Chciała sprzedać swoje dziecko, żeby kupić mieszkanie i auto

Mieszkanka Mariupola na wschodzie Ukrainy chciała sprzedać swoje nowo narodzone dziecko za 400 tys. hrywien (ok. 14,7 tys. dolarów) – poinformowała prokuratura obwodu donieckiego. Kobietę, która za otrzymane pieniądze planowała kupić mieszkanie i samochód, zatrzymano. Śledczy ustalili, że 19-letnia bezrobotna kobieta nie znajdowała się pod opieką lekarską w związku z ciążą i nie planowała zatrzymywać dziecka po narodzinach.

Jak dodano, w ciągu dwóch miesięcy w celu wzbogacenia – a dokładniej kupna mieszkania i samochodu – kobieta poszukiwała potencjalnych klientów. Chciała „sprzedać” chłopca, którego po narodzinach 12 sierpnia „wyceniła” na 400 tys. hrywien (ok. 14,7 tys. dolarów) – powiadomiła prokuratura. Kobieta została zatrzymana, kiedy przekazywano jej pieniądze – wyjaśniono. Prowadzone są działania w celu wyboru środka zapobiegawczego. 19-latce grozi od 8 do 15 lat pozbawienia wolności.

Niemowlę oddano pod opiekę do miejskiego szpitala dziecięcego.

Portal telewizji Hromadske przypomina, że pod koniec lipca wiceszefowa MSW Ukrainy Tetiana Kowalczuk poinformowała, iż od początku roku na Ukrainie wykryto prawie 150 faktów handlu ludźmi i ponad 50 handlarzy ludźmi. Ponad 100 spraw dotyczących tych przestępstw trafiło do sądu.
Źródło info i foto: interia.pl

Porwali, gwałcili i torturowali 18-latka. Oprawcy usłyszeli skandalicznie niskie wyroki

Ta sprawa wstrząsnęła mieszkańcami Pomorza. W 2016 roku trzej mężczyźni i kobieta uprowadzili, torturowali i zbiorowo zgwałcili 18-latka z Gdańska. Dla oprawców sąd był wyjątkowo łagodny. Bandyci zostali skazani na kary: od 4 do 6 lat więzienia. Wygląda jednak na to, że za swe haniebne czyny zostaną osądzeni jeszcze raz. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił kasację złożoną przez Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro.

„Rzadko w sprawach przeciwko zdrowiu człowieka zdarza się takie nagromadzenie okoliczności drastycznych, agresywnych i mogących zaostrzająco wpłynąć na wymiar kary” – wskazał w uzasadnieniu wtorkowego wyroku sędzia Andrzej Stępka.

Sąd Najwyższy podkreślał, że sprawcy byli bardzo brutalni i traktowali pokrzywdzonego nieludzko, wielokrotnie wykorzystując seksualnie swoją ofiarę.

„Kiedy pokrzywdzony próbował się bronić przed wykonaniem tych czynności to m.in oskarżona Patrycja S. zaczęła strzelać do niego z pistoletu pneumatycznego” – wskazał sąd.

Zbiorowy gwałt, strzelanie z wiatrówki i przypalanie papierosami

Przypomnijmy. Do porwania 18-latka doszło 4 października 2016 roku. Jak ustalili śledczy, młody chłopak został uwięziony przez cztery osoby. Oprawcy mieli się nad nim bestialsko znęcać. Swoją ofiarę wywieźli do lasu, tam strzelali do niego z wiatrówki w genitalia, przypalali papierosami i zbiorowo gwałcili. 18-letni gdańszczanin został uwolniony przez porywaczy 5 października i od razu zgłosił się na policję.

Kilka godzin później śledczy zatrzymali trzech mężczyzn w wieku 23-24 lat. Następnego dnia rano zatrzymana została 18-letnia kobieta. Podejrzanym postawiono zarzuty pozbawienia człowieka wolności ze szczególnym udręczeniem oraz doprowadzenia do obcowania płciowego. Według prokuratury, młodzi ludzie nie mieli żadnego motywu, by w ten sposób potraktować swoją ofiarę.

Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. W styczniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał wyrok w tej bulwersującej sprawie. Cała czwórka została uznana za winnych zarzucanych im czynów. Daniel K. został skazany na 6 lat więzienia, Patrycja S. na 5 lat więzienia, Marcin D. oraz Dawid B. na 4 lata więzienia. Skazani mieli też zapłacić 10 tys. zł na rzecz pokrzywdzonego.

Jak przekazała nam wówczas Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prokurator wnosił o wymierzenie wszystkim oskarżonym znacznie surowszej kary, to jest 10 lat pozbawienia wolności, dlatego prokuratura złożyła apelację. Sąd apelacyjny utrzymał jednak w mocy ten skandalicznie niski wyrok.

Sprawą zajął się Prokurator Generalny, który złożył kasację do Sądu Najwyższego. Jego zdaniem wymiar kary jest rażąco niewspółmierny. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił tę kasację, uchylił wyrok sądu apelacyjnego w zakresie wymiaru kar i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Hiszpański dziennik „El Mundo”: Groźni dżihadyści opuszczają więzienia

Hiszpański dziennik „El Mundo” poinformował w piątek, że ponad 20 dżihadystów opuści do końca grudnia hiszpańskie więzienia. Część z nich wyjdzie na wolność w ramach zwolnienia warunkowego, pozostali skończą w tym czasie odsiadywanie wyroku – przekazał madrycki dziennik.

Wydawana w Madrycie gazeta „El Mundo” ujawniła, że ponad 20 groźnych dżihadystów do końca grudnia opuści hiszpańskie więzienia na podstawie obowiązujących od 2014 roku przepisów służby więziennej o warunkowym zwolnieniu. Osoby opuszczające więzienie w tym trybie mają być nadzorowane na wolności. „El Mundo” szacuje, że tylko pomiędzy styczniem a czerwcem areszt opuściło 15 dżihadystów – wśród nich osoby, które odsiadywały wyroki między innymi za próby przeprowadzenia zamachu terrorystycznego, werbowanie dżihadystów, a nawet za morderstwo.

„W sumie do 2025 roku na wolność wyjdzie z hiszpańskich zakładów karnych 75 dżihadystów” – napisał dziennik, wskazując, że niektórzy z nich to byli członkowie tak zwanego Państwa Islamskiego lub Al-Kaidy. „El Mundo” odnotował, że wśród osadzonych w hiszpańskich więzieniach setek radykalnych muzułmanów warunki do objęcia programem resocjalizacji spełnia zaledwie 14 osób. Dziennik wskazuje, że zakłady karne sprzyjają utrwalaniu się zradykalizowanych postaw.

„Wprawdzie więzienia w Hiszpanii nie są głównym miejscem werbowania dżihadystów, ale zradykalizowani muzułmanie zazwyczaj podtrzymują tam swoje przekonania” – napisał „El Mundo”. Według prokuratury generalnej w Madrycie po 2017 roku w Hiszpanii znacząco wzrosła liczba osób skazywanych z powodu popularyzowania dżihadyzmu, werbowania radykalnych wyznawców islamu oraz prób przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. Rekordowy pod względem liczby skazanych za takie przestępstwa osób był rok 2018, kiedy to kary pozbawienia wolności orzeczono wobec 73 osób.
Źródło info i foto: tvn24.pl

31-latek wtargnął do namiotu i sterroryzował śpiącą rodzinę. Groził, że zabije mężczyznę na oczach dziecka

Kara dożywotniego więzienia grozi mieszkańcowi Lublina, który sterroryzował śpiącego w namiocie z dzieckiem i partnerką mężczyznę. Jak informuje policja, 31-letni napastnik przystawił mu nóż do szyi i groził, że go zabije. Później okładał pałką. Do zdarzenia doszło w sobotę rano. Nad Zalewem Zemborzyckim w Lublinie w namiocie spał 33-letni mężczyzna ze swoją partnerką i dzieckiem. W pewnym momencie do namiotu wtargnął 31-latek. Napastnik przyłożył do szyi mężczyzny nóż i zaczął grozić, że go zabije.

„Następnie bił go drewnianą pałką po głowie. Podczas szarpaniny 33-latkowi udało się oswobodzić. Sprawca uciekł” – czytamy w komunikacie.

Na miejsce napaści wkrótce przyjechała policja. Rozpoczęły się poszukiwania sprawcy. Namierzono go w jednym z mieszkań w centrum miasta. W chwili zatrzymania był nietrzeźwy. W poniedziałek 31-latka odprowadzono do prokuratury. Usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa i uszkodzenia ciała. Grozi za to nawet dożywocie. Na wniosek śledczych sąd aresztował sprawcę napaści na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były szef Amnesty International skazany za terroryzm

Sąd w Turcji skazał w piątek byłego krajowego szefa Amnesty International (AI) Tanera Kilica na ponad sześć lat więzienia za rzekomą przynależność do organizacji terrorystycznej, a trzech innych działaczy praw człowieka na 25 miesięcy więzienia za domniemane wspieranie takiej organizacji. Turecki oddział Amnesty przekazał na Twitterze, że siedmiu innych oskarżonych, którzy zostali zatrzymani trzy lata temu w ramach represji po próbie zamachu stanu w 2016 r., zostało uniewinnionych.

„To skandal. Absurdalne zarzuty. Brak dowodów. Po trzyletnim procesie Taner Kilic skazany za członkostwo w organizacji terrorystycznej” – napisał również na Twitterze przedstawiciel AI Andrew Gardner. „Nie poddamy się, dopóki wszyscy nie zostaną uniewinnieni” – dodał.

Dziesięciu oskarżonych zostało zatrzymanych podczas udziału w warsztatach na temat bezpieczeństwa cyfrowego, które odbyły się na wyspie Buyukada u wybrzeży Stambułu w lipcu 2017 roku. Prokuratura twierdzi, że było to tajne spotkanie, mające na celu zorganizowanie rebelii i wywołanie chaosu w państwie.

W akcie oskarżenia zarzucano Kilicowi, że miał w swym telefonie komórkowym aplikację szyfrującą ByLock, która służyła mu do porozumiewania się z zamieszkałym w USA islamskim kaznodzieją Fethullahem Gulenem, uważanym przez turecki rząd za inspiratora zamachu stanu z 2016 r.

Raport tureckiej policji z ubiegłego roku stwierdza jednak, że aresztowany w 2017 r. i warunkowo zwolniony po 14 miesiącach Kilic nie miał w swoim telefonie tej aplikacji. Proces pokazuje zaostrzenie się kursu władz tureckich wobec społeczeństwa obywatelskiego na tle i tak postępującej od 2016 r. erozji swobód demokratycznych – ocenia AFP.

Od czasu nieudanego zamachu stanu w Turcji trwają represje. Władze m.in. zamknęły w więzieniach około 80 tys. osób, w tym krytycznych wobec rządu dziennikarzy i działaczy społeczeństwa obywatelskiego, zwolniono z pracy i ze służby ok. 150 tys. urzędników i członków personelu wojskowego oraz zamknięto około 180 organizacji medialnych.

– Od samego początku był to proces motywowany politycznie, podobnie jak wiele spraw przeciwko innym obrońcom praw człowieka, dziennikarzom, prawnikom, pracownikom naukowym i działaczom – powiedziała Idil Eser, była dyrektor tureckiego oddziału AI i jedna ze skazanych w procesie, cytowana na stronie internetowej Amnesty.

– Te oskarżenia mają na celu uciszenie tych, którzy siedzą na ławie oskarżonych i wysłanie wiadomości do reszty społeczeństwa: walczysz o prawa człowieka to mówisz prawdę na własne ryzyko – zaznaczyła Eser. – Będziemy mieć nadzieję na najlepsze, ale przygotowujemy się na najgorsze – dodała.
Źródło info i foto: onet.pl

Krzysztof I. wyszedł z więzienia i zabił swoją partnerkę

Krzysztof I. (35 l.) z Łodzi niczego się nie nauczył! Ledwo opuścił mury więzienia za pobicie swojej ukochanej Joanny (†38 l.). Wystarczyły dwa miesiące po wyjściu zza krat, by znów ją pobił. Tym razem tak dotkliwie, że zadane ciosy okazały się śmiertelne.

Prokuratura zarzuca mężczyźnie pobicie ze skutkiem śmiertelnym. – Uderzając pięściami i kopiąc obutymi stopami spowodował ciężki uszczerbek na zdrowiu pokrzywdzonej w postaci rozlanego zapalenia otrzewnej, stłuczenia i rozerwania jelita cienkiego, co stanowiło chorobę realnie zagrażającą życiu, której następstwem była śmierć pokrzywdzonej – mówiła prokurator Kamila Faliszewska podczas odczytywania aktu oskarżenia.

Do tragedii doszło 20 czerwca 2019 r. Zmaltretowana kobieta uciekła z mieszkania, które dzieliła z Krzysztofem I. i jego ciotką w kamienicy przy Limanowskiego. Obrażenia były tak duże, że po czterech dniach kobieta zmarła w szpitalu.

Jej oprawca w sądzie nie przyznał się do winy i podkreślał, że tego dnia przez większość czasu nie było go w mieszkaniu. – Powiedziałem jej: kochanie, będę wieczorem. I wychodząc klepnąłem ją w pośladek – podkreślał przed sądem.

Podczas procesu mówił też o wypadku, który jego kobieta miała mieć w domu. – Dwa tygodnie wcześniej Joanna wpadła na miskę i rozwaliła ją w drobny mak. Przez tą sytuację cały czas leżała w łóżku. Nie chciała ze mną uprawiać seksu. Mówiła, że bolał ją brzuch. Kilka dni wcześniej ktoś ją napadł w przejściu podziemnym, ale nie zgłosiła tego policji – twierdził w sądzie oskarżony.

Według relacji Krzysztofa, w dniu pobicia, kiedy nie było go w domu, Joanna spakowała część rzeczy, wzięła taksówkę i wyniosła się z domu. To miało go zszokować i próbował do niej zadzwonić, by wyjaśnić co się stało. Kobieta nie odebrała już jednak od niego telefonu.

Recydywiście grozi teraz nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wnuk Lecha Wałęsy trafi do więzienia. Chodzi m.in. o pobicie obywateli Szwecji i licealistów

Jest decyzja sądu ws. wnuk byłego prezydenta. Dominik W. ma trafić na rok do więzienia. Chodzi m.in. o pobicie obywateli Szwecji i licealistów. Wyrok nie jest prawomocny. Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał Bartłomieja W. na rok bezwzględnego więzienia za m.in. pobicie dwóch obywateli Szwecji oraz dwóch licealistów. Poza tym sąd orzekł nawiązki po 10 tys. złotych oraz wpłatę 2 tys. złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Przed sądem stanął nie tylko syn byłego prezydenta Polski. Damian M. usłyszał wyrok czterech lat i trzech miesięcy więzienia. Z kolei Oskar N. ma spędzić 30 dni w areszcie za kradzież turyście telefonu komórkowego.

Warto jednak zaznaczyć, że sąd zmienił kwalifikację karną czynu. Początkowo Bartłomiej W. wraz z dwoma współoskarżonymi mieli odpowiadać za rozbój na obywatelu Szwecji, za co grozi do 12 lat więzienia. Ostatecznie stwierdzono, że doszło do pobicia. Orzeczenie nie jest prawomocne. Niewykluczone, że prokuratura, która już wystąpiła o pisemne uzasadnienie wyroku, złoży apelację w tej sprawie.
Źródło info i foto: wp.pl

Były szef sztabu wyborczego prezydenta USA Paul Manafort wyszedł z więzienia. Ale nie na wolność

Były szef sztabu wyborczego prezydenta USA Donalda Trumpa Paul Manafort, skazany w marcu zeszłego roku na 7,5 roku pozbawienia wolności, został wypuszczony z więzienia i resztę kary odbędzie w areszcie domowym. 71-letni Manafort został zwolniony z więzienia na wniosek jego prawników, którzy argumentowali, iż podeszły wiek osadzonego i jego wcześniejsze schorzenia stwarzają podwyższone ryzyko zakażenia koronawirusem i niebezpiecznych komplikacji mogących z tego wyniknąć. Przypomnieli, że ich podopieczny w grudniu zeszłego roku był hospitalizowany z powodu problemów z sercem.

Manafort obywał karę w FCI Loretto w Pensylwanii, więzieniu o niskim poziomie bezpieczeństwa, które powstało w 1985 roku. Większość tam osadzonych odsiaduje wyroki związane z handlem narkotykami.

Agencja AP zauważa, że zwolnienie Manaforta było poprzedzone wystąpieniami niektórych kongresmenów, którzy od tygodni żądają od ministerstwa sprawiedliwości USA uwolnienia więźniów, zagrożonych zakażeniem koronawirusem. Podkreślany jest fakt, że wytyczne dotyczące zdrowia publicznego, zawierające nakaz społecznego dystansu, są niemożliwe do realizacji w więzieniach.

Według oficjalnych danych w USA 2 818 więźniów i 262 członków personelu więziennego miało do tej pory pozytywne wyniki testów na obecność koronawirusa w więzieniach federalnych w całym kraju. Zmarło 50 więźniów. 2 600 osadzonych zostało przeniesionych do aresztu domowego, a kolejnych 1 200 oczekuje na taką decyzję.

8 marca 2019 roku sąd w Alexandrii w stanie Wirginia skazał Manaforta na prawie cztery lata więzienia za przestępstwa finansowe, oszustwa podatkowe i bankowe związane z jego pracą na Ukrainie. Jeszcze w tym samym miesiącu sąd w Waszyngtonie skazał go na dodatkowe 43 miesiące pozbawienia wolności m.in. za utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości.

Proces w Waszyngtonie był w znacznej mierze skoncentrowany na działalności Manaforta w latach 2010-2014, kiedy był on politycznym konsultantem Partii Regionów ówczesnego prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Manafort był też oskarżony o próbę wpływania na zeznania świadków, udostępnianie danych pochodzących ze sztabu wyborczego Trumpa powiązanemu z rosyjskim wywiadem Konstantinowi Kilimnikowi, który był partnerem biznesowym Manaforta.

Postępowanie wobec byłego szefa sztabu Trumpa, który był wpływowym działaczem Partii Republikańskiej, wszczęto z rekomendacji specjalnego prokuratora Roberta Muellera, prowadzącego śledztwo w sprawie Russiagate.

We wrześniu 2018 roku Manafort przyznał się do zarzutu udziału w spisku przeciw USA oraz spisku mającym utrudnić działanie wymiaru sprawiedliwości w ramach układu z zespołem Muellera, który zawarł w nadziei na złagodzenie wyroku. Wkrótce jednak prokurator specjalny oskarżył go o składanie fałszywych zeznań.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Włochy: 376 mafiozów i dilerów narkotykowych wyszło właśnie z więzień „ze względu na stan zdrowia”

Są oskarżeni lub już skazani za handel narkotykami, napady, zlecanie zabójstw. Włoski dziennik „La Repubblica” pisze o aresztowanych i skazanych mafiozach, którzy w czasie epidemii COVID-19 mogli opuścić więzienne mury i odbywają karę we własnym domu. O takie wyjście stara się właśnie brat Toto Riiny, bossa bossów sycylijskiej Cosa Nostry. Nazwisko do dziś budzi grozę, bo krwawo odznaczyło się w historii mafijnych porachunków: Toto, pseudonim „Bestia”, miał odpowiadać za zlecenie 150 i dokonanie 40 zabójstw.

Wniosków o zwolnienie z więzienia jest z dnia na dzień coraz więcej. „Stu więźniów, Sycylijczyków oskarżonych o działanie w mafii i przestępstwa narkotykowe prosi o areszt domowy, motywują podania stanem zdrowia” – pisze „Repubblica”. „Tyle samo próśb ze strony członków mafii Camorra i ‚Ndrangheta” – dodaje. Zatwierdzonych wniosków jest już łącznie 376.

O tym, czy więźniowie mogą wyjść zza krat, decydują różne organy: jeśli dopiero czekają na swój proces, na przejście na areszt domowy może pozwolić sędzia prowadzący, sądy do spraw ponownego rozpoznania, sądy apelacyjne. W przypadku osób już skazanych są to sądy, które nadzorują odbywanie kar w więzieniach w całym kraju.

„Ma 87 lat i jest poważnie chory”

Najbardziej „rozpoznawalnym” punktem na liście osób, które chciałyby opuścić mury zakładu karnego, jest aktualnie Gaetano Riina, brat Toto Riiny, bossa bossów sycylijskiej mafii Cosa Nostra. Przebywa w więzieniu w Turynie. – Ma 87 lat i jest poważnie chory. W naszym wniosku piszemy, że wśród więźniów zakładu w Turynie stwierdzono 60 potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, to sytuacja naprawdę niebezpieczna dla seniora, który ma tylko jedną nerkę, który przeszedł kilka zawałów i rozedmę płuc – tłumaczy jeden z jego pełnomocników mecenas Pietro Riggi w rozmowie z „Repubblicą”.

Gaetano Riina wpadł w ręce sycylijskiej policji jako 78-letni mężczyzna, w lipcu 2011 roku, po tym, jak karabinierzy podsłuchiwali go przez całe dwa lata. W trakcie trwającego dochodzenia śledczy ustalili, że sędziwy mafioso podejmował najważniejsze decyzje, w tym te dotyczące relacji z innymi sycylijskimi gangami.

Oskarżono go wtedy o wymuszenia i współpracę przy odbudowie upadłych klanów Cosa Nostry. Gaetano Riina ma do odbycia jeszcze dwa lata kary zasądzonej mu przez sąd w Neapolu.

Brat: „Bestia”

„Sławę” i postrach zapewniają mu więzy krwi: jego brat, Toto (skrót od imienia Salvatore), nazywany był też „Capo dei Capi” („boss bossów”), „La Bestia” (przez okrucieństwo dokonanych morderstw) i „U Curtu” („Krótki”, z powodu niskiego wzrostu – niecałe 160 cm). Urodzony w 1930 roku w Corleone, w szeregi organizacji przestępczych miał wkroczyć już jako 18-latek, po zrealizowaniu zabójstwa na zlecenie. W ciągu kilkudziesięciu lat miał osobiście zabić 40 osób i zlecić 150 morderstw. W ramach wytoczonej wojny z państwem włoskim kazał mordować polityków, śledczych i policjantów.

Ukrywał się przez 24 lata, ostatecznie wpadł w styczniu 1993 roku. Podczas aresztowania miał tłumaczyć policji, że nie wie, co się dzieje, przedstawiał się jako księgowy. Skazano go na 26 wyroków dożywocia, w tym za zlecenie zamachów bombowych na sędziów śledczych walczących z mafią: Giovanniego Falcone i Paolo Borsellino. Śledczy twierdzą, że delegował zadania także z więzienia.

Potrafią kierować ludźmi zza krat, co dopiero z domów

Dziennikarze „Repubbliki” piszą o liście mafiozów i handlarzy narkotyków, którym przez ostatnie półtora miesiąca udało się „skorzystać z okazji” koronawirusa i już teraz karę mogą odbywać w domu. Jest ich 376.

To między innymi Giuseppe Sansone z Palermo zatrzymany zeszłego lata – śledczy uznali go za jedną z osób, które były w trakcie tworzenia całkowicie nowej grupy przestępczej. Rocco Santo Filippone z Kalabrii, przeciwko któremu toczy się proces w sprawie zamachów z lat 1993 i 1994 – zginęli wtedy policjanci. I Carmelo Terranova, skazany na trzykrotne dożywocie za zabójstwa w latach dziewięćdziesiątych.

Zza krat wypuszczono też Francesco Bonurę, Pasquale Zagarię, Vincenza Di Piazzę i Vincenza Iannazza – cała czwórka odbywała karę więzienia o zaostrzonym rygorze, która zakłada całkowitą izolację więźnia i ograniczenie jego kontaktów z osobami trzecimi do niezbędnego minimum (nawet „spacery” odbywa się w samotności).

Dziennik cytuje sycylijskich śledczych, którzy z niepokojem wypowiadają się o bossach wracających teraz na „swój teren”. „Areszt domowy to środek absolutnie niewystarczający dla osób tak niebezpiecznych” – piszą prokuratorzy z działu do walki z mafią w Palermo. Przypominają, że przywódcy grup przestępczych potrafią kierować ludźmi zza krat, co dopiero z domów. A szczególnie trudne zadanie stoi też teraz przed lokalnymi funkcjonariuszami policji, którzy muszą sprawdzać, z kim mafiozi się spotykają i do kogo dzwonią.

Zmiany w zarządzie służby więziennej

Listę stworzył departament do spraw zarządu służbą więzienną (działający we włoskim ministerstwie sprawiedliwości) na zlecenie sejmowej komisji antymafijnej.

Fakt, że urzędnicy nie zaproponowali alternatywy dla domowego aresztu (na przykład utworzenie szpitalnych zakładów karnych) sprawił, że minister sprawiedliwości Alfonso Bonafede w ostatnich dniach zmienił członków zarządu departamentu. Departamentem kieruje obecnie Dino Petralia, zastępuje go Roberto Tartaglia (obaj sędziowie doświadczeni w walce z mafią). Jak podaje „La Repubblica”, od razu wzięli się za naprawianie błędów – mają w planach przeanalizować każdy wniosek złożony przez wszystkich 376 więźniów i jeszcze raz dokładnie prześledzić akta ich spraw.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Włochy: Mafia korzysta z epidemii koronawirusa

Kilku wpływowych członków włoskich mafii zostało zwolnionych z więzienia w ramach nowych rozporządzeń w dobie pandemii koronawirusa – informuje CNN. Włoska opinia publiczna jest oburzona. Jak informują zagraniczne media, więzienia dostały polecenie sporządzenia spisu narażonych na koronawirusa osadzonych. Czynnikami ryzyka są, jak w przypadku osób na wolności, podeszły wiek i choroby współistniejące.

W przypadku więźniów, którzy znajdą się na liście, sądy mają zdecydować, czy dalsze przebywanie w więzieniu może zostać zamienione na areszt domowy. Kilka takich decyzji już podjęto. Dotyczyły one szefów włoskich mafii – podaje CNN i przytacza kilka głośnych nazwisk.

Kogo zwolniono?

Pierwszy z nich to Francesco Bonura – 78-letni wpływowy członek sycylijskiej mafii Cosa Nostra. Do końca 23-letniego wyroku zostało mu dziewięć miesięcy – przypomina CNN.

Kolejny to Vincenzo Iannazzo – 65-latek, członek gangu ‚Ndrangheta (organizacji przestępczej wywodzącej się z Kalabrii). Został skazany w 2018 roku na 14 lat więzienia. Jest znany jako przywódca klanu w mieście Lamezia Terme. Trzeci osadzony to Pasquale Zagaria, członek klanu Casalesi (część znanej na całym świecie Camorry). Aresztowany w 2007 roku i skazany na 20 lat pozbawienia wolności. Był uważany za „finansowy mózg” organizacji.

Głosy sprzeciwu

W mediach pojawiają się doniesienia, że lista wypuszczonych na wolność osadzonych członków mafii będzie dłuższa. Decyzja ta wzbudza powszechne oburzenie i obawy.

„To szalone” – komentuje lider włoskiej opozycji Matteo Salvini. „To brak szacunku dla ludzi, sędziów, dziennikarzy, policjantów i ofiar mafii” – przekonuje.

Jak odpowiada minister sprawiedliwości Włoch, decyzja o zwolnieniu osadzonych należy do sądów rozpatrujących każdy przypadek z osobna. W rozmowie z CNN krajowy prokurator ds. walki z mafią Cafiero De Raho mówi, że decyzja ta rodzi wiele obaw.

„W dobie kryzysu organizacje mafijne mogą dalej infiltrować życie gospodarcze, zwłaszcza poprzez wspieranie lub nawet nabywanie przedsiębiorstw mających trudności finansowe, które nie są w stanie uzyskać dostępu do pomocy publicznej i dlatego są zmuszone do skorzystania z alternatywnych źródeł finansowania, pochodzących z organizacji przestępczych” – alarmuje.
Źródło info i foto: interia.pl