9-latek śmiertelnie postrzelił 15-latkę. Nie zostanie ukarany

15-letnia Nykerah Strawder zmarła po tym, jak została postrzelona w głowę. Dziewczynka bawiła się na podwórku w sobotni wieczór, kiedy trafiła ją kula wystrzelona z broni przez 9-letniego chłopca. Dziecko nie trafi do więzienia ze względu na wiek. Policjanci otrzymali zgłoszenie o strzelaninie w Edmondson Village około godz. 20 w sobotę. Gdy dojechali na miejsce zauważyli 15-latkę z raną postrzałową głowy. Dziewczynka została przewieziona do szpitala, gdzie stwierdzono jej zgon – podaje NY Post. Okazało się, że winny śmierci 15-latki jest 9-latek, który bawił się naładowaną bronią. Po tym, gdy oddał strzał upuścił pistolet i uciekł z miejsca. Policjanci ustalili, że broń należała do jego krewnej, która pracowała w firmie ochroniarskiej. Jak poinformowano chłopiec nie zostanie skazany, ze względu na swój wiek. 

„Chcę, aby dzieci były bezpieczniejsze. Aby odłożyć broń, pozbyć się jej” – powiedziała matka dziewczynki, po identyfikacji ciała. „Straciłam córkę. Już nigdy nie będę taka sama” – mówiła. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolumbia: Tragiczny bilans zamieszek w więzieniu

epa10038678 Members of the Police guard the exterior of the Tulua prison, in Tulua, department of Valle del Cauca, Colombia, 28 June 2022. The number of deaths in the fire that occurred early Tuesday in the prison of the Colombian city of Tulua (southwest), amounted to 51, official sources reported. The tragedy apparently began with a fight that escalated into a riot in which some inmates set mattresses on fire, sparking a fire that spread through much of the medium-security prison. EPA/Ernesto Guzman Jr.
Dostawca: PAP/EPA.

Czterdzieści dziewięć osób zginęło, a trzydzieści zostało rannych podczas próby ucieczki z więzienia w mieście Tuluá w Kolumbii. Zdaniem urzędników, co najmniej 49 więźniów zginęło, a dziesiątki zostało rannych podczas zamieszek w więzieniu w południowo-zachodniej Kolumbii. „Tragiczne i Katastrofalne” – tak opisał to wydarzenie, szef więziennictwa w Kolumbii, generał Tito Castellanos. Urzędnik poinformował lokalną stację radiową „Caracol”, że podczas próby ucieczki 30 osób zostało rannych.

Rzecznik Narodowego Instytutu Więziennictwa potwierdził liczbę ofiar śmiertelnych. Jak poinformował AFP, jest to wstępna ocena sytuacji i liczba ofiar może się zmienić. Ivan Duque, ustępujący prezydent Kolumbii, który przebywa z wizytą w Portugalii, powiedział, że incydent zostanie zbadany.

„Żałujemy wydarzeń w więzieniu w Tuluá w departamencie Valle del Cauca. Jestem w kontakcie z generałem Tito Castellanoi i wydałem instrukcje, by przeprowadzić dochodzenie. Pozwoli ono wyjaśnić nam tę straszną sytuację – napisał na Twitterze Ivan Duque.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Aleksiej Nawalny przeniesiony w nieznane miejsce

Aleksiej Nawalny został przewieziony z kolonii karnej w obwodzie włodzimierskim do nowego więzienia, którego lokalizacja nie jest znana – poinformował współpracownik opozycjonisty, Leonid Wołkow, w rozmowie z niezależnym rosyjskim portalem Meduza. W maju Aleksiej Nawalny przekazał doniesienia, że może zostać przeniesiony do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, znajdującej się w miejscowości Mieliechowo w obwodzie włodzimierskim. – Osadzeni w tym więzieniu piszą, że jest tam dla mnie szykowane coś w rodzaju „aresztu w areszcie” – poinformował wówczas w mediach społecznościowych.

Czołowy rosyjski opozycjonista, który został skazany za rzekome defraudacje finansowe, odbywał wyrok pozbawienia wolności w kolonii karnej w mieście Pokrow w obwodzie włodzimierskim. Kara została zasądzona w 2014 roku i odwieszona w lutym 2021 roku, gdy Nawalny powrócił z Niemiec, gdzie leczył się po próbie otrucia. Zdaniem opozycjonisty zamach na jego życie został zorganizowany przez rosyjskie służby specjalne. Kreml zaprzecza tym oskarżeniom.

W marcu jeden z największych krytyków rządów Władimira Putina usłyszał kolejny wyrok – dziewięć lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Wydano go na podstawie oskarżeń o defraudację i obrazę sądu. Opozycjonista został zobowiązany także do zapłaty grzywny w wysokości 1,2 mln rubli (ok. 11,5 tys. USD).

31 maja Nawalny został oskarżony w kolejnej sprawie karnej. Dotyczy ona „tworzenia organizacji ekstremistycznej i podżegania do nienawiści wobec władz”. Grozi mu za to do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dr. Mirosław G. usłyszał ostateczny wyrok

Ostateczny wyrok dla kardiochirurga dr. Mirosława G. za przyjęcie od pacjentów i ich rodzin korzyści finansowych to grzywna i osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu. W czwartek Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury w sprawie zarzutów, od których G. uniewinniono. Uzasadniając oddalenie kasacji odnoszącej się do części zarzutów, od których dr G. ostatecznie uniewinniono, SN wskazał, że w zeznaniach świadków były „sprzeczności mające istotne znaczenie”, a więc sąd okręgowy oceniając te zeznania „nie uchybił przepisom prawa procesowego”.

Latem 2020 r. Sąd Okręgowy w Warszawie w procesie apelacyjnym zmienił wyrok pierwszej instancji i złagodził karę wymierzoną w tej sprawie lekarzowi. Sąd odwoławczy uniewinnił bowiem wtedy kardiochirurga od trzech z dziewięciu przypisanych mu zarzutów korupcyjnych.

W odniesieniu do tych trzech zarzuconych czynów SO wskazał m.in., że zeznania świadków były niespójne, a ich stosunek do lekarza negatywny – „a nawet agresywny” – gdyż np. jako bliscy zmarłych pacjentów obwiniali m.in. dr. G. o te zgony. Według sądu w oparciu o te zeznania nie dało się dokonać całkowicie pewnych ustaleń, a wszelkie wątpliwości musiały być oceniane na korzyść oskarżonego.

W czerwcu 2019 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa nieprawomocnie uznał lekarza za winnego przyjęcia w latach 2005-2006 od pacjentów i ich rodzin co najmniej 22 tys. zł korzyści finansowych. Mirosław G. został wówczas nieprawomocnie skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, a także na 50 tys. zł grzywny. Apelacje od tamtego wyroku złożyły zarówno obrona lekarza, jak i prokuratura.

W ocenie SO kara wymierzona lekarzowi w pierwszej instancji była określona w sposób prawidłowy i uwzględniający wszystkie okoliczności.

Jednak, w związku z uniewinnieniem lekarza od niektórych zarzutów, SO złagodził w 2020 r. karę do 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 35 tys. zł grzywny, zmniejszył też przepadek korzyści majątkowej osiągniętej przez kardiochirurga z 22 tys. zł do 7,5 tys. zł. SO uzasadnił,
Źródło info i foto: interia.pl

Andżelika Borys zwolniona z białoruskiego więzienia

Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi, została zwolniona z więzienia w mieście Żodzina pod Mińskiem. Przetrzymywana była tam od marca ubiegłego roku. Zatrzymano ją za organizację wydarzenia upamiętniającego żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego na Białorusi.

„Pozostaje na terytorium Białorusi. Jest w kontakcie z polskimi dyplomatami i zostanie objęta odpowiednią opieką. Czuje się dobrze, ale pobyt w areszcie odcisnął na niej piętno”- napisał na Twitterze wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. „Dziękuje polskiej służbie dyplomatyczno-konsularnej za nieustające wysiłki w tej sprawie. Sprawa zwolnienia z aresztu redaktora Andrzeja Poczobuta pozostaje naszym najwyższym priorytetem” – dodał wiceminister.

Telewizja Biełast informuje z kolei, że więzienie zostało zamienione na areszt domowy, a sama Andżelika Borys ma zakaz kontaktowania się z polską dyplomacją.

Prezes Oddziału Związku Polaków na Białorusi w Wołkowysku Maria Tiszkowska powiedziała, że wśród Polaków na Białorusi zapanowała wielka radość. „Dzwonią znajomi, koledzy, koleżanki, w jednej sekundzie wszyscy od razu dowiedzieli się, że Andżelika Borys jest na wolności. Przepełnia nas ogromna radość, jakby tam nie było, ona jest w domu i teraz tylko życzymy jej, żeby szybko wracała do normalnego życia i oczywiście powracała do zdrowia”.

Prezes Podlaskiego oddziału Stowarzyszenia Wspólnota Polska Anna Kietlińska powiedziała w rozmowie z IAR, że z wielką radością przyjęła informację o wyjściu z więzienia działaczki. „Jest uczucie ogromnej radości, chociaż nie do końca, bo wiemy, że Angelika nie jest wolna tak zupełnie, zamieniono formę aresztu. Jest w domu z rodziną, wiemy, że ma być do dyspozycji sędziów śledczych. Najważniejsze, że jest w domu, nie jest w więzieniu, to są zupełnie inne warunki”.

Anna Kietlińska powiedziała, że z Andżeliką Borys kontakt jest bardzo utrudniony, ale w krótkiej rozmowie telefonicznej podziękowała wszystkim, którzy ją wspierali. „Angelika zadzwoniła do jednego z członków Związku Polaków na Białorusi, więc mamy taką informację bezpośrednio od niej. Ona pozdrawia wszystkich, którzy kibicowali, którzy zabiegali o to, żeby krok w tej sprawie poszedł w dobrym kierunku. Jest zmęczona, ale nie można się dziwić, bo to jest rok odosobnienia, samotności”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd podjął decyzję ws. Breivika

Sąd okręgu Telemark w południowej Norwegii jednomyślnie odrzucił wniosek Andersa Breivika o przedterminowe warunkowe zwolnienie z więzienia. W opublikowanym we wtorek uzasadnieniu podkreślono, że istnieje duże ryzyko, że ten masowy morderca popełni nowe akty przemocy.

– Dziś ma on (Breivik) ten sam ideologiczny punkt wyjścia dla swoich działań, jak w 2011 roku (gdy doszło do zamachu). (…) Wydaje się, że brakuje mu empatii i współczucia dla ofiar – napisał sędzia.

Jak przekazał mediom obrońca Oystein Storrvik, „Breivik wyraził chęć odwołania od decyzji sądu”. Według norweskiego prawa sąd apelacyjny może nie przyjąć sprawy. Breivik odsiaduje karę 21 lat pozbawienia wolności za dokonanie zamachu bombowego w dzielnicy rządowej w Oslo oraz strzelaniny na wyspie Utoya z 2011 roku, w których zginęło łącznie 77 osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Uciekli z więzienia w noc sylwestrową. W Belgii trwa obława

Z więzienia w belgijskim Arlon próbowało uciec trzech mężczyzn, jednak udało się to tylko dwóm. Trwa policyjna obława na uciekinierów – informuje dziennik „De Standaard”. Zdaniem policji ucieczka z więzienia w Arlon (na południu Belgii) została wcześniej zaplanowana – informuje dziennik „De Standaard”. Policja nie wyklucza, iż uciekinierzy otrzymali pomoc z zewnątrz.

Wieczorem 31 grudnia, około godziny 19, podczas spaceru więźniowie pokonali ogrodzenie i dwóm z nich udało się zbiec. Trzeci z osadzonych wybrał inną drogę ucieczki i został zatrzymany przez strażników, kiedy wspinał się na ogrodzenie. W sobotę wieczorem prokuratura podała informację o tożsamości uciekinierów.

Mężczyźni pochodzą z Maroka i przebywali w kraju nielegalnie. Pierwszy, Amine Al Alaoui został skazany za kradzież z użyciem przemocy. Drugi, Azzedine Touzi był kilkakrotnie karany za rozboje, nielegalny pobyt, noszenie zakazanej broni oraz napad z bronią w ręku. Jak podają belgijskie media, trwa obława na uciekinierów. Przesłuchany został m.in. 30-letni Libijczyk, który próbował uciec wraz z dwoma zbiegami.
Źródło info i foto: interia.pl

Ofiara gwałciciela pozywa Ministerstwo Sprawiedliwości. Oprawca powinien był siedzieć za kratami

– Gdyby nie wypuścili go na wolność, nie byłabym dzisiaj kaleką, nie budziłabym się z krzykiem każdej nocy – Daria nie umie ukryć emocji, kiedy wraca myślami do tamtego dnia. Jedna decyzja systemu spowodowała, że jej życie zawaliło się i już nigdy nie będzie takie jak dawniej.

17 stycznia 2016 roku Daria jedzie pociągiem ze Strzelec Opolskich do domu. Jest pewna, że przesiądzie się w Katowicach, ale w okienku na dworcu słyszy, że ten pociąg akurat tam nie dojeżdża. Wysiada więc w Zabrzu. Szuka autobusu, którym dotrze do domu.

Tym samym pociągiem ze Strzelec jedzie też 34-letni Robert K. Proponuje zagubionej 23-trzylatce pomoc.

– Tłumaczył mi, którędy mam pójść. W pewnym momencie powiedział, że podprowadzi mnie na właściwy przystanek – wspomina Daria.

Ale zamiast na przystanek Robert K. prowadzi dziewczynę przed mieszkanie swego brata, a potem krępuje jej ręce i wciąga do środka.

– Zamknął drzwi na klucz, szarpnął mnie i powiedział, że idziemy na układ. Albo sama się rozbieram, albo on mnie pobije i rozbierze – opowiada Daria.

Dziewczyna prosi, by ją wypuścił, chce wrócić do domu. W odpowiedzi Robert K. uderza ją w twarz. Daria nie ma żadnych szans.

– Położył się na mnie i mnie zgwałcił. Chciałam uciec, ale nie mogłam. Po wszystkim zgodził się, żebym zapaliła papierosa. A ja otworzyłam okno i wyskoczyłam. Z pierwszego piętra – opowiada kobieta. – Ratowałam się, jak mogłam.

Nagą i posiniaczoną Darię znajdują na chodniku przechodnie.

– Pamiętam, że najpierw podeszła do mnie jakaś pani, potem zatrzymał się mężczyzna z dwójką dzieci. Maluchy płakały, a on okrył mnie własną kurtką – wspomina.

To ten świadek zezna później, że kobieta wyglądała jak „żywe zombie”. Za chwilę na miejscu jest już policja i pogotowie. Daria trafia do szpitala.

„W pełni sprawna nie będę już nigdy”

Lista obrażeń 23-latki jest długa. Złamanie miednicy, kości łonowej, krzyżowej, pogruchotany kręgosłup.

– To, że nie siedzę po tym wszystkim na wózku, to cud. Ale w pełni sprawna nie będę już nigdy. Nadal mam problemy z chodzeniem, po trzech latach zdiagnozowano u mnie padaczkę na tle nerwowym. Mam dwadzieścia osiem lat i jestem wrakiem człowieka – dodaje Daria.

Policja szybko zatrzymuje Roberta K. w jednym z centrów handlowych. Od razu słyszy dwa zarzuty: zarzut zgwałcenia Darii przy użyciu przemocy i zarzut posiadania narkotyków. Potem dochodzi jeszcze trzeci – naruszenia nietykalności cielesnej policjanta. Robert K. atakuje funkcjonariusza, który doprowadza go do sali przesłuchań.

Nie powinien być na wolności

Szybko okazuje się, że Roberta K. tego dnia w ogóle nie powinno być na wolności. Od sześciu lat odsiaduje bowiem wyrok, między innymi za przestępstwo zgwałcenia. Tego dnia kiedy niszczy życie Darii nie ma go jednak w Zakładzie Karnym w Kluczborku, tylko podróżuje pociągiem ze Strzelec.

Już kilka dni po gwałcie rzecznik Sądu Okręgowego w Opolu tłumaczy mediom, że Robert K. mimo wyroku sprzed sześciu lat przebywał na wolności, bo miał… trzymiesięczną przerwę w odbywaniu kary. Z wnioskiem o jej udzielenie wystąpił naczelnik Zakładu Karnego w Kluczborku. Powód? Sytuacja zdrowotna osadzonego. Robert K. cierpi na jaskrę. Według opinii lekarskiej przebywanie osadzonego w więzieniu mogło zagrażać jego zdrowiu, a nawet życiu. Dlatego mimo negatywnej opinii psychologów 14 grudnia 2015 roku opuścił więzienne mury. Na operację jaskry nigdy jednak nie dotarł. Miesiąc po wyjściu zgwałcił za to Darię.

Linia obrony

Po zatrzymaniu przez policję Robert K. znów trafia na ławę oskarżonych. 20 lutego 2017 roku Sąd Rejonowy w Zabrzu za zgwałcenie Darii skazuje go na łączną karę osiemnastu lat pozbawienia wolności. Sędzia orzeka wobec skazanego także środek zabezpieczający polegający na poddaniu mężczyzny terapii farmakologicznej służącej obniżeniu jego popędu seksualnego.

Robert K. od wyroku się odwołuje. Domaga się uniewinnienia. Twierdzi, że do niczego poszkodowanej nie zmuszał.

– Nie rozumiem, dlaczego ta pani nago wyskoczyła z okna, chyba jej coś odbiło – tłumaczy w apelacji.

Sąd drugiej instancji określa jednak linię obrony przyjętą przez Roberta K. jako nieudolną. Jego samego opisuje w wyroku jako „sprawcę niepoprawnego, wymagającego długoterminowego oddziaływania wychowawczo-resocjalizacyjnego w warunkach izolacji penitencjarnej”.

Sędzia zmniejsza jednak wymiar kary i tym razem wyrok brzmi: trzynaście lat więzienia. Uchylony zostaje też punkt o „kastracji farmakologicznej” mężczyzny.

– To, czego dopuścił się oskarżony, nie było przestępstwem popełnionym w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych. Skłonność do agresywnych zachowań seksualnych oskarżonego uwarunkowana jest osobowością dyssocjalną i uzależnieniem od środków psychotropowych – tłumaczy sędzia.

Dla Darii wyrok skazujący jej oprawcę to jednak żadne zwycięstwo. Od początku nie mieści jej się w głowie, co Robert K. robił w pociągu ze Strzelec Opolskich, skoro powinien wtedy siedzieć w więzieniu?

Ziobro powołuje specjalny zespół

Bulwersująca historia wypuszczonego gwałciciela recydywisty od razu trafia do Ministerstwa Sprawiedliwości. Minister Zbigniew Ziobro powołuje specjalny zespół do zbadania tej sprawy.

11 lutego 2016 roku zwołuje konferencję, na której przedstawia ustalenia zespołu.

– Doszło do poważnych zaniedbań w działaniu zarówno dyrekcji Zakładu Karnego w Kluczborku, jak i sądu penitencjarnego – obwieszcza minister Ziobro. – W związku z tym postanowiłem zwrócić się do władz nadzorujących dyrektora Zakładu Karnego w Kluczborku o wyciągnięcie konsekwencji personalnych.

Lecą głowy. Stanowiska tracą dyrektor zakładu karnego i jego zastępca.

Zbigniew Ziobro podkreśla, że jest to bardzo jednoznaczny sygnał, że aktualne kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości nie będzie tolerowało sytuacji, w której „bezrefleksyjne, rutynowe i beztroskie działania wobec groźnych kryminalistów ze strony dyrekcji zakładów karnych mogą powodować zagrożenie dla zdrowia i życia niewinnych ludzi”.

Ziobro deklaruje też zaostrzenie kar dla gwałcicieli i poprawę systemu monitoringu więźniów korzystających z przepustki lub przerwy w odbywaniu kary.

Tymczasem życie Darii już nigdy nie wraca do normy.

– Czas nie leczy ran. To cały czas jest ze mną. Boje się sama wyjść z domu. Kiedy widzę na ulicy człowieka podobnego do Roberta, zaczynam cała się trząść, nie umiem się uspokoić. Tego nie da są zapomnieć – szlocha.

Co dało jej odwołanie dyrektora Zakładu Karnego i zdyscyplinowanie sądu penitencjarnego, który wypuścił w grudniu 2015 roku na wolność Roberta K.?

– Nic. Nigdy nie poczuję ulgi, bo człowiek, który zniszczył mi życie, nigdy nie poczuje tego co ja przeżyłam. On ma ciepło, wszystko opłacone i głodny nie chodzi. A ja? Ja się o wszystko muszę martwić, żeby mieć dach nad głową, żeby mieć za co żyć.

Pięć lat po dramacie kobieta żyje na granicy wegetacji.

– Nie mogę znaleźć pracy. Z zawodu jestem handlowcem, ale nie zatrudnią mnie w żadnym sklepie, bo po złamaniach nie wystoję długo, a o dźwiganiu czegokolwiek mogę zapomnieć. Nawet prawa jazdy nie mogę zrobić, bo padaczka mnie wykluczyła. Czuję się przez to wszystko zdyskwalifikowana z normalnego życia.

List do ministerstwa

Wiosną tego roku kobieta trafia do kancelarii katowickiego prawnika Leszka Krupanka. Ten tydzień później pisze do Ministerstwa Sprawiedliwości list. Pyta wprost: „Czy istnieje możliwość zawarcia ugody ze Skarbem Państwa?”

– System zawinił, to niech system odpowie, także i finansowo. Ale nawet gdyby nie było tu winy systemu, to od czego jest Fundusz Sprawiedliwości, który ma wspomagać ofiary przestępstw? No komu jak nie pani Darii te pieniądze z funduszu się należą? – apeluje Leszek Krupanek.

W imieniu klientki prosi Ministerstwo Sprawiedliwości o 300 000 zł zadośćuczynienia i 1000 zł miesięcznej renty.

Ministerstwo Sprawiedliwości na pismo jednak nie odpowiada. W czerwcu Leszek Krupanek ponawia prośbę o zadośćuczynienie jego klientce. Jakiś czas później dzwoni telefon.

– Radca prawny z ministerstwa. Tłumaczy uprzejmie, że nasze pisma poszły gdzieś wyżej do zaopiniowania i od razu uprzedza mnie, że ministerstwo nie ma pieniędzy na tego typu pomoc. Miałem poczucie, że przekaz brzmi: po co chce pan wkładać kij w mrowisko? – opowiada Leszek Krupanek.

Poza telefonem oficjalnej odpowiedzi nadal brak. W sierpniu tego roku Daria idzie więc do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia z zawezwaniem do próby ugodowej.

W ubiegły piątek do Darii przychodzi pismo z sądu.

– Poinformowali nas, że odpis naszego zawezwania trafił do Ministerstwa Sprawiedliwości, ale jednocześnie z uwagi na epidemię COVID-19 sąd nie wyznacza terminu posiedzenia pojednawczego w sprawie – Leszek Krupanek rozkłada ręce.

W piśmie czytamy: „termin posiedzenia pojednawczego zostanie wyznaczony tylko i wyłącznie wtedy, gdy przeciwnik wyrazi pisemną wolą zawarcia ugody w sprawie. W przeciwnym razie sprawa zostanie zakreślona w repetytorium jako zakończona bez zawarcia ugody”.
Źródło info i foto: interia.pl

Ekwador: Krwawe zamieszki w więzieniu. Ponad 100 ofiar

Soldiers guard the entrance to the Litoral Penitentiary a day after a deadly riot, in Guayaquil, Ecuador, Wednesday, September 29, 2021. The authorities report at least 100 dead and 52 injured in a riot on Tuesday in the prison. (AP Photo / Angel DeJesus)

Liczba ofiar śmiertelnych w walce gangów w zakładzie karnym w nadmorskim mieście Guayaquil w zachodnim Ekwadorze wzrosła do ponad 100 – podała w środę służba więzienna tego kraju.  Tamtejsze krajowe biuro więziennictwa (SNAI) poinformowało w środę w mediach społecznościowych, że „w chwili obecnej potwierdzono ponad 100 zabitych i 52 rannych” we wtorkowym starciu w więzieniu w Guayas.

Wcześniej potwierdzona liczba ofiar śmiertelnych wynosiła 30, ale regionalny komendant policji Fausto Buenano powiedział, że ciała znalezione w kanalizacji więzienia są nadal identyfikowane. Komendant policji Fabian Bustos powiedział, że we wtorek po pięciu godzinach policja i wojsko odzyskały kontrolę nad więzieniem. Obecnie placówka jest otoczona przez żołnierzy i pojazdy opancerzone. Przed nim stoją karetki pogotowia i gromadzą się krewni więźniów oczekujący na wieści o bliskich, którzy są w środku.

Pułkownik Mario Pazmino, były dyrektor ekwadorskiego wywiadu wojskowego, powiedział w rozmowie z agencją Associated Press, że krwawe walki pokazują, że „transnarodowa przestępczość zorganizowana przeniknęła strukturę” ekwadorskiego systemu więziennego, dodając, że meksykańskie kartele Sinaloa i Jalisco New Generation działają za pośrednictwem lokalnych gangów.

W ekwadorskich więzieniach przebywa ok. 39 tys. więźniów. W lutym i w lipcu w kilku więzieniach doszło do rozruchów. Podczas lutowych zamieszek w więzieniach w miejscowościach Guayaquil, Cuenca i Latacunga, w których przetrzymywanych jest 70 proc. z całej liczby osadzonych, zginęło 79 osób. Podczas zajść w lipcu życie straciło 21 osób.

Prezydent Ekwadoru Guillermo Lasso obiecał w sierpniu, że władze przeznaczą więcej funduszy na poprawę sytuacji w więziennictwie. Zgodnie z przedstawionym przez niego planem w zakładach karnych miały powstać nowe dziedzińce spacerowe, ulepszony miał być też system bezpieczeństwa i nadzoru. Zmiany w ekwadorskim więziennictwie wprowadzane są jednak zbyt wolno, by możliwe było choćby częściowe rozładowanie przepełnionych cel – pisze Reuters.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Syn Kadafiego, Saadi, został zwolniony z więzienia

Saadi Kadafi, syn obalonego i zamordowanego w 2011 dyktatora Libii Muammara Kadafiego, został zwolniony z więzienia – poinformowały w niedzielę źródła w Rządzie Porozumienia Narodowego. Jak podano, natychmiast po zwolnieniu odleciał samolotem do Stambułu. Wspomniane źródła ujawniły, że zwolnienie syna Kadafiego stało się możliwe w rezultacie rokowań między czołowymi przywódcami plemiennymi i premierem Abdulhamidem Dbeibehem. Miał w nich również uczestniczyć były minister spraw wewnętrznych Fathi Ali Baszagha.

W 2018 r. ministerstwo sprawiedliwości orzekło, że Saad nie jest winien zarzucanych mu czynów, m. in. morderstwa wpływowego polityka Baszira Rajaniego. Po obaleniu Kadafiego Libia pogrążyła się w chaosie i walkach wewnętrznych, które praktycznie trwają do dzisiaj. W ostatnim okresie jednak sytuacja w kraju nieco się unormowała i Rząd Porozumienia Narodowego planuje przeprowadzenie w grudniu 2021 r. wyborów do parlamentu.
Źródło info i foto: interia.pl