Firma wynajęła magazyn od szpitala. Gromadzili w nim narkotyki

Fikcyjna firma wynajęła magazyn od jednego z poznańskich szpitali. Przestępcy przechowywali tam 27 kg marihuany, ponad 2 kg amfetaminy oraz 5 tys. tabletek ekstazy. Czarnorynkowa wartość zabezpieczonych narkotyków to prawie 1,5 miliona złotych. Policjanci zatrzymali dwie osoby.

Narkotyki warte 1,5 mln zł były przechowywane przez przestępców w wynajętym magazynie na terenie jednego z poznańskich szpitali – poinformowała w niedzielę wielkopolska policja. Funkcjonariusze wkroczyli do magazynu w miniony poniedziałek. – Nikt z personelu szpitala nie miał dostępu do pomieszczeń i nie wiedział, co się w nich znajduje – podkreśliła podinspektor Iwona Liszczyńska z zespołu prasowego wielkopolskiej policji. Podczas przeszukania magazynu policjanci znaleźli sporej wielkości pakunki z narkotykami.

– Łącznie było to przeszło 27 kg marihuany, ponad 2 kg amfetaminy oraz 5 tys. tabletek ekstazy. Czarnorynkowa wartość zabezpieczonych narkotyków to prawie 1,5 miliona złotych – podała Liszczyńska.

Pomieszczenia gospodarcze na terenie placówki służby zdrowia zostały wynajęte na podstawioną osobę, tzw. słupa. Jak podaje Liszczyńska, przestępcy liczyli, iż dzięki temu policjanci nie wpadną na trop narkotykowego magazynu.

Najpierw ich obserwowali, potem zatrzymali

Policjanci podejrzewają, że sprawa miała swój początek kilka miesięcy temu, kiedy poznańscy kryminalni zaczęli obserwować dwóch mężczyzn w przeszłości karanych za przestępstwa narkotykowe. Policjanci dostali informację, że obaj „nie zaprzestali swojej nielegalnej działalności”.

W poniedziałek, w pomieszczeniach gospodarczych szpitala, w których przechowywano narkotyki, zatrzymano 26-letniego mężczyznę. Drugi z podejrzanych w tej sprawie został zatrzymany tego samego dnia na terenie Poznania. – 27-letni mężczyzna posiadał przy sobie broń palną i amunicję – dodała Liszczyńska. Zatrzymani to mieszkańcy Poznania. Usłyszeli zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków oraz posiadania broni palnej bez zezwolenia. – Za popełnione przestępstwa grozi im odpowiednio 10 i 8 lat pozbawienia wolności – poinformowała policjantka. Podejrzani decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tbilisi: 70 rannych w nocnych starciach

Blisko 70 osób, w tym policjanci i dziennikarze, trafiło do szpitali w wyniku starć w stolicy Gruzji, Tbilisi. W demonstracjach wzięło udział 10 tysięcy osób. Wywołało je wystąpienie rosyjskiego deputowanego w gruzińskim parlamencie.

O blisko 70 rannych, w tym 39 policjantach, mówił Dawid Sergienko, doradca premiera Gruzji, Mamuki Bachtadze. Lokalne media podają jednak, że dokładna liczba poszkodowanych nie jest znana. Według portalu informacyjnego „Gruzja Online” chodzi o kilkadziesiąt osób, w tym dziennikarzy. Z kolei telewizja Rustavi-2 podała, że do szpitali trafiło 100 rannych demonstrantów.

Gruzja. Protesty i starcia z policją

Policja odzyskała kontrolę nad centrum Tbilisi nad ranem w piątek. Protesty zaczęły się po południu w czwartek, wieczorem przerodziły się w starcia. Na ulice gruzińskiej stolicy wyszło około 10 tysięcy osób. Tłum zebrał się przed siedzibą parlamentu próbował go szturmować. Według niektórych z relacji, części demonstrujących udało się wedrzeć do środka. Policja miała użyć pałek, gazu łzawiącego i gumowych kul. Protestujący rzucali butelkami i kamieniami. Według gruzińskich portali, uczestnicy demonstracji wdarli się też do siedziby rządzącej partii Gruzińskie Marzenie i zdemolowali biura.

Rosjanie w gruzińskim parlamencie

Gruzinów zdenerwowało pojawienie się w ich parlamencie rosyjskiej delegacji. Przebywała w kraju w ramach spotkania parlamentarzystów z krajów prawosławnych. Po tym, jak rosyjski deputowany Siergiej Gawriłow wygłosił przemówienie z miejsca przewodniczącego parlamentu, tysiące ludzi wyszły na ulice. Po to, by przypomnieć, iż Rosja okupuje część terytorium Gruzji. Jak podaje agencja AP Siegiej Gawriłow w przeszłości wspierał separatystyczne dążenia Abchazji oraz Osetii Południowej, nad którą Gruzja straciła kontrolę po wojnie z Rosją w 2008 roku. Po tym kraje zerwały stosunki dyplomatyczne.

Gruzini, w tym część posłów, żądali dymisji rządu i rozpisania przedterminowych wyborów. Organizatorzy protestu wezwali swoich zwolenników, aby dziś wieczorem ponownie wyszli na ulice.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje o gangu, który kradł endoskopy z polskich szpitali

Wiele wskazuje na to, że ten sam gang kradł ze szpitali w całej Polsce wysokiej klasy sprzęt endoskopowy. Jak ustalili reporterzy śledczy RMF FM prokuratorzy z Krakowa przejmują podobne śledztwo, które toczyło się we Wrocławiu. To w tych dwóch miejscach w Polsce skradziono drogą aparaturę: sześć urządzeń z krakowskiego Szpitala Uniwersyteckiego oraz jedenaście z placówki we Wrocławiu. Na to, że to ten sam gang wskazują analizy z logowania telefonów komórkowych osób podejrzewanych, nagrania z kamer monitoringu oraz zeznania świadków, którzy twierdzą, że widzieli nieznane osoby o ciemnej karnacji, które w dniach kradzieży pojawiały się w okolicach szpitali i w samych placówkach.

Wiadomo już, że w dniu kiedy doszło do kradzieży w Krakowie, podejrzani Kolumbijczycy i Meksykanin zameldowali się i zamieszkali w jednym z hoteli w centrum Krakowa. Wcześniej, te same osoby były we Wrocławiu. Teraz śledztwo przejmują prokuratorzy z Krakowa. Straty szpitali sięgają prawie 2 milionów złotych.

Jeden z bardziej prawdopodobnych wątków sprawy zakłada, że skradzione aparaty są wykorzystywane przez kolumbijskie kartele narkotykowe. Endoskopy służą do wykonywania gastroskopii. Natomiast przemytnicy używają ich do wprowadzania narkotyków, lub wyciągania ich z jamy brzusznej przemytników. Część sprzętu mogła zostać przemycona do Ameryki. Część pozostała w Europie.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Ruszył proces „króla dopalaczy”

Przed łódzkim sądem rozpoczął się proces 28-letniego Dawida B. zwanego „królem dopalaczy”, którego prokuratura oskarżyła o sprzedaż dopalaczy i sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób. Grozi mu kara do ośmiu lat więzienia.

Na ławie oskarżonych zasiadło też trzech wspólników Dawida B., dwóch z nich jest oskarżonych o to, że ustalali skład chemiczny dopalaczy i je produkowali, przez co sprowadzili niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia 35 osób. Wspólnikom Dawid B. także grożą kary do 8 lat więzienia.

Prokuratura zarzuca Dawidowi B., że w 2010 roku w Łodzi i innych miastach w sieci sklepów Smart Szop, których był właścicielem handlował dopalaczami jako artykułami kolekcjonerskimi. Ponadto wyprodukował i wprowadził do obrotu produkty niebezpieczne dla zdrowia i życia wielu osób. Oddziały firmy Dawida B. działały w Zgierzu, Piotrkowie Trybunalskim, Tomaszowie Mazowickim i Grudziądzu. Po spożyciu wprowadzonych na rynek dopalaczy do szpitali trafiły łącznie 52 osoby.
Żródło info i foto: radiolodz.pl

Już ponad 200 osób zatruło się dopalaczami

Od czwartkowego wieczoru już ponad 200 osób z zatruciami zostało przewiezionych do szpitali – najprawdopodobniej po zażyciu dopalaczy. Najwięcej – ponad 150 osób – na terenie woj. śląskiego. Część z nich została już wypisana do domów. Życie jednego z pacjentów jest zagrożone.

Jak poinformował śląski państwowy wojewódzki inspektor sanitarny Grzegorz Hudzik, od sobotniego wieczoru, gdy podawano liczbę 86 hospitalizowanych z zatruciami dopalaczami lub z podejrzeniami takich zatruć, do godz. 10 w niedzielę liczba osób, którym udzielono świadczeń medycznych w związku z zatruciami, wzrosła do 154.

– Odbyło się spotkanie robocze centrum zarządzania kryzysowego wojewody. Mamy tutaj bardzo ciekawe efekty pracy policjantów, bo dzięki pracy mediów i przekazaniu informacji szerokiemu społeczeństwu otrzymują oni liczne sygnały o nieformalnych, cichych miejscach wprowadzenia do obrotu tych substancji i dzięki temu udało się zatrzymać kilka osób, którym zostaną postawione zarzuty – powiedział Hudzik.

Oprócz Śląska kilkanaście przypadków zatrucia dopalaczami zarejestrowano także w Wielkopolsce.

„Mocarz” 800 razy mocniejszy niż marihuana

Szef śląskiego sanepidu przekazał też, że stan jednego z pacjentów Regionalnego Ośrodka Ostrych Zatruć z Oddziałem Toksykologii Klinicznej Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu nadal jest bardzo ciężki. Jak podkreślił, to nadal „stan bezpośredniego zagrożenia życia”. W poprzednich dniach pacjent m.in. był reanimowany.

W ostatnich dniach rzecznik katowickiej policji komisarz Jacek Pytel alarmował, że najczęściej wymienianą nazwą środka zażytego przez osoby, które z zatruciami trafiały do szpitali, był „Mocarz”. W sobotę wieczorem Pytel poinformował, że w jednym z mieszkań na ul. Opolskiej w Katowicach policjanci z wydziału antynarkotykowego zatrzymali kobietę i mężczyznę, którzy handlowali tą substancją.

W mieszkaniu policjanci znaleźli 140 gramów środka o nazwie „Mocarz”. Oprócz pierwotnego zarzutu narażenia życia lub zdrowia wielu osób na niebezpieczeństwo para odpowie też za wprowadzenie do obrotu znacznej ilości narkotyków, za co może grozić do 12 lat więzienia.

W sobotę wieczorem przed sosnowieckim instytutem odbył się briefing, podczas którego minister zdrowia Marian Zembala mówił m.in. o podjętych już i zapowiadanych kolejnych działaniach profilaktycznych.

Zastępca ordynatora oddziału ostrych zatruć sosnowieckiego instytutu Mariusz Kicka wyjaśniał, że poznana do tej pory przez tamtejszych naukowców substancja o nazwie „Mocarz” to nowoczesny syntetyczny kannabinoid o sile działania 800 razy większej niż niesyntetyczna marihuana.

„To zwykłe narkotyki”

– Z całą pewnością nie można powiedzieć, że są to substancje, które są bezpieczne i cokolwiek „dopalają”. To zwykłe syntetyczne, nowoczesne i bardzo silne narkotyki o dużym potencjale uzależniającym – podkreślił Kicka. – To, co pospolicie jest określane jako dopalacze, to najczęściej substancje syntetyczne o wielokrotnie większej sile działania niż narkotyki klasyczne czy naturalne – dodał.

1 lipca zmieniła się ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii (m.in. rozszerzono w niej listę substancji zakazanych o 114 nowych pozycji znajdowanych dotychczas w dopalaczach). Inspektor Hudzik w sobotę wyraził przypuszczenie, że wiedzący o tej zmianie handlarze bądź wypuszczą w tym czasie na rynek zmodyfikowane środki chemiczne, bądź też będą pozbywać się zapasów dotychczas rozpowszechnianych substancji.

Minister Zembala podkreślił w Sosnowcu, że w ostatnim czasie w internecie „przeszła dziwna fala promocji toksyny o nazwie ‚Mocarz'”. – I nagle po promocji wiele osób po nią sięgnęło – dodał.

W ub. roku Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Katowicach odnotowała w całym regionie 602 przypadki zatruć dopalaczami. Trzy osoby zmarły. Do 18 czerwca br. stwierdzono 631 podejrzeń zatruć dopalaczami (w 105 przypadkach u kobiet); hospitalizacji wymagało 515 osób, zmarły trzy osoby. Według danych sanepidu najliczniejszą grupą ofiar dopalaczy są młodzi ludzie w wieku od 15 do 24 lat.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

USA: krwawe starcia gangów motocyklowych

9 osób zginęło, a 18 innych zostało rannych wczoraj w strzelaninie w przydrożnej restauracji w mieście Waco w środkowym Teksasie, gdzie doszło do rozprawy między członkami rywalizujących ze sobą gangów motocyklowych – poinformowała policja. Według niej, ośmiu ludzi zginęło na miejscu, a jedna osoba zmarła po przewiezieniu do szpitala. Wszyscy zabici to członkowie gangów motocyklowych. 18 innych osób zabrano do szpitali z powodu doznania postrzałów lub ran kłutych bądź też obrażeń obu tych rodzajów.

Zdjęcie z miejsca wydarzenia ukazuje kilkadziesiąt zaparkowanych przed restauracją motocykli oraz co najmniej trzy leżące na ziemi osoby w motocyklowych kurtkach. W pobliżu widać kilku innych siedzących bądź stojących podobnie ubranych ludzi oraz grupę policjantów. Jak zaznaczył rzecznik policji, wiedziała ona wcześniej, że w restauracji mają się zebrać co najmniej trzy rywalizujące ze sobą gangi i dlatego wysłano tam zawczasu co najmniej 12 funkcjonariuszy lokalnej policji z Waco, a także pewną liczbę policjantów stanowych. Na miejscu znaleźli się również agenci FAT – federalnej służby do spraw alkoholu, tytoniu, broni palnej i materiałów wybuchowych.

Gdy w restauracji wybuchła strzelanina, przenosząc się następnie na zewnątrz, policjanci otworzyli ogień do uzbrojonych motocyklistów – powiedział rzecznik dodając, że zapobiegło to dalszym ofiarom śmiertelnym. Nie wiadomo, czy którykolwiek z zabitych zginął z rąk policji.
Żródło info i foto: onet.pl

Uczniowie gimnazjum w szpitalach po zażyciu dopalaczy

Pięcioro gimnazjalistów trafiło w czwartek rano do szpitali po zażyciu dopalaczy. Uczniowie mieli palić substancje odurzające tuż przed rozpoczęciem lekcji. Jak relacjonowała dyrektor Zespołu Szkół w Gogołowej koło Jastrzębia Zdroju (województwo śląskie), nauczyciel jadący do pracy zauważył ucznia słaniającego się na nogach. Okazało się, że czterech chłopców i jedna dziewczyna zażywali dopalacze tuż przed rozpoczęciem zajęć, w pobliżu budynku szkoły.

– Inni uczniowie dopowiedzieli resztę, nasza reakcja była natychmiastowa. Wezwaliśmy pogotowie i policję. Tych, którzy mogli iść samodzielnie, przeprowadziliśmy do szkoły. Jeden uczeń tracił przytomność i pomocy udzielił mu lekarz pogotowia w miejscu, w którym zażyli dopalacz – mówiła dyrektor Grażyna Chachulska.

Służby prasowe Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach podały, że gimnazjaliści byli otumanieni i bez kontaktu logicznego z otoczeniem. Dwie osoby zostały przewiezione do szpitala w Jastrzębiu Zdroju, trzy trafiły do placówki w Wodzisławiu Śląskim. Według wstępnych informacji ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Gdzie uczniowie kupili dopalacze?

Dyrektor szkoły podkreślała, że problem dopalaczy nie był wcześniej widoczny w placówce, natomiast uczniowie, którzy zażywali dopalacze, również nie sprawiali żadnych kłopotów wychowawczych. Sprawą zajęła się policja. Jak przekazała sierżant sztabowy Joanna Paszenda z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim, funkcjonariusze zamierzają przede wszystkim określić, jakiego rodzaju substancję zażywali uczniowie oraz w jaki sposób weszli w jej posiadanie. Sierżant Paszenda dodała, że w obliczu zagrożenia życia i zdrowia nieletnich sprawą może zająć się także prokuratura. Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawa: pijana lekarka przyjmowała pacjentów

Będąc w stanie nietrzeźwości pracowała w jednym z warszawskich szpitali. Po przebadaniu przez policję alkomatem okazało się, że lekarka ma ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu. Dyrekcja placówki natychmiast odsunęła ją od pełnienia obowiązków. Do zdarzenia doszło w Nowy Rok. – O tym, że lekarka może być pod wpływem alkoholu, w czwartek, około godz. 13, poinformował policję jeden z pacjentów. Funkcjonariusze, którzy przyjechali na miejsce, potwierdzili, że kobieta jest w stanie nietrzeźwości. Powiadomili dyrekcję placówki. Lekarka została zdjęta z dyżuru – mówi Onetowi Tomasz Oleszczuk z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Jak ustaliliśmy, wszystko wydarzyło się w szpitalu przy ul. Barskiej w Warszawie. Lekarka miała ponad promil alkoholu w organizmie. Kobieta jest radiologiem. Lekarka nie złożyła jeszcze wyjaśnień. Dostała wezwanie na komendę. Po przesłuchaniu jej oraz świadków zdarzenia zapadnie decyzja, co do rodzaju dalszych czynności. Od tych zeznań będzie zależało, jakie zarzuty usłyszy kobieta i czy będzie odpowiadać za narażenie zdrowia i życia pacjentów. Za takie przewinienie grozi nawet do trzech lat więzienia.
Żródło info i foto: onet.pl

Poszukiwany złodziej okradł pacjentkę szpitala

Złodzieje coraz częściej zaglądają do… szpitali. Z reguły okradają lodówki, w których pacjenci przechowują wiktuały, ale jak się trafi okazja, nie pogardzą grubszym łupem. Na oddziale położniczym szpitala w Lublinie złodziej wykorzystał fakt, że jedna z pacjentek wyszła na badania i z parapetu zabrał jej torebkę z dokumentami, pieniędzmi i kartą bankomatową. Nie zadowolił się gotówką, zapragnął dobrać się również do pieniędzy na koncie kobiety. Za pomocą karty próbował wypłacić 500 zł z bankomatu. I wtedy zarejestrowała go kamera zainstalowana na tym urządzeniu. Dzięki temu wiemy, jak wygląda. Ktokolwiek rozpoznaje tego mężczyznę, proszony jest o kontakt z policją w Lublinie nr tel. 81 535-45-73 lub tel. alarmowy 997/112.
Żródło info i foto: se.pl

Ewelina C. znów trafi do więzienia?

Pierwsza kobieta, objęta ustawą o bestiach za usiłowanie zabójstwa dziecka, znów może trafić do więzienia. Kielecka prokuratura złożyła wniosek o areszt dla Eweliny C. To pierwsza kobieta, która jest objęta tzw. ustawą o bestiach za usiłowanie zabójstwa dziecka. Tym razem zaatakowała personel jednego ze szpitali w Kielcach.

Ewelina C trafiła do szpitala, bo zasłabła. Podczas badania nagle rzuciła się na pielęgniarkę. Wyzywała ją, szarpała za włosy i drapała. 27-latka odpowie teraz między innymi za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy publicznych. Prokuratura złożyła już wniosek o trzymiesięczny areszt. Kobieta była już wcześniej karana za usiłowanie zabójstwa dziecka więc teraz grozi jej do 4,5 lat więzienia. Wiosną 2008 roku Ewelina C, sama będąc w ciąży, wyjęła z wózka siedmiotygodniowe niemowlę obcej kobiety i rzuciła je na betonowy chodnik. Odsiedziała za to 6 lat więzienia.

Pod koniec listopada sąd apelacyjny w Katowicach ma zdecydować, w którym otwartym ośrodku Ewelina C będzie się leczyła. Jak ustaliło Radio ZET, zachowanie Eweliny C. w kieleckim szpitalu nie będzie miało wpływu na wybór placówki.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl