Przełomowa ustawa. Eksmisja za przemoc domową

Od dziś obowiązują regulacje, które mają pomóc w skuteczniejszej walce ze sprawcami przemocy domowej i lepiej chronić jej ofiary. Chodzi o nowelizację kodeksu postępowania cywilnego i szeregu innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 956), która po sześciomiesięcznym vacatio legis wchodzi właśnie w życie.

Nakaz wyda policjant

Jedną z najważniejszych zmian tzw. ustawy antyprzemocowej jest przyznanie funkcjonariuszom policji i Żandarmerii Wojskowej uprawnienia do wydawania wobec sprawcy nakazu opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i zakazu zbliżania się do jego bezpośredniego otoczenia. Co najważniejsze, taki nakaz lub zakaz będzie miał natychmiastową skuteczność, a stosować można je również łącznie. Funkcjonariusz ma prawo je wykorzystać zarówno w przypadku skierowania go bezpośrednio na interwencję do osoby stosującej przemoc domową, jak i w sytuacji, gdy pozyska informacje o niepokojących zdarzeniach od jej ofiary. Dodany w kodeksie wykroczeń art. 66b stanowi, że za niezastosowanie się do wydanego zakazu lub nakazu grozi nałożeniem grzywny, karą aresztu lub ograniczeniem wolności.

Co istotne, nałożony nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się obowiązuje przez 14 dni. Przedłużyć go może jednak sąd, do którego z wnioskiem powinien się zwrócić pokrzywdzony. Postępowanie w tej sprawie będzie przeprowadzane w trybie przyspieszonym. Orzeczenie zostanie wydane w ciągu miesiąca od złożenia wniosku.

‒ Wprowadzenie nowych rozwiązań jest bardzo jasnym i wyraźnym komunikatem: to nie ofiara przemocy ma martwić się o swoje bezpieczeństwo, uciekać z domu, poszukiwać spokoju. To sprawca ma ponosić wszelkie konsekwencje swoich czynów. To kolosalna zmiana myślenia o przemocy, o dotychczasowej pozycji pokrzywdzonych i ich sprawców ‒ komentuje Monika Horna-Cieślak, adwokat.

Lepsza ochrona dzieci

Pozytywnym aspektem nowych przepisów jest też to, że wprowadzono w nich rozwiązania dedykowane małoletnim doświadczającym przemocy domowej. Jak podkreśla mec. Horna-Cieślak, to ważne zwłaszcza w czasie pandemii koronawirusa.

‒ Wiemy, że izolacja sprzyja przemocy. Celem nowych rozwiązań prawnych jest zagwarantowanie najmłodszym bezpieczeństwa w domu, w którym obecnie praktycznie cały czas funkcjonują, bo nie chodzą do szkoły, nie spotykają się z rówieśnikami ‒ mówi prawniczka.

Według niej dla małoletnich szczególnie istotne znaczenie mają trzy zapisy ustawy. Po pierwsze, funkcjonariusz nakładający nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się ma ocenić ryzyko zagrożenia życia lub zdrowia odrębnie wobec dziecka i wobec osoby dorosłej. Po drugie, w sytuacji, gdy dom zamieszkuje osoba małoletnia, o zgłoszeniu przemocy powiadomiony zostanie ‒ oprócz zespołu interdyscyplinarnego ‒ właściwy miejscowo sąd opiekuńczy. Po trzecie, przesłuchanie dziecka odbywać się będzie na specjalnych zasadach i tylko w sytuacjach, gdy jest absolutnie niezbędne. Prawniczka zwraca również uwagę na duże znaczenie tego, że to sprawca przemocy będzie musiał natychmiast opuścić mieszkanie.

‒ Dziecko nie musi się pakować, nie musi zmieniać otoczenia. W ten sposób minimalizujemy traumatyczne doświadczenia napięcie, lęk, zagrożenie i niepewność. Dlatego ta ustawa ma kolosalne znaczenie także dla ochrony najmłodszych – podkreśla Monika Horna-Cieślak.

Ryzyko nadużyć

Prawnicy generalnie dobrze oceniają zmiany, choć jest kilka kwestii, które budzą ich niepokój. Mowa zwłaszcza o potencjalnym nadużywaniu nowych regulacji np. w sytuacjach, gdy rodzice walczą o prawo do opieki nad dzieckiem.

‒ Idea ustawy jest generalnie bardzo słuszna. Rozwiązania, które zostały wprowadzone, mają chronić osoby najsłabsze, w tym również dzieci. Jednak w swojej praktyce zawodowej miałam okazję zaobserwować, że w wielu sprawach rozwodowych lub o opiekę nad dziećmi bardzo często zdarzają się fałszywe zawiadomienia o znęcaniu się. Są one składane tylko po to, by mieć większą szansę na wygraną w sądzie. Istnieje więc ryzyko, że eksmitowane będą w takich sytuacjach, na podstawie policyjnego nakazu, osoby niewinne ‒ przyznaje Katarzyna Stankiewicz, adwokat. Jak jednak dodaje, to właśnie te natychmiastowo skuteczne narzędzia, które daje ustawa, pozwolą realnie pomóc prawdziwym ofiarom przemocy domowej.

‒ Dostrzegam ryzyko, że rodzice walczący o prawo do opieki nad dzieckiem mogą chcieć posłużyć się narzędziami ustawowymi w złej intencji, np. po to, by uniemożliwiać kontakt z drugim rodzicem. Dlatego kluczową rolę będą pełnić funkcjonariusze policji oraz żandarmerii i rzetelne realizowanie przez nich obowiązków. Do nich będzie należeć ocena wiarygodności zeznań i sytuacji zastanej podczas interwencji ‒ zauważa Karolina Karlińska-Markiewicz, adwokat. Zwraca również uwagę na to, że potencjalnie problemem może być przestój w sądach związany z pandemią koronawirusa.

‒ Wydłuży to niewątpliwie nawet postępowania teoretycznie rozpatrywane w trybie przyspieszonym ‒ ocenia prawniczka.

To dopiero pierwszy krok

Prawnicy są zgodni co do tego, że ustawa jest dobrym początkiem, zapewniającym lepszą ochronę ofiar przemocy domowej. Nie można jednak na nim poprzestać.

‒ W mojej ocenie rozważenia wymaga rozszerzenie zapisów ustawy także o wprowadzenie zakazu kontaktowania się osoby stosującej przemoc z jej ofiarą. Na pewno zwiększyłoby to poczucie bezpieczeństwa, pomogło w odseparowaniu się od traumatycznych doświadczeń. Myślę też, że środki ochrony dotyczące przesłuchiwania najmłodszych powinny zostać rozszerzone wobec wszystkich dzieci, bez względu na ich wiek, czyli do uzyskania przez nie pełnoletności ‒ postuluje mec. Monika Horna-Cieślak.

Przemoc (nie do opisania) w liczbach

Policja zapewnia, że monitoruje skalę zjawiska przemocy w rodzinie. – Pandemia to czas trudny dla wszystkich. Wyjątkowo dla tych, co pozostają w domach, które powinny być oazą bezpieczeństwa, a nie są – przekonuje Wioletta Szubska z biura prasowego Komendanta Głównego Policji.

Z danych KGP wynika, że formularzy Niebieska Karta (rozpoczynających procedurę mającą zapewnić bezpieczeństwo osobie, wobec której stosowana jest przemoc w rodzinie) w czasie pandemii, czyli od marca do października, wypełniono mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. czy 2018 r. Odpowiednio: 48 166, 49 451 i 49 295. Najwięcej wypełniono ich w czerwcu – 6699, najmniej w październiku – 5382. Dla porównania w ubiegłym roku najwięcej było również w czerwcu – 6481, a najmniej we wrześniu – 5483.

– Musimy jednak pamiętać, że nie zawsze osoby, wobec których istnieje podejrzenie, że są dotknięte przemocą, szukają od razu pomocy policji. Czasem chcą tylko z kimś porozmawiać, upewnić się – dodaje Wioletta Szubska. Przypomina, że działa Policyjny Telefon Zaufania dedykowany takim sytuacjom. I tu od marca do sierpnia 2020 r. odnotowano wzrost liczby odebranych połączeń – 251 rozmów. Rok wcześniej było ich 186.

Jednak na dane policji trzeba nałożyć kilka filtrów. Po pierwsze, funkcjonariusze w dobie pandemii dostali dużo więcej zadań, jak choćby kontrolę osób na kwarantannie. Po drugie, tysiące samych policjantów są na kwarantannie lub zakażonych. Do tego dochodzą puste etaty mundurowe (według ostrożnych danych może być ich ok. 10 tys.).

W efekcie, jak słyszymy nieoficjalnie, brakuje rąk do pracy, by przyjąć zgłoszenie, pojechać do domu na interwencję. – System pomocy jest na skraju wydolności – dodaje Renata Durda, kierowniczka Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” przy Instytucie Psychologii Zdrowia PTP. Przekonuje, że osoby dyżurujące tu przy telefonach praktycznie nie odkładają słuchawki. – Dzwoniący do nas opisują często, że wcześniej na próżno szukali pomocy na policji. Tymczasem w rodzinach nasilają się problemy finansowe, szkolne kłopoty dzieci, rośnie też lęk o zdrowie. Ludzie są jak na beczce prochu, czasem wystarczy iskra.

Zdaniem Durdy wchodząca w życie ustawa antyprzemocowa jest korzystna również z perspektywy kłopotów kadrowych służb. Nadanie policji możliwości natychmiastowej izolacji sprawcy zdejmuje z funkcjonariuszy konieczność częstych odwiedzin w domu zagrożonym przemocą. – To teoretycznie najlepsze rozwiązanie, pod warunkiem że będzie stosowane – słyszymy w „Niebieskiej Linii”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Francja: Trwa operacja policji w walce z islamizmem po dekapitacji nauczyciela

We Francji trwają operacje policji w ramach walki z islamizmem przeciwko „kilkudziesięciu osobnikom” w związku z dekapitacją w zeszłym tygodniu nauczyciela przez podejrzanego islamistę – powiedział w poniedziałek w radiu Europe 1 szef MSW Gerald Darmanin.

W piątek 18-letni podejrzany o islamizm mężczyzna obciął głowę nauczycielowi historii Samuelowi Paty niedaleko szkoły pod Paryżem, w której Paty prowadził lekcje na temat wolności słowa i pokazywał karykatury Mahometa. Islamista został zastrzelony przez policję.

Jak powiedział Darmanin, przeciwko nauczycielowi „wydano fatwę” – edykt religijny obowiązujący muzułmanów.

Brutalne morderstwo
W piątek 18-letni imigrant pochodzenia czeczeńskiego odciął głowę nauczycieli z podparyskiej szkoły, 47-letniego Samuelowi Paty’emu. Opublikował zdjęcia w mediach społecznościowych z przesłaniem do prezydenta Francji, w którym nazwał siebie „posłańcem Allaha”. 18-latek został zastrzelony przez policję.

W sobotę prokuratura potwierdziła, że sprawca bestialskiego zabójstwa w marcu tego roku uzyskał 10-letnie pozwolenie na pobyt we Francji jako uchodźca. Czeczen nie był wcześniej znany francuskim służbom.

Paty przed tym, jak został zabity, otrzymał kilka telefonów z pogróżkami. Skarżyli się na niego też niektórzy rodzice. Podczas zajęć z wolności słowa poprosił uczniów, którzy są muzułmanami o podniesienie ręki, a następnie o opuszczenie klasy. Wyjaśnił, że będzie pokazywał pozostałym uczniom karykatury Mahometa i nie chce ich urazić. Dla muzułmanów przedstawianie wizerunku proroka jest bluźnierstwem.

Część rodziców uważała, że postępowanie nauczyciela było oznaką szacunku dla uczniów wyznających islam oraz ich wiary. Inni uznali to za obelgę i dwa dni później na ich prośbę zwołano w szkole zebranie. Po rozmowach sprawę załagodzono. Jednak, jak się okazało, ktoś z uczniów nagrał telefonem lekcję, a nagranie zostało rozpowszechnione w mediach społecznościowych z komentarzem: „Ten bandyta nie powinien być częścią systemu edukacji, nie powinien dłużej uczyć naszych dzieci. Sam powinien dostać lekcję”.

Po zabójstwie nauczyciela zatrzymano dziewięć osób, w tym rodziców, dziadków i 17-letniego brata sprawcy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Krosno: Brutalne pobicie 27-latka. Mężczyzna nie przeżył

27-letni mężczyzna został zaatakowany na jednej z głównych ulic Krosna (woj. podkarpackie). Z ciężkimi obrażeniami trafił do szpitala. Lekarze walczyli o jego życie dwa tygodnie. Nie udało im się go jednak uratować. Policja zatrzymała dwóch podejrzanych. Śledczy ustalili, że sprawcy bili bez powodu. Do zdarzenia doszło 3 września na ulicy Krakowskiej w Krośnie. 27-latek został zaatakowany przez dwóch mężczyzn, którzy kopali go po głowie i tułowiu.

Recydywista bił bez powodu

Poszkodowany mężczyzna został ciężko ranny. Trafił do szpitala. Lekarze przez dwa tygodnie walczyli o jego życie. Jednak w czwartek 27-latek zmarł. W tym czasie policja zatrzymała obu napastników. Mężczyźni po pobiciu uciekli z miejsca zdarzenia.

Jednemu z zatrzymanych – 33 latkowi, prokuratura postawiła zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała, które spowodowało zagrożenie życia i złożyła wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd zdecydował, że spędzi on w areszcie najbliższe trzy miesiące.

Sprawca przyznał się do winy

– Sprawca przyznał się do winy. Działał w warunkach recydywy. Był kilkakrotnie karany za pobicia i uszkodzenia ciała – powiedziała portalowi krosno24.pl Iwona Czerwonka-Rogoś, prokurator rejonowy w Krośnie.

Drugi z zatrzymanych – 36-latek, usłyszał zarzut pobicia i spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała. – Przyznał, że brał udział w zdarzeniu, ale nie przyznał się, że to on spowodował obrażenia – powiedziała prokurator Czerwonka-Rogoś. – Mężczyzna był już karany, ale nie ma w tym przypadku recydywy – dodała. Sąd uznał, że także i on powinien spędzić trzy miesiące w areszcie.

Prokuratura musi zmienić zarzuty

Prokuratura poinformowała, że w czasie zdarzenia obaj napastnicy byli pod wpływem alkoholu. Nie znali poszkodowanego, a pobili go bez powodu. W związku ze śmiercią 27-latka zarzuty postawione obu mężczyznom najprawdopodobniej ulegną zmianie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Torturowani Polacy składają zawiadomienie w sprawie również na Białorusi

Trzej Polacy torturowani na Białorusi zamierzają walczyć o swoje prawa również w Mińsku. Składają zawiadomienie do tamtejszych władz. Mężczyznom udało się zidentyfikować jedną z brutalnych funkcjonariuszek – milicjantkę Karynę. Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie zatrzymania, pobicia i torturowania trzech Polaków na Białorusi. Mężczyźni byli zatrzymani po protestach w Mińsku. Po powrocie do kraju przeszli badania i zostali przesłuchani przez ABW.

Teraz, jak przekazuje RMF FM, ich pełnomocnik mecenas Tomasz Wiliński złoży zawiadomienie w tej sprawie również na Białorusi. Mężczyznom udało się zidentyfikować jedną z brutalnych funkcjonariuszek – milicjantkę Karynę. Miała ich bić kijem bejsbolowym. Zawiadomienie będzie także dotyczyć innych osób zatrzymanych i bitych na Białorusi.

Według nieoficjalnych informacji Polacy dostali symboliczne zadośćuczynienie na pokrycie kosztów leczenia z funduszu obywatelskiej inicjatywy, która powstała na Białorusi.

Sprawą brutalności białoruskiej milicji wobec Polaków zajmuje się Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Białoruś. Nie milkną protesty

Na Białorusi nie milknie fala protestów przeciwko wynikom wyborów prezydenckich, które odbyły się w tym kraju w sierpniu. Cały czas są one brutalnie tłumione przez milicję oraz żołnierzy. Według danych ekspertów ONZ, milicja dopuściła się tortur na blisko 450 osobach. Odnotowano też przypadek gwałtu. W niedzielę na „Marszu Jedności” w Mińsku zgromadziło się około 100 tys. osób. Niezależne media informują o brutalnych zatrzymaniach ze strony milicji.

Ci, którzy zdecydowali się wyrazić swój sprzeciw wobec Łukaszenki, spotkali się z brutalną reakcją milicji. Jak informuje telewizja Biełsat, zatrzymanych zostało co najmniej 105 uczestników marszu.
Źródło info i foto: wp.pl

Niemcy: Siatka prawicowych ekstremistów w tamtejszej policji?

Dochodzenie w sprawie prawicowego ekstremizmu w krajowej policji Hesji ustaliło, że z policyjnego komputera ściągane były również dane na temat zarzucanej od miesięcy internetowymi obelgami i groźbami artystki kabaretowej – podał we wtorek dziennik „Frankfurter Rundschau”.

Rzeczniczka prokuratury we Frankfurcie nad Menem potwierdziła tego dnia, że śledczy zajmują się „dalszymi przypadkami”. Jak zaznaczyła, „mamy do czynienia z większą liczbą listów z groźbami wobec większej liczby osób”. Nie chciała przy tym wymienić ich z nazwiska.

Według „Frankfurter Rundschau”, nowo wykryty wyciek danych dotyczy zaangażowanej w walkę z rasizmem artystki kabaretowej Idil Baydar. Kierowane do niej maile z pogróżkami były pod względem formy i treści podobne do tych, jakie otrzymywały inne atakowane z takich samych powodów osoby.

Jak informowano już wcześniej, są to szefowa frakcji postkomunistycznej Lewicy w parlamencie krajowym Hesji Janine Wissler oraz adwokat Seda Basay-Yildiz, która występowała jako pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych w procesie sprawców zabójstw z ekstremistycznego ugrupowania National Socialist Underground (NSU). Dane o obu kobietach ściągnięto także z heskiego policyjnego komputera, a kierowane do nich listy nosiły podpis „NSU 2.0”.

Chadecki krajowy minister spraw wewnętrznych Hesji Peter Beuth oświadczył, że nie dysponuje dowodami na funkcjonowanie w tamtejszej policji prawicowo-ekstremistycznej siatki, ale można podejrzewać jej istnienie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

„Przez rok nie udało się nawet powołać komisji do spraw pedofilii”

Rządząca partia dzisiaj nie ma interesu w tym, żeby rozliczać Kościół, bo Kościół jest jej w jakimś stopniu politycznym sojusznikiem – mówił w TVN24 Marek Sekielski, jeden z twórców filmu „Zabawa w chowanego” o pedofilii w polskim Kościele. Jego zdaniem przez rok od poprzedniego filmu na ten temat „politycy nie zrobili nic w tej sprawie”.

Film braci Tomasza i Marka Sekielskich „Zabawa w chowanego” miał premierę w sobotę 16 maja. 21 maja (czwartek) o godzinie 21.35 wyemituje go stacja TVN. To druga produkcja braci Sekielskich, która dotyczy pedofilii wśród księży. Film przedstawia historię trzech chłopców molestowanych przez księdza Arkadiusza H. Poruszono także kwestię przenoszenia księży, podejrzewanych o molestowanie seksualne nieletnich, do innych parafii.

„Zapowiedzi po poprzednim filmie były bardzo szumne”

W czwartek rano na antenie TVN24 o filmie opowiadał jeden z jego twórców, Marek Sekielski. Wspomniał o tym, że minął rok od powstania poprzedniego filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, a wciąż nie powstała zapowiadana przez polityków komisja do spraw pedofilii.

– To jest wstrząsające tak naprawdę, jak politycy w Polsce zamiast zajmować się realnymi i trudnymi problemami, a przypomnę, że tutaj nie chodzi o jakieś pospolite przestępstwo albo jakieś przekręty tylko o dramat najmłodszych, najbardziej niewinnych osób, o dramat dzieci gwałconych, molestowanych, i ci politycy nie zrobili nic. Zapowiedzi po poprzednim filmie były bardzo szumne, bardzo głośne, a przez rok nie udało się nawet powołać komisji, która miała powstać. Winię za to tutaj nie tylko rządzących obecnie, ale wszystkie inne ugrupowania, bo wszystkie ugrupowania ten temat brały na sztandary rok temu, a po kampanii wyborczej, po wyborach do europarlamentu, wszystkie solidarnie o tym temacie zapomniały – powiedział Sekielski.

Jego zdaniem „rządząca partia dzisiaj nie ma interesu w tym, żeby rozliczać Kościół, bo Kościół jest jej w jakimś stopniu politycznym sojusznikiem”. Ocenił, że to „się pewnie nie wydarzy dopóki nie zmieni się być może władza, która będzie miała na tyle odwagi, żeby po prostu wykonywać swoje obowiązki i po prostu traktować duchownych przestępców i świeckich przestępców na równi”.

„To było zawsze wszystko organizowane z zimną krwią”

Sekielski opowiadał na antenie, co można zobaczyć w filmie „Zabawa w chowanego”. – Pokazujemy w tych filmach kolejny raz, jak w pigułce, jak w Kościele wygląda ta taka chora, korporacyjna lojalność, która nakłania duchownych, i jak widać nie tylko księży, ale również siostry zakonne czy zakrystianki, do tego, żeby przede wszystkim słuchać się proboszcza, biskupa, a nie żyć w prawdzie przed Bogiem, do czego przecież Kościół nawołuje – powiedział.

Marek Sekielski mówił też, że bohaterowie filmu, którzy opowiedzieli w nim o swoich doświadczeniach molestowania, czują się po jego premierze doskonale. – Każdy na swój sposób sobie z tym radzi, natomiast są wszyscy zadowoleni, czują się szczęśliwi, że zrzucili to z siebie, że odważyli się stanąć jakby publicznie i opowiedzieć o swoich historiach – powiedział.

Sekielski zwrócił uwagę, że w rożnych przypadkach molestowania przez księży zawsze powtarzał się ten sam modus operandi – „ksiądz, który był oprawcą, wypracowywał sobie jakiś model postępowania właśnie, żeby się doskonale kryć, model łowienia też tych ofiar, wyciągania ich powoli, cierpliwie”. – To było zawsze wszystko organizowane z zimną krwią, to było przemyślane – dodał.

– Widać było, że ksiądz nabiera doświadczenia z każdą kolejną ofiarą – stwierdził Sekielski. – W zasadzie nigdy się nie dzieje tak, że jakaś osoba, która krzywdzi dzieci, krzywdzi jedną osobę. Na ogół to jest proces, który jak się zaczyna, to on już później nie ma końca. Jak ten ksiądz jest przenoszony z jednej parafii do drugiej, to robi to znowu od początku – wyjaśnił.

Dodał, że schemat przenoszenia księży pedofilów nie jest specyfiką polskiego Kościoła, a podobne historie dzieją się na całym świecie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szczytno: Pirat zabójca trafił do aresztu

Rozpędzonym fordem mustangiem wjechał w wózek z 1,5-rocznymi bliźniakami i ich babcię. Maluchy – Kubuś i Bartek – w ciężkim stanie trafiły do szpitala. Kubusia nie udało się uratować. Bartek wciąż walczy o życie. Sprawca tego potwornego wypadku, Adam D. (29 l.) ze Szczytna (woj. warmińsko-mazurskie), nareszcie żegna się z wolnością. Sąd aresztował go na 3 miesiące.

– Miał ciężką nogę i rajcowała go szybka jazda. Jak przycisnął gaz, słychać go było w całym mieście – mówi jeden z mieszkańców Szczytna.

Po wypadku prokuratura wnioskowała o areszt dla Adama D., ale sąd odmówił. Uzasadnił to tym, że sprawca złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę. Pirat drogowy stracił paszport i prawo jazdy, dostał też dozór policyjny, ale wrócił do domu. Dopiero po zażaleniu prokuratury sąd zmienił decyzję i nakazał aresztowanie Adama D.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że istnieje nagranie z monitoringu, na którym widać, jak ford mustang z dużą prędkością przejeżdża przez tory kolejowe, a później próbuje ominąć samochód osobowy, który wyjeżdża z bocznej uliczki. Żeby uniknąć zderzenia, kierowca mustanga odbija w lewo, traci panowanie nad autem i taranuje wózek z bliźniakami.

Obrońca Adama D. nie zgadza się z decyzją sądu. – Będziemy składać zażalenie. Mój klient przyznał się do winy. Przedstawimy też nowe wnioski dowodowe – zapowiada adwokat Andrzej Jemielita. Adamowi D. grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Syria: Skrytobójczy mord na policjantach. Państwo Islamskie podejrzane o atak

Nieznani sprawcy rozstrzelali dziewięciu policjantów we wsi Muzayreeb położonej w pobliżu granicy z Jordanią, w prowincji Dara. Od czasu przejęcia kontroli nad Darą przez siły prezydenta Baszara el-Asada w lipcu 2018 r., coraz częściej dochodzi tam do skrytych mordów. Nikt nie przyznał się do porwania i zamordowania policjantów. Ich ciała porzucono przy głównej drodze we wsi, skąd zostali uprowadzeni. Rządowa agencja SANA opublikowała nazwiska zamordowanych funkcjonariuszy, podając, że zginęli na służbie.

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, którego główna siedziba znajduje się w Londynie, nie wyklucza, że za zabójstwem mogły stać uśpione i dobrze zakonspirowane komórki tzw. Państwa Islamskiego. Agencja Associated Press przypomina, że w kwietniu w tej samej muhafazie zamordowano dwóch syryjskich oficerów. Do zabójstwa przyznało się wtedy Państwo islamskie.

Dara była od 2012 r. kontrolowana przez Wolną Armię Syrii. Najcięższe walki toczyły się tam w 2017 r. W lipcu 2018 r. po kilku dniach ciężkich walk siły rebeliantów skapitulowały, a armia syryjska opanowała niemal doszczętnie zniszczone miasto, kończąc tym samym wojnę domową w tej części Syrii.

W poniedziałek syryjska obrona przeciwlotnicza udaremniła natomiast dwa izraelskie ataki z powietrza – poinformowały syryjskie media państwowe. Samoloty miały zaatakować instytut badawczy i bazę wojskową w pobliżu Aleppo. Izraelskie siły obrony narodowej nie skomentowały doniesień mediów o atakach.

Kolejny atak

Jest to już drugi atak tego rodzaju w ciągu ostatnich kilku dni – zwraca uwagę Agencja Reutera. Zauważa przy tym, że podczas gdy świat jest zaprzątnięty epidemią koronawirusa, izraelskie ataki na cele w Syrii są prowadzone z dotychczasową regularnością. W ostatnich latach Izrael przeprowadził setki nalotów na obiekty Iranu i Hezbollahu w Syrii – przypomina.

Według państwowych mediów w Syrii Izraelczycy próbowali zbombardować w poniedziałek koszary zlokalizowane w mieście As-Safira w muhafazie Aleppo. Kilka godzin wcześniej – jak podała syryjska telewizja – zaatakowano tez instytut badawczo-rozwojowy na przedmieściach Aleppo.

Izraelskie władze wojskowe nie zaprzeczają, że okresowo dokonują nalotów na cele, które uważają za bazy wojskowe Iranu próbującego umocnić swą obecność w regionie. Atakują też obiekty wykorzystywane przez związaną z Teheranem szyicką organizację Hezbollah z pobliskiego Libanu. Jest to konieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego Izraela – podkreślają. Izrael nie jest stroną obecnego konfliktu w Syrii, ale uznaje za wrogi reżim Baszara el-Asada w Damaszku i wspierający go libański Hezbollah.

Minister obrony Izraela Naftali Bennett oświadczył w ubiegłym tygodniu, że izraelskie lotnictwo zwiększy ataki na cele irańskie w Syrii, by uniemożliwić Teheranowi przekształcenie Syrii w bazę wypadową w atakach na Izrael.

Władze izraelskie dążą też do umocnienia swej jurysdykcji nad spornym obszarem Wzgórz Golan. Izrael zajął znaczną ich część podczas wojny sześciodniowej w 1967 r., a następnie w 1981 r. inkorporował je administracyjnie do swego terytorium. Decyzja ta nie została nigdy zaaprobowana przez wspólnotę międzynarodową. ONZ uważa Wzgórza Golan za okupowane terytorium Syrii. Prezydent Donald Trump uznał je przed dwoma laty za integralną część Izraela. Wdzięczni Izraelczycy nazwali część łańcuch Wzgórzami Trumpa i w 2021 r. rozpoczną tam dużą akcję osiedleńczą.
Źródło info i foto: TVP.info

Makabryczny wypadek w Szczytnie. Zmarło jedno z bliźniąt. Jest odwołanie prokuratury

W olsztyńskim szpitalu dziecięcym zmarł jeden z braci bliźniaków, w których wjechał rozpędzony samochód. Prokuratura w Szczytnie złożyła odwołanie od decyzji sądu, który odmówił aresztowania sprawcy wypadku. – Pomimo ogromnych starań, walki i ogromnego zabezpieczenia jeden z braci ze Szczytna zmarł. Jest to ogromna tragedia dla rodziny, bardzo im współczujemy. Jest to też tragedia dla personelu naszego szpitala. Wszyscy bardzo to przeżywamy, jesteśmy bardzo poruszeni, walczymy, by poprawił się stan drugiego z braci – powiedziała zastępca dyrektora ds. lecznictwa wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie Barbara Chwała. Dodała, że bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca były wielonarządowe urazy, jakich doznał w wyniku wypadku.

Przed 9 dniami w Szczytnie rozpędzony ford mustang, który chwilę wcześniej wyprzedzał inne auto, wjechał w wózek z bliźniętami. Wózek z 1,5-rocznymi dziećmi prowadziła babcia, opiekunka chciała przejść przez jednię, stała na chodniku. Auto następnie wjechało w metalowy płot, staranowało go i zatrzymało się na budynku. Bracia trafili do szpitala w bardzo poważnym stanie, ich rodzice prosili o oddawanie dla nich krwi.

Drugi z bliźniaków walczy o życie

Barbara Chwała powiedziała w poniedziałek , że stan drugiego z braci jest bardzo poważny, zagrażający życiu dziecka.

– Robimy naprawdę wszystko, co w naszej mocy, by stan chłopca się poprawił. Jest to bardzo dramatyczna sytuacja, takiego zdarzenia nie notowaliśmy od kilku lat, by jedną rodzinę spotkała taka tragedia. Cały personel szpitala bardzo to przeżywa, bardzo współczujemy rodzinie – powiedziała dr Chwała.

Sprawę potrącenia wózka z dziećmi bada prokuratura w Szczytnie, która bezskutecznie prosiła sąd o aresztowanie sprawcy wypadku Adama D. Sąd odmówił, argumentując, że sprawca przyznał się. W czasie wypadku Adam D. był trzeźwy, złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę. Sąd zastosował wobec niego policji i zakaz prowadzenia pojazdów oraz zakazano mu opuszczania kraju.

– Prokuratura złożyła już zażalenie na tę decyzję. W odwołaniu podniesiono szereg argumentów natury prawnej dotyczącej tego zdarzenia – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

W poniedziałek rano akta z zażaleniem prokuratury nie dotarły jeszcze do sądu, dlatego sąd nie mógł jeszcze wyznaczyć terminu rozpoznania tego zażalenia.
Źródło info i foto: onet.pl

Potrącenie bliźniąt w Szczytnie. Szpital apeluje o oddawanie krwi dla rannych dzieci

Stan zdrowia Kuby i Bartka – bliźniaków potrąconych w sobotę przez 29-letniego kierowcę forda mustanga – nadal jest ciężki. – Walczymy o ich życie – przekazują przedstawiciele szpitala i apelują o oddawanie krwi dla nich.

Barbara Chwała, zastępca dyrektora ds. medycznych szpitala dziecięcego w Olsztynie przekazała nam, że poszkodowani chłopcy mają ciężkie urazy wielonarządowe i wciąż znajdują się na intensywnej terapii anestezjologicznej. – Rokowania są poważne, wciąż walczymy o ich życie – mówi Chwała.

Bracia bliźniacy, Kuba i Bartek, jak informuje szpital, pilnie potrzebują krwi grupy O RH -. – Apelujemy o oddawanie krwi każdej grupy. Krew jest nam bardzo potrzebna – powiedział rzecznik szpitala Grzegorz Adamowicz.

– W związku z koronawirusem zmniejszyła się ilość dawców, a krwi potrzebujemy tyle co zwykle, a czasem więcej. Prosimy, by każdy, kto może, oddawał krew, jest to naprawdę w tym czasie potrzebne – zaapelował rzecznik szpitala dziecięcego.
Źródło info i foto: tvn24.pl