Atak dronami na największą na świecie rafinerię

Rzecznik szyickiego ruchu Huti Yahia Sarie przyznał, że za atakiem dronami na największą na świecie rafinerię we wschodniej Arabii Saudyjskiej stoją bojownicy jemeńskiego ugrupowania. we wschodniej Arabii Saudyjskiej stoją bojownicy jemeńskiego ugrupowania. W wyniku ataku na dwie instalacje Abqaiq i Khurais wybuchły w nich pożary; według strony saudyjskiej ogień jest pod kontrolą, a eksport ropy jest kontynuowany.

Swe oświadczenie Sarie przekazał w oficjalnej telewizji satelitarnej Hutich, stacji Al-Masirah. Poinformował, że Huti wysłali 10 dronów w celu ataku na rafinerię. Ostrzegł, że ataki przeciwko Arabii Saudyjskiej będą jeszcze groźniejsze, jeśli wojna w Jemenie będzie kontynuowana.

Jedyną opcją dla saudyjskiego rządu jest zaprzestanie atakowania nas – podkreślił.

Rafineria Abqaiq koncernu Aramco jest największą instalacją do przerobu ropy na świecie. Szacuje się, że produkuje się tu dziennie do 7 mln baryłek ropy. Była ona w przeszłości wielokrotnie celem zamachów, m. in. Al-Kaidy, której zamachowcy samobójcy dokonali nieudanego ataku w lutym 2006 r.

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku, gdy społeczna rewolta położyła kres wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Konflikt nasilił się, gdy w marcu 2015 roku interwencję w Jemenie rozpoczęła Arabia Saudyjska.

Międzynarodowa koalicja krajów, gdzie dominują sunnici: Bahrajn, Bangladesz, Egipt, Jordania, Katar, Kuwejt, Maroko, Senegal, Sudan i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a której przewodzi Arabia Saudyjska, od czterech lat walczy w Jemenie ze wspieranymi przez Iran rebeliantami Huti pod hasłem przywrócenia do władzy prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego. Hadiemu podlega tylko południowa część kraju; Huti kontrolują terytoria na północy i zachodzie Jemenu.

Według ONZ wojna w Jemenie pochłonęła od 2015 r. prawie 10 tys. ofiar i wywołała jeden z „największych kryzysów humanitarnych na świecie”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ugrupowanie Nowa IRA podłożyła bombę w mieszkaniu. Policję obrzucono koktajlami Mołotowa

W trakcie akcji policyjnej śledczy odnaleźli bombę, która została podłożona przez paramilitarne ugrupowanie Nowa IRA w jednym z mieszkań w Londonderry (Derry). Podczas rozbrajania ładunku funkcjonariusze zostali zaatakowani. W Irlandii Północnej rośnie napięcie. Jedną z przyczyn niestabilnej sytuacji wewnątrz kraju jest brexit.

Rzecznik policji w Londonderry [nazwa stosowana naprzemiennie z Derry, używanym przez katolicką część miasta – red.] poinformował, że podłożenie ładunku wybuchowego przez dysydenckie ugrupowanie Nowa IRA było bezpośrednio wymierzone w funkcjonariuszy policji .

Do zdarzenia doszło, gdy śledczy prowadzili dochodzenie w sprawie śmierci Lyry McKee – zastrzelonej przed kilkoma miesiącami dziennikarki. Policjanci przeszukiwali jeden z samochodów przy ulicy Creggan Heights, gdy odnaleziono bombę. Kilka chwil po zarządzeniu ewakuacji okolicznych domów, w kierunku funkcjonariuszy poleciały płonące butelki z benzyną.

„Ładunek wybuchowy szczęśliwie udało się rozbroić. W operacji brało udział 80 funkcjonariuszy. W starciach z policją ucierpiało dwóch bojówkarzy. Żaden funkcjonariusz nie odniósł obrażeń” – podaje BBC,

„W trakcie prowadzenia czynności policyjnych nieopodal zgromadziła się grupa licząca od 60 do 100 osób, która zaatakowała funkcjonariuszy. W kierunku policji poleciało około 40 podpalonych butelek z benzyną ” – czytamy w oświadczeniu rzecznika Policji Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policja na Sri Lance aresztowała Syryjczyka w związku z niedzielnymi zamachami

Policja na Sri Lance aresztowała obywatela Syrii w związku z niedzielną serią ataków terrorystycznych na kościoły i hotele w tym kraju – poinformowała dziś agencja Reutera, powołując się na trzy źródła w lankijskim rządzie i wojsku. Na obecnym etapie śledztwa władze uważają, że niedzielnych ataków dokonało lokalne ugrupowanie islamistyczne National Thowheeth Jama’ath (NTJ) przy wsparciu zagranicznych organizacji terrorystycznych.

– W następstwie ataków wydział policji ds. zwalczania terroryzmu aresztował obywatela syryjskiego w celu przesłuchania go – podało jedno z przywoływanych źródeł. Drugi informator przekazał, że do aresztowania Syryjczyka doszło po przesłuchaniu podejrzanych w sprawie zamachów Lankijczyków.

Na obecnym etapie śledztwa władze uważają, że niedzielnych ataków dokonało lokalne ugrupowanie islamistyczne National Thowheeth Jama’ath (NTJ) przy wsparciu zagranicznych organizacji terrorystycznych.

Wcześniej policja podała, że w związku z atakami przeszukano ponad 20 domów i dokonano 40 zatrzymań. O północy z poniedziałku na wtorek w kraju zaczął obowiązywać stan wyjątkowy, na mocy którego siły bezpieczeństwa otrzymały zwiększone uprawnienia.

Bilans ofiar
Do 310 wzrosła liczba śmiertelnych ofiar serii ataków na kościoły i hotele, do których doszło w Niedzielę Wielkanocną na Sri Lance – poinformowała dziś policja. Jak dodano, w związku ze śledztwem w tej sprawie dokonano 40 zatrzymań.

Dowiedz się więcej:Trójka dzieci miliardera z Danii wśród ofiar zamachów na Sri Lance

Liczba zabitych wzrosła, gdy na skutek odniesionych w zamachach obrażeń zmarły kolejne osoby.

Poprzedni oficjalny bilans mówił o 290 ofiarach śmiertelnych i ponad 500 rannych; ta druga liczba na razie nie uległa zmianie.

Policja przeszukała ponad 20 domów i zatrzymała 40 osób – poinformował rzecznik policji Ruwan Gunasekera. Wśród zatrzymanych jest kierowca furgonetki, którą prawdopodobnie przemieszczali się zamachowcy, oraz właściciel domu, w którym część z nich mieszkała.

Stan wyjątkowy
O północy minionej nocy w kraju zaczął obowiązywać ogłoszony przez prezydenta Maithripalę Sirisenę stan wyjątkowy, na mocy którego siły bezpieczeństwa otrzymały zwiększone uprawnienia.

Dzisiejszy dzień został ogłoszony na Sri Lance dniem żałoby narodowej. O godz. 8.30 (godz. 5 w Polsce), czyli w czasie, gdy w niedzielę zaczął się pierwszy z ataków, pamięć ofiar uczczono trzema minutami ciszy, a ludzie zatrzymywali się i kłaniali na znak szacunku. Flagi opuszczono do połowy masztu.

Przeczytaj też: Sri Lanka: rozpoczął się stan wyjątkowy w związku z niedzielnymi zamachami

Dziś lankijskie władze zamierzają przekazać dotychczasowe ustalenia na temat ataków zagranicznym dyplomatom, mają też otrzymać pomoc od FBI i innych zagranicznych służb specjalnych. Dzień wcześniej rząd ujawnił, że z powodu sporu między prezydentem a premierem Ranilem Wickremasinghe ten drugi nie został poinformowany o raporcie, w którym policja ostrzegała przed zamachami na kościoły z rąk lokalnego ugrupowania islamistycznego National Thowheeth Jama’ath (NTJ).

Na obecnym etapie śledztwa władze uważają, że to NTJ dokonała niedzielnych ataków przy wsparciu zagranicznych organizacji terrorystycznych.

W Niedzielę Wielkanocną zamachowcy samobójcy dokonali serii skoordynowanych ataków na kościoły, w tym dwa katolickie i jeden protestancki, oraz luksusowe hotele na Sri Lance. Były to największe ataki na Sri Lance, odkąd w 2009 roku w kraju tym zakończyła się wojna domowa.
Źródło info i foto: onet.pl

„IRA” bierze odpowiedzialność za zamach bombowy w Londonderry

Ugrupowanie, które przedstawiło się jako „IRA”, przesłało we wtorek gazecie „Derry Journal” oświadczenie, w którym wzięło na siebie odpowiedzialność za zdetonowanie ładunku wybuchowego w Londonderry 19 stycznia.

Według północnoirlandzkiej policji śledztwo w sprawie tego incydentu, w którym nie było ofiar, koncentruje się głownie na Nowej IRA (zwanej też Prawdziwą IRA) – jednym z niewielu odłamów Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), sprzeciwiających się wielkopiątkowemu porozumieniu pokojowemu z 1998 roku. Zakończyło ono trzy dekady przemocy w Irlandii Północnej.

– Ostrzegamy tych, którzy kolaborują z Brytyjczykami, że mają tego natychmiast zaprzestać, bo nie będzie więcej ostrzeżeń – napisano w oświadczeniu „IRA”.

Jedną z głównych obaw związanych z możliwym odrzuceniem porozumienia o warunkach wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest to, że może dojść do wznowienia niepokojów w Irlandii Płn. W tej brytyjskiej prowincji od końca lat 60. XX wieku do 1998 roku trwał konflikt między protestancką większością, chcącą pozostania pod zwierzchnictwem Londynu, a katolicką mniejszością, walczącą o zjednoczenie Irlandii. Londonderry – nazywane przez katolików Derry – to jedno z miejsc, które było najmocniej dotknięte konfliktem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Władze Nadrenii Północnej-Westfalii zamkną radykalne meczety?

Radykalne meczety i ugrupowania salafitów znajdują się na indeksie władz Nadrenii Północnej-Westfalii. Według informacji „Spiegla” rozważa się teraz zakaz ich działalności. Służby ochrony konstytucji przygotowały listę z 19 meczetami i stowarzyszeniami, w których głoszone są szczególnie radykalne tezy, donosi tygodnik „Der Spiegel”. Lista ta stoi do dyspozycji policji i może być przez nią oceniana i uzupełniana.

Rzecznik federalnego ministerstwa spraw wewnętrznych nie chciał potwierdzić informacji o planowanym uderzeniu na radykalne meczety. Ale, jak powiedział: „Naturalnie służby bezpieczeństwa Nadrenii Północnej-Westfalii (NRW) mają szczególnie na oku pewne organizacje. Badamy w ich przypadku, czy istnieją przesłanki do zakazania ich działalności lub wszczęcia postępowania karnego”.

Jest to dynamiczny proces, podczas którego uwaga kieruje się na jedne organizacje a przestaje się koncentrować na innych, kiedy podejrzenia nie zostają jednak potwierdzone – wyjaśnił dalej rzecznik MSW.

Rosnąca liczba salafitów

Według opublikowanego niedawno raportu służb ochrony konstytucji NRW, nadal rośnie liczba salafitów w tym landzie – z 2,5 tys. w 2015 r. do 2 tys. 900 w roku 2016 i 3 tys. w październiku 2017. Szczególne zagrożenie służby wiążą z osobami powracającymi z Syrii.

Wyraźnie zwiększa się też w NRW liczba meczetów obserwowanych przez służby ochrony konstytucji w związku z ich powiązaniami ze środowiskiem salafitów. Podczas gdy we wrześniu br. pod obserwacją było 60 stowarzyszeń skupionych wokół meczetów, w październiku ich liczba wzrosła do 73. Tendencja rośnie. 24 z tych stowarzyszeń znajdują się w Zagłębiu Ruhry.

Działalność meczetów i grup salafitów może być zabroniona, jeżeli naruszają one niemiecką Ustawę Zasadniczą (konstytucję). Przed rokiem MSW zakazało działalność organizacji pod nazwą „Prawdziwa religia” prowadzonej przez islamskiego kaznodzieję z Kolonii Ibrahima Abou-Nagie. W koalicyjnej umowie tworzące rząd Nadrenii Północnej-Westfalii CDU i FDP uzgodniły „konsekwentne zabranianie działalności islamistycznych organizacji i ugrupowań”.
Źródło info i foto: interia.pl

Nalot USA na pozycje islamistów w Afganistanie. Zginął przywódca IS

Wysoki rangą przywódca Państwa Islamskiego w Afganistanie Abdul Rahman oraz trzej lokalni przywódcy tego dżihadystycznego ugrupowania zginęli w prowincji Kunar. Nalot na siedzibę islamistów przeprowadziły siły USA. „Śmierć Abdula Rahmana to kolejny cios dla kierownictwa IS” – podkreślił dowódca wojsk amerykańskich i sił międzynarodowych w Afganistanie generał John Nicholson w wydanym komunikacie.

Jak dodał, Rahman był szefem struktur IS w prowincji Kunar, na północnym wschodzie kraju oraz najbardziej prawdopodobnym kandydatem na zastąpienie byłego szefa IS w Afganistanie Abu Sajeda, którego śmierć w amerykańskim nalocie USA potwierdziły w lipcu.

Nicholson zapowiedział, że dżihadyści w Afganistanie „będą ścigani tak długo, aż przestaną stanowić zagrożenie dla mieszkańców Afganistanu i regionu”.
Źródło info i foto: wp.pl

Kilkadziesiąt uprowadzonych w Nigerii uczennic uwolnionych po 3 latach

Islamiści z ugrupowania Boko Haram uwolnili 82 uczennice, uprowadzone w kwietniu 2014 roku z liceum w Chibok na północnym wschodzie Nigerii – poinformował w sobotę nigeryjski rząd. Jak podano w oświadczeniu, dziewczęta uwolniono w zamian za wydanie „niektórych spośród przetrzymywanych przez nigeryjskie władze bojowników Boko Haram”.
 
Cytowane przez CNN źródło w nigeryjskim rządzie poinformowało, że dziewczęta przebywają obecnie w miejscowości Banki w pobliżu granicy Nigerii z Kamerunem. Stamtąd – według stacji – mają wkrótce zostać przewiezione do stolicy Nigerii, Abudży, gdzie przejdą badania lekarskie i spotkają swych bliskich.

Uprowadzili 276 uczennic
 
To już drugi raz, kiedy negocjacje nigeryjskich władz z porywaczami doprowadziły do uwolnienia większej grupy dziewcząt – zauważa agencja Associated Press. W październiku ubiegłego roku islamiści z Boko Haram uwolnili 21 uczennic. Wcześniej w maju wolność odzyskała jedna zakładniczka.
 
W kwietniu 2014 roku bojownicy Boko Haram zaatakowali w nocy liceum w Chibok i uprowadzili 276 dziewcząt w wieku od 12 do 17 lat. Ponad 50 z nich udało się uciec kilka godzin po porwaniu, wyskakując z ciężarówek, którymi je wieziono. Później się ukrywały. Ostatecznie w ręce porywczy trafiło 219 uczennic. Łącznie w niewoli pozostaje jeszcze 115 uczennic. Sprawa uprowadzenia nigeryjskich licealistek przyciągnęła uwagę całego świata i spotkała się z międzynarodowym potępieniem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

lider islamistów zabity podczas obławy na Filipinach

Lider islamistów z ugrupowania Abu Sajaf został zabity podczas obławy prowadzonej przez wojsko na filipińskiej wyspie Bohol. Ekstremiści zapowiadali porwania turystów w tym miejscu – poinformowali przedstawiciele lokalnych władz. O zabiciu lidera ugrupowania Abu Sajaf Joselito Melloria poinformowała filipińska armia oraz gubernator prowincji Bohol Edgar Chatto. Rzecznik filipińskiej armii poinformował w niedzielę, że w sobotniej obławie zabitych zostało także trzech innych bojowników Abu Sajaf.

Jak zauważa agencja Reutera, obława miała miejsce na wyspie Bohol, znacznie oddalonej od południowych krańców Filipin, gdzie bojownicy mają swoje twierdze. Grupa około 10 islamistów przedostała się na Bohol na początku miesiąca. Sześciu z nich zostało zabitych w starciu 11 kwietnia, ostatnich 2-3 bojowników ma wciąż się ukrywać. – Mamy informacje wskazujące, że są ranni i kończą im się zapasy – powiedział płk Edgard Arevalo, szef biura łącznikowego armii. Władze kilku zachodnich państw wydały ostrzeżenia dla turystów, by unikali odwiedzania wyspy Bohol.

„Chcę zakończyć tę grę”

Prezydent Filipin Rodrigo Duterte zapowiedział w środę, że może „najechać” twierdzę islamistów z ugrupowania Abu Sajaf. – Chcę zakończyć tę grę – oświadczył Duterte, gdy przed kilkoma dniami udaremniono próbę porwania turystów w prowincji Bohol. Abu Sajaf złożyło przysięgę na wierność tak zwanemu Państwu Islamskiemu (IS) i znane jest z brutalnych działań, szczególnie wobec cudzoziemców, między innymi z zamachów bombowych, wymuszeń i porwań dla okupu. Od lat 70. XX wieku Abu Sajaf chce przekształcić południe Filipin w islamski kalifat.

Obława na bojowników Abu Sajaf trwała od kilku dni. W jej trakcie zginęło sześciu islamistów. Po incydencie w prowincji Bohol kilka państw zachodnich wydało ostrzeżenia dla swoich obywateli wybierających się w rejon centralnych Filipin. Duterte zapowiedział, że nosi się z zamiarem najechania na wyspę Jolo uważaną za twierdzę Abu Sajaf. – Wyślę tam całą armię i marynarkę. Dojdzie do walki. Tego właśnie chcą, a ja im to dam – zagroził islamistom prezydent, dodając, iż wydał marynarce rozkaz całkowitego zniszczenia twierdzy bojowników i niebrania jeńców.

„Moimi wrogami są narkotyki i terroryści”

W celu zaangażowania obywateli w poszukiwanie zamachowców z Bohol zaoferowano nagrodę w wysokości 6 mln peso (ok. 120 tys. dolarów) za każdego z sześciu bojowników podejrzanych o próbę porwania turystów. Prezydent oświadczył, że chciał rozdać broń cywilom i zachęcić ich nie tylko do zabijania członków Abu Sajaf, ale także uzbrojonych narkomanów.

– Moimi wrogami są narkotyki i terroryści. Ci narkomani mają broń. Większość z nich to paranoicy. Oni walczą – podsumował Duterte.

Antynarkotykowa kampania, która ruszyła w połowie ubiegłego roku po objęciu władzy przez Duterte, pochłonęła w ciągu 10 miesięcy ponad 9 tys. ofiar i liczba ta wciąż rośnie. Większość ujętych handlarzy narkotyków jest poddawana egzekucji bez sądu. Policja bierze odpowiedzialność jedynie za co trzecią ofiarę. Zarówno rząd, jak i policja zaprzeczają, jakoby pozasądowe zabójstwa miały miejsce. Jednak organizacje praw człowieka twierdzą, że wiele osób zostało zabitych przez płatnych zabójców najpewniej działających w zmowie z policją. Amnesty International oskarża rząd Duterte o popełnianie w ramach walki z handlem narkotykami zbrodni przeciwko ludzkości.
Źródło info i foto: wp.pl

Niemcy muszą przyzwyczaić się do zamachów?

Ostatni akt terroru w Berlinie jest kolejnym sygnałem, że społeczeństwa zachodnie muszą zacząć uczyć się żyć z zamachami terrorystycznymi. Służby nie będą w stanie powstrzymać wszystkich, możliwa jest jedynie minimalizacja ryzyka i strat.

Dla ekspertów zajmujących się problematyką bezpieczeństwa i terroryzmu, zamachy dokonywane przy użyciu samochodów i ciężarówek nie są zaskoczeniem. Już lata temu – przed Arabską Wiosną, wojną w Syrii i tzw. Państwem Islamskim – wzywała do tego Al-Kaida. W 2010 roku, w jednym z pierwszych numerów dżihadystycznego, propagandowego magazynu internetowego „Inspire”, ugrupowanie Osamy bin Ladena nawoływało swoich zwolenników mieszkających na Zachodzie, żeby dokonywali aktów terroru i wstępowali na drogę dżihadu wszelkimi metodami, jakie znajdują się zasięgu ich ręki.

W tym kontekście bezpośrednio wskazywano na samochody, jako potencjalne narzędzia do prowadzenia „świętej wojny”. Propagandyści AL-Kaidy udzielali nawet dokładnych instrukcji, by planować zamachy na zatłoczonych deptakach i w miejscach pełnych przechodniów, najlepiej wyłączonych z ruchu dla innych pojazdów. Zalecano również, by przed wjechaniem w „niewiernych” odpowiednio rozpędzić auto, dla osiągnięcia „jak największych rozmiarów masakry”.

Samochodem w tłum

Powstanie samozwańczego Państwa Islamskiego w 2014 roku zapoczątkowało kolejną odsłonę globalnej wojny z terroryzmem islamskim i nową falę zamachów na Zachodzie. Nie jest przypadkiem, że od tamtego czasu radykalnie wzrosła liczba ataków z użyciem samochodów i ciężarówek. Kulminacyjnym momentem tego procesu były tragiczne wydarzenia z Nicei, gdzie latem „samotny wilk” zabił w ten sposób 84 osoby.

– Jest to bardzo łatwy środek do przeprowadzenia zamachów – wyjaśnia w rozmowie z Wirtualną Polską Andrzej Mroczek, ekspert Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. Wraz postępującą wojną z terroryzmem rośnie skuteczność i czujność zachodnich służb, więc coraz trudniej jest przygotować i przeprowadzić konwencjonalne zamachy z użyciem broni i materiałów wybuchowych, które przecież trzeba jakoś zdobyć (lub przeszmuglować), narażając się tym samym na wykrycie przez organy ścigania. Samochody takich podejrzeń nie wzbudzają, można je łatwo pozyskać i nie trzeba szczególnie eksperckiej wiedzy, by z nich zrobić użytek.

W opinii Mroczka niebezpieczeństwo ze strony podobnych ataków można jednak skutecznie ograniczyć, stosując odpowiednie środki. – Ważna jest architektura antyterrorystyczna, która jest umieszczana na stałe, jak również w sposób przenośny, by zagwarantować bezpieczeństwo w określonym czasie i miejscu. Odpowiedni dobór elementów architektonicznych w przypadku Berlina mógłby udaremnić wjazd tego typu pojazdu w to, a nie inne miejsce – wyjaśnia ekspert Centrum Badań nad Terroryzmem.

– To jest cała filozofia architektoniczna, która może być wkomponowana w otoczenie i na pierwszy rzut oka w ogóle nie być zauważalna. Można również tworzyć widoczne zabezpieczenia, jak zapory i bloki betonowe, które widzimy na przykład przy ambasadach USA czy Izraela w Warszawie – dodaje.

„Samotne wilki” śmiertelnie groźne

Nie zmienia to faktu, że szalenie trudno jest powstrzymać pojedynczego sprawcę bez żadnych związków organizacyjnych z komórkami dżihadystów, który zradykalizował pod wpływem islamistycznej ideologii i samotnie podjął zbrodnicze działania. Służby nie mają szans, by zawczasu rozpoznać i wyeliminować każde takie niebezpieczeństwo. – Służby opierają się na na przekazywanych im informacjach oraz własnej pracy operacyjnej. Jeżeli tych informacji nie ma, to nie mają jak wyłowić potencjalnego zagrożenia – mówi Mroczek.

– W tym przypadku narzędzie używane do siania terroru jest kwestią wtórną – wskazuje z kolei Tomasz Otłowski, ekspert ds. bezpieczeństwa i terroryzmu, były analityk wywiadu w administracji państwowej. – Jak ktoś nie ma samochodu, to bierze siekierę albo nóż i wsiada do pociągu. Chodzi o to, że rośnie liczba ludzi, którzy są zradykalizowani i idą za wezwaniem do dżihadu. I robią to wszelkimi możliwymi sposobami – dodaje.

– Z punktu widzenia radykałów islamskich jest to metoda diabelsko skuteczna. Z ich perspektywy lepiej przeprowadzić sto ataków na mniejszą skalę, ale relatywnie częstych i przypadkowych, wręcz prymitywnych na pierwszy rzut oka, niż jedną wielką operację z setkami ofiar, tak jak robiła to Al-Kaida. W ten sposób terroryści mogą liczyć na efekt skali, a oddziaływanie psychologiczne wielu zamachów rozłożonych w długim czasie jest znacznie silniejszy – wyjaśnia Otłowski.

Nauczyć się żyć z zamachami

Eksperci są zgodni, że w tym kontekście bardzo ważny jest czynnik społeczny. Jeżeli ktoś widzi, że w jego bliskim środowisku dana osoba przechodzi proces wzbudzający podejrzenia, radykalizuje się, wysyła niepokojące sygnały, powinien to zgłaszać odpowiednim organom.

– Wszystkie działania państwa i służb (zwalczające terroryzm – przyp. red.) powinny być koherentne z edukacją w zakresie rozpoznawania symptomów zagrożeń i radykalizacji. Ale to są projekty, które muszą być systemowe, muszą mieć podstawę programową i być realizowane na przestrzeni wielu lat – podkreśla Mroczek.

– Okrutna rzeczywistość tych czasów jest taka, że musimy nauczyć się żyć ze świadomością tego, że może wystąpić zagrożenie o charakterze terrorystycznym. Przede wszystkim powinniśmy przygotowywać się, jak rozpoznawać symptomy terroryzmu i radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach – podsumowuje ekspert Centrum Badań nad Terroryzmem.
Żródło info i foto: wp.pl

Wybuch bomby w Mogadiszu. Zginęły 3 osoby

Co najmniej trzy osoby zginęły, siedem zostało rannych po eksplozji samochodu pułapki w niedzielę w stolicy Somalii, Mogadiszu – poinformowała policja. Do zdarzenia doszło przy wjeździe do portu. – Zginęły trzy osoby i siedem zostało rannych. Liczba ofiar może wzrosnąć. Do wybuchu doszło pod bramą, gdzie stała kolejka wyładowanych samochodów i tłoczyli się tragarze – powiedział prowadzący śledztwo Abdikadi Ahmed.

Nikt nie przyznał się do zamachu, ale podejrzenia kierują się ku związanemu z Al-Kaidą islamistycznemu ugrupowaniu Al-Szabab, które walczy o narzucenie w Somalii surowej wersji islamu i obalenie prozachodniego rządu. Choć ekstremiści ponieśli w ostatnich latach straty, ich ugrupowanie nadal przeprowadza krwawe ataki w wielu rejonach Somalii, a zwłaszcza w stolicy kraju.

Pod koniec listopada w Mogadiszu 10 osób zginęło w zamachu przeprowadzonym z użyciem samochodu pułapki na policyjnym punkcie kontrolnym w pobliżu zatłoczonego targowiska.
Żródło info i foto: onet.pl