Zarzuty dla księdza. Duchowny miał być „skrzynką kontaktową” dla dilerów

Zarzuty posiadania i wewnętrznego obrotu środkami odurzającymi usłyszał ksiądz Tomasz Ś. z parafii w Jedlnie Pierwszym. Archidiecezja częstochowska poinformowała o zawieszeniu duchownego w czynnościach i pozbawieniu go funkcji proboszcza.

Policjanci, prowadząc narkotykowe śledztwo, dotarli do 41-letniego księdza Tomasza Ś. z parafii w Jedlnie Pierwszym (województwo łódzkie). Jak ustalili śledczy, do proboszcza zza granicy docierały przesyłki pocztowe z zawartością narkotyków. Duchowny usłyszał zarzut posiadania i wewnętrznego obrotu środkami odurzającymi – donosi lokalny portal pulsradomska.pl.

Za pierwszy z czynów grożą trzy lata wiezienia, za drugi – pięć. „Wszystko wskazuje, że duchowny był dla dilerów ‚skrzynką kontaktową’, odbierając przesyłki z narkotykami, które słano z zagranicy” pisze „Gazeta Wyborcza”.

Wcześniej w sprawie zatrzymany cztery osoby (20-, 22-, 25- i 28-latka). Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań. Ksiądz przyznał się do zarzucanych czynów i złożył wyjaśnienia. Został zwolniony do domu, jest objęty nadzorem policyjnym, ma też zakaz opuszczania kraju. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono majątek księdza szacowany na 5 tys. zł.

Archidiecezja częstochowska opublikowała komunikat o zawieszeniu duchownego w czynnościach i pozbawieniu go funkcji proboszcza. „Współpracujemy z organami śledczymi w celu przeprowadzenia niezbędnych czynności, oczekując na wyniki ich działań, które będą podstawą do ewentualnego podjęcia dalszych konsekwencji kanonicznych” – czytamy.

Nie brakuje obrońców księdza Na Facebooku powstała grupa „Wspieramy księdza Tomasza. Parafia Jedlno”.
Źródło info i foto: wp.pl

Ksiądz zamieszany w narkotykowe śledztwo

Policjanci trafili do kapłana w parafii Jedlno (Łódzkie) prowadząc śledztwo przeciwko dilerowi handlującemu marihuaną i metaamfetaminą. Reakcja kurii była natychmiastowa. Proboszcz parafii w Jedlnie, ksiądz Tomasz S. został odwołany.

Ksiądz z parafii w Jedlnie (Łódzkie) nie pojawiał się w atynarkotykowym śledztwie prokuratory w Radomsku. Na celowniku śledczych był Arkadiusz P. i to on został zatrzymany jako pierwszy.

Jacek Bocianowski, prokurator rejonowy w Radomsku dla Faktu: – 6 marca 2020 wszczęliśmy śledztwo w sprawie udzielania marihuany i metaamfetaminy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Zarzuty postawiliśmy czterem osobom. Wobec Arkadiusza P. sąd na wniosek prokuratury zastosował areszt tymczasowy na trzy miesiące. Podejrzanemu grozi do 10 lat więzienia. Łącznie czterem osobom postawiliśmy dziewięć 9 zarzutów. Poza Arkadiuszem P. śledztwem objęto Dominika L., Andrzeja L., Konrada M. Wszyscy po przedstawieniu zarzutów pozostali na wolności z dozorami policji.

Śledztwo obejmuje wysyłanie paczek z zawartością środków odurzających. Podczas śledzenia kontaktów podejrzanych śledczy trafili na ślad kapłana w parafii w Jedlnie. Do niego też kierowane były przesyłki.

Proboszcz z Jedlna Tomasz S. (41 l.) został zatrzymany. Przedstawiono mu dwa zarzuty – posiadania narkotyków za co grozi do trzech lat więzienia oraz niedozwolonego obrotu wewnątrzwspólnotowego. Za ten czyn grozi do 5 lat więzienia.

– Ksiądz podczas przesłuchania przyznał się do winy. Ma dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju – informuje prokurator i dodaje, że na poczet przyszłych kar zabezpieczono majątek księdza w wysokości 5 tys. zł.

Jak zapowiada prokurator sprawa przeciwko dilerowi spod Radomska jest rozwojowa i prokuratura nie wyklucza kolejnych zatrzymań,

Po zatrzymaniu proboszcza z Jedlna Kuria Metropolitalna w Częstochowie podjęła natychmiast decyzje wobec kapłana. Rzecznik kurii ksiądz Mariusz Bakalarz opublikował specjalne oświadczenie w tej sprawie.

– Duchowny został natychmiast zawieszony w pełnieniu obowiązków duszpasterskich i zwolniony z urzędu proboszcza, pozostając do dyspozycji policji i prokuratury, a administrację parafią i troskę o nią przejął dziekan miejscowego dekanatu – pisze rzecznik kurii. – Współpracujemy z organami śledczymi w celu przeprowadzenia niezbędnych czynności, oczekując na wyniki ich działań, które będą podstawą do ewentualnego podjęcia dalszych konsekwencji kanonicznych.

Parafianie z Jedlna utworzyli na Facebooku specjalną grupę wspierającą swojego proboszcza, który ma w parafii bardzo dobra opinię. Jest miejscowym pasterzem od dwóch lat. Wcześniej pełnił duszpasterską posługę w parafii w Praszce (Polskie). Był też katechetą w miejscowym gimnazjum.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Norwegia. Polak zatrudniał rodaków. Nic im nie zapłacił. Aresztowano go pod zarzutem handlu ludźmi

Tomasz S. zatrudniał Polaków do pracy przy zbiorach truskawek i malin w Norwegii. W internecie oferował pieniądze i zakwaterowanie. – Pracowaliśmy 7 dni w tygodniu, po 10-13 godzin. Nie dostaliśmy żadnych pieniędzy. Za barak, w którym mieszkaliśmy, musieliśmy sami zapłacić – powiedziała polsatnews.pl 19-letnia Julia ze Szczyrku, która przez miesiąc pracowała u Tomasza S. Polak został aresztowany.

Ofiarą mężczyzny, właściciela firmy w Fresvik (200 km na północ od Bergen) zatrudniającej polskich pracowników sezonowych, mogło paść ponad 40 osób.

Tomasz S. działał w sposób zorganizowany. Zatrudniał ludzi, którzy nie mówili po angielsku, a potrzebowali gotówki lub byli studentami.

– Jest mi winien 21 tys. zł. Nie dostałam nic, a przez cały okres pobytu wydałam 2 tys. zł – powiedziała polsatnews.pl 19-letnia Julia Gałczyńska.

Na prysznic czekało się 2 godziny

Do Fresvik Julia przyjechała ze swoją przyjaciółką 14 lipca. – Ofertę pracy przy zbiorach znalazłyśmy przez internet. W ogłoszeniu nie było wielu szczegółów, więc zadzwoniłam do pana Tomasza S., aby dowiedzieć się więcej. Powiedział m.in., że jest to praca na akord, że zapewnia zakwaterowanie – opowiedziała 19-latka.

Na miejscu okazało się, że za barak trzeba zapłacić. Opłata wynosiła 1500 koron norweskich (ok. 600 zł). Według relacji kobiety w poprzednich latach, aby dostać pracę, trzeba było ponadto przywieźć ze sobą z Polski litr wódki, litr wina, papierosy oraz jednorazowo wpłacić 1200 koron (ok. 500 zł).

W baraku było ciasno. W pokoju o powierzchni 5 m2 mieszkały 3 osoby. – Na piętrowe łóżko wchodziłam przez biurko. Na parterze mieszkało około 30 osób. Były tylko dwie toalety i dwa prysznice. Gdy wracaliśmy z pola, każdy chciał się umyć, ale trzeba było czekać nawet 2 godziny, aby wejść do łazienki – relacjonowała pani Julia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brutalne zabójstwo Polaka w Wielkiej Brytanii. Śledczy opublikowali wizerunek podejrzanych o porwanie i zabójstwo Tomasza S.

