Proboszcz z parafii w Tarnogórze został uniewinniony. Nie odpowie za zbyt dużą liczbę osób w kościele

Proboszcz z parafii w Tarnogórze został uniewinniony od zarzutu dotyczącego zbyt dużej liczby osób przebywających jednocześnie na mszy świętej w maju br. Z wnioskiem o jego ukaranie wystąpiła do sądu policja. Chodzi o proboszcza parafii w Tarnogórze archidiecezji przemyskiej w dekanacie Leżajsk II. Policja zarzuciła mu wykroczenie z art. 54 Kodeksu wykroczeń o naruszaniu przepisów o zachowywaniu się w miejscach publicznych.

Według ówczesnych obostrzeń sanitarnych, związanych z epidemią koronawirusa, w kościele jednocześnie mogło przebywać 50 osób. Według policji liczba ta była przekroczona. Księdzu groziła za to kara grzywny do 500 złotych albo nagana.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest wyrok ws. zgwałcenia i zabicia 15-latki z Miłoszyc. Ireneusz M. oraz Norbert B. skazani

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie głośnej zbrodni w Miłoszycach. Oskarżeni o gwałt i zabójstwo 15-latki Ireneusz M. oraz Norbert B. zostali skazani na 25 lat więzienia i pozbawieni praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. W sprawie wcześniej niesłusznie skazano Tomasza Komendę, który w więzieniu spędził 18 lat. Mężczyzna został uniewinniony.

Prokuratura za brutalny gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny żądała dla Ireneusza M. kary dożywocia. Drugiemu z oskarżonych mężczyzn – Norbertowi B. groził natomiast wyrok w wysokości 25 lat pozbawienia wolości.

Sąd okręgowy we Wrocławiu skazał obu mężczyzn na 25 lat więzienia, a także pozbawił ich praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. Wrocławski sąd uznał, że obaj oskarżeni są winni gwałtu ze szczególnym okrucieństwem, w wyniku którego 15-letnia Małgosia zamarła.

„Wina i okoliczności popełnienia czynu przez oskarżonych nie budzą wątpliwości” – powiedział przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Marek Poteralski.

Sędzia uznał ze za skazaniem, oprócz zeznań świadków, bezwzględnie przemawia materiał DNA znaleziony na ubraniu i ciele zgwałconej dziewczyny. Przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości podkreślił, że w tej sprawie udział brały także inne niezidentyfikowane do tej pory osoby.

Podczas odczytywania wyroku, rodzice Małgosi stali z wyciągniętymi rękami. Zaciśnięte pięści kierowali na skazanych. Zaraz po wyroku na sali sądowej od razu zatrzymany został Norbert B., który do tej pory odpowiadał z tzw. wolnej stopy. Mężczyzna nie stawiał oporu.

Ogłoszeniu wyroku przysłuchiwał się także brat Tomasza Komendy.

Do zbrodni doszło w 1996 roku, podczas sylwestrowej zabawy w wiejskiej świetlicy w Miłoszycach koło Wrocławia w województwie dolnośląskim. Według opinii śledczych mężczyźni mieli podać 15-latce środki odurzające, upić ją, a później zgwałcić. Po dokonanej zbrodni sprawcy zostawili dziewczynę na mrozie. Nastolatka zmarła na skutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Tomasz Komenda niewinny

W sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę na 25 lat więzienia. Mężczyzna odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W 2018 roku został przez sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolniony z odbywania kar. Komenda wyszedł na wolność po 18 latach.

Prokuratura, na podstawie nowych materiałów dowodowych w sprawie, uznała, że mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany. Ostatecznie Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę, uchylając wcześniejszy prawomocny wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki.

Sędzia wskazał, że w krótkim czasie po popełnieniu zbrodni, pojawiły się wskazówki dotyczące potencjalnego sprawcy zbrodni, ale „czynności podjęte wówczas nie doprowadziły do postawienia mu zarzutów”.

Po latach okazało się, że ta wskazana już na początku stycznia 1997 r. osoba, wedle wniosku o wznowienie postępowania, jest w tej chwili osobą podejrzana w tej sprawie – zaznaczył sędzia Andrzej Tomczyk.

Już wówczas było duże prawdopodobieństwo oskarżenia o tę zbrodnię osoby, która niedawno stała się podejrzana. Tak jednak się w tej sprawie nie stało – dodał przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. Wskazał ponadto, że ekspertyzy śladów z miejsca zbrodni, a także badania DNA włosów znalezionych w pozostawionej na miejscu przestępstwa czapce, wykluczyły Tomasza Komendę.

Decyzję Sądu Najwyższego skomentował w 2018 roku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

„Choć tych utraconych lat życia panu Komendzie nikt nie zwróci, to przynajmniej to orzeczenie przywraca mu poczucie godności jako człowiekowi niewinnemu, człowiekowi niesłusznie skazanemu za okrutną zbrodnię – zabójstwo, gwałt na dziewczynce – którą popełnił inny sprawca” – przyznał Zbigniew Ziobro

Komenda walczy o odszkodowanie

Tomasz Komenda razem ze swoim pełnomocnikiem prof. Zbigniewem Ćwiąkalskim w 2019 roku złożyli do wrocławskiego sądu pozew o zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości ponad 18 mln zł za niesłuszne skazanie na 25 lat więzienia.

„Nie da się porównać krzywdy Tomasza Komendy z tymi sprawami, w których do tej pory przyznawane było zadośćuczynienie. Ktoś, kto jest skazany za zabójstwo dziecka, w więzieniach jest traktowany drastycznie” – przyznał mecenas Ćwiąkalski. Sprawa nadal jest w toku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Norbert Basiura na ławie oskarżonych ws. zgwałcenia i zabójstwa Małgorzaty K. W tej sprawie uniewinniono Tomasza Komendę

Tomasz Komenda odsiedział 18 lat w więzieniu za zgwałcenie i zabójstwo 15-letniej Małgorzaty K. Sąd go jednak uniewinnił. Teraz na ławie oskarżonych zasiada Norbert Basiura. Zgodził się na rozmowę z Wirtualną Polską na kilka dni przed tym, jak sąd orzeknie, czy to on zabił nastolatkę.

Magda Mieśnik: Zabił pan 15-letnią Małgorzatę K.?

Norbert Basiura: Nie, nie zabiłem.

Ma pan cokolwiek wspólnego z gwałtem i jej śmiercią?

Nie, nie mam. Nie znałem tej dziewczyny. Nie odprowadzałem jej. Nigdy nie byłem na podwórku, gdzie została znaleziona. Nie zgwałciłem jej i jej nie zabiłem.

Skąd w takim razie pana DNA na miejscu zbrodni?

To pytanie nie powinno być do mnie skierowane. Przypominam, iż przed laty biegli wykluczyli moje DNA. Teraz inny biegły mówi coś innego. Nie rozumiem tego, zwłaszcza że dokumentacja, którą dostarczył biegły na żądanie obrońcy, wskazuje na wiele błędów i niejasności. To badanie jest nierzetelne. To, co przedstawia prokuratura, jest straszne i nie ma poparcia w materiale dowodowym.

Podobnie mówił przed laty Tomasz Komenda, gdy był oskarżany o to, za co pan teraz odpowiada przed sądem.

Nie chcę się porównywać do Tomasza Komendy. Współczuję mu. Ta sprawa i ten proces są dla mnie i osób mi bliskich bolesne. Jestem niewinny, co powtarzam od samego początku i szokiem jest dla mnie to, co się dzieje od kilku miesięcy. Chciałbym, aby znaleziono prawdziwych sprawców.

Prokuratura ma jednak mocne dowody na to, że był pan tam, gdzie znaleziono ciało Małgorzaty K. Jak pan to wytłumaczy?

To stanowisko prokuratury. Prawda jest inna. Nie było mnie na tym podwórku. Nie zgwałciłem ani nie zabiłem Małgorzaty K. Wiem, że oskarżenie mocno akcentowało znaczenie opinii biegłych z zakresu DNA. Jednakże z treści tych dokumentów nie wynika, abym brał udział w zabójstwie Małgorzaty K. Te opinie są nierzetelne, nieczytelne i zawierają wiele błędów. Nie można im przypisać waloru prawdziwości.

Chciałbym wskazać kilka anomalii i wątpliwości: raz ta sama próbka mogła być przebadana, a raz nie. Na rajstopach DNA ofiary zdegradowało, a znaleziono zbieżne z moim i to zachowane w czystej postaci. – jak to możliwe? Po 20 latach DNA jest lepsze niż to pobrane z policzka w 2018 roku? Zresztą sam biegły wykazał zdziwienie na rozprawie co do takiej czystej postaci zachowanego materiału. Od samego początku prosiłem, aby mnie poddać badaniu na wariografie. Nie chciała tego zrobić ani prokuratura, ani sąd.

Po 22 latach nagle w drodze do pracy został pan zatrzymany przez policję. Jak do tego doszło?

Jestem strażakiem. Po służbie jechałem autobusem, bo dorabiałem jako kierowca. Policja nas zatrzymała i chciała sprawdzić, czy jestem pod wpływem alkoholu. Nie podejrzewałem wtedy, że za tym kryje się coś więcej. Tyle że nagle założyli mi kajdanki. Zobaczyłem funkcjonariusza, który kilka tygodni wcześniej mnie przesłuchiwał w sprawie zabójstwa w Miłoszycach. Wtedy, gdy już wychodziłem z komisariatu, powiedział: „Dla nas najlepiej, jak to byś był ty”. Wtedy domyśliłem się, o co chodzi.

Kiedy dowiedział się pan, że chodzi o zarzut zabójstwa Małgorzaty K.?

Na samym końcu przesłuchania. Wcześniej, gdy zadawali mi pytania, myślałem, że za kilka godzin wrócę do domu. Wtedy zaczęli mnie straszyć, że już nigdy nie wyjdę na wolność i nigdy nie zobaczę rodziny. To był koszmar. Po pięciu minutach takiego przesłuchania człowiek nawet nie wie, jak się nazywa. Nakłaniali mnie do tego, żebym się przyznał. Sugerowali mi różne scenariusze odpowiedzi.

Jak zareagowali pana bliscy i znajomi, gdy dowiedzieli się o zarzutach?

Mam ogromne wsparcie rodziny i kolegów strażaków. Nigdy nikt z moich najbliższych nie zwątpił w moją niewinność.

Pamięta pan imprezę sylwestrową z przełomu 1996 i 1997 roku?

Pamiętam tę noc.

Był pan ochroniarzem na tej imprezie. Pamięta pan Małgorzatę K.?

Tam było tak dużo osób, że jej nie pamiętam. Moja praca polegała na sprzedawaniu biletów przy wejściu. Jeśli wchodziła na dyskotekę, to musiała mnie minąć. Kupiła bilet u mnie lub u mojego kolegi. Tam było jednak około 200 osób. Nie kojarzę jej.

W czasie imprezy zorientował się pan, że wydarzyło się coś złego?

Nie było żadnych sygnałów. Młodzież się bawiła. Był tłum, ale wszyscy zachowywali się raczej normalnie.

Kiedy dowiedział się pan, że nie żyje młoda dziewczyna, która była na ochranianej przez pana dyskotece?

Następnego dnia. To był szok. Ludzie mówili, że znaleziono ciało. Początkowo nie było wiadomo, że ta dziewczyna wcześniej była na imprezie, gdzie pracowałem. Znaleziono ją w innym miejscu.

Znał pan wcześniej Małgorzatę K.?

Nie, nie znałem.

Kilka razy zmieniał pan jednak zdanie w tej kwestii.

Nie zmieniłem zdania. Nie znałem jej. Policjant, który pisał notatkę, źle zinterpretował moje słowa. Mieszkałem na tym samym osiedlu, co Małgorzata K., ale nigdy nie miałem z nią do czynienia. Moja żona jest z jej rocznika i też jej nie kojarzyła.

Znał pan jednak jej ojca.

Odbywałem u niego szkolenie przy specjalistycznej maszynie. Trwało może dwa dni.

Na ławie oskarżonych w sprawie śmierci Małgorzaty K. obok pana siedzi Ireneusz M. Kiedy się poznaliście?

Poznałem go w sądzie, na ławie oskarżonych.

Nie pamięta go pan z imprezy sylwestrowej?

Tam było mnóstwo osób. Pamiętam moich kolegów ochroniarzy i kilka osób, które znałem. Większość to były obce mi osoby. Nie jestem w stanie ich pamiętać.

Ale jednak sprzedawał pan bilety, potem pracował w szatni i na sali. Miał pan kontakt z wieloma osobami.

To był bardzo krótki kontakt. Nie jestem w stanie pamiętać 200 osób. Gdyby ktoś mi pokazał zdjęcie i zapytał, czy ta osoba była na imprezie, odpowiedziałbym, że nie wiem. Tym bardziej, że część osób wchodziła bez biletów.

Rodzice Małgorzaty K. uważają, że Ireneusz M. jest trzecim sprawcą zbrodni w Miłoszycach. Jak pan to ocenia?

Nie chcę się wypowiadać na jego temat. Chłopak swoje w życiu przeszedł. Boję się, że podzielę jego los. Strach jest we mnie każdego dnia, od momentu zatrzymania przez policję. Wiem, że jestem niewinny i wierzę, że sąd wyda wyrok uniewinniający. Wierzę w prawdę.

A co będzie, gdy usłyszy pan wkrótce: „sąd uznaje Norberta Basiurę za winnego…”?

Boję się tak myśleć. Gdybym dopuszczał takie myśli, to znaczy, że zwątpiłbym w prawdę, a ja wierzę, że nie można skazać osoby niewinnej. Staram się być dobrych myśli. Liczę, że to się dobrze skończy dla mnie i moich bliskich. Przecież nawet głębokie przekonanie oskarżenia o mojej winie nie zastąpi dowodów, których w tej sprawie nie ma i nie może być.
Źródło info i foto: wp.pl

Chiny: Skazany za morderstwo uniewinniony po 27 latach

Zhang Yuhuan został uniewinniony i wyszedł na wolność po 27 latach więzienia. Mężczyzna, który odbywał karę w chińskiej prowincji Jiangxi, utrzymywał, że był torturowany przez policję i został zmuszony do przyznania się do zamordowania dwóch chłopców w 1993 r. – podał w środę serwis BBC News. Zhang w więzieniu spędził 9778 dni.

Prokuratorzy stwierdzili, że jego zeznania były niespójne i nie pasowały do popełnionego przestępstwa. Mężczyzna wyszedł na wolność po tym, jak sąd stwierdził, że nie ma wystarczających dowodów, aby uzasadnić jego skazanie. Na nagraniach opublikowanych przez chińskie media widać Zhanga po zwolnieniu z więzienia we wtorek witającego się ze swoją 83-letnią matką i byłą żoną.

Będzie domagał się odszkodowania

Była żona, Song Xiaonyu, miała z nim dwóch synów. Para 11 lat temu rozwiodła się, Song ponownie wyszła za mąż, ale pomagała byłemu mężowi w jego apelacji. Zhang został poinformowany przez sąd, że przysługuje mu odszkodowanie za niesłuszne skazanie. – Będę negocjować dokładną kwotę odszkodowania z moim klientem – powiedział w rozmowie z dziennikiem „China Daily” prawnik Zhanga Wang Fei.

W październiku 1993 r. w zbiorniku wodnym w wiosce w prowincji Jiangxi odkryto ciała dwóch chłopców. Zhang był sąsiadem ofiar, został zidentyfikowany jako podejrzany i zatrzymany. W styczniu 1995 r. sąd w Nanchangu uznał go za winnego i skazał na śmierć, ale zezwolił na zamianę kary na dożywocie po odbyciu dwóch lat kary więzienia.

Był torturowany podczas przesłuchań

Zhang cały czas utrzymywał, że był torturowany przez policję podczas przesłuchań i jest niewinny. W marcu 2019 r. Sąd Najwyższy zgodził się na ponowne rozpatrzenie sprawy. Prokuratorzy zalecili uniewinnienie Zhanga na podstawie niewystarczających dowodów.

Zabójca dwóch chłopców pozostaje nieznany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mężczyzna ułaskawiony przez prezydenta zarzucał córce kłamstwo. Sąd nie miał wątpliwości dotyczących jego winy

Mężczyzna, skazany w 2013 roku za wieloletnie znęcanie się nad córką i molestowanie jej od 11. roku życia, którego w marcu tego roku ułaskawił prezydent Andrzej Duda, nigdy nie przyznał się przed sądem do winy: twierdził, że jego konkubina i córka kłamią – donosi „Rzeczpospolita”, która w ubiegłym tygodniu nagłośniła sprawę ułaskawienia. Gazeta podkreśla równocześnie, że sądy dwóch instancji nie miały wątpliwości co do jego winy.

Przypomnijmy, mężczyzna skazany został na 4 lata więzienia za znęcanie się nad bliskimi i molestowanie seksualne córki. Karę odbył w całości, na wolność wyszedł w 2015 roku. Za to jednak, że w trakcie odbywania kary złamał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi – dzwonił do nich i wysłał co najmniej 12 listów – został skazany na rok więzienia. Również tę karę odbył w całości – a po opuszczeniu zakładu karnego w marcu 2018 roku zamieszkał razem z pokrzywdzonymi – choć zakaz zbliżania się do córki i jej matki miał go obowiązywać przez 6 lat od dnia opuszczenia więzienia po pierwszym wyroku.

To sprawiło, że kurator sądowy zawiadomił prokuraturę o złamaniu zakazu. Wtedy konkubina mężczyzny i ich córka – obecnie już dorosła – zwróciły się do prezydenta z prośbą o ułaskawienie, czyli skrócenie zakazu zbliżania.

Zarzucał córce i konkubinie kłamstwo, składał wnioski o przebadanie ich wariografem

Według dzisiejszej publikacji „Rzeczpospolitej”, która powołuje się na sądowe wyroki, mężczyzna nigdy nie przyznał się przed sądami do winy, a konkubinie i córce zarzucał kłamstwo.

W cytowanym przez gazetę uzasadnieniu prawomocnego wyroku, jaki zapadł przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku w 2013 roku, czytamy: „Oskarżony bezsprzecznie był agresorem w domu, wykorzystując przewagę fizyczną, często stosował wobec nich (partnerki i córki – red.) przemoc, znieważał je i zastraszał”.

Obrońca mężczyzny złożył apelację, całkowicie odrzucając dowody jego winy, a w czasie procesu dwukrotnie – jak podaje „Rz” – składał wnioski o przebadanie konkubiny i córki wariografem, bowiem podważał ich prawdomówność.

Dziennik cytuje argumentację obrońcy: „Oskarżony nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów i nigdy nie doprowadzał (…) do innych czynności seksualnych. Być może zbyt surowo traktował (…) wyzywając ją od ‘głąbów’, jednak tak prymitywnie rozumiał proces wychowawczy (…). Potwierdzają to opinie sądowo-psychiatryczne i psychologiczno-seksuologiczne, w których stwierdzono u A. W. zaburzenia psychiczne i uzależnienie od alkoholu przy jednoczesnym braku zaburzeń preferencji seksualnych pod postacią parafilii”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Prezydent Donald Trump uniewinniony

W środę amerykański Senat zagłosował za odrzuceniem dwóch artykułów impeachmentu prezydenta Donalda Trumpa – nadużycia władzy i utrudniania pracy Kongresu. Decyzja ta kończy proces toczący się od grudnia ubiegłego roku w Kongresie.

Z uwagi na przewagę republikanów w tej izbie Kongresu uniewinnienie Donalda Trumpa było uważane za pewne. Do odsunięcia prezydenta od władzy wymagane były dwie trzecie głosów senatorów obecnych na sali.

52 senatorów głosowało za uniewinnieniem prezydenta, a 48 uznało, że jest winny nadużycia władzy. W przypadku głosowania nad drugim artykułem impeachmentu – 53 senatorów uznało, że Donald Trump nie jest winny utrudniania pracy Kongresu, a 47 uznało go winnym.

Wyłamał się jeden republikanin

Środowe głosowania przebiegły niemal idealnie wzdłuż partyjnych podziałów. Demokratom nie udało się przeciągnąć na swoją stronę innych uznawanych za umiarkowanych parlamentarzystów prawej strony. Z bloku republikanów wyłamał się jedynie senator Mitt Romney, który uznał, że Trump jest winny nadużycia władzy. O swojej decyzji były kandydat republikanów na prezydenta poinformował na kilka godzin przed głosowaniami.

Romney, senator ze stanu Utah, który startował w wyborach prezydenckich w 2012 roku, był od dawna bardzo krytyczny wobec Trumpa. Spodziewając się retorsji ze strony swej partii, która zwarła szeregi, by bronić prezydenta podczas procedury impeachmentu senator powiedział w środę telewizji Fox News, że „zniesie konsekwencje”. Senator opowiedział się jednak za uniewinnieniem Trumpa podczas głosowania nad drugim artykułem impeachmentu, zarzucającym mu utrudnianie pracy Kongresu.

Nancy Pelosi, przewodnicząca Izby Reprezentantów ostro skrytykowała republikańskich senatorów za brak szacunku dla prawa i porządku konstytucyjnego.

– Nadal istnieje niebezpieczeństwo, że prezydent może manipulować wyborami – stwierdziła czołowa polityk Partii Demokratycznej.

Jej zdaniem uniewinnienie Trumpa nie ma żadnej wartości, ponieważ kontrolowany przez republikanów Senat nie pozwolił na przeprowadzenie uczciwego procesu, między innymi nie dopuszczając do przesłuchania kolejnych świadków.

W pierwszych komentarzach „New York Times” ocenia, że rezultat głosowania to „doniosłe zwycięstwo Trumpa po pięciu miesiącach głośnego skandalu z Ukrainą”. Portal The Hill na gorąco pisze o „kończącej się sadze”.

Demokraci domagają się zeznań doradcy Trumpa

Demokraci nie dają jednak za wygraną. Nie wykluczają wezwania do zeznań pod rygorem odpowiedzialności karnej byłego doradcy Trumpa do spraw bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona, co mogą przegłosować w Izbie Reprezentantów, w której mają przewagę.

Bolton przestał pracować w Białym Domu we wrześniu ubiegłego roku. Powodem – jak spekulują media i zdają się potwierdzać wycieki z nieopublikowanej jeszcze jego książki – był konflikt z Trumpem dotyczący polityki wobec Ukrainy.

Bolton uznawany jest za głównego świadka w sprawie nazwanej „aferą ukraińską”. Republikański polityk odmówił jednak złożenia zeznań w ubiegłorocznym śledztwie w Izbie Reprezentantów.

W piątek Senat zadecydował głosami republikanów, że w parlamentarnym procesie Trumpa w tej izbie nie ma potrzeby wzywania świadków, w tym Boltona. Uznano to za kluczowy moment całego procesu, torujący drogę do szybkiego uniewinnienia prezydenta.

Czy „polowanie na czarownice” pomoże Trumpowi w reelekcji?

Kontrolowana przez demokratów Izba Reprezentantów w grudniu 2019 roku przegłosowała dwa artykuły impeachmentu Trumpa, stawiając tym samym prezydenta w stan oskarżenia. Pierwszy zawiera zarzut nadużycia władzy poprzez wywieranie nacisku na Ukrainę, aby wszczęła śledztwo wobec holdingu paliwowego Burisma, w którym zatrudniony był Hunter Biden, syn Joe Bidena, byłego wiceprezydenta USA i politycznego rywala Trumpa. Drugi artykuł stwierdza, że Trump utrudniał Kongresowi dochodzenie w tej sprawie.

Prezydent od początku twierdził, że jest niewinny, a śledztwo w swojej sprawie uznawał za motywowane politycznie i nie przyznawał się do żadnych nadużyć w polityce wobec Ukrainy. Działania demokratów często nazywał „polowaniem na czarownice”, dodawał także, że procedura impeachmentu będzie miała „pozytywny wpływ” na jego reelekcję w tegorocznych wyborach prezydenckich.

Prezydent Trump był trzecim prezydentem w dziejach Stanów Zjednoczonych, o którego dalszym pozostaniu na stanowisku decydował Senat. Wcześniej izba wyższa amerykańskiego Kongresu uniewinniła Andrew Johnsona w 1868 roku i i Billa Clintona w 1999 roku. Zarówno Johnson, jak i Clinton sprawowali urząd prezydenta do końca kadencji.

Prezydent Richard Nixon, któremu w 1974 roku groził proces w Kongresie, ustąpił sam.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski prawomocnie uniewinniony. Był oskarżony o gwałt

Były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski został prawomocnie uniewinniony od zarzutu gwałtu przez Sąd Okręgowy w Olsztynie. Proces apelacyjny od wyroku uniewinniającego wydanego przez sąd rejonowy rozpoczął się w poniedziałek.

– Jestem niewinny, absolutnie niewinny – mówił wtedy Małkowski po wyjściu z sali rozpraw.

Od 11 lat były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski był oskarżany o zgwałcenie ciężarnej urzędniczki ratusza. Afera doprowadziła do pierwszego w historii III RP usunięcia ze stanowiska prezydenta dużego miasta. W pierwszym rozpoznaniu sprawy przez sąd w Ostródzie Małkowski został skazany na pięć lat więzienia, w ponownym procesie – który w grudniu zakończył się w Olsztynie – został uniewinniony.

Małkowski konsekwentnie twierdzi, że jest niewinny. W lokalnej gazecie przed laty przyznał się jedynie do romansu z urzędniczką i porównał swoją sytuację w tym względzie do Billa Clintona.

W czasie procesów o seksaferę Małkowski trzy razy startował w wyborach samorządowych i za każdym razem przegrywał walkę o fotel prezydenta Olsztyna w drugiej turze. Małkowski jest obecnie olsztyńskim radnym. Zgodził się na podawanie swojego nazwiska w mediach.
Źródło info i foto: onet.pl

Wielka Brytania: Renomowana kancelaria broni Polaków skazanych za zabójstwo. Prawdziwy winny jest na wolności?

Dwaj mężczyźni odsiadują w Wielkiej Brytanii wyroki dożywocia za zabójstwo innego Polaka. Jak opisuje „Superwizjer”, skazano ich w procesie poszlakowym, a ławnicy nie byli zgodni. Winny może być trzeci z oskarżonych, który został uniewinniony.

Grzegorz Pietrycki w wieku 25 lat wyjechał do pracy do Wielkiej Brytanii. Po dwóch latach, w sierpniu 2016 roku, został zamordowany wynajmowanym m.in. przez niego mieszkaniu w Londynie – opisuje Superwizjer TVN. O morderstwo oskarżono trzech innych Polaków – Patryka Pacheckę, Grzegorza Szala i Grzegorza G. Pierwsi dwaj zostali uznani za winnych i skazani na dożywocie. Trzeciego uniewinniono.

Teraz prestiżowa kancelaria Carmelite Chambers za darmo broni Pachecki i złożyła w jego imieniu apelację. Także prawnicy Szali odwołują się od wyroku. Według brytyjskiej prawniczki Siobhan Grey znaczenie dla ławników – którzy nie zdecydowali o winie jednogłośnie – miał m.in. fakt, że Pachecka i Szal mieli na koncie wyroki w Polsce, zaś Grzegorz G. teoretycznie nie miał konfliktów z prawem. Jednak reporterzy ustalili, że on także był kiedyś skazany, ale wyrok uległ zatarciu. Ponadto prawnicy mają wątpliwości m.in. co do zeznań świadków, których nie wzięto pod uwagę.

Skazani twierdzą, że słabo znali Grzegorza G. Przed zabójstwem mężczyzna miał być zdenerwowany, ponieważ rzuciła go partnerka. Zażywał amfetaminę i razem z Szalą pił alkohol. W nocy obaj udali się do domu późniejszej ofiary, Grzegorza Pietryckiego. Pachecka wtedy już tam był. Wywiązała się kłótnia między Pietryckim a Grzegorzem G. Skazani mężczyźni twierdzą, że nie byli w pokoju, gdy G. miał wyciągnąć nóż i zaatakować Pietryckiego (choć ich wersje nie są całkowicie spójne).

„W relacji Pachecki, sytuacja wyglądała tak: – Wróciłem się do tego pokoju i zobaczyłem miejsce rzeźni. Zobaczyłem dwie osoby, Grzegorza Pietryckiego, który nie żyje i Grzegorza G, który go trzymał. Trzymali się oburącz, jak zapaśnicy. Cały pokój był we krwi. Z Pietryckiego leciało jak z rynny. Jedyne na co było mnie stać, to po prostu krzyczałem: ‚Weź go zostaw, debilu’. Wybiegłem z tego domu. Nogi same pobiegły” – podaje Superwizjer.

Pachecka został zatrzymany i przeszukany krótko po zdarzeniu. Nie stwierdzono na nim śladów krwi. Grzegorz G. uciekł z miejsca zdarzenia, zmienił numer telefonu i z pomocą byłej dziewczyny wynajmował mieszkanie na fałszywe nazwisko. Zatrzymano go dopiero pięć miesięcy później.

Skazani mężczyźni na początku sprawy zmieniali zeznania i prezentowali różne wersje historii, co także wpłynęło na ich niekorzyść. Tłumaczą to tym, że przez wcześniejsze zatargi z prawem i wyroki na początku nie mówili prawdy. – Siedziałem w kryminale i bym nie potrafił iść na policję i sprzedać – mówił dziennikarzom Pachecka. Z kolei Grzegorz G. odmówił składania wyjaśnień i – według relacji Pachecki – przekonywał, że boi się dwóch pozostałych, ponieważ są kryminalistami. Pachecka zapowiada, że będzie walczył, by udowodnić swoją niewinność i móc wrócić na wolność i do rodziny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawa śmierci Ewy Tylman. Adam Z. uniewinniony

Poznański sąd okręgowy uznał, że Adam Z. nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura w mowach końcowych wnosiła o karę 15 lat pozbawienia wolności. Rodzina Ewy Tylman żądała dla oskarżonego dożywocia, zaś obrona – całkowitego uniewinnienia Adama Z.

Sąd uzasadnił swoją decyzję tym, że po pierwsze, podstawą do postawienia zarzutu były wyłącznie zeznania policjantów, którym oskarżony miał się przyznać do zepchnięcia koleżanki ze skarpy i wrzucenia jej do wody. Twierdził później, że do tych zeznań został zmuszony.

Po drugie, po analizie eksperymentu procesowego – w ocenie sądu niewiele ponad 5 minut to zbyt mało, by móc dokonać zabójstwa w taki sposób, jak opisano to w akcie oskarżenia. Prokuratura zapowiedziała apelację.

Jeżeli chodzi o materiał dowody, my go oceniamy zupełnie odmiennie, niż sąd. Nie można uważać, że czuł się coraz gorzej, zachowywał się coraz gorzej, że miał coraz większe luki w pamięci. Wręcz odwrotnie – powiedziała prokurator Magdalena Mazur-Prus.

Ogłoszeniu wyroku przysłuchiwał się też ojciec Ewy Tylman. To jest porażka tego kraju. Nie ma sprawiedliwości w Polsce – powiedział Andrzej Tylman.

Na sali był też oskarżony i jego obrońcy, którzy nie chcieli komentować wyroku. Opuścili budynek sądu bocznym wyjściem, unikając spotkania z dziennikarzami.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy: Oskarżony o zamach w Duesseldorfie w 2000 roku uniewinniony

Mężczyzna oskarżony o podłożenie bomby w Duesseldorfie na zachodzie Niemiec został uniewinniony z braku dowodów wystarczających do wydania wyroku skazującego – poinformował we wtorek tamtejszy sąd krajowy. Do zamachu doszło w 2000 roku na stacji kolejki miejskiej. Prokuratura postawiła oskarżonemu zarzut usiłowania popełnienia morderstwa motywowanego ksenofobią w 12 przypadkach i domagała się dla niego dożywotniego więzienia. Argumentowano, że winę 52-latka udowodniono ponad wszelką wątpliwość poprzez szereg poszlak.

Obrona, która żądała uniewinnienia, oceniła, że „postępowanie dowodowe nie wykazało winy” jej klienta, a na miejscu przestępstwa nie znaleziono śladów jego obecności. Ponadto obciążające zeznania pochodziły od „całkowicie niewiarygodnych świadków”, a w kilku przypadkach zostały wycofane lub złagodzone – wskazano.

Oskarżenie: To niebezpieczny prawicowy ekstremista

Oskarżony jest „gadułą i kłamcą”, ale nie niebezpiecznym prawicowym ekstremistą o cechach socjopaty, jak twierdzi oskarżenie – argumentowali adwokaci.

Podejrzany utrzymywał kontakty ze środowiskiem skrajnej prawicy i prowadził położony w pobliżu dworca sklep z militariami. Zatrzymano go wkrótce po zamachu, ale z braku dowodów zwolniono. Później został jednak aresztowany, bo chwalił się swoim czynem kompanom w więzieniu podczas odbywania kary za inne przestępstwo. W trakcie procesu twierdził, że w chwili ataku był w domu.

Większość rannych stanowili żydowscy migranci

Do zamachu doszło 27 lipca 2000 roku krótko po godz. 15. Na stacji szybkiej kolejki miejskiej (S-Bahn) Wehrhahn w Duesseldorfie eksplodowała ukryta w plastikowej torbie bomba. Wskutek wybuchu ciężkie obrażenia odniosło 10 osób, w większości żydowscy migranci z Europy Wschodniej, którzy wracali do domów z lekcji języka niemieckiego. Zginęło nienarodzone dziecko, trafione w brzuchu matki w piątym miesiącu ciąży przez jeden z metalowych odłamków.
Źródło info i foto: interia.pl