Polska nie wyda Szwecji Rosjanina, który porwał dzieci z rodziny zastępczej

Warszawski Sąd Okręgowy odmówił wydania Rosjanina, który uciekł z dziećmi do Polski ze Szwecji. Szwecja wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania pod zarzutem uprowadzenia trzech córek z rodziny zastępczej. Polska prokuratura nie wystąpiła jednak o tymczasowy areszt.

W środę 10 lipca Warszawski Sąd Okręgowy nie zgodził się na wydanie Szwecji 39-letniego Rosjanina Denisa Lisova, który w kwietniu tego roku wraz z trzema córkami został zatrzymany przez Straż Graniczną na lotnisku w Warszawie. Mężczyzna chciał docelowo dostać się do Rosji. Jego obrońca argumentował, że szwedzka opieka socjalna odebrała mu dzieci i umieściła je w rodzinie zastępczej po tym, jak jego żona zachorowała. Była hospitalizowana, lekarze podejrzewali u niej schizofrenię. W ocenie szwedzkich władz ojciec sam nie był zdolny do prawidłowego wychowania swoich córek.

Denis Lisow podkreśla, że służby socjalne nigdy nie zarzuciły mu zaniedbań wychowawczych. Dodatkowo, jego zdaniem, dzieci miały zostać przekazanie rodzinie zastępczej odmiennej kulturowo, pochodzenia arabskiego. Według Rosjanina szwedzkie władze postawiły mu warunek, którego nie był w stanie spełnić – by odzyskać dzieci miał zalegalizować swój pobyt w Szwecji.

Porwał córki i chciał uciec do Rosji

Lisov od siedmiu lat mieszkał w Szwecji. Przyjechał tam ze swoją żoną i najstarszą córką Sofią (obecnie 12-letnią). Po wyjeździe na emigrację małżeństwu urodziły się jeszcze dwie córki – 6-letnia dziś Serafina i 4-letnia Alisa.

Kilka lat temu u żony Lisova zdiagnozowano chorobę i wtedy rodziną zainteresowała się szwedzka opieka społeczna. Zdecydowano, że ojciec nie radzi sobie z opieką nad trzema córkami, więc dziewczynki zostały umieszczone w rodzinie zastępczej. Denisowi Lisovowi przyznano cotygodniowe, 6-godzinne widzenia z dziećmi. Mężczyzna nie mógł się z tym pogodzić, więc postanowił porwać córki. Chciał wywieźć je do rodzinnego kraju. Do Polski przypłynął promem, następnie z warszawskiego lotniska chciał dostać się do swojego kraju.

Mężczyzna jednak, z pomocą rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka, złożył w Polsce wniosek o przyznanie mu statusu uchodźcy. W sprawę włączyła się też fundacja Ordo Iuris oraz Ministerstwo Sprawiedliwości.

Sąd uznał działania władz szwedzkich za „skrajne”

– Sąd stwierdza, że wydany w sprawie niniejszej przez władze szwedzkie europejski nakaz aresztowania narusza wolności i prawa człowieka obywatela Denisa Lisova – uzasadniał sędzia Dariusz Łubowski. Sąd stwierdził też, że Denis Lisov „nie mógł zachować bezczynności, gdy widział, że dzieciom działa się krzywda”. Działanie władz szwedzkich sąd uznał za „skrajne”. Odebranie dzieci miało być „wbrew dobru dziecka”, stąd miała zaistnieć „obligatoryjna przesłanka odmowy przekazania Lisova władzom szwedzkim”.

„Polska po raz kolejny staje po stronie rozdzielanych w innych krajach rodzin” – napisał na Twitterze obrońca ojca dzieci, Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris. Prezes fundacji Jerzy Kwaśniewski dodał: „Polski Sąd Okręgowy potwierdza, że Szwecja naruszyła międzynarodowe gwarancje praw człowieka – ochronę życia rodzinnego z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Wydanie Denisa Lisova Szwecji groziłoby dalszym łamaniem praw człowieka”.

Sprawę skomentował też wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. „Dobra decyzja Sądu w sprawie p. Denisa Lisova, wszyscy pozostają w Polsce. Tożsamość dzieci jest fundamentalna. Dziękuję Sądowi. Dziękuję Prokuraturze! Dobro dzieci wygrało. Fajnie być Polakiem” – napisał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zielona Góra: Potrącił dwie kobiety i uciekł. Jest apel policji

Zielonogórska policja poszukuje kierowcy, który minionej nocy wjechał w dwie kobiety siedzące na skraju chodnika na ul. Piaskowej w Nowogrodzie Bobrzańskim i uciekł z miejsca wypadku – poinformowała Małgorzata Barska z policji w Zielonej Górze.

Jedna z pokrzywdzonych kobiet odniosła poważne obrażenia – ma złamaną miednicę, odmę płucną i krwiaka wątroby. Druga doznała powierzchownych obrażeń i po opatrzeniu wyszła ze szpitala.

Z dotychczasowych ustaleń policji wynika, że kobiety po imprezie towarzyskiej postanowiły jeszcze porozmawiać i usiadły na chodniku. Około godziny 1.30 w niedzielę wjechał w nie kierowca auta osobowego i uciekł z miejsca wypadku. Policja apeluje o pomoc.

– Sprawca najprawdopodobniej poruszał się srebrnym Volkswagenem Touranem bądź Sharanem. Osoby mające jakiekolwiek informacje na temat tego zdarzenia prosimy o kontakt z zielonogórską policją. Oczywiście nasi funkcjonariusze również pracują nad ustaleniem i zatrzymaniem osoby odpowiedzialnej za to potrącenie – powiedziała Barska.

O zdarzeniu napisała w niedzielę na swoim portalu „Gazeta Lubuska”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Poszukiwany pedofil z Gdańska sam zgłosił się na policję

Myślał, że się wywinie, ale grozi mu długa odsiadka. Szymon P. (33 l.) z Gdańska, obmacywał 14-latka w tramwaju. Gdy policja zaczęła go szukać sam zgłosił się na komisariat gdzie przekonywał, że jest niewinny.

Zdarzenie miało miejsce 21 września. Ok godz. 13.20 w tramwaju nr 6 przy ul. Łostowickiej do 14-letniego chłopca wracającego ze szkoły do domu podszedł mężczyzna i zaczął się o niego ocierać. Łapał nastolatka za krocze i obmacywał po pośladkach. Na następnym przystanku zboczeniec wysiadł z tramwaju i uciekł. Chłopiec o wszystkim powiedział rodzicom, a ci zawiadomili policję.

Chociaż od zajścia minęło kilka miesięcy śledczy zdecydowali się upublicznić wizerunek zboczeńca dopiero tuż przed końcem roku.

Poszukiwany mężczyzna zobaczył siebie na zdjęciach w policyjnym komunikacie i w Nowy Rok sam poszedł na komisariat. Tam starał się przekonać śledczych, że jest niewinny i łączenie go z tą sprawą to wielka pomyłka. Po okazaniu nagrania ze zdarzenia zbladł zaskoczony. – Usłyszał zarzut doprowadzenia osoby małoletniej do innej czynności seksualnej za co grozi do 12 lat więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Sąd zdecydował się zastosować wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu – mówi Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Źródło info i foto: se.pl

Zielona Góra: Potrącił 17-latkę i uciekł. Został już zatrzymany

Zielonogórscy kryminalni bardzo szybko ustalili podejrzanego o potrącenie 17-latki na przejściu dla pieszych, do którego doszło w poniedziałek /26.11/ ok. godz. 21. Tak szybkie jego namierzenie było możliwe m.in. dzięki monitoringowi miejskiemu, który zarejestrował całe zdarzenie. 22-letni mężczyzna uciekł, nie udzielając pomocy rannej nastolatce. Trwa ustalanie wszystkich okoliczności zdarzenia.

Do potrącenia nastolatki doszło na przejściu dla pieszych przy ul. Wyspiańskiego. Rozpędzony volkswagen uderzył 17-latkę, która upadła na jezdnię. Kierujący nie tylko nie udzielił poszkodowanej pomocy, ale uciekł z miejsca zdarzenia nie powiadamiające nawet służb ratunkowych. Pomocy rannej nastolatce udzielili dopiero przechodnie i kierowcy innych pojazdów, którzy wezwali pogotowie. Dziewczyna z poważnymi obrażeniami została zabrana do szpitala.

Informację o zdarzeniu otrzymał dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze, który natychmiast skierował na miejsce patrole, aby ustalić okoliczności zdarzenia. Wtedy okazało się, że miejsce to jest objęte monitoringiem. Po obejrzeniu nagrania do działań ruszyli kryminalni, którzy ustalili jakim pojazdem poruszał się kierujący, a wkrótce także kim najprawdopodobniej jest. Jednak zatrzymanie mężczyzny jeszcze tego samego dnia okazało się niemożliwe, bo wyjechał z miasta, żeby ukryć się przed policjantami.

Kryminalni podjęli działania operacyjne i w ich wyniku, w kilka godzin po zdarzeniu we wtorek /27.11/ rano – zatrzymali podejrzanego, którym okazał się 22-letni mężczyzna. Wraz z nim zatrzymali także kobietę, 21-latkę. Mężczyzna został przewieziony do komendy i przebadany na obecność środków odurzających w organizmie. Badanie wykazało, że był pod wpływem amfetaminy. Ponadto policjanci znaleźli także amfetaminę w jego mieszkaniu.

22-latek będzie odpowiadał za spowodowanie wypadku drogowego i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Ponadto usłyszy też zarzut naruszenia sądowego zakazu kierowania pojazdami i posiadania narkotyków. O ostatecznym wymiarze kary dla 22-latka zdecyduje sąd, który podejmie decyzję w sprawie ewentualnego aresztowania mężczyzny.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymano sprawców brutalnego napadu na policjanta z Wołomina

Policjant z Wołomina został pobity przez grupę pijanych nastolatków. Mundurowi zatrzymali dwóch napastników, wciąż ustalane są personalia pozostałych – powiedział we wtorek PAP rzecznik stołecznej policji komisarz Sylwester Marczak. Jak zaznaczył Marczak, pobity policjant, który w chwili zdarzenia był po służbie, próbował rozdzielić bijących się mężczyzn. Poinformował, że jest policjantem i wezwał bijących się do zachowania zgodnego z prawem.

„W tym momencie jeden z mężczyzn uciekł, a drugi zaatakował policjanta. Gdy policjant zastosował wobec agresora chwyty obezwładniające, podbiegł do niego drugi napastnik i kopnął go w głowę. Gdy upadł, policjant był kopany przez grupę napastników w głowę i klatkę piersiową. Stracił na chwilę przytomność. Po chwili na miejscu pojawiły się patrole” – powiedział rzecznik KSP.

Poinformował, że policja zatrzymała dwie osoby. Obaj napastnicy, 16- i 18-latek, byli nietrzeźwi. Policja wciąż ustala personalia pozostałych. „Ich zatrzymanie pozostaje jedynie kwestią czasu. Policjantowi udzielono niezbędnej pomocy medycznej” – dodał Marczak.

Jako pierwszy o sprawie poinformował portal RMF24.
Źródło info i foto: interia.pl

Siedlce: Brutalny atak w autobusie. Trwają poszukiwania sprawcy

Brutalny atak w Siedlcach na Mazowszu. Doszło do niego w miejskim autobusie. Ucierpiał jeden z pasażerów. Ktoś ranił go ostrym narzędziem w szyję. Nie wiadomo jednak, czym dokładnie. Poszkodowany mężczyzna trafił do szpitala. Napastnikowi, który go zaatakował udało się uciec. Szuka go teraz policja.

Wszystko wydarzyło się w środę, 8 sierpnia około godziny 8. 41-latek podróżował autobusem nr 3 w Siedlcach. Nagle, z niejasnych dotąd przyczyn, został zaatakowany przez nieznanego mężczyznę. Bandyta ranił go ostrym narzędziem w szyję. Nie wiadomo, czy był to nóż, czy inny przedmiot.

Ranny pasażer trafił do szpitala, gdzie zajęli się nim lekarze. Szczęśliwie jego życiu nic nie zagraża. Napastnik, który go zaatakował zdołał uciec. Szukają go teraz funkcjonariusze. – Sprawca nie jest znany. Zabezpieczyliśmy monitoring z autobusu – powiedziała Fakt24.pl kom. Agnieszka Świerczewska z zespołu ds. komunikacji społecznej siedleckiej komendy. Niewykluczone, że w najbliższym czasie mundurowi opublikują wizerunek mężczyzny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: 9-latek sprzedawał lemoniadę. Napadł go nastolatek z bronią

9-latek sprzedający lemoniadę w Karolinie Północnej został napadnięty przez nastolatka uzbrojonego w pistolet. Napastnik zabrał dziecku pieniądze i uciekł.

Chłopiec sprzedawał tego dnia lemoniadę i zarobił 17 dolarów. W pewnym momencie został napadnięty przez nastolatka uzbrojonego w pistolet. Napastnik przystawił mu broń do brzucha i zażądał pieniędzy.

Policja w lesie nieopodal miejscowości Monroe znalazła pistolet-wiatrówkę, a także metalową puszkę (do której chłopiec zbierał pieniądze) i czapkę kamuflażową. Napastnika jednak nie złapano.

Wiem, że ludzie są w stanie zrobić wiele rzeczy, ale obrabowanie dziecka sprzedającego lemoniadę to jakiś zupełnie nowy poziom – powiedział rzecznik biura szeryfa w Karolinie Północnej.

Nigdy bym, nie pomyślał, że mojemu synowi przystawią pistolet tylko dlatego, by okraść go z pieniędzy, które zarobił sprzedając lemoniadę – wspominał w rozmowie ze stacją WCNC-TV ojciec poszkodowanego, Phillip Smith.

Przyznał także, że 9-latek sprzedawał lemoniadę, by zarobić na kosiarkę, która miała mu posłużyć do wykonywania innych prac.

Chłopiec wrócił sprzedawać lemoniadę, tym razem jest jednak pod opieką członka rodziny. Życzliwi sąsiedzi w niedzielę dali zarobić młodemu przedsiębiorcy 256 dolarów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwany sprawca napadu na bank w Śremie. Jest nagranie z monitoringu

Młody mężczyzna wszedł do banku, zagroził kasjerce „przedmiotem przypominającym broń”, schował pieniądze do reklamówki i uciekł. Do napadu doszło w Śremie w województwie wielkopolskim. Sprawcy szuka policja. Do zdarzenia doszło we wtorek. Jak tłumaczyła w rozmowie z TVN24 oficer prasowa lokalnej policji, Ewa Kasińska, przed godziną 15. dyżurny został powiadomiony, że przy ulicy Moniuszki w Śremie doszło do napadu na bank.

Schował pieniądze do reklamówki

– Z ustaleń policjantów wynika, że napastnik wszedł do placówki, zagroził kasjerce przedmiotem przypominającym broń palną i zażądał wydania pieniędzy. Kobieta przekazała gotówkę, a sprawca schował ją do reklamówki i oddalił się w stronę ulicy Kilińskiego – poinformowała oficer.

Policja opublikowała rysopis napastnika. Sprawcą był mężczyzna w wieku około 30 lat, średniej budowy ciała. Ubrany był w białą koszulkę z krótkim rękawem i spodnie jeansowe do kolan. Miał też na sobie białe sportowe buty, ciemne okulary. Z lewej strony głowy włosy miał krótko podgolone, a na środku ścięte „na jeżyka”, na lewej ręce widoczny był tatuaż w kształcie korony.

Kasińska zaapelowała, by wszyscy, którzy widzieli coś niepokojącego lub posiadają jakiekolwiek inne informacje dotyczące tego zdarzenia, skontaktowały się ze śremskimi policjantami. Informacje można przekazywać – także anonimowo – telefonicznie pod nr tel. 61 28 – 15 – 211 bądź 997 – lub za pośrednictwem poczty elektronicznej: dyzurny.srem@po.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Francja: Spektakularna ucieczka więźnia. Trwa policyjna obława

Wielokrotnie skazany przestępca Redoine Faid uciekł dzisiaj helikopterem z więzienia w podparyskim Reau. W akcji odbicia więźnia wzięło udział jego trzech uzbrojonych wspólników – podaje dziennik „Le Figaro”.

Dzisiaj o godzinie 11.20 na dziedzińcu więzienia w Reau wylądował helikopter z trzema uzbrojonymi mężczyznami. Według jednego z pracowników napastnicy ubrani byli na czarno oraz mieli założone kominiarki i policyjne opaski. – Intruzi odpalili granaty dymne i piłą tarczową rozcięli drzwi prowadzące do więziennej rozmównicy – relacjonuje Martial Delabroye, przedstawiciel związków zawodowych w więzieniu.

Po dostaniu się do pomieszczenia mężczyźni uwolnili znajdującego się tam Faida, który był akurat w trakcie widzenia ze swoim bratem. Następnie grupa skierowała się z powrotem na dziedziniec kompleksu, z którego odleciała śmigłowcem.

Cała akcja trwała kilka minut. W jej trakcie nikt nie został ranny ani porwany – dowiedział się od administracji więzienia „Le Monde”. Informacje te potwierdził minister sprawiedliwości Francji.

Moment ucieczki nagrał z celi telefonem komórkowym jeden z osadzonych w Reau. Na filmie widać mężczyzn biegnących przez dziedziniec budynku. W dalszej części możemy obejrzeć oddalający się helikopter, żegnany okrzykami pozostałych na ziemi więźniów.
Źródło info i foto: onet.pl

Holandia: Furgonetka wjechała w siedzibę dziennika „De Telegraaf”

Furgonetka staranowała we wtorek budynek głównej redakcji holenderskiego dziennika „De Telegraaf” na przedmieściach Amsterdamu – poinformowała policja, mówiąc o celowym działaniu. Nikt nie został ranny, sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia i jest poszukiwany. Biała furgonetka wjechała w szklaną fasadę budynku ok. godz. 4, po czym stanęła w płomieniach.

„De Telegraaf”, największy holenderski dziennik, specjalizuje się w wiadomościach sportowych i kryminalnych.

W ubiegłym tygodniu w tej samej części Amsterdamu 41-letni mężczyzna wystrzelił pocisk z wyrzutnika rakiet w kierunku budynku mieszczącego redakcje kilku czasopism. Sprawca został aresztowany. Nikt nie został ranny na skutek tego incydentu.
Źródło info i foto: RMF24.pl