Polak-bohater z London Bridge wydał oświadczenie

Polak, który stoczył bohaterską walkę z terrorystą na London Bridge, wydał oświadczenie ws. zajścia. Opowiedział m.in. o tym, jak znalazł się w grupie osób próbujących powstrzymać nożownika. „Kiedy zaczął się atak, działałem instyntkownie” – napisał i poprosił o to, by uszanować jego prywatność.

Londyńska policja opublikowała oświadczenie 38-letniego Łukasza, którego interwencja zapobiegła dalszemu rozlewowi krwi podczas ataku nożownika na London Bridge. W zamachu zginęła dwójka studentów Cambridge – 23-letnia Saskia Jones i 25-letni Jack Merrit. Brytyjskie media już wcześniej zaznaczały, że ofiar nożownika mogłoby być dużo więcej, gdyby nie interwencja świadków, którzy – nie zważając na własne bezpieczeństwo – rzucili się, by obezwładnić mężczyznę

Oświadczenie Polaka po ataku na London Bridge: ” Podczas ataku działałem instynktownie”

W oświadczeniu Polak zaznaczył, że nie trzymał kła narwala, a kij, który znalazł w restauracji. To w budynku, z którym znajduje się restauracja, nożownik zaczął atakować ludzi. W oświadczeniu czytamy:

W piątkowe popołudnie 29 listopada pracowałem normalnie w Fishmongers Hall, kiedy wydarzyło się coś niewyobrażalnego i doszło do tragicznego ataku terrorystycznego. Wraz z kilkoma innymi osobami próbowałem powstrzymać mężczyznę, który atakował ludzi w budynku. Użyłem drąga, który znalazłem, ktoś inny trzymał kieł narwala.

Łukasz przyznał, że już wtedy został zaatakowany, ale i tak pobiegł za terrorystą w stronę mostu:

Mężczyzna mnie zaatakował, po czym wybiegł z budynku. Byłem w grupie, która za nim podążyła i zatrzymała na moście. Zostałem pchnięty nożem, a później trafiłem do szpitala. Jestem wdzięczny, że mogłem wrócić do domu.

Jego szef, Toby Williamson, w rozmowie z mediami zdradził, że w pewnym momencie Łukasz został sam na sam z terrorystą, co dało innym ludziom czas na ucieczkę:

W pewnym momencie uderzył zamachowca w klatkę piersiową i odbił się od niej, wtedy wiedział już, że coś jest nie tak. A on miał na sobie tę kamizelkę. Później doszło do walki między nimi z użyciem noża. Łukasz został zraniony aż pięć razy. Był ciężko ranny, ale ani przez chwilę się nie zawahał. Później dołączyły do niego dwie lub trzy osoby. Napastnik uciekł po schodach, Łukasz biegł tuż za nim: był ranny, ale walczył do końca – opisywał. Łukasz podkreślił, że jego zachowanie w tej kryzysowej sytuacji było instynktowne. Poprosił też, by uszanować jego prywatność i dać czas na rekonwalescencję:

Kiedy doszło do ataku, działałem instynktownie. Próbuję teraz jakoś się uporać z traumą wywołaną przez to zajście i chciałbym, by pozwolono mi to zrobić w prywatności i ze wsparciem mojej rodziny.

Polak na końcu swojego oświadczenia przekazał wyrazy współczucia rodzinom ofiar nożownika: „Chciałbym przekazać swoje kondolencje rodzinom, które straciły ukochane osoby. Wysyłam im wyrazy wsparcia oraz wszystkim, którzy ucierpieli przez ten bezsensowny atak”.

Zamachowcem był 28-letni Usman Khan. Zabił dwie osoby, ranił trzy, w tym właśnie Łukasza. Media podkreślają, że walczący z nożownikiem mężczyźni podjęli się starcia, gdy wydawało się, że kamizelka, którą miał na sobie, zawierała ładunki wybuchowe. Jak się później okazało tzw. pas szahida Khana zawierał w sobie jedynie imitacje ładunków.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polak, który pomógł powstrzymać terrorystę na London Bridge, „nadal jest w szpitalu”

Jak podaje brytyjski „Sunday Mirror”, Polak, który pomógł powstrzymać terrorystę z London Bridge, nadal jest w szpitalu. Tabloid powołuje się na słowa kolegi mężczyzny, który jest z nim w kontakcie. Jak podaje „Sunday Mirror” Polak znajduje się pod opieką lekarzy w związku z ranami, które odniósł podczas próby obezwładnienia terrorysty na London Bridge. Gazeta powołuje się na słowa jego kolegi z pracy. – Pracowników poproszono, by nie mówili zbyt wiele, ale mam do niego numer telefonu i on nadal jest w szpitalu – mówi.

Polak pomógł obezwładnić terrorystę z Londynu

Według brytyjskich mediów Polak o imieniu Łukasz pracuje w Fishmongers’ Hall, tuż przy London Bridge. W piątek odbywała się tam konferencja poświęcona ponownej integracji przestępców ze społeczeństwem. W panelu brał udział zamachowiec Usmain Khan.

Gdy napastnik zaatakował, Polak użył jednego z dwóch kłów narwala, które zdobiły ścianę Fishmongers’ Hall. Według brytyjskich mediów został ranny w rękę. W sobotę Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że wśród osób, które obezwładniły Khana, był polski obywatel. Jak powiedział wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński, brytyjskie służby, które prowadzą w tej sprawie śledztwo, prosiły polskie władze o zachowanie w tajemnicy szczegółów zdarzenia i okoliczności udziału Polaka.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak nożownika na London Bridge. Nie żyją dwie osoby

London Bridge, London, GBR, 2019_11_29, An attack has occured at London bridge and Borough market. A van driver witnessed the man with a knife attacking people in fron of his van. The metropolitan police has locked down the area.. ? Pierre Alozie / eyevine

Dwie przypadkowe osoby zginęły, a trzy zostały ranne w ataku terrorystycznym, do którego doszło w piątek wczesnym popołudniem na Moście Londyńskim (London Bridge). Sprawca, który uzbrojony był w nóż i miał atrapy ładunków wybuchowych, został zastrzelony przez policję.

W dalszym ciągu nie wiadomo, w jakich okolicznościach zabite zostały te dwie osoby ani kim one są. Kilka minut przed wydarzeniami na moście sprawca prawdopodobnie dokonał ataku w jednym z pobliskich budynków, jednak szczegóły tego na razie nie zostały podane.

O tym, co stało się na samym moście, wiadomo znacznie więcej, bo zostało to uchwycone na nagraniach wideo, zarejestrowanych przez przypadkowe osoby. Wygląda, że sprawca próbował zaatakować sporej wielkości nożem przypadkowych przechodniów, którzy jednak korzystając z przedmiotów, jakie akurat mieli pod ręką – parasola, kija czy gaśnicy samochodowej – powalili go na ziemię i wyrwali z ręki nóż. Chwilę później przybyli na miejsce funkcjonariusze – obawiając się, że może on zdetonować ładunki wybuchowe, zastrzelili sprawcę.

Nie jest jasne, czy jego ofiary zmarły w trakcie pierwszej części ataku, czy też może zostały śmiertelnie ugodzone przez terrorystę podczas szamotaniny z nim na moście.

Nie jest jasne też na razie, czy ciężarówka, która na przekazywanych obrazach wideo stała w poprzek mostu i została otoczona przez uzbrojoną policję, miała jakikolwiek związek z atakiem. Bohaterstwo przypadkowych przechodniów, którzy ryzykując własnym życiem rzucili się, aby obezwładnić uzbrojonego terrorystę, spotkało się z powszechnym uznaniem polityków ze wszystkich opcji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Amerykanie szczątki lidera ISIS potraktują jak ciało Osamy bin Ladena

Robert O’Brien, doradca prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa, oświadczył w rozmowie z mediami, że oczekuje, iż wojska amerykańskie postąpią z ciałem zabitego terrorysty według tego samego protokołu, co w przypadku lidera Al-Kaidy, Osamy bin Ladena. Jego szczątki po odprawieniu krótkiego muzułmańskiego nabożeństwa zostały wyrzucone do Morza Arabskiego.

Zarówno informatorzy CNN, jak i Robert O’Brien, prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa USA potwierdzają, że szczątki Abu Bakra al-Baghdadiego mają trafić do morza, tak samo jak stało się w przypadku Osamy bin Ladena, przywódcy al-Kaidy, organizatora zamachów z 11 września 2001 r.

Szczątki al-Baghdadiego trafią do morza

Amerykańskie media podają, że szczątki przywódcy Państwa Islamskiego maja trafić do morza. Tak samo potraktowano ciało innego „terrorysty wszech czasów”: Osamy bin Ladena.

Robert O’Brien, prócz szczegółów samej operacji zabicia terrorysty, zdradził na antenie NBC, jak nazwano operację sił specjalnych. Wspominał Amerykanów, którzy zginęli z rąk islamistów i powiedział, że operację nazwano na cześć jednej z nich – Kayli Mueller. Mueller zginęła w wieku 26 lat po tym, jak została uprowadzona przez Państwo Islamskie. Pracowała w Syrii jako pracownica organizacji humanitarnej. Była w niewoli islamistów kilka lat i zginęła w niejasnych okolicznościach. W niewoli była gwałcona i – jak opisywał „Washington Post” – miała być wykorzystywana seksualnie m.in. przez al-Baghdadiego.

Donald Trump triumfuje: „Zginął jak tchórz”

W telewizyjnym przemówieniu wygłoszonym z Białego Domu Donald Trump poinformował Amerykanów, że Stany Zjednoczone wymierzyły sprawiedliwość najgroźniejszemu terroryście. Prezydent USA powiedział, że al-Baghdadi został osaczony i wysadził się w powietrze nieopodal swojej kryjówki przy granicy iracko-syryjskiej.

– Zginął po tym jak wbiegł do tunelu bez wyjścia skomląc, płacząc i krzycząc – opowiadał. Donald Trump dodał, że przywódca Państwa Islamskiego zginął wraz z trójką swoich dzieci. – Ten bandyta, który starał się zastraszać innych spędził ostatnie chwile życia w całkowitym strachu i panice, ogarnięty przerażeniem gdy otaczały go amerykańskie oddziały – mówił prezydent USA. Donald Trump poinformował, że przeprowadzone na miejscu testy DNA potwierdziły tożsamość al-Baghdadiego. Prezydent USA podziękował za współpracę Rosji, Turcji, Syrii i Irakowi a także syryjskim Kurdom.

Śmierć przywódcy Państwa Islamskiego na całym świecie odbierana jest jako osobisty sukces prezydenta Donalda Trumpa, który w ostatnich tygodniach bardzo takiego sukcesu potrzebował. Nie dość, że był krytykowany za wycofanie wojsk z północnej Syrii, co otworzyło drogę do tureckiej ofensywy na tereny zajmowane przez Kurdów, to wciąż w toku jest postępowanie zmierzające do impeachmentu w związku z naciskami Trumpa na władze Ukrainy w sprawie syna Joe Bidena.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wielka Brytania: Dożywocie dla zamachowca, który próbował rozjechać ludzi

30-letni Salih Khater, mieszkający w Wielkiej Brytanii sudański azylant został skazany na karę dożywotniego więzienia. W sierpniu 2018 roku próbował w okolicach budynku parlamentu w Londynie rozjechać samochodem grupę rowerzystów i policjantów.

14 sierpnia zeszłego roku Khater potrącił samochodem grupę rowerzystów, a następnie uderzył w barierkę ochronną w pobliżu parlamentu. Wcześniej o mało co nie potrącił jeszcze dwóch policjantów, którzy ledwo zdołali uskoczyć przed pojazdem.

W wyniku incydentu ranne zostały trzy osoby.

W trakcie procesu obrona próbowała przekonywać, że jechał on do ambasady Sudanu, by uzyskać wizę, ale zgubił drogę i wpadł w panikę. Sąd jednak przychylił się do argumentów prokuratury, która dowodziła, że działał on z premedytacją i kierowały nim motywy terrorystyczne.

W lipcu sąd uznał go za winnego dwóch zarzutów usiłowania zabójstwa, teraz skazał na dożywocie bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie przed upływem 15 lat.

Jak wyjaśniła sędzia Maura McGowan, „nie ma wątpliwości, że jego intencją było zabicie tak wielu osób, jak to możliwe, a poprzez to rozsiewanie strachu i terroru”. Dodała, że „naśladował on działania innych, którzy bez wątpienia kierowali się motywami terrorystycznymi”.

W marcu 2017 r. na Moście Westminsterskim w Londynie doszło do podobnego zdarzenia. 52-letni wówczas Khalid Masood wjechał samochodem w grupę ludzi, a następnie uzbrojony w nóż próbował wedrzeć się do budynku parlamentu. Zginęło wówczas pięć osób, a 49 zostało rannych.

Khater urodził się w Sudanie, a w 2010 r. otrzymał azyl w Wielkiej Brytanii, gdyż jak twierdził w swojej ojczyźnie był torturowany. Oprócz sudańskiego paszportu ma także brytyjski.
Źródło info i foto: TVP.info

Jacek T. skazany na Wyspach. Posiadał materiały mogące służyć do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych

Pochodzący z Polski i mieszkający w High Wycombe pod Londynem 18-letni Jacek T. usłyszał w piątek wyrok czterech lat więzienia. Został skazany za posiadanie materiałów mogących służyć do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. W trakcie procesu cytowano przed sądem jego notatki, w których określał siebie jako „najbardziej radykalnego nazistę”.

„Wypełnijmy nasze serca terrorem, a ulice Londynu zalejmy krwią” – pisał Jacek T. Jacek T. przyznał się do 10 zarzutów zbierania informacji o charakterze terrorystycznym. Podczas jego aresztowania w lutym na lotnisku w Luton znaleziono przy nim „ogromne ilości” dokumentów, w tym instrukcje, jak samodzielnie skonstruować ładunki wybuchowe i broń palną, a także teksty wychwalające Adolfa Hitlera i treści satanistyczne. W swoim telefonie Polak miał także zdjęcia z innym Polakiem mieszkającym w Wielkiej Brytanii, 18-letnim Oskarem D.-K., który w czerwcu został skazany na 18 miesięcy więzienia za wzywanie do zabicia księcia Harry’ego.

„Przestępca szczególnie niebezpieczny”

– Obsesja T. na punkcie neonazizmu, terroryzmu i uzbrojenia nie była niewinną ciekawością. Instrukcje zebrane przez T. mogły zapewnić każdemu, kto by miał odpowiednie materiały, wystarczające wskazówki do zrobienia materiałów wybuchowych i broni palnej mogącej spowodować śmierć bądź poważne obrażenia – oświadczył Richard Smith, szef wydziału antyterrorystycznego londyńskiej policji. Sędzia Anuja Dhir określiła T. jako osobę mającą „skrajnie prawicowe, ekstremistyczne poglądy” i „przestępcę szczególnie niebezpiecznego”. Podkreśliła także jego szczególne zainteresowanie bronią palną i materiałami wybuchowymi. W trakcie procesu przytoczono treść notatek, które oskarżony robił w areszcie. Napisał on między innymi:

„Wypełnijmy nasze serca terrorem, a ulice Londynu zalejmy krwią”. W innym dokumencie określił siebie jako „najbardziej radykalnego nazistę”, a na nagraniu na poczcie głosowej mówił, że jego „marzeniem” jest przeprowadzenie ataku terrorystycznego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nie żyje syn Osamy Bin Ladena

Hamza Bin Laden, syn Osamy Bin Ladena, najprawdopodobniej nie żyje. O śmierci syna założyciela Al-Kaidy informuje wywiad USA. Szczegóły śmierci Hamzy Bin Ladena nie są znane. Syn założyciela Al-Kaidy miał około 30 lat. Jeszcze w lutym rząd USA oferował milion dolarów nagrody za informacje o jego miejscu pobytu.

Hamza Bin Laden wzywał do zemsty za śmierć swojego ojca. Apelował do innych dżihadystów, by pomścili zabicie Osamy Bin Ladena przez amerykański siły specjalne w Pakistanie w maju 2011 roku. Wzywał także do powstania mieszkańców Półwyspu Arabskiego. W marcu Arabia Saudyjska odebrała mu obywatelstwo.

To właśnie Hamza Bin Laden miał być następcą Osamy. Z dokumentów, które w 2011 roku skonfiskowano w domu jego ojca w pakistańskim mieście Abbottabad, wynika, że Hamza był przygotowywany do przejęcia przywództwa w Al-Kaidzie – informuje BBC.

Al-Kaida stała za atakami z 11 września 2001 roku. Terroryści zniszczyli wtedy World Trade Center w Nowym Jorku, zabijając ok. 3 tys. osób i ponad 6 tys. raniąc. Jeden z samolotów, nad którymi kontrolę przejęli zamachowcy, zniszczył też część Pentagonu. W ostatnich latach pozycja Al-Kaidy osłabła, do czego przyczynił się m.in. rozrost tzw. Państwa Islamskiego.
Źródło info i foto: o2.pl

Wybuch na deptaku w Lyonie. Policja poszukuje sprawcy.

Policja poszukuje podejrzanego o podłożenie ładunku wybuchowego w Lyonie. Jego wizerunek zarejestrowały uliczne kamery. Służby apelują o pomoc w identyfikacji mężczyzny. W wyniku eksplozji rannych zostało 13 osób. Do zdarzenia doszło w piątek po południu na ulicy Wiktora Hugo w Lyonie, niedaleko piekarni La Brioche Doree. Lokalne władze poinformowały, że rannych zostało 13 osób, w tym jedno dziecko. 11 rannych trafiło do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – podała francuska telewizja BFMTV.

„Nikt nie wziął odpowiedzialności”

Śledztwo w sprawie eksplozji przejęła paryska prokuratura do spraw terroryzmu. – Na razie nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za przeprowadzenie piątkowego ataku bombowego w Lyonie – poinformował w sobotę prokurator do spraw walki z terroryzmem Remy Heitz. Dodał, że mężczyzna, który miał podłożyć ładunek wybuchowy, zbiegł. Prokurator podkreślił, że zastosowano „wszystkie środki” w celu „szybkiego zidentyfikowania i przesłuchania” sprawcy ataku.

Wizerunek podejrzanego

Podejrzanego nagrały kamery monitoringu. Domniemany sprawca szedł deptakiem, prowadząc ciemny rower. Podłożył ładunek przy wejściu do piekarni w centrum miasta. Jak opisuje policja, mężczyzna był zamaskowany, miał na sobie beżowe szorty, ciemnozieloną koszulkę, szalik lub chustkę w kolorze khaki oraz ciemne okulary. Na plecach miał czarny plecak. W sobotę służby opublikowały nowy wizerunek podejrzanego. Na zdjęciach widać mężczyznę, który jedzie na ciemnym rowerze. W poszukiwania mężczyzny zaangażowało się 90 śledczych wspieranych przez 30 policyjnych techników i lokalną policję. Do tej pory podejrzanego nie udało się zidentyfikować.
Źródło info i foto: tvn24.pl

„Amerykański talib” na wolności. Wciąż „wierzy w dżihad”

John Walker Lindh, nazywany „amerykańskim talibem”, wyszedł w czwartek na wolność – podaje Reuters. Mężczyzna, walczący po stronie afgańskich terrorystów został skazany na 20 lat więzienia kilka miesięcy po atakach na World Trade Center w 2001 roku. Zakład karny opuszcza trzy lata przed końcem wyroku. John Walker Lindh opuścił w czwartek mury więzienia federalnego w Terre Haute w stanie Indiana, gdzie trafił 17 lat temu. Był pierwszym Amerykaninem, skazanym w ramach globalnej wojny z terroryzmem, wypowiedzianej przez Georga W. Busha po atakach z 11 września 2001 roku. Teraz ponownie trafi do amerykańskiego społeczeństwa. Jak podaje NPR, wyrok Lindha został zmniejszony ze względu na jego dobre sprawowanie.

Jego wolność będzie jednak mocno ograniczona: będzie potrzebował zgody na korzystanie z internetu, znajdzie się pod ścisłą obserwacją i nie będzie mógł podróżować. Jak przekazał jego prawnik, mężczyzna będzie mieszkać w Wirginii, zgodnie z poleceniem swojego kuratora sądowego. Lindh zapowiedział jednak, że chce przeprowadzić się do Irlandii. Oprócz amerykańskiego ma także irlandzkie obywatelstwo.

„Jest w tym coś głęboko niepokojącego”

Wiele wskazuje na to, że Lindh wciąż pozostaje radykalnym islamistą. Pojawiają się doniesienia, że w czasie swojego pobytu w więzieniu sympatyzował z tak zwanym Państwem Islamskim. W jednym z wywiadów telewizyjnych zapowiedział, że po wyjściu na wolność nadal będzie szerzył przesłanie radykalnego islamu. Jak wynika z tajnych rządowych dokumentów, opublikowanych przez magazyn Foreign Policy, jeszcze w 2016 roku władze USA określały Lindha jako posiadającego „ekstremistyczne poglądy”. Uwolnienie amerykańskiego taliba wprawiło w duże zdziwienie sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, który fakt ten nazwał „niewytłumaczalnym i niezrozumiałym”. – Z tego, co wiem, on wciąż grozi Stanom Zjednoczonym i nadal wierzy w dżihad. Jest w tym coś głęboko niepokojącego i złego – powiedział szef amerykańskiej dyplomacji w telewizji Fox News.

Amerykanin, który został talibem

John Walker Lindh wychował się w San Francisco. Pochodzi z katolickiej rodziny, ale w wieku 16 lat przyjął islam. Rok później wyjechał ze Stanów Zjednoczonych do Jemenu studiować arabistykę. Stamtąd udał się do Pakistanu, gdzie dostał się w szeregi ekstremistycznego islamskiego ugrupowania. Zradykalizowany wyjechał następnie do Afganistanu. Tam jako talibski ochotnik zgłosił się do obozu szkoleniowego Al-Kaidy.

W szeregach terrorystów zajmował się głównie studiowaniem map i specjalizował w materiałach wybuchowych. Walczył na pierwszej linii frontu po stronie talibów. Spotkał się nawet osobiście z samym Osamą bin Ladenem. Po atakach na World Trade Center z 11 września 2001 roku, Waszyngton rozpoczął globalną wojnę z terroryzmem. Miesiąc po tym, jak samoloty uderzyły w nowojorskie wieże rozpoczęła się amerykańska interwencja w Afganistanie. Walczący z bronią w ręku po stronie talibów Lindh został schwytany przez amerykańskich żołnierzy na północy kraju w listopadzie 2001 roku. Był wówczas ranny. Mężczyzna przyznał się do walki po stronie talibów. Zaznaczył jednak, że nigdy nie miał zamiaru „walczyć z Ameryką” i zaprzeczał, że należał do siatki terrorystycznej odpowiedzialnej za zamach na WTC. Przekonywał też, że dżihad nie musi wiązać się z „antyamerykanizmem”.

W 2002 roku Lindh stanął przed amerykańskim sądem cywilnym. Oskarżono go o udział w spiskach terrorystycznych w celu mordowania Amerykanów, popieranie Al-Kaidy oraz reżimu talibów i inne mniejsze przestępstwa. Groziła mu kara dożywotniego więzienia. Lindh poszedł na układ z prokuraturą i przyznał się przed sądem federalnym w Alexandrii (Wirginia), że „od sierpnia do grudnia 2001 roku oddawał usługi talibom” i „dokonywał przestępstw, nosząc broń i dwa granaty”. Zgodził się na karę 20 lat więzienia, dzięki czemu uniknął dożywotniego więzienia i procesu. Trafił do więzienia o średnim rygorze w stanie Indiana, które w czwartek opuścił.

Pompeo: Lindh był zamieszany w śmierć agenta CIA

Po informacjach o uwolnieniu Lindha sekretarz stanu Mike Pompeo przypomniał, że po aresztowaniu został on osadzony w więzieniu w Mazar-i-Szarif w północnym Afganistanie i tam 25 listopada 2001 roku był przesłuchiwany przez agenta CIA Johnny’ego Micheala Spanna. Jeszcze tego samego dnia w tym zakładzie karnym więźniowie wywołali zamieszki, w których Spann zginął, stając się pierwszym Amerykaninem, zabitym w walce po inwazji USA na Afganistan w 2001 roku. – Byłem wtedy szefem CIA. Johnny Micheal Spann był jednym z nas, niesamowicie uczciwym i odważnym człowiekiem. Teraz pozwalamy na uwolnienie z więzienia kogoś, kto był zamieszany w jego śmierć – mówił Pompeo. Dodał, że swoje zaniepokojenie wyraziło także kilku innych urzędników państwowych w USA.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nowa Zelandia: Wzrosła liczba ofiar zamachów na meczety

Powiększyła się liczba ofiar marcowego zamachu na meczety w Nowej Zelandii. Po prawie dwóch miesiącach zmarł ranny obywatel Turcji. To 51. ofiara śmiertelna.

„Straciliśmy niestety naszego obywatela Zekeriyę Tuyana, który został ciężko ranny w haniebnym ataku w Christchurch na Nowej Zelandii” – poinformował na Twitterze szef tureckiego MSZ Mevlut Cavusoglu. Mężczyzna zmarł po operacji.

Liczba ofiar krwawego zamachu wzrosła tym samym do 51. Większość z nich była migrantami lub uchodźcami z Pakistanu, Indii, Malezji, Indonezji, Turcji, Somalii, Syrii, Afganistanu i Bangladeszu. Nowozelandzkie media podawały, że najmłodsza ofiara miała 2 lata, a najstarsza 77.

„Najczarniejszy dzień w historii kraju”

Premier Nowej Zelandii nazwała atak jednym z „najczarniejszych dni w historii kraju”. – To, co się tutaj stało, jest nadzwyczajnym i bezprecedensowym aktem przemocy – powiedziała wówczas Jacinda Ardern.

Z manifestu 28-letniego terrorysty – określającego się jako faszysta i uczeń Andersa Breivika – wynikało, że Nowa Zelandia nie była przypadkowym celem, choć początkowo planował zamach gdzieś indziej. Uznał jednak, że zamach w tym miejscu pokazałby, że „nie ma miejsca na świecie, które byłoby bezpieczne” od „inwazji” muzułmanów.
Źródło info i foto: wp.pl