Warszawa: 23-latek szarpał się z niedźwiedziem w zoo. Usłyszy zarzut znęcania się nad zwierzętami

Zarzut znęcania się nad zwierzętami ma usłyszeć 23-latek, który w czwartek po pijanemu wtargnął na wybieg dla niedźwiedzi w warszawskim zoo. Młody mężczyzna podtapiał zwierzę, które wskoczyło za nim do fosy okalającej wybieg.

Najpierw jednak policjanci będą się jeszcze konsultować z szefostwem ogrodu zoologicznego. Wczoraj skandaliczne zachowanie mężczyzny zakwalifikowano jako wykroczenie, jednak dokładna analiza sprawiła, że prawdopodobnie to co zrobił zostanie potraktowane jako znęcania się nad zwierzęciem. Grożą za to trzy lata więzienia.

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna wtargnął na wybieg, a następnie wskoczył do znajdującej się tam fosy. Wtedy niedźwiedź także wskoczył do wody. 23-latek szarpał się ze zwierzęciem i podtapiał je. Okazało się, że mężczyzna miał około półtora promila alkoholu w organizmie. Teraz policja skieruje do sądu wniosek o jego ukaranie.

Niedźwiedzica jest „mocno zestresowana”

Ogród zoologiczny w przesłanym oświadczeniu napisał, że Sabina – stara niedźwiedzica, która „została napadnięta na swoim wybiegu przez dorosłego mężczyznę, fizycznie wyszła z tego zdarzenia bez szwanku, ale jest mocno zestresowana”.

Jest niedźwiedziem o przeszłości cyrkowej i do obecności ludzi jest przyzwyczajona, jednak absolutnie nie spodziewała się ataku ze strony człowieka. Po zdarzeniu dochodzi do siebie siedząc w wodzie i porykując nerwowo. Zajmują się nią troskliwi opiekunowie – czytamy.

ZOO zaznaczyło, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia, to już kolejny tego typu incydent.

Dawniej takie zdarzenia były absolutnie wyjątkowe. Niedźwiedzie oddzielone są fosą, dodatkowo wokół są rozmieszczone wyraźne informacje o tym, że to niebezpieczne zwierzęta. Wybieg został tak zaprojektowany, że niedźwiedzie nie są w stanie z niego wyjść, więc nie stanowią zagrożenia. Ale człowiek może sforsować każde zabezpieczenie. Celowo dostając się na wybieg, chcąc wejść w interakcję ze zwierzęciem naraża życie swoje i zwierząt oraz angażuje służby – czytamy w komunikacie.

Podkreślono również, że warszawskie zoo podejmie wszelkie kroki prawne związane ze zdarzeniem.

Poruszona słuchaczka: Wybieg jest zbyt blisko ulicy

Historia niedźwiedzicy Sabiny poruszyła jedną ze słuchaczek RMF FM. W wysłanej nam wiadomości stwierdziła, że „wybieg niedźwiedzi znajduje się zbyt blisko tramwaju, ulicy, zgiełku”.

Mnóstwo ludzi rzucających śmieci lub nieodpowiedni pokarm… Mnóstwo nieodpowiedzialnych osób, które mogą skrzywdzić czy rzucać kamieniami i dręczyć zwierzęta, aż w końcu takich, którzy dla zabawy będą chcieli udowodnić swoją „męskość” i tak jak ten człowiek wejdą na teren… Ogólnie ten wybieg nawet nie ma wysokiego płotu… Szok, że ten relikt z lat 80. jeszcze istnieje – oburza się słuchaczka. I dodaje: Zoo powinno już go dawno zlikwidować (wybieg – przyp. red.) i przenieść niedźwiadka do odpowiedniego dla niego miejsca, a nie trzymać go na obskurnym pseudowybiegu, gdzie ma być uciechą dla gawiedzi.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo dotyczące oszustwa w związku ze sprzedażą maseczek

Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie oszustwa dużych rozmiarów, którego mieli się dopuścić kontrahenci Ministerstwa Zdrowia, sprzedając resortowi maski z Chin – poinformowała w poniedziałek, 18 maja, „Rzeczpospolita”.

Jak podała gazeta, zawiadomienie zostało złożone w ubiegły wtorek (12 maja) po tym, jak trzech kontrahentów odmówiło zwrotu pieniędzy za maski, które okazały się bezwartościowe dla służby zdrowia. „Nie spełniają wymogów stawianych przez WHO, jeśli chodzi o ochronę dla medyków przed koronawirusem. Wykazały to badania w polskim instytucie” – podkreśliła „Rz”.

Sprawa dużej wagi

Gazeta poinformowała też, że śledztwo zostało wszczęte 13 maja, czyli w dniu, w którym do prokuratury wpłynęło zawiadomienie z Ministerstwa Zdrowia. To, według dziennika, świadczy o randze sprawy i powadze, z jaką do niej podeszła prokuratura. Z reguły najpierw inicjuje się postępowanie sprawdzające, jednak – jak zaznaczyła „Rz” – w tym wypadku prokuratorzy najwyraźniej uznali, że dowody wskazujące na przestępstwo są na tyle mocne, a kwota tak duża, że zdecydowali się od razu na śledztwo.

„Śledztwo zostało wszczęte w sprawie wyłudzenia mienia wielkiej wartości w związku ze sprzedażą maseczek ochronnych, czyli mówiąc wprost, postępowanie dotyczy oszustwa” – potwierdziła „Rz” prok. Mirosława Chyr, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Dziennik podał również, że chodzi o oszustwo w tak zwanym trybie kwalifikowanym – ze względu na wartość mienia za to przestępstwo grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

„W złożonej ofercie kontrahenci przedstawili fałszywy, jak się okazało już po finalizacji umowy, certyfikat ICR Polska, wystawiony dla chińskiego producenta masek (firma Dongguan Mars)” – podkreśliła w „Rz”.

Szumowski: Nie spełniają żadnych norm

W zeszłą środę (13 maja) minister zdrowia Łukasz Szumowski przekazał, że wysłano zawiadomienie do prokuratury w sprawie maseczek, które nie spełniają norm. „W związku z tym, że nie uzyskaliśmy deklaracji o zwrocie towaru spełniającego normy, bądź gotówki, dzisiaj wysłaliśmy zawiadomienie do prokuratury w sprawie maseczek, które nie spełniają norm” – poinformował szef resortu zdrowia na konferencji prasowej.

Szumowski podkreślił, że analizowane są wszystkie środki ochronne, które spływają do Polski. „Dostaliśmy 600 tys. maseczek z transzy Unii Europejskiej. Niestety, nie mają one certyfikatu CE, co nas zaniepokoiło, i wysłaliśmy je również do badania, i tutaj muszę niestety przekazać państwu, że te maseczki, które zakupiła Unia Europejska, nie spełniają żadnych norm – ani FFP1, ani FFP2, ani FFP3 – w związku z tym nie mogą być rozdysponowane wśród medyków w tej kategorii FFP” – powiedział Szumowski.
Źródło info i foto: interia.pl

Warszawa: Policjanci zatrzymali podpalacza aut. Wcześniej był za to karany

Policjanci z warszawskiego Śródmieścia zatrzymali 31-letniego mężczyznę podejrzanego o podpalenie dwóch samochodów osobowych w centrum stolicy – powiedział we wtorek rzecznik śródmiejskiej policji nadkom. Robert Szumiata. Dodał, że na skutek pożarów uszkodzone został także inne pojazdy zaparkowane w pobliżu oraz elewacja budynku. Jak poinformował rzecznik śródmiejskiej policji, do zdarzenia doszło 11 maja.

45 tys. strat

– Do obu podpaleń doszło w centrum miasta przy ulicy Chmielnej i Alejach Jerozolimskich. Sprawca najprawdopodobniej za pomocą zapalniczki najpierw podpalił hondę, od której zajęły się dwa inne zaparowane obok pojazdy tj. vw i skuter – przekazał policjant.

– Kilkanaście minut później w Alejach Jerozolimskich płonął już kolejny samochód, tym razem hyundai. Uszkodzeniu uległa także elewacja budynku, przy którym był zaparkowany jeden z samochodów – poinformował nadkomisarz.

Wskazał, że pokrzywdzeni oszacowali swoje straty na co najmniej 45 tysięcy złotych.

– Policjanci przesłuchali świadków, pokrzywdzonych, dokonali oględzin zarówno miejsc, w których doszło do podpaleń, jak i zniszczonych pojazdów. Zabezpieczone zostały także nagrania z kamer monitoringów, które zarejestrowały pożar. To dzięki nim, zebranym informacjom i żmudnej pracy operacyjnej policjanci ze śródmiejskiego wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu wytypowali osobę podejrzewaną o te przestępstwa – dodał.

Tymczasowo aresztowany

Do zatrzymania 31-letniego mężczyzny doszło w piątek, 15 maja, kiedy wyjeżdżał samochodem ze swojego domu. – Policjanci podczas przeszukania miejsca zamieszkania mężczyzny zabezpieczyli odzież, którą mógł mieć na sobie w dniu, kiedy doszło do podpaleń – podał.

Podejrzany po doprowadzeniu do prokuratury usłyszał zarzuty uszkodzenia mienia w warunkach recydywy (miał wcześniej sprawy za podpalenia samochodów). Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Za zarzucany mu czyn może grozić do pięciu lat więzienia. – Sąd może teraz wymierzyć karę przewidzianą za przypisane przestępstwo w wysokości do górnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę – tłumaczył policjant.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

MSWiA o działaniach policji w trakcie protestu przedsiębiorców. „W pełni profesjonalne i podjęte w ważnym interesie publicznym”

Minister spraw wewnętrznych i administracji przekonuje, że działania Policji w trakcie strajku przedsiębiorców w Warszawie były „w pełni profesjonalne i podjęte w ważnym interesie publicznym”. Stołeczna policja zatrzymała prewencyjnie część uczestników protestu. Jak poinformowała Komenda Stołeczna Policji, demonstracja została zorganizowana nielegalnie, a jej uczestnicy złamali zakaz zgromadzeń obowiązujący z powodu epidemii.

W sobotę w Warszawie odbył się strajk przedsiębiorców. Protestujący zostali otoczeni przez kordon policji, ale części udało się wyminąć funkcjonariuszy i przejść w okolice siedziby PiS przy Nowogrodzkiej. Dochodziło do przepychanek z policjantami, funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego. Na agresywne działanie policji uskarżał się m.in. senator Jan Bury.

Minister Mariusz Kamiński wydał oświadczenie, w którym odniósł się do działań policji podczas demonstracji. Przypomniał, że wprowadzony zakaz zgromadzeń publicznych wynika z zagrożeń epidemicznych, a nie z chęci ograniczania praw obywatelskich, a podstawowym zadaniem państwowym Policji jest egzekwowanie obowiązującego prawa. „Przypominam, że nadal obowiązują ograniczenia dotyczące gromadzenia się, a także przepisy sanitarne, takie jak obowiązek zachowania odpowiedniej odległości pomiędzy osobami oraz obowiązek noszenia maseczek. Rygory te mają chronić wszystkich obywateli przed rozwojem zagrażającej zdrowiu i życiu ludzkiemu epidemii.” – zaznaczył.

Próba złamania tych zasad w dniu wczorajszym w Warszawie spotkała się ze stanowczą reakcją Policji. Jako Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji oceniam działania Policji za w pełni profesjonalne i podjęte w ważnym interesie publicznym. Zastosowane środki porządkowe były adekwatne do zaistniałej sytuacji – ocenił Kamiński.

Dlatego, jak napisał minister, zastosowane środki porządkowe były adekwatne do zaistniałej sytuacji. „Jednocześnie wyrażam stanowczy sprzeciw wobec prób wykorzystywania nielegalnych zgromadzeń publicznych do realizacji swoich celów politycznych przez niektórych działaczy partii politycznych, w tym parlamentarzystów, oraz osób kandydujących w wyborach prezydenckich. Atakowanie funkcjonariuszy Policji rzetelnie wykonujących swoje zadania jest niedopuszczalne i nieodpowiedzialne” – napisał.

Zatrzymania na strajku

Policja podsumowała swoje działania podczas wczorajszego protestu. Część jego uczestników została – jak informują policjanci – prewencyjnie zatrzymana. – Policjanci zatrzymali wczoraj ponad 380 osób, nałożyli ponad 150 mandatów karnych. Będą przygotowane wnioski o ukaranie dla ponad 220 osób. Wśród nich jest pięć przypadków, w których mamy do czynienia z popełnionym przestępstwem – mówimy tu m.in. o znieważeniu, naruszeniu nietykalności, jak również uszkodzeniu dwóch pojazdów. W przypadku tych sytuacji mamy do czynienia z zatrzymaniem procesowym – powiedział nadkomisarz Sylwester Marczak z Komendy Stołecznej Policji.

Jak dodaje, do sanepidu trafią też notatki sporządzone w związku z naruszaniem obostrzeń wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa. Chodzi o zakaz gromadzenia się i brak odpowiedniego dystansu.

Czy doszło do zatrzymania senatora?
– Odseparowano posłankę Klaudię Jachirę, też ją szarpiąc, a nas doprowadzono siłą do samochodu, gdzie na schodkach tego samochodu dostałem uderzenie w nogi, z tyłu, pod kolana, co spowodowało, że upadłem na kolana, a następnie zostałem uderzony w plecy. Zostałem siłą wrzucony do „suki” policyjnej – opowiadał senator Jacek Bury.

Komenda Stołeczna Policji przekonuje, że do zatrzymania nie doszło, a senator sam wszedł do radiowozu i nie chciał z niego wyjść. Senator opublikował jednak kilkusekundowe nagranie z wczorajszej manifestacji, na którym widać, jak stoi w otwartym radiowozie i tłumaczy coś policjantom. W pewnym momencie zostaje siłą wepchnięty do samochodu.

„Można byłoby mieć pretensję do policjanta o to, że użył siły wobec senatora tylko wtedy, gdyby wiedział, że ma do czynienia z osobą z immunitetem. Policjant takiej wiedzy nie miał. Legitymację okazywano innemu policjantowi. Policjanci nie muszą znać wszystkich senatorów” – podała Komenda Stołeczna Policji na Twitterze. „Nie zapominajmy, że policjanci kierowali komunikaty do uczestników nielegalnego zgromadzenia. Również do osób posiadających immunitet. Ktoś, kto decyduje się na pozostanie w miejscu działań, robi to świadomie i bierze na siebie ryzyko” – dodano.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Protest przedsiębiorców w stolicy. Policja użyła gazu łzawiącego

„W związku z czynną napaścią na funkcjonariuszy policji, użyto środka przymusu bezpośredniego w postaci gazu i siły fizycznej” – poinformował rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak, pytany o sytuację podczas zgromadzenia na placu Zamkowym. Wcześniej policjanci legitymowali uczestników protestu przedsiębiorców w stolicy.

Protestujący na placu Zamkowym zaczęli zbierać się około godziny 15 w związku z kolejnym tzw. strajkiem przedsiębiorców. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce, kierowali do zebranych komunikaty o zachowanie zgodne z prawem i apelowali o rozejście się. Na miejscu działania podejmował m.in. zespół antykonfliktowy.

KSP informowało, że zgromadzenie to jest nielegalne. Ponieważ tłum się nie rozchodził, policjanci rozpoczęli legitymowanie uczestników. Zatrzymane prewencyjnie zostały pierwsze osoby protestujące – poinformowała KSP.

Policja odniosła się również do argumentów protestujących, którzy powołując się postanowienie Sądu Apelacyjnego, podkreślają, że zgromadzenie jest legalne. KSP oświadczyła, że postanowienie sądu dotyczy kwestii proceduralnych i pozostaje bez wpływu na obowiązujący w dobie epidemii zakaz organizowania zgromadzeń wynikający z rozporządzenia Rady Ministrów.

Policja użyła gazu

Podczas transmitowanej w mediach społecznościowych przez organizatorów relacji na żywo uczestnicy zgromadzenia zaczęli informować, że użyto wobec nich gazu. Informację potwierdził rzecznik KSP. Jak podkreślił, użycie tego środka przymusu spowodowała czynna napaść na funkcjonariuszy.

Komenda Stołeczna Policji w związku z argumentami protestujących, którzy powołując się postanowienie Sądu Apelacyjnego, podkreślają, że zgromadzenie jest legalne, oświadczyła, że postanowienie sądu dotyczy kwestii proceduralnych i pozostaje bez wpływu na obowiązujący w dobie epidemii zakaz organizowania zgromadzeń wynikający z rozporządzenia Rady Ministrów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Policjanci odzyskali skradzionego lexusa. Odkryto złodziejską dziuplę w okolicach Wołomina

Policjanci stołecznego wydziału do walki z przestępczością samochodową odkryli złodziejską dziuplę w okolicach Wołomina, zatrzymując trzech mężczyzn rozbierających na części lexusa. Auto zostało skradzione kilka dni wcześniej na terenie powiatu otwockiego. Jego właścicielka dowiedziała się o tym od policjantów z samochodówki. Policjanci stołecznej samochodówki ustalili operacyjnie, że w okolicach Wołomina działa złodziejska dziupla. Rejon ten znany jest z tzw. rozbieraków lub brudasów, czyli przestępców potrafiących błyskawicznie rozebrać na części kradzione auto.

Często fachowcy ci demontują samochody w lasach na terenie powiatu wołomińskiego. Najlepsi potrafią rozebrać samochód w ciągu kilku godzin.

Funkcjonariusze z samochodówki mieli informację, że do dziupli trafił lexus, skradziony kilka dni wcześniej na terenie powiatu otwockiego. Gdy przyjechali pod wskazany adres, zwrócili uwagę na stodołę. W środku zastali trzech mężczyzn demontujących lexusa. Ci zaś, widząc policjantów, bez zastanowienia rzucili się do ucieczki. Nie zdążyli nawet opuścić posesji.

Wszyscy zostali zatrzymani i przewiezieni do komendy stołecznej, gdzie usłyszeli zarzuty paserstwa. Zostali objęci policyjnym dozorem. Jednak jeden z mężczyzn nie odzyskał wolności. Trafił do zakładu karnego, w którym oczekiwano go, aby odbył karę sześciu miesięcy więzienia.

W dziupli policjanci zabezpieczyli samochód, zdemontowane już drzwi, błotniki, przednie koła i elementy wnętrza lexusa. Jak się okazało, właścicielka auta dowiedziała się o jego kradzieży od policjantów.
Źródło info i foto: TVP.info

Warszawa: 55-latek zaatakował nożem ratownika medycznego

Policjanci z warszawskich Bielan zatrzymali 55-letniego mężczyznę, który w karetce pogotowia zaatakował nożem i zranił w rękę ratownika medycznego – powiedziała w poniedziałek PAP asp. Kamila Szulc z Komendy Rejonowej Policji Warszawa V. Dodała, że 55-latek został tymczasowo aresztowany.

Do zdarzenia doszło kilka dni temu przy ulicy Gąbińskiej w Warszawie. – Z ustaleń policjantów wynikało, że załoga pogotowia została wezwana do leżącego na ulicy mężczyzny. 55-latek spokojny podczas wykonywanych badań, miał być przewieziony karetką do szpitala. W pewnym momencie jednak wyciągnął nóż, a następnie zranił nim w rękę ratownika – powiedziała asp. Kamila Szulc.

Podkreśliła, że medycy obezwładnili napastnika oraz o całym zdarzeniu powiadomili policję. – Na miejscu funkcjonariusze zatrzymali agresora, który jak się okazało miał ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie – podała.

Mężczyzna został zatrzymany i po wytrzeźwieniu doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na dwa miesiące.

– Pamiętajmy, że osoba udzielająca pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz podejmująca medyczne czynności ratunkowe korzysta z ochrony przewidzianej w kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych. Za napaść na funkcjonariusza publicznego grozi kara pozbawienia wolności do lat 10 – dodała.
Źródło info i foto: onet.pl

Policja zatrzymała 37 osób protestujących przed kancelarią Prezesa Rady Ministrów

Stołeczni policjanci zatrzymali prewencyjnie 37 osób, które protestowały przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów – poinformował rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak. Wylegitymowano ponad 150 osób, wobec których zostaną skierowane wnioski do inspekcji sanitarnej. W czwartek przedsiębiorcy z wielu regionów Polski przyjechali do Warszawy, aby zaprotestować przeciw „zamrożeniu gospodarki” z powodu pandemii koronawirusa. Na początku jeździli wokół Ronda Dmowskiego, a następnie grupa protestujących przeszła Alejami Ujazdowskimi i zatrzymała się najpierw przed Sejmem, a później przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.

Jak przekazał rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak w trakcie protestu funkcjonariusze wylegitymowali ponad 150 osób. Wobec wszystkich skierowane zostaną wnioski o ukaranie do inspekcji sanitarnej – powiedział policjant.

Wskazał, że funkcjonariusze skontrolowali również 54 pojazdy. W przypadku naruszeń przepisów ruchu drogowego nałożono dziesięć mandatów karnych oraz skierowane zostaną cztery wnioski do sądu. Ponadto zatrzymano siedem dowodów rejestracyjnych – podał.

W nocy z czwartku na piątek rozpoczęła się likwidacja „miasteczka” protestujących. W przypadku nocnego protestu mieliśmy do czynienia z bezwzględnym łamaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa – powiedział Marczak.

Naruszonych zostało wiele obostrzeń wprowadzonych celem ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa, a zachowanie protestujących należy określić, jako skrajnie lekceważące – podkreślił policjant.

Zaznaczył również, że na tego typu postawę nie ma przyzwolenia. Funkcjonariusze prewencyjnie zatrzymali 37 osób, które zostały przewiezione do jednostek na terenie garnizonu stołecznego, gdzie sporządzona zostanie dokumentacja niezbędna do skierowania wniosków o ukaranie do sądu – podkreślił dodając, że za czwartkowy protest do sądu skierowanych zostanie 129 wniosków o ukaranie.

Wcześniej rzecznik KSP informował o zatrzymaniu jednej z osób, która brała udział w proteście. Powodem zatrzymania było naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza.

Uczestnicy protestu domagali się spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim. Apelowali o odmrożenie gospodarki i skuteczną pomoc dla przedsiębiorców. W proteście uczestniczył m.in. kandydat na prezydenta Paweł Tanajno.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ukrainiec raniony nożem przed sklepem na Mokotowie

– Wczesnym popołudniem na ul. Konduktorskiej na Mokotowie doszło do awantury z użyciem noża – przekazuje w sobotę policja. Jedna osoba została ranna, trzy inne zatrzymali funkcjonariusze. Jeden z napastników nadal przebywa na wolności.

– W pobliżu jednego ze sklepów przy ul. Konduktorskiej doszło do awantury między jednym mężczyzną a czterema innymi. Ten pierwszy został ugodzony nożem. Schował się w sklepie i zamknął się tam razem z ekspedientką – mówił w rozmowie z portalem tvnwarszawa.pl Robert Koniuszy z mokotowskiej komendy.

Policjant dodał, że poszkodowany i pracownica sklepu wezwali patrol oraz pogotowie. – Policja zatrzymała jednego ze sprawców ataku na miejscu, dwóch w bezpośrednim pościgu, a czwartego poszukują. To kwestia czasu, aż go znajdą – zapewnia Koniuszy.

RMF FM informuje, że raniony mężczyzna jest obywatelem Ukrainy – podobnie jak napastnicy. Trafił już do szpitala. – Lekarze twierdzą, że życiu mężczyzny nie zagraża niebezpieczeństwo. Został on na obserwacji w szpitalu – dodał Koniuszy.

Policja prowadzi czynności, na miejscu pracują technicy kryminalistyki, którzy zabezpieczają ślady oraz przesłuchują świadków zdarzenia. O niebezpiecznym zdarzeniu na Mokotowie zawiadomiono także prokuraturę.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Z Wisły wyłowiono zwłoki. Policja bada sprawę

12.04.2020 Gdansk. Policja – patrol wodny. Fot. Karolina Misztal/REPORTER

W piątek, 24 kwietnia w Wiśle na wysokości ulicy Pułkowej w Warszawie zauważono dryfujące ciało. Na miejsce wezwano policję. Informacje o dryfującym ciele policja otrzymała w piątek tuż przed godziną 15:00. „Ze zgłoszenia wynikało, że w Wiśle najprawdopodobniej pływają zwłoki” – przekazała Magdalena Bieniak z Komendy Stołecznej Policji.

Na miejscu pojawili się śledczy, którzy potwierdzili następujące przypuszczenia. Mundurowi zapowiedzieli, że będą ustalać okoliczności śmierci, a także tożsamość osoby. Policjantka dodała także, że o sprawie zostanie poinformowany prokurator. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, zwłoki znalezione w Wiśle najprawdopodobniej należą do mężczyzny. Ciało ma być w znacznym stopniu rozkładu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl