Belgia: Areszt dla podejrzanego o planowanie zamachu na ambasadę USA

Belgijscy antyterroryści zatrzymali Belga podejrzanego o planowanie ataku na ambasadę USA w Brukseli – poinformowała w poniedziałek belgijska prokuratura federalna. Mężczyzna usłyszał zarzuty m.in. „przygotowywania przestępstwa terrorystycznego”; trafił do aresztu. Podejrzanego, którego prokuratura zidentyfikowała jako „M.G.”, oskarżono również o „próbę przeprowadzenia zamachu w kontekście terrorystycznym”.

Jak wyjaśniono, śledczy mieli informacje, które wskazują, że mężczyzna planował atak. Dodano, że ze względu na dobro śledztwa, na razie nie zostaną podane dalsze szczegóły.

Według cytowanego przez AFP źródła zaznajomionego ze sprawą – 40-letni mężczyzna miał „zwrócić na siebie uwagę swoim zachowaniem”. Miał prowadzić „obserwację” różnych miejsc i został w sobotę zatrzymany, „ponieważ był (wcześniej) śledzony”.

Mężczyzna zaprzecza stawianym mu zarzutom.

Belgia, w której mieszczą się siedziby instytucji Unii Europejskiej oraz NATO, w przeszłości już kilkakrotnie padała ofiarą zamachów dżihadystycznych. W marcu 2016 roku doszło do podwójnego zamachu terrorystycznego Państwa Islamskiego (IS) na lotnisku Zaventem oraz w brukselskim metrze. W ostatnich trzech latach w Belgii miały miejsce również liczne napaści na żołnierzy i policjantów; do niektórych z nich także przyznało się IS.
Źródło info i foto: interia.pl

WB: 19-letni Polak skazany za terroryzm. Podżegał do zabicia księcia Harry’ego

Polski student w Wielkiej Brytanii został skazany za terroryzm. Nawoływał m.in. do zabicia księcia Harry’ego za „zdradę rasy”, czyli małżeństwo z Meghan Markle. Miał też pięć podręczników z instruktażami, jak przeprowadzać ataki.

– To wyjątkowo odrażająca propaganda – stwierdziła sędzia wydając wyrok w centralnym sądzie kryminalnym Anglii i Walii. Dodała, że intencja skazanych była jasna: wzywali do mordów. Michał Sz. nawoływał do „systematycznego uboju” kobiet i gwałcenia dzieci. Przekonywał, że ma to przyspieszyć triumf białej rasy. Przedstawicielka prokuratory przyznała podczas rozprawy, że „prokuratura nie udaje nawet”, że rozumie związek przyczynowo-skutkowy.

19-letni Michał Sz. rozpowszechniał też internetowy mem wzywający do zamordowania księcia Harry’ego. Rysunek zawierał okrwawioną swastykę obok hasła „na razie, zdrajco rasy” i wizerunku następcy tronu z pistoletem przy głowie. Mężczyzna apelował też o egzekucję kobiet, które wiążą się z ludźmi, których skóra nie jest biała.

Wyrok usłyszał też jego znajomy, 18-letni Oskar D.-K., Brytyjczyk o polskich korzeniach, który współpracował z nim, rozpowszechniając neonazistowką propagandę. D.-K. również rozpowszechniał terrorystyczną propagandę dwóch neonazistowskich grup wzywających do aktywnego siania terroru. – Po przeczytaniu twojego profilu psychologicznego nie mam wątpliwości, że wciąż wyznajesz te poglądy i mocno wierzysz w ekstremalnie prawicową ideologię – powiedziała sędzia Rebecca Poulet

Idolami Adolf Hitler i Charles Manson
BBC informuje, że należeli do neonazistowskiej organizacji Sonnenkrieg Division. Inspiracją dla niej były postacie Adolfa Hitlera i Charlesa Mansona, przywódcy sekty, która w 1969 roku dokonała serii brutalnych morderstw w Kalifornii.

Michał Sz. usłyszał wyrok czterech lat i trzech miesięcy pozbawienia wolności, Oskar D. – 18 miesięcy pozbawienia wolności, w tym przymusowe uczestnictwo w programie deradykalizacji, jakiemu w Wielkiej Brytanii poddawani są ekstremiści. Obaj mężczyźni przyjęli wyrok bez emocji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Francja: Zamachowiec z Lyonu był w kontakcie z dżihadystami

Główny podejrzany ws. ostatniego zamachu w Lyonie 24-letni Mohamed Hichem M. przyznał podczas przesłuchania, że planował eksplozję i samodzielnie skonstruował ładunki – podała agencja AFP powołując się na źródła w agencji ds. walki z terroryzmem (Sdat).

Mający korzenie algierskie 24-latek, który w piątek podłożył ładunek wybuchowy w centrum Lyonu, a w poniedziałek został zatrzymany, znajduje się w areszcie Sdat na przedmieściach Paryża. Do policyjnego aresztu trafili również jego rodzice i brat.

Dotychczasowe śledztwo potwierdziło, że kod genetyczny, jaki udało się zidentyfikować na częściach bomby, jest tożsamy z profilem Mohameda Hichema M. Rewizja przeprowadzona w domu podejrzanego w miejscowości Oullins w departamencie Rodanu, ujawniła obecność w jego mieszkaniu tych samych materiałów, które zostały użyte przy eksplozji.

Również zabezpieczona podczas przeszukania zawartość twardego dysku w komputerze domniemanego sprawcy wskazuje, że pozostawał on w kontakcie ze strukturami organizacyjnymi dżihadystów i sprawdzał, jak przygotować ładunek wybuchowy.

Agencja AFP zaznacza w komentarzu, że mimo przyznania się przez 24-latka do przygotowania ładunku wybuchowego, jego motywy wciąż pozostają niejasne. On sam również owiany jest aurą tajemniczości. Media francuskie pisały początkowo, że jest on studentem informatyki. Później wyjaśniło się jednak, że jest bezrobotny, a jego sąsiedzi i koledzy ze szkoły nie mają o nim nic szczególnego do opowiedzenia.

Najważniejsza kwestia – czy młody człowiek uległ radykalizacji i w jaki sposób, do tego doszło, wciąż pozostaje nierozstrzygnięta – pisze AFP.

Do zamachu doszło w piątek w godzinach popołudniowych. Domniemany sprawca zamachu, nagrany przez kamery uliczne, szedł deptakiem prowadząc rower. Ładunek podłożył przy wejściu do piekarni w centrum miasta.

Mężczyzna był zamaskowany. Policji udało się uchwycić ślad podejrzanego dzięki monitoringowi, a także dzięki dokładnej analizie logowania się do sieci mobilnej i zakupów dokonywanych przez młodego Algierczyka w internecie.

Według policji ładunek, który eksplodował, był bombą domowej roboty, o średniej sile rażenia, wypełnioną m. in. śrubami. Według źródeł zbliżonych do śledztwa istnieją silne podejrzenia, że użyty ładunek zawierał nadtlenek acetonu, substancję, która została użyta m.in. podczas przeprowadzonych przez dżihadystów zamachów terrorystycznych w Paryżu w listopadzie 2015 r.

Z powodu obaw, że domniemany sprawca może mieć tę substancję w domu, do jego zatrzymania doszło na ulicy.
Źródło info i foto: TVP.info

Francja: Eksplozja na deptaku w Lyonie. 13 osób rannych

13 osób zostało rannych w wyniku silnej eksplozji, do której doszło w piątek po południu w Lyonie na ulicy Wiktora Hugo. Domniemany sprawca zamachu był zamaskowany. Śledztwo w tej sprawie przejęła prokuratura ds. terroryzmu. Domniemany sprawca zamachu, nagrany przez kamery uliczne, szedł deptakiem prowadząc rower i podłożył ładunek przy wejściu do piekarni w centrum miasta. Mężczyzna był zamaskowany, jego tożsamość pozostaje nieznana.

Wśród osób poszkodowanych jest dziecko; 11 rannych zostało hospitalizowanych, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – podaje francuska telewizja BFMTV. Straż pożarna otoczyła kordonem miejsce wybuchu, policja i wojsko ewakuowały przechodniów. Na miejsce zdarzenia udał się minister spraw wewnętrznych Francji Christophe Castaner, który wcześniej zarządził wzmocnienie nadzoru nad miejscami publicznymi oraz imprezami sportowymi i kulturalnymi.

Według policji ładunek, który eksplodował, był prawdopodobnie bombą domowej roboty, o średniej sile rażenia, wypełnioną między innymi śrubami. Nie jest jasne, czy śledczy uznają ten atak za akt terroryzmu.
Źródło info i foto: interia.pl

Policja na Sri Lance aresztowała Syryjczyka w związku z niedzielnymi zamachami

Policja na Sri Lance aresztowała obywatela Syrii w związku z niedzielną serią ataków terrorystycznych na kościoły i hotele w tym kraju – poinformowała dziś agencja Reutera, powołując się na trzy źródła w lankijskim rządzie i wojsku. Na obecnym etapie śledztwa władze uważają, że niedzielnych ataków dokonało lokalne ugrupowanie islamistyczne National Thowheeth Jama’ath (NTJ) przy wsparciu zagranicznych organizacji terrorystycznych.

– W następstwie ataków wydział policji ds. zwalczania terroryzmu aresztował obywatela syryjskiego w celu przesłuchania go – podało jedno z przywoływanych źródeł. Drugi informator przekazał, że do aresztowania Syryjczyka doszło po przesłuchaniu podejrzanych w sprawie zamachów Lankijczyków.

Na obecnym etapie śledztwa władze uważają, że niedzielnych ataków dokonało lokalne ugrupowanie islamistyczne National Thowheeth Jama’ath (NTJ) przy wsparciu zagranicznych organizacji terrorystycznych.

Wcześniej policja podała, że w związku z atakami przeszukano ponad 20 domów i dokonano 40 zatrzymań. O północy z poniedziałku na wtorek w kraju zaczął obowiązywać stan wyjątkowy, na mocy którego siły bezpieczeństwa otrzymały zwiększone uprawnienia.

Bilans ofiar
Do 310 wzrosła liczba śmiertelnych ofiar serii ataków na kościoły i hotele, do których doszło w Niedzielę Wielkanocną na Sri Lance – poinformowała dziś policja. Jak dodano, w związku ze śledztwem w tej sprawie dokonano 40 zatrzymań.

Dowiedz się więcej:Trójka dzieci miliardera z Danii wśród ofiar zamachów na Sri Lance

Liczba zabitych wzrosła, gdy na skutek odniesionych w zamachach obrażeń zmarły kolejne osoby.

Poprzedni oficjalny bilans mówił o 290 ofiarach śmiertelnych i ponad 500 rannych; ta druga liczba na razie nie uległa zmianie.

Policja przeszukała ponad 20 domów i zatrzymała 40 osób – poinformował rzecznik policji Ruwan Gunasekera. Wśród zatrzymanych jest kierowca furgonetki, którą prawdopodobnie przemieszczali się zamachowcy, oraz właściciel domu, w którym część z nich mieszkała.

Stan wyjątkowy
O północy minionej nocy w kraju zaczął obowiązywać ogłoszony przez prezydenta Maithripalę Sirisenę stan wyjątkowy, na mocy którego siły bezpieczeństwa otrzymały zwiększone uprawnienia.

Dzisiejszy dzień został ogłoszony na Sri Lance dniem żałoby narodowej. O godz. 8.30 (godz. 5 w Polsce), czyli w czasie, gdy w niedzielę zaczął się pierwszy z ataków, pamięć ofiar uczczono trzema minutami ciszy, a ludzie zatrzymywali się i kłaniali na znak szacunku. Flagi opuszczono do połowy masztu.

Przeczytaj też: Sri Lanka: rozpoczął się stan wyjątkowy w związku z niedzielnymi zamachami

Dziś lankijskie władze zamierzają przekazać dotychczasowe ustalenia na temat ataków zagranicznym dyplomatom, mają też otrzymać pomoc od FBI i innych zagranicznych służb specjalnych. Dzień wcześniej rząd ujawnił, że z powodu sporu między prezydentem a premierem Ranilem Wickremasinghe ten drugi nie został poinformowany o raporcie, w którym policja ostrzegała przed zamachami na kościoły z rąk lokalnego ugrupowania islamistycznego National Thowheeth Jama’ath (NTJ).

Na obecnym etapie śledztwa władze uważają, że to NTJ dokonała niedzielnych ataków przy wsparciu zagranicznych organizacji terrorystycznych.

W Niedzielę Wielkanocną zamachowcy samobójcy dokonali serii skoordynowanych ataków na kościoły, w tym dwa katolickie i jeden protestancki, oraz luksusowe hotele na Sri Lance. Były to największe ataki na Sri Lance, odkąd w 2009 roku w kraju tym zakończyła się wojna domowa.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest wyrok ws. zamachu w Tuluzie we Francji

Specjalny sąd apelacyjny ds. terroryzmu i handlu narkotykami po rozpatrzeniu apelacji Abdelkadera Meraha – brata Mohameda Meraha, autora zamachu w Tuluzie w 2012 r., uznał go winnym współuczestnictwa w tej zbrodni i zwiększył mu karę z 20 do 30 lat więzienia.

36-letni Abdelkader Merah to starszy brat radykalnego islamisty, zabójcy siedmiu osób – trzech żołnierzy, trojga dzieci i nauczyciela szkoły żydowskiej – w Tuluzie w marcu w 2012 roku. Sąd pierwszej instancji skazał go w 2017 roku na 20 lat więzienia, uznając winnym powiązań z terroryzmem, lecz uwalniając od zarzutu współudziału w zamachach przeprowadzonych przez brata, za co groziła mu kara dożywotniego więzienia.

Winny współuczestnictwa

Specjalny sąd apelacyjny – działający w ramach trybunału odwoławczego w Paryżu – był przed 1986 r. sądem ds. bezpieczeństwa państwowego. Przymiotnik „specjalny” w jego nazwie odnosi się do wyjątkowego w warunkach francuskich składu – o winie bądź niewinności oskarżonego decyduje ława przysięgłych, która prowadzi specjalne postępowanie wyjaśniające.

W ciągu trwającej ponad 12 godz. rozprawy przed specjalnym sądem apelacyjnym w czwartek sąd ustalił, że wbrew „wirtuozowskiej strategii stwarzania pozorów, w jakiej wyspecjalizował się Abdelkader Merah”, był on winnym współuczestnictwa w przeprowadzeniu zamachu. Podważył tym samym wyrok sądu pierwszej instancji, który takiego współdziałania się nie dopatrzył.

Sąd uznał, że mężczyzna jest winny kradzieży skutera użytego przez jego brata do przeprowadzenia zamachu, a także postawił mu zarzut współuczestnictwa w zbrodni, przychylając się tym samym do wniosku prokuratury, która domagała się dożywocia. W ocenie jej przedstawicieli Abdelkadera Meraha łączyły z młodszym bratem „wspólne ideały, cele i metoda działania”.

Obrona spodziewała się kasacji

Jednocześnie specjalny sąd apelcyjny zmniejszył karę 14 lat więzienia do 10 lat w wypadku 36-letniego Fettaha Malkiego, przyjaciela Mohameda Meraha. Sąd podtrzymał zarzut dostarczenia broni, amunicji i kamizelki kuloodpornej Mohamedowi Merahowi, zmienił jednak kwalifikację czynu, uznając, że postępowanie Malkiego nie było związane z działalnością terrorystyczną.

Sala przyjęła odczytanie wyroku w całkowitym milczeniu. „Dał się tylko słyszeć szloch bliskich ofiar zamachu, które od lat szukały sprawiedliwości” – pisze agencja AFP.

– Samemu oskarżonemu nawet nie drgnęła powieka – dodaje agencja.

Z wyroku nie jest zadowolona obrona, która spodziewała się raczej kasacji. Adwokat Eric Dupond-Moretti w swej wypowiedzi dla prasy zapytał retorycznie: „cóż to za współuczestnictwo i w jak straszliwej zbrodni, że zasługuje aż na 30 lat więzienia?”

Zabójstwa, które ma na swym koncie Mohamed Merah, Francuz pochodzenia algierskiego, były pierwszymi zamachami dżihadystycznymi popełnionymi we Francji od czasów zbrodni algierskiej Islamskiej Grupy Zbrojnej (GIA) w 1995 roku. Zamachowiec zginął z rąk policji kilka dni po zabiciu w Tuluzie i Montauban żołnierzy pochodzących z Maghrebu i zastrzeleniu nauczyciela ze szkoły żydowskiej w Tuluzie, jego dwóch synów i córki dyrektora szkoły.

23-letni zamachowiec twierdził wtedy, że jest mudżahedinem, ma związki z Al-Kaidą i chce pomścić krzywdy doznawane przez palestyńskie dzieci.

Proces jego brata, Abdelkadera Meraha, był z wielką uwaga śledzony przez francuskie media. Zainteresowanie było tym większe, że zamach w Tuluzie był jednym z pierwszych w serii ataków islamistów, jakich sceną stała się Francja w latach następnych, a także dlatego, że na niektórych przedmieściach wielkich miast francuskich, gdzie zamieszkuje duża liczba muzułmanów, Mohamed Merah jest uważany za bohatera.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dżihadystka z trójką dzieci zatrzymana tuż po powrocie do Niemiec

Ostatnie 4 lata 31-letnia Carla S. spędziła w tzw. Państwie Islamskim w Syrii. Została zatrzymana tuż po powrocie do Niemiec.

Carla S. wiedziała, co się szykuje, dlatego wylądowawszy na lotnisku w Stuttgarcie wcale nie była zaskoczona. 31-letnia Niemka z Zagłębia Ruhry przed czterema laty wraz z partnerem i trojgiem dzieci dobrowolnie przyłączyła się do tzw. Państwa Islamskiego w Syrii.

Dziś żałuje wyjazdu

W wyniku potajemnie zorganizowanej akcji została obecnie przewieziona przez Turcję do Niemiec. Na lotnisku w Stuttgarcie czekali już na nią policjanci z nakazem aresztowania w ręku. Na lotnisko przybyła także jej matka, babcia trojga wnuków. Policjanci pozwolili obydwu kobietom w spokoju porozmawiać – jak opowiadał adwokat Carli S. Mahmut Erdem w rozmowie z aencją DPA, który angażował się na rzecz powrotu młodej kobiety i innych Niemców z Syrii. Carla została zatrzymana przez niemiecką policję pod zarzutem uprowadzenia dzieci, ponieważ odseparowała ona dzieci od ich ojca żyjącego w Niemczech.

Carla S. w roku 2015 wraz ze swoim ówczesnym partnerem, dżihadystą i trojgiem swoich dzieci wyjechała do Syrii. Jedno z dzieci zmarło w Syrii – jak donosi agencja DPA. W roku 2017 urodziła ona tam następne dziecko, którego ojcem był jeszcze inny mężczyzna – wyjaśnia adwokat Erdem. Kobieta mieszkała między innymi w Racce. W tym okresie została zatrzymana przez syryjską armię i osadzona w obozie. Przez niemiecki MSZ adwokat i jej matka zabiegali o powrót do Niemiec. Dzieci Carli S. są obecnie w wieku od 2 do 10 lat. Jak podkreśla adwokat, kobieta żałuję obecnie, że swego czasu wyjechała do Syrii i domaga się, żeby umożliwić także powrót innych osób do Niemiec, przede wszystkim kobiet z dziećmi. – Nie można dzieci pozostawić w takiej sytuacji – twierdzi adwokat.

Rząd się nie kwapi

Niemiecki rząd w ostatnim czasie sprowadził do Niemiec kilkoro dzieci osób, które są więzione w Iraku, a które były w szeregach tzw. Państwa Islamskiego. Dzieci przekazane zostały krewnym w RFN. Jak poinformował MSZ, obecnie jeszcze ośmiu obywateli niemieckich jest więzionych w Iraku, po tym jak zostały one skazane za przynależność do terrorystycznej organizacji IS. Jest wśród nich między innymi Levent Oe. skazany przez sąd w Bagdadzie na karę śmierci. Wyjechał on do Iraku w roku 2013; w jego sprawie złożone zostało odwołanie od wyroku. Także w przypadku innych procesów przeciwko niemieckim członkom IS nie ma jeszcze prawomocnych wyroków.
Źródło info i foto: wp.pl

Polacy oskarżeni o terroryzm po podpaleniu węgierskiej placówki na Zakarpaciu

Po tysiąc złotych mieli dostać Polacy, którzy w lutym 2018 r. podpalili budynek Towarzystwa Węgierskiej Kultury Zakarpacia na Ukrainie – wynika z ustaleń zakończonego właśnie śledztwa stołecznych „pezetów”. Jak dowiedział się portal tvp.info, akt oskarżenia w tej sprawie trafił właśnie do sądu. Mężczyźni powiązani z radykalnymi ugrupowaniami prawicowymi odpowiadają m.in. za przestępstwo o charakterze terrorystycznym. Nieoficjalnie śledczy sugerują, że pomysł akcji zrodził się w Rosji.

Prokuratura uznała, że działania trzech młodych Polaków mają charakter terrorystyczny. Portal tvp.info dotarł do ustaleń śledztwa prowadzonego przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

– Ta prowokacja miała doprowadzić do pogorszenia stosunków ukraińsko-węgierskich. A taki ferment jest na rękę Rosji, która jest zainteresowana destabilizacją u swego zachodniego sąsiada, gdzie trwa już wojna hybrydowa w Donbasie – wyjaśnia oficer ABW. – A wynajęcie polskich opryszków było korzystne dla Rosji, bo w razie wpadki wykonawców była możliwość zantagonizowania relacji między Polakami a Ukraińcami, które i tak nie są najlepsze – dodaje rozmówca portalu tvp.info.

Przestępstwo o charakterze terrorystycznym

Głównym oskarżonym jest 28-letni Michał P., mający wyższe wykształcenie specjalista ds. bezpieczeństwa. Według śledczych miał on powiązania z organizacją neofaszystowską Falanga i prorosyjska partią Zmiana, której lider Mateusz P. odpowiada przed sądem za współpracę z chińskim i rosyjskim wywiadem.

Zarzut ciążący na Michale P. brzmi bardzo poważnie: „W styczniu i lutym 2018 r., w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wykonał zlecenie dokonania na terytorium Ukrainy czynów zabronionych polegających na publicznym nawoływaniu do nienawiści na tle narodowościowym pomiędzy obywatelami Ukrainy i Węgier: wywołania zakłócenia ustroju Ukrainy i pogłębienia podziałów narodowościowych pomiędzy Ukraińcami i Węgrami; oraz w zamiarze sfinansowania przestępstwa o charakterze terrorystycznym, polegającego na namalowaniu symboli faszystowskich i podpalenia budynku organizacji społecznej Towarzystwo Węgierskiej Kultury Zakarpacia w Użhorodzie, przekazał Adrianowi M. i Tomaszowi Sz., 1000 zł na zakup paliwa do podpalenia budynku, a także dał ww. telefony komórkowe, karty sim oraz kurtki i zleciał aby nagrać całe zdarzenie”.

Ponadto Michał P. miał namawiać pięć osób do przyjęcia tego zlecenia. Mężczyzna nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień, odpowiadał jednak na pytania. Podobnie jak dwaj bezpośredni wykonawcy akcji: Adrian M. i Tomasz Sz.

Szybki werbunek

Chętnych do wzięcia udziału w akcji ukraińskiej Michał P. szukał w Krakowie wśród zwolenników krakowskiej jednostki strzeleckiej SJS2039 oraz Falangi. W połowie stycznia P. namówił 22-letniego Adriana M., z zawodu elektryka, na spotkanie. Rozmawiali w samochodzie. Wtedy Michał P. powiedział, że chciałby, aby Adrian namalował na budynku w Użhorodzie swastykę oraz cyfry 88 (ósma litera alfabetu to H, w organizacjach faszystowskich tak kamufluje się zawołanie: Heil Hitler).

P. Przekonywał, że akcja ma na celu skompromitowanie „ukraińskich banderowców”. Najpierw jednak M. miał wybrać się sam na Ukrainę, aby sprawdzić, czy przejedzie granicę bez żadnych przeszkód. Michał P. polecił także koledze, aby ten zainstalował w telefonie specjalny, „bezpieczny” komunikator. 13 stycznia Adrian M. pojechał do Lwowa. Nie miał żadnych problemów na granicy.

Obydwaj mężczyźni spotkali się jeszcze raz kilka dni później. Michał P. powiedział, że odebrał przesyłkę. Była w niej książka, zaś pomiędzy stronami ukryto 500 euro. – To jest kasa od Węgrów – wyjaśnił P. Kiedy indziej miał jednak powiedzieć, że „zleceniodawca jest z Unii Europejskiej”. Organizator uprzedził wszystkich, że „konwersacja na ten temat nie istnieje”.

Później Michał P. zwerbował jeszcze 26-letniego Tomasza Sz., tłumacza z wyższym wykształceniem. Jego rolą było nagranie całej akcji, tak aby zdjęcia i film można było opublikować w internecie.

Atak pod okiem kamer

Adrian M. i Tomasz Sz. wyruszyli na Ukrainę 3 lutego 2018 r. przez Koszyce na Słowacji. Wcześniej, dla bezpieczeństwa, zostawili swoje telefony komórkowe, a zabrali aparaty otrzymane od Michała P. W Użhorodzie zapomnieli jednak o zasadach konspiracji, bo pokój w miejscowym hostelu wynajęli na nazwisko M.

4 lutego około godz. 1 wyruszyli pod „węgierski dom”. Na miejscu Adrian M. namalował na budynku swastykę oraz cyfry 88. Rzucił też w budynek „koktajlem Mołotowa”, jednak butelka z benzyną odbiła się od ściany i zgasła. Tomasz Sz. , który wszystko nagrywał, przesłał film i zdjęcia Michałowi P. – Węgrzy nie są zadowoleni. Dobrze by było, gdyby jakaś ściana się mocniej okopciła – miał polecić P.

Wykonawcy poszli więc około godz. 4 na stację paliw, gdzie kupili pojemnik z benzyną. Tym razem nasączyli nią kurtkę jednego z zamachowców, którą włożyli za kraty na oknach i podpalili. Uwiecznili ten moment i dostali odpowiedź, że „jest OK.”. Zadowoleni konspiratorzy wyczyścili pamięć telefonów. Nie zwrócili uwagi na kamery na „węgierskim domu” oraz na stacji benzynowej, które przyczyniły się do ich namierzenia. Na szczęście pożar budynku został szybko ugaszony.

Adrian M. i Tomasz Sz. przekroczyli granicę Ukrainy ze Słowacji 4 lutego o godz. 8. Zabrali ze sobą większą ilość papierosów niż jest dopuszczalna i musieli za nie dodatkowo zapłacić.

ABW wkracza do akcji

W Krakowie Adrian M. i Tomasz Sz. spotkali się w Michałem P., odebrali od niego swoje telefony i otrzymali po 1000 zł. Byli przekonani, że nie ma jak ich powiązać z wydarzeniami w Użhorodzie. Już jednak 22 lutego funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali Adriana M. Ten, najwyraźniej przestraszony konsekwencjami, przyznał się do ataku na Ukrainie i powiedział, że chce skorzystać z art. 60, który daje skruszonemu przestępcy możliwość nadzwyczajnego złagodzenia kary. Przyznał się, że działał na zlecenie Michała P. i opowiedział o całej akcji.

Tego samego dnia funkcjonariusze ABW zatrzymali Michała P. i Tomasza Sz. Trwa śledztwo w sprawie osoby, od której Michał P. przyjął zlecenie na działania na Ukrainie. Z ustaleń śledczych wynika, że jest to niemiecki dziennikarz, działający prawdopodobnie na rzecz rosyjskich służb specjalnych.

W ukraińskim obwodzie zakarpackim mieszka 150-tysięczna mniejszość węgierska. Między Budapesztem a Kijowem trwa konflikt związany z ukraińską ustawą o oświacie, która – według Węgier – poważnie narusza prawa mniejszości narodowych dotyczące nauki w języku ojczystym.
Źródło info i foto: TVP.info

Maroko: Wstępne zarzuty terroryzmu dla 15 osób po zabójstwie dwóch europejskich turystek

Wstępne zarzuty terroryzmu postawiono w Maroku wczoraj 15 osobom podejrzanym o związek z zabójstwem dwóch europejskich turystek, którego dokonano w połowie grudnia w górach Atlasu – poinformował tamtejsza prokuratura generalna.

Zgodnie z oświadczeniem zarzuty dotyczą m.in. morderstwa z premedytacją, utworzenia grupy w celu przygotowywania i popełniania aktów terroru czy wzywania do terroryzmu.

24-letnia Louisa Vesterager z Danii i 28-letnia Maren Ueland z Norwegii zostały zamordowane przez czterech mężczyzn, którzy trzy dni wcześniej złożyli przysięgę wierności Państwu Islamskiemu (ISIS) i grozili atakami terrorystycznymi. Turystki rozbiły namiot w odludnym miejscu, gdzie zginęły od broni białej; obu kobietom odcięto głowę.

W sumie w związku z zabójstwem marokańskie władze zatrzymały około 20 osób. Czterej główni podejrzani należą do komórki terrorystycznej, która inspiruje się ideologią IS, jednak nie ma kontaktu z przywódcami tej organizacji w Syrii czy Iraku.

Zamachy terrorystyczne nie są w Maroku częste. Od czasu samobójczych ataków w Casablance, gdzie w 2003 r. zginęły 33 osoby i wybuchu bomby w 2011 r. w restauracji w Marrakeszu, gdzie zginęło 17 osób, marokańskie władze wzmacniały siły bezpieczeństwa, system prawny i antyterrorystyczną współpracę międzynarodową.
Źródło info i foto: onet.pl

Hanower: Wznowiono ruch lotniczy po incydencie na lotnisku. Bez związku z terroryzmem

Na lotnisku w Hanowerze w sobotę ok. godz. 20 wznowiony został ruch lotniczy – poinformowała policja i władze portu. Ruch wstrzymano, gdy nieuprawniony pojazd wtargnął na płytę lotniska. Według policji zdarzenie nie miało związku z terroryzmem. Samochód ma polską rejestrację. 21-letniego kierowcę aresztowano; był pod wpływem narkotyków. Mężczyzna twierdzi, że jest Polakiem, policja to ustala.

Samochód, który wjechał na płytę, to srebrne BMW na polskich tablicach rejestracyjnych. Pojazd przez kilkaset metrów gonił samolot linii Aegean Airlines, który chwilę wcześniej wylądował, kończąc rejs z Aten.

Dochodzenie w sprawie trwa. Jak podała policja, dwudziestokilkuletni kierowca samochodu był pod wpływem amfetaminy oraz kokainy. Nie miał przy sobie dokumentów; nie wiadomo, jakiej jest narodowości. Wcześniej terminal w pobliżu incydentu został zamknięty; pozostałe dwa były otwarte.

Na lotnisku nie odbywały się starty i lądowania. Samoloty znajdujące się w powietrzu odsyłane były do innych portów lotniczych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl