Pijani Ukraińcy staranowali bariery na autostradzie A4

Na opolskim odcinku autostrady A4 samochód osobowy wjechał w bariery na pasie zieleni. Pojazdem podróżowało trzech obywateli Ukrainy. Jak się okazało, cała trójka była pijana. Na czas czynności służb technicznych i policji zablokowano dwa pasy ruchu. Jak informuje dyżurny Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Opolu, do zdarzenia doszło krótko przed północą, w nocy z soboty na niedzielę. Na odcinku autostrady A4 między węzłami Kędzierzyn-Koźle i Krapkowice samochód osobowy wjechał w bariery na pasie zieleni.

Przybyli na miejsce ratownicy zastali trzech mężczyzn – obywateli Ukrainy, którzy jechali samochodem w kierunku Wrocławia. Jak się okazało, cała trójka była nietrzeźwa. Żaden z mężczyzn nie odniósł poważniejszych obrażeń.

Przez blisko godzinę, na czas działań związanych z zabezpieczeniem miejsca zdarzenia i wykonania niezbędnych czynności technicznych, wyłączone z ruchu zostały dwa pasy ruchu. Obcokrajowcem, który kierował samochodem, zajmie się policja.
Źródło info i foto: interia.pl

28-letni Ukrainiec spowodował śmiertelny wypadek i uciekł. Został zatrzymany na przejściu granicznym w Budomierzu

28-letni obywatel Ukrainy dziś rano (20 sierpnia) próbował wyjechać z Polski, co się jednak nie udało – mężczyzna został zatrzymany na przejściu granicznym w Budomierzu – Strażnicy Graniczni ustalili, że mężczyzna jest poszukiwany, spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym i uciekł z miejsca zdarzenia.

Mężczyzna wpadł dziś rano (20 sierpnia) w trakcie kontroli pasażerów autokaru wyjeżdżającego z Polski przez przejście graniczne w Budomierzu. Strażnicy graniczni sprawdzający dane mężczyzny w krajowych i międzynarodowych bazach policyjnych ustalił, że cudzoziemiec jest w zainteresowaniu polskich służb.

– Poszukiwania mają związek ze zdarzeniem sprzed dwóch dni. Mężczyzna pracujący w Polsce jako kierowca taksówki potrącił pieszego i uciekł z miejsca zdarzenia. Ostatecznie osoba poszkodowana zmarła. Obywatel Ukrainy wiedział, że jest poszukiwany. W trakcie zatrzymania nie sprawiał problemów. Został już przekazany w ręce policji.- informuje BIOSG.

Od początku 2020 roku podkarpaccy strażnicy graniczni zatrzymali 200 osób poszukiwanych przez polskie oraz zagraniczne służby.
Źródło info i foto: se.pl

Przemycili 160 tysięcy paczek papierosów pontonami

Co najmniej 160 tysięcy paczek papierosów przemyciła z Ukrainy do Polski grupa kierowana przez Grzegorza K. z Chełma. Kontrabandę przewożono pontonami przez Bug, ładowano do samochodów terenowych i wywożono w głąb kraju. Lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej skierowały właśnie do sądu akt oskarżenia przeciwko bossowi i czterem jego współpracownikom.

Kolejny akt oskarżenia przeciwko przemytnikom papierosów ze Wschodu jest pokłosiem innego dużego śledztwa w sprawie gangów zajmujących się tego typu działalnością. Tym razem postępowanie dotyczyło kilku miesięcy z roku 2014, gdy od czerwca do października grupa kierowana przez Grzegorza K. miała brać udział w przerzuceniu do Polski z Ukrainy co najmniej 160 tys. paczek papierosów. Ustalono, że w proceder są zamieszani mieszkańcy powiatów chełmskiego i hrubieszowskiego.

Kontrabandę przemycano do naszego kraju przez Bug na pontonach. Na polskim brzegu na pakunki z kartonami papierosów czekali członkowie grupy. Pakowali je do samochodów terenowych i wywozili w głąb kraju. Najczęściej od razu do klientów czekających na dostawę. Auta miały mieć podrasowane silniki, a ich członkowie grupy często korzystali z noktowizorów, żeby uniknąć wpadki.

Według prokuratury, na działalności gangu Skarb Państwa stracił ponad trzy miliony złotych.

Skorumpowany pogranicznik

Śledczy z lubelskich „pezetów” i CBŚP ustalili, że grupa opłacała minimum jednego funkcjonariusza Straży Granicznej. Co najmniej czterokrotnie przyjął on łapówki w wysokości od 6 do 12 tysięcy złotych. Miał za te pieniądze przekazywać przemytnikom informacje o rozmieszczeniu patroli pograniczników.

Prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi K. i czterem innym osobom. Podejrzanym zarzucono między innymi kierowanie i udział w zorganizowanej grupie przestępczej, udzielanie korzyści majątkowych oraz popełnienie przestępstw skarbowych. Przemytnikom grozi do 10 lat więzienia.

W czasie śledztwa udało się zabezpieczyć mienie oskarżonych o łącznej wartości blisko 2,5 miliona złotych. To głównie nieruchomości zakupione między innymi z zysków z przemytu papierosów.
Źródło info i foto: TVP.info

20 Ukraińców zatrzymanych. Chcieli nielegalnie przekroczyć granicę Polski

Grupa 20 obywateli Ukrainy chciała nielegalnie dostać się do Polski w woj. opolskim – poformowała w poniedziałek policja. Zostali zatrzymani, grozi im więzienie.

Policjanci z Paczkowa (woj. opolskie) dowiedzieli się, że w miejscowości Kamienica 20 obywateli Ukrainy próbuje nielegalnie przekroczyć granicę polsko – czeską. Funkcjonariusze powiadomili o tym Straż Graniczną. Informacje potwierdziły się i mężczyźni, którzy w nocy pieszo usiłowali przekroczyć granicę, zostali zatrzymani. Ujętych zostało też 4 Polaków, który po naszej stronie granicy czekali na Ukraińców żeby rozwieźć ich po Polsce.

15 marca br. weszło w życie rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o czasowym przywróceniu kontroli granicznej w strefie Schengen w związku z walką z epidemią koronawirusa w Polsce. Dwa dni później Unia Europejska podjęła decyzję o tymczasowym zamknięciu granic zewnętrznych Wspólnoty na 30 dni, dla obywali państw spoza Unii. Okres ten może jednak zostać przedłużony.
Źródło info i foto: wp.pl

Afera podkarpacka. Ukraińskie służby interesowały się klientami agencji na Podkarpaciu

Dziennik „Rzeczpospolita” dotarł do zeznań braci Jewgienija i Aleksieja R. z Ukrainy, którzy przez kilkanaście lat prowadzili agencje towarzyskie na Podkarpaciu. Mężczyźni twierdzili, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy interesowała się tym, kto korzystał z usług prostytutek.

Afera podkarpacka ma dwóch głównych bohaterów – braci R., Aleksieja i Jewgenija z Ukrainy. Obydwaj mieszkali od lat 90. w Polsce i prowadzili biznes hotelarski. Jednak po latach wyszło na jaw, że od 2004 do 2017 roku mężczyźni handlowali kobietami i zmuszali je do prostytucji. Obydwaj zostali aresztowani w 2016 roku, ale otrzymali bardzo łagodne kary: skazano ich na rok i półtora roku więzienia. Są już na wolności.

Z zeznań byłego agenta CBA Wojciecha J. wynika, że w agencjach towarzyskich braci R. miały być kamery, a wizyty przeróżnych gości miały być rejestrowane. W ten sposób Ukraińcy mieli w razie czego zabezpieczać się, jeśli ktoś zacząłby interesować się ich przestępczym biznesem. Prokuratura twierdzi jednak, że żadnych taśm nie znaleziono.

Afera podkarpacka. Bracia R. o ukraińskich służbach

Jak informuje „Rzeczpospolita”, bracia R. w 2011 r. w zawiadomieniu złożonym do prokuratury poinformowali, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy od 2007 r. szukała informacji o klientach korzystających z ich agencji towarzyskich. Chodziło w szczególności o polityków i biznesmenów. Według braci R., SBU miała m.in. wzywać w tej sprawie na nieformalne rozmowy ukraińskie tancerki. Ukraińcy mieli twierdzić, że przekazali oficerom SBU blisko milion złotych i jednocześnie nie dali się zwerbować.

W jawnej części akt brakuje informacji, czy polskie służby badały ten wątek i czy zdołały w jakikolwiek sposób potwierdzić prawdziwość zeznań.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gotowy akt oskarżenia przeciwko 62-letniemu obywatelowi Ukrainy, który zabił 49-latka

Jest akt oskarżenia przeciwko 62-letniemu obywatelowi Ukrainy, któremu zarzucono dokonanie zabójstwa 49 – letniego mężczyzny, również obywatela Ukrainy. Do zdarzenia doszło 1 listopada 2017 roku na ulicy Trakt Świętego Wojciecha w Gdańsku. Świadkowie zauważyli trzech mężczyzn biegających po wale przeciwpowodziowym. Z relacji świadków wynikało, że jeden z mężczyzn uciekał przed drugim, natomiast trzeci próbował ich rozdzielić. Gdy wbiegli na jezdnię, uciekający mężczyzna, trzymając się za brzuch, upadł. Napastnik uciekł z miejsca zdarzenia. Trzeci z mężczyzn poprosił świadków o wezwanie pogotowia oraz Policji.

Próba udzielenia pomocy medycznej przez przybyły na miejsce Zespół Ratownictwa Medycznego nie powiodła się. Mężczyzna zmarł. Na jego ciele ujawniono rany kłute pleców, klatki piersiowej oraz brzucha. Z uzyskanej w toku postępowania opinii sądowo-lekarskiej wynikało, że bezpośrednią przyczyną zgonu był masywny krwotok wewnętrzny.

Ustalono tożsamość osób uczestniczących w zdarzeniu. Byli to obywatele Ukrainy. Przed zdarzeniem brali udział w spotkaniu towarzyskim, w trakcie którego doszło do kłótni pomiędzy pokrzywdzonym, a mężczyzną, który go gonił. Mężczyzna ten został zatrzymany 2 listopada 2017 roku na przejściu granicznym w Medyce. W oparciu o zebrany materiał dowodowy prokurator przedstawił mu zarzut popełnienia przestępstwa. Przesłuchany w charakterze podejrzanego przyznał się do jego popełnienia. Złożył wyjaśnienia. Na wniosek prokuratora Sąd tymczasowo aresztował mężczyznę.

Zarzucone oskarżonemu przestępstwo jest zbrodnią zagrożoną karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karą 25 lat pozbawienia wolności albo karą dożywotniego pozbawienia wolności.

Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do Sądu w kwietniu 2018 roku.
Źródło info i foto: Wprost.pl

FSB chce wybudować ogrodzenie między Krymem i Ukrainą

Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) na zaanektowanym Krymie planuje budowę ogrodzenia, które oddzieli terytorium półwyspu od Ukrainy. Plany te stały się znane po ogłoszeniu przetargu na budowę; 50-kilometrowe ogrodzenie ma powstać do 20 grudnia.

Wartość kontraktu na budowę wynosi ponad 200 mln rubli (około 3,4 mln USD) – podało w czwartek niezależne radio Echo Moskwy. Ogłoszony przez służby graniczne FSB przetarg dotyczy budowy i montażu ogrodzenia o wysokości ponad dwóch metrów w rejonie krasnoperekopskim, czyli najbardziej na północ wysuniętej części półwyspu. Ogółem Ukrainę od Krymu dzieli ok. 170 km na lądzie.

FSB powołuje się na potrzebę wzmocnienia ochrony tego pasa terytorium w związku z coraz częstszymi próbami wjazdu na terytorium Krymu z ominięciem punktów Dżankoj, Armiansk i Perekop, w których Rosja ustanowiła przejścia graniczne. FSB zapewniła, że funkcjonariusze służb granicznych zatrzymują obywateli Rosji i Ukrainy ściganych za przestępstwa kryminalne. Oświadczyła też, że „przezroczysta” granica przyciąga grupy dywersyjno-wywiadowcze.

Przetarg ma być rozstrzygnięty 16 października. Wchodzący w skład Ukrainy Półwysep Krymski został zaanektowany przez Rosję w marcu 2014 roku, po referendum, które władze Ukrainy i Zachód uznają za nielegalne.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ukraina: Polak zatrzymany za łapówkę

Wysoki urzędnik ukraińskich kolei państwowych Ukrzaliznycia został zatrzymany w środę przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) podczas przyjmowania łapówki w wysokości 70 tysięcy dolarów. Prokurator Generalny Ukrainy Jurij Łucenko oświadczył, że jest to obywatel Polski.

– Zatrzymany jest obywatelem Polski i został mianowany przez poprzednie kierownictwo Ukrzaliznyci – napisał prokurator na Facebooku.

Zatrzymany to pierwszy zastępca naczelnika departamentu audytu i kontroli Wachtangi Dżakeli – poinformował Łucenko. Według źródeł PAP zbliżonych do Ukrzaliznyci pochodzi on z Gruzji i przez jakiś czas mieszkał w Polsce. Miał także pracować w przeszłości w gruzińskiej ambasadzie w Kijowie.

Łucenko przekazał, że urzędnika przyłapano na gorącym uczynku a łapówka, którą przyjął, została mu wręczona za „rozwiązanie kwestii mianowania obywatela Ukrainy na jedno z kierowniczych stanowisk w Ukrzaliznyci”. Zatrzymania dokonano w jednej z kijowskich restauracji.

Wiceminister infrastruktury Jurij Ławreniuk napisał na Facebooku, że 70 tys. dolarów było pierwszą transzą z całej sumy łapówki, która miała wynieść 300 tysięcy dolarów.

Poprzedni prezes Ukrzaliznyci, polski menedżer Wojciech Balczun, oświadczył, że nie posiada informacji na ten temat. – Ale już od wielu miesięcy słyszałem o przygotowywanych prowokacjach. Na szczęście podjąłem decyzję o odejściu w odpowiednim czasie – powiedział portalowi Delo.ua.

Balczun podał się do dymisji w sierpniu. Premier Wołodymyr Hrojsman oświadczył wtedy, że nastąpiła ona z przyczyn osobistych i na własną prośbę Polaka. Balczun był szefem ukraińskich kolei od kwietnia 2016 roku, kiedy wygrał konkurs na to stanowisko, pokonując 30 kontrkandydatów. Po roku pracy media chwaliły go m.in. za stabilizację finansów firmy i uruchomienie nowych międzynarodowych połączeń kolejowych, w tym do Polski.

Balczun był jednak ostro atakowany przez ukraińskiego ministra infrastruktury Wołodymyra Omeliana, który domagał się by z nim nie przedłużano kontraktu.

Tuż przed dymisją, o zwolnienie Balczuna apelował do premiera Hrojsmana prokurator Łucenko, który oskarżył go o to, że nie zwalcza korupcji w swojej firmie. Pod adresem Balczuna nie padły jednak żadne zarzuty.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ukraina: Sławomir Nowak dostał ostrzeżenie w związku z korupcją

Były polski minister transportu jest od zeszłego roku szefem ukraińskiej państwowej agencji odpowiedzialnej za budowę dróg. Ukraińska prasa pisze o zarobkach Polaka – wielokrotnie wyższych niż te, o których mowa była kiedy zaczynał pracę na państwowej posadzie.

Zdaniem ukraińskiej Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji Sławomir Nowak łamie antykorupcyjne przepisy w Ukrawtodorze, czyli kierowanej przez siebie państwowej firmie. Urzędnicy walczący z korupcją poinformowali, że wysłali Sławomirowi Nowakowi oficjalne ostrzeżenie o naruszeniu ustaw, dotyczących, jak czytamy „etycznego zachowania, zapobiegania i regulowania konfliktu interesów i innych norm prawnych”. Nie uściślono jednak o co konkretnie obwiniany jest szef Ukrawtodoru.

Z kolei kierowana przez byłego polskiego ministra agencja do spraw budowy dróg oświadczyła, że ostrzeżenie dotyczy niedociągnięć w wypracowywanym wewnętrznym programie antykorupcyjnym. Niedociągnięcia te obiecano naprawić.

Ukraińskie media poruszają kwestię zarobków byłego polskiego ministra transportu. Po objęciu przez niego stanowiska w październiku zeszłego roku miał on otrzymywać 12 tys. hrywien. Obecnie jego wynagrodzenie wzrosło niemal do 900 tys. hrywien, czyli około 125 tys. złotych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kijów: Eksplozja bomby w centrum miasta. To próba zabójstwa

W dzielnicy rządowej w Kijowie eksplodował ładunek wybuchowy. Wydarzenie zostało początkowo zakwalifikowane jako akt chuligański, później jednak śledczy doszli do wniosku, że była to próba zabójstwa.

Próba zabójstwa – tak ukraińscy śledczy kwalifikują teraz wybuch, do którego doszło po południu w centrum Kijowa. W wyniku eksplozji w dzielnicy rządowej ranne zostały trzy osoby. Ich stan jest stabilny.

Ukraińscy śledczy pierwotnie zakwalifikowali eksplozję jako akt chuligański. Obecnie mówią o umyślnej próbie zabójstwa w sposób, który był niebezpieczny dla dużej liczby osób.
Media: Ranni to krewni wojskowego

Jak dowiedziały się ukraińskie media, poszkodowani w wyniku wybuchu to żona, teściowa i przyjaciel rodziny jednego z ukraińskich wojskowych – Wałeryja Czybynejewa, odznaczonego gwiazdą Bohatera Ukrainy dowódcy snajperskiej roty 79. brygady desantowej z Mikołajewa.

Dwoje rannych znajduje się w szpitalu. Według świadków zdarzenia, w kierunku chodnika w dzielnicy rządowej na ulicy Mychajła Hruszewskiego ktoś rzucił ładunek wybuchowy. Na miejscu czynności śledcze prowadzą policja i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Dzisiaj na Ukrainie obchodzone jest 26-lecie niepodległości. Z tej okazji w Kijowie przeszła parada wojskowa. W uroczystości uczestniczyli też przedstawiciele państw NATO.
Źródło info i foto: Gazeta.pl