Warszawa: Zabójstwo na Ursynowie. Poszło o kobietę

W bloku przy ulicy Koncertowej na Ursynowie doszło do prawdziwej jatki. Dwóch młodych mężczyzn najpierw spotkało pod sklepem monopolowym dwie znajome kobiety, po czym pokłócili się, bo obaj chcieli spędzić miło czas z tą samą dziewczyną. I od tego zaczęła się jatka.

Zbigniew P. (25 l.) i Mateusz O. († 24 l.) świętowali urodziny i od rana pili alkohol. Gdy po spotkaniu z kobietami wrócili do domu, zaczęli o nich rozmawiać. Niestety, obaj mieli ochotę na figle z tą samą, i to spowodowało ich furię. Zbigniew popchnął Mateusza, przewrócił go i wbił mu nóż w szyję. Gdy zobaczył, co się stało, wybiegł z domu, a za nim jego ranna ofiara, zalewając klatkę schodową swoją krwią. Obaj wrócili do mieszkania, ale 26-latek wykrwawił się na śmierć. Śledczy potwierdzają rany kłute na ciele zmarłego. Jego kat przebrał się w czyste rzeczy, uciekł, ale dopadli go policjanci.

W mieszkaniu na Koncertowej ciągle były imprezy. – Oni balangowali tak głośno, że wzywaliśmy policję – mówi sąsiadka Danuta Grudowska (75 l.). Okazuje się, że zabity Mateusz był dobrze znany lokatorom, ale też kryminalnym – niedawno złamał szczękę pracownikowi sklepu, który w jego opinii zbyt wolno pakował zakupy. – Zatrzymany Zbigniew P. przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśniania – informuje Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej. Mordercy grozi nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Morderstwo w bloku na Ursynowie. Zwłoki 23-latka znalezione w łazience

Szokujące morderstwo w bloku na warszawskim Ursynowie. W łazience znaleziono zakrwawione zwłoki 23-letniego mężczyzny. Prokuratura postawiła zarzuty jego koledze. Do zabójstwa miało dojść podczas kłótni. W nocy z piątku na sobotę lokatorzy bloku przy ulicy Koncertowej na warszawskim Ursynowie zauważyli na klatce schodowej ślady krwi. Na miejsce wezwano policję.

Po dotarciu na miejsce funkcjonariusze podążali za śladami krwi, które prowadziły do jednego z mieszkań. Tam, w łazience, znaleziono zakrwawione zwłoki 23-letniego mężczyzny. Ciało leżało oparte o wannę.

– Na miejscu zdarzenia przeprowadzono oględziny z udziałem prokuratora i lekarza medycyny sądowej. Zabezpieczono ślady – informuje TVN24 Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Krótko po ujawnieniu zwłok policjanci zatrzymali Zbigniewa P. (25 l.), kolegę 23-latka, z którym wynajmował mieszkanie.

Jak ustalili śledczy, feralnej nocy mężczyźni mieli się pokłócić o kobietę. Początkowa przepychanka słowna przeszła w rękoczyny. Ostatecznie Zbigniew P. miał wyjąć nóż i godzić nim kilkakrotnie 23-latka. Sekcja zwłok wykazała, że młody mężczyzna zginął od ciosów w głowę, plecy i szyję.

– Prokurator przedstawił mężczyźnie zarzut zabójstwa pokrzywdzonego. Mężczyzna przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Sąd aresztował go już na trzy miesiące – informuje Łapczyński.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Warszawa: Zabójstwo 43-letniej kobiety na Bródnie. Zatrzymany 63-latek usłyszy zarzuty

Mężczyzna zatrzymany w sprawie zabójstwa, do którego doszło w piątek na Bródnie ma usłyszeć w sobotę zarzuty. Tragicznym zdarzeniem zajmuje się Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Jak pisaliśmy, zatrzymany został 63-letni mężczyzna.

– W sobotę usłyszy kilka zarzutów związanych z piątkowym zdarzeniem na Bródnie – mówi Marcin Saduś, rzecznik prokuratury okręgowej.
Śledczy zapowiadają, że o ich treści, a także ewentualnym wniosku do sądu w sprawie środków zapobiegawczych, poinformują najwcześniej dzisiaj późnym wieczorem.

Śmierć 43-latki

Do zdarzenia doszło około godziny 11 przy ulicy Matki Teresy z Kalkuty. Policja podała, że zginęła 43-latka, a zgon był wynikiem zabójstwa „prawdopodobnie z użyciem broni palnej”. Ranny został również 19-latek, który trafił do szpitala Bródnowskiego. Lekarze informowali, że znajdował się w bardzo dobrej kondycji.

Jak relacjonował w piątek reporter tvnwarszawa.pl Artur Węgrzynowicz wszystko działo się na działce – na tyłach budynku doszło do pożaru drewnianej konstrukcji, palił się też zaparkowany w innym miejscu samochód. Z kolei mieszkańcy z okolicznych domów relacjonowali, że w momencie, gdy doszło do zdarzenia, słyszeli strzały.
Źródło info i foto: tvnwarszawa.tvn24.pl

Warszawa: 14-latkowie ukradli elektryczne BMW i rozbili je na betonowej zaporze

Dwóch 14-latków wjechało elektrycznym bmw w betonową zaporę przy ul. Bonifraterskiej w Warszawie. Kierujący pojazdem chłopiec miał 0,25 promila w wydychanym powietrzu. – Ze wstępnych informacji, które otrzymaliśmy, wynika, że nastolatkowie ukradli samochód należący do firmy przewozowej – poinformowała kom. Ewa Szymańska-Sitkiewicz z Komendy Stołecznej Policji.

Do zdarzenia doszło w sobotę przed godz. 21. 14-latek i jego rówieśnik jechali elektrycznym bmw. Jak informuje policja, auto ukradli z jednej z firm przewozowych. W pewnym momencie nastolatek stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w betonową zaporę przy ul. Bonifraterskiej.

– W wyniku zdarzenia nikt nie odniósł obrażeń. Jedna z osób podróżujących pojazdem oddaliła się z miejsca zdarzenia – powiedziała Szymańska-Sitkiewicz.

Nastolatek za kierownicą był nietrzeźwy

Kierującego pojazdem 14-latka funkcjonariusze zatrzymali niedaleko miejsca wypadku. Chłopiec miał 0,25 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

– Od jednego i od drugiego chłopca została pobrana krew. Trwają czynności procesowe z opiekunami prawnymi. Jeden z chłopców trafił do policyjnej izby dziecka, a drugi do ośrodka poprawczo-wychowawczego, do którego miał powrócić w sobotę – przekazała Szymańska-Sitkiewicz.

Policja ustala szczegóły kradzieży. Sprawdza też, czy nastolatkowie nie zażywali innych środków odurzających.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Olsztyn: Obywatel Indii oskarżony o podwójne zabójstwo

Do Sądu Okręgowego w Olsztynie wpłynął akt oskarżenia przeciwko obywatelowi Indii Jacobowi K. podejrzanemu o zabójstwo dwóch osób i usiłowanie zabójstwa trzeciej osoby – poinformował PAP w piątek rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie. Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie sędzia Olgierd Dąbrowski-Żegalski poinformował PAP, że termin procesu nie został jeszcze wyznaczony.

Jacob K. pod koniec 2018 r. uzyskał kontakt do agencji pośrednictwa pracy w Warszawie, która zaproponowała mu zatrudnienie w jednej z firm w Olsztynku. Razem z nim do Olsztynka przyjechali także inni pracownicy. Rzecznik sądu poinformował, iż z akt sprawy wynika, że agencja zakwaterowała obcokrajowców w gospodarstwie agroturystycznym w pobliżu Olsztynka.

Jacob K. 11 grudnia 2018 r. rozpoczął pracę w Olsztynku ale po kilku dniach go z niej zwolniono. Mimo to mężczyzna nadal przebywał w miejscu zakwaterowania.

Tymczasem pomiędzy Jacobem K. a współlokatorami narastał konflikt, którego powodem miało być m.in. wszczynanie przez niego awantur i kłótliwość. W dniu 22 grudnia 2019 r. Haitham E., pełniący z ramienia warszawskiej agencji pośrednictwa pracy funkcję nieformalnego brygadzisty, poinformował agencję o problemach z Jacobem K., po czym otrzymał od jej pracownika polecenie, aby następnego dnia umieścić go w autobusie do Warszawy – powiedział sędzia Dąbrowski-Żegalski.

Następnego dnia rano pomiędzy Jacobem K., a Haithamem E. doszło do kłótni. W pewnym momencie podejrzany zaatakował Haithama E., uderzając go z dużą siłą nożem w klatkę piersiową i powodując jego śmierć. Następnie Jacob K. co najmniej czterokrotnie uderzył Venkatesha P. nożem, mierząc w klatkę piersiową i powodując również jego zgon. Arunkumar T., widząc przebieg zdarzenia, próbował uciec. Jacob K. zastąpił mu drogę i uderzył go nożem, ale pokrzywdzony skutecznie osłonił się ręką. Arunkumar T. otrzymał jeszcze co najmniej trzy ciosy nożem. Jednak ostatecznie uciekł i znalazł bezpieczne schronienie – dodał rzecznik sądu.

Jacob K. jeszcze tego samego dnia został zatrzymany, a w kolejnym dniu sąd aresztował go. W śledztwie mężczyzna przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia.

Z aktu oskarżenia wynika, że w czasie popełnienia zbrodni Jakob K. miał ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do rozpoznania czynów oraz pokierowania swoim postępowaniem. Zgodnie z kodeksem karnym sąd może w takiej sytuacji zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jaki wyrok usłyszy Kajetan P.?

Katarzyna J. była lektorką języka włoskiego. Jej owinięte w folię szczątki odnaleziono w pierwszych dniach lutego 2016 roku w mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu. Morderca przewiózł zwłoki 30-latki z jej mieszkania na Woli, w którym brutalnie zamordował swoją ofiarę. Jako sprawcę wskazano Kajetana P., wówczas 27-letniego bibliotekarza, który chciał być jak Hannibal Lecter. W piątek, po ponad trzech latach od tamtych wydarzeń, Kajetan P. usłyszy wyrok. Jednak sąd może nadzwyczajnie złagodzić karę! Jak to możliwe?

W pierwszych dniach lutego 2016 roku w jednym z mieszkań w bloku na warszawskim Żoliborzu wybuchł pożar. Po ugaszeniu ognia na miejscu odkryto pozbawione głowy ciało Katarzyny J. – lektorki i tłumaczki języka włoskiego. Ustalono, że 3 lutego kobieta miała lekcję z Kajetanem P., 30-letnim filologiem klasycznym, który pracował jako bibliotekarz, a wcześniej odbywał staż m.in. w tygodniku „Polityka”.

To właśnie jego wizerunek rozpoznano na kamerach monitoringu i wskazano jako możliwego sprawcę zabójstwa. Ustalono, że do zbrodni doszło w mieszkaniu lektorki na Woli, a ciało przewieziono na Żoliborz, gdzie Kajetan P. wynajmował mieszkanie wraz kilkoma innymi osobami. Pożar wzniecono dla zatarcia śladów.

Taksówkarz, który tego dnia wiózł Kajetana P., relacjonował później policjantom, że bibliotekarz wzbudził w nim podejrzenia m.in. przez torbę, z której ciekła krew. 30-latek miał tłumaczyć, że wiezie w niej tuszę dzika. Głowę lektorki wsadził do plecaka.

Kajetan P. trafił na listę najgroźniejszych, poszukiwanych przestępców

Po śmierci Katarzyny J. Kajetan P. uciekł z kraju. Wcześniej odwiedził jednak Poznań, skąd pochodził. Stamtąd udał się do Berlina, potem do Włoch, a następnie na Maltę. Prawdopodobnie zamierzał uciec do Afryki, gdzie jego schwytanie byłoby o wiele trudniejsze. 6 lutego za bibliotekarzem wydano Europejski Nakaz Aresztowania, a jedenaście dni później doszło do jego zatrzymania. Wpadł w ręce policjantów w stolicy kraju La Valletcie. 30-latek został zaskoczony przez funkcjonariuszy w momencie wysiadania z autobusu miejskiego.

Po aresztowaniu Kajetan P. trafił do Polski, gdzie usłyszał zarzuty i został przesłuchany. Przyznał się do zabicia Katarzyny, wyjawił także motyw. – Powiedział prokuratorom, że targały nim sprzeczne emocje, miał potrzebę samodoskonalenia i pozbywania się ludzkich słabości. Elementem samodoskonalenia były m.in. głodówki, intensywne ćwiczenia fizyczne, zerwanie wszelkich związków z rodziną. Na pewnym etapie tej ewolucji, jak sam mówił, uznał, że musi zabić jakąś osobę – relacjonował wówczas Przemysław Nowak z prokuratury okręgowej w Warszawie. 30-latek przyznał, że z Katarzyną J. nic go wcześniej nie łączyło. Wybrał jej ogłoszenie, ponieważ było do niego dołączone jej zdjęcie.

Fascynował się seryjnym mordercą

Kajetan P. był zafascynowany postacią Hannibala Lectera, inteligentnego, a zarazem socjopatycznego seryjnego mordercy, bohatera cyklu powieści Thomasa Harrisa oraz filmu „Milczenie Owiec”. Swego czasu napisał nawet wiersz o wymownym tytule „Uczta Hannibala Lectera”, w którym pisał o „ucztowaniu rzezi” i „wątróbkach z tanich pisarzy”. „Jedzcie, kochani – wasza miłość mnie umacnia. Do wielkiej sztuki popełnienia upragnionego morderstwa” – kończył swój poemat. Wiersz doczekał się nawet publikacji w periodyku Meander.

Po zatrzymaniu na Malcie, Kajetan P. przebywał w areszcie w Poznaniu, gdzie został poddany obserwacji psychiatrycznej. To właśnie wtedy miał dopuścić się kolejnej napaści. Tym razem jego ofiarą padła psycholog. Duszoną kobietę uratował strażnik, sam jednak został raniony przez Kajetana P. odłamkiem szkła. Innego ugryzł podczas konwoju. Po tych wydarzeniach 30-latek usłyszał kolejne zarzuty.

Proces ws. zabójstwa Katarzyny J. rozpoczął się w maju 2018 roku w Warszawie. Na wniosek rodziny lektorki został utajniony. Ponieważ eksperci z zakresu psychiatrii uznali, że w chwili popełnienia czynu sprawca był w stanie ograniczonej poczytalności, opinia publiczna obawia się, że Kajetan P. może usłyszeć zaskakująco niski wyrok, ponieważ sąd może, choć nie musi, nadzwyczajnie złagodzić karę. Tymczasem prokuratura wnosi o dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kolejne osoby zatrzymane przez CBA ws. korupcji w MPWiK

Kolejne dwie osoby zostały zatrzymane przez warszawskich agentów CBA, w związku z podejrzeniem przyjęcia łapówek przez jednego z dyrektorów w MPWiK w Warszawie, w zamian za rozstrzygniecie przetargów na korzyść firmy ze Śląska. Tym razem to pracownicy podobnych instytucji w Sosnowcu i Gliwicach. Sprawa wciąż ma charakter rozwojowy.

O pierwszych zatrzymaniach pisaliśmy w Onecie we wtorek. Warszawscy agenci CBA zatrzymali wówczas dyrektora Pionu Wsparcia w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie oraz dwóch przedsiębiorców – wspólników spółki ze Śląska. Miało to związek z podejrzeniem przyjęcia co najmniej 130 tys. zł łapówki przez dyrektora stołecznej spółki miejskiej (wcześniej CBA podawało kwotę 50 tys. zł). Chodziło o rozstrzygnięcie przetargów na rzecz śląskiej firmy.

Teraz agenci warszawskiej delegatury Biura zatrzymali kolejne dwie osoby, zamieszane w korupcyjny proceder dotyczący przyznawania kontraktów firmie ze Śląską, w zamian za korzyści majątkowe. – Tym razem wśród zatrzymanych znaleźli się zastępca kierownika ds. sieci kanalizacji sosnowieckich wodociągów oraz były kierownik działu sieci kanalizacyjnej gliwickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Obaj podejrzani są o przyjęcie co najmniej kilkudziesięciu tys. zł – poinformował Onet Wydział Komunikacji Społecznej CBA.

Specjalne oświadczenie w związku z tą sprawą wydała już we wtorek warszawska spółka. Potwierdziła, że został zatrzymany jej pracownik.

„Należy podkreślić, że MPWiK deklaruje pełną gotowość i otwartość do współpracy z organami ścigania. Z całą mocą zapewniamy, że celem Zarządu Spółki jest bezwzględne doprowadzenie do pełnego wyjaśnienia tego zdarzenia” – czytamy w oświadczeniu przesłanym Onetowi przez Marzenę Wojewódzką, rzeczniczkę MPWiK, która zapewniła też, że to zdarzenie nie ma wpływu na wykonywanie przez spółkę pracy na rzecz mieszkańców stolicy.

Jak podkreśla CBA, sprawa wciąż ma charakter rozwojowy. Możliwe są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: onet.pl

Krwawa bójka na warszawskiej Pradze

Warszawska Praga to dzielnica, która się zmienia, ale mimo to wciąż słynie ze swojej złej reputacji. Mieszkańcy stolicy doskonale wiedzą, że późnym wieczorem niektóre jej zakątki lepiej omijać szerokim łukiem. W maju kilku młodych mężczyzn, którzy imprezowali na rogu ulic Białostockiej i Targowej, zaczepiło mężczyznę o śniadej karnacji. Napadnięty wyprowadził tylko dwa ciosy, po których mężczyźni padli, jak rażeni gromem! Ich krwawe starcie zauważył pracownik miejskiego monitoringu, który o całej sprawie poinformował policję. Co ciekawe, jeden z przechodniów od razu rzucił się na pomoc pobitym. Udawał jednak tylko „dobrego Samarytanina”. W rzeczywistości… okradł nieprzytomnych mężczyzn.

Nie wiadomo, co było powodem bójki. Na filmie widać, jak grupa mężczyzn zaczepia przechodnia. To prawdopodobnie mężczyzna pochodzący z Kaukazu. Napastnicy wykrzykują coś w jego stronę, gestykulują, a potem podbiegają do niego. To był ich błąd, bo po chwili już leżą znokautowani na ziemi. Mężczyzna powalił ich ciosami lewej ręki i spokojnie odszedł. To prawdopodobnie zawodnik sportów walki lub dobrze wyszkolony żołnierz. Z powaleniem dwóch agresywnych chłopaków nie miał żadnych problemów.

Na filmiku, który w ten weekend trafił do sieci, widać, że do nieprzytomnych mężczyzn, leżących bezwładnie na chodniku przy ul. Białostockiej w Warszawie podbiega po chwili mężczyzna, który nie brał udziału w bójce. Człowiek w spodniach moro przetrząsa im kieszenie, a potem ściąga jednemu z nich zegarek z przegubu, zakłada kaptur na głowę i szybkim krokiem oddala się z miejsca krwawej potyczki.

– Do zdarzenia doszło 21 maja przy ul. Targowej – mówi w rozmowie z Fakt24.pl podkomisarz Piotr Świstak z Komendy Stołecznej Policji. Jak dodaje policjant, do tej sprawy został zatrzymany jeden mężczyzna – obywatel Gruzji. Z tego, co udało nam się ustalić Gruzin usłyszał tylko zarzut kradzieży, ale pobici mężczyźni nie złożyli zawiadomienia na policję. Nie wiadomo jednak, czy mężczyzna o którym mowa, to „człowiek w spodniach moro”.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Napad na kantor w Warszawie

Policja szuka sprawców napadu na kantor na warszawskich Bielanach. Doszło do niego o poranku na ulicy Przy Agorze. Według informacji reportera RMF FM Mariusza Piekarskiego, nikt nie został rannych. Sprawcom nie udało się zrabować pieniędzy. Coś albo ktoś spłoszył napastników podczas napadu.

Sprawców było kilku, najprawdopodobniej trzech. Jeden z nich zgubił na miejscu mastkę, która miała zasłaniać jego twarz.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gruzin podejrzewany o zabójstwo Pauliny D. już w Polsce

Gruzin Mamuka K., podejrzewany o zabójstwo w Łodzi Pauliny D., został wydany Polsce. Po południu dotarł na pokładzie wojskowego samolotu do Warszawy. Wcześniej mężczyzna miał próbować popełnić samobójstwo. – Bandyta, który bestialsko zamordował 28-letnią Paulinę stanie przed polskim sądem i usłyszy wyrok za to, co zrobił tej młodej dziewczynie – powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

„3 czerwca Kijowski Sąd Apelacyjny przychylił się do skargi apelacyjnej w sprawie kasacji decyzji sądu rejonowego (o wstrzymaniu procedury przekazania Mamuki K. stronie polskiej)” – podała prokuratura Kijowa w poniedziałek na Facebooku.

Postanowienie o wydaniu Mamuki K. do Polski wydał prokurator generalny Ukrainy, uwzględniając złożony przez stronę polską wniosek o ekstradycję. Jak podało RMF FM, podczas rozprawy sądowej w Kijowie, na której zapadła decyzja o ekstradycji, Gruzin próbował odebrać sobie życie. Miał ranić się ostrym przedmiotem w brzuch. Medykom udało się go uratować.

Mamukę K. polscy policjanci przetransportowali we wtorek z Ukrainy w specjalnym konwoju. Wojskowa CASA, dotarła do Polski około godz. 16. Jak podała policja na Twitterze, Gruzina z lotniska przewieziono do aresztu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl