Znajomy matki zgwałcił 9-letnią córkę i przetrzymywał ją w wersalce. Kobieta nie szukała córki, „bo nie ma auta”

36-latka zgodziła się, by jej 9-letnia córka poszła sama do domu mężczyzny, z którym – jak sama twierdzi – nie jest blisko. Ten zgwałcił i uwięził dziewczynkę, a następnie powiedział matce, że ta uciekła. Kobieta nie zgłosiła sprawy policji.

24-letni Mateusz K. przyznał się do zarzutów m.in. doprowadzenia do obcowania płciowego z osobą małoletnią i pozbawieniem wolności ze szczególnym udręczeniem. Mężczyzna został zatrzymany przed tygodniem po tym, jak policjanci w jego mieszkaniu w Gorzowie znaleźli 9-letnią dziewczynkę. Była ona związana i zakneblowana w wersalce. Ledwo oddychała i zaraz po znalezieniu zabrano ją na salę operacyjną.

24-latek zabrał dziecko do swojego domu dzień wcześniej. Zgwałcił 9-latkę i uwięził ją. Gdy nie wróciła do domu, poinformował 36-letnią matkę, Annę W., że dziewczynka uciekła w czasie spaceru. Nie uwierzył w to jej 14-letni brat, który razem ze starszym kolegą udał się do mieszkania Mateusza K. i wezwał policję. Funkcjonariusze dostali się do środka z pomocą strażaków. Mężczyzny nie było na miejscu, został zatrzymany późno w nocy przez policję i trafił do aresztu.

„Fakt” podaje, że Annie W. grozi odebranie przez sąd praw rodzicielskich, z czym kobieta się nie zgadza. W rozmowie z dziennikiem powiedziała, że poznała Mateusza K. w szpitalu psychiatrycznym, gdzie leczył się wtedy jej nieżyjący już partner. Jakiś czas później mężczyzna zaproponował, by syn 36-latki zaczął dorabiać na jego straganie z warzywami. Dostał też od rodziny szczury, które należały do zmarłego partnera Anny W. Opisywała, że „dzieciom brakowało mężczyzny w domu”, a 24-latek mógł być dla nich wzorem.

Anna W. nie szukała córki, „bo nie ma samochodu”

W ubiegły weekend 9-letnia dziewczynka, nalegała by iść do mieszkania Mateusza K. zobaczyć szczury. Matka nie poszła tam z córką, bo „wtedy syn zostałby sam” w domu. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego pozwoliła, by młodsze dziecko spędziło całą noc u niemal obcego mężczyzny. Anna W. przyszła po córkę dopiero następnego dnia rano. Mateusz K. stwierdził wtedy, że dziewczynka uciekła, ale pomimo tego matka nie zawiadomiła policji i nie szukała Sary.

– Tak mi doradziła osoba z rodziny, ale nie mogę powiedzieć kto – powiedziała kobieta „Faktowi”. – Nie szukałam, bo nie mam samochodu – tłumaczyła.

14-letni Boguś i 9-letnia Sara trafią do ośrodka wychowawczego. Kobieta uważa, że to „zbyt wysoka kara”. – Co to za państwo, które w nagrodę z uratowanie życia siostry zabiera jej brata siłą do ośrodka – mówiła dziennikarzom.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gorzów Wielkopolski: 9-latka uwięziona w wersalce. „Policjanci weszli w ostatniej chwili”

W jednym z mieszkań w Gorzowie Wielkopolskim policja znalazła uwięzioną w wersalce 9-latkę. Dziewczynka była zakneblowana i związana, jej oddech był bardzo płytki. – Policjanci weszli tam naprawdę w ostatniej chwili – powiedział nadkom. Marcin Maludy.

Wiadomo, że dziewięciolatka za zgodą 34-letniej matki przebywała od soboty 18 maja w towarzystwie 24-letniego mężczyzny. – To był przyjaciel, którego kobieta obdarzała dużym zaufaniem, stąd powierzenie mu opieki nad dziewczynką – przekazał w rozmowie z Gazeta.pl nadkom. Marcin Maludy, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim.

Gorzów Wielkopolski. Dziewczynkę odnaleziono dzięki jej bratu

W niedzielę późnym popołudniem mężczyzna zadzwonił i powiedział, że podczas wspólnego spaceru dziewczynka się oddaliła i nie może jej nigdzie znaleźć. W tę wersję miał nie uwierzyć 14-letni brat. – Chłopiec wraz ze swoim o 3 lata starszym kolegą późnym wieczorem zaczęli jej szukać na własną rękę. Poszli do mieszkania mężczyzny na gorzowskim Zawarciu – powiedział rzecznik.Tam 14-latek zza drzwi usłyszał tłumione głosy. To wzbudziło jego niepokój, dlatego o sytuacji powiadomił policję. Informacje przekazane przez chłopca okazały się przełomowe.

– Kiedy policjanci weszli do mieszkania, spotkali zatrważający widok. W wersalce mieszkania znaleźli zakneblowaną i związaną dziewczynkę. Miała bardzo płytki oddech, więc policjanci weszli tam naprawdę w ostatniej chwili – poinformował nadkom. Marcin Maludy.

Podejrzany zaczął uciekać na widok policjantów

Całą noc trwały oględziny miejsca zdarzenia, policja zabezpieczyła ślady, które będą wykorzystane w postępowaniu przygotowawczym. Jednocześnie prowadzono czynności, które miały doprowadzić do zatrzymania mężczyzny, który mógł być odpowiedzialny za uwięzienie dziewczynki.

– Około godziny 1:00 udało nam się dotrzeć do 24-latka. Na widok policjantów mężczyzna zaczął uciekać, ale został szybko zatrzymany. W tej chwili przebywa w Komendzie Miejskiej w Gorzowie – poinformował rzecznik prasowy. Dodał, że nie zostało jeszcze przeprowadzone przesłuchanie podejrzanego, natomiast przeprowadzono już czynności procesowe z udziałem matki dziewczynki.

– Czekamy na wieści ze szpitala, jeśli chodzi o dziewczynkę. To dla nas bardzo istotna informacja pod kątem procesowym – podkreślił.

Prokurator: Postępowanie będzie się toczyć w dwóch kierunkach

Jak poinformował portal Gazeta.pl prok. Roman Witkowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim, prokuratura na tym etapie postępowania nie przekazuje szczegółowych informacji na temat podejrzanego. Wyjaśnił jednak, że postępowanie będzie prowadzone w dwóch kierunkach.

– Przede wszystkim będzie ukierunkowane pod kątem przestępstwa pozbawienia wolności dziecka przy przyjęciu, że było to działanie ze szczególnym okrucieństwem. Ma ono również wyjaśnić, czy nie doszło do przestępstw wynikających z rozdziału Kodeksu karnego dotyczącego przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności – przekazał prokurator.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gorzów Wielkopolski: Zakneblowana 9-latka w wersalce

W jednym z mieszkań w Gorzowie Wlkp. odnaleziono w niedzielę 9-letnią dziewczynkę, która była skrępowana, zakneblowana i schowana w wersalce. Śledczy nie wykluczają, że mogła zostać skrzywdzona na tle seksualnym. Podejrzewanym w sprawie jest 24-letni znajomy matki dziecka – poinformował w poniedziałek rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

Maludy przekazał, że kilka godzin po odnalezieniu 9-latki policja zatrzymała 24-latka podejrzewanego o skrzywdzenie dziecka. To właśnie w jego mieszkaniu była uwięziona dziewczynka.

Okazało się, że mężczyzna jest bliskim znajomym kobiety, która w sobotę przekazała mu córkę pod opiekę. Z ustaleń policji wynika, że kiedy matka chciała odebrać dziecko od znajomego powiedział jej, że dziewczynka oddaliła się i nie wie, gdzie jest.

W te tłumaczenia nie uwierzył 14-letni brat dziewczynki i w niedzielę około godz. 22.00 wraz ze starszym kolegą poszli do mieszkania mężczyzny przy ul. Małopolskiej na gorzowskim Zwarciu. Było zamknięte i nikt nie otwierał. Przez drzwi usłyszeli jednak niepokojące odgłosy i natychmiast wezwali policję.

– Na miejsce szybko dojechało kilka patroli policji. Wezwano również strażaków, aby siłowo wejść do zamkniętego mieszkania. Tam w wersalce znaleziono skrępowaną i zakneblowaną 9-latkę. Dziecko z uwagi na zły stan zdrowia zostało przewiezione do szpitala – dodał rzecznik.

Policjanci około godz. 1.00, na pobliskiej ul. Śląskiej znaleźli 24-latka. Mężczyzna próbował uciekać, ale został szybko zatrzymany i przewieziony do Komendy Miejskiej Policji.

Trwają czynności procesowe, które nadzoruje prokurator.
Źródło info i foto: TVP.info

Udało zatrzymać się poszukiwaną kobietę. Ukryła się w wersalce

Policjanci z Kraśnika zatrzymali poszukiwaną kobietę, która przed funkcjonariuszami ukryła się w wersalce. Poszukiwana zgodnie z listem gończym ma do odbycia karę półtora roku pozbawienia wolności za udział w bójce. Kobietę odnaleźli policjanci, gdy wykonywali czynności w mieszkaniu, gdzie wczoraj doszło do pobicia jednego z mieszkańców Kraśnika. Zatrzymana już trafiła do zakładu karnego, a do policyjnego aresztu czterej mężczyźni zatrzymani wraz nią. Będą oni odpowiadali za pobicie.

Wczoraj dyżurny kraśnickiej jednostki policji został powiadomiony o pobiciu mężczyzny. Na miejsce, gdzie przebywał poszkodowany, został skierowany patrol. Policjanci na podstawie zeznań poszkodowanego udali się do mieszkania, gdzie miało dojść do pobicia. Pobity mężczyzna trafił do szpitala.

We wskazanym mieszkaniu przebywało 4 mężczyzn w wieku 31-36 lat, wszyscy byli nietrzeźwi. Ślady zauważone przez policjantów jednoznacznie wskazywały, że doszło tam do czynu zgłoszonego przez poszkodowanego. Policjantów z patrolu wsparli podczas zatrzymania sprawców pobicia funkcjonariusze operacyjni z Wydziału Kryminalnego.

W czasie policyjnej interwencji jeden z mężczyzn spał na znajdującej się w mieszkaniu wersalce. W trakcie budzenia nietrzeźwego usłyszeli hałas z wnętrza mebla. Otwarcie i zawartość wersalki była zaskoczeniem. Policjanci ujawnili wewnątrz ukrywającą się kobietę. Sprawdzenie tożsamości wykazało, że jest to 36-letnia mieszkanka gm. Urzędów poszukiwana listem gończym do odbycia półtora roku kary pozbawienia wolności za udział bójce.

Kobieta nie potrafiła wyjaśnić, co robiła i jak znalazła się w wersalce. Twierdziła, że w mieszkaniu przebywała od kilku dni, spożywała alkohol i nic nie wie na temat pobicia, do którego doszło. Wszyscy zostali zatrzymani. Czterech mężczyzn trafiło do policyjnego aresztu, będą odpowiadali za pobicie, a poszukiwana listem gończym została przewieziona do zakładu karnego.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Daniel N. odpowie za zabójstwo matki. Schował jej ciało do wersalki

Prokuratura przesłała do sądu akt oskarżenia przeciwko Danielowi N., który odpowie z zabicie matki. Do zbrodni doszło w maju w Częstochowie. N. schował ciało do wersalki, na której spał przez kolejne dni. Braciom przekazał, że matka jest w szpitalu. Mężczyzna przyznał się do winy. Jak wyjaśniał, zabił matkę, bo denerwował go sposób, w jaki odnosiła się do młodszego brata i do niego.

O zamknięciu śledztwa w tej sprawie, prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Częstochowa-Południe, poinformował rzecznik częstochowskiej prokuratury okręgowej Tomasz Ozimek. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Częstochowie.

Małgorzata N. miała trzech synów. Z najmłodszym, 12-latkiem, mieszkała przy ul. Niepodległości. W mieszkaniu tym często przebywał także niepracujący i nadużywający alkoholu 37-letni Daniel.

24 maja najmłodszy syn przyszedł do swojego brata Marcina i powiedział mu, że mama jest w szpitalu. Tak przekazał mu wcześniej Daniel. Marcin skontaktował się ze wszystkimi częstochowskimi szpitalami, okazało się, że w żadnym z nich matki nie było. Gdy wraz z wujkiem poszedł do jej mieszkania, w wersalce znaleźli przykryte poduszkami ciało.

Z sekcji zwłok wynikało, że przyczyną śmierci kobiety było prawdopodobnie gwałtowne uduszenie. Szybko okazało się, że sprawcą zbrodni jest Daniel. W trakcie dalszych czynności śledczych ustalono, że 16 maja 2017 roku zaatakował matkę w jej mieszkaniu, dusząc ją za szyję, a następnie zaciskając ręce na jej ustach i nosie. Potem oskarżony zacisnął apaszkę na szyi nieprzytomnej Małgorzaty N., co spowodowało całkowite zamknięcie dróg oddechowych – opisywał prok. Ozimek.

Po dokonaniu zabójstwa Daniel N. ukrył zwłoki w wersalce i przykrył je pościelą. W następnych dniach pił alkohol za pieniądze, które zabrał matce. W tym czasie przebywał w jej mieszkaniu matki i spał na wersalce, w której znajdowało się ciało.

Zabójstwo nie jest jedynym przestępstwem, za jakie odpowie N. Prokuratura zarzuciła mu także rozbój. W lutym wszedł do sklepu przy ul. Kwiatkowskiego w Częstochowie. Spakował towary do reklamówek i wyszedł bez płacenia. Gdy sprzedawczyni wybiegła za nim i złapała go za kurtkę, N. wyjął zza paska siekierę i zamachnął się nią w jej kierunku, po czym uciekł.

Daniel N. przyznał się do zarzucanych mu przestępstw. Pytany o to, dlaczego zabił matkę wyjaśnił, że denerwował go sposób, w jaki odnosiła się do młodszego brata i do niego. Zdaniem biegłych lekarzy psychiatrów, którzy wydawali w tej sprawie opinię, sprawca w chwili popełnienia zarzucanych mu czynów był poczytalny. Daniel N. był w przeszłości karany za przestępstwa przeciwko mieniu.

Przestępstwo zabójstwa jest zagrożone karą pozbawienia wolności od 8 do 15 lat, karą 25 lat pozbawienia wolności albo karą dożywotniego pozbawiania wolności, a przestępstwo kradzieży rozbójniczej karą od roku do 10 lat pozbawiania wolności.

Termin pierwszej rozprawy sąd wyznaczył na 11 grudnia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwany za zabójstwo 20-letniej Kai Artur Walas Kleibor był skazany za gwałt

Artur Walas Kleibor jest poszukiwany w związku ze śmiercią 20-letniej Kai. Teraz okazało się, że był w 2011 r. skazany za gwałt, którego dokonał w Wielkiej Brytanii – przypominają media.

Policja z Łodzi zwróciła się do Prokuratury Rejonowej Łódź-Bałuty o wydanie listu gończego za 29-letnim Arturem Walasem Kleiborem. Ostatni raz widziano go 16 sierpnia w Zduńskiej Woli. Jak podają funkcjonariusze, mężczyzna mógł mieć związek ze śmiercią 20-letniej Kai, której ciało znaleziono w wersalce w mieszkaniu na łódzkim Teofilowie. Mieszkanie wynajmował właśnie poszukiwany 29-latek, który spotykał się z kobietą.

Jak wynika z sekcji zwłok, przyczyną śmierci 20-latki ze Zduńskiej Woli było uduszenie.

Jak czytamy na stronie BBC, mężczyzna w 2011 r. został skazany na osiem lat więzienia za gwałt, którego dokonał na 27-latce dwa lata wcześniej w Westwood w Wielkiej Brytanii.

20-letnia Kaja ze Zduńskiej Woli najprawdopodobniej nie znała przeszłości swojego partnera. Po zaginięciu kobiety do jej siostry napisała mieszkanka Wielkiej Brytanii.

– Zapytała mnie, czy wiem, kim jest facet mojej siostry. Powiedziałam, że nie. Wtedy dowiedziałam się, że to gwałciciel, którego pół Anglii szukało przez pół roku
– mówi w rozmowie z TVN24.

Artur Walas Kleibor ma 196 cm wzrostu, jest dobrze zbudowany. Ma brązowe oczy i ciemne włosy, a także tatuaż na prawym przedramieniu. Wszystkie osoby, które mają informacje dotyczące pobytu mężczyzny, proszone są o kontakt z Komendą Wojewódzką Policji w Łodzi ul. Lutomierska 108/112 tel. 42/ 665 22 56, kom. 693 997 284 lub 997.

Zaginięcie Kai

20-letnią Kaję ostatni raz widziano 15 sierpnia. Wieczorem wraz z 2-letnim synem kobieta pojechała do Łodzi do swojego 29-letniego partnera, którego poznała kilka tygodni wcześniej.

Następnego dnia mężczyzna odwiózł syna 20-latki do Zduńskiej Woli – rodzinie kobiety powiedział, że źle się ona poczuła. Kiedy krewni dzwonili do 20-latki, odebrał mężczyzna, twierdząc, że dziewczyna wzięła tabletki i nie może rozmawiać. Potem telefon przestał być aktywny, a po mężczyźnie ślad zaginął – mówi Joanna Kącka z łódzkiej policji.

Wówczas rodzina zgłosiła zaginięcie Kai. Jak podaje Polsat News, kilka godzin po zgłoszeniu mieli dowiedzieć się, że policja przeszukała mieszkanie 29-latka, ale nie było w nim 20-latki.

Członkowie rodziny zaczęli szukać kobiety na własną rękę – pojechali do mieszkania, z którego miał wydobywać się nieprzyjemny zapach. Wezwano policję i straż pożarną. Jeden ze strażaków wszedł do domu przez okno i kolejny raz stwierdzono, że kobiety w nim nie ma.

Pierwsze przeszukanie mieszkania

26 sierpnia o tym, że zapach nadal wydobywa się z mieszkania, poinformowała policję dziennikarka Polsatu. I choć zapewniono ją, że przeprowadzono oględziny, dopiero tego dnia mieszkanie naprawdę przeszukała policja. Wtedy w wersalce natrafiono na ciało 20-latki.

Okazało się, że za pierwszym razem, kilka godzin po zgłoszeniu o zaginięciu, policjanci nawet nie weszli do mieszkania – sfałszowali notatki służbowe na ten temat. Do pomieszczeń mieli wejść tylko strażacy, którzy kobiety nie znaleźli.

„Komendant Miejski Policji w Łodzi polecił wszcząć cztery postępowania dyscyplinarne wobec policjantów z KMP w Łodzi, którzy weryfikowali informacje dotyczące mieszkania na ulicy Rojnej” – czytamy w komunikacie Komendy Wojewódzkiej Policji.

Jak wyjaśniają funkcjonariusze, „19 sierpnia policjanci dotarli do lokalu przy ulicy Rojnej w Łodzi. Wszystko wskazywało na to, że nikt w nim nie przebywa. Ściągnięto na miejsce straż pożarną, która za pomocą wysięgnika weszła przez okno i sprawdziła pomieszczenia nikogo nie znajdując. Niestety, nie zrobili tego bezpośrednio sami policjanci obecni na miejscu. Ograniczyli się do oświadczenia strażaków”.

Ze wstępnych oględzin wynika, że kobieta nie żyła od 15 lub 16 sierpnia, co oznacza, że zginęła tuż przed zgłoszeniem zaginięcia.

Policja: Podejmowaliśmy liczne działania

Mimo zarzutów wobec policji i postępowania dyscyplinarnego, policja podkreśla, że podjęto wiele działań, które miały doprowadzić do szybkiego rozwiązania sprawy zaginięcia 20-letniej Kai.

„Już 17 sierpnia, kiedy to w godzinach wieczornych rodzina zgłosiła zaginięcie siostry, zostały wszczęte pierwsze z nich. Informacje o poszukiwaniach przekazano do wszystkich jednostek policji na terenie kraju, sprawdzono m.in. czy udzielano jej pomocy medycznej, ustalono dane osobowe mężczyzny” – podaje Komenda Wojewódzka Policji w komunikacie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Świdnica: zmarło dwumiesięczne dziecko, którym opiekowali się pijani rodzice

Tragedia w Świdnicy na Dolnym Śląsku. Nie żyje dwumiesięczne dziecko, którym opiekowali się pijani rodzice. Okoliczności bada prokuratura. Jak informuje RMF FM w mieszkaniu odbywała się impreza z okazji chrztu dziecka. Ojciec zauważył, że dziecko leżące na wersalce nie oddycha. Bezskutecznie próbował je ratować, matka wezwała karetkę. – Lekarz pogotowia podjął się długotrwałej reanimacji dziecka. Niestety bezskutecznie – relacjonowała na antenie TVP Info podkomisarz Agata Oleśkiewicz ze świdnickiej policji.

Gdy na miejsce przyjechała karetka, gości już nie było. – Rodzice byli pijani. Matka miała ponad dwa promile. Ojciec 1,6 promila – dodała Oleśkiewicz.
Żródło info i foto: TVP.info

Magdalena R. z Morąga skazana na 25 lat więzienia

Zabiła swego pięcioletniego synka, a ciało najpierw próbowała spalić, potem trzymała je w wersalce. Sąd skazał ją na 25 lat w więzieniu. Zarówno prokurator, jak i obrońca są zadowoleni z wyroku. 25 lat więzienia – taka kara czeka Magdalenę R. z Morąga, oskarżoną o zabicie rok temu swojego 5-letniego synka Gabriela. Wyrok, który wydał dziś Sąd Okręgowy w Elblągu jest zgodny z tym, czego żądał prokurator. Odwołania od decyzji sądu raczej nie należy się spodziewać. Mecenas Stanisław Adamik, obrońca z urzędu oskarżonej Magdaleny R. powiedział, że ustalił z klientką, że przy takim rozstrzygnięciu nie będą składać apelacji. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Magdalena R. ukrywała ciało synka przez 5 miesięcy

Zgon 5-letniego chłopca, którego ciało znaleziono na początku lipca w mieszkaniu w Morągu, nastąpił prawdopodobnie 4 lub 5 miesięcy wcześniej – ustalili biegli na zlecenie Prokuratory Okręgowej w Elblągu, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. Jak poinformowano w Sądzie Okręgowym w Elblągu, matka chłopca zostanie poddana obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Wniosek prokuratury w tej sprawie uwzględnił we wtorek sąd. Kobieta trafi na obserwację po uprawomocnieniu się decyzji, czyli w przeciągu 7 dni. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Elblągu Katarzyna Piwowarczyk poinformowała, że opinia biegłych entomologów ma pomóc w ustaleniu czasu zgonu dziecka. – „Biegli określili, że do czasu ujawnienia zwłoki leżały w wersalce przez okres 4 lub 5 miesięcy, przy czym podkreślili, że bardziej prawdopodobny jest okres 5 miesięcy. Ponieważ jednak opinia ta nie jest jednoznaczna, poprosiliśmy biegłych o jej uzupełnienie” – powiedziała Piwowarczyk. Żródło info i foto: PolskaLokalna.pl

Magdalena R. przyznała się do zabójstwa swojego synka

Prostytutka z Morąga (woj. warmińsko-mazurskie) wpadła w ręce policji kilka godzin po wydaniu za nią listu gończego. Została zatrzymana na szpitalnym oddziale ratunkowym w Olsztynie, gdzie trafiła kompletnie pijana! Jak się dowiedzieliśmy, wyrodna matka wyznała śledczym, że udusiła Gabrysia (†4 l.) poduszką! Ukryte w wersalce rozkładające się ciało chłopczyka odkryli wezwani przez właścicielkę mieszkania policjanci. Magdalena R. wynajmowała od niej lokal. Jeszcze tego samego dnia ruszyła policyjna machina. Powołano specjalny zespół policjantów kryminalnych. Jedni zabezpieczali w maskach i odzieży ochronnej ślady w mieszkaniu, inni zaś rozpoczęli poszukiwania Magdaleny R. Przesłuchano sąsiadów, właścicielkę mieszkania, koleżanki z pracy, a wydział technik operacyjnych obstawił agencję towarzyską, gdzie pracowała jako prostytutka. Założono też podsłuch na jej telefonie i próbowano ją namierzyć na podstawie sygnału z komórki. Żródło info i foto: wp.pl