Porwał i więził swojego 5-letniego syna. 23-latek usłyszał zarzuty

23-latek, który w piątek porwał swojego 5-letniego syna i więził przez kilka godzin, dziś usłyszał zarzuty, w tym m.in. narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Przypomnijmy, chodzi o sprawę z Trąbek Wielkich koło Gdańska. Mężczyzna zabrał z domu 5-letniego synka. Następnie wysłał do swojej partnerki SMSa o niepokojącej treści: „Zabiję go i siebie”. Przerażona kobieta wezwała policję, a do akcji wkroczyli antyterroryści.

Zorganizowano obławę, zarówno w postaci blokad na drogach, jak i obserwacji z powietrza.

23-latka wraz z dzieckiem znaleziono w lesie. Mężczyzna zamknął się w samochodzie. Na miejscu pojawił się negocjator. Mężczyzna poddał się po dwóch godzinach.

Jak podaje prokuratura, chłopiec przez kilka godzin nie miał dostępu do pożywienia, picia ani ciepłej odzieży czy środków higieny osobistej.

Jak się również okazało, 23-latek był pod wpływem amfetaminy.

Porywacz usłyszał kilka zarzutów, w tym narażeniem dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu. Kolejne dotyczyły również pozbawienia dziecka wolności, a także kierowania pod adresem swojej partnerki gróźb pozbawienia jej życia.

Mężczyzna miał znęcać się nad nią, bić ją i ograniczać kontakty z bliskimi.

Mężczyzna przyznał się do stawianych mu zarzutów. Swoje zachowanie tłumaczył tęsknotą za dzieckiem (para rozstała się w lipcu). Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt dla 23-latka.
Źródło info i foto: se.pl

Chełmża: Zatrzymano oprawcę maltretowanej i więzionej 30-latki

Adrian K. (31 l.) porwał, następnie uwięził, bił i brutalnie gwałcił 30-letnią kobietę. Wczoraj policjanci dopadli oprawcę. Brat ofiary mówi, że sprawca już dawno powinien siedzieć w ośrodku dla najniebezpieczniejszych przestępców.

– Byłem w szpitalu. Lekarze ze względu na jej stan nie dopuścili mnie do siostry. Nerki jej nie pracują – mówi nam Paweł, brat ofiary. – To się nie mieści w głowie, co ten Adrian jej zrobił. To nienormalny facet. On powinien siedzieć z Bestią z Piotrkowa. Był już wcześniej skazany. – mówią znajomi kobiety W sobotę pogotowie ratunkowe przywiozło ledwo żyjącą kobietę do szpitala w Chełmży. Ciężko pobita, miała uszkodzone nerki i głowę. – Była przerażona. Cała we krwi – mówi nam jeden z pracowników placówki. Lekarze natychmiast zaalarmowali policję.

– W godzinach popołudniowych dostaliśmy zgłoszenie ze szpitala w Chełmży o tym, że trafiła tam kobieta, która mogła zostać pobita i wykorzystana seksualnie – mówi mł. asp. Wojciech Chrostowski, oficer prasowy KMP Toruń.

Okazało się, że 30-latka została porwana i uwięziona w pustostanach obok dworca kolejowego w Chełmży. Powiedziała policjantom, że była tam przetrzymywana od piątku Mężczyzna ją związał, bił i wielokrotnie gwałcił.

Wczoraj rano Adrian K. został zatrzymany. Minister Zbigniew Ziobro polecił Prokuraturze Krajowej objąć nadzorem śledztwo w tej sprawie. – My tylko sporządziliśmy notatkę z krótkiej rozmowy z ofiarą. Musieliśmy zatrzymać podejrzanego, bo baliśmy się, że może nam uciec. Do prokuratury będziemy mogli go doprowadzić dopiero po tym, jak kobieta zostanie oficjalnie przesłuchana. W niedzielę, ze względu na jej stan zdrowia, nie zgodzili się na to lekarze – mówi nam jeden z policjantów pracujących nad tą sprawą.
Źródło info i foto: se.pl

Znajomy matki zgwałcił 9-letnią córkę i przetrzymywał ją w wersalce. Kobieta nie szukała córki, „bo nie ma auta”

36-latka zgodziła się, by jej 9-letnia córka poszła sama do domu mężczyzny, z którym – jak sama twierdzi – nie jest blisko. Ten zgwałcił i uwięził dziewczynkę, a następnie powiedział matce, że ta uciekła. Kobieta nie zgłosiła sprawy policji.

24-letni Mateusz K. przyznał się do zarzutów m.in. doprowadzenia do obcowania płciowego z osobą małoletnią i pozbawieniem wolności ze szczególnym udręczeniem. Mężczyzna został zatrzymany przed tygodniem po tym, jak policjanci w jego mieszkaniu w Gorzowie znaleźli 9-letnią dziewczynkę. Była ona związana i zakneblowana w wersalce. Ledwo oddychała i zaraz po znalezieniu zabrano ją na salę operacyjną.

24-latek zabrał dziecko do swojego domu dzień wcześniej. Zgwałcił 9-latkę i uwięził ją. Gdy nie wróciła do domu, poinformował 36-letnią matkę, Annę W., że dziewczynka uciekła w czasie spaceru. Nie uwierzył w to jej 14-letni brat, który razem ze starszym kolegą udał się do mieszkania Mateusza K. i wezwał policję. Funkcjonariusze dostali się do środka z pomocą strażaków. Mężczyzny nie było na miejscu, został zatrzymany późno w nocy przez policję i trafił do aresztu.

„Fakt” podaje, że Annie W. grozi odebranie przez sąd praw rodzicielskich, z czym kobieta się nie zgadza. W rozmowie z dziennikiem powiedziała, że poznała Mateusza K. w szpitalu psychiatrycznym, gdzie leczył się wtedy jej nieżyjący już partner. Jakiś czas później mężczyzna zaproponował, by syn 36-latki zaczął dorabiać na jego straganie z warzywami. Dostał też od rodziny szczury, które należały do zmarłego partnera Anny W. Opisywała, że „dzieciom brakowało mężczyzny w domu”, a 24-latek mógł być dla nich wzorem.

Anna W. nie szukała córki, „bo nie ma samochodu”

W ubiegły weekend 9-letnia dziewczynka, nalegała by iść do mieszkania Mateusza K. zobaczyć szczury. Matka nie poszła tam z córką, bo „wtedy syn zostałby sam” w domu. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego pozwoliła, by młodsze dziecko spędziło całą noc u niemal obcego mężczyzny. Anna W. przyszła po córkę dopiero następnego dnia rano. Mateusz K. stwierdził wtedy, że dziewczynka uciekła, ale pomimo tego matka nie zawiadomiła policji i nie szukała Sary.

– Tak mi doradziła osoba z rodziny, ale nie mogę powiedzieć kto – powiedziała kobieta „Faktowi”. – Nie szukałam, bo nie mam samochodu – tłumaczyła.

14-letni Boguś i 9-letnia Sara trafią do ośrodka wychowawczego. Kobieta uważa, że to „zbyt wysoka kara”. – Co to za państwo, które w nagrodę z uratowanie życia siostry zabiera jej brata siłą do ośrodka – mówiła dziennikarzom.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zakon zapłacił ofierze księdza pedofila milion złotych

Poszkodowana przez księdza Katarzyna otrzymała już zasądzony jej milion złotych i zaległą rentę. Roman B. przez kilkanaście miesięcy więził i gwałcił wówczas 13-letnią dziewczynę. Został za to skazany na 4 lata pozbawienia wolności.

Kobieta wytoczyła proces Towarzystwu Chrystusowemu dla Polonii Zagranicznej, żądając miliona złotych odszkodowania i dożywotniej renty. Wymiar sprawiedliwości przychylił się do tego stanowiska, a sąd apelacyjny kilka tygodni temu utrzymał wyrok w mocy.

„Wirtualna Polska” poinformowała, że Chrystusowcy przelali już na konto pokrzywdzonej całą zasadzoną kwotę, co potwierdził także reprezentujący duchownych prawnik.

To nie kończy jednak sprawy. Mecenas Krzysztof Wyrwa zapowiedział złożenie kasacji do Sądu Najwyższego.
Źródło info i foto: epoznan.pl

Floryda: Chłopak więził ją w domu i bił. Udało się jej uciec dzięki liścikowi

Niezwykła akcja policji ze stanu Floryda. Pobita i zastraszana kobieta zdołała uwolnić się od brutalnego partnera, prosząc o pomoc obsługę kliniki weterynaryjnej.

Zastraszona kobieta szuka pomocy w klinice weterynaryjnej. „Zadzwońcie na policję”

Na filmie, który obiegł Internet widać, jak dziewczyna podaje karteczkę obsłudze kliniki weterynaryjnej. „Zadzwońcie na policję. Mój chłopak mi grozi. Ma broń. Proszę, nic mu nie mówcie” – napisała przerażona kobieta. Jak się potem okazało, jej partner przetrzymywał ją w domu przez co najmniej dwa dni, gdzie bił ją i groził jej bronią. Nagranie z kamery bezpieczeństwa z kliniki weterynaryjnej pokazuje moment, w którym policjanci wchodzą do kliniki, rozmawiają z partnerem dziewczyny, po czym dokonują przeszukania. Po znalezieniu broni zakładają skuwają mężczyznę kajdankami.

2 dni horroru w stanie Floryda. Więzienie, bicie i groźby z użyciem broni palnej

Jak mówi rzecznik szeryfa, Laura Williams, 39-letni Jeremy Floyd został aresztowany pod zarzutem więzienia kobiety, pobicia jej, ataku z użyciem broni palnej oraz posiadania broni i amunicji. Szeryf ustalił, że partner kobiety groził jej, strzelając w jej kierunku dwa razy na dwa dni przed tym, kiedy poszli razem do kliniki weterynaryjnej.

Co więcej, mężczyzna groził kobiecie, mówiąc jej, że zabije jej rodzinę. Policja odkryła dwie dziury po kulach w domu aresztowanego. Zdaniem rzecznika, kobieta miała „widoczne rany”. Po akcji funkcjonariuszy została przewieziona do pobliskiego szpitala z powodu urazu głowy i rozlicznych siniaków na ciele.

Strzelał do niej i groził, że zabije jej rodzinę. Znalazła pomoc w klinice weterynaryjnej

Kobiecie udało się wykorzystać moment. Wcześniej namówiła swojego agresywnego partnera, żeby poszli z psem do weterynarza.

Na filmie z kamery bezpieczeństwa widać, że kobieta podaje obsłudze kliniki ręcznie napisaną notatkę. Jedna z kobiet siedzących za biurkiem podała ją swojej koleżance z pracy. Żadna z kobiet nie rozmawia z ranną kobietą, która odchodzi, gdy pracownice kliniki weterynaryjnej czytają jej wiadomość. Na filmie widać, że zastraszona kobieta siedzi obok swojego partnera w momencie przeszukania. Jeremy Floyd przebywa w więzieniu na Florydzie, czekając na proces.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Areszt dla ratownika medycznego, który miał wykorzystywać seksualnie swoje uczennice

Na trzy miesiące aresztował w czwartek sąd 43-letniego ratownika medycznego, podejrzanego o seksualne wykorzystanie uczennicy szkoły średniej i fotografowanie tego, a także bezprawne pozbawienie wolności siedmiu młodych kobiet. Mężczyźnie grozi 10 lat pozbawienia wolności.

O aresztowaniu podejrzanego poinformował w czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Przedstawione mężczyźnie zarzuty to efekt ustaleń poczynionych w śledztwie, które zostało wszczęte po zawiadomieniu złożonym przez dyrekcję jednej z łódzkich szkół średnich. Podejrzewała ona, że mężczyzna prowadzący w ramach umowy zajęcia z ratownictwa medycznego, może seksualnie wykorzystywać uczennice.

Na komputerze zdjęcia wskazujące na wykorzystanie seksualne

Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego Prokuratura Rejonowa w Pabianicach podjęła decyzję o zatrzymaniu 43-latka. Przeprowadzono przeszukanie jego mieszkania, zabezpieczono telefony komórkowe i komputery, które poddano oględzinom. Ujawniono m.in. fotografie wskazujące na dwukrotne seksualne wykorzystanie jednej z dziewcząt, której wcześniej podano środek odurzający.

Ponadto ustalono, że od drugiego półrocza 2017 roku do czerwca 2018 podejrzany prawdopodobnie podawał przez dożylne iniekcje środki odurzające siedmiu innym młodym kobietom, które następnie bezprawnie pozbawiał wolności, przetrzymując je w miejscu prowadzenia działalności lub zamieszkania.

„Niewykluczone, że zarzuty ulegną poszerzeniu”

– Trwa postępowanie dowodowe. Niewykluczone, że zarzuty ulegną poszerzeniu. Kluczowe znaczenie będą miały specjalistyczne ekspertyzy zabezpieczonych nośników pamięci. Podczas przeszukania w miejscu zamieszkania ujawniono amunicję, na posiadanie której mężczyzna nie miał zezwolenia – powiedział Kopania.

Ratownik usłyszał zarzuty dotyczące doprowadzenia małoletniej, po uprzednim podaniu jej środków odurzających, do poddania się innej czynności seksualnej i utrwalania poprzez fotografowanie tych czynności. Ponadto zarzucono mu bezprawne pozbawienie wolności siedmiu młodych kobiet oraz posiadanie bez zwolnienia trzech sztuk amunicji.

Prokuratura wnioskowała o aresztowanie podejrzanego. W czwartek po południu sąd przychylił się do jej wniosku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Włochy: Przez dziesięć lat więził kobietę w piwnicy, gwałcił ją i torturował

Włoskie media opisują horror, jaki w jednym z miast na południu kraju przeżyła obywatelka Rumunii. Kobieta była tam przez 10 lat trzymana w zamknięciu, torturowana i gwałcona. Dramat rozpoczął się w 2007 roku. 19-letnia wówczas obywatelka Rumunii przyjechała wtedy do miejscowości Lamezia Terme. Zatrudniła się tam w charakterze pomocy domowej. Do jej głównych obowiązków należała wtedy opieka nad starszą kobietą – opisuje włoski dziennik „La Repubblica”.

Kłopoty zaczęły się po śmierci staruszki. Od tamtej pory jej syn regularnie nękał młodą dziewczynę, po czym zdecydował, że zamknie ją w odosobnieniu. Przez dziesięć kolejnych lat kobieta była torturowana i gwałcona. W wyniku wymuszonych stosunków seksualnych urodziła mu później córkę oraz syna.

Mężczyzna przetrzymywał ją wraz z dziećmi w piwnicy domu w fatalnych warunkach – bez dostępu do wody i elektryczności. Na filmie udostępnionym przez karabinierów widać, że w pomieszczeniu było pełno śmieci, myszy i insektów, a za posłania służyły sterty kartonów.

Media opisują, że kobieta była regularnie przywiązywana do łóżka. Mężczyzna bił ją i gwałcił także po przyjściu na świat dzieci – na ich oczach.

Odkrycie przez przypadek

Włoska policja dowiedziała się o horrorze kobiety przez przypadek, kiedy funkcjonariusze drogówki zatrzymali do rutynowej kontroli samochód mężczyzny.

Policjanci zwrócili uwagę na towarzyszące mu dziecko – miało na sobie stare, zniszczone i brudne rzeczy. Wyglądało na to, że również sam chłopiec jest w złym stanie. Funkcjonariusze zażądali wtedy rozmowy z matką dziecka.

W ten sposób policja dotarła do uprowadzonej kobiety. Kiedy ją odnaleziono, była w kiepskiej kondycji fizycznej, miała wiele widocznych obrażeń. 29-latka wraz z dziećmi trafiła już do zupełnie nowego domu, podczas gdy 50-latek został aresztowany. Mężczyzna odpowie teraz m.in. za pozbawienie kobiety wolności oraz za stosowaną wobec niej przemoc seksualną.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wielka Brytania: Polak skazany za handel ludźmi

Policja z brytyjskiego Nottingham opublikowała nagranie z uwolnienia jednego z dwóch niewolników Edwarda Z. Byli zmuszani do pracy po 20 godzin dziennie i przetrzymywani w skandalicznych warunkach. Ich oprawca, 42-letni Polak, właśnie został skazany za handel ludźmi. Edward Z. został skazany na 40 miesięcy więzienia za handel ludźmi. Wyrok w tej sprawie zapadł w poniedziałek w sądzie w Nottingham. Śledczy dowiedli, że mężczyzna w latach 2013-2017 wykorzystywał dwóch Polaków do niewolniczej pracy.

„Wykorzystał ich trudną sytuację życiową”

– Wykorzystał ich trudną sytuację życiową: bezdomność, uzależnienie od alkoholu i brak znajomości języka angielskiego. To zrobiło z nich doskonałe ofiary – poinformował Mike Ebbins z policji w Nottingham, która prowadziła śledztwo.

Pierwszy mężczyzna przyjechał do Wielkiej Brytanii w 2008 roku. Z powodu długu trafił do kuzyna swojego wierzyciela, Edwarda Z. Miał u niego odpracować 800 funtów.

– Tam był wykorzystany do niewolniczej pracy przy produkcji kartek okolicznościowych. Pracował 20 godzin dziennie, od 8 rano do 4 w nocy. Choć miał zarabiać 300 funtów tygodniowo, za swoją pracę otrzymywał jedynie papierosy, alkohol i 10 funtów – poinformował Ebbins.
Kazał oddawać mocz do butelki

Policja z Nottingham poinformowała, że Edward Z. zamykał swoich pracowników na noc. Musieli oddawać mocz do plastikowej butelki, by nie obudzić jego i jego żony.

W 2015 roku za pośrednictwem agencji pracy Z. znalazł ofierze inną pracę, a także na jej nazwisko założył konto w banku. Pieniądze, które na nie wpływały, zabierał jednak dla siebie. Mężczyźnie udało się uciec w 2016 roku po tym, jak oprawca pobił go drewnianą deską. To była jego trzecia próba ucieczki.
Na strychu znaleźli kolejną ofiarę

Od tamtego czasu żył jako bezdomny. W końcu trafił do ośrodka dla imigrantów w Gatwick. Tam opowiedział swoją historię, a pracownicy wezwali policję. Gdy przyjechali funkcjonariusze, opowiedział im o Edwardzie Z. Policja wkroczyła do domu Z. w Nottingham 31 maja. Na strychu funkcjonariusze zastali kolejnego niewolnika. Spał na podłodze, przykryty kurtką. Policja udostępniła w internecie nagranie z tej interwencji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ofiara „szwedzkiego Fritzla” opowiedziała o swojej tragedii

W ub. roku media na całym świecie obiegła historia ofiary Martina Trenneborga. 39-letni lekarz odurzył narkotykami kobietę, z którą umówił się na randkę, a następnie wywiózł ją do swojego domu na przedmieściach szwedzkiego Kristianstadu. Trenneborga wtrącił 30-latkę do wybudowanego w piwnicy lochu. Mężczyzna został nazwany przez prasę „szwedzkim Fritzlem”. Niedawno jego ofiara zdecydowała się na ujawnienie swojej tożsamości i wystąpiła w szwedzkiej telewizji.

Isabel Eriksson (personalia kobiety zostały zmienione), poznała swojego oprawcę w Stockholmie we wrześniu 2015 roku. Martin Trenneborg, który pracował jako lekarz powiedział 30-latce, że jest amerykańskim maklerem. Szwedka uwierzyła mu i zgodziła się na drugą randkę. Tym razem zaprosiła Trenneborga do swojego mieszkania. 39-latek przyniósł ze sobą szampana oraz truskawki. Isabel nie miała pojęcia, że owoce zostały naszpikowane środkiem nasennym. Po zjedzeniu zaledwie kilku sztuk, Eriksson straciła przytomność, a Trenneborg przystąpił do realizacji swojego planu. Przebrał Isabele i założył na jej głowę maskę, dzięki czemu wyglądała jak staruszka. Następnie posadził ją na wózku inwalidzkim, który zabrał ze sobą na randkę i wywiózł z mieszkania.

Lekarz pojechał z Isabel do swojego domu na wsi, w którego piwnicy wybudował specjalny bunkier. To właśnie tam uwięził swoją ofiarę. 30-latka wspominała, że gdy się ocknęła, zauważyła dwie igły wbite w jej ramię. Martin siedział natomiast na krześle i przeglądał się jej – Nagle zaczął mówić do mnie po szwedzku. Powiedział, że drzwi w bunkrze są jak te w banku, a ściany wykonane z tak grubego cementu, że nikt nie usłyszy mojego krzyku. Stwierdził, że jeśli go zaatakuję, jeśli spróbuję go zabić, będę martwa. Nie było mowy o tym, żebym uciekła stamtąd bez jego pomocy – opowiadała.

Trenneborg z dumą oświadczył, że miejsce, w którym uwięził Isabel jest jego samodzielnym „dziełem”. Kobieta relacjonowała, że wnętrze lochu było zakurzone, a po podłodze walały się worki z cementem. Porywacz chciał aby 30-latka zachowywała się jak jego narzeczona – gotowała mu i sprzątała.

Zagroził również, że jeżeli nie będzie dostosowywać się do jego poleceń, zakuje ją w kajdany. – W środę, po czterech dniach pobytu w bunkrze, powiedział, że chciałby, żebyśmy ze sobą spali, że teraz będzie już tak codziennie. Chciał, żebym kładła swoją głowę na jego klatce piersiowej, kładł moje ręce na swoim ciele. Tej nocy nie zmrużyłam nawet oka – mówiła Isabel, zaznaczając przy tym, że Trenneborg ani razu jej nie zgwałcił.

Podawał jej za to tabletki antykoncepcyjne, a także wykonał badania pod kątem chorób wenerycznych, bo jak tłumaczył – chciał uprawiać z nią seks bez zabezpieczeń. Szwedzki Fritzl zdradził Isabel, że chciałby by „zamieszkała z nimi jeszcze jedna kobieta”. Zastanawiał się nad porwaniem jakieś celebrytki.

Koszmar Isabele trwał tydzień. Siódmego dnia Trenneborg pojechał do jej mieszkania aby zabrać kilka jej rzeczy. Odkrył wówczas, że kobieta jest poszukiwana, a jej apartament został przeszukany. Przestraszył się i zabrał 30-latkę na komisariat, gdzie miała oświadczyć, że nikt jej nie uprowadził i wyjechała z Martinem z własne woli. Policjant przesłuchujący Isabele zauważył, że kobieta dziwnie się zachowuje i jest przerażona. Nakazał więc Trenneborg z pokoju i zapytał czy towarzyszący jej mężczyzna zrobił jej krzywdę. Eriksson wyznała wówczas prawdę.

W ubiegłym roku Martin Trenneborg został skazany 8 lat więzienia. Mężczyzna odpowiadał jedynie z zarzutu porwania i przetrzymywania Isabel wbrew jej woli.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Sprzedano dom Josefa Fritzla. Zamieszkają w nim pracownice klubu ze striptizem

Dom Josefa Fritzla w austriackim Amstetten został sprzedany. Kupiła go właścicielka gospody i klubu ze striptizem w mieście. Planuje tam stworzenie pensjonatu, w którym mają zamieszkać pracownice klubu ze striptizem. Po zakończeniu procesu „potwora z Amstetten” austriackie media informowały, że dom zostanie rozebrany, a piwnica zalana betonem. Z tych zapowiedzi zrealizowano tylko tę drugą.

Sprawą Josefa Fritzla żył świat w 2008 roku. W kwietniu wyszło na jaw, że więził i gwałcił w piwnicy swoją córkę. W momencie okrzyknięcia go „potworem z Amstetten” miał 73 lata. Przez 24 lata w piwnicy swojego domu przetrzymywał swoją córkę. Elisabeth miała zniknąć mając 18 lat. Josef Fritzl zgłosił jej zaginięcie na policji w 1984 roku. Tłumaczył, że prawdopodobnie uciekła do sekty. Zeznania były przekonujące, ponieważ rok wcześniej policja znalazła ją na dworcu w Wiedniu, po ucieczce z domu.

Sprawa Josefa Fritzla

Elisabeth wyznała po uwolnieniu, że ojciec molestował ją odkąd skończyła 11 lat. Ponieważ kilka razy uciekała z domu, postanowił zbudować w piwnicy dźwiękoszczelny bunkier i uwięzić w nim swoją córkę. Według ustaleń, miał ją przez wszystkie lata zgwałcić około 3 tysiące razy. A Elisabeth miała ze swoim ojcem siedmioro dzieci. Troje z nich było wychowywane przez Josefa Fritzla i jego żonę. Dzieci miała podrzucać im Elisabeth, która będąc w sekcie nie mogła ich wychować. Pozostała trójka dzieci mieszkała razem z nią w piwnicy. Siódme dziecko umarło trzy dni po porodzie, a Josef Fritzl spalił je w piecu i rozsypać prochy w ogrodzie.

Przez wszystkie lata Elisabeth nie uciekła z piwnicy, ponieważ jej oprawca zamontował osiem par drzwi a ostatnie były zamykane na zamek elektryczny. Powiedział jej też, że miejsce jest „zabezpieczone” różnymi „pułapkami” na wypadek jej ucieczki.

Sprawa Josefa Fritzla wyszła na jaw w 2008 roku, po tym jak Elisabeth wybłagała ojca, żeby ich córka, Kirsten, trafiła do szpitala. Lekarze w szpitalu zorientowali się, że pacjentka nie ma żadnej dokumentacji medycznej i dokumentów potwierdzających jej tożsamość. Wtedy wyszło na jaw, że 73-letni mężczyzna więzi swoją córkę i ma z nią dzieci.
Życie po aferze
Żona Fritzla, Rosemarie, od początku twierdziła, że nie była świadoma tego co się dzieje w piwnicy. Jej podejrzeń nie wzbudziły podrzucane dzieci Elisabeth. Również sąsiedzi Fritzlów niczego nie podejrzewali, a przez 24 lata w wielorodzinnym domu mieszkało łącznie około stu lokatorów.

Josefa Fritzla oskarżono o gwałty, pozbawienie wolności, zmuszanie do niewolnictwa, wymuszenie, kazirodztwo i zabójstwo przez zaniechanie. Ten ostatni zarzut dotyczy syna, który zmarł trzy dni po narodzinach w piwnicy. „Potwór z Amstetten” przyznał się do wszystkich zarzutów i 19 marca 2009 roku zapadł wyrok. Sąd uznał go za winnego i wymierzył karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Obecnie Josef Fritzl odbywa wyrok w największym więzieniu w Austrii. Jego żona, Rosemarie, po kilku miesiącach od wybuchu afery wyprowadziła się z domu i rozwiodła z mężem. Wszyscy sąsiedzi również się wyprowadzili, a dom do teraz stoi pusty. Ich córka obecnie ma 50 lat, zmieniła nazwisko i żyje w małej austriackiej miejscowości.
Żródło info i foto: wp.pl