Brytyjscy śledczy opublikowali wizerunek dwóch mężczyzn podejrzanych o uprowadzenie i zabójstwo Polaka. Tomasz S. został porwany w marcu br. ze swojego domu w Birmingham. Mężczyzna uciekł sprawcom i trafił do szpitala, jednak zmarł 21 czerwca wskutek odniesionych obrażeń.

Brytyjskie media podają, że 45-letni Tomasz S. został uprowadzony ze swojego domu w Birmingham 27 marca rano. Dwaj sprawcy wsadzili go do białej furgonetki i wywieźli do wioski Lancashire. Tam poddali Polaka potwornym torturom.

Jeszcze tego samego dnia ranny mężczyzna zdołał uciec porywaczom. Około godz. 22.45 Polak dobijał się do drzwi domu w Bickerstaffe (hrabstwo Lancashire), szukając pomocy. 45-latek miał widoczne ślady tortur i poparzone 75 proc. ciała. Tomasz S. został przewieziony do szpitala, jednak 21 czerwca zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

Policja z hrabstwa West Midlands opublikowała wizerunek podejrzanych mężczyzn oraz zdjęcie samochodu, którym się poruszali. Śledczy starają się ustalić miejsce przebywania pojazdu.

Policja apeluje szczególnie do członków społeczności polskiej w Wielkiej Brytanii, aby zgłaszali się i pomogli funkcjonariuszom w ujęciu sprawców. Śledczy gwarantują pełną anonimowość.

Osoby, które rozpoznają mężczyzn na zdjęciach, proszone są o kontakt z policją poprzez Live Chat na stronie west-midlands.police.uk lub kontakt telefoniczny pod numerem 0121 626 6025.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Tomasz S. wjechał w bramę Pałacu Prezydenckiego. Nie będzie kary, jest niepoczytalny

Mężczyzna, który staranował samochodem bramę Pałacu Prezydenckiego, nie poniesie za to kary – pisze „Rzeczpospolita”. Według gazety biegli orzekli, że był on niepoczytalny. Jak ocenia dziennik, ekspertyza biegłych psychiatrów, którzy na zlecenie warszawskiej prokuratury zbadali 36-latka, nie pozostawia wątpliwości.

„Wynika z niej, że Tomasz S. z powodu choroby psychicznej miał zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia czynów i pokierowania swoim postępowaniem” – powiedział Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jak dodaje, jednocześnie biegli ocenili, że „istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez S. czynu o znacznej społecznej szkodliwości” – dlatego musi on być leczony w warunkach szpitalnych.

„W związku z tym 4 czerwca prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy – Śródmieścia wniosek o zastosowanie wobec Tomasza S. środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym” – dodaje prok. Łapczyński.
Źródło info i foto: TVP.info

Jacek Wach skazany na dożywocie jutro ponownie przed sądem

Jutro przed Sądem Okręgowym w Olsztynie ma rozpocząć się ponowny proces Jacka Wacha, który przed laty mylnie został skazany na dożywocie za udział w porwaniu i zabójstwo Tomasza S. z Suwałk. Oskarżony będzie odpowiadał z wolnej stopy.

Chociaż Sąd Najwyższy anulował Wachowi (zgadza się na ujawnianie personaliów – PAP) dożywocie, to ponownie staje on przed sądem oskarżony o zabójstwo, do którego przyznał się ktoś inny. Według obrońcy oskarżonego mec. Jakuba Orłowskiego nie doszłoby do tego, gdyby SN – uchylając wyrok – umorzył sprawę, zamiast nakazywać ponowny proces.

Jak poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie, Olgierd Dąbrowski-Żegalski w tej sprawie wyznaczono cztery terminy rozpraw w dniach 24-27 lipca, podczas których zaplanowano przesłuchanie oskarżonego i świadków. Z powodu dużego zainteresowania procesem sąd wprowadził karty wstępu dla dziennikarzy i publiczności.

Precedensowa sprawa

Sprawa Wacha jest precedensowa w polskim sądownictwie. Przed laty został on prawomocnie skazany przez Sąd Okręgowy w Suwałkach na karę dożywotniego pozbawienia wolności za udział w porwaniu i zabójstwo w 1999 r. suwalskiego gangstera Tomasza S. Rozkawałkowane zwłoki oskarżony miał ukryć w różnych miejscach m.in. zatopić w jeziorze Pluszne pod Olsztynkiem.

W 2014 r. ktoś inny przyznał się jednak do tej zbrodni i wskazał miejsce ukrycia zwłok. Badania DNA potwierdziły, że są to rzeczywiście szczątki Tomasza S., a zwłoki, które rzekomo poćwiartował Wach, miały należeć do kogoś innego.

Z tego powodu Sąd Najwyższy wznowił postępowanie ws. porwania i zabójstwa, uchylił Wachowi wyrok dożywocia i przekazał sprawę oskarżonego do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Olsztynie.

Wach: wrobili mnie policjanci i prokuratorzy

Wach wkrótce po decyzji SN wyszedł na wolność. Od początku oskarżania go o zabójstwo nie przyznawał się do winy i przekonywał, że w sprawę został „wrobiony” przez policjantów i prokuratorów. W rozpoczynającym się w poniedziałek w Olsztynie procesie będzie odpowiadał z wolnej stopy.

Rozpoczęcie ponownego procesu Wacha był pierwotnie planowane na maj 2016 r, ale sprawa została zdjęta w wokandy, bo sędziowie złożyli wniosek o wyłączenie ich z rozpoznania. Jednak SN nie uwzględnił tego wniosku i zdecydował, że proces ma toczyć się w Olsztynie.

Potem początek procesu wyznaczono na luty 2017 r. Jednak Sąd Okręgowy w Olsztynie zdecydował wówczas, żeby akta sprawy zwrócić prokuraturze do uzupełnienia. W ocenie sądu, braki były na tyle istotne, że powodowałyby potrzebę odraczania rozpraw, co uniemożliwiłoby wydanie wyroku „w rozsądnym czasie”.
Źródło info i foto: onet.pl

Tomasz S. dostanie dożywocie?

W Sądzie Okręgowym w Białymstoku (woj. podlaskie) trwa proces Tomasza S. (43 l.) z Dolistowa Starego. Mężczyzna przyznał się do tego, że zaskoczył swoją żonę Wiolettę (+43 l.) podczas porannej kąpieli, oblał ją benzyną i podpalił. Kobieta zmarła w szpitalu, – Nie chciałem jej zabić. Chciałem tylko, aby była brzydka i nie spotykała się ze swoim kochankiem – przekonywał zabójca.

Do tej potwornej tragedii doszło we wrześniu tego roku. Rano pani Wioletta szykowała się do pracy w sklepie w Dolistowie Starym. Brała kąpiel, gdy do łazienki wpadł jej mąż Tomasz. Miał ze sobą benzynę w plastikowej butelce. Ochlapał nią nagie plecy żony, podpalił zapalniczką. Następnie wybiegł z domu, wsiadł na skuter i uciekł. Straszliwy krzyk poparzonej kobiety zaalarmował jej syna, Mateusza (15 l.), i matkę, Helenę Deniłko (75 l.). – W łazience było pełno dymu, ściany okopcone. Córka miała poparzoną szyję i głowę. W wannie pływały jej spalone włosy – opisywała pani Helena. Razem z wnukiem wezwała pogotowie ratunkowe i 43-latka trafiła do specjalistycznego szpitala w Warszawie. Niestety, mimo wysiłków lekarzy, zmarła.W sądzie Tomasz S. przyznał się do winy.

– Nie wiem, co mnie wtedy opętało. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że tak bardzo skrzywdziłem moją żonę i ukochanego syna. Nie wiem, jak mu spojrzę w oczy. Przepraszam – mówił, zalewając się łzami. Zabójca nie ukrywał tego, że nadużywał alkoholu i już wcześniej był karany za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad małżonką. – Nie chciałem zabić żony. Chciałem ją tylko nastraszyć – łkał przed sądem. Szybko jednak znalazł wytłumaczenie swojego czynu: – Zapytałem kiedyś żonę, czy ma kochanka, a ona z uśmiechem na ustach odpowiedziała mi prosto w oczy, że tak. Chciałem, żeby była brzydka i przestała się podobać kochankowi – powiedział. Tomaszowi S. grozi dożywocie.
Żródło info i foto: se.pl

Kara dożywocia za nic

Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku nie złoży do sądu wniosku o wznowienie postępowania w sprawie tzw. mylnie osądzonego zabójstwa. Według rzecznika prokuratury Janusza Kordulskiego, nie ma podstaw, by to uczynić. Chodzi o sprawę, w której Jacek W. został prawomocnie skazany na dożywocie za zabójstwo Tomasza S. W ostatnich miesiącach do zabójstwa S. przyznał się kto inny, ta sama osoba wskazała też ukryte w lesie szczątki, które zostały zidentyfikowane jako zwłoki Tomasza S. Według rzecznika prasowego Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku Janusza Kordulskiego, w ocenie prokuratorów „nie ma podstaw do skierowania z urzędu wniosku do Sądu Najwyższego o wznowienie prawomocnie zakończonego postępowania”.

Zwłoki zakopane, a nie wyłowione

W ostatnich miesiącach śledczy odnaleźli w lesie pod Olsztynem inne szczątki, które poddali badaniom DNA i analizie daktyloskopijnej. Wykazały one, że to odnalezione niedawno zwłoki, a nie wyłowione przed laty z jeziora, należą do Tomasza S. Co więcej, do zabicia Tomasza S. przyznał się niejaki Wiesław S. Mężczyzna ten jest teraz aresztowany w śledztwie dotyczącym zabójstwa Tomasza S.

Pełnomocnik Jacka W. mecenas Jakub Orłowski ocenia działania prokuratury jako bardzo wolne, a wręcz opieszałe. – „Od wiosny prokuratura dysponuje opinią daktyloskopijną, która wskazywała na nowe okoliczności sprawy Jacka W., a od połowy sierpnia prokuratorzy mają kolejną opinię, tym razem DNA, która jednoznacznie potwierdza, że wykopane niedawno zwłoki to Tomasz S. Mimo to nic konkretnego się nie robi, by tę sprawę rozwikłać, akta krążą od jednej prokuratury do drugiej” – mówi Orłowski.

Rzecznik prokuratury nie mówi, dlaczego prokuratorzy nie podejmą działań w tej sprawie. Kordulski przyznał tylko, że badali ją na wniosek kolegów z Olsztyna. Olsztyńscy śledczy po odkryciu prawdopodobnej pomyłki poprosili przełożonych o rozważenie, czy w tej sprawie nie należy wznowić postępowania. Poniedziałkowa decyzja prokuratorów z Białegostoku oznacza, że tak się nie stanie

– „Zresztą Sąd Najwyższy i tak się sprawą Jacka W. zajmie, bo wniosek o wznowienie złożył jego pełnomocnik” – dodaje prokurator Kordulski. W Sądzie Najwyższym poinformowano w poniedziałek, że terminu sprawy jeszcze nie wyznaczono. Ale przygotowując się do niej poprosił już Prokuraturę Generalną o zaopiniowanie wniosku pełnomocnika Jacka W. – „W poniedziałek prokuratorzy z departamentu postępowania sądowego zaopiniowali go pozytywnie, tj. uznali, że podstawy do wznowienia postępowania są. To, że nasza decyzja jest zupełnie inna niż Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku jest efektem tego, że każdy z prokuratorów dokonuje swobodnej oceny dowodów” – mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej. Zapewnia też, że między oboma instytucjami nie ma żadnego konfliktu.

Nigdy się nie przyznał

Adwokat Jacka W., mecenas Jakub Orłowski mówi, że jest rozczarowany decyzją białostockiej prokuratury. – „W mojej ocenie prokuratura dysponując tym materiałem dowodowym ma uzasadnione przesłanki do tego, by wniosek o wznowienie postępowania do sądu złożyć” – powiedział mecenas Orłowski. Jakub Orłowski, który kilka dni temu odwiedził Jacka W. z zakładzie karnym w Kamińsku, przyznał, że W. obawia się, że powolność działań prokuratury w jego sprawie może wynikać z tego, że znowu chcą go w coś wkręcić. – „W. boi się, że prokuratura szuka na niego czegoś. Uważa tak, bo nikt merytorycznie nie wyjaśnia ani dlaczego doszło do mylnego skazania go, ani nie podejmuje kroków, by teraz jego sytuacja została „wyprostowana” – mówi Orłowski.

Wcześniej w rozmowie z Polską Agencją Prasową Jacek W. powiedział, że najbardziej mu zależy na tym, by ujawnić, jak go wrobiono. Twierdził m.in., że śledczy ukrywali niektóre dowody, a innymi manipulowali.

Dożywocie za zabójstwo Tomasza S. nie jest jedynym wyrokiem Jacka W. Odbywa on także wyroki za pobicia i kradzieże. Kary te kończą mu się formalnie w 2015 r. Gdyby nie wyrok dożywocia, od roku W. mógłby starać się o przedterminowe warunkowe zwolnienie z więzienia, byłby także poddany łagodniejszym rygorom w odbywaniu kary (jako osadzony skazany na dożywocie ma m.in. zamkniętą celę i ograniczony dostęp do telefonów). Jacek W. nigdy nie przyznał się do zabójstwa Tomasza S., a jego rodzina latami w mediach przekonywała, że orzeczone wobec niego dożywocie jest efektem pomyłki.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Zatrzymano Tomasza S., który był poszukiwany w związku z kradzieżą samochodu z trumnami

Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych KWP w Poznaniu doprowadzili do zatrzymania podejrzanego o zorganizowanie w Niemczech kradzieży mercedesa z 12 trumnami i zwłokami. Tomasz S. był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania. Został zatrzymany we wtorek w Goeteborgu, w Szwecji. Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu dzięki licznym staraniom doprowadzili do zatrzymania Tomasza S. (36 l.) poszukiwanego Europejskim Nakazem Aresztowania. Jest on podejrzany o zorganizowanie kradzieży dostawczych mercedesów, w tym jednego z 12 trumnami i zwłokami. Do kradzieży doszło w październiku 2012 roku w Hoppegarten pod Berlinem. Mężczyzna został zatrzymany we wtorek 10 czerwca w Goeteborgu w Szwecji. Ukrywał się tam posługując się fałszywymi dokumentami. Przy okazji został także zatrzymany znany poznański przestępca – Dariusz S. ps. Luki (47 l). Żródło info i foto: Policja.pl

„Noras”, „Skandynaw” i „Carlos” zatrzymani

CBŚ rozbiło działającą w Poznaniu zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się handlem narkotykami na dużą skalę i lichwiarstwem. Wśród ośmiu podejrzanych mężczyzn są znani w poznańskim półświatku przestępcy: Karol K. pseud. Carlos – sądzony w przeszłości za handel narkotykami, Norbert S. pseud. Noras – zatrzymany w styczniu z pół kilogramem amfetaminy i Tomasz S. pseud. Skandynaw – ochroniarz nocnych klubów. – „W ciągu ostatnich sześciu miesięcy mężczyźni wprowadzili do obrotu kilkanaście kilogramów narkotyków. Handlowali dużymi ilościami amfetaminy, marihuany, haszyszem, mefedronem i kokainą” – powiedział w czwartek rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Sokołowski. Żródło info i foto: TVP.info