Ujawniono fragmenty protokołu z przesłuchania Romana Giertycha. „Bez kontaktu, nieprzytomny”

„Prokurator stwierdza, iż podejrzany śpi i nie ma z nim żadnego kontaktu. (…) Obrońcy oświadczają, że klient jest bez kontaktu, nieprzytomny na łóżku szpitalnym” – to fragment protokołu z przesłuchania mec. Romana Giertycha, do którego dotarła „Gazeta Wyborcza”. Dziennik zaznacza, że dokument został podpisany przez prok. Annę Kijek-Głęboczyk z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. „Pani prokurator sama zauważyła, że nasz klient nie jest przytomny. Zachowała się w porządku, bo sama to swoje spostrzeżenie odnotowała w protokole” – komentuje w rozmowie z „Wyborczą” pełnomocnik Giertycha mec. Jakub Wende.

Zasłabł w czasie przeszukania jego willi

Przypomnijmy, Roman Giertych – znany adwokat, pełnomocnik m.in. Donalda Tuska, kiedyś wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a obecnie krytyk działań Prawa i Sprawiedliwości – został zatrzymany w ostatni czwartek wczesnym popołudniem przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku ze sprawą z lat 2010-14.

Jak informował wówczas rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn, zebrany przez CBA materiał dowodowy wskazuje na udział 12 zatrzymanych w tej sprawie – obok Giertycha to m.in. znany biznesmen Ryszard Krauze – w procederze wyprowadzenia środków ze spółki giełdowej i przywłaszczenia tych środków – chodzi o ponad 90 mln złotych – oraz prania brudnych pieniędzy.

W czwartek po południu w czasie przeszukania willi Giertycha w podwarszawskim Józefowie adwokat zasłabł. Karetka zabrała go nieprzytomnego do szpitala. Dzień później śledczy postawili Romanowi Giertychowi zarzuty.

Obrońca: Giertych „jest nieprzytomny”. Prokuratura twierdzi, że symulował

Już wtedy obrońcy adwokata alarmowali, że przedstawienie zarzutów było pozorne ze względu na stan zdrowia ich klienta.

„Zatrzymany znajduje się w takim stanie zdrowia, że jest nieprzytomny, nie ma kontaktu z rzeczywistością, obrońcami. Podczas czynności nie miał kontaktu z prokuratorem, nie złożył oświadczenia w sprawie treści zarzutów” – mówił wówczas mec. Błażej Biedulski.

Prokuratura z kolei podkreślała, że zgodę na przesłuchanie uzyskała od specjalistów w dziedzinie kardiologii, neurologii i medycyny sądowej.

Śledczy z Poznania podali także, że Roman Giertych rozmawiał z „dwoma pełnomocnikami, a także lekarzami i funkcjonariuszami CBA”, a „jego zachowanie zmieniło się, kiedy uzyskał informację, że w opinii biegłych lekarzy nie ma żadnych przeszkód, by wykonać czynności z jego udziałem”. „Wtedy, w ocenie prowadzących czynności procesowe, Roman G. rozpoczął symulowanie braku świadomości” – stwierdziła prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymanie Romana Giertycha. 48 godzin na postawienie zarzutów

Roman Giertych został zatrzymany w czwartek na polecenie Prokuratury Regionalnej w Poznaniu i jeżeli jego stan zdrowia na to pozwoli, zostanie przewieziony w piątek na przesłuchanie w charakterze podejrzanego. Od chwili zatrzymania prokuratura ma 48 godzin na postawienie mu zarzutów. Adwokat trafił w czwartek do szpitala po tym jak zemdlał podczas przeszukania swojej willi w Józefowie.

Giertych – adwokat, a w przeszłości polityk, poseł, wicepremier i minister edukacji w rządzie koalicji PiS-LPR-Samoobrona (2006-2007) – został zatrzymany w czwartek przez Centralne Biuro Antykorupcyjne pod sądem w Warszawie, a następnie przewieziony do swojego domu w Józefowie, gdzie CBA przeprowadziło przeszukanie. Przeszukiwana była też kancelaria prawna w Warszawie.

Podczas przeszukania domu mecenasa agenci CBA zabezpieczyli pewne przedmioty – przekazał w piątek obrońca Romana Giertycha mec. Jakub Wende. Dodał, że przedmioty te zostały zapieczętowane i zostaną przekazane do sądu.

Podczas przeszukania willi Giertycha z dziennikarzami na miejscu kontaktowała się jego córka, Maria Giertych, która poinformowała wieczorem, że jej ojciec zemdlał w łazience w obecności funkcjonariusza. Adwokat trafił do szpitala. W nocy z czwartku na piątek jego żona napisała, że jego stan jest „poważny, zagrażający zdrowiu i życiu”.

Rzecznik rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych przekazał rano Polsat News, że stan zdrowia adwokata jest dobry. – Czekamy na wyniki kolejnych badań, one będą kluczowe dla dalszych decyzji ws. przesłuchania – przekazał  Żarybn w rozmowie z reporterką Moniką Miller.

Podobnie rzecznik informował w czwartek.

Adwokat obecnie przebywa w Mazowiecki Szpitalu Bródnowskim.

Giertych znalazł się w czwartek grupie osób zatrzymanych przez CBA na polecenie Prokuratury Regionalnej w Poznaniu. Został ujęty przed gmachem Sądu Okręgowego w Warszawie przez nieumundurowanych funkcjonariuszy. Świadek tego zdarzenia przekazał, że zatrzymanie adwokata przebiegło bardzo szybko. Agenci założyli Giertychowi kajdanki dopiero w samochodzie.

– Do zatrzymania doszło przed warszawskim sądem. W tej chwili w domu jest kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu, funkcjonariuszy CBA, przeszukanie jest bardzo szczegółowe. Trwa już jakiś czas i pewnie jakiś czas potrwa – powiedziała Polsat News Maria Giertych, córka adwokata. Uczestniczy on w przeszukaniu swojego domu. 

– Nie wiadomo, czego szukają funkcjonariusze, przeszukują wszystkie dokumenty, ubrania – mówiła córka adwokata.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Odzyskano cenne przedmioty skradzione w Niemczech

Zatankowali auto z kradzionymi tablicami rejestracyjnymi i już mieli odjechać. Ale na stacji byli policjanci, ścigający właśnie złodziei paliwa. W aucie znaleźli narkotyki i narzędzia do włamań, a w mieszkaniach trzech mężczyzn – cenne przedmioty, skradzione z domu w Niemczech i adres kolejnego w Austrii. Tam jechali właśnie na włamanie.

Policjanci patrolują w nocy stacje paliw przy drogach wylotowych w Rudzie Śląskiej, bo – jak mówi rzecznik tamtejszej policji Arkadiusz Ciozak – kierowcy często tam nie płacą po zatankowaniu.

– Zobaczyli trzech mężczyzn, kręcących się przy samochodzie, który miał kradzione tablice rejestracyjne – mówi Ciozak.

Tak wpadli trzej mieszkańcy Myszkowa w wieku 21, 25 i 45 lat, którzy przyznali się do ograbienia willi w Niemczech, w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Zdarzenie na stacji paliw miało miejsce jeszcze przed zamknięciem granic z powodu epidemii. Ale dopiero teraz udało się potwierdzić właściciela willi i skradzionych przedmiotów.

Pokazali na mapie okradzioną willę

W samochodzie z kradzionymi blachami policjanci znaleźli narkotyki i narzędzia służące do włamań. – Oraz adres willi w Austrii, do której zatrzymani mężczyźni jechali właśnie na kolejne włamanie – mówi Ciozak. Policjanci przeszukali ich mieszkania w Myszkowie. Znaleźli tam kradzione, cenne przedmioty. Ciozak: – Zatrzymani wskazali na mapie willę w Niemczech, którą okradli.

W sprawę włączyło się Biuro Międzynarodowej Współpracy Policji KGP, za którego pośrednictwem wymieniano się informacjami o włamaniu z policją z Niemiec. Polscy śledczy przekazali niemieckim stróżom prawa zdjęcia zabezpieczonych przedmiotów, które rozpoznali ich właściciele.

Wśród odzyskanych, rodzinnych pamiątek są: stara waza, srebrne tace i patery, świeczniki, kolekcja historycznych monet i szkatułka, w której trzymano cygara. Najcenniejsze są obrazy i grafiki, których policja nie wyciągała do zdjęć, by ich nie uszkodzić.

– Właściciel przedmiotów zadeklarował, że po otwarciu granic po nie przyjedzie – mówi rzecznik rudzkiej policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Brazylia: Polski ksiądz zamordowany podczas napadu rabunkowego

Polski kapłan, 71-letni ksiądz Kazimierz Wojno, został zamordowany podczas napadu rabunkowego na kościół w stolicy Brazylii, Brasilii – poinformowała brazylijska policja. Według policyjnego komunikatu grupa sześciu mężczyzn wtargnęła do siedziby parafii Naszej Pani od Zdrowia w willowej dzielnicy Brasilii i związała duchownego oraz świeckiego pracownika parafii. Potem napastnicy zaczęli kraść naczynia liturgiczne i inne przedmioty, które znaleźli we wnętrzu świątyni.

Świecki pracownik, mimo zadanych mu ran, zdołał uciec i zaalarmować policję. Gdy na miejsce napadu przybyli policjanci, ksiądz Wojno już nie żył. Ciało zamordowanego znaleźli opodal kościoła, w miejscu, gdzie prowadzone były roboty budowlane. Ksiądz Wojno miał ręce i nogi skrępowane drutem, który przywiązany był również do szyi.

Archidiecezja Brasilii wydała komunikat w sprawie śmierci księdza, wzywając do modłów za jego duszę. Znany był wśród parafian jako „ojciec Casimiro”. Służbie kapłańskiej poświęcił 46 lat życia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymani przez CBŚP prowadzili agencje towarzyskie. Grupy „Gosi” i „Sławka” rozbite

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji rozbili grupy „Gosi” i „Sławka” – zajmujące się prowadzeniem agencji towarzyskich. W sumie zatrzymano 11 osób, które usłyszały między innymi zarzuty zmuszania kobiet do nierządu. Grupa „Gosi” prowadziła – pod szyldem restauracji – ekskluzywną agencję towarzyską w kilkusetmetrowej willi w warszawskich Włochach. Werbowała do niej kobiety i siłą zmuszała do świadczenia usług seksualnych.

Ustalono, że klienci agencji jednorazowo płacili za usługi nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Miesięczne zyski gangu sięgają kilkuset tysięcy.

Zatrzymania przeprowadzili funkcjonariusze CBŚP w Warszawie.

Prowadzili agencję na piętrze baru w centrum Torunia
Z kolei grupa „Sławka” prowadziła agencję na piętrze baru w centrum Torunia. W tym przypadku także członkowie gangu, którego szefem był Ukrainiec, zmuszali kobiety do nierządu.

W akcji rozbicia ganku policjantów z CBŚP z Białegostoku i Bydgoszczy wsparli antyterroryści ze SPAP KWP w Bydgoszczy.

Śledztwo jest w początkowej fazie, ustalane są dokładnie szczegóły procederu – m.in. od kiedy agencja działała oraz kto czerpał korzyści z nierządu innych.

W sumie po dwóch akcjach CBŚP, do aresztów trafiło dziewięć osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śledztwo w sprawie willi Kwaśniewskich zostanie przedłużone

Śledztwo w sprawie willi w Kazimierzu Dolnym, którą mieli kupić Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy, nie zakończy się przed wyznaczonym terminem. Śledczy złożą wniosek o przedłużenie postępowania z powodu „rozległej analizy rachunków bankowych” – wynika z informacji tygodnika „Gazeta Polska”.

Tygodnik podaje, że do tej pory w związku ze sprawą willi Kwaśniewskich przesłuchano ponad 50 osób i przeanalizowano kilkaset rachunków bankowych. Kolejne czekają. „Dotychczasowe ustalenia pokazują ogromną skalę przeprowadzonych operacji finansowych” – czytamy.

Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach Waldemar Łubniewski powiedział „GP”, że postępowanie prowadzone jest „w sprawie”. Jak na razie nikt nie usłyszał zarzutów.

„Według śledczych na obecnym etapie postępowania nie wiadomo, kiedy zostaną przesłuchani Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy” – dodaje tygodnik.

„GP” ustaliła, że prokuratura bada m.in. operacje finansowe, których dokonano na różnych rachunkach bankowych, w tym znajomych i współpracowników Kwaśniewskich.

Potwierdzam, że w toku postępowania są badane przepływy środków finansowych na kilkudziesięciu rachunkach bankowych prowadzonych na rzecz osób fizycznych pozostających w zainteresowaniu śledztwa – powiedział Waldemar Łubniewski cytowany w tygodniku. Ze względu na ilość i zakres poddawanych analizie informacji obecnie nie sposób precyzyjnie określić ostatecznego terminu opracowania analizy kryminalnej – dodał.

Jak obracano pieniędzmi?

Według informacji „GP” prokuratura, badając konta bankowe, chce ustalić dokładny obrót pieniędzmi i sprawdzić, czy poprzez operacje finansowe nie doszło do tzw. prania brudnych pieniędzy. „Postępowanie jest bowiem prowadzone w sprawie uchylania się ustalonych osób zobowiązanych od opodatkowania oraz podejmowania, wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, działań mogących utrudnić stwierdzenie przestępczego pochodzenia środków płatniczych. Czyli dotyczy ono prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa” – czytamy.

Tygodnik przypomina, że śledztwo w sprawie tzw. „willi Kwaśniewskich” ponownie podjęto w grudniu w 2016 r., a przedłużone zostało w maju tego roku.

„Pierwsze postępowanie zostało wszczęte 11 lat temu. Prokuratura rozpoczęła wtedy śledztwo, które miało wykazać legalność posiadanego przez Kwaśniewskich majątku. Prokuratorzy sprawdzili, jak zakupione były domy w Wilanowie i Kazimierzu Dolnym oraz inne nieruchomości byłej pary prezydenckiej” – czytamy w „GP”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śledczy sprawdzą konta Kwaśniewskich

Prokuratora analizuje przepływy finansowe na kontach współpracowników oraz znajomych rodziny byłego prezydenta i wystąpi o kolejne dane bankowe. Część wcześniejszych materiałów CBA w sprawie „willi Kwaśniewskich” teraz uznano na materiały dowodowe – donosi „Do Rzeczy”.

Według tygodnika, w katowickiej prokuraturze regionalnej trwa śledztwo dotyczące „uchylania się osób zobowiązanych do zapłaty podatku oraz podejmowania wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami działań mogących utrudnić stwierdzenie przestępczego pochodzenia środków płatniczych”. Ma być to ciąg dalszy dochodzenia ws. „willi Kwaśniewskich”.

Czym swoją niedyspozycję tłumaczył Aleksander Kwaśniewski?

Tygodnik przypomina, że w latach 2007-2009 prowadziło je CBA, a ustalenia Biura wskazywały, że „małżeństwo Kwaśniewskich mogło kupić na słupa atrakcyjną willę w Kazimierzu Dolnym, bo oficjalnie nie mogło dysponować kwotą, która nie znalazłaby potwierdzenia w ich oficjalnych dochodach”.

Umorzone w 2010 r. postępowanie zostało wznowione 1 grudnia 2016 r. w katowickiej prokuraturze regionalnej po tym, jak analiza akt wykazała, iż wcześniejsza decyzja o umorzeniu zapadła bez przeprowadzenia wielu podstawowych czynności procesowych. „Od podjęcia tej sprawy prokurator przesłuchał wielu świadków, dokonał analizy obszernej dokumentacji dotyczącej postępowań prowadzonych przez organy skarbowe wobec osób pozostających w zainteresowaniu tego śledztwa, natomiast obecnie prowadzona jest analiza przepływu środków finansowych na rachunkach bankowych tych osób” – informuje tygodnik Waldemar Łubniewski, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Według informacji „Do Rzeczy” śledczy chcą uzyskać dane o operacjach finansowych dokonywanych w przeszłości na rachunkach kilkunastu osób zamieszanych bezpośrednio w sprawę „willi Kwaśniewskich” – chodzić ma m.in. o Marię J. i jej syna Jana J., którzy są przyjaciółmi Kwaśniewskich i dawnymi opiekunami domu oraz o Marka M., byłego prezesa Budimexu, formalnie właściciela willi, Aleksandra i Jolantę Kwaśniewskich oraz ich bliskich znajomych i współpracowników powiązanych z fundacjami kierowanymi przez b. parę prezydencką.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Prokuratura sprawdzi majątek Kwaśniewskich. Domy na celowniku

Prokuratura ponownie zajęła się sprawą „willi Kwaśniewskich”. Jak podaje portal tvn24.pl, powodem wznowienia śledztwa ma być niewyczerpanie możliwości dowodowych i potrzeba dokonania ponownych ustaleń w śledztwie. Decyzję o ponownym podjęciu śledztwa wydała Prokuratura Regionalna w Katowicach.

Śledztwo w sprawie „willi Kwaśniewskich” zostało umorzone w 2010 roku. Postępowanie w sprawie legalności majątku Kwaśniewskich prowadzono od 2007 roku. Wówczas śledczy nie dopatrzyli się przestępstwa. Śledztwo ws. willi to pokłosie tak zwanych taśm Oleksego, które w 2006 roku nagrali ochroniarze biznesmena Aleksandra Gudzowatego. Wyrażał on wątpliwości co do tego, czy Kwaśniewski potrafi wytłumaczyć się ze swojego majątku.

W ramach śledztwa sprawdzano m.in. czy Kwaśniewscy nie uchylali się od opodatkowania. Prokuratura zajmowała się domami w Kazimierzu i Wilanowie, a także działce na północy Polski. Okazało się, że dom w Wilanowie i działka zostały kupione legalnie. Kwaśniewscy wykazywali je także w oświadczeniach majątkowych. Z kolei dom w Kazimierzu nigdy nie był własnością Kwaśniewskich.

Według ówczesnych doniesień prasowych, chcąc udowodnić byłemu prezydentowi nielegalną transakcję, Centralne Biuro Antykorupcyjne użyło słynnego agenta o pseudonimie Tomasz Małecki (to późniejszy poseł Tomasz Kaczmarek). Agent miał wkupić się w łaski rodziny J., administrującej willą w Kazimierzu, której właścicielem był przyjaciel rodziny Kwaśniewskich Marek M. CBA było przekonane, że naprawdę dom należy do b. prezydenta; by to udowodnić, agent, poprzez rodzinę J., namówił M. do sprzedaży willi – informowała wówczas prasa.

Za nieruchomość wartą 1,6 mln zł agent miał oferować dwa razy więcej, licząc, że pieniądze trafią do Kwaśniewskich. Ale 29 lipca 2009 r., w kulminacyjnym momencie akcja została przerwana, bo pośredniczący w transakcji Jan J. wyjął część należności (1,5 mln zł) z torby, w której był nadajnik mający namierzyć, dokąd pieniądze zostaną zawiezione.
Żródło info i foto: wPolityce.pl

Nielegalna fabryka papierosów w willi w Kłodawie

Policjanci gorzowskiego CBŚP zlikwidowali fabrykę papierosów w Kłodawie. Fabryka zorganizowana była w domu jednorodzinnym, a każde z pomieszczeń zostało zagospodarowane przez organizatora procederu na inny cel. Funkcjonariusze zatrzymali 50-letniego Jarosława G., który odpowie za przestępstwa karno-skarbowe. Grozi mu do 2 lat pozbawienia wolności.

Funkcjonariusze CBŚP z Gorzowa Wlkp. ustalili operacyjnie, że w jednej z willi w Kłodawie została zorganizowana fabryka papierosów. Weszli więc do domu jednorodzinnego, gdzie zastali 50-letniego Jarosława G. Jak się okazało, mężczyzna przystosował – wynajętą w tym celu willę – do produkcji papierosów. Policjanci odkrywali w kolejnych pomieszczeniach maszyny lub towar. W kilku pokojach był magazyn tytoniu, w innych wstawione 4 maszyny do produkcji papierosów, a jeszcze w innych skład gotowego towaru. Jak ustalili policjanci, maszyny do produkcji były sterowane cyfrowo, więc produkcja odbywała się zdalnie.

Na miejscu funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 80 tys. gotowych papierosów i ponad 150 kg tytoniu. Starty Skarbu Państwa oszacowano na ponad 180 tys. zł. Jarosław G. został zatrzymany. Usłyszał już zarzuty w Prokuraturze Rejonowej w Gorzowie Wlkp.
Żródło info i foto: Policja.pl

W 10 minut okradli luksusową willę w Warszawie. CBŚP rozbiło grupę włamywaczy

Dziesięć minut. Tyle czasu zajmowało grupie bezczelnych włamywaczy okradzenie domu w luksusowej dzielnicy Warszawy lub na obrzeżach stolicy. Byli tak bezczelni i pewni siebie, że nie raz okradali kilka posesji na tej samej ulicy. Jedna po drugiej. W ciągu czterech lat obrobili w ten sposób nawet 100 willi, rabując gotówkę, kosztowności i towary luksusowe warte nawet kilka milionów złotych.

Karierę szajki 30-latków z okolic Wołomina zakończyła akcja CBŚP i śledczych Mazowieckiego Wydział Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Za kraty trafili dwaj główni członkowie bandy oraz dwie osoby, które zdaniem śledczych mogły robić z nimi interesy. Choć sami złodzieje nie byli dotąd bohaterami kronik kryminalnych, to zatrzymany z nimi Dariusz B. ps. Jogi, „brylował” w mediach w latach 90 i na początku nowego stulecia. „Jogi” jest, bowiem uważany za domniemanego szefa gangu wołomińskiego. To jeden z ostatnich gangsterów starej gwardii wołomińskiej, który wyszedł cało z krwawej wojny domowej o prymat w tym podwarszawskim gangu.

W sumie, w czasie wielkiej obławy, policjanci CBŚP zatrzymali 9 osób. Poza rabusiami willi, wpadli także złodzieje kradnący samochody na początku XXI wieku oraz jeden z drogowych rozbójników polujących na tiry. Łączyła ich znajomość z X., przestępcą, który zdecydował się pójść na współpracę z prokuratorami „mazowieckich pezetów” i opowiedział o swojej przestępczej działalności.

Bez strachu

Zdecydowanie największym sukcesem śledczych było rozpracowanie, szajki, która od 2013 r. regularnie rabowała luksusowe domy jednorodzinne w bogatych dzielnicach Warszawy i podstołecznych miejscowości takich jak Konstancin czy Magdalenka. Swoim sposobem działania złodzieje zapracowali na miano „szybkich i wściekłych”. – Rzeczywiście byli bardzo szybcy. Wyliczyli dokładnie, ile czasu w danym rejonie, zajmie ochronie dojazd pod adresem, gdzie został uruchomiony alarm. Potem sprawdzali czy w domu nie ma nikogo i wkraczali wyłamując drzwi lub okna. Nie przejmowali się uruchomionym alarmem. Wiedzieli, że mają do 10 minut, zanim na miejscu pojawi się załoga interwencyjna. I w tym czasie czyścili wszystko, co, miało wartość i znajdywało się w zasięgu ręki. Jeżeli nie mogli sforsować sejfu, zabierali go ze sobą i otwierali w swojej kryjówce – opowiada jeden ze śledczych.

„Szybcy” byli bardzo sprawni fizycznie. Kilka razy uciekli ochroniarzom, zabierając ze sobą łup. A nie gardzili niczym, co miało większą wartość. – Brali pieniądze, biżuterię, kamienie szlachetne, numizmaty, certyfikowane alkohole, markowe cygara czy futra. Ale potrafili także zabrać broń palną – mówi rozmówca portalu tvp.info.

Złodzieje byli bardzo bezczelni. Kilka razy nie ograniczyli się do jednego włamania, ale obrobili jeszcze jeden lub kolejne domy na tej samej ulicy. I wszystko to bez wcześniejszego rozpoznania. Sprawdzali czy nie w środku nie ma domowników, udając dostarczycieli pizzy. Na akcję zazwyczaj jeździli we trzech. Dwóch okradało dom, trzeci czekał w samochodzie z włączonym silnikiem i liczył czas. Dziesięć minut.

Fortuna w ziemi

Złodzieje byli jednocześnie tak ostrożni, że niemal nie zostawili po sobie śladów. Nie rozpowiadali także w półświatku o swej działalności. Nie mieli za to oporów, aby czerpać garściami z ukradzionych dóbr. Wiadomo, że część zysków – a szacunki śledczych mówią nawet o kilku milionach – inwestowali w deweloperkę. Część majątków ukryli u rodzin, które nie zadawały pytań o pochodzenie tych dóbr.

Gdy pod koniec ubiegłego tygodnia policjanci wkroczyli do mieszkań „szybkich”, okazało się, że trzymali na półkach zrabowane precjoza. Czuli się tak pewnie. Na terenie ich posesji znaleziono kilka tzw. banków ziemskich – zmyślnych skrytek pod ziemią. W nich trzymali złote monety i kamienie szlachetne. To miał być ich fundusz emerytalny lub w razie wpadki, środki na pokrycie kosztów obrony i paczek.

Ewidencjowanie odzyskanych łupów zajęło policjantom kilka godzin. – W sumie odzyskano ok. 2 kg złotych pierścionków, łańcuszków i kolczyków, dziesiątki kamieni szlachetnych, złote sztabki i monety, luksusowe alkohole oraz cygara, a także ponad 30 zegarków. W czasie jednego ze skoków, w ich ręce wpadł zegarek Patek Philippe, jeden z dwóch lub trzech w Polsce. Do tego zabezpieczono dwa samochody: porsche Cayenne, audi i motor ducati – opowiada oficer CBŚP.

Powrót „Jogiego”

Prokuratorzy uważają, że „szybcy” mogą mieć związek z zatrzymanym do tego śledztwa, wspomnianym już Dariuszu B. ps. Jogi vel Kunta. To legenda stołecznego półświatka i jeden z ostatnich żyjących członków tzw. starej gwardii gangu wołomińskiego.

50-letni Dariusz B. wszedł do historii polskiej przestępczości za sprawą związku z głośnym strajkiem restauratorów z warszawskiej starówki w sierpniu 1994 r. Wtedy to podwarszawscy gangsterzy postanowili opanować ten teren i wysłali silnorękich mięśniaków, którzy urządzili rajd po najpopularniejszych lokalach, domagając się płacenia haraczu. Dziwnym trafem, niedługo po osiłkach w dresach, u restauratorów pojawili się przedstawiciele agencji ochrony Escorta z Wołomina. Właścicielem tej agencji był, nikt inny jak Dariusz B. Lepiej znany, jako „Jogi” lub „Kunta kinte”. Gdy informacja ta ujrzała światło dzienne MSW zabrało „Jogiemu” koncesję na prowadzenie agencji ochrony.

Okazało się jednak, że on już miał inny pomysł na biznes. Miał kierować wołomińskimi przestępcami kradnącymi samochody i oferującymi ich zwrot właścicielom za tzw. wykupkę. W 1996 r. został zatrzymany razem z kilkunastoma „Wołominiakami”. Trzy lata później sąd skazał go na 7 lat więzienia za nielegalne posiadanie broni i udział w porwaniu bandyty ze Słubic. Wyszedł na wolność wiosną 2003 r. W czasie jego odsiadki zginęli wszyscy najważniejsi członkowie gangu z Wołomina, w tym jego szefowie Marian K. (zastrzelony w 1999 r.) i jego syn Jacek (zastrzelony w 2002 r.)

Niedługo potem ponownie trafił za kraty, za sprawą uderzenia CBŚ w gang. Po kilku latach odsiadki wyszedł na wolność. Ponoć miał próbować odbudować wpływy „Wołomina”, choć on sam zarzekał się, że zerwał z kryminalna przeszłością. Teraz jest podejrzany o handel bronią. Policjanci podejrzewają, że „szybcy” nie mogliby działać w przestępczej branży gdyby nie oddawali części zysków „staremu” gangsterowi. Na to nie ma jednak dowodów. Na razie ponownie trafił za kraty.

Złodzieje samochodów na deser

Ostatnią grupę zatrzymanych przez CBŚP tworzy trzech złodziei samochodów i jeden członek gangu napadającego na tiry. Z ustaleń prokuratury wynika, że „samochodziarze” są podejrzani, o co najmniej 12 kradzieży luksusowych samochodów metodą na tzw. stłuczkę lub „koło”. Łupem złodziei padały przede wszystkim auta produkcji japońskiej.

Śledczy z mazowieckich „pezety” zapewniają, że to nie koniec zatrzymań i stawiania zarzutów. „Skruszony”, który przerwał zmowę milczenia współpracował z kilkoma stołecznymi gangami i wielu ich członków może spodziewać się nowych zarzutów, a jeśli są na wolności, porannej wizyty policji.
Żródło info i foto: TVP.info