Zwłoki 44-letniego policjanta znalezione na jednym z osiedli w Białej Podlaskiej

Zwłoki policjanta odkryto na terenie jednego z osiedli w województwie lubelskim. Sprawą zajęła się już prokuratura. Wszczęte zostało śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Zwłoki policjanta znaleziono na jednym z osiedli w Białej Podlaskiej. Ciało mężczyzny znaleziono w poniedziałek  w okolicy garaży. Jak powiedziała Polskiej Agencji Prasowej oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Białej Podlaskiej kom. Barbara Salczyńska-Pyrchla na miejscu okazało się, że to funkcjonariusz policji z jednego z komisariatów w Janowie Podlaskim.

Okoliczności śmierci policjanta wyjaśni śledztwo wszczęte przez Prokuraturę Rejonową w Białej Podlaskiej. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lubelskiej Agnieszka Kępka poinformowała, że śledztwo to prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Przyczyny zgonu mężczyzny ma wyjaśnić zarządzona sekcja zwłok. Kępka powiedziała, że według dotychczasowych ustaleń, nie ma podstaw, aby sądzić, że do śmierci policjanta przyczyniły się osoby trzecie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Policja bezprawnie weszła na teren Politechniki Warszawskiej. Jest odpowiedź rzecznika KSP

Rektor Politechniki Warszawskiej wezwał Komendanta Stołecznego Policji do wyjaśnień w związku z wkroczeniem funkcjonariuszy na teren uczelni podczas sobotniego protestu. To nieuprawnione wtargnięci. Takich aktów naruszenia autonomii nie notowaliśmy od wielu dekad – oświadczyła PW. Na zarzuty rektora odpowiedział rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak.

Stanowisko Politechniki Warszawskiej w związku z działaniami policji opublikowano w poniedziałek. Władze uczelni podkreśliły w nim, że w sobotę – gdy odbywał się protest „Strajku Kobiet” – doszło do wkroczenia grupy policjantów na teren Wydziału Inżynierii Chemicznej i Procesowej PW.

„Incydent miał charakter nieuprawnionego wtargnięcia”

W stanowisku zaznaczono, że Konstytucja gwarantuje uczelniom wyższym autonomię na zasadach określonych w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. „Zapisy tej ustawy mówią, że służby państwowe odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego mogą wkroczyć na teren uczelni wyłącznie w dwóch przypadkach: na wezwanie rektora lub w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia ludzkiego lub klęski żywiołowej” – przypomniano.

„Według naszej wiedzy nie zachodziła żadna z tych okoliczności, czyli incydent miał charakter nieuprawnionego wtargnięcia” – oświadczono w stanowisku PW. „Wydarzenie przyjęliśmy z wielkim niepokojem, bowiem takich aktów naruszenia autonomii uczelni nie notowaliśmy od wielu dekad” – podkreślono.

Jak poinformowano, rektor uczelni prof. Krzysztof Zaremba skierował do Komendanta Stołecznego Policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja pismo „wzywające do przedstawienia okoliczności podjęcia przez służby akcji na terenie uczelni, wyjaśnienia przyczyn incydentu i do zapewnienia, że w przyszłości nie dojdzie do podobnych zdarzeń”.

Protest „Strajku Kobiet”

Sobotni marsz w ramach protestu „Strajku Kobiet” ruszył z ronda Dmowskiego w kierunku placu Konstytucji, dalej placu Zbawiciela, placu Unii Lubelskiej i siedziby MSWiA. Na trasie, ustalanej spontanicznie, przejście blokowali policjanci, doprowadzając tym samym do rozproszenia się protestujących.

Część z nich znalazła się przy ul. Waryńskiego, w okolicy wydziału PW. Zgromadzonych tam manifestantów policja zamknęła w kordonie celem ich wylegitymowania. Części z protestujących udało się tego uniknąć po tym, jak przeskoczyli przez ogrodzenie. Działania podejmowane były też przy ul. Polnej, gdzie funkcjonariusze odcięli protestującym dojście na plac Unii Lubelskiej.

Informacja, że funkcjonariusze wkroczyli na teren PW, pojawiła się też w opublikowanej na portalu Wyborcza.pl relacji prawniczki, która uczestniczyła w proteście. – Widziałam niedużą grupę ludzi stojących przy stacji paliw na ul. Polnej, kordon policji blokował wyjście na plac Unii Lubelskiej. Nagle wbiegli policjanci w kaskach, z pałkami. Zgromadzeni zaczęli uciekać, niektórzy wbiegli np. na teren Politechniki Warszawskiej. Zgodnie z informacją od Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego za nimi wbiegli policjanci i natychmiast zaczęli ich gazować oraz pałować. Policja nie miała zgody rektora na wejście na teren uczelni, nie reagowała też na nawoływania straży uczelnianej o opuszczenie terenu politechniki – powiedziała „Gazecie Wyborczej”. 

Odpowiedź policji

Sprawę skomentował rzecznik KSP. – Szanujemy autonomię każdej uczelni, w tym Politechniki Warszawskiej. Tym bardziej, że wśród naszych funkcjonariuszy również są jej absolwenci, wykonujący wzorowo swoje zadania – podkreślił nadkom. Sylwester Marczak.

– W tym przypadku mamy do czynienia z działaniami dynamicznymi policjantów. Biegli oni za osobami, które wcześniej znieważyły policjantów. W momencie, gdy funkcjonariusze zostali poinformowani o tym, że jest to teren uczelni, opuścili jej plac – wyjaśnił nadkom. Marczak.

Jak zaznaczył, informacja ta znalazła się także w meldunku sporządzonym po działaniach. – Funkcjonariusze ci nie pełnią na co dzień służby w Komendzie Rejonowej Policji Warszawa 1. Oznacza to, że najzwyczajniej w świecie nie muszą oni znać topografii miasta – zauważył rzecznik KSP.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ottawa: Kanadyjska policja zatrzymała intruza w pobliżu rezydencji premiera

Policja zatrzymała uzbrojonego mężczyznę, który w czwartek w Ottawie wtargnął na teren, gdzie znajdują się rezydencje premiera i gubernator generalnej. Jak podały federalne służby, zatrzymany jest żołnierzem. Według informacji przekazanych po południu czasu lokalnego w czwartek przez media, według ustaleń policji mężczyzna prowadzący niewielką ciężarówkę staranował rano bramę wjazdową, a dwie godziny później został zatrzymany w mieszczącej się na terenie rezydencji szklarni.

1 Sussex Drive w Ottawie to teren, gdzie znajduje się Rideau Cottage, rezydencja, w której obecnie mieszka premier Justin Trudeau z rodziną oraz Rideau Hall, rezydencja reprezentującej królową brytyjską gubernator generalnej Julie Payette.

Publiczny nadawca CBC podając się na własne źródła informował, że mężczyzna przyjechał z Manitoby, miał przy sobie długą broń i list,; jego treść nie jest na razie znana. Według CBC zatrzymany jest Rangersem, czyli członkiem kanadyjskiej formacji żołnierzy kontynuujących po przejściu do rezerwy służbę w odległych rejonach kanadyjskiej północy.

Jak podawały media, premiera i jego rodziny nie było w rezydencji; biuro prasowe gubernator generalnej informowało, że pracownicy byli bezpieczni.
Źródło info i foto: TVP.info

Słynny lot nad rondem. Prokuratura przesłuchała kierowcę. „Nie pamięta skoku”

Prokuratura przesłuchała kierowcę, który w kwietniu po pijanemu wjechał w rondo niedaleko Łodzi, a następnie wzbił się w powietrze i z impetem uderzył w ziemię na terenie pobliskiej parafii. Mężczyzna nie pamięta wypadku i przekonuje, że chce naprawić wyrządzone szkody.

Chodzi o wypadek uwieczniony na słynnym już nagraniu z monitoringu w Rąbieniu k. Łodzi. Widzimy na nim, jak suzuki swift po uderzeniu w wysoki krawężnik wokół ronda wzbija się w powietrze i leci przez wiele metrów. Za kierownicą siedział 41-letni mężczyzna, który po kłótni z partnerką wsiadł w samochód i chciał pojechać do kolegi. Jak się później okazało, miał 2,8 promila alkoholu. Wcześniej pił wódkę i piwo.

41-latek po „wystrzeleniu” z ronda z dużą siłą uderzył w ziemię na terenie położonego niedaleko kościoła. Doznał poważnych obrażeń i ze względu na stan zdrowia dopiero teraz udało się go przesłuchać.

– Kierowca potwierdził, że tego dnia przed południem pił alkohol. Tłumaczył, że po kłótni z partnerką wypił 300 g wódki i piwo. Następnie wsiadł do samochodu i ruszył w drogę z Aleksandrowa Łódzkiego do Łodzi, gdzie miał przenocować u znajomego – mówi w depeszy PAP, podawanej m.in. przez Polsat News, Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

– Kierowca suzuki nie pamięta przebiegu zdarzenia. Ocknął się po upadku, kiedy był wyciągany z auta przez strażaków. Momentu uderzenia w rondo i samego „skoku” nie pamięta. Twierdzi, że rozmawiał już z przedstawicielami parafii i chce naprawić szkody, które wyrządził przy upadku, niszcząc teren kościoła – dodaje prok. Kopania.

Mężczyźnie postawiono zarzuty kierowania samochodu w stanie nietrzeźwości i wprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu drogowym. Grozi za to do 8 lat. Zastosowanego wobec niego dozór policyjny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wznowiono poszukiwania zaginionego 3-latka

W środę rano wznowione zostaną poszukiwania w terenie prowadzone w związku z zaginięciem 3,5-letniego chłopca w Nowogrodźcu na Dolnym Śląsku. Służby szukają dziecka od poniedziałkowego wieczoru. Oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Bolesławcu aspirant sztab. Anna Kublik-Rościszewska powiedziała w środę rano, że poszukiwania wznowiono o godzinie 8:00.

Poinformowała, że we wtorek przeszukano około 500 hektarów, w tym tereny kolejowe. – Dzisiaj poszukiwania skupią się bardziej na terenach rzecznych, przyrzecznych i te okolice będą powtórnie przeczesywane. Płetwonurkowie będą też sprawdzali koryto rzeki – przekazała.

Zgłoszenie o zaginięciu chłopca wpłynęło w poniedziałek ok. godz. 19:00. Jak informowała we wtorek asp. szt. Kublik-Rościszewska, dziecko przebywało ze swoim ojcem na działce rekreacyjnej niedaleko rzeki.

– Ojciec w trakcie przesłuchania wyjaśniał, że stracił dziecko z oczu. Gdy nie mógł go odnaleźć, zawiadomił policję. Był pod wpływem alkoholu, badanie potwierdziło zawartość 0,7 promila. Mężczyzna został zatrzymany, ponieważ był poszukiwany do odbycia kary za przestępstwa przeciwko mieniu – powiedziała policjantka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sopot: Policjanci szukali ciała Iwony Wieczorek. Nastolatka zaginęła 10 lat temu

W czwartek policjanci przeszukiwali tereny sopockich ogródków działkowych. Na zlecenie prokuratury wznowili czynności w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek. 19-latka zaginęła w lipcu 2010 roku. Rzeczniczka Prokuratury Krajowej w Warszawie Ewa Bialik przekazała, że „sprawę analizował małopolski wydział Prokuratury Krajowej w Krakowie”.

– Po to, żeby dokonać weryfikacji materiału dowodowego prokuratura wykonuje pewne czynności procesowe. Te czynności zostały rozpoczęte i trwają – dodała prokurator.

Kilkudziesięciu policjantów z komendy wojewódzkiej w Gdańsku przeszukiwało od czwartku rano ogródki działkowe w Sopocie. W policyjnej akcji brały udział psy tropiące. Funkcjonariusze mieli też do dyspozycji drony i georadar. Poszukiwania zakończyli po zapadnięciu zmroku.

Policja i prokuratura nie zdradzają wyników czwartkowych przeszukań na sopockich działkach. – Dziś nie będziemy wydawać komunikatu na temat działań w Sopocie – powiedziała prokurator Ewa Bialik.

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek jest prowadzona w tzw. Archiwum X, działającym w Małopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie. Trafiła tam z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

– W sprawach kierowanych do Archiwum X wykorzystywanie są nowe technologie oraz wiedza najbardziej doświadczonych polskich i zagranicznych biegłych oraz różnych instytucji badawczych, niestandardowy sposób badania dowodów i nieszablonowy sposób podejścia do ich oceny – poinformowała prokurator Bialik.

Zaginęła 10 lat temu

Iwona Wieczorek zaginęła 17 lipca 2010 roku. Tego dnia bawiła się ze znajomymi w sopockim Dream Clubie. Po wyjściu z imprezy miała się z nimi pokłócić i odłączyć od towarzystwa. Przed godziną 4 dzwoniła do jednej z koleżanek, później rozładowała się jej komórka.

Wiadomo, że szła alejką wzdłuż plaży, w kierunku swojego domu. Mijała wejście nr 63 na plażę w Jelitkowie. Miejski monitoring zarejestrował Iwonę o godzinie 4.12 przy końcu ulicy Piastowskiej. Do domu miała stamtąd dwa kilometry. Musiała tylko przejść przez tereny leśno-parkowe. Tam ślad po niej się urywa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Milwaukee: Strzelanina w browarze. Znamy motyw zbrodni

W strzelaninie na terenie browaru w Milwaukee w amerykańskim stanie Wisconsin zginęło sześć osób, w tym napastnik – poinformowała w środę wieczorem czasu lokalnego miejscowa policja. Sprawcą strzelaniny był 51-letni mężczyzna, pracownik firmy piwowarskiej Molson Coors, w której zatrudnionych jest ponad 1000 osób. Zastrzelił on pięciu swoich kolegów z pracy, po czym popełnił samobójstwo. Władze nie podały jeszcze szczegółów strzelaniny, ani też motywu działania napastnika. Według mediów Molson Coors, firma z 160-letnią historią, przechodzi obecnie restrukturyzację, a napastnik został w środę zwolniony z pracy.

– W tej chwili nie ma już zagrożenia. Dochodzenie będziemy kontynuować w nocy – poinformował szef policji w Milwaukee Alfonso Morales na konferencji prasowej. Dodał, że do strzelaniny doszło na terenie kompleksu piwowarskiego firmy Molson Coors i nie ucierpiał nikt z zewnątrz.

Prezydent USA Donald Trump, otwierając konferencję prasową w Białym Domu na temat koronawirusa, poinformował o strzelaninie w Milwaukee. Nazwał jej sprawcę „niegodziwym mordercą”, a przemoc z użyciem broni – „straszną rzeczą”. Trump przekazał kondolencje rodzinom ofiar.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Właściciel wypożyczalni w Bukowinie Tatrzańskiej nawet nie starał się o pozwolenie na budowę

Starosta tatrzański poinformował, że według danych urzędu w ciągu trzech ostatnich lat właściciel wypożyczalni, której zerwany dach spowodował śmierć trzech osób, nie starał się o pozwolenie na budowę. Wydanie zgody i tak byłoby niemożliwe, ponieważ budka umieszczona była na terenie zielonym nieprzeznaczonym pod budownictwo.

Starosta tatrzański Piotr Bąk w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przyznał, że w ciągu trzech ostatnich lat właściciel wypożyczalni sprzętu narciarskiego nie starał się o pozwolenie na budowę budynku w tym miejscu, ani nie zgłosił faktu postawienia straganu przy stoku narciarskim w Bukowinie Tatrzańskiej. Dodatkowo w tej części Rusinowego Wierchu obowiązuje specjalny plan zagospodarowania przestrzennego, który wyklucza możliwość postawienia tam jakiejkolwiek budowli.

Tragedia w Bukowinie Tatrzańskiej: właściciel wypożyczali w ostatnich trzech latach nie starał się o pozwolenie na budowę
W poniedziałek silny wiatr zerwał dach wypożyczalni narciarskiej w Bukowinie Tatrzańskiej. W jej wyniku zginęły trzy kobiety w wieku 52, 21 i 16 lat. W sprawie wypadku prokuratura wszczęła już śledztwo. Prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Po wypadku wypożyczalnię skontrolował Inspektor Nadzoru Budowlanego. Budka zbudowana była z naczepy tira obitej deskami, a dach przykręcony był pięciocentymetrowymi wkrętami.

„Obiekt ten został wybudowany bez wymaganego pozwolenia. To było obejście prawa. Elementy budowlane były wykonane niestarannie i bardzo prowizorycznie. W związku z tym przy porywach wiatru doszło do tragedii. Jeżeli byłaby to solidniejsza konstrukcja, to mogłoby nie dojść do tragedii. Niechlujstwo. Nie mam słów, jak można było… Właściciel wiedział, jakie są tutaj warunki atmosferyczne. To nie jest nizina ani teren przykryty. Przy takiej lichej konstrukcji musiało dojść do tragedii. To nie powinno tam być tam postawione, ani w taki sposób wykonane” – mówił podczas konferencji prasowej Jan Kęsek.

Starosta Piotr Bąk przyznaje, że problem z samowolami budowlanymi jest dużym problemem na Podhalu. Dużo obiektów stawianych jest na podstawie zgłoszenia dot. budowy obiektu tymczasowego na trzy miesiące. Później jednak urzędnikom trudno jest wyegzekwować ich likwidację.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak nożownika na burmistrza Łeby

Do ataku doszło w piątek wieczorem na terenie jednego z marketów. Napastnik ostrzem kilka razy dotknął klatki piersiowej burmistrza Łeby. Andrzej Strzechmiński nie został ranny, ale „poniósł ogromne straty moralne”. Nożownik został zatrzymany.

W piątek po godz. 19, burmistrz Łeby został napadnięty w jednym z marketów na terenie miasta, przez człowieka trzymającego nóż w ręku. „Napastnik końcówką ostrza kilka razy dotknął klatki piersiowej Andrzeja Strzechmińskiego, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Sprawca został rozpoznany. Samorządowiec nie został ranny” – podaje komitet wyborczy polityka.

Strzechmiński poniósł jednak „ogromne straty moralne, bo znalazł się w sytuacji zagrażającej jego życiu, a w konsekwencji życiu jego bliskich”. Fanpage burmistrza zwraca uwagę na zaostrzający się poziom języka debaty publicznej. „Nieustanne prowadzenie polityki negacji, posługiwanie się nieprawdziwymi informacjami, fałszowanie rzeczywistości” – czytamy.

Swoje odczucia Strzechmiński przekazał w rozmowie z „Wyborczą”. – Nogi się pode mną ugięły. Wróciłem do domu i zabarykadowaliśmy z żoną. Minęło kilka dni, a mi wciąż trudno o tym mówić – relacjonuje. Rmf24.pl podaje, że nożownik został już zatrzymany i ma zostać przesłuchany. To nie pierwszy atak na burmistrza Łeby. Wcześniej auto, dom i restaurację jego żony oblano kwasem.
Źródło info i foto: wp.pl

Profesjonalne plantacje marihuany w stołecznych mieszkaniach. Narkotyki trafiały do pseudokibiców

Policjanci zlikwidowali sześć plantacji konopi zorganizowanych na terenie Warszawy i w okolicach Legionowa. Pozyskiwana z nich marihuana miała trafiać do pseudokibiców stołecznych klubów piłkarskich. Zatrzymano 45-latka i dwie kobiety. Wszyscy usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupy przestępczej. Sprawa ma charakter rozwojowy, a policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań.

Na trop nielegalnych upraw marihuany zlokalizowanych na terenie Warszawy oraz w powiecie legionowskim wpadli stołeczni policjanci z wydziału ds. zwalczania przestępczości pseudokibiców. Wszystko wskazywało na to, że jego organizatorem jest 45-latek. Wytwarzane w kilku miejscach narkotyki miały trafiać do pseudokibiców stołecznych klubów piłkarskich.

Konopie w mieszkaniach na warszawskiej Pradze Południe

Mężczyźnie pomagały dwie kobiety. Ich rolą było przede wszystkim wyszukiwanie lokali przeznaczonych do prowadzenia nielegalnego interesu, pilnowanie upraw oraz przygotowanie narkotyków do ich dalszej dystrybucji. Po kilkutygodniowym rozpracowaniu działalności grupy funkcjonariusze zlikwidowali 6 planacji, z których cztery znajdowały się w mieszkaniach na warszawskiej Pradze Południe, a dwie w miejscowości w powiecie legionowskim.

Uprawę roślin wspomagał system sterowania elektronicznego zarządzający nawodnieniem, oświetleniem oraz temperaturą. Sprzęt został w całości zdemontowany i zabezpieczony przez śledczych. Policjanci zabezpieczyli 225 doniczek z krzewami konopi innych niż włókniste oraz przejęli ponad 9 kilogramów gotowej marihuany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl