Poszukiwani sprawcy kradzieży pieniędzy z bankomatów w miejscowości Poraj

Policja szuka sprawców nocnej kradzieży w miejscowości Poraj niedaleko Częstochowy. Złodzieje wysadzili bankomaty w powietrze i ukradli dużą ilość gotówki. Bankomaty znajdowały się w tym samym budynku co Urząd Gminy Poraj. Złodzieje skrupulatnie zaplanowali całą akcję, która nie trwała dłużej niż 6 minut.

Poraj. Policja poszukuje sprawców

Do wysadzenia bankomatów użyto najprawdopodobniej gazu. Jak ustalono, złodzieje byli zamaskowani. Policja ma dostęp do nagrań z bankowego monitoringu. Wartość skradzionej gotówki to 230 tysięcy złotych, jednak razem ze zniszczeniami powstałymi w wyniku eksplozji, straty wynoszą około 400 tysięcy złotych.

Policjanci z Komendy Powiatowej w Myszkowie poszukują sprawców kradzieży. Jednocześnie apelują do kierowców, którzy przejeżdżali w nocy w okolicach miejsca zdarzenia i mieli w samochodach kamery rejestrujące obraz, o kontakt z miejscową policją.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest list gończy za 27-letnim złodziejem

Rzeszowska prokuratura wydała list gończy za 27-letnim Pawłem Rybakiem. Mężczyzna dokonał kradzieży produktów w rzeszowskim hipermarkecie B1. Na swoim koncie miał już podobne przestępstwa, za które przebywał za kratkami. Według informacji Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów, 27-latek w okresie od 19 maja do 1 czerwca 2017 roku, będąc w rzeszowskim hipermarkecie B1 przy ul. Witosa 21, ukradł produkty o łącznej wartości około 1500 zł.

Wśród przywłaszczonych rzeczy znalazło się 12 butelek whiskey Jack Daniel’s, a także 12 szamponów marki Head & Shoulders. Jak podaje prokuratura, mężczyzna działał w krótkich odstępach czasu i wszystkie kradzieże dokładnie z góry zaplanował.

Ponadto 27-letni mieszkaniec Rzeszowa odpowiadał już wcześniej za podobne przestępstwa. W czerwcu 2013 roku został skazany prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego w Rzeszowie za umyślną kradzież z włamaniem na 15 miesięcy pozbawienia wolności. W więzieniu przebywał od grudnia 2014 do marca 2016 roku.

Jego ostatnim miejscem zameldowania była ulica Podhalańska w Rzeszowie. Każdy kto wie cokolwiek o miejscu pobytu poszukiwanego jest proszony o kontakt z policją pod alarmowymi numerami telefony 112 lub 997.
Źródło info i foto: se.pl

Paryż: Fałszywi policjanci ukradli Polakowi ciężarówkę

Przebrani za policjantów bandyci próbowali ukraść ciężarówkę polskiemu kierowcy pod Paryżem – dowiedział się korespondent RMF FM Marek Gładysz. Mężczyzna bronił swojego pojazdu, jednak złodziejom udało się odjechać. Ciężarówka została znaleziona w sąsiedniej miejscowości.

Wracającemu do Polski kierowcy ciężarówki drogę pod Paryżem zablokował w nocy samochód osobowy z policyjnym kogutem w departamencie Seine-et-Merne pod Paryżem. Wyszli z niego dwaj mężczyźni z podrobionymi policyjnymi legitymacjami i zaczęli sprawdzać dokumenty Polaka. Kazali mu wyjść z pojazdu i dmuchnąć w alkomat. Jeden ze złodziei nagle wsiadł do ciężarówki i odjechał, choć miał trudności z jej prowadzeniem.

Polak uczepił się kabiny pojazdu i próbował się do niej dostać. Po przejechaniu w ten sposób około 300 metrów został uderzony pięścią przez bandytę prowadzącego ciężarówkę. Upadł na drogę – na szczęście odniósł tylko lekkie obrażenia.

Polak musiał przejść pieszo kilka kilometrów do najbliższej stacji benzynowej w Vaudoy-en-Brie pod Paryżem, skąd wezwano żandarmerię.

Ciężarówka polskiego kierowcy została odnaleziona przez żandarmerię w sąsiedniej miejscowości Voinsles. Polakowi skradziono jednak pieniądze i prywatne przedmioty.

Francuska żandarmeria prowadzi śledztwo w tej sprawie.
Źródło info i foto: dziennik-polityczny.com

Polacy pomogli cyberprzestępcom ze Wschodu ukraść 154 miliony złotych

Co najmniej 154 miliony złotych wykradł z kont bankowych na całym świecie, polski odłam cybergangu, którego bossowie rezydowali w Rosji i mogli mieć powiązania z tamtejszymi służbami specjalnymi. Jak się dowiedział portal tvp.info do sądu trafił właśnie akt oskarżenia przeciwko polskim liderom grupy i ich najbliższym współpracownikom. – To największa w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości sprawa dotycząca międzynarodowej cyberprzestępczości – powiedział tvp.info prok. Maciej Florkiewicz, naczelnik lubelskich „pezetów”.

O skali przestępstw popełnianych przez polski odłam cybergangu najlepiej świadczy fakt, że osoby odpowiedzialne w grupie za rozliczanie i przekazywanie pieniędzy dostawały od razu liczarki do banknotów. Tylko na terenie naszego kraju przestępcy założyli dwa tysiące kont rachunków, przez które przepuścili ponad 154 miliony złotych.

Śledczy z Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej ustalili, że polscy rezydenci cybergangu: przez Dariusz O., Mariusz S. i Mariusz P. zawiadywali blisko 500 osobami: przede wszystkim słupami, którzy zakładali rachunki bankowe potrzebne do transferowania wykradzionych pieniędzy.

Portal tvp.info dotarł do szczegółów aktu oskarżenia w tej sprawie.

Groźny „mały bankowiec”

Cybergansterzy włamywali się na konta bankowe na terenie całego świata, głównie jednak w krajach Unii Europejskiej oraz USA i Kanadzie. Wykorzystywali wirus komputerowy o nazwie Tinba (od słów: Tiny Banker, – czyli mały bankowiec). Ten tzw. trojan był dołączany do fałszywych e-maili pochodzących rzekomo od firm ubezpieczeniowych, kurierskich, banków czy poczty. Wystarczyło otworzyć załącznik do otrzymanej wiadomości i wirus już uzyskiwał dostęp do konta ofiary.

Rada Bakowości Elektronicznej taj przedstawia mechanizm działania „trojana”: „Klient podaje hasło i login do bankowości internetowej, które są następnie przesyłane na serwer hakerów. Na komputerze klienta przez okres czasu około minuty lub dłużej wyświetlany jest komunikat „ trwa przesyłanie danych”, „proszę czekać”, „trwa aktualizacja danych” itp. W tym czasie na podstawie wykradzionego loginu i hasła następuje: logowanie przez hakerów do bankowości internetowej klienta, badanie dostępnych środków, przygotowywanie transakcji oszukańczej, pobranie informacji z banku o konieczności podania numeru wygenerowanego przez Token w celu autoryzacji ww. transakcji.

Po tych czynnościach na komputerze klienta skrypt wyświetla komunikat o rzekomych problemach z uwierzytelnieniem i generuje prośbę o wprowadzenie dodatkowego numeru wygenerowanego przez Token w celu prawidłowego przeprowadzenia procesu uwierzytelnienia tożsamości klienta. Nieświadomy użytkownik wprowadzając numer z Tokena „de facto” autoryzuje transakcję oszukańczą myśląc, iż dokonuje dodatkowego uwierzytelnienia swojej tożsamości”.

Aby zamaskować nielegalne operacje, po kradzieży wirus często wysłał komunikat o ‘pracach modernizacyjnych czy przerwie w pracy bankowości internetowej.

Wirus ze Wschodu

Pieniądze z rachunków bankowych, do których uzyskali dostęp przestępcy, były następnie transferowane przez Polskę i Danię na Ukrainę, następnie trafiały najprawdopodobniej do Rosji lub Łotwy. Z ustaleń prokuratury wynika, że polski oddział cybergangu dokonał 1259 kradzieży. Jednorazowe przelewy wynosiły od kilkunastu do nawet kilkuset tysięcy złotych. Międzynarodowy cgang działał od czerwca 2009 r. do kwietnia 2016 r.

– Z naszych informacji wynika, że organizatorzy cybergangu wywodzili się z Rosji. Nie jest jednak pewne czy pieniądze trafiły do tamtejszej mafii czy do służb specjalnych, które znane są ze skutecznych ataków hakerskich – mówi jeden ze śledczych.

Pewne jest, że właśnie na Łotwie lub w Rosji rezydowali autorzy złośliwego oprogramowania. Do nich trafiało 60 proc. wykradzionych pieniędzy. Pozostałymi 40 proc. dzieli się rezydenci oddziałów krajowych, takich jak polski. – Hakerzy byli na najwyższym poziomie działalności grupy. Osoby te przygotowywały oprogramowanie w celu ataku na klientów określonych banków w różnych krajach. W kodzie oprogramowania złośliwego zaszyfrowywane były numery rachunków założonych przez członków grupy przestępczej przeznaczonych do transferów pieniędzy. Ten poziom grupy przestępczej stanowili obywatele państw rosyjskojęzycznych – dodaje prok. powiedział tvp.info prok. Maciej Florkiewicz, naczelnik Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Polskie mózgi w akcji

Kolejnymi po hakerach, w hierarchii ważności gangu były osoby nazywane „mózgami”. Odpowiadały one za budowanie siatek osób, za pomocą, których można było bezpiecznie transferować wykradzione pieniądze do organizatorów przestępstwa. Podlegali im „księgowi” (dysponujący dostępem do baz danych okradanych osób) oraz „łowcy mułów” (odpowiedzialni za nadzór nad kontami zakładanymi przez podstawione osoby, czyli „muły”). „Mułami” byli najczęściej alkoholicy z Polski, Ukrainy i Łotwy, którzy za niewielkie wynagrodzenie zakładali rachunki bankowe niezbędne do transferowania zysków gangu.

Na terenie Polski oraz Danii „mózgami” byli: Dariusz O., Mariusz P. i Mariusz S. Dwaj ostatni mężczyźni przez jakiś czas byli samodzielnymi rezydentami cybergangu, ale w końcu podporządkowali się pierwszemu. Mieli stały kontakt z hakerami, od których przyjmowali konkretne zlecenia.

Według śledczych podgrupa Dariusza O. była „nadzwyczaj zorganizowana”. Szef pilnował bezpieczeństwa przedsięwzięcia. Każdy z jego podwładnych musiał na bieżąco zacierać ślady przestępstwa. – Wykorzystane telefony, komputery, a także karty płatnicze były niszczone po realizacji poszczególnych etapów działań. Sprawcy korzystali wyłącznie z telefonów pre-paidowych, kontaktując się między sobą za pomocą komunikatorów internetowych oraz poczty elektronicznej, której konta były zakładane na specjalnych rosyjskich serwerach, gwarantujących użytkownikom pełną anonimowość – dodaje prok. Florkiewicz.

„Muły” jadą po pieniądze

Na samym dole przestępczej hierarchii były tzw. muły. To właśnie oni zakładali rachunki indywidualne lub firmowe po jednym w kilku czy nawet kilkunastu bankach w Polsce, ale także w krajach sąsiednich: Niemczech, Słowacji czy Czechach. Każdy „muł” miał przykazane, aby przy podpisywaniu umowy podać adres do korespondencji wskazany przez swoich nadzorców. Najczęściej były to adresy pustostanów, rzadziej przypadkowych osób. Chodziło o to, aby można było bezpiecznie przejąć karty płatnicze wysłane przez banki. Jeśli chodzi o wykorzystanie adresów przypadkowych osób, to przestępcy włamywali się do ich skrzynek pocztowych, przechwytując korespondencję z bankiem.

„Muły” podawały także numery telefonów do odbierania wiadomości SMS z kodami do autoryzacji transakcji internetowych. Mając już wszystkie dokumenty oraz karty płatnicze przekazywali je „mózgom”. Ci zaś wykorzystywali tak założone konta do otwarcia kolejnych rachunków, za pomocą, których transferowano pieniądze do hakerów. Następnie numery rachunków były przekazywane hakerom. Ci zaś po dokonanej kradzieży, transferowali pieniądze na konta „mułów”, o czym informowali „mózgi”. Dla bezpieczeństwa przelewy na konta cybergangu nie przekraczały kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Na sygnał od nadzorców, „księgowi” przelewali pieniądze na kolejne rachunki. Później „właściciele” kont wypłacali gotówkę w bankomatach lub placówkach banków. Tak wyprane pieniądze były transferowane na Ukrainę za pośrednictwem znanych firm zajmujących się międzynarodowymi przekazami pieniężnymi. Stamtąd gotówka trafiała najprawdopodobniej do Rosji.

Koniec El Dorado

Początkiem końca polskiej rezydentury cybergangu było zatrzymanie w listopadzie 2015 Mariusza S. Mężczyzna ukrywał się w Danii, posługując węgierskim paszportem oraz dwoma węgierskimi dowodami osobistymi. W mieszkaniu jego ukochanej znaleziono 70 tys. euro i 300 tys. koron duńskich.

W marcu 2016 r. policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą lubelskiej komendy wojewódzkiej, zatrzymali również w Danii – Dariusza O. Z ustaleń śledczych wynika, że po wyjeździe do Skandynawii, mężczyzna stworzył tam najbardziej liczną sieć „mułów”. Policjanci mówili, że jego organizacja przypominała wręcz obóz pracy dla Polaków i Łotyszy. Miesiąc później w Białej Podlaskiej wpadł Mariusz P.

W czasie śledztwa ustalono, że przez polski odłam gangu przewinęło się 500 osób. Do kwietnia 2018 r. skierowano akty oskarżenia przeciwko 48 osobom, głównie „mułom”. Teraz odpowiedzą „polskie mózgi” oraz ich najbliżsi współpracownicy. W czasie śledztwa udało się zablokować na kontach gangsterów ponad 70 milionów złotych.
Źródło info i foto: TVP.info

Katowice: Złodzieje staranowali autem drzwi Tesco. Ukradli pieniądze z kantoru

Dwóch złodziei ukradło w ten sposób pieniądze z kantoru. Zamaskowani złodzieje wjechali do sklepu w poniedziałek we wczesnych godzinach porannych. Po sforsowaniu drzwi dostali się do kantoru, który mieści się w supermarkecie. Ukradli z niego kasetę z pieniędzmi. Do zuchwałego włamania doszło w supermarkecie przy ulicy Radockiego.

Volkswagen, którym staranowali drzwi sklepu, kilka dni temu został skradziony w Sosnowcu. Złodzieje porzucili go na miejscu przestępstwa – informuje katowicka policja. Dzięki nagraniom z kamer monitoringu wiadomo, że w zuchwałym napadzie brało udział przynajmniej dwóch sprawców.

Policja prosi o pomoc wszystkie osoby, które mogą ustalić sprawców. Mundurowi podkreślają, że gwarantują anonimowość.
Źródło info i foto: o2.pl

Napad na bank w Katowicach. Trwają poszukiwania sprawcy

​Napad na placówkę bankową w Katowicach. Jak dowiedział się reporter RMF FM Marcin Buczek, złodziej miał zastraszyć pracowników i ukraść pieniądze. Informację o zdarzeniu otrzymaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. W Katowicach trwają poszukiwania napastnika.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Bangkok: Polak wysadził bankomat i ukradł pieniądze

38-letni Polak Gracjan Paweł S., zatrzymany przez policję w Bangkoku, jest głównym podejrzanym w śledztwie dotyczącym wysadzenia bankomatu i kradzieży 300 tys. bahtów (ok. 33 tys. zł) – podał serwis Khaosod po środowej konferencji prasowej policji.

Polska ambasada w Tajlandii została poinformowana o zatrzymaniu obywatela Polski przez tajlandzką policję – napisała w środę rano czasu polskiego w mailu do PAP konsul RP w Bangkoku Wioletta Stefaniak-Kałużna. Dodała, że konsul jest w kontakcie z zatrzymanym i „odwiedzi go dziś w areszcie”.

Przedstawiciel posterunku policji w dzielnicy Prawet na południowym wschodzie Bangkoku, który przedstawił się tylko jako „policjant”, potwierdził w środę w rozmowie telefonicznej z PAP dane osobowe zatrzymanego Polaka. Powiedział, że S. został zatrzymany we wtorek i obecnie przebywa na tym posterunku.

Do kradzieży doszło 13 września nad ranem w pobliżu supermarketu Tesco Lotus Express we wschodniej dzielnicy stolicy Tajlandii, Saphan Sung. Sprawca wysadził bankomat Bangkok Banku i odjechał na motorze z 300 tys. bahtów (prawie 33 tys. zł) – informowały tajlandzkie media.

W środę na konferencji prasowej szef tajlandzkiej policji Chakthip Chaijinda powiedział, że sprawca posłużył się bombą wykonaną z butli gazowej – takiej, jakich używa się do gotowania. Podkreślił, że to pierwszy przypadek użycia takiej bomby w Tajlandii – przekazał Khaosod w anglojęzycznej wersji serwisu internetowego.

Według lokalnych mediów Polak został zatrzymany w mieszkaniu w Bangkoku przez funkcjonariuszy policji z posterunku Prawet, którzy namierzyli go, analizując nagrania z kamer monitoringu. Skonfiskowano również motocykl, którym – jak podejrzewa policja – posłużył się on podczas kradzieży, oraz znalezione przy Polaku 1000 bahtów.

Policja bada obecnie odciski palców – poinformowano na konferencji prasowej. Śledczy powiedzieli, że znaleźli ciemne ubrania porzucone w plecaku w pobliskim kanale.

Według policji dwa dni po kradzieży S. przekroczył granicę z Kambodżą, ale niedawno wrócił do Tajlandii. Kolejne szczegóły sprawy mają zostać ogłoszone w późniejszym terminie. Serwis Khaosod podaje, że zatrzymany odmawia współpracy ze śledczymi. Thai PBS News informował natomiast wcześniej, że według policji podejrzany przyznał się do wysadzenia bankomatu.

„Bangkok Post” pisał we wtorek, powołując się na źródła w policji, że śledczy podejrzewają Polaka o popełnienie podobnych kradzieży również w innych krajach przed przyjazdem do Tajlandii.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Manila: Szczegóły ataku w kasynie

Co najmniej 36 osób zginęło w wyniku uduszenia w hotelu w stolicy Filipin, Manili – poinformował rzecznik prezydenta tego kraju. Zdaniem władz atak na hotel miał charakter rabunkowy: uzbrojony napastnik wdarł się do hotelowego kasyna, strzelił w sufit i podpalił stolik. Podczas ucieczki przed policją odebrał sobie życie w jednym z pomieszczeń hotelowych.

Wszystko wydarzyło się w Hotel Resorts World Manila na Filipinach krótko po północy lokalnego czasu w piątek (godzina 18 naszego czasu). W hotelowym kasynie było pełno ludzi. Ernesto Abella, rzecznik filipińskiego prezydenta Rodrigo Duterte, oświadczył, że nie ma dowodów na to, że atak w luksusowym hotelu miał podłoże terrorystyczne. Zaprzeczył, że miał związek z prowadzoną na południu kraju ofensywą przeciwko dżihadystom.

– Wszystko wskazuje na czyn kryminalny popełniony przez osobę z zaburzeniami emocjonalnymi – podkreślił. – Choć napastnik oddał strzały ostrzegawcze, to nic nie wskazuje na to, że chciał skrzywdzić lub zabić kogokolwiek – dodał.

W hotelu zmarło 36 osób: 14 pracowników obiektu, 22 gości i napastnik. Większość zmarłych udusiła się gęstym dymem, kiedy wybuchła panika i ludzie w chaosie próbowali wydostać się za zewnątrz. – Gęsty dym spowodował ich śmierć – oświadczył szef stołecznej policji Oscar Albayalde. – Sala była wyłożona dywanem, stoły także. Wszystko było łatwopalne – dodał. Wersję tę potwierdzają władze szpitala, do którego trafili ranni. Większość poddusiła się dymem, niektórzy mają złamania. Żadna z leczonych osób nie ma ran postrzałowych. Do szpitali trafiły 54 osoby.
Źródło info i foto: tvn24.pl

8 lat więzienia dla tureckiego hakera, który pomógł ukraść 55 mln dolarów

Turecki haker Ercan Findikoglu został w piątek skazany przez sąd w Nowym Jorku na osiem lat więzienia za udział w trzech cyberatakach, które umożliwiły w skali globalnej kradzież 55 milionów dolarów z bankomatów. 35-letni Findikoglu, który w sieci występował pod pseudonimami „Segate”, „Predator” i „Oreon”, w marcu zeszłego roku przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Findicoglu był mózgiem tych przestępczych działań. Hakerzy zinfiltrowali systemy firm przetwarzających transakcje kartami przedpłaconymi, eliminując limity pobierania gotówki oraz wysyłając numery PIN i kody dostępu do wielu wspólników, którzy w ciągu kilku godzin kradli pieniądze z bankomatów.

Findikoglu otrzymał następnie swój udział w złodziejskim łupie.

Turecki haker został aresztowany na wniosek władz USA, gdy w 2013 r. wybrał się do Niemiec. Agencja Associated Press pisze, powołując się na byłego agenta amerykańskiej Secret Service (agencji do walki z przestępczością finansową), że służby amerykańskie monitorują poszukiwanych cudzoziemskich hakerów, licząc na to, że pojawią się oni kiedyś w kraju, który wyda ich Stanom Zjednoczonym.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Złodzieje wysadzili bankomat w Mikołajkach

Nieznani sprawcy wysadzili bankomat przy pl. Wolności w Mikołajkach w Warmińsko-Mazurskiem. Informację w tej sprawie dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Jak ustalił reporter RMF FM Piotr Bułakowski, do napadu doszło około trzeciej nad ranem. Nieznani sprawcy prawdopodobnie wlali do bankomatu jakąś łatwopalną substancję, która spowodowała wybuch. Części maszyny zostały odrzucone na odległość nawet kilku metrów.

Według nieoficjalnych informacji naszego reportera, złodzieje zabrali pieniądze.
Żródło info i foto: RMF24.pl