37-letni Ukrainiec zabił nożem dwóch kolegów z pracy

Serhij S. (37 l.) od kilku lat przyjeżdżał z Ukrainy do Polski do pracy. Ale nie dorobił się fortuny, bo wszystko, co zarobił, wydawał na używki i kobiety. A kiedy zabrakło mu pieniędzy, w okrutny sposób zamordował dwóch kolegów z pracy. Okradł zmarłych, a kasę przepuścił, zaspakajając swoje żądze.

Ukrainiec regularnie pojawiał się w gospodarstwie ogrodniczym w Dobrosławowie (woj. lubelskie). Dobrze zarabiał, ale wszystko tracił.

– Wydawałem pieniądze na narkotyki, wódkę i kobiety – mówił zaraz po zatrzymaniu. Te przyjemności były bardzo kosztowne. Serhij zaczął więc okradać kolegów z pracy. Na początku grudnia nocą włamał się do pokoju dwóch z nich (52 i 32 l.) i zaczął przetrząsać ich rzeczy. Kiedy jeden z okradanych obudził się, doszło do masakry. Serhij S. zadał nieszczęśnikowi aż 18 ciosów nożem sprężynowym. Zaraz potem drugiemu poderżnął gardło. Ukradł pieniądze i uciekł. Teraz stanął przed lubelskim sądem. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Porwał dziecko na stacji paliw w ukraińskim Boryspolu. Przyznał, że chciał popełnić przestępstwo

Na terenie jednej ze stacji paliw w ukraińskim Boryspolu mężczyzna wykorzystał nieuwagę matki i porwał kilkuletnią dziewczynkę, po czym odjechał. Policjantom udało się ująć sprawcę dzięki nagraniom z kamer monitoringu. Informację o zaginięciu dziewczynki przekazano wszystkim okolicznym posterunkom policji. Do porwania doszło w chwili, gdy matka płaciła za paliwo. Dziecko w tym czasie stało przy samochodzie.

Momentalnie po uprowadzeniu kilkulatki porywacz odjechał ze stacji. Zdezorientowana kobieta początkowo samodzielnie rozpoczęła poszukiwania, jednak gdy nie przynosiły one skutku, zawiadomiła o sprawie policję. Funkcjonariusze od razu rozpoczęli akcję poszukiwawczą. Włączyli się do niej również policjanci z wydziału kryminalnego, którym po dwóch godzinach udało się namierzyć porywacza. Okazał się nim 29-latek.

Tuż po zatrzymaniu mężczyzny zdradził, on, że „porwał dziecko z zamiarem przestępstwa” – informuje Narodowa Policja Ukrainy. Dziewczynce na szczęście nic się nie stało i wróciła do domu bez żadnych obrażeń. Ukraińskie prawo zakłada, że w sprawie uprowadzenia dziecka odbywa się postępowanie karne na podstawie p. 2 art. 146 Kodeksu karnego Ukrainy. Porywaczowi, który trafił do aresztu, grozi pięć lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pod Charkowem ostrzelano autobus. Są ranni

Na trasie między Kijowem i Charkowem w pobliżu miasta Lubotyn ostrzelano autobus, są ranni – podał w czwartek portal Hromadske. Informację o rannych potwierdziła rzeczniczka policji obwodu charkowskiego Ołena Barannyk.

– Na razie nie mogę powiedzieć, czy strzelano w autobus, czy ludzie wyszli i stało się to na zewnątrz. Miejscowa policja już jest na miejscu, wyjaśniane są szczegóły – powiedziała portalowi.
Źródło info i foto: TVP.info

Chciała sprzedać swoje dziecko, żeby kupić mieszkanie i auto

Mieszkanka Mariupola na wschodzie Ukrainy chciała sprzedać swoje nowo narodzone dziecko za 400 tys. hrywien (ok. 14,7 tys. dolarów) – poinformowała prokuratura obwodu donieckiego. Kobietę, która za otrzymane pieniądze planowała kupić mieszkanie i samochód, zatrzymano. Śledczy ustalili, że 19-letnia bezrobotna kobieta nie znajdowała się pod opieką lekarską w związku z ciążą i nie planowała zatrzymywać dziecka po narodzinach.

Jak dodano, w ciągu dwóch miesięcy w celu wzbogacenia – a dokładniej kupna mieszkania i samochodu – kobieta poszukiwała potencjalnych klientów. Chciała „sprzedać” chłopca, którego po narodzinach 12 sierpnia „wyceniła” na 400 tys. hrywien (ok. 14,7 tys. dolarów) – powiadomiła prokuratura. Kobieta została zatrzymana, kiedy przekazywano jej pieniądze – wyjaśniono. Prowadzone są działania w celu wyboru środka zapobiegawczego. 19-latce grozi od 8 do 15 lat pozbawienia wolności.

Niemowlę oddano pod opiekę do miejskiego szpitala dziecięcego.

Portal telewizji Hromadske przypomina, że pod koniec lipca wiceszefowa MSW Ukrainy Tetiana Kowalczuk poinformowała, iż od początku roku na Ukrainie wykryto prawie 150 faktów handlu ludźmi i ponad 50 handlarzy ludźmi. Ponad 100 spraw dotyczących tych przestępstw trafiło do sądu.
Źródło info i foto: interia.pl

Kijów: Groził eksplozją bomby w banku. Mężczyzna został zatrzymany

Do oddziału Uniwersał Banku w centrum Kijowa wszedł dziś mężczyzna, który oznajmił, że w plecaku ma bombę – podał dziś wiceminister spraw wewnętrznych Anton Heraszczenko. Został już zatrzymany – potwierdził minister. Mężczyzna, który zabarykadował się w poniedziałek w banku w Kijowie, twierdząc, że ma bombę w plecaku, został zatrzymany – potwierdził po godz. 11 czasu polskiego wiceszef MSW Ukrainy Anton Heraszczenko.

„Terrorysta został pojmany żywy. Do wybuchu nie doszło. Na miejscu pracują saperzy. Potem sąd i długi wyrok więzienia” – napisał Heraszczenko na Facebooku.

Ukraina: mężczyzna groził bombą w banku w centrum Kijowa

Jako pierwszy informację o zdarzeniu podał wiceminister Anton Heraszczenko na Facebooku. Jak napisał, policja otrzymała zgłoszenie dziś o godz. 12 czasu miejscowego (godz. 11 czasu polskiego). Telefonowała pracownica oddziału Uniwersał Banku w rejonie szewczenkowskim w centralno-zachodniej części miasta. Oddział banku znajduje się w kompleksie centrum biznesowego „Leonardo”.

Według informacji przekazanej przez wiceministra spraw wewnętrznych, do banku wszedł mężczyzna w wieku do 35 lat, który poinformował, że w plecaku ma materiały wybuchowe i domagał się wezwania policji.

„Pracownicy banku opuścili pomieszczenie, kierowniczka oddziału pozostała na własne życzenie” – przekazał wiceszef MSW Ukrainy. Jak napisał, rozpoczęto policyjną akcję „Grom”. „Przedstawiciele policji rozpoczęli negocjacje z terrorystą i zaproponowali mu poddanie się” – poinformował Heraszczenko.

Ukraińskie media informują, że mężczyzna ma 32 lata i jest znany policji. Zamknięto ulica wokół banku. Terrorysta domaga się, by pozwolono mu na wejście na żywo w ukraińskiej telewizji – podają ukraińskie media.
Źródło info i foto: onet.pl

Przemycili 160 tysięcy paczek papierosów pontonami

Co najmniej 160 tysięcy paczek papierosów przemyciła z Ukrainy do Polski grupa kierowana przez Grzegorza K. z Chełma. Kontrabandę przewożono pontonami przez Bug, ładowano do samochodów terenowych i wywożono w głąb kraju. Lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej skierowały właśnie do sądu akt oskarżenia przeciwko bossowi i czterem jego współpracownikom.

Kolejny akt oskarżenia przeciwko przemytnikom papierosów ze Wschodu jest pokłosiem innego dużego śledztwa w sprawie gangów zajmujących się tego typu działalnością. Tym razem postępowanie dotyczyło kilku miesięcy z roku 2014, gdy od czerwca do października grupa kierowana przez Grzegorza K. miała brać udział w przerzuceniu do Polski z Ukrainy co najmniej 160 tys. paczek papierosów. Ustalono, że w proceder są zamieszani mieszkańcy powiatów chełmskiego i hrubieszowskiego.

Kontrabandę przemycano do naszego kraju przez Bug na pontonach. Na polskim brzegu na pakunki z kartonami papierosów czekali członkowie grupy. Pakowali je do samochodów terenowych i wywozili w głąb kraju. Najczęściej od razu do klientów czekających na dostawę. Auta miały mieć podrasowane silniki, a ich członkowie grupy często korzystali z noktowizorów, żeby uniknąć wpadki.

Według prokuratury, na działalności gangu Skarb Państwa stracił ponad trzy miliony złotych.

Skorumpowany pogranicznik

Śledczy z lubelskich „pezetów” i CBŚP ustalili, że grupa opłacała minimum jednego funkcjonariusza Straży Granicznej. Co najmniej czterokrotnie przyjął on łapówki w wysokości od 6 do 12 tysięcy złotych. Miał za te pieniądze przekazywać przemytnikom informacje o rozmieszczeniu patroli pograniczników.

Prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi K. i czterem innym osobom. Podejrzanym zarzucono między innymi kierowanie i udział w zorganizowanej grupie przestępczej, udzielanie korzyści majątkowych oraz popełnienie przestępstw skarbowych. Przemytnikom grozi do 10 lat więzienia.

W czasie śledztwa udało się zabezpieczyć mienie oskarżonych o łącznej wartości blisko 2,5 miliona złotych. To głównie nieruchomości zakupione między innymi z zysków z przemytu papierosów.
Źródło info i foto: TVP.info

Ukraina: Terrorysta z Łucka poddał się. Zakładnicy wolni

Uzbrojony terrorysta, który przez ponad 12 godzin przetrzymywał zakładników w autobusie w Łucku, poddał się i został zatrzymany przez ukraińskie służby specjalne. Uwolniono wszystkich pasażerów. Zakładnicy zostali uwolnieni po szturmie sił bezpieczeństwa na autobus, który był transmitowany w telewizji. W chwili szturmu słychać było wybuch, po czym zakładnicy zaczęli wychodzić z autobusu. Rano we wtorek na telefon alarmowy wpłynęło zgłoszenie w sprawie tego, że mężczyzna, który ma przy sobie broń i ładunek wybuchowy, zabarykadował się w autobusie w centrum Łucka.

Służby zabezpieczyły teren zdarzenia. Na miejscu słychać było strzały, a w szybach pojazdu widać ślady po kulach – relacjonowały media. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zaapelowała do mieszkańców o pozostanie w domach lub miejscach pracy. Mieszkańcy budynków, stojących przy Placu Teatralnym, gdzie znajduje się autobus z zakładnikami, zostali poproszeni o opuszczenie lokali. Wyjaśniono, że napastnik ma broń i może strzelać w kierunku okien.

Wiceszef MSW Anton Heraszczenko przekazał agencji, że napastnik kilka razy strzelał w kierunku drona, wykorzystywanego na miejscu zdarzenia przez SBU. Wyrzucił także z pojazdu niezidentyfikowany przedmiot, który wybuchł – dodał wiceminister. Zaznaczył, że w wybuchu nikt nie został ranny.

Policja poinformowała, że jeden z funkcjonariuszy ok. godz. 19 (18 w Polsce) zaniósł do pojazdu wodę.

Heraszczenko przekazał, że mężczyzna nazywa się Maksym Krywosz. Wcześniej poinformował, że przedstawił się on funkcjonariuszom jako Maksym Płochoj.

Ukraińska redakcja BBC podaje, że w mediach społecznościowych na profilu osoby z takim imieniem i nazwiskiem można przeczytać następujący wpis: „Państwo zawsze było i jest głównym terrorystą. Jest ze mną dużo ludzi, (mam) broń automatyczną, dwie bomby, trzecia jest w ruchliwym miejscu w mieście”. Napastnik napisał, że żąda, by najwyżsi przedstawiciele władz i Kościołów oraz oligarchowie nagrali wideo, na których nazwą się terrorystami i opublikowali je w mediach społecznościowych.

Mężczyzna był w przeszłości karany. Władze zdementowały podaną wcześniej przez media informację w sprawie tego, że był przymusowo leczony psychiatrycznie. Interfax-Ukraina pisze, powołując się na MSW, że był on dwukrotnie skazany. Według doradcy szefa MSW Zoriana Szkiriaka mężczyzna urodził się w Rosji w 1975 roku i był sądzony m.in. za rozbój.

Portal Wołynski Nowyny pisze, że Maksym Płochoj to pseudonim, pod którym mężczyzna wydał książkę „Filozofia przestępcy”. Publikację, zawierającą wątki autobiograficzne, napisał, kiedy odbywał kary pozbawienia wolności – pisze Interfax-Ukraina, powołując się na lokalne media.

SBU poinformowała agencję Interfax-Ukraina o wszczęciu postępowania z artykułu dotyczącego zamachu terrorystycznego w związku z wydarzeniami w Łucku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ukraina: Porwał autobus i przetrzymuje zakładników. Napastnik jest uzbrojony

W Łucku na zachodzie Ukrainy mężczyzna przetrzymuje zakładników. To pasażerowie autobusu. Napastnik jest uzbrojony. Twierdzi, że ma przy sobie materiały wybuchowe i grozi wysadzeniem pojazdu w powietrze. Motyw jego działania nie jest znany. Na miejscu jest policyjny oddział specjalny. Trwają negocjacje z porywaczem.

Wciąż zbieramy informacje w tej sprawie. Artykuł jest w trakcie aktualizacji. Już wkrótce więcej na ten temat. Dramatyczne doniesienia z Łucka na Ukrainie. Mężczyzna uprowadził autobus z 20 pasażerami. Nie wiadomo, czego żąda porywacz. Policja, która jest na miejscu, prowadzi z nim negocjacje. Ściągnięto także oddział specjalny.

Według doniesień mieszkańców Łucka, w pozbliżu Placu Teatralnego słychać było wstrzały z broni palnej. Jak podaje ukraiński portal Kanal24, powołując się na szefa policji okręgu wolnickiego Jurija Kroszko, porywacz sam zawiadomił służby o uprowadzeniu rejsowego autobusu i wzięciu zakładników. Zagroził też, że wysadzi pojazd w powietrze. Przekazał, że ma ze sobą granaty i broń automatyczną.

„Sytuacja jest pod kontrolą, centrum miasta zostało zamknięte, próbujemy nikogo nie dopuszczać w pobliże tego miejsca, by nikt ewentualnie nie ucierpiał, apelujemy też do mieszkańców, by nikt nie zbliżał się do tego miejsca” – tłumaczy Jurij Koroszko.

Autobus ma powibijane szyby, słychać płacz – wśród uprowadzonych są prawdopodobnie kobiety i dzieci.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sprawa Sławomira N. Trwają przeszukania w Polsce i na Ukrainie

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy poinformowało o przeszukaniach w Kijowie, Lwowie i w Polsce w ramach śledztwa dotyczącego działalności organizacji przestępczej ze sfery zarządzania drogami. Rewizje trwają m.in. w biurach Ukrawtodoru, czyli Państwowej Służby Dróg Samochodowych. Są one związane z zatrzymaniem Sławomira N., byłego szefa Ukrawtodoru, a wcześniej ministra w rządzie Donalda Tuska.

Przeszukania w obu krajach przeprowadzają ukraińska Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP), polskie Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuratura okręgowa w ramach wspólnego śledztwa.

Międzynarodowa grupa śledcza prowadzi działania w biurach państwowej agencji drogowej Ukrainy (Ukrawtodor), firm biorących udział w przetargach tej instytucji oraz w miejscach zamieszkania byłych urzędników agencji i u obywateli Polski, „prawdopodobnych uczestników organizacji przestępczej”.

Służby mają łącznie przeszukać około 30 miejsc – podała nieoficjalnie PAP.

Sławomir N. w rękach CBA

W poniedziałek rano CBA zatrzymało byłego ministra transportu i budownictwa Sławomira N. Pełnił tę funkcję w latach 2011-2013 w rządzie Donalda Tuska. W późniejszych latach (2016-2019) szefował Ukrawtodorem. Zwolnienie N. z tej funkcji zapowiedział ukraiński minister infrastruktury Władysław Kryklij. Szef ukraińskiego resortu w rozmowie z tygodnikiem „Fokus” mówił wtedy, że N. „sam zamierza odejść”.

– Rozumie, że zmienił się krajobraz polityczny – tłumaczył Kryklij. Dodał, że N. „jest najpewniej najmniej problematycznym członkiem ekipy, która zajmowała się gospodarką drogową”.

Pod koniec września N. złożył dymisję z tego stanowiska, dodając, iż otrzymał nową propozycję pracy na Ukrainie. Nie poinformował o jej szczegółach.

Zatrzymano także dwie inne osoby

Wraz ze Sławomirem N., który ma usłyszeć zarzuty korupcji, prania brudnych pieniędzy i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, zatrzymano Dariusza Z., byłego dowódcę JW „GROM” oraz gdańskiego biznesmena Jacka P.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ustalenia ukraińskich śledczych. Sławomir N. był pełniącym obowiązki prezesa Ukrawtodoru

Urzędnicy Ukrawtodor stworzyli organizację przestępczą, której celem była defraudacja pieniędzy przeznaczonych na remonty dróg na Ukrainie – poinformował szef Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy Artem Sytnyk. Jedną z osób zatrzymanych w tym śledztwie jest były minister transportu Sławomir N., który miał przyjmować korzyści majątkowe za zlecenia budowy dróg.

Szef Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy Artem Sytnyk wyjaśnił na konferencji, że śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się w listopadzie 2019 roku.

– Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy wraz z polskimi kolegami ustaliło, że urzędnicy Ukrawtodor stworzyli organizację przestępczą, której celem była defraudacja funduszy pochodzących z międzynarodowych organizacji, które przeznaczały pieniądze na remonty dróg na Ukrainie – mówił.

Jak podkreślił, obecnie w Kijowie, Lwowie, a także na terytorium Polski przeprowadza się ponad 50 poszukiwań. – Do tej pory pociągnięto do odpowiedzialności cztery osoby, zatrzymano szereg osób, w tym szefa Ukrawtodor. Przeszukania dobiegają końca i mamy nadzieję uzyskać dodatkowe dowody na to, co zostało udokumentowane już dawno – mówił Sytnyk.

– Działania przestępcze faktycznie rozpoczynały się na terytorium Ukrainy i kończyły się, dotyczy to także otrzymania nielegalnych korzyści, na terytorium innego państwa – dodał.

Sytnyk poinformował, że „były pełniący obowiązki prezesa Ukrawtodor, wykorzystując swoje stanowisko służbowe, podjął działania zmierzające do uzyskania nielegalnych korzyści dla siebie i osób trzecich”.

– Jeden z epizodów dotyczył budowy dróg na terytorium Ukrainy, kiedy to firmy ukraińskie prowadziły budowę, ale z jakiegoś powodu nie mogły jej dokończyć w odpowiednim czasie. Szef Ukrawtodor sugerował wówczas, że za odpowiednią opłatą „rozwiąże” ich problemy związane z przedłużaniem kontraktów i unikaniem kar – powiedział Sytnyk.

Przekazał, że na razie na Ukrainie nikt nie został zatrzymany w związku ze śledztwem w sprawie Ukrawtodoru. Jednej osobie jest obecnie wręczane podejrzenie o popełnieniu przestępstwa.

Przeszukania w biurach Ukrawtodoru

Wcześniej w poniedziałek Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy poinformowało o przeszukaniach w Kijowie, Lwowie, a także na terytorium Polski w ramach śledztwa dotyczącego korupcji i prania brudnych pieniędzy, w którym rano w Polsce został zatrzymany były minister Sławomir N. Rewizje dotyczą 50 miejsc, między innymi biur Ukrawtodoru, którym w przeszłości kierował N.

W poniedziałkowym komunikacie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) podało, że „przeszukania przeprowadzane są wraz z ukraińską Specjalną Prokuraturą Antykorupcyjną (SAP), polskim CBA i polską prokuraturą w ramach wspólnego śledztwa”.
Źródło info i foto: tvn24.pl