Posts Tagged “Terrorysta”

Wszystkie kluby parlamentarne opowiedziały się na zakończonym w piątek posiedzeniu Bundestagu za powołaniem komisji śledczej. Niemieccy posłowie chcą zbadać błędy popełnione przez władze wobec Tunezyjczyka Anisa Amriego – zamachowca z Berlina. – Wyjaśnienie okoliczności poprzedzających zamach jest obowiązkiem Bundestagu wobec ofiar – powiedział poseł CDU Stephan Harbarth.

Kluby poselskie chadeków (CDU/CSU) i socjaldemokratów złożyły wspólny wniosek o powołanie komisji śledczej. Ich zdaniem członkowie tego gremium powinni przeanalizować przyczyny niedostatecznej współpracy władz centralnych z policją krajów związkowych. Odrębne wnioski złożyły kluby Lewicy, Zielonych i FDP. Ta ostatnia partia domaga się odpowiedzi na pytanie, czy można było uniknąć zamachu. Zieloni domagają się wyciągnięcia konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za zaniedbania. Za komisją opowiedziała się też Alternatywa dla Niemiec (AfD). Powołanie komisji spodziewane jest na jednej z najbliższych sesji niemieckiego parlamentu.

Rażące błędy policji
Śledztwo wykazało, że niemieckie instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo popełniły w działaniach operacyjnych przeciwko przebywającemu od 2015 r. na terenie Niemiec Tunezyjczykowi wiele rażących błędów.

Amri ściągnął na rok przed zamachem z internetu plany wytwarzania bomb i ładunków wybuchowych. Regularnie kontaktował się telefonicznie z terrorystami z tzw. Państwa Islamskiego w Libii. W pewnym momencie zaoferował przeprowadzenie samobójczego ataku terrorystycznego w Niemczech. Współmieszkaniec ośrodka dla uchodźców ostrzegał przed radykalnymi poglądami Amriego, jednak władze migracyjne nie potraktowały poważnie tych informacji.

Pomimo istniejących przesłanek, nie umieszczono go w areszcie i nie deportowano do kraju pochodzenia, co pozwoliłoby uniknąć zamachu.

Okazało się, że współpraca między policją w Berlinie i Nadrenii Płn.-Westfalii, landach w których przebywał Amri, oraz policją federalną (Bundespolizei) pozostawiała wiele do życzenia. Za błędy nikt nie poniósł dotychczas konsekwencji służbowych.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Ponad 4500 obywateli Rosji wyjechało za granicę, by walczyć u boku terrorystów – poinformował szef rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandr Bortnikow w opublikowanym we wtorek wywiadzie dla rządowego dziennika “Rossijskaja Gazieta”.

Według FSB około 2900 rosyjskich dżihadystów, pochodzących głównie z niestabilnych republik muzułmańskich na Kaukazie, walczy w Iraku i Syrii. AleksandrBortnikow powiedział, że w ciągu pięciu lat w Rosji osądzono ponad 9500 osób za przestępstwa powiązane z terroryzmem lub ekstremizmem. Poinformował też, że w 2017 roku jego służby zapobiegły 23 aktom terrorystycznym w Rosji.

W obszernym wywiadzie dla “Rossijskiej Gaziety” Bortnikow wspomniał również o odpieraniu co roku przez FSB dziesiątków milionów cyberataków na strony organów władzy państwowej.

“Ogółem każdego roku stawiamy czoło dziesiątkom milionów ataków na oficjalne strony i na systemy informatyczne organów władzy państwowej, w tym na oficjalną stronę prezydenta Rosji” – powiedział Bortnikow. Dodał, że za przestępstwa z wykorzystaniem technologii komputerowych w ciągu pięciu lat skazano 358 osób.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Islamski terrorysta Anis Amri, który rok temu w Berlinie zabił 12 osób, był na długo przed zamachem intensywnie obserwowany przez niemieckie służby – podał dziennik “Welt am Sonntag”. Nie wiadomo, dlaczego go nie aresztowano.

Inwigilacja Amriego rozpoczęła się dużo wcześniej i była znacznie bardziej intensywna niż początkowo przyjmowano – piszą autorzy materiału w niedzielnym wydaniu “Die Welt” po przeanalizowaniu akt sprawy.

Federalny Urząd Kryminalny (BKA) i jego regionalna filia w Nadrenii Północnej-Westfalii (LKA) zarządziły w listopadzie 2015 roku obserwację Amriego przez informatora policji o pseudonimie “Murat”. Agent informował swoich przełożonych wielokrotnie o radykalnych poglądach Amriego, co spowodowało objęcie w grudniu 2015 roku jego telefonów podsłuchem.

Dzięki temu policja wiedziała, że islamista ściąga z internetu instrukcje budowy bomb. W lutym 2016 roku policja zarejestrowała jego rozmowę telefoniczną z bojownikami Państwa Islamskiego (IS) w Libii, w której oferował on swoje usługi jako zamachowiec samobójca.

“Welt am Sonntag” podaje w wątpliwość stanowisko centralnych służb niemieckich – BKA i Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji(BfV), które twierdzą, że nie podejmowały żadnych operatywnych czynności w sprawie Amriego. Redakcja dotarła m.in. do analizy terrorysty sporządzonej przez BfV w styczniu 2016 roku, podpisanej osobiście przez szefa kontrwywiadu Hansa-Georga Maassena.

BKA przekazał kontrwywiadowi ponad 12 tys. informacji dotyczących Amriego. W berlińskim LKA do monitorowania jego sprawy oddelegowano specjalną urzędniczkę.

“Welt am Sonntag” pisze, że powody, dla których policja nie aresztowała Amriego, są niejasne. Zdaniem redakcji nie można wykluczyć wpływu służb innych krajów, które liczyły na to, że dzięki Amriemu dotrą do jego mocodawców z IS w Libii.

Wieloletni poseł partii Zieloni, ekspert do spraw służb Hans-Christian Stroebele, uważa, że nad Amrim “czuwały” amerykańskie służby policyjne bądź wojskowe. Kilka tygodni po śmierci Amriego amerykańskie lotnictwo przeprowadziło atak lotniczy na bazę IS w Libii, w której prawdopodobnie znajdowały się osoby, z którymi kontaktował się Amri.

Pochodzący z Tunezji terrorysta Anis Amri 19 grudnia 2016 r. zastrzelił w Berlinie polskiego kierowcę Łukasza Urbana i wjechał jego 40-tonową ciężarówką na świąteczny jarmark na śródmiejskim placu Breitscheidplatz, zabijając 11 osób i raniąc ponad 70. Udało mu się zbiec do Włoch, gdzie w cztery dni po zamachu zginął w czasie wymiany ognia z policją.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Niemiecka telewizja publiczna ZDF dotarła do dokumentów, które świadczą o poważnych błędach popełnionych przez policję w sprawie Anisa Amriego. Tunezyjski terrorysta rok temu dokonał zamachu w Berlinie; zabił 12 osób. Z analizy dokumentów wynika, że w lutym 2016 r. Amri kontaktował się za pośrednictwem internetu z bojownikiem dżihadystycznego Państwa Islamskiego (IS). Podczas rozmowy padło słowo „ślub”, będące w języku dżihadystów terminem oznaczającym zamach samobójczy.

Policjanci obserwujący Amriego zarekwirowali jego telefon komórkowy, nie przeanalizowali jednak zawartości pamięci telefonu, zawierającej m.in. zdjęcia islamistów z bronią. Nie zadali sobie także trudu zidentyfikowania rozmówcy Amriego.

Jak twierdzą dziennikarze, do danych rozmówcy Amriego można dotrzeć za pomocą „kilku kliknięć”. Był nim walczący w Libii po stronie IS jego rodak z Tunezji.

Redakcja audycji „Frontal21” przypomniała przy okazji o swoich ustaleniach sprzed dwóch miesięcy. Wynika z nich, że Syryjczyk Mohammed J., który mieszkał z Amrim w jednym pokoju w ośrodku dla uchodźców w Emmerich (Nadrenia Północna-Westfalia), już w październiku 2015 r. ostrzegał przed jego radykalnymi poglądami.

Syryjczyk poinformował kierownictwo ośrodka, że jego współmieszkaniec głosi salafickie poglądy i chwali się – demonstrując nagrania na YouTubie – znajomością z islamistami walczącymi w Syrii. Pracownicy ośrodka zawiadomili policję, ta nie przesłuchała jednak świadka.

Mohammed J. powtórnie ostrzegał przed Amrim w lecie 2016 r. podczas rozmowy z pracownikami Federalnego Urzędu Migracji i Ucieczek (BAMF), którzy decydowali o jego wniosku o azyl, jednak i wtedy przekazane przez niego informacje nie zostały wykorzystane.

Dopiero w kilka tygodni po zamachu, w styczniu 2017 r. policja przypomniała sobie o jego ostrzeżeniach. Mohammed J. został wezwany na przesłuchanie. Szefowa „Frontal21” Ilka Brecht powiedziała, że przedstawiciele niemieckich władz nie chcieli komentować podanych przez redakcję informacji. Zdaniem ZDF niemiecki aparat ścigania „zawiódł totalnie” w tej sprawie.

19 grudnia 2016 r. Amri porwał z parkingu, po zastrzeleniu polskiego kierowcy, ciężarówkę i wjechał nią w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina, zabijając kolejne 11 osób i raniąc blisko 100. Terrorysta uciekł z miejsca zamachu. Włoska policja zastrzeliła go cztery dni później w okolicach Mediolanu.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Przed łódzkim sądem okręgowym rozpoczął się we wtorek proces 25-letniego Dawida Ł. oskarżonego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Celem grupy miało być popełnianie przestępstw o charakterze terrorystycznym. Mężczyźnie grozi kara do 8 lat więzienia.

Razem z Dawidem Ł. na ławie oskarżenia usiadł jego znajomy Marcin C., który – według śledczych – wiedział o popełnionych przez inne osoby przestępstwach o charakterze terrorystycznym, ale nie powiadomił o tym organów ścigania. Akt oskarżenia skierował do łódzkiego sądu okręgowego Wydział Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Łodzi. Jak podał prokurator Sebastian Faliszewski, oskarżony brał udział w związku o charakterze zbrojnym pod nazwą Muzułmański Ruch Świt Syrii, który – według prokuratury – ma na celu “popełnianie przestępstw o charakterze terrorystycznym”.

Według prokuratury, chodzi m.in. o “zastraszanie ludności poprzez grożenie pozbawieniem życia i groźby wywołania poważnych zakłóceń ustroju poprzez obalenie organów władzy państwowej Syryjskiej Republiki Arabskiej, a następnie wprowadzenie na zajętych obszarach władzy opartej na zasadzie szariatu”.

Zdaniem prokuratury Dawid Ł., który na stałe zamieszkiwał w Norwegii, wiosną 2014 roku przedostał się przez Turcję na terytorium Syrii. Tam przyłączył się do zbrojnej organizacji islamskiej. Jej celem było wprowadzenie na terytorium Syrii struktury rządzącej się prawami szariatu. Oskarżony w kwietniu 2015 roku powrócił do Norwegii. Tam został zatrzymany, a następnie – jesienią 2015 roku – deportowany do Polski. Trafił do aresztu, gdzie nadal przebywa. Z kolei drugi z oskarżonych – Marcin C. – miał co najmniej od listopada 2014 roku do września 2015 roku posiadać wiarygodne informacje o popełnionych przez inne osoby przestępstwach o charakterze terrorystycznym. Pomimo tego nie przekazał on tych informacji organom ścigania. Marcin C. odpowiada z wolnej stopy.

Obrońcy wnioskowali o wyłączenie jawności postępowania przed sądem; sędzia odrzucił ich wniosek.

Oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzuconych im przestępstw; skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Macedoński sąd skazał w piątek na dożywotnie więzienie Albańczyka Sulejmana Osmaniego za udział w krwawych wydarzeniach z 21 kwietnia 2015 roku. W mieście Kumanowo na północy Macedonii zginęło wtedy 18 osób. W stutysięcznym mieście zamieszkanym przez ludność macedońską i albańską śmierć poniosło ośmiu macedońskich policjantów i dziesięciu członków albańskiej grupy zbrojnej.

Oddzielny proces przywódcy

W tej sprawie zasiadało na ławie oskarżonych 37 innych Albańczyków pochodzących z Kosowa i z Macedonii oraz jeden z Albanii. 33 spośród nich zostało skazanych w czwartek na kary więzienia, w tym siedmiu na dożywocie. Kary dla 26 uczestników krwawych wydarzeń w Kumanowie wyniosły od 12 do 40 lat pozbawienia wolności. Proces przywódcy zbrojnej grupy Albańczyków, którzy wtargnęli do Macedonii i zajęli na krótko komisariat policji w Kumanowie, leżącym na granicy z Kosowem, toczył się oddzielnie i rozpoczął po uzyskaniu ekstradycji Osmaniego z Kosowa. Po odczytaniu wyroku przez sędziego skazany wzniósł okrzyk: “Niech żyje UCK (kosowska partyzantka niepodległościowa). Skazaliście wraz ze mną siedem milionów Albańczyków!”.

Protesty w Kosowie

Wydarzenia w Kumanowie były najkrwawszym incydentem od czasu konfliktu z 2001 roku, podczas którego albańscy rebelianci w Macedonii wydali walkę Macedończykom. Konfliktowi, który ciągnął się przez pół roku, położyło kres porozumienie zawarte w Ohrydzie. Etniczni Albańczycy stanowią około 25 proc. liczącej 2,1 miliona mieszkańców ludności Macedonii.

W Kosowie premier tego kraju Ramush Haradinaj, który był jednym z przywódców UCK walczącej z Serbami, komentując wyrok wydany przez macedoński sąd, domagał się “międzynarodowego śledztwa w celu ustalenia prawdy w tej sprawie”. Wyrok macedońskiego sądu wywołał protesty w Kosowie. Grupa rozwścieczonych kibiców spaliła w miejscowości Gnjilane na wschodzie kraju flagę Macedonii i umieściła na Facebooku film wideo, na którym pokazuje przebieg protestu. Skopje potępiło ten akt i zażądało od rządu kosowskiego ukarania winnych spalenia flagi.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Sześć lat po śmierci Osamy bin Ladena CIA odtajniła 470 tys. dokumentów na temat byłego przywódcy Al-Kaidy, w tym m.in. pliki z jego prywatnego komputera. Wynika z nich, że jeden z najbardziej poszukiwanych terrorystów wszechczasów był fanem zachodnich filmów i kreskówek, gier, popularnych filmików z internetu oraz prawdopodobnie pornografii.

Opublikowane w środę przez Centralną Agencję Wywiadowczą dokumenty, nagrania audio, zdjęcia i filmy znaleziono podczas ataku sił specjalnych USA w 2011 roku na dom Osamy bin Ladena w Pakistanie, w trakcie którego komandosi zabili przywódcę Al-Kaidy. Znaleziono m.in. plany Al-Kaidy, z których wynika, że na 10-lecie ataku na World Trade Center organizacja zamierzała dokonać kolejnego krwawego zamachu.

Są też dokumenty potwierdzające związki Al-Kaidy z innymi państwami, m.in. z Iranem. Wśród znalezionych dokumentów jest też prywatny dziennik Bin Ladena, jednak jego treści nie odtajniono. Prawdziwą kopalnią informacji o życiu przywódcy Al-Kaidy okazał się jego komputer, na którym znaleziono pliki audio, wideo, dokumenty i wiele zdjęć. Wśród dziesiątek filmów propagandowych, nagrań tortur i egzekucji znalazły się również mniej oczywiste pozycje.

Fan “Jasia Fasoli” i “Epoki lodowcowej”

Okazuje się, że szef Al-Kaidy był fanem komedii i filmów animowanych świata zachodniego, którym oficjalnie tak bardzo gardził. Na twardym dysku jego komputera znaleziono bowiem takie pozycje jak: “Jaś Fasola”, Tom i Jerry”, “Auta” i “Epoka lodowcowa”.

Wśród plików był też film z urodzin jednego z synów terrorysty oraz filmy dokumentalne na temat zamachu z 11 września. Znalazła się również kopia popularnego swego czasu filmu z serwisu YouTube “Charlie Bit My Finger” z 2007 roku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Pełnomocnik niemieckiego rządu Kurt Beck zamiast jak najszybciej załatwić sprawę odszkodowań dla Ariela Żurawskiego, właściciela ciężarówki ukradzionej, a następnie wykorzystanej do zamachu terrorystycznego w Berlinie, unika z nim spotkania – informuje „Gazeta Polska Codziennie”. W sprawę zaangażował się mec. Stefan Hambura. Do zamachu doszło 16 grudnia podczas jarmarku bożonarodzeniowego; terrorysta wjechał w tłum, zabijając 11 osób i raniąc 50. Zginął też polski kierowca ciężarówki. Odpowiedzialność za zamach wzięło na siebie Państwo Islamskie; a zamachowiec Anis Amri został zastrzelony kilka dni później w Mediolanie.

40-tonowa ciężarówka była własnością firmy transportowej należącej do Ariela Żurawskiego. Po zamachu niemiecka policja przetrzymywała samochód przez wiele miesięcy; choć przedsiębiorca poniósł z tego tytułu poważne straty, do dziś nie dostał odszkodowania. Jego interesy reprezentuje berliński adwokat Stefan Hambura, który w rozmowie z „GPC” mówi, że on i jego klient „mieli problem, by pełnomocnik niemieckiego rządu Kurt Beck wyznaczył im spotkanie”.

– Okazuje się, że pan Kurt Beck jest także przewodniczącym należącej do SPD Fundacji Eberta i brakuje mu czasu na spotkanie z poszkodowanym. Uważam, że rząd federalny nie wywiązał się do końca ze swoich obowiązków, bo pełnomocnik powinien być osiągalny codziennie, a nie pracować jedynie z doskoku. To nie jest najlepsza forma pomocy ofiarom zamachu – podkreśla Hambura i dodaje, że ostatecznie do spotkania dojdzie w środę.

– Mam nadzieję, że usłyszymy konkretne propozycje – przyznaje Hambura i podkreśla, że „jego mocodawca uważa, że stroną, która powinna wyrównać jego straty, jest Republika Federalna Niemiec”.
Źródło info i foto: szczecin.tvp.pl

Comments Brak komentarzy »

Paweł Maciuszek, Polak mieszkający w norweskim Bergen, na imprezę z okazji Halloween przebrał się za terrorystę. Ale tak przestraszył Norwegów, że ci zadzwonili na policję – informuje gazeta “Aftenposten”. Mężczyzna został ukarany mandatem w wysokości 12,6 tys. koron. – Takie stroje budzą strach i nie należą do naszego pejzażu – tłumaczyła norweska policja.

W sobotę Paweł udał się do miasta, by świętować z okazji Halloween. Mieszka w Bergen od pięciu lat. Na głowie zawiązał chustkę arafatkę, włożył wojskową kurtkę i “pas szahida”, który zrobił z plastikowych cylindrów, przewodów i taśmy klejącej. Swoim przebraniem zwracał uwagę przechodniów. I na tym mu zależało, sporo czasu poświęcił, by przygotować przebranie. – Ludzie mnie zatrzymywali, by robić ze mną zdjęcia. Większości z nich podobało się moje przebranie – powiedział norweskim dziennikarzom.

Ale ktoś postanowił sprawę zgłosić na policję. Terje Magnussen z lokalnej policji w słuchawce usłyszał, że po ulicach miasta chodzi uzbrojony terrorysta. – Jak otrzymujemy zgłoszenie o mężczyźnie z pistoletem w kieszeni i automatyczną bronią na ramieniu, to traktujemy je bardzo poważnie – powiedział Magnussen. Pawła zatrzymano i ukarano mandatem w wysokości około 12 tys. koron, czyli ponad 5 tys. zł.
Źródło info i foto: NaTemat.pl

Comments Brak komentarzy »

Berlińska policja popełniła w działaniach operacyjnych przeciwko tunezyjskiemu terroryście Anisowi Amriemu rażące błędy – wynika z raportu śledczego Bruno Josta. Jego zdaniem możliwe było wcześniejsze aresztowanie islamisty, co zapobiegłoby zamachowi.

Nie mamy matematycznej pewności, że można było aresztować Amriego i zapobiec zamachowi, ale istniała w każdym razie – gdyby wszystko przebiegło pomyślnie – realna szansa na zatrzymanie go i umieszczenie przynajmniej na jakiś czas w areszcie śledczym – powiedział Jost dziennikarzom w czwartek w Berlinie podczas prezentacji raportu końcowego.

19 grudnia 2016 roku Amri porwał z parkingu, po zastrzeleniu polskiego kierowcy, ciężarówkę i wjechał nią w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina, zabijając dalszych 11 osób i raniąc blisko 100. Terrorysta uciekł z miejsca zamachu. Włoska policja zastrzeliła go cztery dni później w okolicach Mediolanu.

Autor raportu zwraca uwagę, że Amri uznany został przez policję za osobę stanowiącą zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Policja zrezygnowała jednak z niezrozumiałych powodów po sześciu tygodniach – w czerwcu 2016 roku – z obserwowania islamisty, pomimo zgody prokuratury na działania operacyjne wobec niego do 21 października 2016 roku. Berlińska policja twierdziła, że obserwowany nie zachowuje się w sposób charakterystyczny dla islamistów.

Zdaniem Josta policja nie zwróciła należytej uwagi na handel narkotykami uprawiany przez Amriego na skalę przemysłową. Z rozmów telefonicznych z matką wynikało, że przekazywał jej do Tunezji spore sumy pieniędzy, których – po skreśleniu mu zasiłku – nie mógł uzyskiwać w uczciwy sposób.

Brak analizy zawartości telefonu komórkowego

Za ciężki błąd Jost uznał brak analizy zawartości telefonu komórkowego zarekwirowanego Amriemu przez policję w lutym 2016 roku.

Zdaniem śledczego w lipcu 2016 roku nadarzyła się dogodna okazja aresztowania Amriego na kilka miesięcy. Podczas kontroli we Friedrichshafen na południu Niemiec policja znalazła u niego dwa sfałszowane włoskie dowody osobiste oraz narkotyki. Przesłuchanie zatrzymanego przeprowadzono zdaniem Josta w sposób “dyletancki”, a powinni byli uczestniczyć w nim śledczy z Berlina.

Chaos w niemieckiej administracji migracyjnej

Autor raportu zwraca przy okazji uwagę na panujący w 2015 roku chaos w niemieckiej administracji migracyjnej, który uniemożliwiał władzom dokładną rejestrację migrantów. Amri został zarejestrowany po raz pierwszy 6 lipca 2015 roku we Fryburgu (Badenia-Wirtembergia) i skierowany do ośrodka dla uchodźców w Karlsruhe. Przy tej okazji zostały pobrane od niego odciski palców i dłoni.

Tunezyjczyk nie zgłosił się jednak w wyznaczonym miejscu, lecz dał się zarejestrować ponownie, tym razem w Ellwangen, podając inną datę urodzenia. W tym samym roku trzykrotnie zgłosił się do urzędu migracyjnego w Berlinie, podając za każdym razem inną tożsamość i narodowość, m.in. egipską i palestyńską.

Osobną sprawą, rzucającą cień na berlińską policję, była próba wprowadzenia w błąd władz Berlina przez pracowników Urzędu Kryminalnego poprzez manipulację dokumentów po zamachu. W tej sprawie toczy się śledztwo. Minister spraw wewnętrznych Berlina Andreas Geisel zlecił Jostowi w kwietniu przygotowanie raportu oceniającego pracę policji i innych władz odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »