Indie: Przez pięć lat torturowali i gwałcili dziewczynki z domu dziecka Balika Grih w Muzaffarpur. Sąd skazał ich na dożywocie

Sąd skazał na karę dożywocia 12 osób, które przez pięć lat miały odurzać, torturować i gwałcić 42 dziewczynki z domu dziecka. Jak podaje indyjski miesięcznik, 11 z nich zaginęło lub zostało zamordowanych. Przez pięć lat 42 dziewczynki w domu dziecka Balika Grih w Muzaffarpur na północy Indii były odurzane, a potem torturowane, molestowane i gwałcone. Ich krzyki słyszeli ludzie mieszkający w sąsiedztwie, jednak nie reagowali z obawy o własne bezpieczeństwo.

„The Caravan”: Co najmniej 11 wykorzystywanych dziewczynek zaginęło lub zostało zamordowanych
20 stycznia 19 osób zostało uznanych winnymi zarzucanych im przestępstw. Wśród nich jest Brajesh Thakur, właściciel ośrodka, w którym przebywały dziewczynki i szef siatki pedofilów.

Zgodnie z indyjskim prawem wymiar kary ogłoszono na oddzielnej rozprawie. We wtorek sąd w Delhi skazał 12 osób na dożywocie. Adwokat skazanych zapowiedział apelację do sądu wyższej instancji.

W domu dziecka, w którym rozegrał się dramat, stanowi i miejscy urzędnicy wielokrotnie przeprowadzali kontrole. Kilku z nich usłyszało zarzuty.

Jak podaje miesięcznik „The Caravan”, co najmniej 11 wykorzystywanych dziewczynek zaginęło lub zostało zamordowanych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brazylia: Torturowali i mordowali kierowców Ubera

Czterech kierowców pracujących dla firm zajmujących się przewozem osób w Salwador (Brazylia) zostało brutalnie zamordowanych. Według lokalnych władz porwania i morderstwa miał zlecić szef jednego z lokalnych gangów. Miał to zrobić po tym, jak kierowca Ubera anulował kurs zamówiony przez jego chorą matkę.

Do porwań i zabójstw czterech mężczyzn w wieku między 23. a 48. rokiem życia doszło w zeszły piątek, 13 grudnia. Dwóch kierowców pracowało dla Ubera, z kolei dwóch innych dla konkurencyjnej firmy 99. Wszystkie kursy były zamawiane na teren faweli Jardim Santo Inacio w północno-wschodnim Salwadorze.

Byli bici i torturowani

Jedynym, któremu udało się uciec z pułapki zastawionej przez gangsterów był kierowca pracujący dla firmy 99. Mężczyzna miał odebrać klienta w piątek nad ranem. Osoba, która wsiadła do auta wycelowała broń w jego stronę, a następnie kazała jechać mu we wskazane miejsce.

Porywacz wraz ze swoją ofiarą zatrzymali się za jedną z chat. W środku pomieszczenia leżało ciało jednego z kierowców, reszta była przywiązana do krzeseł z poważnymi obrażeniami. Kierowca 99 również został skrępowany, a napastnicy zaczęli go bić i torturować.

W pewnym momencie jednej z ofiar udało się złapać za broń, która miał przy sobie porywacz. Wywiązała się szamotanina, z której skorzystał kierowca firmy 99, który wyswobodził się z więzów i uciekł na zewnątrz. Po oddaleniu się na bezpieczna odległość, mężczyzna zadzwonił na policję. Po kilku dniach o swoich przeżyciach powiedział lokalnej stacji telewizyjnej.

Porywacze i zleceniodawca nie żyją

Jeszcze tego samego dnia policja namierzyła dwóch podejrzanych. Podczas konfrontacji doszło do strzelaniny. Domniemani sprawcy zostali zabici przez funkcjonariuszy. Niestety na ratunek dla kierowców było już za późno – policja odnalazła ich ciała owinięte w foliowe worki. Za zleceniem zabójstw miał stać lider jednego z gangów. Jego ciało policja odnalazła w poniedziałek – został zastrzelony.

– Gangster zlecił zabójstwa, po tym jak kierowca Ubera anulował kurs, który zamówiła jego matka – powiedział „The Guardian” Rui Costa, gubernator stanu Bahia.

Choć policja wciąż ustala dokładny motyw, to w czwartek poinformowała, że prawdopodobnie chodziło o „chęć zemsty za odwołany kurs”.

„Uber jest wstrząśnięty tą brutalną i szokującą zbrodnią” – poinformowała firma. Z kolei 99 dodało, że jest „głęboko zasmucona tymi przerażającymi atakami”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

134 egzekucje skazanych na śmierć w Arabii Saudyjskiej

Arabia Saudyjska wykonała w 2019 roku już 134 egzekucje. Część z nich przeprowadzono przy użyciu wyjątkowo brutalnych metod. W co najmniej 6 przypadkach egzekucja w Arabii Saudyjskiej została wykonana na osobach, które były dziećmi w chwili aresztowania.

Wielu skazańców było torturowanych. Po brutalnych torturach odbierano im życie, w niektórych przypadkach przez ścięcie głowy lub ukrzyżowanie – wynika z raportu zaprezentowanego przez Radę Praw Człowieka ONZ w Genewie.

Przynajmniej 58 zabitych przez Arabię Saudyjską to obcokrajowcy. Wśród nich było m.in. 21 osób z Pakistanu, 15 z Jemenu, 5 z Syrii i 4 z Egiptu. Większość obcokrajowców stracono za szerzenie szyizmu, co jest zakazane w kraju, w którym dominującą religią jest islam sunnicki.

W tym roku miała miejsce przerażająca masowa egzekucja. W kwietniu straconych zostało 37 osób. Większości skazanych ścięto głowy, a jednego z nich ukrzyżowano. Wszystkich skazano na karę śmierci w związku z terroryzmem.
Źródło info i foto: o2.pl

Arabia Saudyjska potwierdza. Dżamal Chaszodżdżi został zabity w konsulacie w Stambule

Krytyczny wobec władz w Rijadzie dziennikarz Dżamal Chaszodżdżi (Jamal Khashoggi) został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule – poinformowano w państwowej telewizji.

Ponad dwa tygodnie po tajemniczym zaginięciu Chaszodżdżiego władze Arabii Saudyjskiej potwierdziły, że dziennikarz nie żyje. Saudowie przedstawili swoją wersję w nocy z piątku na sobotę za pośrednictwem oficjalnej agencji prasowej Spa. W oświadczeniu prokurator poinformował, że między Chaszodżdżim a osobami, z którymi spotkał się w konsulacie, doszło do bójki, która zakończyła się jego śmiercią. W ramach śledztwa aresztowanych zostało 18 Saudyjczyków. Oficjalna wersja odbiega od wcześniejszych ustaleń m.in. tureckich mediów, które mówiły o torturach i zabójstwie. Wciąż nie wiadomo, gdzie znajduje się ciało publicysty.

Wśród aresztowanych znajduje się 15 mężczyzn, o których wcześniej informowały tureckie media, a które miały być wysłane do konsulatu w trakcie wizyty dziennikarza. Zatrzymano także kierowcę i dwóch pracowników placówki dyplomatycznej. Zdymisjonowany został Saud al-Qahtani, bliski współpracownik księcia Muhammada ibn Salmana. Z posadą pożegnał się także wiceszef saudyjskiego wywiadu Ahmed al-Asiri. Agencja Spa podała, że władca zarządził zmiany w kierownictwie służb wywiadowczych.

O zamordowaniu dziennikarza władze Arabii Saudyjskiej poinformowały kilka godzin po telefonicznej rozmowie księcia Salmana z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem.

Na informacje z Rijadu zareagował prezydent USA. Donald Trump już wcześniej w piątek stwierdził publicznie, że dziennikarz nie żyje. Późnym wieczorem Biały Dom wydał oświadczenie, w którym oceniono wersję saudyjskich władz jako „wiarygodną”. Amerykanie wyrazili zadowolenie z podjętych kroków, w tym aresztowania domniemanych sprawców.

Zaginął bez wieści

Zaginięciem dziennikarza od kilkunastu dni żyją media na całym świecie. Dżamal Chaszodżdżi 2 października pojawił się w saudyjskim konsulacie w Stambule. Chciał tam uzyskać dokument poświadczający, że rozwiódł się ze swoją żoną, by tym samym móc poślubić turecką narzeczoną, Hatice Cengiz. W rozmowie ze służbami Cengiz powiedziała, że czekała aż 11 godzin na zewnątrz konsulatu, ale jej narzeczony nie wyszedł. Wtedy zgłosiła sprawę policji. Jeden z tureckich urzędników przyznał w rozmowie z BBC, że według wstępnego dochodzenia, Chaszodżdżi został zamordowany na terenie konsulatu. Arabia Saudyjska odparła te zarzuty. Książę Mohammed bin Salman twierdził, że tureckie władze mogą przeszukać budynek, ponieważ Saudyjczycy „nie mają nic do ukrycia”.

Przeszukanie rezydencji

Jak podaje „The Guardian”, po tym, jak przeszukano konsulat, służby rozpoczęły sprawdzanie rezydencji konsula. Ich działania opóźniły się, ponieważ na terenie posiadłości przebywała jeszcze rodzina dyplomaty. Szczególnie przeszukano garaż pod domem konsula generalnego i przekopano część ogrodu. Śledczy podejrzewają, że dziennikarz został zamordowany w konsulacie, ale konsul mógł zlecić natychmiastowe pozbycie się ciała.

Torturowany i ścięty?

Dowodów na to, że Dżamal Chaszodżdżi został brutalnie zamordowany jest więcej. Stacja CNN kilka dni temu potwierdziła, że władze tureckie uzyskały materiały potwierdzające, iż dziennikarza zabito w budynku konsulatu. – Można usłyszeć głos Chaszodżdżi oraz innych ludzi mówiących po arabsku. Słychać, jak był przesłuchiwany, torturowany, a następnie zamordowany” – zdradził z kolei informator „The Washington Post”. Władze Turcji twierdzą, że w zaginięcie publicysty mogło być zamieszanych 15 Saudyjczyków, którzy pojawili się w Stambule właśnie 2 października. Część z nich jest powiązana z saudyjskim rządem.

Turecka gazeta „Sabah” opublikowała ponadto treść nagrania audio, na którym rzekomo zarejestrowano wydarzenia na kilka minut przed śmiercią dziennikarza. Chaszodżdżi miał być bity i torturowany. Prawdopodobnie odcięto mu palce, później głowę, a po śmierci rozczłonkowano ciało. Wszystko miało trwać tylko kilka minut. Z informacji podanych przez „The Guardian” wynika, że lekarz medycyny sądowej obecny przy torturach radził saudyjskim agentom, by podczas rozczłonkowywania zwłok… słuchali muzyki i założyli sobie słuchawki.

Dżamal Chaszodżdżi krytykował Arabię Saudyjską

Dżamal Chaszodżdżi regularnie pisał dla prestiżowego „Washington Post”. Pochodzący z Arabii Saudyjskiej dziennikarz był znanym krytykiem księcia Mohammeda ibn Salmana. O tym, jak jego głos był opiniotwórczy świadczy fakt, że na Twitterze obserwuje go 1,6 miliona użytkowników.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Nowe informacje ws. Polki więzionej w skrzynce na owoce. Właściciel gospodarstwa oskarżony o porwanie i tortury

„Alto Adigo” dotarło do zeznań Reinholda Thurnera, którego oskarżono o przetrzymywanie w skrzyni do zbierania jabłek 44-letniej Polki. Kobieta przebywała w skrzyni przez dwa tygodnie. Otrzymywała do jedzenia jedynie jabłka i trochę wody. Odnaleziono ją po tym jak jej zaniepokojone dzieci zawiadomiły policję. Wersja zatrzymanego nie pokrywa się z ustaleniami śledczych – podaje „Fakt”.

Właściciel gospodarstwa rolnego Reinhold Thurner jest oskarżony o porwanie i torturowanie swojej byłej partnerki, a zarazem pracownicy. 44-letnia Polka zniknęła 15 sierpnia. Kiedy przestała odbierać telefon, jej zaniepokojone dzieci przyjechały do Werony i zawiadomiły karabinierów. Nie wiadomo dlaczego zaginięcia 44-latki nie zgłosiła jej siostra, która także pracowała dla Thurnera – czytamy w „Fakcie”.

Po dwóch tygodniach kobieta została odnaleziona na polu w miejscowości Sommacampagna. Thurner uwięził ją w specjalnej skrzyni rolniczej, która służy do przechowywania jabłek. Mężczyzna przyznał się do uwięzienia byłej partnerki, ale zarzekał się, że przebywała tam zaledwie jeden dzień. „Nie leży w mojej naturze znęcanie się nad kimkolwiek czy to zwierzętami, czy ludźmi” – napisał w oświadczeniu, które otrzymał sąd.

Twierdzi, że zrobił to ponieważ podczas kłótni kobieta zaczęła grozić mu nożem. „Chciałem dać jej nauczkę” – tłumaczył, dodając, że kobieta „miała zrujnować jego firmę”. Więcej w „Fakcie”.
Źródło info i foto: onet.pl

Włochy: Polka przez dwa tygodnie była więziona w skrzynce na owoce

Koło Werony na północy Włoch 44-letnia Polka była przez dwa tygodnie przetrzymywana w skrzyni na owoce przez swego pracodawcę i kochanka, właściciela gospodarstwa rolnego – podała lokalna prasa. Mężczyznę dziś aresztowano i oskarżono o tortury.

Zdarzenie to opisał miejscowy dziennik „Corriere del Veneto”.

W miejscowości Sommacampagna przedsiębiorca z Bolzano zamknął 14 sierpnia kobietę w skrzyni. Aby przeżyła przynosił jej tam wodę i czasem jedzenie – poinformowała gazeta. Dramat kobiety trwał do wtorku, kiedy robotnicy ścinający trawę niedaleko autostrady usłyszeli na polu wołanie o pomoc, które dochodziło z pobliskiego sadu na terenie gospodarstwa. Gdy tam się przedostali zobaczyli, że jedna z wielu ustawionych tam na samym dole plastikowych skrzyń na owoce o powierzchni około jednego metra sześciennego ruszała się. Natychmiast wezwali pomoc. Przybyli karabinierzy znaleźli w skrzyni przerażoną kobietę.

Okazało się – wyjaśnił dziennik – że jest to Polka, matka dwojga dzieci, która przyjeżdżała z Warszawy do pracy sezonowej w gospodarstwie rolnym koło Werony, należącym do włoskiego przedsiębiorcy. Według relacji kobiety pracodawca uwięził ją po kłótni. Polka zeznała, że pomagał mu w tym jego współpracownik.

Telefon i torebkę Polki znaleziono w domu właściciela farmy, który został aresztowany pod zarzutem uwięzienia osoby i tortur.
Źródło info i foto: onet.pl

Matka i jej partner torturowali 8-latka bo myśleli, że jest gejem

Matka 8-letniego Gabriela Fernandeza została skazana na dożywocie. Natomiast jej partner na karę śmierci – tak brzmi wyrok sądu, który zapadł w sprawie znęcania się nad chłopcem. Jak podaje „Daily Mail” 8-latek był torturowany, ponieważ skazani sądzili, że jest homoseksualistą.

Mieszkający w Los Angeles Gabriel był bity, zamykano go w szafie i zmuszano do jedzenia własnych odchodów. Później w jego ciele znaleziono również śrut. Ponadto w trakcie sekcji zwłok odkryto, że chłopiec miał poważne obrażenia: złamaną czaszkę, połamane żebra, wybite zęby i uszkodzone płuca.

Tortury trwały miesiącami. Para znęcała się nad chłopcem aż do jego śmierci w maju 2013 roku. To okrutne traktowanie miało wynikać – jak tłumaczyli skazani – z ich podejrzeń, że chłopiec jest homoseksualistą.

– Mogę mieć tylko nadzieję, że będziecie budzili się w środku nocy z myślą o tym, co zrobiliście temu młodemu człowiekowi – padło z ust sędziego podczas ogłaszania wyroku.
Źródło info i foto: onet.pl

Tajne więzienia CIA nie tylko w Polsce?

Na Litwie działało tajne więzienie CIA – oświadczył dziś Europejski Trybunał Praw Człowieka. Sprawa dotyczy przetrzymywania w latach 2005-2006 osób podejrzanych o terroryzm. Trybunał orzekł dziś, że oprócz Litwy, tajne więzienie CIA istniało też na terenie Rumunii.

Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że od lutego 2005 do marca 2006 roku na terenie Litwy działało tajne więzienie CIA. W ten sposób kraj ten naruszył Europejską Konwencję Praw Człowieka, która zakazuje tortur oraz gwarantuje prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego i zapewnia prawo do sprawiedliwego procesu.

Trybunał nakazał Litwie zapłacenie 130 tys. euro odszkodowania za nielegalne przetrzymywanie na swoim terenie Palestyńczyka Abu Zubaydah. Jego adwokaci utrzymują, że mężczyzna w 2002 roku został zatrzymany na terenie Pakistanu, a następnie więziony na różnych kontynentach. Ostatecznie został przeniesiony na Litwę. Obecnie Abu Zabaydah przebywa w Guantanamo. 

Minister sprawiedliwości Elvinas Jankeviczius poinformował, że uzasadnienie decyzji Trybunału jest bardzo obszerne – liczy trzysta stron, dlatego sytuacja jest na razie analizowana. Strona litewska ma prawo odwołać się od tego wyroku, ale decyzja nie została jeszcze podjęta.

Sprawę skomentowała też prezydent Litwy. W krótkim oświadczeniu Dalia Grybauskaite przyznała, że wyrok nie jest dla kraju korzystny. „Reputacja Litwy ucierpiała, ale podpisaliśmy Europejską Konwencję Praw Człowieka, dlatego będziemy przestrzegać wyroku Trybunału” – czytamy w komunikacie. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Igor Stachowiak miał wcześniej zatarg z funkcjonariuszem policji, który go torturował

IgIgor Stachowiak, który w 2016 roku zmarł podczas policyjnej interwencji na komisariacie przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu, trzy lata wcześniej miał zatarg z jednym z policjantów, który interweniował feralnego dnia przy Trzemeskiej. W 2013 roku zawiadomił prokuraturę, że był bity i rażony prądem z paralizatora przez dwóch funkcjonariuszy. Jednym z nich był Adam W., który dziś jest jednym z oskarżonych o udział w torturach Stachowiaka na komisariacie. Sprawa z 2013 roku została umorzona.

Igor Stachowiak zmarł w maju 2016 roku na komisariacie policji Wrocław Stare Miasto. Wcześniej został zatrzymany na wrocławskim Rynku po szarpaninie trwającej kilkanaście minut. Na terenie komisariatu, w toalecie, był rażony prądem z paralizatora. Niedługo później zmarł. Prokuratura oskarżyła czterech policjantów o torturowanie Igora. Jednym z nich jest Adam W. Adam W., przesłuchiwany w sierpniu 2016 roku w śledztwie w sprawie śmierci Igora nie powiedział o zajściu z 2013 roku, doniesieniu Igora i śledztwie.
Źródło info i foto: gazetawroclawska.pl

Kolumbia: Tortury w domu opieki dla dzieci. Zakonnice zgotowały piekło podopiecznym

Zakonnice prowadzące dom opieki dla dzieci w Popayán w Kolumbii, zamiast opiekować się sierotami, urządziły im piekło na ziemi. Odpowiedzą przed sądem za znęcanie się i tortury na 65 dzieciach. Ines Perez i Rosa Elvira Trochez Joaqui nie przyznają się do winy, jednak prokurator zebrał przeciwko nim szereg silnych dowodów, które wskazują, że kobiety torturowały swoich wychowanków, a także znęcały się psychicznie.

Tortury w domu opieki

Polewanie dziecięcych dłoni wrzątkiem, golenie głowy czy wsadzanie głowy do toalety w obecności świadków to tylko niektóre z wachlarza wymyślnych przewinień, jakimi Ines Perez i Rosa Elvira Trochez Joaqui traktowały nieletnich w latach 2014-2017.

Piekło na ziemi

Horror najmłodszych trwałby zapewne dłużej, gdyby nie fakt, że zaniepokojeni krzykami i płaczem zza ścian sąsiedzi, zgłosili to na policję. Zakonnice nie przyznają się do winy. Teraz o ich przyszłości zdecyduje sąd.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl