Działali na szkodę Zakładów Chemicznych Police S.A. CBA zatrzymało 4 osoby

CBA zatrzymało cztery osoby, które miały działać na szkodę Zakładów Chemicznych Police S.A. Wysokość szacowanej szkody – mówi portalowi tvp.info rzecznik CBA – przekracza 87 mln zł. Jak mówi Temistokles Brodowski, zatrzymań dokonali agenci ze Szczecina, w ramach śledztwa prowadzonego pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, które dotyczy m.in. oszustwa na szkodę Zakładów Chemicznych Police S.A. na kwotę ponad 87 mln zł przy zawarciu i wykonywaniu umowy sprzedaży akcji senegalskiej spółki African Investment Group S.A.

W związku ze sprawą Biuro zatrzymało cztery osoby związane są z działalnością „wrocławskiej firmy handlowo-inwestycyjnej, która zbywała akcje African Investment Group S.A. na rzecz ZCH Police S.A”.

– Wśród zatrzymanych znaleźli się były prezes zarządu spółki oraz jej trzej udziałowcy – powiedział.

– W toku prowadzonych czynności zgromadzono obszerny materiał dowodowy wskazujący na podejrzenie popełnienia oszustwa przy transakcji związanej z zakupem akcji African Investment Group S.A. Wszystko wskazuje na to, że m. in. zawyżono wartość spółki na potrzeby dokonanej transakcji – dodał Brodowski.

Wszyscy zatrzymani trafią do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, gdzie zostaną im przedstawione zarzuty.
Źródło info i foto: TVP.info

Grudziądz: Zadłużony szpital szukał pieniędzy w parabanku. CBA bada sprawę

Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi czynności analityczno-śledcze w szpitalu w Grudziądzu (kujawsko-pomorskie). Kontrolujący sprawdzają umowę szpitala z parabankiem opiewającą na 150 mln zł.

Izabela Hirsch-Lewandowska z działu marketingu i promocji zdrowia szpitala powiedziała, że Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr Wł. Biegańskiego w Grudziądzu współpracuje z różnymi instytucjami, w ostatnim czasie również z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym.

– Współpraca z CBA polega na udzielaniu informacji będących przedmiotem zainteresowania w ramach prowadzonych przez tę instytucję działań – podała Hirsch-Lewandowska.

Funkcjonariusze wydziału postępowań kontrolnych bydgoskiej delegatury CBA prowadzą swoje czynności analityczno–informacyjne w szpitalu od połowy lipca.

Pożyczka w parabanku

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski powiedział w piątek, że agentów najbardziej interesują umowy kredytowe podpisane przez grudziądzki szpital. Z nieoficjalnych informacji wynika, że borykająca się z kłopotami finansowymi jednostka pożyczyła 150 mln zł z jednego z parabanków.

Brodowski stwierdził jedynie, że podczas działań agenci badają obecną sytuację ekonomiczną jednostki. – Trwa analiza przekazanej przez szpital części dokumentacji – powiedział naczelnik.

Hirsch-Lewandowska wyjaśniła, że szpital zmaga się z bardzo trudną sytuacją finansową i w związku z nią prowadzone są działania restrukturyzacyjne. Mają one poprawić sytuację ekonomiczną placówki, jednocześnie zapewniając bezpieczeństwo pacjentów szpitala – zapewniła.

Szpitalem od odwołania dyrektora we wrześniu zarządzali posiadający odpowiednie pełnomocnictwa zastępcy dyrektora. Od 14 listopada dyrektorem grudziądzkiego szpitala jest nowo wybrany na tę funkcję Maciej Hoppe. W konkursie na tę funkcję wybrano go spośród siedmiu kandydatów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Porwanie 34-latka z Jaworzna. Sprawcy zatrzymani u notariusza

Kryminalni z Katowic i Jaworzna zatrzymali trzech mężczyzn. Podejrzani najpierw uprowadzili 34-letniego mieszkańca Jaworzna, a następnie próbowali zmusić go do zawarcia niekorzystnej umowy. Mężczyźni znali się i mieli ze sobą rozliczenia finansowe – dowiedziała się Wirtualna Polska.

Dyżurny będzińskiej komendy otrzymał informację o uprowadzeniu 34-letniego mężczyzny, przedsiębiorcy z Jaworzna (woj. śląskie). Porwanego natychmiast zaczęli szukać policjanci z katowickiego Centralnego Biura Śledczego Policji oraz kryminalni z Katowic, Będzina i Jaworzna. Mundurowi zdawali sobie sprawę, że chodzi o zdrowie i życie człowieka.

Policjanci szukali terenowego samochodu, którym miał być uprowadzony 34-letni mieszkaniec Jaworzna. Poszukiwania objęły kilka miast. Zaczęły się w Jaworznie, a zakończyły w Katowicach na terenie jednej z kancelarii notarialnych. W ustaleniu miejsca, w którym mężczyzna się znajduje pomogła mundurowym aplikacja lokalizująca telefon zainstalowana w jego smartfonie.

Dosłownie w ostatniej chwili funkcjonariusze weszli do pomieszczeń kancelarii. Poszkodowany miał właśnie podpisywać niekorzystną dla siebie umowę. Mógł stracić nawet 2 mln zł.
Źródło info i foto: wp.pl

Ginekolog skazany za zgwałcenie pacjentki. Sąd podtrzymał wyrok

Znalazła go w internecie, umówiła się na wizytę. Ginekolog stwierdził, że niezbędny jest zabieg. 21-latka zgłosiła się do niego tego samego dnia. Dostała środki znieczulające, a potem straciła świadomość. Wtedy miała zostać zgwałcona przez lekarza. Sąd Apelacyjny właśnie podtrzymał wyrok skazujący Piotra P. na cztery lata więzienia.

Sędzia Roman Makowski zdecydował o wyłączeniu w całości jawności rozprawy apelacyjnej. Piotr P. został skazany przez sąd pierwszej instancji na cztery lata więzienia i 10-letni zakaz wykonywania zawodu. A także musiał zapłacić pokrzywdzonej nawiązkę w wysokości 40 tys. złotych. Od tego wyroku odwołał się prokurator oraz oskarżyciel posiłkowy i obrońca. Prokurator żądał ośmiulat więzienia i dożywotniego zakazu wykonywania zawodu, natomiast obrońca uniewinnienia.

Wyższa nawiązka

– Decyzją sądu, kara wobec Piotra P. pozostaje bez zmiany. Natomiast sąd zdecydował, że Piotr P. będzie musiał zapłacić na rzecz pokrzywdzonej wyższą nawiązkę, w kwocie 100 tysięcy złotych – mówił podczas ogłoszenia wyroku sędzia Roman Makowski. Wyrok w sprawie ginekologa Piotra P. jest prawomocny. – Prokurator wnioskował o wyższą karę, dlatego też będziemy oceniać to orzeczenie, jak tylko otrzymamy pisemne uzasadnienie wyroku. Jeżeli chodzi o podwyższenie nawiązki, to w mojej ocenie 100 tysięcy złotych to realne zadośćuczynienie za doznane krzywdy dla pokrzywdzonej – komentował wyrok prokurator Paweł Szmit z Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Krajeńskich.

Dowodem były prezerwatywy

Proces ginekologa był poszlakowy, ale prokuratura od początku nie miała wątpliwości co do winy Piotra P. Za gwałt groziło mu od dwóch do 12 lat więzienia. Lekarz nie przyznawał się do winy.

Ze względu na dobro poszkodowanej, cały proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Do gwałtu miało dojść w maju 2014 roku, w gabinecie ginekologicznym w Strzelcach Krajeńskich. Jak pisała „Gazeta Wyborcza”, 21-latka umówiła się na wizytę przez internet. Piotr P. przeprowadził wywiad lekarski, po czym stwierdził, że niezbędny będzie zabieg. Jeszcze tego samego dnia dziewczyna ponownie przyjechała do gabinetu. Razem z nią przyjechały dwie przyjaciółki, które czekały w korytarzu. „GW” informowała, że pacjentka dostała środki znieczulające, po których przestała trzeźwo myśleć. Pojawiły się dziury w pamięci. Wówczas miało dojść do gwałtu. Kiedy dziewczyna wyszła z gabinetu, jeszcze przez jakiś czas nie mogła dojść do siebie. Dopiero siedząc w samochodzie, powiedziała przyjaciółkom o tym, co udało się jej zapamiętać. Sprawa od razu została zgłoszona policji. Funkcjonariusze udali się do gabinetu ginekologicznego, w którym miało dojść do przestępstwa. W koszu na śmieci znaleźli zużyte prezerwatywy.

Późniejsze badania potwierdziły, w środku było nasienie lekarza, natomiast na wierzchu materiał genetyczny 21-latki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kuba i Stany będą współpracowały w walce z terroryzmem

Kuba i USA będą współpracowały w walce z terroryzmem, handlem ludźmi i cyberprzestępczością. Porozumienie w tej sprawie podpisali wczoraj w Hawanie szef kubańskiego MSW Julio Cesar Gandarilla i nominowany na ambasadora USA na Kubie Jeffrey DeLaurentis. Podczas podpisania umowy obecny był także doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa Ben Rhodes.

W zwalczaniu terroryzmu i ściganiu przestępstw oba kraje chcą dzielić się informacjami i doświadczeniami. Porozumienie przewiduje także wspólne operacje i wymianę oficerów łącznikowych. W grudniu 2014 roku prezydenci USA i Kuby, Barack Obama i Raul Castro, ogłosili historyczne ocieplenie relacji. Od tego czasu USA stopniowo wprowadzają w życie różne ułatwienia w kontaktach z Kubą.

Nie wiadomo, jaka będzie polityka wobec Kuby Donalda Trumpa, który w piątek zostanie zaprzysiężony na prezydenta USA. Podczas kampanii wyborczej zapowiadał on, że zamierza odwrócić proces odwilży w stosunkach USA-Kuba.
Żródło info i foto: onet.pl

Akcja CBA na lotnisku w Lublinie. Wykryto nieprawidłowości

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego donoszą o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezesa Portu Lotniczego Lublin. Na umowie z rumuńskim przewodnikiem spółka miała stracić 800 tys. euro. Lubelska delegatura CBA zawiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez Krzysztofa W., prezesa Portu Lotniczego Lublin od 2014 r.

Zastrzeżenia agentów budzi umowa zawarta w marcu 2014 r. przez PLL z rumuńskim przewoźnikiem. Na podstawie zapisów umowy port lotniczy musiał wpłacić kaucję na rzecz przewoźnika. Skutkowało to tym, że po pojawieniu się opóźnień w regulowaniu należności (w wysokości ok. 4 tys. euro), lotnisku przepadła kaucja w wysokości 400 tys. euro. Zdaniem CBA lotnisko straciło też na umowie promocyjnej z rumuńską firmą. PLL wpłacił na jej konto 400 tys. euro z własnego budżetu. „(…) pieniądze na promocje powinny pochodzić całkowicie i wyłącznie od prywatnych partnerów handlowych Portu Lotniczego Lublin SA oraz sponsorów, takich jak centra SPA, touroperatorzy, itp.” – argumentuje CBA. „(…) w ten sposób Port Lotniczy w Lublinie właściwie sfinansował działania promocyjne na rzecz podmiotów trzecich płacąc za to 400 tys. euro” – czytamy dalej w komunikacie. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa wpłynęło do Prokuratury Okręgowej w Lublinie w piątek.

Obecnie trwa postępowanie sprawdzające. Agenci CBA zarzucają prezesowi niegospodarność. Oczekują, że postępowanie zostanie powierzone w całości funkcjonariuszom biura. Na złą współpracę lubelskiego lotniska skarżył się jeszcze w 2015 r. Grzegorz Muszyński z PiS. Były prezes portu powiedział wprost, że lotnisko dofinansowało kwotą 5 mln zł rumuńską linię, która przez kilka miesięcy 2014 roku latała z Lublina do Rzymu. Wątpliwości radnego sejmiku wojewódzkiego budziło też 400 tys. euro kaucji. Wówczas rzecznik lotniska, Piotr Jankowski, zapewniał, że rumuński przewoźnik nie otrzymał od lotniska żadnej pożyczki, upustu handlowego czy też innej formy wsparcia finansowego.

– Zasady współpracy nie odbiegały od standardów rynkowych, przy czym warunki umów zawieranych pomiędzy przewoźnikami a PLL stanowią tajemnicę przedsiębiorcy – argumentował Jankowski. Lotnisko odmawia komentarza. Z Krzysztofem W. nie udało nam się dzisiaj skontaktować. W sekretariacie PLL dowiedzieliśmy się, że przebywa na urlopie.
Żródło info i foto: kurierlubelski.pl
[wpsr_addthis]

Zakopali porwanego żywcem dla miliona złotych

To była wyjątkowo skomplikowana intryga. Najpierw Krzysztof R. sfabrykował umowę pożyczki ze Zbigniewem O., której zabezpieczeniem były nieruchomości tego ostatniego. Gdy biznesmen zorientował się, że padł ofiarą oszustów, pomysłodawca przekrętu wynajął zbirów, którzy porwali i zakopali go żywcem – ustalili pomorscy prokuratorzy. 57-letni Zbigniew O., majętny przedsiębiorca mieszkający w okolicach Trąbek Wielkich na Pomorzu, zniknął we wtorek 19 sierpnia 2014 r. Wiadomo było, że miał mieć jakieś spotkanie. Z kim? Tego nie było wiadomo. Policjanci ustalili jednak, że w grę może wchodzić porwanie, a nawet zabójstwo.

Tajemnicza pożyczka

W trakcie śledztwa okazało się, bowiem, że O. miał w ostatnich tygodniach, przed zaginięciem podpisać umowę o pożyczkę z Krzysztofem R., pod zastaw należących do niego nieruchomości wartych ponad milion złotych. R. przejął ten majątek, ponieważ O. nie spłacił go w terminie. Badając ten trop, funkcjonariusze ustalili, że najprawdopodobniej było to bezczelne oszustwo. Co ciekawe z dokumentów, które przejęli śledczy wynikało, że Zbigniew O. podpisał u notariusza potwierdzenia wzięcia pożyczki. Dokładne badanie dokumentów wykazało, że podpis był fałszywy. Szybko też okazało się, że u notariusza pojawił się oszust podający się za biznesmena.

Bez litości

Wiadomo, że w połowie 2015 r. doszło do przełomu w śledztwie. Pod koniec listopada zatrzymano pierwsze osoby zamieszane w oszustwo. Dzięki przełamaniu zmowy milczenia udało się odtworzyć mechanizm oszustwa. Policjanci dotarli także do dwóch mężczyzn, którzy mieli uprowadzić O. Oprawcy zostali zatrzymani w drugiej połowie grudnia. Jeden z nich, licząc na złagodzenie wyroku, zaczął współpracować. Nie tylko wskazał na zleceniodawcę porwania, ale przyznał, że ofiara została zamordowana. Wskazał także miejsce ukrycia zwłok.

Prawda była przerażająca. Przestępcy uprowadzili O. i wywieźli do lasu, oddalonego o kilka kilometrów od jego domu. Na miejscu na przedsiębiorcę czekał już wykopany dół. Napastnicy pobili go, a następnie wrzucili półprzytomnego do mogiły. Następnie żywcem zakopali. Chodziło o to, aby nie wyszła na jaw sprawa fikcyjnej pożyczki.

Dożywocie

Pomysłodawca oszustwa i morderstwa – według śledczych – Krzysztof R., oraz dwaj domniemani zabójcy trafili do aresztu. Pierwszy odpowie za podżeganie do zabójstwa, a wykonawcy zbrodni za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Całej trójce grozi dożywocie. Trzej inni mężczyźni, którzy mieli pomagać przy samym oszustwie mają dozory policyjne. Na razie śledczy nie ujawniają, dlaczego Zbigniew O. znalazł się na celowniku bandytów. Sprawdzają także, czy R. nie ma na sumieniu innych takich „morderczych przejęć”.
Żródło info i foto: TVP.info

Małgorzata S. z zarzutem przyjęcia 3,5 tys. złotych łapówki wciąż kandyduje z PSL do Senatu

Zarzut przyjęcia 3,5 tys. zł łapówki od dwóch świętokrzyskich przedsiębiorców postawiła prokuratura dyrektorce Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach. W związku ze sprawą Małgorzata S. została zawieszona w prawach członka PSL, wciąż jednak jest kandydatką tej partii do Senatu. Jak poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz, 55-latka nie przyznała się do zarzucanego jej czynu. Do zarzutu wręczenia S. łapówki nie przyznali się także przesłuchiwani w prokuraturze dwaj mężczyźni – właściciele firm, którzy mieli korumpować dyrektorkę. Chodziło o zawarcie umowy z PUP dotyczącej staży dla bezrobotnych.

– Mają zarzut wręczenia korzyści majątkowej osobie pełniącej funkcje publiczne, w związku z pełnieniem tej funkcji – wyjaśnił Prokopowicz. Przesłuchania trójki podejrzanych trwały do północy we wtorek. Jak wyjaśniał prokurator, składali oni „bardzo obszerne wyjaśnienia”. Wszystkich zwolniono do domów.

Zastosowano wobec nich poręczenia majątkowe, dyrektorka PUP ma także zakaz opuszczania kraju – kobiecie zatrzymano paszport. Za czyny zarzucane podejrzanym Kodeks karny przewiduje kary od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Dyrektorkę kieleckiego PUP i dwóch świętokrzyskich przedsiębiorców zatrzymali w poniedziałek funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Jak tłumaczył wówczas rzecznik CBA Jacek Dobrzyński, „były to działania własne CBA, w tzw. trybie niecierpiącym zwłoki”. S., działaczka PSL w powiecie kieleckim, jest radną sejmiku województwa świętokrzyskiego – przewodniczy w nim komisji budżetu i finansów. PSL wystawiło ją jako kandydatkę komitetu wyborczego partii w jesiennych wyborach do Senatu, w okręgu obejmującym Kielce i powiat kielecki (okręg nr 83).

„Mamy związane ręce”

W poniedziałek, po doniesieniach medialnych o zatrzymaniu dyrektorki PUP, prezydium zarządu wojewódzkiego PSL zdecydowało o czasowym zawieszeniu S. w prawach członka partii, do momentu wyjaśnienia sprawy. – Dla czystości sprawy i zachowania ważnych standardów, które powinny być w polityce – opisywał powody podjęcia takiej decyzji w rozmowie lider świętokrzyskiego PSL i szef sztabu wyborczego w regionie Adam Jarubas. Sztab wyborczy wystąpił do kieleckiej Okręgowej Komisji Wyborczej (OKW) z pytaniem o możliwość wycofania kandydatury dyrektorki kieleckiego PUP w wyborach do Senatu. Jak mówił we wtorek wiceszef sztabu wyborczego świętokrzyskiego PSL i pełnomocnik wyborczy ugrupowania Krzysztof Marwicki, ponieważ kandydatura S. została już oficjalnie zarejestrowana, komitet wyborczy nie ma formalnej możliwości wycofania jej z wyborów. Według informacji Krajowego Biura Wyborczego w Kielcach, wycofanie zgody na kandydowanie może złożyć na piśmie w OKW jedynie sam kandydat.

– Jedyne, co możemy robić, to próbować wpłynąć na kandydatkę, by złożyła taką rezygnację. Mamy związane ręce, ponieważ obecnie z kandydatką nie mamy kontaktu, nie możemy z nią porozmawiać. Myślę, że to kwestia najbliższych dni – ocenił Marwicki. Wiceszef sztabu dodał wówczas, że nawet gdyby jeszcze we wtorek pojawiło się pismo S. o jej rezygnacji z kandydowania, to świętokrzyskie PSL nie zgłosi innego kandydata na to miejsce w wyborach do Senatu. Termin zgłaszania kandydatów do rejestracji w OKW minął o północy.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Łapówki za zwrot prawa jazdy

Trzej kierowcy sami zgłosili się na policję i do prokuratury, by przyznać się do dawania łapówek Krzysztofowi L. Ten były już pracownik Starostwa Powiatowego w Biłgoraju miał stać na czele gangu, który załatwiał kierującym odzyskanie praw jazdy bez ponownych badań i egzaminów.

– Umowa z Krzysztofem L. została rozwiązana w trybie dyscyplinarnym. Przeprowadziliśmy też kontrolę w wydziale komunikacji, która wykazała nieprawidłowości. Poinformowaliśmy o nich prokuraturę. Dodatkowo kierownik wydziału został zdegradowany i przeniesiony na stanowisko inspektora ds. organizacji ruchu – mówi „Wyborczej” Marian Tokarski, starosta biłgorajski.

Urzędnik dorobił 60 tys. zł?

Kadrowa miotła w wydziale zajmującym się m.in. rejestracją nowych pojazdów to konsekwencje akcji policji i prokuratorskiego śledztwa. Pod koniec stycznia zatrzymano 23 osoby, w tym 41-letniego Krzysztofa L., inspektora w wydziale komunikacji. Śledczy uważają, że stał na czele zorganizowanej grupy, który „pomagała” kierowcom odzyskać prawa jazdy utracone po wyrokach sądowych, a zdeponowane u powiatowych urzędników.

Ci, którym odebrano uprawnienia za prowadzenie samochodu „po kieliszku” czy spowodowanie wypadku, powinni czekać, aż minie zakaz siadania za kółkiem, następnie ponownie przejść badania lekarskie i zdać egzamin. To teoria. Krzysztof L. wymyślił, że na tym dorobi do pensji (w sumie ponad 60 tys. zł).

Świadkowie korzystają z bezkarności

Przez pośredników proponował, że odda prawo jazdy bez egzaminu i bez badań za łapówkę. W styczniu prokuratura informowała o 15 osobach, które miały mu dać od 400 zł do czterech tysięcy złotych. Dostały one za to zarzuty.

Podejrzanymi nie jest za to trzech mężczyzn, którzy jak ustaliła „Wyborcza” w ostatnich tygodniach sami zgłosili się na komendę w Biłgoraju i do zamojskiej prokuratury okręgowej. Przyznali, że zapłacili po „kilka tysięcy” urzędnikowi starostwa. – W postępowaniu mają status świadków – potwierdza Romuald Sitarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu. Skorzystają z bezkarności, bo zawiadomili organy ścigania, gdy te jeszcze nie miały istotnych informacji o popełnionych przestępstwach.

Krzysztof L. jako jedyny trafił do aresztu tymczasowego, pozostali podejrzani nie mogą opuszczać kraju i muszą regularnie meldować się na komendzie. Prokurator Sitarz podkreśla, że śledczy mają już nowe dowody, który w najbliższym czasie pozwolą postawić zarzuty kolejnym osobom dającym łapówki za bezstresowe odzyskanie praw jazdy.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Krakowska prokuratura skierowała do sądu wniosek o ekstradycję Romana Polańskiego

Krakowska prokuratura skierowała do sądu wniosek o rozstrzygnięcie, czy ekstradycja Romana Polańskiego do USA jest dopuszczalna. O skierowaniu pisma poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska. Jak poinformowała prokuratura w komunikacie zamieszczonym na stronie internetowej, „z umowy ekstradycyjnej wynika możliwość wydania stronie amerykańskiej obywatela polskiego. Fakt posiadania obywatelstwa polskiego nie jest więc bezwzględną przeszkodą ekstradycyjną”.

Prokuratura wskazuje, powołując się na stanowisko Trybunału Konstytucyjnego z września 2011 roku, że „pomimo upływu okresu przedawnienia ścigania czynu zarzucanego Romanowi P. według polskiego prawa, władze amerykańskie mogą zabiegać o wydanie Romana P. – wynika to z umowy o ekstradycji”.

Zgodnie z ustawodawstwem tego kraju okres przedawnienia ścigania tego czynu nie nastąpił – napisano w komunikacie. Prokuratura podkreśla, że „zajmuje stanowisko jedynie w odniesieniu do przesłanek formalnych, nie odnosi się do innych okoliczności mieszczących się w pojęciu „właściwości wydania”. Zdaniem prokuratury okoliczności te bada Minister Sprawiedliwości RP – czytamy w komunikacie. Wniosek prokuratury rozpozna Sąd Okręgowy w Krakowie. Jeżeli uzna, że ekstradycja jest niedopuszczalna, decyzja będzie ostateczna. Jeśli zgodę wyrazi, ostateczne zdanie należeć będzie do ministra sprawiedliwości.

W październiku 2014 r. władze USA wystąpiły do Polski o aresztowanie 81-letniego Polańskiego – do czasu złożenia formalnego wniosku o ekstradycję. Formalnie jest on poszukiwany przez Interpol i objęty międzynarodowym nakazem poszukiwania. W 1977 r. reżyser został zaocznie uznany przez sąd w Los Angeles za winnego uprawiania seksu z nieletnią Samanthą Gailey (obecnie Geimer). Polański przyznawał, że doszło do seksu z Gailey, ale odbyło się to za jej przyzwoleniem. Amerykańskie prawo seks z nieletnią uznaje za gwałt. Przed ogłoszeniem wyroku reżyser potajemnie opuścił USA, obawiając się, że sędzia nie dotrzyma warunków zawartej z nim ugody.

Sprawa została przekazana do Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Polański zgłosił się tam z obrońcami 30 października, zadeklarował, że stawi się na każde wezwanie prokuratury po wpłynięciu wniosku o ekstradycję, i podał swe miejsca pobytu. Prokurator uznał, że w takim przypadku zbędne jest stosowanie aresztu. Na początku roku wniosek o ekstradycję trafił do Prokuratury Generalnej i został przekazany do prokuratury w Krakowie. Po sprawdzeniu, że spełnia on wymogi formalne, prokurator wyznaczył termin przesłuchania, które odbyło się w środę 14 stycznia po południu.
Żródło info i foto: RMF24.pl