CBA wiedziało o zakupie bezwartościowych maseczek

Ministerstwo Zdrowia kupiło maseczki ochronne od górala Łukasza Guńki, któremu zapłacono 38 zł za sztukę. To ogromna przebitka, bo firmie 3M za dobry, a nie wadliwy produkt płacono ok. 4 zł za sztukę. CBA od początku miało wątpliwości.

Od marca resort zdrowia w ramach interwencyjnych zakupów maseczek ochronnych wydał 12,7 mln zł – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Ponad 40 proc. tej kwoty trafiło do podmiotów, dla których pośrednikiem był – jak ustaliła wcześniej „Wyborcza” – instruktor narciarski i znajomy ministra zdrowia Łukasz Guńka.

Już w piątek w money.pl minister zdrowia Łukasz Szumowski ujawnił informacje o nieudanym biznesie żony, dotacjach dla brata i zakupie maseczek. – Jestem gotowy na przesłuchanie. Chcę, żeby śledczy szybko przesłuchali mnie i mojego brata – zapewnił nas szef resortu zdrowia.

– Zabezpieczyliśmy się możliwie najlepiej. Powiedzieliśmy panu Guńce, że nie zapłacimy za towar, dopóki nie będzie go w Polsce. W praktyce nigdy nikomu nie dostarczyliśmy maseczek niespełniających norm FFP – powiedział „Dziennikowi Gazecie Prawnej” Łukasz Szumowski.

Łukasz Szumowski i jego zastępca Janusz Cieszyński tłumaczą, że w tym czasie zapotrzebowanie na maseczki wynosiło ponad milion sztuk tygodniowo, więc kupowano wszystko. Problem w tym, że podmiotom związanym z Guńką zapłacono znacznie więcej niż innym.

Dla porównania, firmie 3M Ministerstwo Zdrowia za maseczki FFP2 zapłaciło ok. 4 zł za sztukę (pozytywnie przeszły weryfikację), z kolei Łukaszowi Guńce resort zapłacił 38 zł i to za produkt, który ostatecznie okazał się wadliwy. Sam Guńka kupił prawdopodobnie maseczki w Chinach za około 1 mln zł, a państwu sprzedał je za 5 mln zł. O transakcji wiedziało CBA.

– CBA wskazało, że oferta budzi wątpliwości ze względu na niewielkie doświadczenie pana Guńki. W marcu nie było nic, żadnej innej oferty z płatnością po dostarczeniu towaru. Zwracam uwagę, że 3M dostarczyło towar miesiąc później. Kupowaliśmy wszystko, co się dało – powiedział z kolei wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.
Źródło info i foto: money.pl

SG i KAS udaremniły rekordowy przemyt papierosów. Wartość towaru ponad 12 mln złotych

Próbę rekordowo dużego przemytu papierosów przez granicę z Białorusią udaremnili – w ramach wspólnych działań – funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału SG i KAS. W ciężarówce skontrolowanej w Bobrownikach (Podlaskie) zabezpieczyli papierosy o wartości rynkowej ponad 12,3 mln zł.

To jedna z największych w historii udaremnionych prób przemytu papierosów na podlaskich przejściach granicznych – poinformowały we wtorek obie służby we wspólnym komunikacie.

W tirze było 875 tys. paczek papierosów

Funkcjonariusze SG i KAS z polsko-białoruskiego przejścia granicznego w Bobrownikach skontrolowali tira na białoruskich numerach rejestracyjnych. Według dokumentów przewozowych, w jego naczepie miał być ładunek pelletu. W trakcie szczegółowej kontroli okazało się, że to transport nie zawiera worków z materiałem używanym jako opał, ale jest wypełniony papierosami bez polskich znaków akcyzy.

Po trwającym kilkanaście godzin rozładunku i przeliczeniu okazało się, że w sumie było tam ponad 875 tys. paczek papierosów z akcyzą białoruską.

„Gdyby nielegalny towar trafił do sprzedaży, Skarb Państwa straciłby ponad 20 mln zł” – podano w komunikacie. 51-letni kierowca, obywatel Białorusi, został zatrzymany, a po postawieniu zarzutów sąd aresztował go na wniosek śledczych na trzy miesiące. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Białymstoku. Podejrzanemu grozi do 10 lat więzienia.

Pomysłowość przemytników nie zna granic

Tak duże próby przemytu papierosów notowane są przez służby w Podlaskiem zwykle w pobliżu granicy z Litwą, czyli wewnętrznej granicy UE. Są przewożone w ciężarówkach np. zamiast transportu drewna, artykułów spożywczych, wyrobów plastikowych czy mebli. Czasami przemytnicy zadają sobie dużo trudu, by oszukać funkcjonariuszy SG czy KAS.

Tak było kilka lat temu w przypadku transportu fabrycznie zamkniętych puszek z kawą, w których – jak się okazało po szczegółowej kontroli – były paczki papierosów i wypełniające wolne przestrzenie ziarna kukurydzy. Do ukrycia przemytu użyto też np. piłek futbolowych czy tortu. Kontrabanda jechała również zza wschodniej granicy m.in. w kilkunastu plastikowych manekinach, karetce pogotowia, chłodziarkach, a nawet przęśle mostu i kolejowych cysternach.

W ujawnieniu przemytu papierosów w takich transportach pomagają specjalne urządzenia rtg do prześwietlania dużych i małych ładunków. Funkcjonariusze celno-skarbowi i pogranicznicy korzystają też z pomocy specjalnie wyszkolonych psów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci zarekwirowali alkohol i tytoń bez znaków akcyzy

Funkcjonariusze z toruńskiego Komisariatu Policji na Rubinkowie weszli jednoczenie do dwóch domów w Toruniu i Pigży, gdzie alkohol i tytoń bez znaków skarbowych akcyzy. Teraz osobom, które posiadały na swoich posesjach takie wyroby oprócz wysokiej grzywny grozi również do 3 lat więzienia.

W miniony czwartek (2 kwietnia), krótko po godzinie 14:00, kryminalni z Komisariatu Policji Toruń Rubinkowo weszli jednoczenie do dwóch domów w Toruniu i Pigży. Podstawą do przeszukania obu posesji, były ich podejrzenia, że osoby tam przebywające mogą łamać przepisy kodeksu karno-skarbowego. Policjanci do współpracy przy przeszukaniach poprosili również funkcjonariusza Krajowej Administracji Skarbowej oraz psa służbowego szkolonego na wyszukiwanie wyrobów tytoniowych.

– Podejrzenia stróżów prawa były jak najbardziej uzasadnione. Podczas przeszukania domu na toruńskich Wrzosach policjanci odnaleźli m.in. 150 litrów alkoholu w plastikowych litrowych butelkach, 22 pięciolitrowe butelki z zawartością takiej samej cieczy, 7 foliowych worków z zapięciem strunowym krajanki tytoniowej, 15 kartonów, w których były spakowane po 10 paczek papierosów z symbolem jednej ze znanych marek i metalową beczkę, w której były 23 woreczki z zapięciem strunowym z zawartością tytoniu – przekazuje podinspektor Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy KMP w Toruniu.

Do tej sprawy został zatrzymany 48-letni właściciel toruńskiej posesji. z kolei podczas przeszukania domu i pomieszczeń gospodarczych w Pigży – policjanci zabezpieczyli m.in. maszynę do foliowania paczek tytoniowych, urządzenie do nabijania gliz tytoniem w ilości 22 sztuk, 17 kartonów z zawartością papierosów, gdzie w jednym z nich mieści się około 4000 sztuk pojedynczych papierosów, opakowania z kolejnymi papierosami jednej ze znanych marek i kartony do tych papierosów.

– Funkcjonariusze przeszukali również zaparkowany na tej posesji pojazd marki ford focus. To w nim odnaleźli dodatkowe przedmioty do pakowania paczek papierosowych z logo tej samej znanej marki produkującej papierosy. Do tej sprawy policjanci zatrzymali 41-letnią mieszkankę Torunia – przekazuje podinsp. Dąbrowska.

Policjanci obliczyli, że gdyby towar trafił na rynek, naraziłoby to Skarb Państwa na uszczuplenie podatku akcyzowego w wysokości ponad 117 tysięcy złotych. Teraz oboje odpowiedzą za naruszenie Ustawy o wyrobie alkoholu etylowego oraz wytwarzania wyrobów tytoniowych, Ustawy prawo własności przemysłowej oraz Kodeksu Karnego Skarbowego – za co grozi im wysoka grzywna i kara pozbawienia wolności do lat 3.
Źródło info i foto: se.pl

CBŚP rozbiło gang handlujący wirtualną kawą i olejem

Co najmniej 38 milionów złotych mógł stracić Skarb Państwa na działalności grupy zajmującej się wyłudzaniem VAT na handlu m.in. kawą i artykułami chemicznymi. Zdaniem śledczych z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu oszuści działali półtora roku. W ostatnich dniach funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 8 osób związanych z tym gangiem „vatsterów”.

Z ustaleń śledczych wynika, że szajka „vatsterów” zaczęła działać w kwietniu 2015 r. Oszuści znaleźli prosty sposób na wzbogacenie się kosztem państwa.

Poprzez sieć spółek w Polsce oraz Unii pozorowali tzw. wewnątrzwspólnotowy obrót olejem rzepakowym, kawą czy artykułami chemicznymi. W rzeczywistości przestępcy dokonali niewielkiej liczby transakcji, ale głównie dla zachowania pozorów legalnej działalności. A i tak, gdy nawet sprzedawano realny towar, to manipulowano kwotami na fakturach.

Według wstępnych szacunków działalność grupy mogła narazić Skarbu Państwa na uszczuplenia podatkowe w wysokości co najmniej 38 mln zł. Działalność tego gangu „vatsterów” udało się przerwać jesienią 2016 r., kiedy to policjanci przeszukali kilkadziesiąt mieszkań i firm na terenie województw: śląskiego, małopolskiego, wielkopolskiego oraz dolnośląskiego.

Do zatrzymań członków grupy doszło w ubiegłym tygodniu w południowej i południowo-wschodniej Polsce. W Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu ośmiu podejrzanych usłyszało zarzuty „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i popełnienia przestępstw karnoskarbowych”. Grozi za to do 10 lat więzienia. Jeden z podejrzanych trafił na trzy miesiące do aresztu.

Podczas akcji zabezpieczono gotówkę i samochody zatrzymanych o wartości 180 tys. zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Ukrainiec próbował wwieźć do Polski 50 tys. maseczek ochronnych objętych zakazem eksportu

Obywatel Ukrainy próbował wwieźć do Polski 50 tys. maseczek ochronnych, objętych zakazem eksportu – poinformowała w sobotę ukraińska straż graniczna. Ukraińca zatrzymano na przejściu granicznym Jahodyn-Dorohusk. To kolejna próba przemytu maseczek w ostatnim czasie. Straż graniczna przekazała, że kierowca zmierzał do jednego z krajów Unii Europejskiej z ładunkiem, którego wartość oszacowano na 50 tysięcy dolarów.

Mężczyzna przewoził maseczki klasy FFP2, które razem między innymi z maseczkami chirurgicznymi, rękawiczkami i odzieżą ochronną znajdują się na liście towarów objętych zakazem eksportu z Ukrainy do 1 czerwca.

W sobotę również udaremniono próbę przemytu 21 tysięcy maseczek w Chersoniu na południu kraju. Ich wartość oszacowano na ponad 40 tysięcy dolarów. Policja ustaliła, że pewna firma planowała przemycić maseczki lotem pasażerskim z międzynarodowego lotniska w tym mieście. Towar skonfiskowano.

W piątek portal RBK poinformował, powołując się na szefa MSW Arsena Awakowa, że na lotnisku Boryspil pod Kijowem próbowano przemycić 1,5 tony maseczek medycznych. Miały one trafić do Włoch i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Władze stworzyły listę towarów objętych zakazem eksportu w ramach środków bezpieczeństwa w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci zabezpieczyli ponad 20 kg marihuany oraz 2,5 kg mefedronu

Kryminalni z KWP w Lublinie zabezpieczyli ponad 20 kg marihuany oraz prawie 2,5 kg mefedronu. Nielegalny towar znajdował się w piwnicy bloku na lubelskim osiedlu mieszkaniowym Bronowice. Policjanci zatrzymali dwóch mieszkańców Lublina w wieku 26-37 lat. Wartości narkotyków to ponad milion złotych.

