Uwaga na oszustów. Podają się za Urząd Patentowy

​Uważajcie na oszustów podszywających się pod Urząd Patentowy. Chodzi o fałszywe decyzje o udzieleniu prawa ochronnego na nowy wynalazek, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak oficjalne pisma urzędu. Jest w nich wezwanie do zapłaty tysiąca dwustu złotych. Polska Izba Rzeczników Patentowych złoży w tej sprawie wniosek do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – dowiedział się dziennikarz RMF FM Michał Dobrołowicz.

Należy uważać na pisma, w których są godło i pełna nazwa Urzędu Patentowego. Nie zgadza się tylko jeden punkt: numer konta bankowego, którego dotyczy prośba o przelanie pieniędzy. Nie jest to numer konta Urzędu Patentowego. Pisma trafiają regularnie od ubiegłego tygodnia do osób, które czekają na decyzję o przyznaniu patentu albo prawa ochronnego do znaku towarowego. Jak ustalił dziennikarz RMF FM w Izbie Rzeczników Patentowych, jednego dnia takie wezwania do zapłaty otrzymuje średnio kilkadziesiąt osób.

Rzecznicy patentowi przypominają, że podmioty działające poprzez pełnomocników nie otrzymują bezpośrednio korespondencji z Urzędu Patentowego RP. Podpowiadają też, że w razie wątpliwości należy skontaktować się z Urzędem Patentowym RP albo rzecznikiem patentowym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

32-latek uwiódł 14-latkę przez internet

Uważajcie na swoje dzieci surfujące po internecie! 14-letnia Patrycja z Rawicza (woj. wielkopolskie) poznała w sieci 32-latka z Wieruszowa (woj. łódzkie). Mężczyzna tak zawrócił jej w głowie, że dziewczyna uciekła z domu, a potem jeździła z nim kradzionym samochodem po kraju. Oboje zostali zatrzymani, gdy uciekali przed policją autostradą w okolicach Łodzi.

Dla Patrycji to miała być przygoda życia. Kilka tygodni temu za pośrednictwem jednego z portali internetowych zaczęła korespondować z Tomaszem Ż., mieszkańcem Wieruszowa. Luźna znajomość szybko przerodziła się w coś znacznie poważniejszego. Na tyle, że 14-latka postanowiła uciec z domu do znajomego z sieci. W poniedziałek, 4 grudnia, wyszła do szkoły. Nie dotarła tam jednak, bo w umówionym miejscu czekał już na nią Tomasz Ż. Mężczyzna podjechał tam białym mercedesem, który należał do jego ojca.

Rodzice Patrycji zgłosili jej zaginięcie, a właściciel samochodu – kradzież. Para została namierzona przez policjantów w miniony czwartek wieczorem na ulicach Zgierza koło Łodzi. Tomasz Ż. nie zatrzymał się jednak do kontroli. Wcisnął pedał gazu i pognał w stronę autostrady A2.

– Staranował bramki i wjechał na trasę pod prąd w kierunku Warszawy – relacjonuje Radosław Gwis z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. – Jechał brawurowo, zmuszając jadące z naprzeciwka pojazdy do manewrów unikowych. Doprowadził jednak do kolizji z dwoma samochodami. Po kilkunastominutowym pościgu mercedes uderzył w barierę dźwiękochłonną. Z auta wybiegły dwie osoby, które szybko zostały zatrzymane przez policjantów – dodaje.

Patrycja została już przekazana pod opiekę matki, a Tomasz Ż. odpowie za niezatrzymanie się do kontroli i złamanie przepisów ruchu drogowego. Może trafić za kratki nawet na pięć lat.
Źródło info i foto: se.pl

Kolejna niebezpieczna zabawa zdobywa sieć! Uważaj na swoje dzieci!

Niedawno polskie media informowały o niebezpiecznej grze zwanej „niebieskim wielorybem”, która nieświadomych nastolatków mogła doprowadzić do śmierci. Niestety kolejne tego typu wyzwanie zdobywa rosnącą popularność w internecie.

Gra „Pass out challenge” znana jest już od kilku lat, jednak dzięki mediom społecznościowym została ponownie nagłośniona. „Bezpieczne omdlewanie” to kolejna niebezpieczna zabawa wśród młodzieży po „Niebieskim wielorybie”, „Wróżce ognia” czy „Hot water challenge”.

Na Facebooku pojawiła się historii opisana przez Australijkę Cath Matar z Brisbane. Jej 10-letni syn postanowił wziąć udział w grze, o której dowiedział się z internetu. Chłopak z rozbitą głową trafił do szpitala.

Na czym dokładnie polega „Pass out challenge”? Uczestnicy „zabawy” kucają i zaczynają szybko i płytko oddychać. Następnie gwałtownie wstają, wkładają kciuk do ust i wstrzymują oddech. Chwilę później tracą przytomność i upadają.

”To było przerażające. Pielęgniarka w szpitalu powiedziała mi, że jakieś dziecko zmarło po tym wyzwaniu. Mój syn uszedł z życiem, ale następne dziecko może nie mieć tyle szczęścia” – napisała mama Leo.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Uwaga na oszustów na Facebooku! Wmawiają, że wygraliście weekend w Karpaczu

Nawet tysiąc osób mogło zostać poszkodowanych przez internetowych oszustów, podszywających się na Facebooku pod znany hotel w Karpaczu na Dolnym Śląsku. Właściciel obiektu zgłosił sprawę na policję, która apeluje do oszukanych, by składali zeznania w tej sprawie.

Oszust lub oszuści zakładali na portalu społecznościowym fałszywe konto hotelu i ogłaszali konkurs. Główną nagrodą był pobyt w Karpaczu. Internauci, aby uczestniczyć w konkursie musieli wysłać płatny SMS pod wskazany numer. Koszt wiadomości wynosił ponad 30 złotych. Każdy uczestnik fałszywej zabawy wygrywał, ale dla potwierdzenia udziału musiał wysłać kolejny, płatny SMS.

Mechanizm został wykorzystany już trzykrotnie. Pierwszy raz pięć tygodni temu, ale wówczas konkurs cieszył się małym zainteresowaniem. Po raz drugi w Walentynki, a po raz ostatni w miniony weekend, gdzie wiadomość dotarła do ponad 60 tysięcy internautów.

Właściciel hotelu zgłosił w tej sprawie zawiadomienie na policję. Prowadzimy postępowanie w kierunku oszustwa. Szacujemy, że ofiarami oszustów mogło paść nawet tysiąc osób. Poszkodowanych prosimy, by zgłaszali się na policję. Ustalamy, kto umieszczał informację o konkursie w internecie i dokładną liczbę poszkodowanych – mówi Edyta Bagrowska z jeleniogórskiej policji.

Odbieramy bardzo dużo telefonów od osób, które twierdzą, że wygrały u nas w konkursie. Przychodzą także e-maile. Ludzie piszą na Facebooku. Dostaliśmy już kilkaset takich wiadomości. My tego konkursu nie organizowaliśmy i nie mamy z nim nic wspólnego. Teraz musimy się tłumaczyć klientom. Konkurs psuje nasz wizerunek – mówi Joanna Zębik z Hotelu Gołębiewski w Karpaczu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Uwaga na kieszonkowców!

Wielkimi krokami zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Jest to czas zakupów i przygotowań, kiedy często nie zwracamy uwagi na nasze rzeczy oraz bezpieczeństwo. Wykorzystują to kieszonkowcy, dla których okres przedświąteczny jest najbardziej pracowity.

11 grudnia rozpoczęła się kampania społeczna prowadzona przez policjantów z Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego Komendy Stołecznej Policji oraz pracowników Zarządu Transportu Miejskiego. – W okresie przedświątecznym kieszonkowcy wykorzystują naszą nieuwagę i panujący tłok. Dlatego nasze działania mają za zadanie zwrócić uwagę i wpłynąć na świadomość mieszkańców miasta jak ważne jest odpowiednie zabezpieczenie swoich rzeczy – tłumaczy podkomisarz Iwona Jurkiewicz z Komendy Stołecznej Policji. Na ulicach miasta pojawili się policjanci w cywilu, którzy widząc potencjalną ofiarę złodzieja przyklejają jej specjalną naklejkę, która informuje, że dali się złapać… policji. Akcja policjantów potrwa do Wigilii.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Uwaga na kieszonkowców

Odwiedzając cmentarze pamiętajmy, aby nie zostawiać naszych osobistych rzeczy bez nadzoru, bo mogą one łatwo paść łupem złodziei – przypomina policja przed dniem Wszystkich Świętych. Apeluje też, by zwracać szczególną uwagę na dzieci, które mogą zgubić się w tłumie.

Apelujemy o zachowanie szczególnej ostrożności w okolicach cmentarzy, to są miejsca, gdzie są duże tłumy ludzi. Takie właśnie miejsca najczęściej wyszukują sobie kieszonkowcy. Jeżeli wybieramy się na groby bliskich, zwróćmy uwagę na to, gdzie mamy dokumenty, czy mamy dobrze schowane pieniądze. Nie zostawiajmy torebek, plecaków czy saszetek z dokumentami na grobie, kiedy zajmujemy się sprzątaniem – przestrzega w rozmowie z PAP kom. Andrzej Browarek z Komendy Głównej Policji. Funkcjonariusz radzi także, by brać ze sobą tylko tyle gotówki, ile nam będzie potrzebne do kupienia zniczy i wiązanek. Warto też zabrać z sobą kogoś bliskiego lub znajomego, żeby ktoś nam towarzyszył na cmentarzu.

Zwróćmy uwagę na nasze dzieci. Jeżeli na cmentarzu jest duży tłum ludzi, trzymajmy dziecko za rękę, starajmy się, by było cały czas przy nas. Jeżeli zauważymy dziecko, które jest pozostawione bez opieki, płacze, zapytajmy, co się stało, zwróćmy się do ochrony albo podejdźmy do policjanta i poprośmy o pomoc – dodaje Browarek.

Policjanci apelują też do kierowców o ostrożność, dostosowanie się do zmian w organizacji ruchu i zwracanie uwagi na pieszych – do 2 listopada trwać będzie policyjna akcja „Znicz 2015”. Nad naszym bezpieczeństwem będzie czuwać kilkanaście tysięcy funkcjonariuszy. Pojawi się więcej patroli, w szczególności na drogach dojazdowych do miast i w okolicach cmentarzy.

Funkcjonariusze będą kierować ruchem ulicznym. Przy największych cmentarzach w miastach zmieni się organizacja ruchu. Warto wcześniej sprawdzić planowane utrudnienia i zamiast jechać pod bramę cmentarną, kierować się na specjalnie wyznaczone miejsca parkingowe. O ile jest to możliwe, lepiej korzystać z transportu publicznego – doświadczenia z lat poprzednich pokazują, że tak jest i szybciej i wygodniej.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Uwaga na fałszywych wnuczków

Seniorzy są w wielkim niebezpieczeństwie! Bandyci wciąż podszywają się pod krewnych w potrzebie albo udają funkcjonariuszy z CBŚ. Choć prawdziwa policja co rusz wsadza za kraty bezwzględnych wyłudzaczy, oni nie odpuszczają. Tylko w tym roku wnuczkowa mafia oszukała warszawskich emerytów na ponad 10 mln zł!

Kryminalni zatrzymali właśnie Jacka M. (31 l.). Oszust we wrześniu ubiegłego roku oszukał dwie seniorki na ponad 200 tys. zł, podając się za policjanta. Wmówił kobietom, że pracuje w CBŚ i potrzebuje tych pieniędzy jako przynęty na niebezpiecznych złodziei. Inny „policjant” chciał od emeryta z Grochowa złotej biżuterii, bo starszy mężczyzna nie miał żadnej gotówki. Grzegorz W. (22 l.) wpadł podczas odbierania łupu. W połowie lipca mundurowi zatrzymali z kolei 17-letniego chłopaka, który od 81-latki z Wołomina wyłudził 44 tys. zł, bo uwierzyła, że jej krewny spowodował śmiertelny wypadek i potrzebuje pieniędzy na adwokata.

Jak podliczyła Komenda Stołeczna Policji, tylko w tym roku emeryci stracili aż 10 131 480 zł! – Od stycznia do końca lipca na terenie Warszawy i ościennych powiatów odnotowaliśmy 242 usiłowania oszustw metodą „na wnuczka” i aż 310 dokonań tego przestępstwa – mówi aspirant Tomasz Oleszczuk z KSP. Przez cały ubiegły rok bandziorom udało się okraść 359 osób na 12 090 271 zł.

Wnuczkowym szajkom po piętach depcze specjalna grupa funkcjonariuszy. Dzięki nim w tym roku wpadło już 60, a w ubiegłym 106 przestępców. Funkcjonariusze spotykają się także z seniorami i ostrzegają.

– Oszuści wykorzystują ufność i dobre serce starszych osób. Jeżeli dzwoni krewny i prosi o pożyczkę, mówi, że miał wypadek albo ciężko zachorował, najlepiej się rozłączyć, oddzwonić pod znany nam numer tej osoby i potwierdzić tę historię – mówi asp. Oleszczuk. – Jeżeli telefonuje policjant i namawia do przekazania dużej kwoty na akcję operacyjną, to możemy być pewni, że to oszust. Policja nigdy nie prosi o pieniądze – dodaje. W razie jakichkolwiek podejrzeń najlepiej od razu zadzwonić pod policyjny numer 22 603 32 22.
Żródło info i foto: se.pl