Brutalny napad na starszą kobietę w Szczecinie

Wszedł do mieszkania starszej kobiety, uderzył ją ciężkim narzędziem i uciekł, Do dramatycznych scen doszło w sobotnie popołudnie na osiedlu Bukowym w Szczecinie. Policja szuka sprawcy. Według wstępnych informacji mężczyzna wszedł do domu przy ulicy Świętochowskiego i na widok starszej kobiety, która była w środku, uderzył ją ciężkim narzędziem. Był to młotek lub inny podobny przedmiot.

Poszkodowana kobieta trafiła do szpitala, ale na szczęście obrażenia nie okazały się groźne, więc została wypisana do domu.

Trwają poszukiwania sprawcy napadu. Z pomocą kobiety policja tworzy portret pamięciowy napastnika. Motyw napadu nie jest znany, ale mogła to być próba włamania.
Źródło info i foto: se.pl

Szczecińska policja opublikowała zdjęcia mężczyzny, który groził kierowcy i ukradł taksówkę

Policja ze Szczecina opublikowała zdjęcia mężczyzny, który najpierw zmusił kierowcę taksówki, by ten go przewiózł, a potem ukradł pojazd. Funkcjonariusze proszą o pomoc świadków i wszystkich, którzy wiedzą gdzie może znajdować się sprawca. Do zdarzenia doszło w niedzielę po godz. 18 przy ul. Heleny w Szczecinie. Mężczyzna w wieku 30-35 lat wsiadł do taksówki, groził kierowcy i wymusił na nim przejazd. Ostatecznie ukradł samochód, który porzucił kilka ulic dalej.

Policja podaje jego rysopis. Sprawca ma włosy w kolorze ciemny blond, wygolone boki głowy, nie ma brody ani wąsów. Był ubrany w czarną skórzaną kurtkę, jeansowe spodnie wytarte na nogawkach. Miał przy sobie czarną torbę sportową.

Wszystkie osoby, które mają jakiekolwiek informacje na temat tożsamości poszukiwanego lub jego obecnego miejsca pobytu, są proszone o kontakt z policją pod numerem (91) 82 14 578. Funkcjonariusze zachęcają również do składania zgłoszeń osobiście w budynku Komisariatu Policji Szczecin Niebuszewo przy al. Papieża Jana Pawła II.
Źródło info i foto: wp.pl

Adwokat Marcin Dubieniecki trafi do aresztu. Jest decyzja szczecińskiego sądu

Sąd Rejonowy w Szczecinie zdecydował w środę o dalszych losach Marcina Dubienieckiego. Były mąż Marty Kaczyńskiej spędzi najbliższe dwa miesiące w areszcie. Drugi zatrzymany w tej sprawie, były wiceminister skarbu Przemysław Morysiak nie został aresztowany.

Chodzi o tzw. aferę w SKOK Wołomin. Zarówno Marcin Dubieniecki jak i Przemysław Morysiak usłyszeli zarzut płatnej protekcji, powoływania się na wpływy w instytucji państwowej i przyjmowania korzyści majątkowej w zamian za pośrednictwo w załatwieniu sprawy. Mężczyznom może grozić nawet do ośmiu lat więzienia.

Trzecim zatrzymanym w tej sprawie jest warszawski biznesmen Krzysztof B., który usłyszał zarzut wręczania korzyści majątkowej. Wobec niego sąd zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze, w tym poręczenie majątkowe i dozór policji.

Marcin Dubieniecki i Przemysław Morysiak wyrazili zgody na publikowanie ich nazwisk i wizerunków.
Źródło info i foto: se.pl

Policjant, który molestował 13-letnią córkę swojego kolegi usłyszał zarzuty

28.09.2019 – Gdansk, Dzien Otwarty Morskiego Odzialu Strazy Granicznej. Spotkanie z mlodzieza i doroslymi prezentujace sprzet i prace strazy granicznej. n/z policja radiowoz bmw ozaczenie samochod wyscigowy policyjny policja znak ilustracja / Fot. Karol Makurat/REPORTER

Jeden ze szczecińskich policjantów miał molestować dziewczynkę. Mężczyzna usłyszał prokuratorski zarzut i przebywa w areszcie. Policja podała, że ma zostać niezwłocznie wydalony ze służby.

– Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód nadzoruje postępowanie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przeciwko wolności seksualnej popełniony na szkodę małoletniej poniżej lat piętnastu – powiedziała w czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Joanna Biranowska-Sochalska. Jak dodała, „w sprawie został zatrzymany mężczyzna, który usłyszał zarzut dotyczący tego, że 6 października br. doprowadził on małoletnią do poddania się innej czynności seksualnej”.

Chodzi o przestępstwo z artykułu 200 par. 1 kodeksu karnego zagrożone karą pozbawienia wolności od 2 do 12 lat.

Molestował 13-letnią córkę kolegi

– Prokurator po przedstawieniu podejrzanemu zarzutu i przesłuchaniu go w tym charakterze skierował do sądu wniosek o zastosowanie wobec mężczyzny tymczasowego aresztowania – powiedziała Biranowska-Sochalska. Decyzją sądu mężczyzna został aresztowany na okres dwóch miesięcy.

Biranowska-Sochalska zastrzegła, że ze względu na charakter sprawy prokuratura nie udziela więcej informacji.

– W związku z prokuratorskimi zarzutami funkcjonariusz został zawieszony w czynnościach służbowych oraz wszczęto procedurę niezwłocznego wydalenia go ze służby – poinformowała z kolei rzecznik prasowy zachodniopomorskiej policji podinspektor Alicja Śledziona.

Jak podał Polsat News, podejrzany miał przebywać u swojego kolegi – także policjanta – z którym spożywał alkohol. To tam doszło do molestowania. Gdy gospodarz zasnął, podejrzany miał wykorzystać jego trzynastoletnią córkę.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest akt oskarżenia ws. ataku na księdza w Szczecinie

Trzej mężczyźni – podejrzani o atak na księdza i dwie inne osoby w szczecińskiej parafii w lipcu br. – zasiądą na ławie oskarżonych. Mężczyźni usłyszeli też zarzuty kradzieży rozbójniczej. Grozi im 10 lat więzienia.

Mężczyźni podejrzani są m.in. o to, że – jak podała Prokuratura Okręgowa w Szczecinie – 28 lipca br. w zakrystii kościoła parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Szczecinie „użyli przemocy wobec znajdujących się tam trzech osób pokrzywdzonych”: chodzi o uderzenie w ręce i odepchnięcie kobiety oraz uderzenie dwóch mężczyzn, w tym proboszcza parafii, w twarz pięścią, w której był metalowy, ośmiocentymetrowy krzyż od różańca; obaj zaatakowani mieli obrażenia twarzy.

Atak w zakrystii kościoła

– Sprawcy działali z powodu przynależności wyznaniowej (poszkodowanych) do Kościoła Katolickiego, grożąc pokrzywdzonym natychmiastowym pozbawieniem życia i doprowadzając ich do stanu bezbronności – podała prokuratura.

Według ustaleń śledczych dwaj mężczyźni weszli w niedzielne popołudnie do zakrystii kościoła, trzeci stał na czatach. Gdy przebywająca w pomieszczeniu kobieta zapytała ich, po co przyszli, jeden z nich powiedział, że po szaty liturgiczne, na co mają zgodę proboszcza.

– Kiedy jeden ze sprawców próbował chwycić za wiszący na wieszaku ornat, pokrzywdzona, próbując temu zapobiec, została odepchnięta – poinformowała prokuratura.

Drugi sprawca wyjął wtedy z szuflady różaniec. Gdy do zakrystii wszedł proboszcz wraz z drugim mężczyzną, pracownikiem kościelnym, i zażądali, żeby mężczyźni opuścili pomieszczenia, zostali zaatakowani i pobici.

Trzej mężczyźni przebywają w areszcie

Oskarżeni usłyszeli, oprócz zarzutu kradzieży rozbójniczej, także zarzuty usiłowania oszustwa (chodzi o próbę zabrania z kościoła szat liturgicznych) i naruszenia nietykalności cielesnej pokrzywdzonych. Dwaj sprawcy usłyszeli też zarzut naruszenia miru domowego.

53-latek, 28-latek i 27-latek przebywają w areszcie. Wszyscy trzej byli wcześniej karani sądownie. Jeden z nich kradzieży rozbójniczej dopuścił się w warunkach recydywy. Spośród przestępstw zarzucanych mężczyznom najsurowszą karą zagrożona jest kradzież rozbójnicza – mogą za nią spędzić w więzieniu do 10 lat. Za oszustwo grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczecin: Ruszył proces ws. oszustw przy zamianie mieszkań. Notariusze wśród oskarżonych

W Sądzie Okręgowym w Szczecinie rozpoczął się w czwartek proces w sprawie wyłudzania mieszkań. Oskarżonych jest 11 osób, w tym notariusze, którzy usłyszeli zarzuty pomocnictwa.

Siedem osób zostało oskarżonych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która działała w Szczecinie, Policach i Warniku. Oszukanych miało być 50 osób, a wartość wyrządzonej szkody oszacowano na niemal 4 mln zł.

Grupa – według prokuratury – wyłudzała mieszkania. Oskarżeni mieli doprowadzać pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzania lokalami – osoby, które oszukali, traciły tytuły prawne do zajmowanych mieszkań i nie otrzymywały w zamian ekwiwalentnych świadczeń. Zdaniem śledczych, grupa wykorzystywała niezdolność pokrzywdzonych do zrozumienia podejmowanych czynności prawnych.

Oskarżeni – według prokuratury – docierali do pokrzywdzonych posiadających mieszkania m.in. przez ich znajomych i odpowiadając na ogłoszenia o zamianie mieszkań. Oferowali zamianę mieszkania na mniejsze z jednoczesną spłatą zadłużenia i ewentualną dopłatą.

Jeżeli pokrzywdzeni nie byli właścicielami lokali, w których mieszkali, ale mieli spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu, oskarżeni mieli im przekazywać pieniądze na sfinansowanie przekształcenia tego prawa w spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu.

Po akceptacji zaproponowanych warunków zamiany oskarżeni mieli pokazywać pokrzywdzonym mieszkania, w których ci mogliby zamieszkać. Jeśli pokrzywdzeni byli zainteresowani, zawierano jedną lub kilka umów cywilnoprawnych; ich treść nie odpowiadała jednak ustaleniom.

Pokrzywdzeni byli zawożeni do współpracujących z oskarżonymi kancelarii notarialnych, gdzie podpisywano dokumenty, na których podstawie ofiary traciły tytuły prawne do dotychczas zajmowanych lokali. Mieszkania, które nabywali, nie były tymi, które im pokazywano: miały znacznie gorszy standard. Zdarzało się też, że pokrzywdzeni po zawarciu umowy byli umieszczani w lokalach, które podejrzani jedynie wynajęli albo w ogóle nie otrzymywali w zamian jakiegokolwiek lokalu, lecz byli dokwaterowywani do innych oszukanych osób.

Czworgu notariuszy (dwóch nie wykonuje już zawodu) prokuratura zarzuca pomocnictwo w oszustwie i niedopełnienie obowiązków funkcjonariuszy publicznych: nie udzielali pokrzywdzonym informacji, których powinni udzielić.

Grupą przestępczą miał kierować Robert M. Jego rola – według aktu oskarżenia – polegała m.in. na „założeniu zorganizowanej grupy przestępczej, wydawaniu poleceń pozostałym członkom grupy, koordynowaniu i nadzorowaniu ich działań, zapewnianiu środków finansowych na realizację poszczególnych czynów zabronionych”.

Robert M. miał m.in. uczestniczyć w rozmowach dotyczących zamiany mieszkań, posługując się przy tym fałszywymi danymi osobowymi. Miał też uczestniczyć w zawieraniu aktów notarialnych, nadzorować przewożenie rzeczy osób, które zamieniły mieszkania, i brać udział w sprzedaży wyłudzonych lokali osobom trzecim.

Mężczyzna nie przyznał się do winy. Podczas czwartkowej rozprawy odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy (oprócz jednego, który odbywa karę więzienia za inną sprawę). Kolejna rozprawa ma się odbyć 10 września.
Źródło info i foto: TVP.info

Szczecin: Zarzuty dla mężczyzn, którzy zaatakował księdza na plebanii

Mężczyźni, którzy zaatakowali proboszcza bazyliki w Szczecinie, usłyszeli już zarzuty. Chodzi o aż cztery przestępstwa, za które może grozić nawet 10 lat więzienia. Policja informuje, że zatrzymani od dawna byli znani policji, bo miewali problemy z prawem.

Trzech mężczyzn w wieku od 27 do 53 lat, którzy zaatakowali w niedzielę proboszcza Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Szczecinie oraz dwie inne osoby, usłyszeli już zarzuty. Chodzi o kilka przewinień. Skierowano również do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt.

„Podstawowy zarzut dotyczy tzw. kradzieży rozbójniczej, przy czym – udało się ustalić, że sprawcy działali także z powodu przynależności wyznaniowej osób pokrzywdzonych do Kościoła katolickiego” – poinformowała we wtorek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Joanna Biranowska-Sochalska. Dodała, jednak, że to nie jedyny zarzut, który usłyszeli mężczyźni. Zostali również oskarżeni o naruszenie nietykalności cielesnej, naruszenie miru domowego oraz próbę oszustwa.

Z ustaleń policji wynika, że trzech mężczyzn weszło w niedzielę do zakrystii bazyliki i nie chciało jej opuścić, pomimo próśb. Gdy jeden z nich był wyprowadzany, uderzył w twarz proboszcza parafii. Zaatakował także kościelnego oraz zakrystiankę, którzy znajdowali się w środku. Podczas pobytu w zakrystii ukradli różaniec. Próbowali także zabrać ze sobą szaty liturgiczne. Właśnie wtedy miało dojść do próby oszustwa – mężczyźni próbowali wmówić osobie w zakrystii, że mają pozwolenie od proboszcza na zabranie szat. Nikt w to nie uwierzył i ubrania nie zostały wydane. Z informacji Radia Szczecin wynika, że mężczyźni domagali się wydania szat, ponieważ chcieli „odprawić mszę”.

Po wszystkim napastnicy uciekli, ale policji udało się ich zatrzymać półtorej godziny po całym zdarzeniu. Musieli na kilka godzin trafić do cel policyjnych, aby wytrzeźwieć – wszyscy byli pod wpływem alkoholu. Szczecińska policja informuje, że sprawcy napadu byli już wcześniej znani policji i karani za różne przestępstwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brutalny atak na księdza w zakrystii bazyliki św. Jan Chrzciciela w Szczecinie

Do ataku na księdza prałata Aleksandra Ziejewskiego doszło wczoraj około godziny 17 – informuje Radio Szczecin. Jak ustalił reporter radia, trzech sprawców pobiło księdza i zraniło w policzek w zakrystii Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Szczecinie. Mężczyźni wtargnęli tuż przed mszą świętą.

– Gdyby mnie trafił, to pewnie by zabił. Oni byli w jakiejś diabelskiej furii. Bluzgali, nie będę tego powtarzał. Kościelny próbował mnie zasłonić, też go uderzyli i ma szwy. Popychali panią zakrystiankę – opowiada w rozmowie z TVP Info ks. Aleksander Ziejewski.

Według nieoficjalnych informacji, sprawcy są w rękach policji.
Źródło info i foto: onet.pl

Wysoko postawiony funkcjonariusz policji znęcał się nad partnerką?

W prokuraturze w Gorzowie Wielkopolskim toczy się postępowanie wobec zastępcy naczelnika w jednym z wydziałów Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Zgłoszenie dotyczy psychicznego i fizycznego znęcania się nad partnerką, a kulisy sprawy są szokujące.

Zbliżony do obojga policjantów czytelnik poinformował Onet o interwencji z początku czerwca. Do mieszkania, które Jan K. zajmuje wspólnie z partnerką i dzieckiem, został wezwany wówczas patrol policji. O interwencję prosiła kobieta, którą – zdaniem naszego informatora – K. w środku nocy wyrzucił z domu

– Ubrana była w samą piżamę, zadzwoniła na policję od sąsiadów. Na miejscu pojawił się patrol interwencyjny, później – jako że sprawa dotyczyła policjantów, ich przełożeni oraz wydział kontroli. Poszkodowana złożyła zawiadomienie o znęcaniu się, informując, że trwa to już kilka lat – opowiada osoba zbliżona do sprawy. – Jako dowód przedstawiła nagrania w postaci audio i wideo, jak również obdukcję na złamanie, które miała rok temu. Zeznała, że niejednokrotnie siadał na niej i wykręcał jej ręce. Odgrażał się, wspomniała nawet, że była sytuacja, kiedy groził jej nożem. Czuł się pewnie, gdyż informował ją, że ma znajomości i w razie co ją zniszczy – dodaje.

Według naszych informacji sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. 13 czerwca zadzwoniliśmy do gorzowskiej prokuratury, jednak tam nikt sprawy Jana K. jeszcze nie prowadził. Tego samego dnia skontaktowaliśmy się ze szczecińskimi śledczymi – tam również sytuacja wyglądała podobnie. Informacje o tym, czy dane postępowanie jest prowadzone, dostaliśmy dopiero 17 czerwca, czyli cztery dni później. Jednocześnie okazało się, sprawa została przekazana do Gorzowa Wielkopolskiego dopiero w piątek 14 czerwca, czyli już po naszym telefonie.

Jan K. nadal ma dostęp do tajnych informacji

– Zostały przekazane materiały z prokuratury szczecińskiej dotyczące przestępstwa fizycznego i psychicznego znęcania się nad partnerką przez Jana K. – mówi w rozmowie z Onetem prokurator Roman Witkowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. – Wszystko jest na wstępnym etapie decyzji dotyczącej jednostki, która zajmie się prowadzeniem tego postępowania – dodaje.

Oznacza to tyle, że Jan K. nie usłyszał żadnych zarzutów, a śledczy (poza policją zaraz po interwencji) nie przesłuchali ani policjanta, ani jego partnerki. Tymczasem mężczyzna jako wysoko postawiony funkcjonariusz ma dostęp do swojego biura, z którego – według naszej wiedzy – kilkukrotnie już po samym zdarzeniu korzystał, mimo przebywania na zwolnieniu lekarskim. Jak mówi nam osoba ze środowiska, miał to robić zazwyczaj w godzinach popołudniowych.

– W jakim celu, tego niestety nie wiadomo. Wiadomo jednak, że jako zastępca naczelnika (ze względu na ochronę danych osobowych nie podajemy nazwy wydziału) ma dostęp do dokumentów również o klauzuli „ściśle tajne”. Nikt nie zadał sobie trudu, aby do czasu wyjaśnienia sprawy ograniczyć możliwości wpływu na ewentualnych świadków. Do tego z racji swojego stanowiska ma dostęp do bilingów. Na 90 proc. również nikt nie sprawdził, czy nie sięgnął po takowe w związku ze swoją konkubiną – mówi nasz informator.

O ograniczenia względem Jana K. zapytaliśmy biuro prasowe Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Okazuje się, że czynności trwają, jednak żadnych zabezpieczeń nie wprowadzono. – KWP w Szczecinie w ramach wewnętrznych procedur kontrolnych prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające. Warto podkreślić, że uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi i dotychczas nie zaistniały podstawy do zawieszenia funkcjonariusza – tłumaczy Alicja Śledziona, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Szczecinie.

Oznacza to, że najprawdopodobniej Jan K. w dalszym ciągu ma dostęp do wszelkich informacji dotyczących jego partnerki. Wydział, w którym zajmuje wysokie stanowisko, zajmuje się bowiem m.in. namierzaniem osób poszukiwanych. Jak dowiedzieliśmy się w prokuraturze, na tym etapie postępowania decyzję o zablokowaniu dostępu może podjąć jedynie policja w ramach wewnętrznych procedur. Czy to zrobiono? Na to pytanie KWP w Szczecinie nie udzieliło nam odpowiedzi.

Kto kogo chroni w Komendzie Wojewódzkiej Policji?

Informacji o Janie K. właściwie próżno szukać w internecie. Na stronach KWP wydział, w którym pełni stanowisko zastępcy naczelnika, jako jeden z nielicznych nie ma podanych dowódców. Po dłuższych poszukiwaniach udaje się znaleźć jedynie dwie wzmianki z 2017 roku. Jedna dotyczy finału konkursu dla młodzieży, druga wykładu, który policjant prowadził dla uczniów.

Jan K. jest wysokim, postawnym mężczyzną, który szybko piął się po szczeblach kariery. Zastępcą naczelnika swojego wydziału został po 11 latach służby. – W jego wcześniejszej karierze przewinął się temat mobbingu, jednak dzięki „czuwającej ręce opatrzności” nie spadł mu z głowy ani jeden włos. Ukarana została natomiast osoba zgłaszająca – twierdzi nasz informator. Rzecznik KWP w Szczecinie tym doniesieniom jednak zaprzecza.

– W przeszłości nie prowadzono wobec niego postępowań odnośnie do skarg dotyczących mobbingu – stwierdza stanowczo Alicja Śledziona.

Nasz informator zwraca także uwagę na przebieg samej interwencji z nocy z trzeciego na czwartego czerwca. – Sama poszkodowana przez policjantów „decyzyjnych” oraz przyjmujących zawiadomienie została potraktowana pogardliwie, jakby mieli jej za złe, że ma czelność zgłosić coś na innego policjanta – mówi.

Problem pojawił się także w kwestii tego, kto zajmie się czteroletnim dzieckiem zaraz po zdarzeniu. Zdaniem naszego informatora, decyzją „kontrolnego” czteroletnie dziecko pozostało wraz z ojcem, wobec którego padły poważne zarzuty dot. znęcania.

Jak udało nam się ustalić, kobieta faktycznie miała problem ze skontaktowaniem się z dzieckiem. Zaraz po interwencji zostało ono przekazane pod opiekę dziadków, ponieważ funkcjonariusze prowadzili czynności z rodzicami. Matce udało się z nim skontaktować dopiero po interwencji śledczych.

To, że Jan K. źle traktuje swoją partnerkę, było właściwie tajemnicą poliszynela w kręgach policyjnych. – Wyrażał się o niej bardzo pogardliwie, niejednokrotnie krzycząc na nią przez telefon. Nikt jednak nie przypuszczał, że sprawa może być bardziej poważna – podsumowuje jeden z funkcjonariuszy.
Źródło info i foto: onet.pl

16-latka uciekła z ośrodka wychowawczego w Szczecinie

Z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego im. Janusza Korczaka w Szczecinie uciekła 16-letnia Maria Gawenda. Nastolatka prawdopodobnie padła ofiarą znęcania się ze strony innych podopiecznych ośrodka. O sprawie informuje m.in. „Głos Szczeciński”. Maria Gawenda przebywała w ośrodku w Szczecinie od 31 maja. Jak czytamy, uciekła z niego trzy dni temu – w niedzielę 23 czerwca. Ostatni raz widziano ją tego dnia około godziny 19.00.

Początkowo zakładano, że powodem jej ucieczki był młodzieńczy bunt. Jednak, jak wynika z najnowszych informacji, nastolatka mogła paść ofiarą znęcania się ze strony innych podopiecznych ośrodka. Prawdopodobnie chodzi o dwie wychowanki.

W sieci masowo udostępniany jest dramatyczny list matki 16-latki.

„Marysia od tygodnia była katowana przez dwie inne wychowanki… Nie pobita raz, czy dwa, ale maltretowana nocami, o czym wychowawcy rzekomo nie mieli pojęcia… Biły i kopały ją w brzuch, głowę i po plecach… Dusiły poduszkami żeby nie krzyczała… Koleżanki z pokoju zastraszone milczały, aż do dziś” – czytamy.

Jak poinformowała mama 16-latki, ofiarą agresorek jest nie tylko jej córka.

„Jeśli ktokolwiek widział młodą, zagubioną dziewczynę ze zdjęcia, proszony jest o kontakt z mamą Marii” – zaapelowała.

„W związku z powyższym wszczęto poszukiwania opiekuńcze. W tym samym czasie przyjęliśmy również drugie zgłoszenie od pracownika placówki, o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę dwóch nieletnich wychowanek, w tym osoby, wobec której wszczęte są poszukiwania. W powyższej sprawie prowadzimy postępowanie. Na tę chwilę jest zbyt wcześnie, by mówić o jakichkolwiek szczegółach” – powiedział w rozmowie z „Głosem Szczecińskim” sierżant Paweł Pankau ze szczecińskiej policji.
Źródło info i foto: interia.pl