacząc to dobrem śledztwa.

Rzeczniczka prokuratury wskazała jedynie, że na wniosek prokuratora mężczyzna trafił na trzy miesiące do aresztu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl