Piotr Kraśko usłyszał zarzut. Przyznał się do winy

Prezenter Faktów TVN Piotr Kraśko usłyszał w piątek zarzut prowadzenia pojazdu bez uprawnień. Jak przekazała PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz, dziennikarz przyznał się, ale nie złożył wyjaśnień. To już kolejny raz, kiedy Kraśko prowadził auto bez uprawnień. 19 sierpnia 2016 w miejscowości Myszyniec, przy ulicy Pawłowskiego, prowadząc auto marki BMW, Piotr Kraśko został zatrzymany przez patrol. Okazało się, że kierujący nie miał uprawnień do prowadzenia samochodu. Zostały mu one cofnięte w 2014 r.

— Dziennikarz w piątek usłyszał zarzut prowadzenia pojazdu po cofnięciu uprawnień (art. 180a k.k.). Przyznał się, ale nie złożył wyjaśnień. Wyraził zgodę na publikację wizerunku i pełnych danych osobowych — przekazała Aleksandra Skrzyniarz. Grozi mu w najlepszym przypadku grzywna, a w najgorszym nawet 2 lata pozbawienia wolności.

To nie pierwszy raz, kiedy prezenter nie zastosował się do przepisów zabraniających mu prowadzić samochód.

W grudniu 2021 r. w mediach pojawiła się informacja, że Kraśko został zatrzymany, kiedy prowadził samochód, pomimo tego, że nie miał do tego uprawnień. Został skazany na karę grzywny w wysokości 7,5 tys. złoraz otrzymał roczny zakaz prowadzenia pojazdów. Prokuratura odwołała się od tego wyroku, ale sąd go utrzymał. Media informowały wtedy, że dziennikarz miał już dwa razy odbierane prawo jazdy, w 2009 i 2014 r.

Wówczas do sprawy odniósł się sam dziennikarz we wpisie na Instagramie. „Wiele razy w tym miejscu używałem słowa »dziękuje« za to, że są Państwo tutaj. Dzisiaj chcę i powinienem użyć innego słowa. Prowadzenie samochodu bez prawa jazdy nigdy nie powinno się wydarzyć i jakiekolwiek usprawiedliwienia tego nie zmienią” — napisał.

„Odpowiadając na bardzo zasadne w tej sprawie pytanie: co on miał w głowie? Cokolwiek to było — było to bardzo głupie. I wstyd mi za to. Poniosłem konsekwencje prawne. Ale rozumiem, jak bardzo zawiodłem Państwa zaufanie. Zrobię wszystko, by na nie zasługiwać. Przepraszam. Bardzo wszystkich Państwa przepraszam” — zakończył swój wpis.
Źródło info i foto: onet.pl

Zeznania byłego BOR-owca ws. wypadku z udziałem Beaty Szydło

Piotr Piątek, były funkcjonariusz BOR, który brał udział w wypadku z udziałem kolumny rządowej w 2017 r. w Oświęcimiu, składał we wtorek zeznania przed krakowskim sądem. – Nie wnoszą one nic do sprawy w zakresie ustalenia stanu faktycznego – ocenił po rozprawie prok. Rafał Babiński. Piotr Piątek stawił się przed krakowskim sądem okręgowym. W rozmowie z dziennikarzami przed wejściem na salę, zadeklarował chęć podtrzymania swoich wcześniejszych publicznych przekazów. – Będę podtrzymywał to, że podczas tego przejazdu sygnały świetlne były włączone, ale sygnałów dźwiękowych włączonych nie mieliśmy – wyjaśnił były funkcjonariusz.

Rozprawa z jego udziałem odbyła się za zamkniętymi drzwiami. – Na temat dzisiejszych zeznań nie mogę powiedzieć nic, z uwagi na to, że były one rejestrowane w kancelarii tajnej – zastrzegł po opuszczeniu sali prokurator okręgowy Rafał Babiński.

Obrońca oskarżonego w tej sprawie wniosek o przesłuchanie Piątka złożył po grudniowej publikacji „Gazety Wyborczej”, która napisała, że funkcjonariusze b. Biura Ochrony Rządu, którzy brali udział w wypadku auta, którym jechała ówczesna premier Beata Szydło, składali fałszywe zeznania w śledztwie dotyczącym okoliczności zdarzenia. W rozmowie z gazetą przyznał to Piątek – jeden z oficerów, b. funkcjonariusz BOR.

Prok. Babiński – pytany we wtorek o to, czy w kontekście treści złożonych przed sądem zeznań, koncepcja prokuratury, co do przebiegu zdarzenia sprzed ponad pięciu lat się zmieniła – odpowiedział: „nie, w najmniejszym stopniu”. – Te zeznania nie wnoszą nic do sprawy. W zakresie ustalenia stanu faktycznego, dotyczącego ustalenia odpowiedzialności oskarżonego, nie wnoszą do niej dokładnie nic – ocenił.

„Kwestia sygnałów dźwiękowych jest wtórna”

Wyjaśnił, że „przedmiotem oceny sądu był sposób zachowania kierowcy seicento (Sebastiana Kościelnika – red.); został on ustalony na podstawie określonego materiału dowodowego”. – Ten materiał to zeznania świadków, protokoły oględzin, w końcu opinie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że treść zeznań w najmniejszym stopniu nie zmienia ustaleń dotyczących odpowiedzialności i sposobu zachowania kierowcy seicento 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu – wyjaśnił prokurator okręgowy.

Jego zdaniem „błędne informacje medialne” mają wskazywać na to, „kwestia sygnałów dźwiękowych i świetlnych ma tutaj znaczenie”. – Znaczenie ma sposób zachowania kierowcy seicento i to jego zachowanie poddawane jest ocenie – podkreślił prok. Babiński; dodał, że „kwestia tego, czy były sygnały dźwiękowe czy nie, jest wtórna”.

Ponieważ rozprawa odbyła się z wyłączeniem jawności, jej przebiegu komentować nie chcieli pełnomocnik byłego funkcjonariusza, adw. Ryszard Kalisz i sam Piotr Piątek, a także oskarżony w sprawie kierowca Sebastian Kościelnik i jego obrońca, adw. Władysław Pociej.

Wcześniej jednak reprezentujący b. funkcjonariusza zapewnił, że zeznania Piątka „będą takie, jak jego wypowiedzi publiczne przed dwoma, trzema miesiącami”. Z kolei obrońca kierowcy ocenił, że mogą one „stanowić początek jakiegoś istotnego przełomu w sprawie”. Z kolei sam oskarżony wyraził nadzieję, że ostateczne rozstrzygnięcie toczącej się od kilku lat sprawy będzie sprawiedliwe.

Wypadek w Oświęcimiu 

W opisywanym przez „GW” wątku ewentualnych fałszywych zeznań w śledztwie, chodzi właśnie o sygnały dźwiękowe w rządowej kolumnie, które – jak zeznali funkcjonariusze BOR – były włączone w czasie, gdy wydarzył się wypadek. Kościelnik – kierowca seicento, w które uderzył pojazd z Szydło, twierdził jednak, że sygnałów nie było. Podobne zeznania złożyli inni świadkowie zdarzenia. Piątek przyznał w grudniowej rozmowie z „GW”, że sygnały dźwiękowe były wyłączone.

Młodego kierowcę oświęcimski sąd uznał w 2020 r. winnym nieumyślnego spowodowania wypadku; zarazem warunkowo umorzył postępowanie na rok. Sąd uznał także, że za wypadek odpowiada też kierowca BOR. Z taką decyzją sądu nie zgodziła się ani prokuratura, ani obrona Kościelnika. W marcu ubiegłego roku ruszył proces odwoławczy w tej sprawie, który toczy się obecnie przed sądem okręgowym.

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że trzy rządowe samochody z Szydło (jej pojazd był w środku) wymijały fiata seicento. Jego kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto, którym jechała ówczesna szefowa rządu, a które w konsekwencji uderzyło w drzewo. Poszkodowana została premier oraz funkcjonariusz BOR. Prokuratura oskarżyła kierowcę fiata o nieumyślne spowodowanie wypadku.

Pod koniec ub.r. nowosądecka prokuratura poinformowała, że ponownie przeprowadzi śledztwo w związku z uszkodzeniem płyt DVD, które stanowiły dowody w sprawie wypadku. Na zniszczonych nośnikach znajdował się m.in. zapis przejazdu rządowej kolumny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Śmierć ks. Jerzego Popiełuszki. Oskarżeni o prowokację na Chłodnej trafią przed sąd

Oskarżeni o prowokację wobec ks. Popiełuszki staną przed sądem okręgowym. – Sąd apelacyjny stwierdza, że czyny zarzucane oskarżonym w przypadku potwierdzenia ich winy, noszą cechy represji komunistycznej stosowanej celowo wobec pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych i będą spełniać warunek uznania za zbrodnię przeciwko ludzkości – uznał sąd.

Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił w czwartek decyzję o umorzeniu z powodu przedawnienia procesu karnego oskarżonych o prowokację wobec ks. Jerzego Popiełuszki. Oznacza to, że byli funkcjonariusze SB staną przed sądem okręgowym, który merytorycznie rozpozna tę sprawę.

Jak uznał sąd apelacyjny, czyny przypisywane trzem oskarżonym mężczyznom stanowią zbrodnię przeciwko ludzkości, która nie ulega przedawnieniu. Wcześniej sądy obu instancji wykluczyły tę kwalifikację stwierdzając, że karalność zarzucanych czynów przedawniła się. Dopiero Sąd Najwyższy nakazał ponowne, pogłębione zbadanie tej kwestii.

W uzasadnieniu czwartkowej decyzji sędzia Marzanna Piekarska-Drążek, powołując się na obszerną analizę wielu aktów prawa międzynarodowego, wskazała, że w tej sprawie mogło dojść do zbrodni przeciwko ludzkości.

– Sąd apelacyjny stwierdza, że czyny zarzucane oskarżonym w przypadku potwierdzenia ich winy, noszą cechy represji komunistycznej stosowanej celowo wobec pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych i będą spełniać warunek uznania za zbrodnię przeciwko ludzkości – uznał sąd.

Sędzia argumentując decyzję o uchyleniu umorzenia podkreśliła, że zarzucane przestępstwa będą traktowane jako poważne prześladowania z powodu przynależności ks. Popiełuszki do określonej grupy społecznej i religijnej prześladowanej z powodów politycznych.

– Sąd apelacyjny nie podziela oceny sądu okręgowego, że pojęcie „poważne prześladowania” odnosi się wyłącznie do represji całych grup ludzkich i wykluczone jest w skali mikro, czyli wobec jednostki – argumentował sąd.

Sprawa dotyczy podrzucenia w 1983 r. przez Służbę Bezpieczeństwa do mieszkania duchownego materiałów obciążających go, w tym amunicji, materiałów wybuchowych, a także ulotek i wydawnictw, których posiadanie było wówczas zabronione. Z powodu tych działań SB, prowadzono przeciwko kapelanowi Solidarności sprawę karną.

Akt oskarżenia prokurator IPN sformułował przeciwko trzem byłym funkcjonariuszom SB z Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w sprawie tworzenia w 1983 r. „fałszywych dowodów w celu skierowania przeciwko ks. Jerzemu Popiełuszce ścigania o przestępstwo”. Oskarżeni: Grzegorz P., Waldemar O. i Paweł N., to byli funkcjonariusze SB skazani jako sprawcy późniejszego zabójstwa księdza. Do morderstwa doszło w nocy z 19 na 20 października 1984 r. Dwóch ze sprawców zabójstwa księdza zmieniło później nazwiska z lat 80.

W październiku 2019 r. warszawski sąd okręgowy umorzył jednak sprawę z powodu przedawnienia. Uznał, że choć czyn zarzucony trzem oskarżonych stanowi zbrodnię komunistyczną, to w momencie jego popełnienia nie stanowił zbrodni przeciw ludzkości, a więc uległ przedawnieniu z początkiem 1995 r. Decyzję taką – po zażaleniu IPN – utrzymał w styczniu 2020 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie.

W grudniu ub.r. Sąd Najwyższy uchylił postanowienie o umorzeniu, skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez warszawski sąd apelacyjny i wskazał, że sąd ten powinien przeprowadzić pogłębioną analizę pojęcia zbrodni przeciw ludzkości według prawa międzynarodowego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Liverpool: Zabił 12-latkę nożem. Podejrzany 14-latek nie przyznał się do winy

12-latka została zaatakowana nożem podczas imprezy bożonarodzeniowej w centrum Liverpoolu. Dziecko zmarło w szpitalu. W piątek podejrzany o zabójstwo 14-latek nie przyznał się do winy, a jedynie do posiadania broni. Do potwornej zbrodni doszło 25 listopada. Ava White spędzała czas razem z przyjaciółmi w Liverpoolu. Wszyscy zgromadzili się w centrum miasta, aby podziwiać uroczyste zapalenie lampek na bożonarodzeniowej choince. Gdy służby przybyły na miejsce, dziecko było reanimowane przez przypadkowego przechodnia. Dziewczynka zmarła w szpitalu dziecięcym Alder Hey na skutek „katastrofalnych obrażeń”.

W sprawie zatrzymano cztery osoby. W toku dochodzenia zdecydowano o zwolnieniu 14-latka, 16-latka wypuszczono za kaucją, nie podjęto także dalszych działań przeciwko 13-latkowi.

W piątek przed sądem stanął 14-latek podejrzany o zabójstwo Avy. Nie przyznał się do morderstwa 12-latki tamtego feralnego wieczora, a jedynie do posiadania noża. Na rozprawie obecni byli bliscy dziewczynki, którzy podczas zeznań nastolatka nie mogli powstrzymać łez. Proces będzie kontynuowany 9 maja.

Tragiczna śmierć 12-latki zszokowała opinię publiczną w Wielkiej Brytanii. Teraz ulica Church Street, gdzie doszło do zabójstwa, tonie w kwiatach. 24 stycznia zgromadziły się tam ogromne tłumy, aby oddać hołd zamordowanej uczennicy w dniu, w którym obchodziłaby 13. urodziny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

New Jersey: Pijany policjant, który śmiertelnie potrącił Polaka nie przyznaje się do winy

Pijany kierowca, policjant Louis Santiago z New Jersey, który śmiertelnie potrącił 29-letniego Damiana Dymkę nie przyznaje się do winy. O wypadku, który miał miejsce w noc halloweenową poinformowała w niedzielę NBC News. Funkcjonariusz, który nie był na służbie, Louis Santiago, sięgnął w czasie jazdy po telefon komórkowy i zjechał na pobocze autostrady w momencie kiedy szedł tam Dymka. Według adwokata policjanta, Patricka Toscano Jr, jego klient myślał początkowo, że uderzył w dzikie zwierzę, ponieważ Polak był ubrany w ciemny kostium halloweenowy. Według prokuratorów Santiago, obok którego siedział jego kuzyn Albert Guzman, odjechał z miejsca wypadku, ale wielokrotnie tam wracał, zanim załadował ciało mężczyzny do swojego samochodu.

Nie próbował udzielić pomocy Polakowi

„Dymka został uznany za zmarłego na miejscu zdarzenia – ale dopiero ponad dwie godziny później. W ciągu tych dwóch godzin, Santiago pojechał do domu z ciałem Dymka na tylnym siedzeniu, a następnie wrócił na miejsce wypadku, nie dzwoniąc pod alarmowy numer 911, ani nie próbując udzielić pomocy mężczyźnie” – podała NBC News powołując się na prokuratorów.

Co by było, gdyby policjant natychmiast zadzwonił pod numer 911? Czy Damian mógłby zostać uratowany? Nie wiemy tego z powodu jednej osoby, która była niewiarygodnie samolubn – oceniła cytowana przez NBC News przyjaciółka Polaka, który był pielęgniarzem, Miranda Stone.

W domu policjant rozmawiał z matką, Annette Santiago, która podeszła do samochodu, aby zobaczyć ciało.

„Zawieź to ciało z powrotem…”

Zawieź to ciało z powrotem tam, gdzie je uderzyłeś – powiedziała jakoby synowi matka, zgodnie z relacją prokuratorów. Ojciec Santiago, który też jest policjantem zadzwonił pod numer alarmowy 911, a także do swojego szefa, ale prokuratorzy nie podali kiedy to nastąpiło. Zaznaczyli, że sprawca wypadku wpadł w złość po tym, kiedy się o tym dowiedział.

„Policjanci stanowi znaleźli Santiago stojącego obok jego samochodu i ciało Dymka na tylnym siedzeniu. Santiago opisał co się stało i przyznał się do uderzenia ofiary swoim samochodem” – głosi oświadczenie złożone w sądzie miejskim w Bloomfield.

Policjant wyglądał na pijanego

Jak zauważyła NBC News mimo że funkcjonariusz wyglądał na pijanego i przyznał się do przenoszenia martwego ciała, nie został aresztowany na miejscu zdarzenia. Zarzuty postawiono mu dopiero ponad trzy tygodnie później.

„Sprawcy wypadku postawiono 12 zarzutów, w tym lekkomyślne zabójstwo podczas prowadzenia pojazdu i narażenie na niebezpieczeństwo rannej ofiary. Nie przyznał się do winy. Wyniki badania jego krwi pod wpływem alkoholu nie zostały ujawnione” – wyjaśniła NBC News.

Jak dodała, Guzman i matka Santiago, która nie przyznała się do winy, zostali oskarżeni „o rzekome manipulowanie dowodami i inne wykroczenia”. Toscano powiedział, że Departament Policji w Newark zawiesił policjanta w czynnościach służbowych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Robert N. ps. „Frog” uniewinniony

Warszawski sąd prawomocnie uniewinnił Roberta N., znanego jako „Frog”. Chodzi o rajdy, jakie urządzał na ulicach Warszawy oraz w okolicach Kielc. Wcześniej sąd I instancji częściowo uznał jego winę i wymierzył mu karę 2,5 roku bezwzględnego więzienia. W lutym ubiegłego roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uniewinnił Roberta N. za przestępstwa związane z pirackim rajdem po Warszawie, jednak uznał go winnego tego, że sprowadził bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym. Stało się to, gdy prowadził samochód w lutym 2014 r. pod Kielcami. Mężczyznę skazano na 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Sąd orzekł także 5-letni zakaz prowadzenia pojazdów.

Policja szuka „Froga” w innej sprawie

Od wyroku wniesiono apelację, którą warszawski Sąd Okręgowy rozpoznał w ten wtorek. Jak poinformowała sekcja prasowa tego sądu, sąd zmienił orzeczenie I instancji w ten sposób, że uniewinnił Roberta N. również w tzw. „wątku kieleckim”.

„W pozostałym zakresie wyrok utrzymano w mocy” – przekazano. Oznacza to, że w tej sprawie Robert N. jest prawomocnie niewinny.

„Frog” poszukiwany jest obecnie przez policję w związku z inną ze spraw – chodzi o prowadzenie samochodu mimo sądowego zakazu. W 2020 r. prawomocnie skazano go za to na 1,5 roku pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chojnice: Ruszył proces ws. pożaru w hospicjum

W Chojnicach ruszył proces w sprawie tragicznego w skutkach pożaru w hospicjum. Na początku 2020 roku w chojnickiej placówce jeden z pacjentów, paląc papierosa, zaprószył ogień. W efekcie zginął on oraz trzech kolejnych pacjentów. 20 podopiecznych musiało zostać przewiezionych do szpitali. O niedopełnienie obowiązków związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa pożarowego oskarżona jest dyrektor placówki oraz jej zastępca.

Oskarżeni – 61-letnia lek. med. Barbara Bonna i 49-letni Jerzy Krukowski (PAP informuje, że zgodzili się na publikację personaliów) – nie przyznali się do winy. Bonna jest prezesem Fundacji Palium i dyrektorem hospicjum. Krukowski w fundacji pełni funkcję wiceprezesa, a w hospicjum zastępcy dyrektora. Oboje odmówili też składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.

Niedopełnienie obowiązków, o które prokuratura oskarża dyrekcję hospicjum, to m.in. nieprzeszkolenie personelu w zakresie bezpieczeństwa przeciwpożarowego, niewyposażenie obiektu w odpowiedni sprzęt gaśniczy czy zignorowanie zaleceń, które jeszcze przed pożarem, po kontroli w obiekcie kazała wdrożyć straż pożarna. Co ważne, w noc pożaru, ponad 20 podopiecznymi opiekowało się tylko 2 osoby z personelu. 90 proc. pacjentów było niechodzących, niekontaktujących – powiedział reporterowi RMF FM syn jednej z pokrzywdzonych. Jego zdaniem, gdybym personelu było więcej, skutki pożaru mogłyby być mniej tragicznie.

Przed procesem zmarło kilkoro pokrzywdzonych, byłych pensjonariuszy hospicjum.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były bramkarz reprezentacji Polski z aktem oskarżenia

Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko byłemu bramkarzowi reprezentacji Polski w piłkę nożną Maciejowi Szczęsnemu. Mężczyzna prowadził samochód w stanie nietrzeźwości. Maciej Szczęsny został zatrzymany do kontroli drogowej 5 października nad ranem. Do zdarzenia doszło w al. Jerozolimskich. 56-letni sportowiec „wydmuchał” 0,6 promila alkoholu. Zostało mu zatrzymane prawo jazdy.

– Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu oraz złożył wyjaśnienia w sprawie. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota w Warszawie 8 października 2021 r. skierowała do sądu w tej sprawie akt oskarżenia – poinformowała portal tvp.info prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Przestępstwo z art. 178a p. 1 kodeksu karnego zagrożone jest grzywną, karą ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

6 października Maciej Szczęsny nie kwestionował okoliczności, w których został zatrzymany. – Wiozłem żonę do pracy. Żona jest stewardessą i zostałem zatrzymany do kontroli. Dosyć niespodziewanie żona została wezwana do pracy, bo miała tzw. stand-by telefoniczny. Mieszkamy bardzo daleko od lotniska. Mamy ponad 30 kilometrów – powiedział Szczęsny.

Były reprezentant Polski podkreślił, że w poniedziałek 4 października wieczorem zjadł kolację i „wypił dwa piwa”.

– Położyłem się spać, a o godz. 3.05 zadzwonił telefon, wzywając moją żonę na godz. 4.15 na Okęcie. Jak wsiadałem to zupełnie nie miałem poczucia, że jest coś „nie tak” – tłumaczył. – Jest mi potwornie wstyd – mówił były bramkarz.

Sprawę Szczęsnego rozpoznawać będzie Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy.
Źródło info i foto: TVP.info

Europejski Trybunał Praw Człowieka: ​Rosja jest winna śmierci Aleksandra Litwinienki

​Rosja ponosi winę za śmierć Aleksandra Litwinienki – orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Przypomnijmy, że były podpułkownik rosyjskich służb specjalnych, który uzyskał azyl w Wielkiej Brytanii, został w 2006 roku otruty radioaktywnym polonem-210. Mężczyzna zmarł. 43-letni Aleksander Litwinienko zginął w 2006 roku w Londynie, kilka tygodni po tym, jak został otruty. O zabójstwo przez lata była oskarżana Moskwa, jednak Kreml zawsze temu zaprzeczał.

Według raportu brytyjskich śledczych z 2016 roku, prezydent Władimir Putin prawdopodobnie „zezwolił” na operację zabójstw Litwinienki. Zamachu mieli dokonać były agent KGB Andriej Ługowoj oraz biznesmen Dmitrij Kowtun. ETPC przychylił się do tych wniosków. ETPC uznał, że Rosja naruszyła drugi artykuł Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do życia).

Sędzia ETPC z Rosji Dmitrij Diedow nie zgodził się ze stanowiskiem większości sędziów i w zdaniu odrębnym stwierdził, że w brytyjskim śledztwie jest wiele uchybień, „które budzą uzasadnione wątpliwości co do udziału podejrzanych w otruciu”. Sąd nakazał Rosji wypłacić odszkodowanie wdowie po Litwinience w wysokości 100 tys. euro, a także zapłacić koszty sądowe w wysokości 22,5 tys. euro.

Maria Litwinienko, która w listopadzie 2020 roku złożyła pozew do ETPC, domagała się od Rosji odszkodowania w wysokości 3,5 mln euro.
Źródło info i foto: RMF24.pl

71-letni Stanisław G. podejrzany o seksualne wykorzystanie 13-latki. Nastolatka urodziła dziecko

71-letni Stanisław G. jest podejrzany o seksualne wykorzystanie 13-latki, która 9 sierpnia urodziła dziecko. To, że mężczyzna jest ojcem, potwierdziły badania DNA. Noworodek zmarł tuż po porodzie. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura w Kielcach. 13-latka z województwa świętokrzyskiego urodziła dziecko 9 sierpnia. Wówczas na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe, którego załoga stwierdziła zgon noworodka, udzieliła pomocy matce i następnie zabrała ją do szpitala.

Ciało dziecka zostało poddane sekcji zwłok. Ponadto badania DNA pozwoliły na ustalenie ojca dziecka. Okazał się nim 71-letni Stanisław G. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Kielce-Zachód.

Stanisław G. częściowo przyznał się do winy

– Prokurator zlecił zatrzymanie mężczyzny i w piątek przedstawił mu zarzut współżycia seksualnego z 13-latką. W toku przesłuchania podejrzany częściowo przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia – powiedział rzecznik kieleckiej Prokuratury Okręgowej Daniel Prokopowicz.

Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy w Kielcach zastosował wobec podejrzanego tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące. Za zarzucany czyn podejrzanemu grozi od 2 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl