Obywatel Ukrainy z nakazem opuszczenia Polski. Niedawno wyszedł z więzienia

Dopiero co wyszedł z więzienia, a już został złapany przez straż graniczną i musi opuścić terytorium Polski. Obywatel Ukrainy przebywał za kratkami w związku z przestępstwem przeciwko życiu i zdrowiu oraz usiłowaniem popełnienia przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Po wydaleniu z naszego kraju nie będzie mógł do niego wjechać przez najbliższe trzy lata.

Funkcjonariusze Placówki SG w Tarnowie, po przeprowadzonej wobec cudzoziemca kontroli legalności pobytu na terytorium RP zatrzymali obywatela Ukrainy, który wyszedł z zakładu karnego po ponad dwóch latach. Mężczyzna odbywał karę pozbawienia wolności w związku z popełnieniem przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu oraz usiłowaniem popełnienia przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Podczas odsiadki cudzoziemiec przekroczył dopuszczalny okres pobytu w Polsce. Ponadto jego dane osobowe widniały wykazie cudzoziemców, których pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest niepożądany oraz w Systemie Informacyjnym Schengen, jako podstawa odmowy wjazdu i pobytu w strefie Schengen.

Pobyt Ukraińca na polskim terytorium uznano za nielegalny. Komendant Placówki SG w Tarnowie wydał decyzję o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu z jednoczesnym zakazem wjazdu na terytorium RP i pozostałych krajów strefy Schengen przez okres 3 lat.
Źródło info i foto: se.pl

27-latek mówił, że tylko klepnął dziecko. Dziewczynka walczy o życie w szpitalu

27-letni Daniel P. z Siemirowic (woj. pomorskie) został oskarżony o usiłowanie zabójstwa oraz spowodowanie ciężkich obrażeń ciała u jednej z dziewczynek oraz spowodowanie lekkich obrażeń ciała u drugiej z 5-letnich bliźniaczek. Matka dzieci, 24-letnia Klaudia K., która miała nie reagować na krzywdę córek, odpowie za pomocnictwo w znęcaniu się nad 5-latkami. Danielowi P. grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie. Natomiast Klaudia K. może w więzieniu spędzić do 8 lat.

Klaudia K. wyszła z aresztu, ponieważ ponownie zaszła w ciążę

Wobec oskarżonego stosowany jest tymczasowy areszt. Klaudia K. opuściła go we wrześniu 2020 r. Stało się to na wniosek prokuratury.

– Z uwagi na to, iż Klaudia K. ponownie była w ciąży, stosowane wobec niej tymczasowe aresztowanie zostało uchylone – podał w piątek prokurator Paweł Wnuk.

Wcześniej informował także, że ze względu na zgromadzony już materiał dowodowy w sprawie obawa matactwa ze strony Klaudii K. jest nieaktualna. Oboje oskarżeni nie byli dotychczas karani sądownie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zbrodnia sprzed 30 lat. Mężczyzna usłyszał zarzut morderstwa 9-latki

Minęły 32 lata odkąd 9-letnia Michaela Joy Garecht została uprowadzona z parkingu przed supermarketem w miasteczku Hayward w stanie Kalifornia. W poniedziałek zarzut zabicia dziewczynki usłyszał 59-letni David Emery, który odsiadywał już wyrok za inne przestępstwa.

W 1988 roku, tuż przed Świętem Dziękczynienia, 9-letnia Michaela razem z koleżanką wybrały się na hulajnogach do supermarketu po przekąski. Sklep znajdował się tylko dwie przecznice od domu dziewczynki. Kiedy Michaela i jej koleżanka robiły zakupy, porywacz przestawił hulajnogę Michaeli w pobliże swojego samochodu.

Gdy Michaela chciała wsiąść na hulajnogę, mężczyzna wciągnął dziewczynkę do auta i odjechał. Zdarzenie widziało kilku świadków. Na podstawie ich zeznań sporządzono portret pamięciowy sprawcy. Jednak nie udało się znaleźć 9-latki, nigdy nie znaleziono jej ciała.

Przełom w śledztwie nastąpił jednak dopiero w 2020 roku, kiedy to funkcjonariusze postanowili ponownie przyjrzeć się sprawie. Używając zaawansowanej technologii jeszcze raz zbadali odcisk palca pozostawiony na hulajnodze Michaeli 32 lata temu. Udało się go dopasować do odcisków 59-letniego Davida Emryego, który siedzi w więzieniu od 1989 roku. Są też świadkowie, którzy potwierdzają, że widzieli tego mężczyznę w okolicy w dniu porwania.

„Przerażająca zbrodnia”

Na Davidzie Emrym ciąży już zarzut podwójnego zabójstwa dwóch przyjaciółek, odsiaduje też wyrok za napad z bronią ze skutkiem śmiertelnym oraz za kradzież. W poniedziałek 21 grudnia usłyszał kolejny zarzut – morderstwa Michaeli Joy Garecht.

„Ta sprawa wstrząsnęła nie tylko lokalną społecznością, ale całym rejonem zatoki San Francisco. Porwanie i zabicie dziecka to przerażająca zbrodnia. Ból przyjaciół i rodziny jest ogromny, zwłaszcza kiedy dziecka nie można odnaleźć przez tak długi czas” – przekazał prokurator okręgowy hrabstwa Alameda Nancy O’Malley w oświadczeniu.

„Mam nadzieję, że dzisiejsze działania przyniosą rodzinie jakiekolwiek ukojenie. Sprawiedliwości staje się zadość, nawet jeśli trwa to 32 lata” – dodał.

Emry został oficjalnie oskarżony o morderstwo i porwanie. Jego przesłuchanie przed sądem ma się odbyć 17 lutego. Śledztwo w sprawie Michaeli nigdy nie zostało zamknięte i nadal trwa. Funkcjonariusze mają nadzieję doprowadzić je do końca. Zależy im też na odnalezieniu szczątków 9-latki.

„Cieszę się, że on nikogo więcej nie skrzywdzi”

Sprawę skomentowała matka Michaeli, Sharon Murch, która od wielu lat prowadzi bloga w sprawie zaginięcia córki. „W mijającym roku dotarłam do punktu, w którym musiałam zaakceptować fakt, że Michalea najprawdopodobniej nie żyje. Nie spodziewałam się tylko, że umarła jako dziecko” – czytamy w oświadczeniu.

„Przez lata zastanawiałam się, czy tak naprawdę chcę wiedzieć, co się stało z moją córką. Czy będę w stanie zaakceptować prawdę. Teraz cieszę się, że zidentyfikowano porywacza i mam odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Cieszę się, że ten mężczyzna nikogo więcej nie skrzywdzi” – pisze matka 9-latki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Michał Żewłakow o wypadku, który spowodował. Jest oświadczenie

Wczoraj w nocy wsiadłem za kierownicę samochodu po wypiciu alkoholu i spowodowałem kolizję, w której szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mojego braku odpowiedzialności i wyobraźni – napisał były reprezentant Polski w piłce nożnej Michał Żewłakow. Przeprosił również wszystkich za swoje zachowanie.

Do zdarzenia z udziałem byłego reprezentanta kraju w piłce nożnej doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. – Około godziny 0.40 na skrzyżowaniu ulicy Miodowej z Długą. W stojący na czerwonym świetle autobus wjechało osobowe bmw – powiedział podinspektor Szumiata z warszawskiej policji.

– Badanie alkomatem wykazało, że kierowca osobowego bmw miał w wydychanym powietrzu 1,6 promila alkoholu – poinformował policjant dodając, że mężczyzna został zatrzymany.

Oświadczenie byłego reprezentanta

Jak ustaliła PAP, za kierownicą osobowego bmw siedział były reprezentant Polski w piłce nożnej Michał Żewłakow, który po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty w sprawie kierowania w stanie nietrzeźwości. Odpowie także za spowodowanie kolizji w ruchu drogowym.

Żewłakow po usłyszeniu zarzutów został zwolniony do domu.

We wtorek wieczorem były piłkarz na swoim profilu na Twitterze opublikował oświadczenie. „Wczoraj w nocy wsiadłem za kierownicę samochodu po wypiciu alkoholu i spowodowałem kolizję, w której szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mojego braku odpowiedzialności i wyobraźni. Przepraszam wszystkich za moje zachowanie, szczególnie najbliższych oraz tych, którzy poczuli się zawiedzeni i rozczarowani moją postawą” – napisał Żewłakow.

„Mam świadomość, że jako były kapitan reprezentacji Polski i wielokrotny reprezentant kraju, a także osoba wciąż aktywna w środowisku piłkarskim, powinienem być nie tylko źródłem dumy dla kibiców, ale także wzorem dla piłkarzy, przede wszystkim tych najmłodszych. Przepraszam całą społeczność Motor Lublin za cień, jaki swoim zachowaniem na nią rzuciłem. Postanowiłem oddać się do dyspozycji zarządu klubu – podkreślił.

Przeprosiny i deklaracje

Poinformował również, że zdaje sobie sprawę, że – jako osoba zapraszana do studia telewizyjnego w charakterze eksperta – powinien prezentować najwyższe standardy. „Przepraszam wszystkich telewidzów oraz współpracowników ze świata mediów, przede wszystkim ze stacji Canal+, za to, że zawiodłem ich zaufanie – zaznaczył.

„Rozumiem teraz, że konsekwencje mojego karygodnego zachowania mogły być znacznie gorsze. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak jeszcze raz prosić o wybaczenie oraz szansę na naprawę szkód, które wyrządziłem. Deklaruję gotowość do złożenia wyczerpujących wyjaśnień wobec organów państwa polskiego oraz instytucji, z którymi, na co dzień współpracuję. Obiecuję również, że niezależenie od czekających mnie konsekwencji prawnych, w najbliższym czasie aktywnie włączę się w działania na rzecz propagowania trzeźwości kierowców oraz pomocy ofiarom wypadków drogowych. Wiem, że nie cofnie to czasu, ale być może pozwoli choć w części zadośćuczynić mojej głupocie oraz uchronić innych od błędu, który popełniłem” – oświadczył.

„Nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo jest mi wstyd” – zakończył swoje przeprosiny. Według Kodeksu karnego za kierowanie w stanie nietrzeźwości grozi do dwóch lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Myszków: Udusił kolegę papierem toaletowym. 15-latek odpowie jak dorosły

Sąd Okręgowy w Myszkowie zdecydował, że 15-latek, który udusił 14-letniego współlokatora z ośrodka wychowawczego w Łańcucie, będzie odpowiadał jak dorosły. Nastolatek do zabicia kolegi użył… papieru toaletowego. Grozi mu wiele lat więzienia!

Do dramatycznych zdarzeń doszło we wrześniu 2020 roku w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Łańcucie. 15-latek pochodzący z Myszkowa zaatakował swojego 14-letniego współlokatora, Aleksandra z Bytomia. 3 września Olka poddano izolacji w związku z koronawirusem. Nie był na nią przeniesiony przez sanepid, to była wewnętrzna decyzja ośrodka, tak „na wszelki wypadek”.

To właśnie na kwarantannie rozegrały się dramatyczne sceny. 14-letni Olek spędził zaledwie cztery dni w pokoju ze starszym o rok kolegą. 7 września pracownicy placówki zauważyli, że chłopiec nie daje oznak życia. Po wezwaniu służb, lekarz stwierdził zgon dziecka, a sekcja zwłok wykazała, że w jego przełyku znaleziono kulkę uformowaną z papieru toaletowego. Ktoś mu ją tam wepchnął! Jak się później okazało, zrobił to kolega z kwarantanny, do czego 15-latek przyznał się podczas przesłuchania. Teraz zapadła ważna decyzja sądu w tej sprawie!

Tuż po zdarzeniu śledczy podawali, że 15-latek być może będzie odpowiadał za swój czyn jako osoba dorosła. W przeciwnym razie maksymalny wymiar kary oznaczałby pobyt w ośrodku wychowawczym do czasu ukończenia 21. roku życia. Tak się jednak nie stanie, ponieważ Sąd Okręgowy w Myszkowie zdecydował, że 15-latek odpowie jak dorosły, co oznacza, że grozi mu kara do 25 lat więzienia. O tym, ile lat nastolatek spędzi za kratkami, zdecyduje sąd w trakcie procesu.
Źródło info i foto: se.pl

34-letni ksiądz oskarżony o wykorzystanie seksualne 13-latki

Prokuratura oskarżyła wikariusza, który kilka lat temu na terenie parafii w Koniecpolu miał wykorzystać seksualnie 13-letnią dziewczynkę. 34-letni duchowny nie przyznał się do winy. Grozi mu kara od 2 do nawet 12 lat więzienia. O skierowaniu przez Prokuraturę Rejonową w Myszkowie aktu oskarżenia w tej sprawie poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek. Sprawą zajmie się sąd w Myszkowie.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte po zawiadomieniu o przestępstwie, złożonym w czerwcu 2019 r. do prokuratury w Kielcach przez delegata tamtejszego biskupa ds. ochrony dzieci i młodzieży. Z treści pisma wynikało, że do przestępstwa doszło na terenie parafii w Koniecpolu, dlatego sprawę przekazano do prokuratury w Myszkowie.

Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy w Myszkowie przesłuchał małoletnią z udziałem biegłego psychologa, który w wydanej opinii zeznał, że jej zeznania są szczere i pozbawione skłonności do konfabulacji – powiedział prok. Ozimek. 34-letni duchowny usłyszał dwa zarzuty: „doprowadzenia jesienią 2013 r. trzynastoletniej wówczas dziewczynki do obcowania płciowego i poddania się tzw. innej czynności seksualnej”.

Podejrzany podczas śledztwa nie przyznał się do winy. Prokuratura z uwagi na charakter sprawy nie ujawnia treści jego wyjaśnień. Biegli psychiatrzy i seksuolog, którzy badali podejrzanego uznali, że ksiądz był poczytalny. Sąd odrzucił wniosek o aresztowanie, a podejrzany jest pod dozorem policji.

Księdzu może grozić kara od 2 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Christian B. zaatakowany w celi. Jest podejrzany o porwanie Madeleine McCann

Christian B., główny podejrzany o porwanie w 2007 r. trzyletniej wówczas Madeleine McCann, został zaatakowany w celi, gdy czekał na rozprawę w sprawie handlu narkotykami. Mężczyzna został zabrany do szpitala, gdzie okazało się, że ma złamane dwa żebra. Skazany gwałciciel i pedofil miał stawić się przed sądem, by ubiegać o zwolnienie warunkowe w sprawie narkotykowej; może on zostać zwolniony 6 stycznia przyszłego roku, po odbyciu dwóch trzecich kary.

Z tego powodu został przewieziony z więzienia w Kilonii do oddalonej o prawie 300 km sali sądowej w Braunschweig na rozprawę. Brueckner przybył do sądu godzinę przed rozpoczęciem i został umieszczony w celi, w której miał miejsce incydent. Z relacji naocznych świadków wynika, że strażnik więzienny przywitał medyków, mówiąc: „Ktoś tam się buntował”. Mężczyzna został przewieziony do izby przyjęć, po czym wrócił do sądu. Urzędnicy sądowi nie chcieli komentować incydentu, mówiąc, że trwa śledztwo. Jego 36-letni obrońca Friedrich Fuelscher głośno kłócił się ze strażnikami więziennymi o nagranie z celi.

Podejrzany odbywa karę siedmiu lat więzienia za gwałt na 72-letniej Amerykance i 21 miesięcy za handel narkotykami. Wcześniej był skazany za inne przestępstwa, w tym pedofilię. Śledczy obawiają się, że zostanie zwolniony z więzienia i ucieknie z kraju, zanim uda im się znaleźć wystarczające dowody, by oskarżyć go w sprawie Madeleine McCann.

Rodzice Maddie, Kate i Gerry, nigdy nie stracili nadziei na odnalezienie córki żywej.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabrze: Sąsiad dwukrotnie ugodził 33-latka nożem

Funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu zatrzymali 59-letniego mężczyznę, który dwukrotnie ugodził mieczem swojego 33-letniego sąsiada. Do niecodziennej sytuacji doszło w trakcie kłótni obu mężczyzn. Sprawcy grozi do 10 lat więzienia. Do niebezpiecznego incydentu doszło późnym wieczorem w piątek w jednym z mieszkań przy ulicy Legnickiej. Po godzinie 23:00 funkcjonariusze, którzy udali się we wskazane miejsce zastali rannego 33-latka. Wobec zatrzymanego 59-letniego mężczyzny śledczy zastosowali środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji – czytamy w oświadczeniu KMP w Zabrzu.

Jak napisano w oświadczeniu policji, mężczyzna posiadał ranne kłuta brzucha oraz ramienia, policjanci udzielili mu pomocy przedmedycznej i monitorowali do czasu przyjazdu pogotowia. Ranny 33-latek, choć był przytomny, to nie potrafił wyjaśnić okoliczności powstania u niego obrażeń. Mężczyzna w stanie ciężkim trafił do szpitala, ze wstępnych ustaleń wiadomo, że doznał m.in. uszkodzeń jelita.

Badając okoliczności, funkcjonariusze dowiedzieli się, że chwilę wcześniej ranny 33-latek udał się do sąsiada mieszkającego klatkę obok. Wtedy mężczyźni rozpoczęli kłótnię, która przerodziła się w bójkę. W trakcie awantury 59-latek sięgnął po miecz i dwukrotnie trafił nim młodszego mężczyznę.

Policja zabezpieczyła miecz oraz zbadała 59-latka alkomatem. Mężczyzna miał w wydychanym powietrzu 2 promile alkoholu. O jego dalszym losie zadecyduje sąd.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nawoływał do popełnienia przestępstwa za pośrednictwem internetu. Jest w rękach policji

Policjanci z Wałbrzycha zatrzymali mężczyznę, który na jednym z popularnych portali społecznościowych wzywał do udziału w proteście i nawoływał publicznie innych internautów do popełnienia przestępstwa przy użyciu broni palnej wobec władzy wykonawczej RP. 30-latek przyznał się do popełnienia przestępstwa. Oświadczył, że w momencie dokonywania wpisu był nietrzeźwy. Podejrzanemu może teraz grozić kara pozbawienia wolności do 2 lat.

Wpis nieznanego internauty trafił do „sieci” 3 listopada br. Jego treść szybko przejęli nieustannie monitorujący zachowania użytkowników w internecie funkcjonariusze Wydziału do walki z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Z ich ustaleń wynikało, że odpowiedzialnym za opublikowanie posta może być mieszkaniec Wałbrzycha, dlatego też od razu informacja trafiła do tamtejszych funkcjonariuszy służby kryminalnej, a ci, zaalarmowani niezwłocznie rozpoczęli pracę nad ustaleniem tożsamości sprawcy umieszczenia posta na portalu i dotarciem do jego miejsca zamieszkania.

Już po kilku godzinach mundurowi wytypowali kto jest odpowiedzialny za mowę nienawiści w Internecie i w środę, 04.11.2020 r., nad ranem, zatrzymali w Wałbrzychu zaskoczonego 30-latka. Policjanci w jego mieszkaniu zabezpieczyli komputer stacjonarny, pendrive’y, a także telefon. W trakcie sprawdzenia, w jednym z pomieszczeń funkcjonariusze odnaleźli również pistolet gazowy wraz z amunicją hukową, na co jak się okazało, mężczyzna nie posiadał wymaganego zezwolenia.

30-letni wałbrzyszanin odpowie teraz przed sądem. Za ten czyn grozi mu kara do 2 lat pozbawienia wolności.

W związku z tym zdarzeniem warto po raz kolejny zaznaczyć, że wolność słowa ma swoje granice. Nie ma przyzwolenia na hejt oraz mowę nienawiści. Pamiętajmy, że w cyberprzestrzeni nikt nie jest anonimowy, każde zachowanie pozostawia swój ślad, a bezkarność osób łamiących prawo jest tylko pozorna, dlatego apelujemy do internautów o stosowanie się do ogólnie przyjętej etykiety oraz do bezwzględnego przestrzegania przepisów prawa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Terrorysta z Wiednia był już skazywany, ale go zwolniono. „Oszukał system”

– Próbował wyjechać do Syrii i przyłączyć się do bojówek dżihadystycznych. Został skazany, jednak wymiar sprawiedliwości zwolnił go z kary wcześniej – mówił o zastrzelonym przez policję zamachowcu minister spraw wewnętrznych Austrii Wolfgang Peschorn. Konferencja prasowa ministra była transmitowana w TVP Info.

Jak powiedział Peschorn, społeczeństwo Austrii nie da się podzielić.

– Sprawca został bardzo szybko zneutralizowany przez funkcjonariuszy. Dzięki temu, że akcja została przeprowadzona sprawnie, udało się uniknąć gorszych scenariuszy. Jednocześnie po przeszukaniu mieszkania sprawcy doszło do 18 innych przeszukań. 14 osób z otoczenia sprawcy zostało tymczasowo aresztowanych – mówił.

– Mówimy o osobie, która ma 20 lat. Jest to obywatel Austrii o podwójnym obywatelstwie, także północnomacedońskim. Miał na sobie pas z atrapami materiałów wybuchowych. Miał też karabin kałasznikowa i maczetę – dodał minister.

Osoba ta miała już na kocie wyroki kary.

– Próbował wyjechać do Syrii i przyłączyć się do bojówek dżihadystycznych. Został skazany, jednak wymiar sprawiedliwości zwolnił go z kary wcześniej – mówił Peschorn.

– Udało mu się oszukać urzędników odpowiedzialnych za deradykalizację więźniów i zwolniono go. (…) Doszło do oszukania systemu. Oznacza to, że musimy prowadzić działania optymalizacyjne, by w przyszłości lepiej przeciwstawiać się takim sytuacjom – stwierdził.

Jak podały austriackie władze we wtorek, w poniedziałkowym zamachu dżihadystów w Wiedniu zginęło pięć osób, w tym jeden zamachowiec, a kilkanaście zostało rannych. Trwają poszukiwania pozostałych napastników. Zabity terrorysta został zidentyfikowany jako sympatyk Państwa Islamskiego.
Źródło info i foto: TVP.info