WB: Wśród ciał znalezionych w ciężarówce było 10 nastolatków

Wśród osób, których ciała znaleziono 23 października w kontenerze ciężarówki w parku przemysłowym w południowo-wschodniej Anglii, było 10 nastolatków, a nie jeden, jak początkowo przypuszczano – podała w piątek brytyjska policja, publikując personalia ofiar. Tak jak wcześniej informowano, wszystkich 39 zmarłych miało obywatelstwo Wietnamu. Najmłodszymi ofiarami byli dwaj 15-letni chłopcy, najstarszą – 44-letni mężczyzna. Ogółem wśród zmarłych było 31 mężczyzn i osiem kobiet. Aż 20 osób pochodziło z prowincji Nghe An w północno-środkowym Wietnamie.

Do makabrycznego odkrycia doszło w nocy z 22 na 23 października w parku przemysłowym Waterglade Industrial Park w hrabstwie Essex, ok. 30 km na wschód od Londynu. Ciała znajdowały się w kontenerze chłodni umieszczonym na naczepie ciężarówki. Kontener przypłynął tej samej nocy z belgijskiego Zeebrugge do angielskiego portu Purfleet, gdzie odebrał go kierowca ciężarówki, która – jak się przypuszcza – przyjechała z Irlandii Północnej.

Aresztowania w Wietnamie

Początkowo sądzono, że wszystkie ofiary to obywatele Chin i tę wersję wstępnie potwierdzały policja i chińskie władze, później w miarę rozwoju śledztwa pojawiało się coraz więcej poszlak wskazujących, że ofiary były Wietnamczykami.

Władze brytyjskie na razie postawiły zarzuty dwóm osobom: 25-letniemu kierowcy ciężarówki, który został aresztowany tego samego dnia, kiedy odkryto ciała oraz 23-letniemu mężczyźnie zatrzymanemu później w Irlandii. Obaj pochodzą z Irlandii Północnej. Postawiono im zarzuty zabójstwa, uczestnictwa w przemycie ludźmi oraz pomocy w nielegalnym przedostaniu się na terytorium Wielkiej Brytanii. Policja poszukuje ponadto dwóch innych mężczyzn, braci, którzy również mieszkają w Irlandii Północnej.

W Wietnamie w związku z tą sprawą aresztowano dotychczas 11 osób.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wietnamska mafia traci wpływy. Na jej miejsce wchodzą Polacy

Wywodzące się z Dalekiego Wschodu zorganizowane grupy przestępcze specjalizujące się w sprowadzaniu towaru, od którego nie jest odprowadzany należyty podatek, tracą grunt pod nogami.

Z ustaleń DGP wynika, że prokuratura i CBŚP rozpracowały niedawno struktury złożonej z Polaków zorganizowanej grupy przestępczej, która dostarczała towary do podwarszawskiej Wólki Kosowskiej. Zatrzymano siedem osób, cztery z nich trafiły za kraty na trzy miesiące.

Wszystkim grozi nawet 10 lat więzienia. Mózgiem organizacji okazał się Janusz R., były pracownik agencji celnej. Sieć powiązanych ze sobą osób i firm, które brały udział w procederze, sięga Turcji, Czech, Słowacji, Węgier i Dalekiego Wschodu.

Były celnik rozkręcił działalność, którą do tej pory parali się w Polsce Azjaci. Prokuratura podejrzewa go o kierowanie grupą przestępczą, a lewy biznes szacuje na setki milionów złotych. Podwarszawska Wólka Kosowska od początku lat 90. jest solą w oku skarbówki, policji i służb specjalnych. Działające tam centra handlowe były odbiorcą przemycanych z Azji towarów. Biznes kontrolowały mafie – głównie wietnamskie. Największe z nich udało się w ostatnich latach rozbić, ale przestępczy proceder długo nie czekał na chętnych gotowych do przejęcia pałeczki.

Z ustaleń DGP wynika, że pod koniec października funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) z Ostrołęki na polecenie stołecznej prokuratury regionalnej (PR) zatrzymali siedem osób, które importowały znaczne ilości towaru pochodzenia azjatyckiego i nie płaciły od tego należnego VAT. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że zorganizowana grupa przestępcza uszczupliła wpływy podatkowe do kasy państwa na kwotę co najmniej 25,6 mln zł.

– Członkowie ujawnionej grupy przestępczej działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w okresie od co najmniej stycznia 2014 r. do lutego 2017 r. w Warszawie i innych miejscach na terenie woj. mazowieckiego oraz śląskiego, zajmując się sprowadzaniem z Chin i innych krajów azjatyckich towarów w postaci odzieży oraz obuwia, który sprzedawany był na terenie Polski – głównie w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej – potwierdza nasze informacje Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzecznik PR.

Szczegółów odnośnie do personaliów zatrzymanych prokuratura nie ujawnia. Cztery osoby z siedmiu decyzją sądu trafiły do aresztu tymczasowego na trzy miesiące. Wszystkim grozi do 10 lat wiezienia oraz kary grzywny. Prokuratorzy zabezpieczyli ich majątek m.in. luksusowe porsche panamera i liczne nieruchomości na terenie całego kraju.

– Rozbity został trzon grupy przestępczej i zatrzymano osoby, które były organizatorami całego procederu. Kolejne zatrzymania to kwestia czasu. Zwraca uwagę to, że główni podejrzani to Polacy. Do tej pory w Wólce Kosowskiej, jeśli pojawiali się nasi obywatele, to byli raczej na usługach mafii pochodzących z Azji. Tutaj widać, że Polacy próbują wypełnić lukę, która się pojawiła – mówi nam osoba znająca szczegóły prowadzonego śledztwa. Z naszych informacji wynika, że w skład grupy wchodzą też obywatele Azji, Turcji, Czech, Słowacji i Węgier.

– Tworzą międzynarodowe grupy przestępcze, siatki powiązanych osób i podmiotów – podkreśla źródło.

Procedura celna 4200

Mózgiem działającej grupy – według naszych informatorów – był Janusz R., w przeszłości wieloletni pracownik jednej z agencji celnych. Znał więc wszystkie luki i możliwości wprowadzenia w błąd fiskusa.

– Mężczyzna w podległej sobie grupie przypisywał jej członkom poszczególne role – mówi nasz rozmówca.

W areszcie siedzi on i jeszcze trzech mężczyzn. Łagodniejsze środki zapobiegawcze – poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju – zastosowano wobec trzech kobiet. Z naszych ustaleń wynika, że jedna z nich jest w ciąży. Dwie z nich to księgowe.

Nasze źródła wskazują, że Janusz R. regularnie otrzymywał zlecenia sprowadzenia do Polski towarów z Azji na rzecz nabywców prowadzących biznes głównie w Wólce. Towary trafiały drogą morską do Hamburga, a następnie były odprawiane w procedurze celnej 4200, która pozwala dopuścić importowane dobra do obrotu bez VAT, w przypadku kiedy dostawa jest do innego kraju Unii Europejskiej.

– Nadużycia w procedurze celnej to jedne z częściej spotykanych w naszej pracy. Tutaj mamy często wyłudzenia VAT penalizowane z kodeksu karnego skarbowego z par. 56 i 62, czyli oszustwa podatkowego i naruszenia procedury rachunkowej – mówi nam funkcjonariusz celno-skarbowy, który brał udział w kontrolach i zatrzymaniach w Wólce Kosowskiej. Tym razem CBŚP i prokuratura rozpracowały grupę bez pomocy Krajowej Administracji Skarbowej.

Towar z Hamburga był odprawiany na miejscu albo – w zależności od tego, co było importowane – w Holandii, Wielkiej Brytanii, ale także w urzędach celnych w Gdańsku, Zielonej Górze, Poznaniu czy oddziale w Świecku.

Międzynarodowa skala

– W stosowanym mechanizmie ważne było, aby wartość celna deklarowanych odpraw była jak najniższa i nie została podwyższona przez służby celne. Szacujemy, że skala całego zjawiska mogła być bardzo duża, bo w samym tylko Rotterdamie podmioty kontrolowane przez R. mogły odprawiać dziennie od kilku do kilkunastu kontenerów z Azji. To daje wartość liczoną w setkach milionów złotych – mówi nam funkcjonariusz zaangażowany w rozpracowywania grupy.

Nasi informatorzy wskazują, że w toku śledztwa udało się ustalić, że Janusz R. dysponował szerokimi kontaktami zarówno w kraju, jak i za granicą. Dzięki temu zorganizował całą siatkę firm na tzw. słupy, czyli podstawione osoby.

– Opłacał transport towarów, koszty odprawy, w tym cło. Brał też na siebie ryzyko dodatkowych nieprzewidzianych kosztów, gdyby się okazało, że celnicy zdecydują się jednak podwyższyć wartość towarów – twierdzi nasz rozmówca.

R. po sprowadzeniu importu do kraju otrzymywał od nabywców dokumenty transportu będące podstawą do wystawienia dokumentów sprzedażowych, które następnie trafiały do agencji celnych. W dokumentach pojawiały się fikcyjni sprzedawcy i nabywcy. Towar miał trafiać do Czech i na Słowację, więc VAT w Polsce nie musiał był płacony. Jednak jego faktycznym miejsce docelowym była podwarszawska miejscowość.

– Był sprzedawany u nas poza jakąkolwiek ewidencją i na sfałszowanych dokumentach – podkreśla funkcjonariusz. Wartość jednego kontenera skierowanego do odprawy wahała się od 5 do 11 tys. dol., ale według naszych źródeł miała być nawet dziesięciokrotnie większa.

Towar trafiał z firm azjatyckich, które – jak ustalili śledczy – były prawdopodobnie powiązane ze współpracownikami R.

– Podmioty w kraju zarejestrowane na słupy, które były odbiorcami importu, oficjalnie nie mają związków z mózgiem całego procederu, ale zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że to R. faktycznie zarządzał ich działalnością – zlecał przelewy czy korespondencję do urzędów celnych – mówi nasze źródło.

Do budżetu nie trafiał VAT od słupów, bo te pozorowały działalność gospodarczą i deklarowały, że towar będzie dalej sprzedawany w ramach wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, która objęta jest 0-proc. stawką VAT. Słupy nie były rzeczywistymi dysponentami towaru, bo od nich trafiał do faktycznych odbiorców i następnie jako „legalny” do sprzedaży w całym kraju.

Wierzchołek góry lodowej

Mała podwarszawska wieś Wólka Kosowska stała się symbolem wielkiego biznesu. Nie tylko tego legalnego, ale również związanego z działalnością mafii, głównie wietnamskiej i chińskiej. Najczęstszy proceder to import towarów z Dalekiego Wschodu, które powinny trafić do innych krajów UE, ale najczęściej zostają w podstołecznej miejscowości i trafiają na sfałszowanych dokumentach do legalnego obrotu. Traci na tym budżet państwa, bo wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów objęta jest zerowym VAT, o ile towar faktycznie opuści Polskę. Nasi rozmówcy ze skarbówki szacują, że przez lata fiskus stracił w Wólce Kosowskiej miliardy złotych należnych podatków. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo podobne centra handlu hurtowego i detalicznego funkcjonują w wielu miejscach kraju. Do najsłynniejszych należą znajdujące się w okolicy Łodzi Rzgów i Tuszyn czy Jaworzno. Przez lata służby skarbowe i policja dość biernie podchodziły do kwitnącego tam „biznesu”, który rozwijał się w hermetycznym azjatyckim środowisku. Wzmożone kontrole przyszły dopiero wraz z powstaniem Krajowej Administracji Skarbowej 2,5 roku temu.

Rok temu dyrektor departamentu zwalczania przestępczości ekonomicznej, a obecnie wiceszef KAS Piotr Dziedzic w wywiadzie dla DGP informował, że roczne obroty w Wólce Kosowskiej sięgały kilkunastu miliardów złotych, a wpływy z podatków zaledwie 50–60 mln zł. W połowie 2018 r. udało się rozbić tam gang, który jest podejrzewany o wyprowadzenie z Polski ok. 5 mld zł. Podejrzani mieli zorganizowaną sieć kurierów rozwożących towar, przekupione osoby w bankach, dzięki czemu udało im się obejść przepisy związane z praniem brudnych pieniędzy i transferować środki za granicę. Grupa, podobnie jak wiele rozbitych w ostatnich latach, „zarabiała” na oszustwach podatkowych związanych z VAT.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Wielka Brytania: Ciężarówka z ciałami 39 osób. Wszystkie ofiary to Wietnamczycy

Mimo wcześniejszych domniemywań dotyczących chińskiego pochodzenia osób, których ciała znaleziono w zeszłym tygodniu w kontenerze ciężarówki w parku przemysłowym w południowo-wschodniej Anglii, brytyjska policja przekazała w piątek, że wszystkie te ofiary pochodziły z Wietnamu.

„W tej chwili uważamy, że ofiary są obywatelami Wietnamu i jesteśmy w kontakcie z rządem wietnamskim. Jesteśmy w bezpośrednim kontakcie z wieloma rodzinami w Wietnamie i Wielkiej Brytanii, i sądzimy, że zidentyfikowaliśmy rodziny niektórych ofiar” – napisał na Twitterze Tim Smith z policji w hrabstwie Essex.

Policja przekazała w oświadczeniu, że jest w stałym kontakcie z rodzinami w Wietnamie i Wielkiej Brytanii, a także z władzami w Hanoi. Początkowo sądzono, że wszystkie ofiary to obywatele Chin i tę wersję wstępnie potwierdzały policja i chińskie władze, później jednak pojawiało się coraz więcej poszlak wskazujących, że przynajmniej część z ofiar mogła być Wietnamczykami. W piątek w Wietnamie aresztowano dwie osoby podejrzane o związek z tą sprawą. Na początku tygodnia rząd w Hanoi poinformował, że Wielka Brytania wysłała do strony wietnamskiej dokumenty dotyczące czterech ofiar. Jak podano na stronie internetowej rządu, wiceszef MSZ Bui Thanh Son powiedział dziennikarzom, że dokumenty przekazano ministerstwu bezpieczeństwa publicznego w celu weryfikacji.

„Ministerstwo spraw zagranicznych opracowuje dokumentację dotyczącą potencjalnych ofiar, ale na razie nie ma podstaw, by potwierdzić, że wśród ofiar są obywatele Wietnamu” – dodano.

Ciała w ciężarówce

Do makabrycznego odkrycia doszło w nocy z 22 na 23 października w parku przemysłowym Waterglade Industrial Park, ok. 30 km na wschód od Londynu. Ciała znajdowały się w kontenerze-chłodni umieszczonym na naczepie ciężarówki. Kontener przypłynął tej samej nocy z belgijskiego Zeebrugge do angielskiego portu Purfleet, gdzie odebrał go kierowca ciężarówki, która – jak się przypuszcza – przyjechała z Irlandii Północnej. Jak informowano w dniu, w którym odnaleziono ciała, wśród ofiar jest 31 mężczyzn i osiem kobiet. Z wyjątkiem jednej osoby – nastolatka – wszystkie ofiary to osoby dorosłe. Władze brytyjskie na razie postawiły zarzuty dwóm osobom – 25-letniemu kierowcy ciężarówki, który został aresztowany tego samego dnia, kiedy odkryto ciała oraz – w piątek – 23-letniemu mężczyźnie zatrzymanemu w Irlandii. Obaj pochodzą z Irlandii Północnej. Postawiono im zarzuty zabójstwa, uczestnictwa w przemycie ludźmi oraz pomocy w nielegalnym przedostaniu się na terytorium Wielkiej Brytanii. W związku ze sprawą policja poszukuje dwóch innych mężczyzn, braci, którzy również mieszkają w Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wietnamskie triady kontrolują coraz więcej biznesów w Polsce

Wietnamskie triady kontrolują w Polsce plantacje marihuany, a wespół z Chińczykami zarabiają miliardy na handlu podrabianym towarem: od zabawek po odzież. Ukraińcy są główną siłą roboczą w nielegalnych fabrykach papierosów, zajmują się także handlem ludźmi i legalizowaniem pobytu w Polsce swych rodaków. Gangi z Albanii zajmują się u nas przemytem papierosów i narkotyków. O sile tzw. etnicznych grup przestępczych świadczy ich hermetyczność i unikanie konfrontacji z polskimi gangami. Bo to zwracałoby na nich uwagę policji.

Od kilku lat rośnie w Polsce aktywność międzynarodowych i etnicznych grup przestępczych. W 2016 roku w ramach prowadzonych przez Centralne Biuro Śledcze Policji spraw operacyjnych zainteresowaniem objętych zostały 874 zorganizowanych grupach przestępczych, w tym: w 739 polskich, 126 międzynarodowych, 3 rosyjskojęzyczne i 6 innych cudzoziemskich.

Gangi z Azji i krajów byłego Związku Radzieckiego traktują Polskę, jako swoistą bramę do Europy. Nasze położenie sprzyja powstaniu nad Wisłą swoistych centrów logistycznych przy dystrybucji podrabianych towarów czy leków, ale także do produkcji narkotyków czy handlu ludźmi. Cudzoziemcy przestępcy zarabiają na swojej działalności miliardy dolarów. Zwalczanie ich jest trudniejsze niż rodzimych gangów, bo są bardziej hermetyczni, a w przypadku grup z Azji czy Kaukazu w grę wchodzą bariery językowe, co niestety ułatwia inwigilację tych przestępców.

Zielona Azja nad Wisłą

Od początku roku, policjanci zlikwidowali już kilkanaście plantacji marihuany, zabezpieczając tysiące krzaków konopi indyjskich. W większości z nich, doglądaniem roślin zajmowali się „ogrodnicy” z Wietnamu. Tak było w m.in. podwarszawskim Piasecznie, Ząbkach czy w okolicach Torunia. W każdym z tych miejsc, działały nowocześnie wyposażone plantacje. Na miejscu przejmowano narkotyki i zatrzymywano zazwyczaj tylko „ogrodników”, którzy nie potrafili nawet powiedzieć, kto ich zwerbował do pracy.

Mechanizm działania wietnamskich plantatorów jest zawsze taki sam. Najpierw gangsterzy wynajmują na podstawione osoby odpowiednio duże posesje. Podszywając się np. pod przedstawicieli dużych azjatyckich firm potrafią, za pośrednictwem agencji nieruchomości wynająć od razu kilka posiadłości. Gangsterów interesują nierzucające się w oczy posesje na uboczu okolic dużych miast. – Każde pomieszczenie zostaje dostosowane do produkcji. Nie ma tam wolnych przestrzeni. Do odpowiednio przerobionych domów sprowadzany jest sprzęt: profesjonalny system ogrzewania, nawadniania czy wentylacji. Do tego dochodzą nawozy i specjalistyczne odżywki. Sprzęt ten można kupować legalnie i nie ma nad nim żadnej kontroli – opowiada oficer CBŚ.

Wietnamskie triady opracowały bardzo wydajne metody upraw. Zbierają plony po ośmiu, góra dziesięciu tygodniach. To pozwala na pięć do sześciu narkotykowych żniw w ciągu roku!

Zyskowne podróbki

Wietnamscy przestępcy współpracują także z chińskimi triadami na rynku dystrybucji podrabianych towarów. Ten biznes przynosi azjatyckim gangom znacznie większe zyski niż handel narkotykami czy przemyt ludzi. – Szacujemy, że na przemycie i handlu podróbkami zarabiają nawet kilka miliardów złotych rocznie. Pieniądze są następnie transferowane przy pomocy kurierów do Rosji czy Ukrainy, skąd trafiają do Wietnamu czy Chin.

O skali działalności tych grup świadczy m.in. incydent sprzed kilku lat, gdy polscy gangsterzy obrabowali kuriera wiozącego pieniądze do banku – 600 tys. zł. Okazało się, że takie kursy odbywają się, co kilka dni, a straty pieniędzy nikt oficjalnie nie zgłosił – opowiada jeden z prokuratorów zajmujących się zwalczanie przestępczości zorganizowanej.

W 2016 r. podczas jednej z wielu akcji policji i straży granicznej w centrum handlowym w Wólce Kosowskiej przejęto kilkaset tysięcy podrobionych towarów wartych ok 30 milionów złotych. Funkcjonariusze Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej zabezpieczyli 101 busów wypełnionych podrobioną markową odzieżą, obuwiem, galanterią oraz kosmetykami. Towar sprzedawany był w hurtowych ilościach pośrednikom, jak również detalistom, a następnie rozprowadzane do sklepów, hurtowni i bazarów na terenie całej Polski.

Przestępcze klany

O sile etnicznych grup przestępczych świadczy najlepiej przypadek Arkadiusza Ł. ps. Hoss, zwanego „królem przestępstw na wnuczka”. „Hoss” jest członkiem jednego z licznych romskich klanów, który działa na terenie zachodniej Europy. – Więzy rodzinne sprawiły, że niemal niemożliwe było rozbicie przestępczej solidarności grupy. W jego siatce działy osoby w mniejszym lub większym stopniu spokrewnione z „Hossem”. Bardzo trudno było np. tłumaczyć rozmowy telefoniczne między członkami grupy, którzy w kontaktach ze sobą używali specjalnego dialektu – mówi jeden ze śledczych.

Według austriackich śledczych, w latach 2010-2014 Arkadiusz Ł. i podobnie działające inne szajki miały wyłudzić ponad miliard euro od emerytów z Niemiec, Austrii i Szwajcarii. W Polsce został zatrzymany w 2014 roku, ale porozumiał się z prokuraturą, że dobrowolnie podda się karze i odzyskał wolność. Gd miało dojść do procesu zażądał procesu i zaczął chorować. W lutym 2017 został zatrzymany ponownie i. zarzucono mu oszustwa na sumę 1,4 mln zł. Sąd jednak nie zgodził się na jego aresztowanie, bo „Hoss” przyznał się do zarzutów. Na wolności znów się ukrywał i wpadł po miesiącu.

Policjanci przyznają, że przestępstwa „na wnuczka” i „na policjanta” to w naszym kraju często jest domena Romów mających związki z półświatkiem.
Papierosy i niewolnice ze wschodu

Znaczącą rolę w cudzoziemskim półświatku odgrywają Ukraińcy, a to za sprawą najliczniej obecnie migracji mieszkańców z tego kraju do Polski. W 2016 r. funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 540 osób związanych z podrabianiem bądź przemytem wyrobów tytoniowych. Zdecydowaną większość stanowią Polacy – 383 osoby, ale aż 123 zatrzymanych to Ukraińcy. – Ci ostatni często są wykorzystywani przez grupy przestępcze do pracy przy produkcji nielegalnych papierosów. Nasi wschodni sąsiedzi pracują na czarno. Często wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że zajmują się przestępczym procederem, choć nie jest tajemnicą, że wielu z nich godzi się na to, z braku uczciwej pracy. Liczą, że w razie wpadki, najwyżej po krótkim pobycie za kratami wyjadą z Polski – wyjaśnia oficer CBŚP.

Ukraińskie gangi zajmują się także handlem kobietami i legalizacją pobytu swoich rodaków w Polsce. Grupy te współpracują najczęściej z polskimi grupami przestępczymi, zajmującymi się „dystrybucją” dziewczyn do domów publicznych. O ile pewna część kobiet zostaje prostytutkami z wyboru, to jednak wiele z nich wpada w sidła oszustów obiecujących normalne prace: kelnerek, pomocy domowych czy sprzątaczek. Dziewczyny są bite i gwałcone przez gangsterów, a potem sprzedaje się je po kilka tysięcy euro. Gdy się znudzą w jednym miejscu, są – jak przedmioty – sprzedawane dalej.

Handlem żywym towarem zajmują się także „Bułgarzy”, którzy gangsterom z Polski i Niemiec dostarczają: Bułgarki, Ukrainki, Mołdawianki i Rumunki. Kobieta, która trafia do agencji towarzyskiej gdzie jest niewolnicą gangsterów, kosztuje od kilkuset do kilku tysięcy euro.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci CBŚP zlikwidowali plantację marihuany

Ponad 2100 krzewów marihuany zabezpieczyli policjanci warszawskiego CBŚP w trzech magazynach w Ciechanowie, Ostrowi Mazowieckiej i w Zgorzale pod Piasecznem. Plantacji doglądali „ogrodnicy” z Wietnamu, zatrudnieni przez Polaka, który miał koordynować produkcję narkotyku. Jeden zbiór mógł przynieść przestępcom co najmniej 400 kg marihuany, wartej w hurcie ok. 6,4 mln zł.

Funkcjonariusze stołecznego Centralnego Biura Śledczego Policji trafili przed kilkoma tygodniami na ślad grupy zajmującej się produkcją marihuany. Rozpracowując przestępców ustalili, że mogą prowadzić uprawę w co najmniej trzech miejscach.

Zielona strefa

Pierwsze kroki policjanci skierowali do zaniedbanego magazynu w Ciechanowie. Budynek sąsiadował z domami mieszkalnymi. W magazynie funkcjonariusze natrafili na dwóch mężczyzn doglądających uprawy. W pomieszczeniu zgromadzono ponad 530 krzewów konopi indyjskich. Z większości z nich można było niedługo zebrać pierwsze plony.

Policjanci wkroczyli na teren drugiej plantacji, która mieściła się w hali, w Ostrowi Mazowieckiej. Tym razem łup CBŚP był bardziej obfity. W magazynie natrafili na ponad 1600 krzaków konopi i susz marihuany. – Produkcja odbywała się w garażu dla samochodów ciężarowych. To była profesjonale urządzona i wyposażona plantacja. Magazyn był podzielony na siedem stref, a w każdej z nich były rośliny w różnych fazach rozwoju – mówi tvp.info kom. Rafał Szymański z zespołu prasowego CBŚP.

Producenci korzystali nielegalnie z podłączenia elektrycznego, ponieważ urządzenia na plantacji pochłaniają ogromne ilości energii. Plantacji doglądał obywatel Wietnamu. Został zatrzymany razem z właścicielem posesji i obaj trafili do aresztu.

Zepsuty biznes

Funkcjonariusze wkroczyli także do wynajętej hali w Zgorzale pod Piasecznem. Z ich informacji wynikało, że tam mieści się trzecia plantacja. Okazało się jednak, że przestępcy dopiero przygotowywali się do uruchomienia produkcji w tym miejscu. Zgromadzono tam sprzęt niezbędny do uprawy konopi indyjskich. Przygotowano także system wentylacji, za sprawą którego można było ukryć charakterystyczny zapach marihuany. Takie systemy działały na plantacjach w Ciechanowie i Ostrowi.

O tym, że plantacja w Zgorzale miała przebić swoimi możliwościami produkcyjnymi inne placówki grupy świadczy fakt, że na miejscu znaleziono ponad 1800 doniczek na krzewy marihuany. Policjanci ustalili i zatrzymali organizatora plantacji, którego sąd aresztował na 3 miesiące. Sprawę nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Ciechanowie. Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.

Ekspansja z południa

Wietnamskie gangi narkotykowe trafiły do Polski z Czech. U naszych południowych sąsiadów Azjaci pojawili się po przenosinach z Węgier, gdzie często padali ofiarami rasistowskich ataków. W Czechach stworzyli bardzo dobrze zorganizowaną i wydajną sieć plantacji konopi indyjskich. Tylko w 2009 r. stracili tam ok. 100 tajnych upraw.

Gangi zdecydowały się więc przenieść część interesów do Polski. Tym bardziej, że w naszym kraju jest bardzo liczna diaspora wietnamska. Wśród kilkudziesięciu tysięcy uczciwie i ciężko pracujących emigrantów łatwo było ukryć przestępczą działalność kilkudziesięciu poważnych gangsterów oraz kilkakrotnie liczniejszej grupy ich pomagierów.

O ile jeszcze kilka lat temu wietnamskie triady działały tylko w swoim kręgu etnicznym, to jednak od kilku lat coraz częściej „ogrodnicy” z Wietnamu opiekują się plantacjami kontrolowanymi przez polskie grupy przestępcze. Nie wiadomo do końca, czy to swoiste joint-venture, czy też np. polscy szefowie produkcji, nie mają w rzeczywistości ukrytych bossów z Azji.
Źródło info i foto: TVP.info

Dziesięciu nielegalnych imigrantów w… 5-osobowym aucie

Dziesięciu Wietnamczyków próbowano nielegalnie wwieźć do Polski z Litwy w pięcioosobowym samochodzie. Próbę udaremniła Straż Graniczna w Suwałkach. Cudzoziemcy zostali przekazani stronie litewskiej. Kierowcy grozi proces. Jak poinformowała PAP mjr Katarzyna Zdanowicz z Podlaskiego Oddziału SG w Białymstoku, samochód – na litewskich numerach rejestracyjnych – został zatrzymany do kontroli w Suwałkach.

Okazało się, że podróżuje nim dziesięciu Wietnamczyków i kierowca, który jest narodowości czeczeńskiej. W fiacie stilo, aucie na pięć osób, w bagażniku jechały trzy osoby, sześć kolejnych na tylnych siedzeniach, a ostatnia – obok kierowcy.

Cudzoziemcy nie mieli dokumentów uprawniających do wjazdu i pobytu w Polsce. Po wykonaniu niezbędnych czynności z udziałem tłumacza obywatele Wietnamu dziś rano zostali przekazani stronie litewskiej w ramach readmisji – poinformowała mjr Zdanowicz. Dodała, że 45-letniemu kierowcy grozi proces za organizowanie nielegalnego przekroczenia granicy i kara do 8 lat więzienia.

W tym roku w województwie podlaskim Straż Graniczna zatrzymała podczas prób nielegalnego wjazdu do Polski 18 imigrantów. W całym ubiegłym – 113 osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wietnamczycy dostarczali warszawskim gangsterom narkotyki

Pięć miesięcy po zatrzymaniu Piotra S. ps. Sajur, ukrywającego się bossa gangu ożarowskiego, policjanci CBŚP uderzyli w jego podwładnych przebywających na wolności i ich kooperantów. Zatrzymano 24 osoby, w tym kuzyna S. – Roberta U., który najpewniej miał pilnować biznesu w czasie odsiadki krewniaka. Śledczy zdobyli także dowody na powiązania wietnamskich producentów marihuany z polskim półświatkiem.

Od kilku miesięcy funkcjonariusze stołecznego zarządu CBŚP, wraz ze śledczymi Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, rozpracowywali handlarzy narkotyków powiązanych z gangiem ożarowskim, obecnie jednym z najpotężniejszych w centralnej Polsce. Mimo, że w grupie trwa cicha wojna o władzę, to jednak jej członkowie wykorzystali rozbicie gangów mokotowskich i „szkatułowego”, i powoli monopolizowali handel narkotykami w stolicy i okolicach.

Krewniak dołączy do bossa

Śledczy ustalili, że grupa od kilku lat wykorzystywała kanał przemytniczy z Holandii do sprowadzania środków odurzających. W ciągu trwającej kilka dni akcji zatrzymaliśmy 24 osoby, które usłyszały zarzuty przemytu i wprowadzenia do obrotu, co najmniej 100 kg marihuany i kokainy oraz tysięcy tabletek ekstazy. 15 osób zostało tymczasowo aresztowanych, a 7 zostało objętych policyjnym dozorem. Za popełnione przestępstwa grozi im kara do 15 lat pozbawienia wolności – mówi portalowi tvp.info kom. Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP.

W tłumie zatrzymanych znalazło się wielu członków stołecznych grup przestępczych, bohaterów kronik kryminalnych lat 90. i nowego stulecia. Jednak dla gangu ożarowskiego najbardziej dotkliwe może być zatrzymanie 40-letniego Roberta U. To kuzyn „Sajura”, który w niejasnych okolicznościach został zatrzymany w swojej kryjówce, w Borzęcinie Dużym pod Warszawą, gdzie ukrywał się odkąd dostał wezwanie do odbycia kary 3,5 roku więzienia, m.in. za współdziałanie z gangiem mokotowskim.

Robert U. został zatrzymany w mieszkaniu na Ochocie. Zdaniem policji to on koordynował działania „ożarowskich” po zatrzymaniu krewniaka. Był też jedną z nielicznych osób, którym Piotr S. ufał.
Żródło info i foto: TVP.info

Zlikwidowano nielegalne kasyno

Nielegalne kasyno zorganizowane w centrum handlowym w Rzgowie koło Łodzi zlikwidowali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, Izby Celnej i Straży Granicznej. Na gorącym uczynku zatrzymano 9 Wietnamczyków. Kiedy funkcjonariusze weszli do nielegalnego kasyna, trwała tam właśnie partia pokera. Na stole było 30 tysięcy złotych. Ze zgromadzonych informacji wynika, że kasyno działało od dłuższego czasu, a uczestnicy gier przegrywali nawet samochody czy swoje stoiska handlowe.

Zatrzymani Wietnamczycy – w wieku od 28 do 49 lat – przebywają w Polsce legalnie. Są mieszkańcami województw łódzkiego i mazowieckiego. Niektórzy przyjechali z Czech. Wszyscy usłyszeli już zarzuty uczestnictwa w nielegalnej grze hazardowej.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami ustawy o grach hazardowych, gra w pokera może odbywać się jedynie w posiadającym koncesję kasynie gry i być organizowana wyłącznie w formie turnieju gry w pokera, na które organizator uzyskał zezwolenie Ministra Finansów.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Wietnamczycy jechali do Polski pod przyczepą ciężarówki

Zima i mróz nie przeszkadzają nielegalnym imigrantom w przedostaniu się do Polski. Białoruska służba graniczna zatrzymała czterech obywateli Wietnamu, którzy wybrali niezwykle ekstremalny sposób przekroczenia granicy – schowali się pod przyczepą ciężarówki. Wietnamczycy nocą prawdopodobnie na przygranicznej stacji benzynowej przedostali się do samochodu ciężarowego obywatela Polski i schowali się pod przyczepą, między kołami zapasowymi i podwoziem. Zostali jednak zauważeni przez białoruską straż graniczną przy wjeździe na przejście graniczne. Aleksander Kisłau, szef służby prasowej straży granicznej w obwodzie brzeskim powiedział, że czwórka nielegalnych imigrantów miała jeszcze kolegów, którzy również chcieli przedostać się do Polski. 500 metrów od granicy zatrzymano trzech innych obywateli Wietnamu, którzy ukryli się w konstrukcji betonowej pod drogą prowadzącą do przejścia granicznego Kozłowiecze. Żródło info i foto: TVP.info

W Polsce przybywa gangów wietnamskich

Zdecydowana większość (501) gangów działających na terenie Polski to rodzime grupy przestępcze – wynika z raportu Centralnego Biura Śledczego za 2010 r. „Rz” dotarła do jego ustaleń. Rodzimi przestępcy nie zaskakują: zyski nadal czerpią głównie z narkobiznesu. Ale jest nowy trend – przybywa zagranicznych grup, głównie wietnamskich. – „Te zdominowały produkcję marihuany” – mówi „Rz” mł. insp. Sebastian Michalkiewicz, naczelnik warszawskiego zarządu CBŚ. – „Na 61 rozbitych w ubiegłym roku profesjonalnych plantacji konopi indyjskich, z których wytwarza się ten narkotyk, połowę prowadzili Wietnamczycy”. Żródło info i foto: rp.pl