Kulisy działania Państwowej Komisji do spraw Pedofilii

Siedziba w 30-piętrowym biurowcu w centrum Warszawy, podwyższone przez prezydenta zarobki, status na równi z wiceministrami – w takich warunkach, według ustaleń „Gazety Wyborczej”, mają pracować członkowie Państwowej Komisji do spraw Pedofilii. Informatorzy dziennika twierdzą, że „instytucja jest sparaliżowana”, a osobą, która „faktycznie rządzi” w komisji jest zastępczyni przewodniczącego Barbara Chrobak, która ma wprowadzać tam „atmosferę terroru”.

Komisja do spraw pedofilii utworzona została na mocy ustawy, która weszła w życie we wrześniu 2019 roku. Jej powstanie zapowiadał wcześniej premier Mateusz Morawiecki po emisji filmu braci Tomasza i Marka Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Członkowie komisji złożyli ślubowanie w lipcu 2020 roku. W skład komisji wchodzi siedmiu członków reprezentujących: Sejm, Senat, prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka. W grudniu przewodniczący Błażej Kmieciak informował, że do tamtego czasu komisja skierowała do prokuratury 20 spraw dotyczących przestępstw pedofilii.

W ostatnim czasie komisja prowadziła postępowanie w sprawie księdza Andrzeja Dymera. Jednak 17 lutego je zakończyła w związku ze śmiercią kapłana. Był on oskarżany o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Szczecińscy biskupi mieli wiedzieć o jego czynach już w połowie lat 90. ubiegłego wieku.

Podwyższenie zarobków członkom komisji

Wtorkowa „Gazeta Wyborcza” pisze o warunkach pracy, a także o zarobkach członków tej komisji. Donosi, że 3 grudnia 2020 roku Błażej Kmieciak zwrócił się do prezydenta, by ten „uwzględnił członków komisji w zmianach ustawy dotyczącej wynagrodzeń osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe”. Miał to tłumaczyć tym, że, „członkom komisji został przypisany status osób na równi z sekretarzami stanu”, czyli wiceministrami.

„30 grudnia Duda wydał rozporządzenie włączające komisję do grupy płac przysługujących sekretarzom stanu. Teraz każdy z nich zarabia 12 650 zł. Plus dodatki funkcyjne. Jak wysokie? Tego nie wiadomo. Do tego dochodzą mieszkania służbowe (dla osób spoza Warszawy) oraz służbowe samochody – jeden z nich każdego dnia dowozi przewodniczącego do domu, 110 km od Warszawy. Drugi jest do wyłącznej dyspozycji „minister Chrobak”, która – jak podają nasze źródła – specjalnie w tym celu zmieniła wewnętrzny regulamin” – informuje dalej dziennik. Wspomniana Barbara Chrobak to zastępczyni Kmieciaka na stanowisku przewodniczącego komisji. „Wyborcza” zauważa, że Chrobak w minionej kadencji Sejmu była posłanką Kukiz’15, a w 2020 roku przystąpiła do Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.

„Koszt wynajmu luksusowej siedziby może więc sięgać 1,5 mln zł rocznie”

Gazeta opisuje również szczegółowo warunki, w jakich pracuje komisja. „Siedziba komisji zajmuje 12. piętro w Spektrum Tower przy ul. Twardej 18. To 30-piętrowy biurowiec w centrum stolicy z panoramicznymi windami i pięciokondygnacyjnym garażem podziemnym. Miesięczny czynsz wynosi tu ok. 25 euro za metr kwadratowy” – czytamy.

„Powierzchnia piętra to ok. 850 m kw., więc czynsz może dochodzić do 80 tys. zł miesięcznie. Za garaż płaci się 185 euro od stanowiska. Koszt wynajmu luksusowej siedziby może więc sięgać 1,5 mln zł rocznie” – wylicza dalej dziennik.

W komentarzu pisze o „Bizancjum w komisji do spraw pedofilii”.

Posłowie niewpuszczeni na kontrolę

W piątek posłowie Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz, Katarzyna Piekarska i Dariusz Joński nie zostali wpuszczeni do siedziby komisji do spraw pedofilii, gdzie mieli zamiar przeprowadzić kontrolę poselską. Nie została udostępniona im dokumentacja.

„Ta komisja ma budżet rzędu 12 milionów złotych rocznie. Chcieliśmy wiedzieć, co robi za te pieniądze. Usłyszeliśmy, że komisja jest niezależna i nie możemy wejść. Tłumaczyliśmy, że jest niezależna w działaniach i decyzjach, ale jako urząd powołany przez Sejm musi podlegać kontroli” – mówił cytowany przez „Wyborczą” poseł Joński.

„Jeśli chcą zobaczyć dokumenty, to ja się nie zgadzam”

Do sprawy przewodniczący Błażej Kmieciak odniósł się w piątek w programie „Sprawdzam” w TVN24. Jak podkreślił, komisja nie jest „instytucją rządową”. – Nie jesteśmy ministerstwem do spraw pedofilii, nie jesteśmy też organizacją samorządową ani spółką Skarbu Państwa. Jesteśmy niezależnym od innych organów organem państwowym, który w sprawach postępowań wyjaśniających jest de facto quasi-sądem – mówił.

Kmieciak zapewnił jednocześnie, że „jeżeli jakikolwiek poseł i senator, bez względu na barwy polityczne, chce porozmawiać na temat wsparcia ofiar albo tego, jak pomagamy osobom skrzywdzonym, to nie ma najmniejszego problemu”.

Przewodniczący komisji odniósł się też do zapowiedzi posłów, że we wtorek ponownie będą próbowali przeprowadzić kontrolę poselską.

– Jeśli chcą zobaczyć dokumenty, to ja się na to nie zgadzam. Nie dlatego, że jestem taki zły, niedobry, (…) chcę chronić ludzi, którzy nam zaufali. Te ponad 100 spraw, które prowadzimy, dotyczy najbardziej intymnych kwestii i show polityczny, który chce zrobić taki czy inny polityk, nie robi na mnie wrażenia, bo nie jesteśmy powołani dla polityków, tylko dla tych, którzy cierpią – mówił dalej Kmieciak.

Instytucja „sparaliżowana”
W dalszej części artykułu „Wyborcza” informuje, że „kilka dni temu” do jej redakcji zgłosiły się osoby, które pracują w komisji.

„Ich zdaniem ‚instytucja jest sparaliżowana’, a osobą, która w komisji ‚naprawdę rządzi’, jest Barbara Chrobak. Nazywana ‚panią minister’ była posłanka Kukiz’15 jest jedną z bardziej znaczących postaci w układzie, który stworzył w prokuraturze duet Ziobro & Święczkowski” – pisze gazeta, powołując się na swoich rozmówców z komisji.

„Atmosfera terroru”

Następnie dziennik przytacza jej zawodowy życiorys.

„Karierę zaczynała jako urzędniczka w strukturach katowickiej prokuratury apelacyjnej, gdzie poznała Święczkowskiego. Jest wiceszefową Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury Rzeczypospolitej Polskiej, organizacji zrzeszającej prokuratorów oddanych obecnej władzy. Należący do tego związku prowadzą najważniejsze dla władzy śledztwa. Mogą liczyć na awanse i nagrody. Według naszych rozmówców z komisji Barbara Chrobak wprowadziła na Twardej ‚atmosferę terroru” – relacjonuje dalej „Wyborcza”.

Gazeta, prezentując te informacje, powołuje się na anonimową notatkę złożoną w redakcji przez informatorów.

Twierdzą, że „w tej chwili nie ma 80 proc. Biura Administracyjno-Finansowego (są na zwolnieniach lub złożyli wypowiedzenia)”.

„Pracownicy urzędu są mobbingowani, nie mogą rozmawiać między sobą, muszą ubierać się, jak Komisja sobie życzy, nie można razem jeść, śmiać się. Zakaz komunikowania się podczas posiłków nawet w pomieszczeniach do tego przeznaczonych” – przytacza dalej treść notatki.

„Osobiście ingeruje w zakupy sprzętu”

W innym miejscu informatorzy opisują, że „Pani Chrobak odesłała do domu pracownicę sekretariatu, żądając, by ta przebrała się w inne ubranie”. Pracownicy zrobiono zdjęcia pokazujące, jak jest ubrana.

„Wyborcza” pisze, że „zdaniem rozmówców z komisji ‚pani minister’ osobiście ingeruje w zakupy sprzętu, domagając się lepszych mebli oraz telefonów Apple’a zamiast samsungów dostarczonych przez administrację rządową”. „Ma też nadużywać samochodu komisji” – czytamy.

„Pani Barbara Chrobak użytkuje samochód służbowy do celów prywatnych. Przebieg 2 tys. km tygodniowo. Pani Chrobak kazała wozić się do domu pod Wrocławiem i z powrotem, mimo że ma w Warszawie mieszkanie służbowe zapewnione przez KPRM. W celu dowolnego korzystania z samochodu służbowego zmieniła par. 8 pkt. 3 regulaminu Komisji” – piszą informatorzy, dodając kopię zmienionego regulaminu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Pracownicy francuskiego uniwersytetu handlowali ludzkimi zwłokami

Rodziny przekazywały uczelni ciała swoich bliskich z nadzieją, że przysłuży się to medycynie. Zwłoki jednak sprzedawano prywatnym firmom, które wykorzystywały je w testach zderzeniowych. Okazało się też, że szczątki były przechowywane w skandalicznych warunkach – informuje francuska prasa.

Pracownicy francuskiego Centre de Don des Corps należącego do Paris Descartes University ustanowili nawet cennik zwłok. Za jedno ciało należało zapłacić 900 euro. Handlowano także pojedynczymi kończynami, których cena zaczynała się od 400 euro.

Media zwracają także uwagę na skandaliczne warunki przetrzymywania zwłok. Szczątki były przechowywane jedne na drugich. W żaden sposób nie chroniono ich przed szczurami, dlatego niektóre ciała trzeba było kremować – pisze prasa.

Centre de Don des Corps zostało zamknięte do czasu wyjaśnienia całej sprawy przez prokuraturę i wyciągnięcia konsekwencji wobec winnych.
Źródło info i foto: onet.pl

W Korei Północnej rozstrzelano mężczyznę. Złamał kwarantannę

W Korei Północnej rozstrzelano mężczyznę, który złamał warunki kwarantanny, mającej chronić przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa – poinformował w czwartek na swojej stronie internetowej dziennik „Daily Mail”, powołując się na południowokoreańską gazetę „Dzung-ang ilbo”.

Według doniesień z Seulu mężczyzna, który z zawodu był przedstawicielem handlowym i wrócił do Korei Płn. z Chin, razem z kilkoma innymi osobami został poddany kwarantannie. Złamał jednak jej zasady i potajemnie poszedł do miejskiej łaźni. Tam został aresztowany i natychmiast rozstrzelany.

„Dzung-ang ilbo” pisze, że przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un w obawie przed koronawirusem zarządził w całym kraju drakońskie środki ostrożności. Wprowadził m.in. tajny dekret, nakazujący izolowanie każdego, kto był w Chinach lub miał kontakt z Chińczykami, a złamanie tych zasad karane ma być zgodnie z „twardymi wojskowymi regułami”.

Pjongjang ogłosił także wydłużenie kwarantanny do 30 dni dla osób, podejrzanych o zakażenie koronawirusem, podczas gdy na całym świecie stosowany jest 14-dniowy okres izolacji i obserwacji. Prawie całkowicie zamknięto też granicę w Chinami, jednym z niewielu krajów, z którym Korea Płn. utrzymuje stosunki dyplomatyczne.

Korea Płn. już od kilkunastu dni stosuje zaostrzone środki, mające chronić ją przed koronawirusem. Na teren tego kraju zakaz wjazdu mają zagraniczni turyści, drastycznie ograniczono także wszelkie operacje w strefie zdemilitaryzowanej na granicy z Koreą Płd.

W sobotę władze w Pjongjangu zrezygnowały z zorganizowania wojskowej defilady z okazji 72. rocznicy powstania armii Korei Płn.

Według „Daily Mail” północnokoreański oddział Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nie potwierdził jeszcze ani jednego przypadku zakażenia koronawirusem, jednak „Dzung-ang ilbo” już w zeszłym tygodniu pisał o osobie zakażonej w Pjongjangu. Niektóre media w Korei Płd. twierdzą, że osób zakażonych wirusem COVID-19 w Korei Płn. może być o wiele więcej. Nie jest także wykluczone, że groźny wirus zbiera już tam śmiertelne żniwo.

Jak pisała kilka dni temu japońska agencja Kyodo, społeczeństwo Korei Płn. może być bardziej podatne na drastyczne skutki zakażeń koronawirusem z powodu ogólnokrajowych niedoborów żywności i niedostatecznej opieki zdrowotnej.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Agenci CBA zatrzymali burmistrza warszawskich Włoch Artura W.

Agenci warszawskiej delegatury CBA zatrzymali burmistrza stołecznej dzielnicy Włochy Artura W. Urzędnik przyjął 200 tys. zł łapówki, w zamian wydawał decyzje dotyczące warunków zabudowy. Pieniądze wręczył mu znany warszawski deweloper. Jak ustalił nieoficjalnie portal tvp.info, to Sabri B., były właściciel Pogoni Szczecin.

Fakt zatrzymania potwierdził w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski. Jak powiedział, zatrzymania dokonano na gorącym uczynku, chwilę po przyjęciu 200 tys. zł łapówki.

– Pieniądze wziął od znanego dewelopera i jednocześnie przedsiębiorcy budowlanego. Włodarz dzielnicy próbował ukryć gotówkę w garażu należącym do rodziny – informuje rzecznik.

Dodaje, że burmistrz w zamian za łapówki wydawał decyzje administracyjne, korzystne dla dewelopera, dotyczące warunków zabudowy.

– Podejmował się także załatwiania podobnych decyzji w innych, warszawskich urzędach. Z ustaleń śledztwa wynika, że była to już najprawdopodobniej kolejna transza przyjęta przez urzędnika – mówi Brodowski.

Agenci przeszukali gabinet burmistrza i siedziby firm należące do biznesmena. Tam zabezpieczono dokumentację, nośniki danych i kopie binarne, które będą stanowić dowody w sprawie. Mężczyźni trafili do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, tam usłyszą zarzuty karne.
Źródło info i foto: TVP.info

Imigranci podpalili ośrodek na wyspie Lesbos. Są ofiary

Tragedia w obozie dla migrantów na greckiej wyspie Lesbos – w pożarze zginęła tam co najmniej jedna osoba. Z relacji służb wynika, że pożar wzniecili migranci, chcąc zaprotestować przeciwko warunkom, w jakich przebywają.

Imigranci na greckiej wyspie Lesbos wzniecili w niedzielę pożar – podpalili gaj oliwny w pobliżu ośrodka dla uchodźców Moria, a później podłożyli ogień w ośrodku, starli się też z policją – donosi agencja AP. Według relacji miejscowych służb, w zdarzeniach z niedzieli zginęła co najmniej jedna osoba. „Spalone ciało zostało przewiezione do szpitala i krąży nieoficjalna informacja o jeszcze jednej ofierze” – opisuje AP.

Informację o tym, że w pożarze na Lesbos zginęła kobieta i dziecko podano na koncie greckiego UNHCR na Twitterze. Nie zostało to jednak potwierdzone przez służby.

Imigranci protestowali przeciwko przebywaniu w przeludnionym obozie, domagali się też przeniesienia z wyspy na teren kontynentalnej Grecji. Ogień w obozie rozprzestrzenił się na co najmniej sześć zamieszkiwanych przez migrantów kontenerów. Jak wskazuje AP, na Lesbos przebywa 12 tys. migrantów, gdy na wyspie miejsca jest właściwie dla zaledwie trzech tysięcy z nich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Koszmar zwierząt w państwowym instytucie badawczym w Falentach

Zagłodzone, brodzące w odchodach, odwodnione i zagłodzone. Tak przetrzymywano zwierzęta w państwowym instytucie badawczym w Falentach pod Warszawą. Skandal wyszedł na jaw dzięki ludziom, którzy widzieli cierpienie zwierząt.

– Warunki w jakich trzymane były zwierzęta są tragiczne! Zagłodzone i osłabione chorobami cielaki, że nie miały nawet siły wstać. Niektóre były pozbawione dostępu do wody – mówi Dawid Fabjański z Animal Rescue, straży ochrony zwierząt. Krowy i cielaki od tygodni brodziły w swoich odchodach, bo… zepsuł się traktor do wywożenia gnoju!

A wszystko to w Zakładzie Doświadczalnym Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego – instytucji, która powinna dawać przykład, jak należy traktować zwierzęta!

Zakład doświadczalny jest wprawdzie na obrzeżach Falent ale w końcu mieszkańcy zauważyli, co tam się dzieje. Powiadomili inspektorów Animal Rescue. Gdy ci weszli do zakładu, zamarli z przerażenia. Pod oborą leżał martwy cielak przykryty byle jak plandeką. Inny zamiast racicy miał wielką ropiejącą ranę. Trzeba było go uśpić, by skrócić mu cierpienia. Animalsi zabrali z Falent sześć cielaków, niestety po przewiezieniu do bezpiecznej obory dwa z nich padły!

– Dziesiątki zwierząt przetrzymywane są w dramatycznych warunkach. Są stłoczone i ślizgają się na własnych odchodach, które sięgają kostek. Prosiliśmy dyrektora Instytutu Wacława Strobla, żeby przeniósł zwierzęta do czystej i pustej obory obok, ale się nie zgodził i wyrzucił nas z terenu – opowiada Dawid Fabjański, aktywista z Animal Rescue.

Dyrektor ITP zaprzecza jakoby zwierzęta nie miały dostępu do wody i informuje, że zawieszony został dyrektor Zakładu Doświadczalnego w Falentach, w którym trwa teraz kontrola Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej. Postępowanie wszczęła też policja.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawca masakry w Norwegii Anders Breivik wciąż będzie mógł studiować na uniwersytecie

Anders Breivik trzy lata temu zaczął studia na Uniwersytecie w Oslo. Po tym czasie władze uczelni zastanawiają się, czy była to słuszna decyzja. – Zrobiliśmy to dla nas, nie dla niego – mówi dla BBC były rektor uczelni.

Anders Breivik trzy lata temu złożył wniosek o przyjęcie na Uniwersytet w Oslo na wydział nauk politycznych. Decyzja o przyznaniu mu prawa do studiowania była dla władz uczelni tym trudniejsza, że studiowali tam przyjaciele i znajomi zamordowanych przez niego osób.

Mimo to zamachowiec został studentem na szczególnych warunkach. Korespondencyjnie ze swojej celi zaliczył m.in. kurs teorii politycznej, administracji publicznej i stosunków międzynarodowych. – Zrobiliśmy to dla nas, a nie dla niego – mówi były rektor uczelni Ole Petter Ottersen. Tłumaczy, że zobowiązywały go do tego przepisy i chciał przestrzegać prawa uniwersyteckiego, przeciwko któremu Breivik występował w czasie swojego ataku. Większość pracowników i studentów pozytywnie ocenia tą decyzję Uniwersytecie w Oslo.

W lipcu 2011 roku Anders Breivik zabił 77 osób podczas ataku na wyspie Utoya. Tłumaczył potem, że dokonał tego ataku, by „zapobiec islamizacji Norwegii”.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowy Meksyk: Odnaleziono 11 dzieci, które były przetrzymywane w nieludzkich warunkach

Policjanci w amerykańskim stanie Nowy Meksyk uratowali 11 niedożywionych dzieci, które były przetrzymywane w nieludzkich warunkach w odizolowanym kompleksie na pustyni. Dzieci w wieku od jednego roku do 15 lat nie miały butów, nosiły bardzo zniszczone ubrania i „wyglądały jak uchodźcy z krajów Trzeciego Świata” – podaje ABC News.

Funkcjonariusze dokonali nalotu na odizolowany kompleks na pustyni poszukując trzyletniego zaginionego chłopca.

Niepodziewanie znaleźli tam jednak 11 głodujących dzieci. Na miejscu zastali także pięciu dorosłych, w tym dwóch uzbrojonych mężczyzn. Siraj Wahhaj i Lucan Morten usłyszeli już kilka zarzutów związanych z wykorzystywaniem dzieci.

Wśród odnalezionych były dzieci w wieku od roku do 15 lat. Żyły w tragicznych warunkach, były niedożywione. Wciąż nie wiadomo, w jaki sposób znalazły się w tym miejscu.

Biuro szeryfa opisało odkryty kompleks jako przyczepę pokrytą plastikowym dachem, bez dostępu do wody i elektryczności. Szeryf hrabstwa Taos Jerry Hogrefe w rozmowie z ABC News przyznał, że dzieci były głodne, brudne, bardzo spragnione. – Jestem policjantem od 30 lat, nigdy nie spotkałem się z czymś takim – mówił.
Źródło info i foto: interia.pl

24-letnia turystka oskarżyła Egipcjan o molestowanie seksualne. Została skazana

Mona el-Mazboh, turystka z Libanu, aresztowana w ubiegłym miesiącu za umieszczenie na Facebooku nagrania, w którym skarży się na molestowanie seksualne i warunki panujące w Egipcie, została skazana na osiem lat więzienia – poinformował jej obrońca Emad Kamal. Sąd w Kairze uznał ją winną rozprzestrzeniania fałszywych pogłosek, które szkodzą egipskiemu społeczeństwu.

24-latka została zatrzymana na lotnisku w Kairze w chwili, gdy miała opuścić Egipt. Powodem aresztowania było nagranie umieszczone przez nią na Facebooku, w którym nazwała Egipt „sk…ńskim” krajem. Kobieta twierdziła, że była molestowana seksualnie przez taksówkarzy i młodych mężczyzn. Ponadto była niezadowolona z powodu obsługi w restauracjach w czasie ramadanu. Mówiła też o tym, że została okradziona podczas poprzedniej wizyty w tym kraju.

Sąd w Kairze uznał ją winną rozprzestrzeniania fałszywych pogłosek, które szkodzą egipskiemu społeczeństwu. Skazano ją także za atakowanie religii i sianie publicznego zgorszenia. Obrońca kobiety odwołał się od wyroku. Sąd apelacyjny zajmie się sprawą 29 lipca.

– Oczywiście, jeśli taka będzie wola Boga, wyrok się zmieni. Z całym szacunkiem do sądu to bardzo surowa kara. Mieści się w granicach prawa, ale sąd orzekł maksymalny wymiar kary – powiedział Emad Kamal. Twierdzi, że po operacji mózgu, jakiej Mazboh poddała się w 2006 roku, nie jest w stanie kontrolować gniewu. Kobieta cierpi również z powodu depresji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

List żelazny chroni podejrzanego o zabójstwo z 2013 roku przy użyciu maczety

Do zabójstwa doszło w czerwcu 2013 przy ul. Żywieckiej w Krakowie. Zaatakowany 23-letni kibic Wisły Kraków Łukasz D. zginął wskutek odniesionych ran. Sprawca niemal odciął mu rękę maczetą. Ścigany w tej sprawie Wojciech L., „Wojtas” ukrywał się przez kilka lat w Wielkiej Brytanii, po czym sam zgłosił się do śledczych. Dostał list żelazny, dzięki któremu może być na wolności do prawomocnego wyroku. 27-latek skutecznie unikał wymiaru sprawiedliwości. Przez kilka lat ukrywał się w Wielkiej Brytanii.

Media krytykowały wówczas działania prokuratury, ponieważ podejrzanego o zabójstwo udało się ustalić niemal od razu. Szczegółowych informacji udzielili śledczym internauci, którzy publikowali dane Wojciecha L., jego pseudonim oraz informacje na temat auta, który się porusza.

Zanim jednak prokuratura zweryfikowała te doniesienia, mężczyzna wyjechał z kraju. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania.

„Można go spotkać w klubie”

Jak informuje „Gazeta Krakowska „, w Polsce pojawił się w 2017 r. i zgłosił się do prokuratury ze swoim obrońcą. O tym, że doszło do porozumienia ze śledczymi informowali czytelnicy krakowskiego dziennika.

„Wojciech L. jest już od ponad dwóch miesięcy w Krakowie i porusza się jak pełnoprawny obywatel trzymając w kieszeni „List żelazny”. Można go spotkać w klubie na ulicy Zakopiańskiej – jak w godzinach między 12-14 przychodzi sobie potrenować” – powiadomiła „Gazetę Krakowską” mieszkanka miasta.

Przyznał się do udziału w zajściu

18 września 2017 r. krakowski sąd uchylił decyzję o umieszczeniu podejrzanego w tymczasowym areszcie i zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 80 tys. zł. Wojciech L. sumę tę wpłacił.

27-latek złożył wyjaśnienia i przyznał do udziału w zajściu. Prokuratura nie zdradza jednak szczegółów. Podejrzany zadeklarował również, że będzie się stawiał na każde wezwanie.

Odpowiadał za zniszczenie mienia

Według gazety, to nie pierwszy raz kiedy Wojciech L. chodził po mieście z maczetą. Miesiąc przed tym jak doszło do ataku na Łukasza D., policja zatrzymała go podczas malowania graffiti. Okazało się, że ma przy sobie maczetę. Wówczas odpowiadał przed sądem za zniszczenie mienia. Podczas rozprawy zadeklarował naprawienia wyrządzonych szkód i poprosił o warunkowe umorzenie sprawy.

Prokuratura deklaruje, że akt oskarżenia ws. zabójstwa ma trafić do sądu jeszcze w tym półroczu. Za czyny zarzucane Wojciechowi L. grozi mu dożywocie.

Zasady przyznawania listu żelaznego

Zasady dotyczące przyznawania listu żelaznego i obowiązków z niego wynikających reguluje rozdział 30, art. 281-284 Kodeksu postępowania cywilnego.

List żelazny to sądowa gwarancja, że oskarżony do czasu prawomocnego zakończenia postępowania będzie odpowiadał z wolnej stopy, jeśli będzie przestrzegał kilku warunków, m.in. tego, że terminowo będzie się stawiał na wezwanie sądu i prokuratora, nie opuści kraju bez pozwolenia sądu, nie będzie nakłaniał do złożenia fałszywych zeznań lub wyjaśnień.
Źródło info i foto: polsatnews.pl