Ciało dziecka w hostelu. 38-latka udusiła syna, by nie oddać go ojcu?

Monika S. (38 l.) miała w zwyczaju chwalić się swym jedynakiem przed całym światem. – To moje oczko w głowie, mój Filipek ukochany – mówiła, jeszcze jako szanowana prezes Bractwa Miłosierdzia im. Brata Alberta w Lublinie. Kiedy rok temu wyszło na jaw, że ukradła z kierowanej przez siebie organizacji charytatywnej ponad 200 tys. zł, spędziła 3 miesiące w areszcie z dala od niego. Groziła jej nawet dziesięcioletnia odsiadka. Czy strach, że straci swoje dziecko pchnął ją do morderstwa?

O potwornej zbrodni dyżurny lubelskiej policji dowiedział się w piątek ok. godz. 14. Dzwoniła jedna z pracujących w hostelu przy ul. Orlej w centrum miasta osób. – W pokoju na pierwszym piętrze w łóżku leży dziecko. Nie oddycha – przekazała mrożąca krew w żyłach wieść. Szybko stwierdzono, że dziecko nie zmarło z przyczyn naturalnych (najprawdopodobniej zostało uduszone). Policjanci ustalili, że ostatnią osobą widzianą z dzieckiem była jego matka. Monika S. z synem zjawiła się w hostelu we wtorek wieczorem, wyszła z niego w piątek. Sama…

– Od razu rozpoczęliśmy czynności zmierzające do ustalenia, gdzie jest matka chłopca – mówi Kamil Gołębiowski, rzecznik KMP w Lublinie. Policjanci przesłuchiwali świadków, sprawdzali nagrania z monitoringu. Dzięki temu ustalili, że kobieta wsiadła do jadącego w kierunku Puław busa. Tam wpadła w ich ręce w sobotę przed południem. Była w kiepskiej kondycji psychicznej, podobno chciała się powiesić.

Skąd Filip, mieszkający z matką w jej rodzinnym domu w Kłodnicy Dolnej (odległej o ok. 30 km od centrum Lublina) wziął się na Orlej? – We wtorek Monika zabrała syna ze szkolnej zabawy andrzejkowej i poszła na przystanek – opowiada mieszkaniec wsi. Jego zdaniem ostatnio kobieta zachowywała się dziwnie, na co wpływ miały zapewne kłopoty zdrowotne, widmo więzienia i zła sytuacja w domu. Jej mąż wyprowadził się od niej jakiś czas temu i zamieszkał u swojej rodziny w Puławach.

O Monice S. Polska usłyszała na początku grudnia ubiegłego roku. Śledczy oskarżyli ją m.in. o kradzież 220 tys. złotych z konta organizacji charytatywnej, której szefowała od 2011 roku. Przelewała pieniądze wprost na swe konto, aby spłacać olbrzymie długi. – W naszym kościele było kilka mszy świętych w intencji jej wyjścia na wolność – wspomina mieszkaniec Kłodnicy. – Niech ją piekło pochłonie… – dodaje, wyraźnie wstrząśnięty.
Źródło info i foto: se.pl

USA: Udusiła 58-letnią matkę, ciało schowała w piwnicy. Systematycznie pozbywała się pociętych zwłok

23-letnia Amara J. Lundy za pomocą kabla najpierw udusiła swoją 58-letnią matkę, a następnie zaciągnęła jej ciało do piwnicy. Po tygodniu zaczęła ciąć zwłoki za pomocą noża i piły, by następnie wyrzucić fragmenty do kilkunastu koszy na śmieci – ustaliła policja z amerykańskiej Olimpii w stanie Waszyngton. Kobieta przyznała się do zarzutów i ujawniła powody popełnienia zbrodni.

58-letnia Susan Lundy mieszkała wraz córką przy Division Street w Olimpii. Koleżanki kobiety zgłosiły jej zaginięcie 6 lipca – miesiąc po tym, jak kontaktowały się z nią ostatni raz.

Podczas przeszukania mieszkania zaginionej kobiety policjanci poczuli mocny zapach wybielacza. Znaleźli również duży kontener na odpady i nowy zamek w drzwiach do piwnicy. 23-letnia Amara w rozmowie z policjantami zapewniła, że jej matka wyjechała na pole namiotowe, a następnie wyprowadziła się do domu swojego męża, mieszkającego w innym stanie.

„Matka błagała, żebym przestała”

W ostatni poniedziałek na policję zgłosił się mąż zaginionej kobiety, który przekazał, że córka chciałaby wyjawić prawdę o zaginięciu matki. Podczas przesłuchania Lundy przyznała się do zabójstwa. Jak wyjaśniła, w pewnym momencie „miała dość zachowania swojej matki” i stwierdziła, że „świat będzie lepszym miejscem bez niej”. 23-latka udusiła Susan Lundy kablem.

– Matka błagała mnie żebym przestała, ale w tamtym momencie czułam, że jedyne co mogę zrobić, to dokończyć to, co zaczęłam. W pewnym momencie przestała się wiercić – powiedziała Amara podczas przesłuchania.

Za pomocą koca kobieta zaciągnęła ciało do piwnicy. Dopiero po tygodniu przystąpiła do rozczłonkowywania zwłok za pomocą dużego kuchennego noża i piły.

Próbowała zmylić policjantów

Każdy fragment ciała swojej matki Amara wyrzucała do innego kosza na śmieci na osiedlu. W tuszowaniu zbrodni miał pomagać chłopak 23-latki. Kobieta wskazała dokładnie, w których miejscach porzucili szczątki.

„Próbowała zmylić śledczych, pokonując duże odległości z telefonem swojej matki, który następnie zniszczyła i wyrzuciła do śmieci” – poinformowano w policyjnym komunikacie.

Amara Lundy do tej pory nie miała kłopotów z prawem. Teraz zostanie oskarżona o zabójstwo pierwszego stopnia. Policja przesłuchała chłopaka 23-latki, ale mężczyzna nie został aresztowany. Trwa śledztwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Suwałki: 14-latka urodziła dziecko. Są wyniki sekcji zwłok noworodka

Tą sprawą żyły całe Suwałki. W kwietniu 14-letnia Zuzanna zgłosiła się do miejscowego szpitala, narzekając na ból brzucha. Badający ją lekarze stwierdzili, że dziewczynka jest… po porodzie. O sprawie zawiadomiono policję. Niedługo potem odnaleziono martwego noworodka. Śledczy, którzy badają tę sprawę, ujawnili, co było przyczyną śmierci dziecka.

Cała sprawa zaczęła się od zawiadomienia lekarza szpitala w Suwałkach, gdzie 23 kwietnia zgłosiła się 14-letnia Zuzanna K. Dziewczynka skarżyła się na ból brzucha, a badanie wskazywało na to, że niedawno rodziła.

Szpital poinformował o sprawie policję, która następnego dnia znalazła zakopanego noworodka. Sekcja zwłok wykazała, że ważące około 2,5 kg dziecko płci męskiej urodziło się żywe. Rodzina i znajomi dziewczynki mieli nie wiedzieć o ciąży.

14-latka udusiła dziecko?

Nastolatce postawiono zarzut dzieciobójstwa. Jak ustalili śledczy, dziecko urodziło się zdrowe i zdolne do życia. Dziewczyna najprawdopodobniej je udusiła, a zwłoki ukryła na jednej z pobliskich posesji. Lekarze potwierdzili tę wersję. Zdaniem medyków, bezpośrednią przyczyną śmierci był brak dostępu powietrza do organizmu. Na początku sierpnia wpłynęła do prokuratury opinia biegłego w tej sprawie.

16-latek znieważył zwłoki

Ojcem dziecka jest prawdopodobnie 16-letni chłopak Zuzanny. Suwalska prokuratura oskarżyła go o znieważenie zwłok – miał brać udział w ukryciu ciała noworodka. Grożą mu dwa lata więzienia. Dziewczynkę wychowywała babcia, która jest jej prawnym opiekunem. 14-latka poznała chłopaka, z którym zaszła w ciążę w szkole podstawowej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Więźniarki planowały lincz na Katarzynie W., która została skazana za zabójstwo 6-miesięcznej Madzi

Katarzyna W., mama 6-miesięcznej Madzi, za której zabójstwo została skazana na 25 lat więzienia, została przeniesiona z więzienia w Krzywańcu do zakładu w Lublińcu. Powodem miał być planowany przez współosadzone lincz na kobiecie.

O konieczności przeniesienia osadzonej do więzienia w Lublińcu na Śląsku poinformował we wtorek „Super Express”. Według informatora dziennika, sprawa Katarzyny W. była znana większości przebywających w więzieniu osadzonych. „Nie musiały jej »rozmazywać«, czyli ustalać jak wygląda i za co siedzi, bo doskonale wiedziały to z mediów. Kwestią czasu było, kiedy ją dorwą i ukarzą po swojemu” – informuje gazeta.

Na samym dole więziennej hierarchii

Kobieta odbywała karę w Krzywańcu w jednoosobowej, odseparowanej celi, gdzie miała do dyspozycji prysznic, toaletę oraz telewizor. Przydzielono jej symbol P1, który oznacza więźnia przebywającego za kratami po raz pierwszy, ale szczególnie niebezpiecznego.

Władze więzienia ustaliły jednak, że osadzonej grozi niebezpieczeństwo ze strony innych więźniarek, które planowały dokonać linczu. Osoby mające na sumieniu wszelkie przestępstwa popełnione wobec najmłodszych (na czele z pedofilią i dzieciobójstwem), znajdują się na dole więziennej hierarchii.

Katarzyna W. odsiaduje 25-letni wyrok za zabójstwo swojej 6-miesięcznej córki w styczniu 2012 r. w Sosnowcu. Kobieta twierdziła początkowo, że została zaatakowana na ulicy, a nieznany sprawca porwał dziecko.

Upuściła niemowlę na podłogę i udusiła

W trakcie przesłuchań uwagę śledczych zwróciło to, że kobieta nie ma żadnych obrażeń oraz często zmienia zeznania. 2 lutego Katarzyna W. została nagrana przez byłego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego – na nagraniu przyznała się, że dziecko upadło jej na podłogę i zmarło.

Prokuratura ustaliła jednak, że Katarzyna W. próbowała najpierw zatruć córkę czadem, a kiedy to się nie udało, kobieta upuściła niemowlę na podłogę, a następnie udusiła.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pruszków: Matka udusiła dziecko. Kobieta oskarżona o zabójstwo noworodka

Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie skierowała do Sądu akt oskarżenia przeciwko 28-letniej Izabeli M. Kobieta odpowie za uduszenie nowonarodzonego dziecka oraz znieważenie jego zwłok poprzez wyniesienie ich z mieszkania i porzucenie przy ulicznym śmietniku. Matce grozi nawet dożywocie.

Do zdarzenia doszło 19 stycznia w podwarszawskim Pruszkowie. Dwa dni później na policję zgłosiła się osoba, która poinformowała, że mieszkanka Brwinowa mogła poronić i potrzebuje w związku z tym pomocy medycznej.

Funkcjonariusze udali się do miejsca zamieszkania kobiety. W mieszkaniu policjanci ujawnili plamy koloru brunatnego, zaś z relacji Izabeli J. wynikało, że mogła odbyć poród. Podawała jednak kilka wersji przebiegu zdarzeń. Początkowo zaprzeczyła, by urodziła dziecko, ale potem przyznała, że doszło do poronienia. Wskazała, że doszło do tego w zaroślach nieopodal domu, innym razem twierdziła, że miało to miejsce w toalecie. W końcu stwierdziła, że poród odbył się w domu, po czym po porodzie zwłoki nieżyjącego już dziecka zapakowała do plastikowego worka, wyniosła z domu i pozostawiła obok kontenera na śmieci.

Zwłoki w worku

Policjanci wraz z prokuratorem udali się w okolice kontenera na używaną odzież przy skrzyżowaniu ul. Kraszewskiego i Konopnickiej w Brwinowie i znaleźli tam zwłoki dziewczynki. Noworodek był zawinięty w worek.

Biegli ustalili, że dziecko urodziło się zdrowe, z ciąży donoszonej, ale zostało uduszone kilka godzin po narodzinach. Kobiecie przedstawiono zarzut zabójstwa dziecka poprzez uduszenie. Przesłuchana w charakterze podejrzanej nie przyznała się do zarzucanego jej czynu. Zapewniała, że wprawdzie dziecko miało urodzić się żywe, to jednak po chwili przestało oddychać. Wyjaśniła, iż nie informowała członków rodziny, ani męża o ciąży, gdyż obawiała się jego reakcji.

Powołani w sprawie biegli psychiatrzy nie stwierdzili u podejrzanej choroby psychicznej ani innych zaburzeń mogących mieć wpływ na jej zachowanie. Uznano, że w czasie zarzucanego jej przestępstwa miała zachowaną zdolność do zrozumienia znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Wykluczono też, by do zabójstwa dziecka doszło w wyniku szczególnej sytuacji związanej z przebiegiem porodu, co podchodzi pod paragraf o „uprzywilejowanej” formie zabójstwa.

Na podstawie materiału dowodowego śledczy uznali, że kobieta świadomie pozbawiła życia swoje nowonarodzone dziecko. Oceniono, że było ono przeszkodą w zachowaniu jej dotychczasowego trybu życia z mężem, który – jak wyjaśniła – miałby do niej pretensje o kolejną ciążę i dziecko (mąż kobiety zeznał, iż nie wiedział, że żona była w ciąży – przyp. red.). Oskarżonej grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Brwinów: Matka usłyszała zarzut zabójstwa noworodka

Matka noworodka porzuconego w podwarszawskim Brwinowie usłyszała zarzut zabójstwa. Z sekcji zwłok wstępnie wynika, że dziewczynka została uduszona. Kobieta nie przyznaje się do winy. Prokuratura wnioskuje o areszt dla kobiety. Ciało noworodka znaleziono w minioną niedzielę przy jednej z ulic w Brwinowie. Wcześniej do policjantów zgłosiła się kobieta – poinformowała ich, że siostra mogła poronić i potrzebuje pomocy.

We wskazanym mieszkaniu policjanci zabezpieczyli ślady wskazujące na to, że mogło dojść do porodu. Jak poinformował PAP rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Łukasz Łapczyński, 28-letnia Izabela J. podawała kilka wersji zdarzeń; na podstawie jednej z nich policjanci odnaleźli dziecko. Dziewczynka była zawinięta w żółty worek i porzucona przy kontenerze z używaną odzieżą.

Jeszcze tego samego dnia zatrzymano matkę dziecka i ojca – 35-letniego Zdzisława J. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu; kobieta była trzeźwa.

Wyniki sekcji zwłok noworodka

„Dzisiaj odbyła się sekcja zwłok noworodka. Ze wstępnej opinii biegłych wynika, że ciąża była donoszona, dziecko urodziło się żywe i było zdolne do przeżycia poza organizmem matki” – powiedział PAP prokurator.

Z ustaleń śledztwa wynika, że do porodu doszło w piątek w mieszkaniu, bez udziału ani obecności innych osób.

„Matka – po uzyskaniu wyników sekcji zwłok i skonfrontowaniu ich z pozostałym zebranym materiałem dowodowym – usłyszała zarzut zabójstwa dziecka, poprzez zamknięcie dróg oddechowych, co spowodowało uduszenie, a także zarzut znieważenia zwłok” – dodał Łapczyński.

Para ma już troje dzieci

Kobieta nie przyznała się do winy; z jej relacji wynika, że dziewczynka urodziła się żywa, jednak po chwili jej ruchy ustały. Według śledczych, zebrany dotychczas materiał dowodowy nie wskazuje, by w zabójstwie brał udział ojciec noworodka. Nieoficjalnie śledczy przyznają, że rodzina zmagała się z problemem alkoholowym. Para ma już troje dzieci, przebywają one obecnie w placówkach opiekuńczych.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest areszt dla 25-latki, która udusiła 5-miesięczne dziecko

Trzy miesiące aresztu dla 25-latki z Jaworzna, która udusiła swojego 5-miesięcznego syna – dowiedziało się Radio ZET. Kobieta trafiła do specjalnego oddziału psychiatrycznego jednego z krakowskich aresztów. Ma być poddana obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Biegli ocenią, czy w chwili zabójstwa była poczytalna.

Matka śmiertelnie zraniła 5-miesięcznego chłopczyka. Później kobieta próbowała popełnić samobójstwo. 25-latka miała rany brzucha zadane nożem. Wezwani na miejsce ratownicy pogotowia próbowali reanimować dziecko. Niestety bezskutecznie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

19-letnia matka udusiła 3-miesięczne dziecko. Wcześniej próbowała sprzedać syna

Magda S. udusiła swoje własne dziecko – twierdzi prokuratura okręgowa w Legnicy. Kobieta w lipcu stwierdziła, że „dobrze byłoby pozbyć się” 3-miesięcznego niemowlaka. Teraz wraz z partnerem odpowie za zabójstwo.

Niedziela, 8 maja. 19-letnia Magda S. rodzi syna. Daje mu na imię Fabian. Nie chciała tego dziecka. Będąc w ciąży planowała, że sprzeda niemowlę. Po porodzie mieszka przez kilka tygodni u swojej rodziny. Dziewczyna ma za sobą trudną przeszłość, mieszkała w placówkach dla trudnej młodzieży. Wyrzucano ją za nieprzestrzeganie regulaminu, a także za pobicie jednej z podopiecznych ośrodka socjalizacyjnego.

Magda S. wiąże się ze starszym o dwa lata Adrianem G. Oboje mieli już konflikty z prawem. Chcą razem zamieszkać. Dziewczyna wraz z dzieckiem przeprowadza się mieszkania należącego do ojca jej partnera w gminie Rudna w woj. dolnośląskim. Zajmują jeden pokój. W mieszkaniu często odbywają się libacje alkoholowe, para nie stroni także od narkotyków.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Rosyjska modelka zabiła córkę swojego kochanka

Ekaterina Poberezhnaya (23 l.) z zemsty udusiła rajstopami 10-letnią córkę kochanka, który ją rzucił.

Długie nogi, blond włosy i niewinny uśmiech. Zdawałoby się, że ta rosyjska piękność to istny anioł! Jednak Ekaterina Poberezhnaya (23 l.) jest równie piękna, co okrutna. Wszystko zaczęło się, kiedy modelka i uczestniczka konkursów piękności poznała przystojnego, lecz żonatego sąsiada. Mieszkali razem w jednym apartamentowcu. Blond seksbomba nie miała trudności z uwiedzeniem Alexandra Ulyanova. Ich romans trwał kilka lat, aż w końcu mężczyzna postanowił go zakończyć. Ekaterina nie mogła się z tym pogodzić. Zapałała żądzą zemsty!

Zapukała do drzwi kochanka, gdy w domu była tylko jego córka. Nastya (+10 l.) otworzyła drzwi i przypłaciła to życiem – modelka udusiła ją rajstopami. Dziewczynkę ułożyła na łóżku i przykryła poduszkami, po czym zadzwoniła do kochanka i przyznała się do zbrodni. Nie pomogły szlochy i lamenty na sali sądowej. Piękność została skazana na dwanaście lat więzienia.
Żródło info i foto: se.pl

Tragedia na warszawskie Pradze. Paulinę L. zabiła przyjaciółka

Magdalena M. poderżnęła gardło swojej przyjaciółce, a potem – dla zatarcia śladów – wznieciła ogień w mieszkaniu. Od czadu zadusiła się dwójka małych dzieci, 8-letnia Oliwia i roczny Norbert. Powodem tego okrutnego mordu były pieniądze.

Paulina L. (†26 l.) znała się z 32-letnią Magdaleną M. o kilku lat. Razem prowadziły drobne interesy. Niestety, ich ostatnie przedsięwzięcie zarobkowe, miało tragiczny finał .

Obie panie sprzedawały znicze podczas Święta Zmarłych przy stołecznym Cmentarzu Bródnowskim. Ich stoisko było czynne w sobotę i w niedzielę. Po ciężkim dniu pracy Paulina L. wróciła wieczorem do domu, do swoich dzieci. Gdy 8-letnia Oliwka i roczny Norbercik już spali, ich mamę odwiedziła 32-latka, i zaczęła się awanturować o pieniądze.

W pewnej chwili rozjuszona Magdalena M. chwyciła nóż i bez opamiętania zaczęła dźgać swoją przyjaciółkę po całym ciele. Gdy jej ofiara straciła przytomność, okrutna morderczyni poderżnęła jej gardło, by mieć pewność, że nie żyje. Potem, by ukryć ślady zbrodni podpaliła mieszkanie. Jednak zamknięte drzwi i szczelne okna spowodowały, że ogień przygasł, a dzieci zmarły wdychając trujący czad!

Straż pożarna została wezwana do kamienicy około pierwszej w nocy bo lokatorzy wyczuwali swąd dymu. W mieszkaniu na parterze nikt nie jednak otwierał, więc strażacy uchylili jedynie okna i odjechali. W poniedziałek sąsiedzi zaniepokojeni nieobecnością 26-latki ponownie wezwali strażaków. – Wiedzieliśmy, że coś musi być nie tak. Paulina przez cały dzień nie odbierała telefonu, a Oliwka nie dotarła do szkoły – mówi nam znajomi Pauliny.Tym razem strażacy weszli do mieszkania, gdzie znaleźli trzy ciała.

Śledczy wiedzieli, że to nie był przypadkowy pożar. Wśród wytypowanych siedmiu osób, które mogły stać za tą straszą zbrodnią znalazła się Magdalena M. Przesłuchiwana, przyznała się do winy. – Podejrzana złożyła szczegółowe wyjaśnienia – mówi Mariusz Piłat zastępca prokuratora okręgowego Warszawa-Praga. – Usłyszała zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i podwójnego zabójstwa. Grozi jej dożywocie.

W to, że 32-latka sama zabiła Paulinę nie wierzą jej znajomi. – To niemożliwe, żeby Paulina nie dała sobie rady z Magdaleną. Była silną kobietą, nie raz dawała sobie radę nawet w starciu z mężczyznami. Ktoś musiał jej pomóc zabić Paulinę i jej dzieci – mówią. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie śledczy nie wykluczają, że kolejne osoby usłyszą zarzuty.
Żródło info i foto: Fakt.pl