Warszawa: Auta przepadły w komisie. Mnóstwo osób poszkodowanych

Rok temu „Interwencja” zajmowała się sprawą komisu samochodowego prowadzonego w Warszawie przez Artura B. Mężczyzna miał wtedy sprzedać samochód naszego bohatera za 140 tysięcy złotych i nie rozliczyć się z transakcji. Dziś wiemy, że Artur B. proceder uprawiał regularnie, a grupa poszkodowanych liczy kilkadziesiąt osób. Mimo to, wciąż cieszy się wolnością. Materiał „Interwencji”.

– O problemach dowiedziałem około miesiąca po wstawieniu auta. Teść mi powiedział, że przejeżdżał koło tego komisu kilka razy i nie widzi tego auta. Były trudności ze skontaktowaniem się z tym komisem – opowiadał Maciej Kowalski, właściciel mercedesa.

– Pan Artur powiedział, że pieniądze będą, że ten nabywca je organizuje, kredyt bierze.

I od tamtej pory przestały parkować samochody, zniknął pan Artur – opowiadał reporterowi „Interwencji” Zbigniew Wilk, inny klient komisu.

Artur B. usłyszał zarzut przywłaszczenia pieniędzy ze sprzedaży mercedesa pana Macieja. W grudniu akt oskarżenia trafił do sądu. Zakończyła się za to sprawa pana Zbigniewa i jego zięcia. Mimo kary w zawieszeniu i obowiązku zwrotu pieniędzy, do dziś nie zostały one jednak wypłacone.

Dziś komis jest pusty, zniknął też właściciel. Jedną z kilkudziesięciu oszukanych w 2020 roku osób jest pani Beata Kukwa. Mitsubishi Outlander z 2008 roku miał zostać sprzedany przez Artura B. za 20 tysięcy złotych.

– Po wystawieniu ogłoszenia o sprzedaży samochodu zadzwonił, że może wziąć samochód do sprzedaży. W ciągu zaledwie paru godzin z dwoma kolegami przyjechał po ten samochód. Gdy zorientowałam się, że auta w komisie nie ma, zadzwoniłam do pana Artura i powiedziałam, że zgodnie z umową w każdej chwili mogę je odebrać, że mam klienta. Wtedy usłyszałam, że już jest kupiec, że wpłacił zaliczkę. Artur B. do dziś nie rozliczył się ze sprzedaży – opowiada Beata Kukwa.

– Mogę wskazać, że jest dosyć duża liczba osób poszkodowanych. W jednej ze spraw jest to 10 osób, w innej 11 osób. Są też sprawy oczywiście takie, w których pokrzywdzona jest jedna osoba. Jedna ze spraw zakończyła się nieprawomocnym wyrokiem – informuje Marcin Kołakowski z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Kolejną poszkodowaną jest Monika Witkowska. – Zadzwonił do mnie, widząc moje ogłoszenie, czy jestem zainteresowana współpracą z komisem, bo będzie miał kupca. Podpisaliśmy umowę komisową i w miesiąc auto zostało sprzedane – opowiada.

Auto stracił też Tomasz Sieradz. – Na umowie było napisane, że 60 dni po sprzedaży ma czas na uregulowanie należności. Ale niestety do dziś nie ma należności, nie ma samochodu, nie ma pana Artura – mówi.

– U mnie problemem było to, że nie miałam nawet potwierdzenia, że samochód został sprzedany. Dopiero jak w internecie umieściłam informację, że skradziono mi samochód, to otrzymałam fakturę i potwierdzenie, że został sprzedany – tłumaczy Beata Kukwa.

Bez aresztu

Mimo licznych zarzutów, wobec Artura B. nigdy nie zastosowano aresztu. Nie wydano też zakazu prowadzenia działalności. Próbowaliśmy się z nim skontaktować, ale bezskutecznie. Szukaliśmy go pod jednym z adresów, gdzie był zameldowany – bezskutecznie.

– Tego nie rozumiemy, bo ma dozór policyjny, przychodzi na komisariat, ale prowadzi działalność, kolejne osoby są oszukane – alarmuje Monika Witkowska.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano nożownika z warszawskiego hostelu. Trzy dni ukrywał się przed policją

Policjanci z warszawskiej Woli zatrzymali 35-latka podejrzanego o usiłowanie zabójstwa – poinformowała w środę rzeczniczka wolskiej policji komisarz Marta Sulowska. Dodała, że mężczyzna był od niedzieli poszukiwany po awanturze w jednym z warszawskich hosteli, gdy ranił innego mężczyznę nożem. Został zatrzymany na warszawskich Włochach.

Z informacji przekazanych przez Komendę Stołeczną wynika, że informacja o awanturze w pokoju jednego ze stołecznych hosteli na Woli wpłynęła ok. godz. 16. W zajściu miało brać udział dwóch mężczyzn, jeden z nich w trakcie awantury wyciągnął nóż i ranił drugiego w plecy. Mężczyzna z raną kłutą trafił do szpitala.

Jak podaje policja, sprawca ataku uciekł z miejsca zdarzenia. – Na miejsce skierowano przewodnika z psem – poinformował w niedzielę kom. Piotr Świstak. Dodał, że w oględzinach miejsca zdarzenia uczestniczą technicy kryminalistyki.

Sprawca był wcześniej notowany

W środę rzeczniczka wolskich policjantów poinformowała, że funkcjonariusze po intensywnych czynnościach ustalili możliwą tożsamość napastnika. – 35-latek został zatrzymany na warszawskich Włochach w pokoju hostelowym. Zaskoczony wizytą operacyjnych, nie stawiał oporu, został doprowadzony do komendy – powiedział komisarz Sulowska.

Mężczyzna był już wcześniej notowany i ośmiokrotnie przebywał w zakładzie karnym za liczne wykroczenia i przestępstwa przeciwko mieniu, dopuścił się także przestępstwa znieważenia i naruszenia nietykalności policjantów. Dodała, że po skompletowaniu dokumentów podejrzewany mężczyzna zostanie przekazany do prokuratury rejonowej, gdzie będą wykonywane z nim dalsze czynności.

Jak wynika z nieoficjalnych informacji rannym jest ok. 40-letni Ukrainiec.
Źródło info i foto: interia.pl

Warszawa: Atak nożownika w hostelu

„Do ataku doszło około godz. 16 w hostelu przy ul. Burakowskiej na Woli. Jeden mężczyzna dźgnął drugiego nożem w plecy, po czym uciekł” – podała policja w rozmowie z Onetem. Na miejsce skierowano przewodnika z psem.

Z informacji przekazanych przez Komendę Stołeczną wynika, że informacja o awanturze w pokoju jednego ze stołecznych hosteli na Woli wpłynęła ok. godz. 16. W zajściu miało brać udział dwóch mężczyzn, jeden z nich w trakcie awantury wyciągnął nóż i ranił drugiego w plecy.

Jak podaje policja, sprawca ataku uciekł z miejsca zdarzenia, zaś poszkodowany trafił przytomny do szpitala. Na miejsce skierowano przewodnika z psem – poinformował kom. Piotr Świstak. Dodał, że w oględzinach miejsca zdarzenia uczestniczą technicy kryminalistyki. Jak nieoficjalnie dowiedziała się PAP, rannym jest ok. 40-letni Ukrainiec, zaś sprawca to najprawdopodobniej Polak.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Proces ws. Kajetana P. odroczony. Nowe wątpliwości sądu

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa miał w poniedziałek rozpocząć się drugi proces Kajetana P. Mężczyzna, oskarżony o brutalne zamordowanie lektorki języka włoskiego na warszawskiej Woli, ma także odpowiadać za atak na psycholog w areszcie śledczym. Sąd ma jednak wątpliwości dotyczące poczytalności oskarżonego.

30-letni Kajetan P. jest także podejrzany o to, że w lutym 2016 roku na warszawskiej Woli zamordował lektorkę języka włoskiego Katarzynę J., z którą umówił się na lekcję w jej mieszkaniu. Ciało 30-latki, z odciętą głową, przewiózł do wynajmowanego mieszkania na Żoliborzu i podpalił. Tam odkryli je strażacy wezwani do pożaru. Mężczyzna uciekł i ukrywał się przez prawie dwa tygodnie. Zatrzymano go 17 lutego w stolicy Malty. Dzień później maltański sąd wydał zgodę na ekstradycję Kajetana P. i 26 lutego został on przewieziony do Polski.

Proces w sprawie zabójstwa toczy się od wiosny 2018 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie, ale jawność tego postępowania została wyłączona. Tam również kluczową kwestią jest poczytalność oskarżonego.

Za zabójstwo Kajetanowi P. grozi dożywocie, natomiast za napaść na psychologa do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Warszawa: 27-latek zniszczył kilkanaście aut

Policjanci z warszawskiego Targówka zatrzymali 27-latka podejrzanego o zniszczenie kilkunastu samochodów – poinformowała mł. asp. Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Do zdarzenia doszło kilka dni temu na warszawskim Targówku. Jak przekazała mł. asp. Irmina Sulich na ul. Wolbromskiej i Potulickiej młody mężczyzna demolował zaparkowane pojazdy. – Na miejscu mundurowi ujawnili kilkanaście zniszczonych samochodów, które miały wybite szyby – powiedziała policjantka.

– Na miejsce przybyła grupa dochodzeniowo-śledcza, która zabezpieczyła ślady i dokonała oględzin pojazdów. Policjanci bardzo szybko dotarli do większości właścicieli zniszczonych aut i przyjęli od nich zawiadomienie, część z nich już podała wartość strat, pozostali w najbliższym czasie ustalą, jakie straty ponieśli i jaki jest koszt naprawy uszkodzonych samochodów – tłumaczyła.

Wskazała, że sprawą zajęli się kryminalni z komisariatu przy ul. Chodeckiej, który pracując nad sprawą zabezpieczyli m.in. zapis monitoringu z pobliskich budynków. – Po kilku dniach zatrzymali 27-latka, który ukrywał się przed nimi w hostelu – wyjawiła dodając, że podczas rozpytania mieszkaniec Targówka przyznał, że uderzał w szyby młotkiem.

– Po zebraniu materiału dowodowego 27-latek został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty zniszczenia cudzego mienia. Prokurator zastosował wobec mieszkańca Targówka dozór policyjny – dodała.

Za zarzucane mu czyny może grozić do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Próba zamachu na policjantów w stolicy

23-latek, który usiłował dokonać eksplozji przed jednym z warszawskich komisariatów, był pod wpływem środków odurzających. Co zażył?

O tym, że w weekend przed jednym z warszawskich komisariatów doszło do próby zdetonowania auta, KSP poinformowała w czwartek za pomocą mediów społecznościowych. W związku ze zdarzeniem zatrzymano 23-latka, wobec którego sąd orzekł o trzymiesięcznym areszcie. Zdaniem policji, czyn był próbą zabójstwa policjantów.

Mężczyzna w weekend podjechał pod jeden z komisariatów. Była noc, zaczął wielokrotnie używać klaksonu. W ten sposób chciał ściągnąć w okolice auta jak najwięcej policjantów. Na całe szczęście nie doszło do eksplozji. Mężczyzna został obezwładniony. Trafił do policyjnego aresztu – informowała KSP. Policja przekazała, że materiały zabezpieczone do sprawy wskazują jednoznacznie na planowanie zabójstwa policjantów.

Jak ustaliła PAP, mężczyzna podjechał przed komisariat policji przy ul. Janowskiego w Warszawie w nocy z soboty na niedzielę, samochodem Audi A6. W aucie miał kilkunastokilogramową butlę z gazem propan-butan oraz zapalniczkę.

W czwartek program „Wydarzenia” na antenie Polsatu wyemitował nagranie z telefonu komórkowego sprawcy, który wysyłał znajomemu o imieniu Kuba informacje głosowe. Będę trąbił, kur… aż nie podejdzie któryś (…) Iluś tam ich będzie… będą musieli otworzyć (…) a ja im zapalniczkę pier… Ale ich rozpier…. Piotr M. nagrywał także filmik, na którym słychać ulatniający się gaz.

Z informacji przekazanych przez rzecznika KSP wynika, że Piotr M. był wcześniej notowany m.in. za rozboje. W Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ursynów usłyszał nie tylko zarzut usiłowania zabójstwa funkcjonariuszy policji, ale także posiadania narkotyków. Przy zatrzymanym znaleziono ujawniono ok. 2 gramy marihuany. Badanie na obecność środków odurzających w jego organizmie wykazało, że znajdował się w stanie po ich użyciu.

Najprawdopodobniej zażył przed zdarzeniem lub w jego trakcie, marihuanę. Za to również usłyszał zarzut z art. 178 par. 1 kodeksu karnego, czyli prowadzenia samochodu pod wpływem środków odurzających. 23-letni mieszkaniec Ursynowa przyznał się wyłącznie do posiadania i zażywania narkotyków.

Nie przyznał się do usiłowania zabójstwa. Jak ustaliła PAP, Piotr M. nie potrafił wyjaśnić, dlaczego podjechał z butlą wypełnioną propan-butanem pod komendę na Janowskiego i jaki był jego plan. Zapewniał jednak, że nikomu nie zamierzał robić krzywdy.

Piotr M. nie był wcześniej leczony psychiatrycznie, nie był także leczony odwykowo. W toku śledztwa zostanie przeprowadzone badanie mające na celu ustalenie, czy 23-latek był poczytalny w chwili popełniania czynu. Poczytalna osoba to taka, która jest w stanie rozpoznać znaczenie swoich czynów i pokierować swoim zachowaniem. Jeżeli nie będzie w tej kwestii żadnych wątpliwości, a kwalifikacja prawna nie ulegnie zmianie, Piotrowi M. grozi dożywotnie pozbawienie wolności.

Według rzecznika KSP, akcja była „bardzo dobrze zaplanowana. Marczak mówił, że gdyby doszło do wybuchu, stanowiłby on zagrożenie nie tylko dla pięciu policjantów, ale także dla mieszkańców pobliskich bloków. Podkreślił, że finalnie nikt nie ucierpiał, a policjanci podjęli działania, które zakończyły się obezwładnieniem mężczyzny. Nadkom. Sylwester Marczak podkreślał, że działania podjęte przez Piotra M. „to konsekwencja tego, co się dzieje w ostatnim okresie na terenie naszego kraju”. Chodzi o falę hejtu, która wylewa się w kierunku policjantów. Mamy ogromne ilości gróźb kierowanych do policjantów – twierdził rzecznik KSP.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kradzież pod bankomatem na Bielanach

Jedna z mieszkanek Bielan wypłaciła gotówkę z bankomatu na Wrzecionie. Zanim się spostrzegła nie miała już karty płatniczej.

Kobieta była obserwowana przez złodzieja. Wybrała kilkaset złotych z bankomatu, a kartę schowała do kieszeni. Wtedy do akcji wkroczył obywatel Białorusi. Wpadł na nią i wyciągnął jej kartę z kieszeni. Gdy mieszkanka wróciła do domu i sięgnęła do kieszeni karty już nie było. Mężczyzna w tym czasie poszedł do galerii i zrobił sobie zakupy za 630 zł. Sprawa szybko została zgłoszona na policję.

Śledczy przeanalizowali nagrania z kamer. Okazało się, że robił zakupy w 3 sklepach. 27-letni obywatel Białorusi został zatrzymany i przewieziony na komendę. Usłyszał łącznie 9 zarzutów. Grozi mu do 10 lat więzienia – informuje Elwira Kozłowska z komendy na Bielanach.
Źródło info i foto: se.pl

Warszawa: Zablokowali antyaborcyjną ciężarówkę. Interweniowała policja

Kilka osób usiadło na ulicy w centrum Warszawy uniemożliwiając przejazd ciężarówki, oklejonej antyaborcyjnymi hasłami i zdjęciami. Interweniowała policja. Protestujących usunięto z ulicy siłą. Sytuacja miała miejsce w piątek po południu przy placu Konstytucji w Warszawie.

Kilka osób usiadło na przejściu dla pieszych, blokując przejazd ciężarówki, oklejonej antyaborcyjnymi hasłami i zdjęciami. Interweniowała policja. Na nagraniu, autorstwa Aleksandry Żurik, które opublikował reporter Polsat News Dawid Styś widać, jak funkcjonariusze usuwają blokujące osoby siłą. Jedna z osób została wyniesiona przez dwóch policjantów.

Po kilku minutach ciężarówka odjechała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjant ranny po ataku Włodzimierza Czarzastego

– Mieliśmy do czynienia z napieraniem na policjanta, który się przewrócił i uderzył nogą o hak pojazdu i niestety doszło do bardzo poważnej kontuzji, która wyłącza policjanta na kilka tygodni, jak nie miesięcy, ze służby. Obecnie przebywa w szpitalu – oświadczył rzecznik prasowy komendanta stołecznego policji nadkom. Sylwester Marczak.

Sylwester Marczak wyjaśniał okoliczności działań policji podczas protestu Strajku Kobiet w Warszawie 18 listopada. Rzecznik odniósł się na początku do incydentu z udziałem policji i wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego.

Marczak stwierdził, że sytuacja wyglądała „zupełnie inaczej”, niż przedstawił ją Czarzasty. – Nagranie wyraźnie pokazuje, kto był stroną atakującą, w tym przypadku to policjant doznał poważnej kontuzji, ma on założony gips i przebywa w szpitalu – powiedział rzecznik KSP.

Z jego relacji wynika, że kilka osób przed Sejmem chciało przejść przez policyjny kordon. Przepuszczone zostały osoby, które miały legitymacje poselskie. – Policjanci nie muszą znać wszystkich posłów. Wystarczyło okazać legitymacje – wyjaśniał Marczak.

– Mieliśmy do czynienia z napieraniem na policjanta, który się przewrócił i uderzył nogą o hak pojazdu i niestety doszło do bardzo poważnej kontuzji, która wyłącza policjanta na kilka tygodni, jak nie miesięcy, ze służby. Sprawa jest prowadzona w dwóch kierunkach, przez całą noc pracował wydział kontroli KSP. Komendant przekaże informacje do pani marszałek Sejmu. W trybie w postępowaniu karnym, w kierunku spowodowania bardzo poważnego uszczerbku na zdrowiu policjanta, prowadzone są czynności pod nadzorem prokuratury – powiedział nadkom. Sylwester Marczak.

Wcześniej, w środę wieczorem, Włodzimierz Czarzasty i Lewica informowali, że policja użyła wobec wicemarszałka siły.

„Nie widzę nieprawidłowości”

– Nie widzę nieprawidłowości, by można było stwierdzić, że policjanci działali w sposób niewłaściwy – ocenił Marczak, pytany przez dziennikarzy o działania nieumundurowanych policjantów wobec postronnych osób. – Każda osoba, która uznaje, że działania były niewłaściwe i jej dotyczyły, może takie informacje przekazać do wydziału kontroli i takie czynności będą prowadzone – dodał.

Podczas środowych interwencji policja użyła gazu m.in. wobec posłanki Lewicy Magdaleny Biejat.

– Będziemy używać gazu tam, gdzie jest to konieczne, są to środki służące policjantom do przywracania porządku – wyjaśniał Marczak.

Rzecznik tłumaczył, że w środę na placu Powstańców Warszawy po kilkukrotnym wezwaniu do rozejścia grupa protestujących, która nie zastosowała się do tych wezwań, została otoczona przez policjantów dla wylegitymowania wszystkich tych łamiących prawo osób i skierowania wniosków do sanepidu.

Część osób próbowała jednak wydostać się z tego kordonu, żeby uniknąć odpowiedzialności i wobec nich zostały zastosowane środki przymusu bezpośredniego – tłumaczył nadkom. Marczak.

– Policjanci są nagrywani przez setki telefonów komórkowych. Nagrania krążą po sieci. Naprawdę trzeba być osobą naiwną, żeby sądzić, że policjanci będą świadomie naruszać normy prawne, będą przekraczać uprawnienia. Mamy świadomość, że jesteśmy nagrywani. Policjanci nie atakują, policjanci używają środków przymusu bezpośredniego – przekonywał Marczak.

Jak podkreślił rzecznik KSP, zabezpieczony monitoring „jasno pokazuje, w jaki sposób i która ze stron zachowywała się w sposób agresywny”. – Zachęcam, aby nie patrzeć tylko przez pryzmat kilku sekund danego nagrania, ale postarać się zapoznać z całym materiałem bez czytania komentarzy – powiedział Marczak.

W odpowiedzi na te wyjaśnienia poseł Koalicji Obywatelskiej Michał Szczerba zapowiedział złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

Dane dotyczące środowych interwencji

Jak podała policja, w trakcie środowych wydarzeń w stolicy zatrzymano 20 osób, z czego siedem zostało już zwolnionych. Kilka osób nie chciało podać swoich danych, dlatego zostały przewiezione do komisariatów. 13 osób – według policji – popełniło przestępstwa.

– Mówimy o naruszeniu nietykalności, mówimy o zmuszaniu do zaprzestania wykonywania zadań służbowych – tłumaczył Sylwester Marczak.

Policjanci wylegitymowali w sumie 497 uczestników protestu, skierowano 320 wniosków o ukaranie do sądu i 297 notatek do sanepidu.
Źródło info i foto: interia.pl

Starcia z policją podczas protestu kobiet

Podczas wieczornych starć przy Placu Powstańców w Warszawie interweniowali funkcjonariusze policji w cywilu – w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których widać, jak grupa policyjnych „tajniaków” atakuje mężczyznę w tłumie. Mieli przy sobie pałki teleskopowe, wśród pozostałych uczestników marszu wybuchła panika. Komenda Stołeczna Policji zabrała głos, tłumacząc, że zatrzymany był „agresorem”. „Nastąpiła próba odbicia mężczyzny. Policjanci użyli siły fizycznej” – wskazano.

W środę wieczorem doszło podczas marszu Strajku Kobiet przy Placu Powstańców doszło do incydentu z udziałem grupy mężczyzn, którzy gonili jednego z uczestników z pałkami teleskopowymi i próbowali siłą wyrwać go z tłumu – później okazało się, że byli to funkcjonariusze policji w cywilu. Wybuchła panika, krzyczano: „Zostawcie go, zostawcie go!”.

Całe zajście nagrał dziennikarz Onetu Marcin Terlik. „Policjanci w cywilu zatrzymali kolejną osobę na placu przed TVP podczas protestu. Tłum próbował ją odbić” – napisał., w kolejnym w spisie dodając: „Zdarzenie miało miejsce ok. 22.10. Potem doszło do przepychanki z policją w wąskim przejściu przed hotelem Gromada”. Na nagraniu, które można zobaczyć poniżej, słyszeć przeraźliwe krzyki uczestników marszu: „Zostawcie go, zostawcie! Gdzie jest policja? Gdzie go zabieracie?”:

W mediach społecznościowych pojawiły się relacje uczestników demonstracji, którzy wskazywali, że policyjni „tajniacy” byli agresywni – część osób myślała, że to nacjonaliści, którzy zaatakowali marsz. Do zdarzenia odniosła się Komenda Stołeczna Policji, która potwierdziła, że w incydencie brali udział nieumundurowani policjanci. „Nieumundurowani policjanci podjęli czynność legitymowania wobec jednego z agresora na Placu Powstańców Warszawy. Nastąpiła próba odbicia mężczyzny. Policjanci użyli siły fizycznej. Osoba została zatrzymana” – wskazano.

Nadkom. Sylwester Marczak z Komendy Stołecznej Policji na antenie stacji TVN 24 komentował z kolei, że policjanci zostali „zaatakowani” przez grupę osób na placu Powstańców. – Normalną rzeczą jest to, że policjanci używają środków przymusu bezpośredniego, w tym przypadku mówimy o gazie, mówimy o sile fizycznej. Mamy do czynienia z grupą osób, która była bardzo agresywna. Wobec jednej z tych osób działania podjęli policjanci nieumundurowani, w tym przypadku nastąpiła próba odbicia. Zostało to uniemożliwione przez policjantów, policjanci musieli użyć siły fizycznej – powiedział.

Z relacji uczestników protestu i dziennikarzy wynika, że nieumundurowani policjanci nie informowali wcześniej, że będą podejmowali interwencje, nie byli też oznakowani – mieli kominiarki. Dziennikarz Onetu Bartek Rumieńczuk pisał: „Tajniacy wyciągają ludzi z tłumu, używali też pałek teleskopowych, poleciały granaty hukowe, w tłumie wybuchła panika że to nacjonaliści”.

Zdarzenie na Placu Powstańców komentują politycy opozycji. „Po dzisiejszej bandyckiej akcji tajniaków z pałkami telskopowymi rano powinna zostać ogłoszona dymisja komendanta KSP” – napisał poseł KO Michał Szczerba. „Czy KSP wzoruje się na ukraińskich tituszkach z czasów Janukowycza? W państwie demokratycznym policja tak nie działa. Funkcjonariusze po cywilnemu, bez oznakowania, z pałkami teleskopowymi, prowokują i używają siły. Żądam wyjaśnień MSWiA” – dodał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl