Iran oskarża Izrael o zabicie swego eksperta ds. jądrowych Mohsena Fakhrizadeha. Izrael ogłasza najwyższy poziom alertu

Iran oskarża Izrael o zabicie swego eksperta ds. jądrowych Mohsena Fakhrizadeha, uważanego za ojca irańskiego programu nuklearnego. Najwyższy duchowo-polityczny przywódca kraju ajatollah Ali Chamenei zapowiedział już „surowe ukaranie” sprawców zabójstwa. W reakcji na groźby Izrael ogłosił najwyższy poziom alertu dla wszystkich swych ambasad. Odpowiedzialnością za śmierć naukowca obarczył Izraelczyków w oficjalnym oświadczeniu prezydent Iranu Hassan Rowhani.

„Po raz kolejny diabelskie dłonie światowej arogancji zostały splamione krwią” – napisał.

Jako bezpośredniego sprawcę zabójstwa wskazał, nie ujawniając żadnych szczegółów, „najemnika wysłanego przez uzurpatorski reżim syjonistyczny”, działający za namową „światowej arogancji”, jak określa się w Iranie Stany Zjednoczone.

„Zamordowanie męczennika za sprawę Fakhrizadeha pokazuje całą głębię rozpaczy i nienawiści żywionej do Iranu” – zaznaczył również Hassan Rowhani.

Równocześnie zapewnił, że śmierć naukowca „nie wpłynie na osiągnięcia, których spodziewamy się na naszej drodze”. Słowa te zostały odebrane przez światowe media jako zapowiedź kontynuacji irańskiego programu nuklearnego.

Doradca ajatollaha Alego Chamenei: „Zstąpimy jak grom z nieba na zabójców tego męczennika!”

Rowhani jest kolejnym już przedstawicielem najwyższych władz Iranu, który odpowiedzialnością za zamach na Mohsena Fakhrizadeha obarcza władze Izraela. Fakhrizadeh zginął w piątek w pobliżu Teheranu: najpierw doszło do eksplozji jego samochodu, następnie pojazd został ostrzelany z broni automatycznej. Ranny naukowiec został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł. Bezpośrednio po zamachu szef irańskiego MSZ-etu Dżawad Zarif zasugerował, że istnieje „izraelski ślad” wskazujący na sprawstwo.

„To tchórzostwo – z poważnymi oznakami izraelskiego udziału – pokazuje rozpaczliwe podżeganie do wojny” – napisał Zarif na Twitterze.

„Iran wzywa społeczność międzynarodową, a zwłaszcza Unię Europejską, do odejścia od haniebnego stosowania podwójnych standardów i jednoznacznego potępienia tego aktu terroru państwowego” – zaznaczył.

Również doradca ajatollaha Alego Chamenei – Hosejn Dehghan – oskarżył Izrael o zlecenie zamachu.

„U kresu politycznego życia ich największego sojusznika (chodzi o prezydenta USA Donalda Trumpa, który wkrótce, w wyniku porażki w wyborach, pożegna się z Białym Domem – przyp. RMF) syjoniści starają się zintensyfikować i zwiększyć presję na Iran. Zstąpimy jak grom z nieba na zabójców tego męczennika i sprawimy, że pożałują swoich czynów!” – oświadczył Dehghan.

Ajatollah Chamenei: Autorów i zleceniodawców zamachu czeka nieuchronna kara

Dzisiaj surowe ukaranie sprawców zabójstwa zapowiedział sam najwyższy duchowo-polityczny przywódca Iranu. W poście na Twitterze ajatollah Ali Chamenei ogłosił, że „autorów i zleceniodawców” zamachu na „prominentnego i wybitnego specjalistę w sferze fizyki jądrowej” czeka „nieuchronna” kara.

Zadeklarował również kontynuację dzieła zamordowanego eksperta „we wszystkich sferach, którymi się zajmował”.

Izrael ogłasza najwyższy poziom alertu

W reakcji na groźby ze strony Iranu władze Izraela ogłosiły najwyższy poziom alertu dla wszystkich swych ambasad. Poinformował o tym izraelski kanał informacyjny N12, MSZ Izraela odmówiło natomiast komentarza w tej sprawie, tłumacząc, że chodzi o bezpieczeństwo pracowników izraelskiej służby dyplomatycznej, przebywających obecnie za granicą.

Zabójstwo Fakhrizadeha może doprowadzić do nowej fali konfrontacji w relacjach Iranu z USA

Mohsen Fakhrizadeh uważany jest za ojca irańskiego programu jądrowego. W latach 1989-2003 nadzorował program nuklearny „Amad” – „Nadzieja”. Wywiad izraelski twierdził, że Fakhrizadeh kontynuował swą misję mimo deklarowanego przez Iran zamrożenia programu zbrojeń jądrowych. W ocenie agencji informacyjnej Reuters zamach na Fakhrizadeha może doprowadzić do nowej fali konfrontacji w relacjach Iranu ze Stanami Zjednoczonymi, utrudniając przyszłemu prezydentowi USA Joe Bidenowi powrót do ducha i litery porozumienia nuklearnego z 2015 roku.

Wynegocjowana przez administrację Baracka Obamy umowa, której sygnatariuszami były – obok Stanów Zjednoczonych – Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Rosja i Chiny, zakładała zniesienie sankcji wobec Iranu w zamian za zamrożenie programu jądrowego. W 2018 roku Waszyngton wycofał się z porozumienia, a prezydent Donald Trump przywrócił sankcje gospodarcze nakładane poprzednio na Iran.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Polska: Od początku epidemii ponad 20 tysięcy mandatów za brak maseczki

Udzielono 176,2 tysiąca pouczeń, wystawiono 22 tysiące mandatów, skierowano 7780 wniosków o ukaranie do sądu. Wszystko to od początku epidemii w Polsce. Najnowsze dane przekazał w sobotę rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka.

Jak poinformował rzecznik KGP Mariusz Ciarka, od momentu wprowadzenia stanu epidemii tylko w związku ze zwalczaniem koronawirusa policja prawie 18 milionów razy sprawdzała osoby skierowane na kwarantannę. Ciarka dodał, że ostatniej doby funkcjonariusze sprawdzili ponad 195,5 tysiąca osób skierowanych na kwarantannę, w ponad 600 przypadkach stwierdzili uchybienia kwalifikujące się do wyciagnięcia konsekwencji prawnych.

Przypomniał, że Powiatowy Państwowy Inspektor sanitarny na osoby uchylające się od kwarantanny może nałożyć karę pieniężną do 30 tysięcy złotych. Jak podkreślił, zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, Inspektor Sanitarny może wymierzyć karę w wysokości od 5 do 30 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Reda: 5-letni chłopiec o 5 rano sam szedł ulicą do babci. Policjanci ustalili gdzie mieszka chłopiec

Wczoraj nad ranem policjanci otrzymali zgłoszenie od świadka, który poinformował o pięcioletnim chłopcu, który sam szedł ulicą Derdowskiego w Redzie. Funkcjonariusze natychmiast udali się na miejsce, potwierdzając zgłoszenie. Chłopiec powiedział policjantom jedynie swoje imię i nie mówił gdzie mieszka, dodał, że idzie do babci. Policjanci w krótkim czasie ustalili gdzie mieszka. Matka chłopca nie wiedziała, że syn wyszedł w nocy z domu.

Wczoraj (12.08.2020 r.) przed godziną 5:00 nad ranem policjanci z Redy otrzymali zgłoszenie, z którego wynikało, że pięcioletni chłopiec samodzielnie wędruje ulicą Derdowskiego. Na miejsce został natychmiast skierowany policyjny patrol. Funkcjonariusze po przyjeździe na miejsce potwierdzili zgłoszenie i ustalili imię chłopca, jednak innych informacji pięciolatek im nie podawał. Na pytania mundurowych, gdzie się wybiera, podał, że idzie do babci. Chłopiec miał przy sobie klucze, które jak się później okazało były od domu chłopca, a drugi komplet kluczy był do samochodu. Maluch wskazał mundurowym, na jakiej ulicy mieszka babcia, jednak nie był w stanie podać dokładniejszej lokalizacji domu.

Policjanci zabrali chłopca na tę ulicę i tam ustalili, gdzie mieszkają jego dziadkowie. Niestety jak ustalili policjanci, nikogo nie było w domu, ponieważ wyjechali. Funkcjonariusze wspólnie z Wydziałem Kryminalnym z Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie ustalili tożsamość chłopca i miejsce zamieszkania. Kiedy dotarli z dzieckiem do jego domu, drzwi do mieszkania były zamknięte na klucz, a matka pięciolatka spała i nie miała pojęcia, że syn wyszedł z domu. Była trzeźwa.

Na szczęście dziecku nic się nie stało. Teraz wobec matki dziecka zostanie skierowany wniosek do sądu, ponieważ dopuściła do przebywania małoletniego poniżej lat 7 na drodze publicznej.
Źródło info i foto: Policja.pl

Nigeria: 22-letnia studentka zgwałcona w kościele

22-letnia nigeryjska studentka, Uwavera Omozuwa, jak podają tamtejsze media, na które powołują się m.in. CNN i BBC, została napadnięta i zgwałcona w kościele nieopodal domu. Trzy dni później zmarła w szpitalu. Rodzice dziewczyny i mieszkańcy kraju domagają się szybkiego zatrzymania i ukarania sprawców.

Do brutalnej napaści doszło w środę, 27 maja, w świątyni należącej do Odkupionego Chrześcijańskiego Kościoła Bożego (to chrześcijański wolny Kościół protestancki o charakterze ewangelikalnym nurtu zielonoświątkowego) w Beninie. Tam też Omozuwa mieszkała i studiowała. Do kościoła często przychodziła się uczyć.

Zakrwawioną studentkę, z rozdartą spódnicą i koszulą pokrytą krwią znalazł ochroniarz – podaje BBC. 22-latka została przewieziona do szpitala, jednak lekarzom nie udało jej się uratować. Zmarła w sobotę, 30 maja, trzy dni po napaści.

Nie wiadomo dokładnie, co wydarzyło się 27 maja w kościele. Lokalne media, na które powołuje się BBC, podają, że do kościoła weszła grupa mężczyzn, zgwałciła dziewczynę i biła ją gaśnicą. Te doniesienia nie zostały jednak potwierdzone.

Rzecznik policji w Nigerii opisał zdarzenie jako „brutalny atak” i zapewnił, że siły policji zrobią wszystko, by w jak najkrótszym czasie sprawcy czynu ponieśli jego konsekwencje. Sprawę funkcjonariusze traktują nie jako gwałt, a jako morderstwo.

W afrykańskim państwie popularność zyskuje hasztag #JusticeForUwa.

Rodzina ofiary apeluje o pomoc w wyśledzeniu zabójców. Domagają się tego również mieszkańcy, wstrząśnięci atakiem. Zwracają oni uwagę na problem, jakim są w kraju przestępstwa „warunkowane płcią”. Przypominają sprawę 16-latki, Tiny Ezekwe, która dzień przed napaścią w kościele, zginęła zastrzelona przez policjanta w dawnej stolicy Nigerii – Lagosie. Mężczyznę aresztowano.
Źródło info i foto: interia.pl

10 tys. zł kary za happening artystów przed Sejmem. Sanepid odpuści ukaranym?

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje ws. dwóch uczestników happeningu przed Sejmem ws. wyborów 10 maja, którzy dostali po 10 tys. zł kary. Zdaniem RPO jest ona „rażąco surowa i niesprawiedliwa”. Jak dowiedział się polsatnews.pl, wniosków o ukaranie aktywistów było więcej. Inspektor sanitarna wstrzymała wydanie decyzji w ich sprawie i analizuje decyzje o już nałożonych karach. 6 maja, gdy Sejm zajmował się projektem ustawy ws. wyborów korespondencyjnych, ulicami Warszawy przeszła grupa artystów, która protestowała przeciwko głosowaniu 10 maja.

Ich działanie nawiązywało do akcji „List” Tadeusza Kantora z 1967 roku. Grupa dziesięciorga artystów sprzed gmachu Poczty Głównej przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie przeszła przed Sejm. Siedmioro z nich niosło 14-metrowy transparent wyglądający jak list. Był on opatrzony napisem „Żyć nie, umierać”.

– Starannie przygotowaliśmy się do tej akcji. Zachowywaliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa i dwumetrowe odstępy – powiedziała polsatnews.pl Marta Czyż, jedna z artystek.

„W notatce policyjnej było 2,36 m”

– Nam chciano dać mandaty po 100 zł za nielegalne zgromadzenie. Nie przyjęliśmy ich, bo byliśmy w pracy. Sprawa najpewniej wyląduje w sądzie – dodała.

Druga sprawa, to zachowanie odległości. Jak podkreśliła Czyż, w czasie happeningu policjanci zmierzyli odstępy pomiędzy uczestnikami zgromadzenia. Według jej relacji, w policyjnej notatce zapisano odległość 2,36 m.

Jednak w sobotę dwóch uczestników happeningu zostało ukaranych karą administracyjną w wysokości 10 tys. zł za „nieprzestrzeganie nakazu przemieszczania się w odległości nie mniejszej niż dwa metry od siebie”. Decyzję wydał sanepid na wniosek policji.

– W sobotę rano, przed godz. 10 usłyszałem dzwonienie i walenie policjantów do moich drzwi. Było dwóch funkcjonariuszy, przekazali mi pismo i poinformowali, że wszystko jest nagrywane – powiedział polsatnews.pl Paweł Żukowski. Jak dodał, z dokumentu dowiedział się, że został ukarany za nieprzestrzeganie dwumetrowego odstępu.

„Kara może zostać uznana za niezgodną z konstytucją”

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Jak zauważył, „z wszystkich relacji wynika, że uczestnicy akcji stosowali się do przepisów sanitarnych (obowiązek zachowania 2 metrów odstępu, obowiązek zasłaniania twarzy)”.

„Widać to też na opublikowanym przez dziennikarzy nagraniu. Tym bardziej sposób potraktowania tych obywateli przez przedstawicieli państwa musi budzić wątpliwości” – dodał.

RPO podkreślił, że „ma świadomość znaczenia wprowadzonego zakazu organizacji zgromadzeń oraz ograniczeń w przemieszczaniu się w związku z obowiązującym stanem epidemii”. Niemniej – zauważył – całkowity zakaz budzi wątpliwości, ponieważ może prowadzić w praktyce do naruszenia istoty konstytucyjnego prawa do zgromadzeń.

„Kara nałożona przez Sanepid wydaje się w opisanej sytuacji rażąco surowa i niesprawiedliwa, a tym samym może zostać uznana za niezgodną z konstytucyjnym standardem określonym w art. 31 ust. 3 Konstytucji w związku z jej nieproporcjonalnością” – podkreślił Rzecznik.

Interwencje zapowiadają także politycy Lewicy. – Złożymy interpelację, pismo do Głównego Inspektoratu Sanitarnego z prośbą o wyjaśnienie. Z filmów dostępnych w mediach społecznościowych widać, że uczestnicy zgromadzenia zachowywali odstęp – przekazała Magdalena Biejat z Partii Razem.

„Może je uchylić”

Jak dowiedział się polsatnews.pl, policjanci wystąpili o ukaranie nie dwóch, a kilku aktywistów protestujących z 6 maja. Powiatowa inspektor, Jadwiga Mędelewska, wstrzymała jednak decyzje ws. pozostałych wniosków – usłyszeliśmy od rzeczniczki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie Joanny Narożniak.

– Pani inspektor zajęła się osobiście wnioskami ws. ukaranych już osób. Może kary podtrzymać lub je uchylić – dodała Narożniak.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polska: Nowe dane Policji. 190 naruszeń kwarantanny

W ciągu ostatniej doby policjanci skontrolowali blisko 102 tys. osób poddanych kwarantannie. W 190 przypadkach wystąpili o ukaranie. Rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka podkreślił, że Polacy wyjątkowo dobrze stosują się do zaleceń w transporcie zbiorowym. W niedzielę rano insp. Mariusz Ciarka poinformował, że w ciągu ostatniej doby policjanci sprawdzili prawie 102 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie. W ok. 190 przypadkach funkcjonariusze uznali, że doszło do złamania zasad. Ok. 30 osób poprosiło policję o przekazanie prośby o pomoc w zakupach, wyniesieniu śmieci czy nadaniu przesyłki.

Policjanci skontrolowali łącznie ponad 111 tys. pojazdów komunikacji zbiorowej. Z dotychczasowych obserwacji funkcjonariuszy wynika, że kierowcy autobusów i motorniczowie dobrze radzą sobie z egzekwowaniem przepisów. – Praktycznie nie ujawniamy poważniejszych uchybień – zaznaczył w rozmowie z PAP insp. Ciarka.

Jego zdaniem Polacy „wykazują się ogromną odpowiedzialnością na co dzień”, stosując się do zaleceń. Od czwartku policjanci rozdają maseczki i informują obywateli o obowiązku zakrywania ust i nosa w miejscach publicznych.

Obecnie 117 policjantów jest zakażonych koronawirusem.
Źródło info i foto: wp.pl

Mandaty i wnioski do sądu po strajku kobiet

W trakcie Samochodowego Strajku Kobiet, który odbył się we wtorek, 14 kwietnia na rondzie Dmowskiego w Warszawie, policjanci wylegitymowali 24 osoby. Materiały w ich sprawie trafią do sanepidu. Ponadto w trakcie manifestacji nałożono cztery mandaty, do sądu trafi sześć wniosków o ukaranie.

We wtorek odbył się Samochodowy Strajk Kobiet. Wokół ronda Dmowskiego jeździło kilkadziesiąt samochodów oraz rowerzystów. Manifestujący pod hasłem „Odrzuć projekt Godek #Piekłokobiet” pokazali swój sprzeciw wobec obywatelskiemu projektowi przepisów zaostrzających prawo aborcyjne, którym w tym tygodniu ma się zająć Sejm.

Rzecznik stołecznej policji, Sylwester Marczak poinformował, że w związku z tą akcją wylegitymowano 24 osoby, cztery ukarano mandatem, a w przypadku sześciu wnioski o ukaranie skierowano do sądu. Pozostałe osoby zostały pouczone. „Najwięcej wykroczeń związanych było z łamaniem przepisów ruchu drogowego. Przykładem jest m.in. tamowanie ruchu” – wyjaśnił policjant.

„Na tym nie koniec. Wobec wszystkich skierowane zostaną materiały do właściwego inspektora sanitarnego. Dotyczy to m.in. nieuzasadnionego przemieszczania się” – przekazał Marczak. Sanepid decyduje o nałożeniu kar administracyjnych za złamanie obostrzeń związanych z epidemią. Ogólnopolski Strajk Kobiet oraz aktywistki i aktywiści zachęcają w mediach społecznościowych, aby w trakcie epidemii koronawirusa umieszczać rysunki błyskawicy na oknach i wywieszać plakaty.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Francja: Brutalne pobicie policjantki i policjanta. Macron: Sprawcy linczu zostaną ukarani

Dwoje policjantów zostało brutalnie pobitych na podparyskich przedmieściach. Wśród poszkodowanych jest policjantka, którą wściekły tłum bił i kopał po całym ciele. Prezydent Francji zapowiedział „schwytanie i ukaranie tchórzliwych sprawców linczu”.

Do zdarzenia doszło w podparyskiej miejscowości Champigny-sur-Marne w wieczór sylwestrowy. Dwoje policjantów próbowało powstrzymać grupę ok. 300 osób, które chciały – mimo braku zaproszenia – wejść na prywatną imprezę. Interwencja policji tylko rozwścieczyła tłum, który zaczął demolować samochody, a w pewnym momencie zaatakował parę funkcjonariuszy.

Brutalny atak na dwóje policjantów

Policjant, który w obronie własnej użył gazu, został pobity, a jego koleżankę przewrócono i brutalnie skopano po całym ciele. W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie wykonane telefonem komórkowym, na którym widać jak kobieta jest bita i kopana niczym worek piachu, miedzy innymi po twarzy.

Lincz przewała dopiero interwencja znacznych sił policji

Na szczęście lincz udało się przerwać, gdy na miejsce ściągnięto znaczne siły policji.Użyto granatów łzawiących do rozpędzenia zbiegowiska. Na miejscu interweniowali też strażacy, którzy gasili podpalone samochody. Dwóch z nich także odniosło lekkie obrażenia.

Dwoje zaatakowanych policjantów znajduje się pod opieką lekarzy. Mężczyzna ma m.in. złamany nos, a kobieta wymaga dłuższego leczenia w szpitalu.

Jak podaje „Paris Match” powołując się na depeszę AFP, po nocnych zajściach zatrzymano dwie osoby, ale nie wiadomo, czy wśród nich są sprawcy napaści na funkcjonariuszy.

Atak wywołał falę oburzenia w mediach społecznościowych. W sprawie wydarzeń pod Paryżem głos zabrał prezydent Francji. Emmanuel Macron napisał na Twitterze, że winni tchórzliwego linczu zostaną odnalezieni i ukarani.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Turcja: Próba zamachu stanu

Po dokonanej w nocy z piątku na sobotę przez część armii tureckiej próbie zamachu stanu, władze tureckie zdołały częściowo opanować sytuację. W kraju panuje jednak chaos. Prezydent Erdogan zapowiedział ukaranie winnych. Według tureckich mediów zginęły 42 osoby, w tym 17 policjantów, ok. 150 osób zostało rannych.

W stolicy kraju Ankarze wciąż słychać sporadyczną strzelaninę po nocy charakteryzującej się zamętem, chaosem i sprzecznymi informacjami. Media informowały o walkach na ulicach Ankary, w tym ataku na parlament i budynki rządowe z udziałem czołgów i lotnictwa. Miało też dojść do walk powietrznych a lotnictwo rządowe miało zestrzelić helikopter puczystów.

Puczyści zajęli studia publicznej telewizji TRT a także prywatnej stacji CNN Turk. W sobotę rano zostali jednak aresztowani przez siły wierne rządowi i stacje wznowiły nadawanie.

Lotnisko im. Ataturka w Stambule zostało w piątek wieczorem zamknięte, ale w sobotę rano napłynęły informacje że sytuacja powoli wraca do normy. Natomiast agencja żeglugowa GAC podała, że władze tureckie zamknęły w sobotę rano cieśninę Bosfor dla ruchu tankowców „z powodów bezpieczeństwa”. Turcja zamknęła też w sobotę nad ranem wszystkie trzy przejścia na granicy z Bułgarią – poinformowało bułgarskie radio publiczne, powołując się na bułgarskie MSW. Bułgaria wzmocniła też ochronę granicy z Turcją.

„Pozostanie ze swoim narodem”

Prezydent Erdogan, który przebywał na urlopie, potępił w sobotę nad ranem „zdradę”. Jak powiedział puczyści dopuścili się jej z inspiracji jego wroga imama Fethullaha Gulena przebywającego na emigracji w USA. Zapowiedział ukaranie winnych, którzy „zapłacą wysoką cenę”. W relacji Associated Press Erdogan oświadczył, że przywódcy puczu zostali aresztowani, jednak nie uporano się jeszcze ze wszystkimi skutkami buntu.

Prezydent oświadczył, że nie zamierza się nigdzie wybierać i „pozostanie ze swoim narodem”. Dodał, że „miliony wyszły na ulice” protestując przeciwko puczowi, którego uczestnicy „są mniejszością” w armii.

„Turcja ma demokratycznie wybrany rząd i prezydenta. Spoczywa na nas odpowiedzialność i będziemy wykonywać nasze obowiązki do końca. Nie oddamy kraju najeźdźcom” – powiedział Erdogan na konferencji prasowej na lotnisku w Stambule.

Erdogan powiedział też, że hotel w nadmorskiej miejscowości Marmaris, w południowo zachodniej Turcji, w którym przebywał na urlopie, został po jego wyjeździe zbombardowany. Premier Binali Yildrim poinformował, że w związku z puczem aresztowano 130 osób.

Wciąż niespokojnie w Ankarze

Reuter informował powołując się wysokiej rangi turecką osobistość oficjalną, że niektórzy spiskowcy nadal stawiają opór w Stambule i Ankarze. Według tego źródła spiskowcy nadal atakują budynek parlamentu, wykorzystując m. in. lotnictwo. Władze ostrzegły, że samoloty puczystów będą zestrzelone.

Prezydent USA Barack Obama i sekretarz stanu John Kerry wezwali podczas rozmowy telefonicznej w nocy z piątku na sobotę wszystkie strony konfliktu w Turcji do poparcia wybranego w drodze wyborów rządu. Obama i Kerry wezwali też strony konfliktu do powściągliwości, unikania przemocy i rozlewu krwi. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zaapelował w sobotę nad ranem o „pełne respektowanie” tureckiej konstytucji i instytucji demokratycznych. W opublikowanym oświadczeniu Stoltenberg wyraził poparcie dla prezydenta Tayyipa Erdogana i jego rządu. Podkreślił, że Turcja jest „cennym członkiem NATO”.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Ryszard B. skazany za jazdę po alkoholu

Grzywną w wysokości 2 tys. zł i rocznym zakazem prowadzenia pojazdów Sąd Rejonowy w Jarosławiu ukarał 58-letniego Ryszarda B., radnego PiS w powiecie jarosławskim. Karę wymierzono mu za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu. – Wyrok jest nieprawomocny. Skazany złożył sprzeciw, postępowanie dowodowe będzie się toczyć na rozprawie – mówi Anna Marusiak, wiceprezes jarosławskiego sądu.

Wyrok nakazowy zapadł na niejawnym posiedzeniu sądu, radny Ryszard B. w nim nie uczestniczył. O ukaranie radnego PiS, a także skarbnika tej partii w powiecie jarosławskim wystąpili z wnioskiem policjanci z komisariatu w Radymnie, którzy 1 czerwca br. przyłapali B. na jeździe pod wpływem alkoholu.

Feralnego dnia około godz. 11 policja dostała telefoniczny sygnał, że Ryszard B. prawdopodobnie przyszedł do pracy „po użyciu alkoholu”. B. był wtedy prezesem Przedsiębiorstwa Komunalnego w Skołoszowie. To spółka podlegająca pod Urząd Gminy w Radymnie. Policjanci nie zastali Ryszarda B. w firmie, ale chwilę później dostrzegli, jak wjeżdża autem na teren spółki.

Mundurowi sprawdzili stan trzeźwości prezesa. Miał prawie 0,4 promila alkoholu w organizmie, a więc popełnił wykroczenie. Jazda pod wpływem alkoholu za przestępstwo uznawana jest od 0,5 promila.

– Nie zatrzymano prawa jazdy, ponieważ mężczyzna nie miał przy sobie dokumentu. Samochodu nie zabezpieczano – wyjaśnia Marta Tabasz-Rygiel z podkarpackiej policji. 26 czerwca policja wysłała do sądu wniosek o ukaranie Ryszarda B. za wykonywanie pracy po spożyciu alkoholu, kierowanie autem po alkoholu i bez prawa jazdy przy sobie.

Sąd ukarał radnego PiS grzywną w wysokości 2 tys. zł, rocznym zakazem prowadzenia pojazdów, ma też zwrócić koszty postępowania. Ryszard B. od wyroku się odwołał. Na ostateczne prawomocne rozstrzygnięcie tej sprawy czekają jego koledzy partyjni.

– O sprawie dowiedziałem z lokalnej gazety. Byłem zaskoczony, ale powstrzymuję się od komentarza. Gdy wyrok się uprawomocni, zbierze się zarząd partii i podejmie odpowiednie kroki dyscyplinarne zgodnie z naszymi statutem i obyczajami. Tego typu rzeczy w naszej partii są mocno piętnowane, ale nie chciałbym wyprzedzać faktów, co się stanie. Czekamy na prawomocny wyrok – mówi Stanisław Kłopot, sekretarz PiS w powiecie jarosławskim.

Ryszard B. należy do PiS od ok. 10 lat. Gdy do Urzędu Gminy w Radymnie dotarła informacja, że B. zatrzymała policja za jazdę po alkoholu, władze gminy odwołały go z funkcji prezesa Przedsiębiorstwa Komunalnego w Skołoszowie.
Żródło info i foto: Gazeta.pl