Kryminalni z komendy wojewódzkiej weszli do piwnicy bloku za mężczyzną, który przyszedł przepakować narkotyki. To 26-letni mieszkaniec Lublina. Nie był on właścicielem piwnicy, a tylko ją użytkował. Gdy policjanci przeszukiwali jego mieszkanie, przyszedł jego kolega. 37 latek miał przy sobie marihuanę i prawie 8 tysięcy złotych. Jak się okazało to on wynajmował od znajomego piwnicę, w której przechowywane były narkotyki. W domu 37-latka kryminalni zabezpieczyli kolejne ilości marihuany oraz amfetaminę. Obaj mężczyźni odpowiedzą za posiadanie i wprowadzanie do obrotu znacznej ilości narkotyków. Grozi za to kara do 12 lat pozbawienia wolności.

Odpowiedzialności nie uniknie także właściciel piwnicy. Gdy przyszli do niego policjanci, miał przy sobie marihuanę. Wszyscy wczoraj zostali doprowadzeni do Prokuratury Rejonowej w Lublinie gdzie usłyszeli zarzuty. Po nich 26 i 37 latek zostali doprowadzeni do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt. Obaj najbliższe trzy miesiące spędzą za kratkami.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zlikwidowano nielegalną fabrykę tytoniu. Zabezpieczono towar o wartości 2,3 mln złotych

Funkcjonariusze KAS i CBŚP zlikwidowali nielegalną fabrykę tytoniu w Sierpcu – poinformowała w czwartek Krajowa Administracja Skarbowa. Dodano, że funkcjonariusze zarekwirowali ponad 3 tony tytoniu, o wartości 2,3 mln zł. Funkcjonariusze łódzkiego Urzędu Celno-Skarbowego wraz z policjantami z Centralnego Biura Śledczego Policji Zarządu w Łodzi i Bielsku Białej skontrolowali prywatną posesję w gminie Sierpc na terenie województwa mazowieckiego.

Kartony wypełnione suszem i maszyna do cięcia liści tytoniu

– Informacje zgromadzone przez służby wskazywały, że może się tam znajdować nielegalna fabryka tytoniu do palenia. Po przeszukaniu budynków gospodarczych na terenie posesji okazało się, że były one specjalnie przygotowane i wygłuszone. Wewnątrz znajdowały się kartony wypełnione suszem tytoniowym i maszyna służąca do cięcia liści tytoniu. Na miejscu zabezpieczono m.in. elementy linii technologicznej do produkcji tytoniu: noże do maszyny, agregat prądotwórczy i kompresor – podała KAS.

Funkcjonariusze KAS i CBŚP zajęli łącznie 3372 kg tytoniu o wartości 2,3 mln zł. KAS szacuję, że gdyby nielegalny tytoń trafił na rynek, straty Skarbu Państwa z tytułu należności podatkowych wyniosłyby blisko 3,5 mln zł.

Funkcjonariusze zatrzymali w tej sprawie trzech obywateli Ukrainy w wieku od 35 do 45 lat.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zlikwidowano nielegalną fabrykę papierosów. Zabezpieczono towar o wartości 3 mln złotych

Zatrzymanie trzech obywateli Białorusi, likwidacja linii do produkcji papierosów i przejęcie towaru o wartości ok. 3 milionów złotych – to efekt akcji Straży Granicznej w powiecie pleszewskim w województwie wielkopolskim. Według ustaleń Straży Granicznej, maszyny w nielegalnej fabryce mogły wyrabiać trzy tysiące papierosów na minutę. Zabezpieczono około dwóch ton krajanki tytoniowej i trzysta kartonów, w których łącznie było milion dwieście tysięcy papierosów. Wartość towarów i urządzeń oszacowano na prawie 3 mln zł.

W działaniach – oprócz funkcjonariuszy SG z Władysławowa i Kalisza – brali udział przedstawiciele firmy tytoniowej, której marką znakowane były wyroby z nielegalnej fabryki.

Mundurowi zatrzymali w fabryce trzy osoby. Wszyscy to Białorusini. Na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Pleszewie zastosował wobec trzech cudzoziemców tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wietnamska mafia traci wpływy. Na jej miejsce wchodzą Polacy

Wywodzące się z Dalekiego Wschodu zorganizowane grupy przestępcze specjalizujące się w sprowadzaniu towaru, od którego nie jest odprowadzany należyty podatek, tracą grunt pod nogami.

Z ustaleń DGP wynika, że prokuratura i CBŚP rozpracowały niedawno struktury złożonej z Polaków zorganizowanej grupy przestępczej, która dostarczała towary do podwarszawskiej Wólki Kosowskiej. Zatrzymano siedem osób, cztery z nich trafiły za kraty na trzy miesiące.

Wszystkim grozi nawet 10 lat więzienia. Mózgiem organizacji okazał się Janusz R., były pracownik agencji celnej. Sieć powiązanych ze sobą osób i firm, które brały udział w procederze, sięga Turcji, Czech, Słowacji, Węgier i Dalekiego Wschodu.

Były celnik rozkręcił działalność, którą do tej pory parali się w Polsce Azjaci. Prokuratura podejrzewa go o kierowanie grupą przestępczą, a lewy biznes szacuje na setki milionów złotych. Podwarszawska Wólka Kosowska od początku lat 90. jest solą w oku skarbówki, policji i służb specjalnych. Działające tam centra handlowe były odbiorcą przemycanych z Azji towarów. Biznes kontrolowały mafie – głównie wietnamskie. Największe z nich udało się w ostatnich latach rozbić, ale przestępczy proceder długo nie czekał na chętnych gotowych do przejęcia pałeczki.

Z ustaleń DGP wynika, że pod koniec października funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) z Ostrołęki na polecenie stołecznej prokuratury regionalnej (PR) zatrzymali siedem osób, które importowały znaczne ilości towaru pochodzenia azjatyckiego i nie płaciły od tego należnego VAT. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że zorganizowana grupa przestępcza uszczupliła wpływy podatkowe do kasy państwa na kwotę co najmniej 25,6 mln zł.

– Członkowie ujawnionej grupy przestępczej działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w okresie od co najmniej stycznia 2014 r. do lutego 2017 r. w Warszawie i innych miejscach na terenie woj. mazowieckiego oraz śląskiego, zajmując się sprowadzaniem z Chin i innych krajów azjatyckich towarów w postaci odzieży oraz obuwia, który sprzedawany był na terenie Polski – głównie w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej – potwierdza nasze informacje Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzecznik PR.

Szczegółów odnośnie do personaliów zatrzymanych prokuratura nie ujawnia. Cztery osoby z siedmiu decyzją sądu trafiły do aresztu tymczasowego na trzy miesiące. Wszystkim grozi do 10 lat wiezienia oraz kary grzywny. Prokuratorzy zabezpieczyli ich majątek m.in. luksusowe porsche panamera i liczne nieruchomości na terenie całego kraju.

– Rozbity został trzon grupy przestępczej i zatrzymano osoby, które były organizatorami całego procederu. Kolejne zatrzymania to kwestia czasu. Zwraca uwagę to, że główni podejrzani to Polacy. Do tej pory w Wólce Kosowskiej, jeśli pojawiali się nasi obywatele, to byli raczej na usługach mafii pochodzących z Azji. Tutaj widać, że Polacy próbują wypełnić lukę, która się pojawiła – mówi nam osoba znająca szczegóły prowadzonego śledztwa. Z naszych informacji wynika, że w skład grupy wchodzą też obywatele Azji, Turcji, Czech, Słowacji i Węgier.

– Tworzą międzynarodowe grupy przestępcze, siatki powiązanych osób i podmiotów – podkreśla źródło.

Procedura celna 4200

Mózgiem działającej grupy – według naszych informatorów – był Janusz R., w przeszłości wieloletni pracownik jednej z agencji celnych. Znał więc wszystkie luki i możliwości wprowadzenia w błąd fiskusa.

– Mężczyzna w podległej sobie grupie przypisywał jej członkom poszczególne role – mówi nasz rozmówca.

W areszcie siedzi on i jeszcze trzech mężczyzn. Łagodniejsze środki zapobiegawcze – poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju – zastosowano wobec trzech kobiet. Z naszych ustaleń wynika, że jedna z nich jest w ciąży. Dwie z nich to księgowe.

Nasze źródła wskazują, że Janusz R. regularnie otrzymywał zlecenia sprowadzenia do Polski towarów z Azji na rzecz nabywców prowadzących biznes głównie w Wólce. Towary trafiały drogą morską do Hamburga, a następnie były odprawiane w procedurze celnej 4200, która pozwala dopuścić importowane dobra do obrotu bez VAT, w przypadku kiedy dostawa jest do innego kraju Unii Europejskiej.

– Nadużycia w procedurze celnej to jedne z częściej spotykanych w naszej pracy. Tutaj mamy często wyłudzenia VAT penalizowane z kodeksu karnego skarbowego z par. 56 i 62, czyli oszustwa podatkowego i naruszenia procedury rachunkowej – mówi nam funkcjonariusz celno-skarbowy, który brał udział w kontrolach i zatrzymaniach w Wólce Kosowskiej. Tym razem CBŚP i prokuratura rozpracowały grupę bez pomocy Krajowej Administracji Skarbowej.

Towar z Hamburga był odprawiany na miejscu albo – w zależności od tego, co było importowane – w Holandii, Wielkiej Brytanii, ale także w urzędach celnych w Gdańsku, Zielonej Górze, Poznaniu czy oddziale w Świecku.

Międzynarodowa skala

– W stosowanym mechanizmie ważne było, aby wartość celna deklarowanych odpraw była jak najniższa i nie została podwyższona przez służby celne. Szacujemy, że skala całego zjawiska mogła być bardzo duża, bo w samym tylko Rotterdamie podmioty kontrolowane przez R. mogły odprawiać dziennie od kilku do kilkunastu kontenerów z Azji. To daje wartość liczoną w setkach milionów złotych – mówi nam funkcjonariusz zaangażowany w rozpracowywania grupy.

Nasi informatorzy wskazują, że w toku śledztwa udało się ustalić, że Janusz R. dysponował szerokimi kontaktami zarówno w kraju, jak i za granicą. Dzięki temu zorganizował całą siatkę firm na tzw. słupy, czyli podstawione osoby.

– Opłacał transport towarów, koszty odprawy, w tym cło. Brał też na siebie ryzyko dodatkowych nieprzewidzianych kosztów, gdyby się okazało, że celnicy zdecydują się jednak podwyższyć wartość towarów – twierdzi nasz rozmówca.

R. po sprowadzeniu importu do kraju otrzymywał od nabywców dokumenty transportu będące podstawą do wystawienia dokumentów sprzedażowych, które następnie trafiały do agencji celnych. W dokumentach pojawiały się fikcyjni sprzedawcy i nabywcy. Towar miał trafiać do Czech i na Słowację, więc VAT w Polsce nie musiał był płacony. Jednak jego faktycznym miejsce docelowym była podwarszawska miejscowość.

– Był sprzedawany u nas poza jakąkolwiek ewidencją i na sfałszowanych dokumentach – podkreśla funkcjonariusz. Wartość jednego kontenera skierowanego do odprawy wahała się od 5 do 11 tys. dol., ale według naszych źródeł miała być nawet dziesięciokrotnie większa.

Towar trafiał z firm azjatyckich, które – jak ustalili śledczy – były prawdopodobnie powiązane ze współpracownikami R.

– Podmioty w kraju zarejestrowane na słupy, które były odbiorcami importu, oficjalnie nie mają związków z mózgiem całego procederu, ale zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że to R. faktycznie zarządzał ich działalnością – zlecał przelewy czy korespondencję do urzędów celnych – mówi nasze źródło.

Do budżetu nie trafiał VAT od słupów, bo te pozorowały działalność gospodarczą i deklarowały, że towar będzie dalej sprzedawany w ramach wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, która objęta jest 0-proc. stawką VAT. Słupy nie były rzeczywistymi dysponentami towaru, bo od nich trafiał do faktycznych odbiorców i następnie jako „legalny” do sprzedaży w całym kraju.

Wierzchołek góry lodowej

Mała podwarszawska wieś Wólka Kosowska stała się symbolem wielkiego biznesu. Nie tylko tego legalnego, ale również związanego z działalnością mafii, głównie wietnamskiej i chińskiej. Najczęstszy proceder to import towarów z Dalekiego Wschodu, które powinny trafić do innych krajów UE, ale najczęściej zostają w podstołecznej miejscowości i trafiają na sfałszowanych dokumentach do legalnego obrotu. Traci na tym budżet państwa, bo wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów objęta jest zerowym VAT, o ile towar faktycznie opuści Polskę. Nasi rozmówcy ze skarbówki szacują, że przez lata fiskus stracił w Wólce Kosowskiej miliardy złotych należnych podatków. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo podobne centra handlu hurtowego i detalicznego funkcjonują w wielu miejscach kraju. Do najsłynniejszych należą znajdujące się w okolicy Łodzi Rzgów i Tuszyn czy Jaworzno. Przez lata służby skarbowe i policja dość biernie podchodziły do kwitnącego tam „biznesu”, który rozwijał się w hermetycznym azjatyckim środowisku. Wzmożone kontrole przyszły dopiero wraz z powstaniem Krajowej Administracji Skarbowej 2,5 roku temu.

Rok temu dyrektor departamentu zwalczania przestępczości ekonomicznej, a obecnie wiceszef KAS Piotr Dziedzic w wywiadzie dla DGP informował, że roczne obroty w Wólce Kosowskiej sięgały kilkunastu miliardów złotych, a wpływy z podatków zaledwie 50–60 mln zł. W połowie 2018 r. udało się rozbić tam gang, który jest podejrzewany o wyprowadzenie z Polski ok. 5 mld zł. Podejrzani mieli zorganizowaną sieć kurierów rozwożących towar, przekupione osoby w bankach, dzięki czemu udało im się obejść przepisy związane z praniem brudnych pieniędzy i transferować środki za granicę. Grupa, podobnie jak wiele rozbitych w ostatnich latach, „zarabiała” na oszustwach podatkowych związanych z VAT.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Przechwycono prawie 9 mln sztuk papierosów

Policjanci CBŚP i funkcjonariusze Pomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni odkryli przemyt prawie 9 mln sztuk papierosów – poinformowała w poniedziałek rzecznik prasowy CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz. Nielegalny towar przypłynął do Polski z Azji. Jego szacunkowa wartość to ponad 6,2 mln zł. Skarb Państwa mógł zostać narażony na uszczuplenia wynoszące prawie 10,5 mln zł – podała rzeczniczka.

Sprawdzenie kontenera, który przypłynął na statku z Azji to efekt wymiany informacji pomiędzy pomorską KAS i CBŚP z Gdańska.

Kontrabandę ukryto za „zastawką”

Funkcjonariusze tuż po otwarciu kontenera zobaczyli tzw. „zastawkę” czyli warstwę legalnego towaru, za którą przemytnicy ukryli kontrabandę.

– Jest to dość powszechna praktyka stosowana przez grupy przestępcze zajmujące się przemytem kontenerowym. Tym razem były to okute blachą drzwi. Po wyładowaniu części towaru z kontenera mundurowi dotarli do 8,9 mln szt. papierosów bez polskich znaków akcyzy – zaznaczyła Jurkiewicz.

– Zgromadzone przez służby informacje doprowadziły do szczegółowej kontroli transportu z deklarowanym ładunkiem drzwi. Według dokumentacji towar miał trafić na Łotwę. Funkcjonariusze najpierw zeskanowali kontener za pomocą urządzenia RTG, a następnie użyto psa wyszkolonego do wykrywania tytoniu. Zarówno obraz zarejestrowany przez urządzenie, jak i reakcja psa nie pozostawiały złudzeń, co do konieczności szczegółowego sprawdzenia kontenera – wyjaśniła rzeczniczka CBŚP.

Nielegalny towar został zabezpieczony, podobnie jak kilkadziesiąt sztuk drzwi, które znajdowały się w kontenerze. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi Pomorski Urząd Celno–Skarbowy w Gdyni wspólnie z Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Śródmieście w Gdańsku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl