CBŚP zatrzymało 23-latka. Planował porwanie dziecka dla okupu

Policjanci CBŚP przy wsparciu funkcjonariuszy z Białegostoku wyjaśnili sprawę przygotowania do uprowadzenia dziecka dla okupu. Z ustaleń śledczych wynika, że do pokrzywdzonego wysłano żądanie okupu, zakupiono także akcesoria, które miały być użyte do popełnienia przestępstwa. Do sprawy zatrzymano 23-latka, który usłyszał zarzut przygotowania do uprowadzenia.

Wszystko zaczęło się, gdy pokrzywdzony otrzymał SMS-a z mrożącą krew w żyłach informacją: „Jeśli w ciągu 48 godzin nie przygotuje 2 milionów, jego małoletnie dziecko zostanie porwane”. O tym, że autor wiadomości nie żartuje, świadczył fakt, że wiedział m.in. jak ma na imię dziecko pokrzywdzonego.

Zaalarmowani o zdarzeniu policjanci z białostockiego Zarządu CBŚP i Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku natychmiast zaczęli działać. Rzecz nie była łatwa, gdyż sprawca posiadał wiedzę, jak skutecznie zakamuflować swoją tożsamość.

Trzy tygodnie żmudnej pracy

Czas mijał. Jednakże dla białostockich policjantów CBŚP i KWP, nie był to czas zwykłej, codziennej pracy. Trwające blisko trzy tygodnie żmudne ustalenia doprowadziły do finału. Ustalono, nie tylko w jaki sposób i gdzie doszło do zakupu i rejestracji karty SIM oraz telefonu, ale również tego, kto tego mógł dokonać.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Porwanie 10-latka w Gdyni. Ojciec Ibrahima zabrał głos

– Zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem – powiedział w rozmowie z Polsat News Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima (10 l.). Zrozpaczona pani Karolina, mama 10-latka, nadal przebywa w Belgii, dokąd udał się jej były partner wraz z dzieckiem. – Azzedine dzwonił do mnie i kazał powiedzieć dziecku, że nigdy po niego nie przyjadę – przekazała Faktowi kobieta.

– Nie jestem przestępcą, zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem – powiedział w rozmowie z Polsat News mieszkający w Belgii Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima. Mężczyzna odebrał siłą chłopca matce i wywiózł go z Polski. Po tym zdarzeniu ogłoszono Child Alert, który dzień później odwołano. Chłopiec został odnaleziony w Belgii. Jest tam pod opieką ojca i nie zagraża mu żadne niebezpieczeństwo – podały wówczas belgijskie służby.

Walka o syna

W rozmowie z Polsat News Azzedine Oudriss przekonywał, że przez cały 2018 rok próbował wyjaśnić ze swoją byłą partnerką sprawę pobytu syna. Tłumaczył, że wyrok z sądu w Antwerpii z 15 października 2018 roku wskazywał, że Ibrahim ma pozostać na terytorium Belgii.

Z kolei matka chłopca, która wraz z synem wyjechała do Polski w lipcu 2018 roku, wyjaśniała nam, że o żadnym wyroku nie wiedziała i dysponowała wcześniejszym postanowieniem, według którego to ona miała pełnię władz rodzicielskich. – Ten kolejny wyrok miał zapaść w październiku 2018 roku, gdy byłam już w Polsce i żadna informacja na jego temat do mnie nie dotarła. Nie wiem tak naprawdę, jaka jest jego treść. Nawet gdyby taki wyrok rzeczywiście zapadł to nic nie usprawiedliwia pobicia mnie i porwania mojego syna – powiedziała Faktowi pani Karolina.

Ojciec Ibrahima zabrał głos

Ojciec 10-latka zarzucił byłej partnerce to, że wiedziała o późniejszym wyroku, lecz go nie respektowała. Azzedine Oudriss przyejchał do Polski, lecz pani Karolina miała zamykać przed nim drzwi. Mężczyzna miał też wzywać policję, lecz interwencje nie przynosiły żadnego skutku. Kontakt pomiędzy byłymi partnerami były utrudniony, nie potrafili się porozumieć. Ostatecznie mężczyzna zdecydował się na to, że porwie syna.

– Zabrałem dziecko z Polski w tak „twardy” sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem. W całym 2019 roku miałem może 2, 3 rozmowy telefoniczne z nim. Podszedłem do matki, ona próbowała zatrzymać dziecko, więc ją odepchnąłem i ona upadła na chodnik. Tak, w taki sposób zareagowałem, po czym zabrałem moje dziecko. Nie zrobiłem mu krzywdy, a ono wcale nie krzyczało. Matka twierdzi, że dziecko krzyczało, że odgrywał się dramat, ale to nie jest prawda. Dziecko próbowało trochę uciekać, odepchnąłem ją i tyle. I zabrałem dziecko ze sobą, bo nie zaproponowała mi innego wyjścia, innego rozwiązania – tłumaczył Oudriss w Polsat News.

– Prowadzę normalne życie, pracuję, nie jestem przestępcą. Każdy popełnia błędy w życiu, ja również w przeszłości mogłem je popełnić, jak każdy człowiek. Ale nie trzeba mnie karać przez całe życie za te błędy, które kiedyś popełniłem – tłumaczył Oudriss w rozmowie z Polsat News.

Chłopiec pytał o mamę

Ibrahim do tej pory przebywał pod opieką matki w Polsce. Teraz chłopczyk znajduje się z ojcem w obcym kraju. – Pierwsze cztery dni były dość trudne dla Ibrahima. Dobrze spał, ale nie jadł jak zawsze, pytał o matkę – co jest zrozumiałe, ale nie często. Najpierw pytał dwa razy dziennie – przez pierwsze cztery dni. Teraz jesteśmy już razem 10 dni i już o nią nie pyta – powiedział były partner pani Karoliny.

– Dużo mówi o Polsce. Gdy zabieram go do sklepu, żeby mu coś kupić, to mówi, że w Polsce w domu miał już taką grę czy zabawkę. Ale on czuje się dobrze. Aktywnie spędzamy czas, nie siedzimy w domu, chodzimy na basen, do parku, na plac zabaw, pograć w piłkę. Wziąłem urlop w pracy, żeby teraz spędzać z nim jak najwięcej czasu i myślę, że jest ze mną szczęśliwy. Mówi, że mnie kocha, ale również, że kocha swoją mamę, że kocha nas obydwoje – przyznał w rozmowie z Polsat News Marokańczyk.

Czy dojdzie do spotkania?

Ojciec Ibrahima w czasie wywiadu przyznał, że nie chce zgodzić się na spotkanie z byłą partnerką. – Obawiam się jej. Boję się, że przyjdzie z jakimiś ludźmi, odbiorą mi znowu dziecko i wywiozą z Belgii. Dziecko jest teraz ze mną i jest w stu procentach bezpieczne. Nie pozwolę na spotkanie dopóki nie zakończy się nowa procedura prawna. Gdy ta procedura się rozpocznie i po niej Karolina zamieszka w Belgii, to nie będę miał nic przeciwko temu, żeby widywała się z dzieckiem – tłumaczył w Polsat News.

– To jest jego matka, nie zamierzam pozbawiać go matki. Nie, nigdy tego nie zrobię. On ma prawo do ojca i do matki. Gdy byłem w sądzie 15 października 2018 roku na ogłoszeniu wyroku, miałem możliwość odebrania jej praw rodzicielskich, ale tego nie zrobiłem. Powiedziałem, że możemy mieć obydwoje prawa rodzicielskie. Ona może mieć prawa do dziecka i ja, i o tym jest mowa w wyroku. Chcę, by on miał matkę, by miał kontakt z matką, by prowadził normalne życie, chodził do szkoły, jak każde dziecko – wyjaśniał dziennikarce.

„Pobił mnie na oczach syna”

O komentarz do sprawy poprosiliśmy panią Karolinę. – Ten człowiek, który pobił mnie na oczach syna, a potem siłą wepchnął go do samochodu nie jest przestępcą? A kilka wyroków, za które siedział w więzieniu też czynią z niego przykładnego obywatela? Azzedine twierdzi, że rozmawiał z policjantami w Polsce. Skoro tak było i miał dokumenty, o których mówi, dlaczego nie złożył ich do sądu w Gdyni? I skoro ma w sobie tyle dobrej woli, dlaczego nie pozwolił mi do tej pory zobaczyć się z synem? Czy tak robi człowiek, który dba o dobro dziecka? – powiedziała Faktowi mama Ibrahima.

– Nie dość, że nie wiem gdzie jest Ibrahim, to Azzedine dzwonił do mnie i kazał powiedzieć dziecku, że nigdy po niego nie przyjadę. Oczywiście odmówiłam. Teraz będę walczyć o syna w sądzie. W najbliższym czasie sąd ponownie ma rozpatrzyć to, kto z nas ma opiekować się Ibrahimem. Mam nadzieję, że belgijska policja w końcu ustali też miejsce, w którym Azzedine przetrzymuje mojego syna – podkreśliła zrozpaczona kobieta, która obecnie przebywa w Belgii. – Dopóki nie zobaczę syna, nie będę spokojna – dodawała.

Uprowadzenie 10-letniego Ibrahima

Dramat rozegrał się 15 lutego w Gdyni. Gdy chłopiec wychodził z mamą od dziadków, Azzedine Oudriss uderzył swoją byłą partnerkę i wciągnął syna do samochodu i odjechał. Ojciec zabrał dziecko do Belgii.
Źródło info i foto: se.pl

10-latek uprowadzony w Gdyni. Trwają poszukiwania. Kim jest poszukiwany Marokańczyk?

Pomorska policja opublikowała wizerunek mężczyzny podejrzewanego o porwanie 10-latka. To Azeddine Oudriss, ojciec chłopca. Do zdarzenia doszło wczoraj w Gdyni. Obywatel Maroka zaatakował wieczorem swoją byłą partnerkę i porwał z ulicy 10-letniego syna – Ibrahima Oudrissa.

Porwanie miało miejsce w niedzielę (16 lutego) około godz. 21 na ulicy Ledóchowskiego na gdyńskim Obłużu. Mężczyzna uderzył pięścią w twarz 41-letnią matkę dziecka i siłą wciągnął chłopca do samochodu. Pokrzywdzona zaalarmowała policję. Kobietą zajęło się pogotowie.

Mężczyzna uciekł srebrnym samochodem w kierunku ulicy płk. Dąbka. Pokrzywdzona nie zapamiętała modelu auta. Tablica rejestracyjna pojazdu zaczyna się na literę „W”.

Ojciec chłopca to obywatel Maroka. Sąd w Belgii pozbawił go praw rodzicielskich.

Rysopis porwanego chłopca

Porwany Ibrahim ma 10 lat, ok. 150 cm wzrostu, brązowe oczy i włosy. W trakcie uprowadzenia miał na sobie pomarańczową kurtkę, a pod spodem bluzę z Kaczorem Donaldem. Ubrany był w jeansy i czarne buty.

Wszyscy, którzy mogą pomoc w odnalezieniu Ibrahima, proszeni są o kontakt pod numerem telefonu 995 albo na adres childalert@policja.gov.pl.
Źródło info i foto: interia.pl

Rok więzienia za pomoc w porwaniu 3-latki i jej mamy

Sąd w Białymstoku skazał na rok więzienia mężczyznę, który pomógł ojcu 3-letniej Amelki w uprowadzeniu jej i jej mamy. Do porwania kobiety i jej córki doszło 7 marca na jednym z białostockich osiedli. Jak podawała policja, dwaj sprawcy wepchnęli 25-latkę i jej 3-letnią córkę do samochodu i odjechali. Kilkaset metrów dalej porzucili ciemnoniebieskiego citroena, którym uciekali i przesiedli się do kolejnego auta.

Jeszcze tego samego dnia po południu, w związku z zaginięciem dziecka, ogłoszony został tzw. Child Alert, opublikowany był również wizerunek matki dziecka, a dzień później zdjęcia męża porwanej kobiety – ojca dziecka. To on w Łomży wypożyczył samochód użyty do uprowadzenia.

Akcja poszukiwawcza trwała ponad dobę. Jak wynika z informacji ze śledztwa, następnego dnia między porywaczami doszło do kłótni w samochodzie. Z chwili nieuwagi skorzystała uprowadzona kobieta, która razem z córką uciekła porywaczom z auta. W okolicach Ostrołęki (Mazowieckie) zabrał je z drogi kierowca i zawiózł na policję.

W związku z tymi wydarzeniami zatrzymani zostali Cezary R., czyli ojciec dziecka – mąż 25-latki, oraz jego znajomy. To właśnie wobec tego drugiego mężczyzny zapadł we wtorek wyrok; przyznał się on do swojej roli w przestępstwie i opisał jego szczegóły. Zgodził się on na wyrok skazujący bez przeprowadzania rozprawy. Śledztwo w sprawie Cezarego R. wciąż trwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci CBŚP udaremnili próbę porwania dla okupu

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zapobiegli porwaniu kobiety dla okupu. Zatrzymano trzech mężczyzn, którzy szykowali się do porwania i zabezpieczono przedmioty, które miały służyć do tego przestępstwa.

Policjanci ustalili, że zlecenie porwania kobiety mogło zostać złożone przez jednego z więźniów, a wykonawcami byli jego kompani, którzy opuszczali zakład karny. Mieszkańcy Dolnego Śląska planowali porwanie od sierpnia. Po uzyskaniu tych informacji śledczy musieli być wyjątkowo ostrożni, aby nie narażać potencjalnej ofiary, ale jednocześnie zebrać obciążające mężczyzn dowody.

Dolny Śląsk. Policjanci udaremnili próbę porwania

Do skoordynowanej akcji CBŚP doszło w miniony piątek na Dolnym Śląsku. Zatrzymano trzech mężczyzn w wieku od 38 do 45 lat. Zabezpieczono przy nich paralizator, pałkę teleskopową i kajdanki, które miały służyć do porwania kobiety. Jeden z zatrzymanych znany był policji z sadyzmu i wcześniejszych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu. Podczas przeszukań zabezpieczono niebezpieczne narzędzia mające posłużyć do porwania i zastraszenia ofiary.

Według ustaleń śledczych z CBŚP i prokuratury zabezpieczone przedmioty mogły być wykorzystane do popełnienia innych przestępstw, w tym wymuszenia rozbójniczego. Okoliczności tej sprawy również szczegółowo analizują funkcjonariusze.
We wrocławskiej prokuraturze postawiono zatrzymanym zarzuty usiłowania uprowadzenia dla okupu i jednoczesnego wymuszenia rozbójniczego. Trafili do tymczasowego aresztu na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polska nie wyda Szwecji Rosjanina, który porwał dzieci z rodziny zastępczej

Warszawski Sąd Okręgowy odmówił wydania Rosjanina, który uciekł z dziećmi do Polski ze Szwecji. Szwecja wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania pod zarzutem uprowadzenia trzech córek z rodziny zastępczej. Polska prokuratura nie wystąpiła jednak o tymczasowy areszt.

W środę 10 lipca Warszawski Sąd Okręgowy nie zgodził się na wydanie Szwecji 39-letniego Rosjanina Denisa Lisova, który w kwietniu tego roku wraz z trzema córkami został zatrzymany przez Straż Graniczną na lotnisku w Warszawie. Mężczyzna chciał docelowo dostać się do Rosji. Jego obrońca argumentował, że szwedzka opieka socjalna odebrała mu dzieci i umieściła je w rodzinie zastępczej po tym, jak jego żona zachorowała. Była hospitalizowana, lekarze podejrzewali u niej schizofrenię. W ocenie szwedzkich władz ojciec sam nie był zdolny do prawidłowego wychowania swoich córek.

Denis Lisow podkreśla, że służby socjalne nigdy nie zarzuciły mu zaniedbań wychowawczych. Dodatkowo, jego zdaniem, dzieci miały zostać przekazanie rodzinie zastępczej odmiennej kulturowo, pochodzenia arabskiego. Według Rosjanina szwedzkie władze postawiły mu warunek, którego nie był w stanie spełnić – by odzyskać dzieci miał zalegalizować swój pobyt w Szwecji.

Porwał córki i chciał uciec do Rosji

Lisov od siedmiu lat mieszkał w Szwecji. Przyjechał tam ze swoją żoną i najstarszą córką Sofią (obecnie 12-letnią). Po wyjeździe na emigrację małżeństwu urodziły się jeszcze dwie córki – 6-letnia dziś Serafina i 4-letnia Alisa.

Kilka lat temu u żony Lisova zdiagnozowano chorobę i wtedy rodziną zainteresowała się szwedzka opieka społeczna. Zdecydowano, że ojciec nie radzi sobie z opieką nad trzema córkami, więc dziewczynki zostały umieszczone w rodzinie zastępczej. Denisowi Lisovowi przyznano cotygodniowe, 6-godzinne widzenia z dziećmi. Mężczyzna nie mógł się z tym pogodzić, więc postanowił porwać córki. Chciał wywieźć je do rodzinnego kraju. Do Polski przypłynął promem, następnie z warszawskiego lotniska chciał dostać się do swojego kraju.

Mężczyzna jednak, z pomocą rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka, złożył w Polsce wniosek o przyznanie mu statusu uchodźcy. W sprawę włączyła się też fundacja Ordo Iuris oraz Ministerstwo Sprawiedliwości.

Sąd uznał działania władz szwedzkich za „skrajne”

– Sąd stwierdza, że wydany w sprawie niniejszej przez władze szwedzkie europejski nakaz aresztowania narusza wolności i prawa człowieka obywatela Denisa Lisova – uzasadniał sędzia Dariusz Łubowski. Sąd stwierdził też, że Denis Lisov „nie mógł zachować bezczynności, gdy widział, że dzieciom działa się krzywda”. Działanie władz szwedzkich sąd uznał za „skrajne”. Odebranie dzieci miało być „wbrew dobru dziecka”, stąd miała zaistnieć „obligatoryjna przesłanka odmowy przekazania Lisova władzom szwedzkim”.

„Polska po raz kolejny staje po stronie rozdzielanych w innych krajach rodzin” – napisał na Twitterze obrońca ojca dzieci, Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris. Prezes fundacji Jerzy Kwaśniewski dodał: „Polski Sąd Okręgowy potwierdza, że Szwecja naruszyła międzynarodowe gwarancje praw człowieka – ochronę życia rodzinnego z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Wydanie Denisa Lisova Szwecji groziłoby dalszym łamaniem praw człowieka”.

Sprawę skomentował też wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. „Dobra decyzja Sądu w sprawie p. Denisa Lisova, wszyscy pozostają w Polsce. Tożsamość dzieci jest fundamentalna. Dziękuję Sądowi. Dziękuję Prokuraturze! Dobro dzieci wygrało. Fajnie być Polakiem” – napisał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawcy porwania i pobicia zostali zatrzymani po 17 latach

17 lat po porwaniu mężczyzny policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji i prokuratorzy z Prokuratury Krajowej wytypowali 6 sprawców tego przestępstwa. Jak poinformowała w poniedziałek rzeczniczka CBŚP komisarz Iwona Jurkiewicz, postawiono im już zarzuty i zostali aresztowani.

W 2002 r. sprawcy podając się za funkcjonariuszy policji uprowadzili poszkodowanego. Motywem ich działania miały być porachunki konkurencyjnych grup przestępczych i ich walka o wpływy na terenie Śląska. Mężczyzna przez kilka dni był przetrzymywany i bity m.in. metalowymi przedmiotami. Dodatkowo zażądano 80 tys. zł okupu za jego uwolnienie.

Porywacze pieniędzy nie dostali, ale uprowadzony w ciężkim stanie został porzucony w Gliwicach.

Usłyszeli zarzuty

Przed laty, mimo przeprowadzenia wielu działań, nie znaleziono sprawców.

– Dopiero niedawno do śledczych dotarła informacja o możliwości rozwikłania tej zagadki – wyjaśniła kom. Jurkiewicz.

Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie ze śląskimi prokuratorami wyjaśniali okoliczności i zbierali materiał dowodowy. W minionym tygodniu funkcjonariusze CBŚP wsparci przez policjantów ze śląskiego Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji zatrzymali 4 osoby, a kolejne 2 zostały dowiezione m.in. z zakładu karnego.

W śląskim wydziale zamiejscowym Prokuratury Krajowej przedstawiono zatrzymanym zarzuty m.in.: rozboju, uprowadzenia osoby podając się za funkcjonariusza publicznego i przetrzymywania jej. Na podstawie zebranego materiału dowodowego sąd zastosował wobec sześciu podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zaginięcie Polki w Bułgarii. Śledczy nie wykluczają uprowadzenia?

Aleksandra Fulara zaginęła 30 czerwca w bułgarskim Pomorie. Z nieoficjalnych informacji „Faktu” wynika, że służby biorą pod uwagę, że Polka mogła zostać uprowadzona. 41-letnia Aleksandra Barbara Fulara zaginęła 30 czerwca w miejscowości Pomorie w Bułgarii. Kobieta była w Bułgarii z rodziną na wakacjach.

Z informacji „Faktu” wynika, że śledczy nie wykluczają, że kobieta mogła zostać uprowadzona. „Ostatnim śladem po Aleksandrze Fularze jest nagranie z monitoringu, na którym widać, jak kobieta opuszcza hotel” – czytamy na fakt.pl. Było to piętnaście minut przed 16:00 30 czerwca 2018. Od tego czasu kobiety poszukuje bułgarska i polska policja.

Lokalne media spekulują, że Fulara mogła utonąć w Morzu Czarnym. Do poszukiwań zaangażowano płetwonurków, ale ich działania nie przyniosły rezultatu. Aleksandra Fulara ma 160 centymetrów wzrostu i brązowe oczy. W dniu zaginięcia ubrana była w sukienkę w czarno-biało-zielone wzory i japonki.

Ktokolwiek widział zaginioną lub ma jakiekolwiek informacje o jej losie, proszony jest o kontakt z policją lub Fundacją ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych +48 22 654 70 70.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Porwanie dziecka w Sokołowie Podlaskim. Trwają poszukiwania

Sokołowska policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej prowadzi postępowanie w sprawie uprowadzenia dziecka i narażenia matki na utratę życia. To efekt poniedziałkowego postanowienia sądu. Ojciec dziecka wraz z jego dziadkiem uprowadzili dziecko w sobotę.

Dziecko zostało uprowadzone z prywatnej posesji, gdzie mieszkało z matką. Jeszcze w poniedziałek nie było mowy o porwaniu. Pisaliśmy o tym TU. Jak poinformował nas dziś oficer prasowy KPP w Sokołowie Podlaskim mł. aps. Jakub Więsak po poniedziałkowym wyroku sądu, sytuacja się zmieniła. Teraz postępowanie dotyczy uprowadzenia dziecka (art 211 kk) i narażenia matki na utratę życia (art 160 kk).

– W dalszym ciągu prowadzone są czynności wyjaśniające okoliczności tego zdarzenia oraz ustalanie miejsca pobytu dziecka – informuje sokołowska policja.

Matka chcąc zapobiec zabraniu syna przez ojca rzuciła się na maskę samochodu, którym ojciec i dziadek odjeżdżali z dzieckiem. Jechała na masce 2 km. Spadła, znalazł ją ojciec, trafiła do szpitala. Od tej pory nikt nie wie gdzie jest dziecko.
Źródło info i foto: tygodniksiedlecki.com

Zatrzymany za próbę uprowadzenia dziewczynki

Policjanci z Wydziału Kryminalnego zgorzeleckiej komendy zatrzymali podejrzanego o usiłowanie uprowadzenia dziewczynki. Mężczyzna, aby zdobyć zaufanie dziecka podawał się za funkcjonariusza Policji. 37-latek usłyszał już zarzuty. Sąd na podstawie zgromadzonych materiałów i dowodów zastosował wobec zatrzymanego tymczasowy areszt na 3 miesiące. Za popełniony czyn może mu grozić kara do 3 lat pozbawienia wolności. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Zgorzelcu został powiadomiony o próbie uprowadzenia dziewczynki poniżej 15-go roku życia przez mężczyznę, który podawał się za funkcjonariusza Policji.

Funkcjonariusze natychmiast podjęli działania, by ustalić personalia sprawcy. W wyniku pracy operacyjnej policjanci Wydziału Kryminalnego zgorzeleckiej komendy zatrzymali 37-letniego podejrzewanego. Mężczyzna został przewieziony do komendy, gdzie usłyszał zarzuty.

Sąd, na wniosek prokuratora, zastosował wobec zatrzymanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu na okres 3 miesięcy. Za popełniony czyn mężczyźnie grozi kara do 3 lat.

Policjanci apelują i zachęcają wszystkich rodziców i opiekunów, aby rozmawiali z dziećmi o niebezpiecznych sytuacjach, a także sposobach ich unikania. Ważne jest również kształtowanie u najmłodszych postawy ograniczonego zaufania do osób nieznajomych.
Źródło info i foto: Policja.pl