Na Wyspach skazano mężczyznę za zabójstwo partnerki. Kobieta zmarła 21 lat po podpaleniu

Steven Craig został uznany za winnego zabójstwa swojej dziewczyny, którą podpalił w 1998 roku. Kobieta zmarła 21 lat po tym zdarzeniu. Sąd orzekł jednak, że obrażenia, których doznała przyczyniły się do jej zgonu. Mężczyzna odsiedział w międzyczasie 15 lat za zaatakowanie kobiety. Jacqueline Kirk została podpalona w 1998 roku w Weston-super-Mare. Craig przywiązał ją do krzesła, oblał benzyną i wzniecił ogień. Jak informuje portal Sky News mężczyzna chciał odegrać scenę z filmu „Wściekłe psy”. 

Kirk doznała poparzenia 35 procent ciała, w tym twarzy, szyi, klatki piersiowej, brzucha, ud i pośladków. Kobieta zmarła w sierpniu 2019 roku, czyli po 21 latach od zdarzenia – z powodu pęknięcia przepony. Miała 62 lata.

Prokurator stwierdził, że obrażenia odniesione w wyniku podpalenia miały znaczący wpływ na śmierć kobiety, ponieważ „skóra jej brzucha nie była na tyle rozciągliwa, by wytrzymać postępujący obrzęk jelit”. Obrońcy mężczyzny nie zgadzają się z taką argumentacją. Steven Craig został skazany na 15 lat pozbawienia wolności w 2000 roku za umyślne spowodowanie ciężkiego uszkodzenia ciała.

– W rezultacie pierwotna kara, którą odbył, nie odzwierciedlała pełnych konsekwencji jego przerażających działań – powiedział sędzia, cytowany przez Sky News.

57-latek trafił do aresztu w Bristolu. W tamtejszym sądzie – 9 listopada – usłyszy wyrok.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo brytyjskiego posła. Pochodzący z Somalii zwolennik tzw. Państwa Islamskiego winny

Ali Harbi Ali, 26-letni obywatel brytyjski somalijskiego pochodzenia, został dziś uznany przez sąd w Londynie za winnego zabójstwa posła Davida Amessa oraz przygotowywania aktu terroru. Sprawca zadał Amessowi ponad 20 ciosów nożem. Wymiar kary zostanie ogłoszony w środę. Podczas procesu Ali przyznał się do zabicia posła, natomiast zaprzeczał zarzutom przygotowywania aktu terroru oraz morderstwa. Wyjaśniał, że zrobił to, bo Amess był jednym z posłów, którzy głosowali za nalotami na Syrię w 2014 i 2015 roku, a ponieważ nie mógł dołączyć do tzw. Państwa Islamskiego, więc postanowił „zrobić coś tutaj”. Mówił też, że nie żałuje popełnionego czynu, a gdyby mógł ponownie przeżyć dzień ataku, zabiłby Amessa znowu.

Jak powiedział, Amess miał być „jednym z listy” do zabicia. Według prokuratury sprawca przez dwa lata na chłodno planował dokonanie zabójstwa, przeprowadzając rozpoznanie na temat kilkunastu polityków, w tym obecnych wpływowych ministrów Michaela Gove’a i Dominica Raaba oraz lidera opozycji Keira Starmera, zanim ostatecznie zdecydował się na Amessa. W sądzie Ali oświadczył też, że wcale nie jest radykałem, lecz „umiarkowanym muzułmaninem”.

Amess, 69-letni poseł Partii Konserwatywnej, został zabity w październiku 2021 roku podczas spotkania z wyborcami w miejscowości Leigh-on-Sea w swoim okręgu wyborczym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Londyn: 22-letni policjant okazał się neonazistą

22-letni funkcjonariusz londyńskiej policji metropolitalnej został uznany za winnego członkostwa w zakazanej neonazistowskiej organizacji. Będzie on pierwszym brytyjskim policjantem skazanym za przestępstwa o charakterze terrorystycznym.

Oprócz członkostwa w Akcji Narodowej (NA), zdelegalizowanej w 2016 r. organizacji neonazistowskiej, Benjamin Hannam z północnego Londynu został uznany za winnego podania nieprawdziwych informacji, gdy ubiegał się o pracę w policji, oraz posiadanie dokumentów terrorystycznych szczegółowo opisujących walkę na noże i tworzenie ładunków wybuchowych. Wyrok w procesie zostanie ogłoszony 23 kwietnia.

Hannam został przyjęty do londyńskiej policji metropolitalnej w 2018 r. i przez prawie dwa lata pracował jako funkcjonariusz zajmujący się monitorowaniem osób objętych dozorem policyjnym. Został zawieszony w marcu zeszłego roku po wykryciu jego wcześniejszej działalności w grupach neonazistowskich i aresztowaniu go.

Detektywi odkryli jego zaangażowanie w NA w lutym 2020 r. po wycieku bazy danych członków skrajnie prawicowego forum internetowego Iron March. Zapisał się na forum, gdy w marcu 2016 r. dołączył do londyńskiego oddziału Akcji Narodowej. Pierwsze znane kontakty Hannama z tą organizacją miały miejsce na początku 2016 r., na kilka miesięcy przed jej delegalizacją, ale już po zakazie nadal utrzymywał on związki z nią, a następnie z nowo powołanym odłamem o nazwie NS131, który w 2017 r. również został zakazany.

Policjant zaprzeczył zarzutom

Hannam podczas procesu zaprzeczył wszystkim zarzutom, mówiąc, że choć regularnie uczęszczał na spotkania grupy, nigdy nie był członkiem NA. Twierdził, że interesowały go „wizerunek i estetyka faszyzmu”, ale nie był rasistą i w rzeczywistości sprzeciwiał się, gdy inni członkowie grupy wyrażali takie poglądy. Dodawał, że bardzo chciał zaimponować starszym członkom NA, ale jego związek z grupą zakończył się, zanim zaczął pracować dla policji.

W trakcie przeszukania jego domu po aresztowaniu znaleziono szereg materiałów o charakterze ekstremistycznym, w tym kolekcję nazistowskich plakatów propagandowych na ścianie jego sypialni. Londyńska policja metropolitalna poinformowała, że dokonała przeglądu pracy Hannama w jej szeregach i nie znalazła żadnych dowodów na to, że na jego działania miała wpływ jakakolwiek ekstremistyczna ideologia.
Źródło info i foto: interia.pl

Hans G. skazany. Jest winny znieważania polskich pracowników zatrudnionych w swojej firmie

Decyzją Sądu Okręgowego w Gdańsku Hans G. został uznany za winnego znieważania polskich pracowników zatrudnionych w swojej firmie. Mężczyzna był oskarżony o stosowanie wobec nich mowy nienawiści. Natalia Nitek-Płażyńska, występująca jako powódka, jest rozczarowana ogłoszonym wyrokiem.

Sąd Okręgowy w Gdańsku zmienił wyrok sądu niższej instancji ws. Hansa G., niemieckiego przedsiębiorcy, którego Natalia Nitek-Płażyńska – obecna żona posła PiS Kacpra Płażyńska – pozwała za kierowanie wobec niej gróźb karalnych oraz za znieważanie polskich pracowników pracujących w firmie oskarżonego.

Hansa G. uznano winnym znieważenia, jednak gdański sąd nie przychylił się do zarzutów dotyczących stosowania gróźb.

„Sąd uznał, że Hans G. popełnił przestępstwo. Znieważył Polaków! Wyrok jest prawomocny. Jednocześnie nie rozumiem i nie zgadzam się z tym, że nie został skazany za groźby. Jak inaczej rozumieć jego słowa, że „chciałby pozabijać Polaków”? Najważniejsze jednak, że został skazany” – napisała na Twitterze Natalia Nitek-Płażyńska.

W grudniu 2019 roku Sąd Rejonowy w Wejherowie uznał, że Hans G. znieważył pięć pracownic swojej firmy działającej w Pomorskiem i skazał na karę 20 tys. złotych grzywny. Zobowiązał go też do nawiązki na rzecz czterech pozostałych pokrzywdzonych kobiet i wpłaty w wysokości 5 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Sędzia stwierdził wówczas również, że Hans G. będzie musiał zapłacić blisko 40 tys. zł z tytułu opłaty za ekspertyzę fonoskopijną, którą zleciła prokuratura w jego sprawie.

Za używanie gróźb karalnych wobec Nitek-Płażyńskiej niemiecki przedsiębiorca został skazany przez wejherowski sąd na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Nakazano mu też przeprosić oskarżającą go kobietę, sąd zakazał mu także kontaktu z nią.

„Dziękuję wszystkim za wsparcie w mojej kilkuletniej batalii. To nie był dla mnie łatwy czas, ale wiem, że reprezentowałam nie tylko siebie ale i wielu Polaków, którzy nie godzą się na takie traktowanie” – dodała Natalia Nitek-Płażyńska.
Źródło info i foto: wp.pl

Sąd w Wielkiej Brytanii: Szejk odpowiedzialny za uprowadzenie córek

Szejk Mohammed bin Raszid al Maktum, władca Dubaju, a zarazem wiceprezydent i premier Zjednoczonych Emiratów Arabskich, zlecił uprowadzenie swoich dwóch córek, torturowanie jednej z nich, a także zastraszanie byłej żony – wynika z opublikowanych w czwartek ustaleń sądu w Londynie.

Rozstrzygnięcia w sądowej batalii, która toczyła się od lata ubiegłego roku, zapadły w grudniu i styczniu, ale szejk Mohammed próbował zablokować ich upublicznienie. W czwartek londyński sąd zdecydował, że w interesie publicznym jest podanie ustaleń sądowych do publicznej wiadomości.

Sprawa zaczęła się w lipcu zeszłego roku, gdy księżniczka Haja bint al-Husejn, już wówczas była żona Mohammeda, a dokładniej najmłodsza z jego sześciu żon, trzy miesiące po ucieczce do Londynu wraz z dwójką dzieci złożyła w sądzie wniosek o ochronę oraz ustanowienie kurateli nad niepełnoletnimi dziećmi.

Księżniczka Haja wyjaśniła, że od kilku miesięcy na zlecenie szejka zastraszano ją, co miało związek po części z romansem, jaki miała ze swoim ochroniarzem, a po części z tym, że nabierała podejrzeń, co do losu dwóch córek szejka z innego małżeństwa – Latify i Szamsy – których od dawna nie widziano i które rzekomo miały przebywać w bezpiecznym miejscu.

W toku wyjaśnień sądowych sędziowie ustalili, że w 2000 r. Szamsa uciekła od rodziny w czasie wakacji w Anglii, ale dwa miesiące później została schwytana przez agentów szejka, po czym podano jej środek usypiający i wywieziono ją poprzez Francję do Dubaju. Dwa lata później próbę ucieczki podjęła jej młodsza siostra Latifa. Po schwytaniu jej na granicy z Omanem przez trzy lata była więziona i torturowana. W 2018 r. jeszcze raz spróbowała uciec, również bez powodzenia. Od tego czasu pozostaje w zamknięciu. Udało jej się nagrać jednak 45-minutowe wideo, które nagłośniło sprawę i było wzięte pod uwagę przez sąd jako dowód na prawdziwość oskarżeń wobec szejka.

Sąd ustalił także, iż księżniczka Haya faktycznie była zastraszana m.in. groźbą uprowadzenia i porzucenia na pustyni, za pomocą odbezpieczonego pistoletu, który znalazła na poduszce czy wierszem autorstwa szejka, w którym znajdowała się jasna aluzja do jej śmierci. Na zlecenie szejka opublikowano także setki oczerniających ją artykułów prasowych, w tym utrzymujących, że jest ona agentką Hamasu i chce dokonać przewrotu w Jordanii, z której pochodzi.

W oświadczeniu wydanym po upublicznieniu przez sąd ustaleń szejk Mohammed napisał, że „jako szef rządu nie mógł brać udziału w procesie ustalania przez sąd faktów. Doprowadziło to do wydania orzeczenia >>ustalającego fakty<<, który nieuchronnie przedstawia tylko jedną stronę historii".

Publikacja ustaleń sądowych w bardzo niekorzystnym świetle stawia 70-letniego monarchę, jednego z najbogatszych ludzi świata, który ceniony jest na Bliskim Wschodzie za uczynienie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a zwłaszcza z Dubaju, liczącego się w świecie ośrodka finansowego, handlowego i turystycznego.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Michael Gargiulo uznany za winnego. „Hollywoodzki Rozpruwacz” zabił dwie kobiety

Michael Gargiulo z zimną krwią zabił dwie kobiety i próbował zabić trzecią – uznał w czwartek sąd w Los Angeles po czterodniowej naradzie przysięgłych. Wysokość wyroku dla „Hollywoodzkiego Rozpruwacza” zostanie ogłoszona w późniejszym terminie. Niewykluczone, że będzie to kara śmierci, choć w Kalifornii od marca obowiązuje moratorium na wykonywanie egzekucji.

Pierwszą z tych zbrodni 43-letni dziś Michael Gargiulo popełnił zimą 2001 roku. W tej sprawie zeznawał w maju bieżącego roku przed sądem w Los Angeles aktor Ashton Kutcher, którego partnerką była ofiara.

Czerwone plamy jak rozlane wino

Kutcher – w 2001 roku wschodząca gwiazda kina – umówił się na randkę z 22-letnią Ashley Ellerin. Przyszedł spóźniony. Gdy nikt nie reagował na jego pukanie i nie otworzył drzwi, uznał, że dziewczyna nie chciała czekać i wyszła. Jak opowiadał, zerknął przez okno i dostrzegł czerwone plamy, które wówczas uznał za rozlane czerwone wino. Ciało Ashley, ze śladami kilkukrotnego dźgnięcia ostrym narzędziem, odnalazła jej współlokatorka następnego dnia rano.

Zabił sąsiadkę

W 2005 roku drugą ofiarą mężczyzny została 32-letnia Maria Bruno. Mieszkała w tym samym budynku, co jej zabójca. Zabił ją nożem, gdy spała. Także we śnie próbował zaskoczyć w 2008 roku kolejną kobietę, wówczas 26-letnią Michelle Murphy. Jak zeznawała w sądzie, obudziła się, gdy Gargiulo siedział na niej i dźgał ją nożem. Podjęła walkę o życie. Udało jej się zrzucić mężczyznę z łóżka. Zanim uciekł – relacjonowała – powiedział „przepraszam”.

Hollywoodzki Rozpruwacz

Brutalna natura ataków z użyciem noża, a także to, że zostały staranie zaplanowane, sprawiły, że 43-latek zyskał w mediach przydomek „Hollywoodzkiego Rozpruwacza” – w nawiązaniu do słynnego londyńskiego Kuby Rozpruwacza. Przed sądem jego obrońcy utrzymywali, że w sprawie obu morderstw brakuje dowodów winy Gargiulo, natomiast w przypadku nieudanego ataku na Murphy działał on w stanie zwanym fugą dysocjacyjną. To zaburzenie pojawiające się u osób, które doznały silnego urazu psychicznego. Objawia się nagłą zmianą tożsamości, czemu towarzyszy utrata pamięci. Mordercy grozi kara śmierci, jednak w marcu tego roku gubernator Kalifornii Gavin Newsom podpisał zarządzenie wprowadzające moratorium na wykonywanie w tym stanie egzekucji. Zanim Michael Gargiulo usłyszy sentencję wyroku, sąd oceni, czy w chwili ataków był on poczytalny.

To nie koniec zarzutów

43-latka czeka jeszcze prawdopodobna ekstradycja do stanu Illinois, gdzie jest oskarżony o zamordowanie w 1993 roku 18-letniej Tricii Pacaccio, starszej siostry swojego kolegi. W 2011 pojawiły się w tej sprawie nowe dowody.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest wyrok ws. organizacji lotu do Smoleńska. Tomasz Arabski uznany za winnego. 10 miesięcy więzienia

Nie dopełnił ciążących na nim obowiązków – Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosił wyrok wobec byłego szefa KPRM Tomasza Arabskiego i czworga innych urzędników, w sprawie organizacji lotu do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r. Arabski został skazany na 10 miesięcy więzienia.

W maju w mowach końcowych w tym procesie prokurator zawnioskował o karę 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata dla Arabskiego. Kar w zawieszeniu zażądał także dla pozostałych oskarżonych. Większość pełnomocników wniosła o uznanie winy pięciorga oskarżonych pozostawiając do uznania sądu rozstrzygnięcie o karach.

Jedynie jeden z tych pełnomocników – mec. Stefan Hambura – zawnioskował o karę trzech lat bezwzględnego więzienia dla Arabskiego. O zbliżone kary bezwzględnego więzienia zawnioskował też wobec pozostałych urzędników. Obrońcy oskarżonych apelowali przed tygodniem o wyrok sprawiedliwy, a takim w ich ocenie będzie uniewinnienie wszystkich oskarżonych.

Proces rozpoczął się w marcu 2016 r zainicjowany prywatnym aktem oskarżenia. Jego podstawą jest art. 231 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego. Akt oskarżenia wniesiono po tym, gdy Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga umorzyła prawomocnie śledztwo w sprawie organizacji lotów premiera i prezydenta do Smoleńska 7 i 10 kwietnia 2010 r. Oskarżycielami są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna.

Prokuratura przyłączyła się do tej sprawy na początku procesu – jako „rzecznik praworządności”. Status prokuratury w procesie z czasem uległ modyfikacji. We wrześniu ub.r. w związku ze zmianą stanu prawnego dotyczącego instytucji „rzecznika praworządności” przedstawiciel prokuratury złożył bowiem oświadczenie, że udział prokuratorów w tej sprawie opiera się na przepisie Kodeksu postępowania karnego stanowiącego, iż „do sprawy wszczętej na podstawie aktu oskarżenia wniesionego przez oskarżyciela posiłkowego może w każdym czasie wstąpić prokurator, stając się oskarżycielem publicznym”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dożywocie za atak na muzułmanów w stolicy Wielkiej Brytanii

Sąd w czwartek uznał Darrena Osborne’a za winnego, a w piątek ogłosił wyrok. Mężczyzna musi spędzić za kratami co najmniej 43 lata – zastrzegła sędzia Cheema-Grubb, skazując 48-latka na dożywocie.

Darren Osborne z Cardiff odpowiadał za atak z 2017 roku. 19 czerwca w dzielnicy Londynu Finsbury Park, tuż po północy, wjechał vanem w tłum muzułmanów, którzy wracali z wieczornej modlitwy w meczecie. Zginęła jedna osoba, a dziewięć innych odniosło rany.

To był atak terrorystyczny. Miałeś zamiar zabijać – podkreśliła sędzia.

Moment zatrzymania napastnika nagrał jeden ze świadków. Sąd w Londynie uznał, że Anglik odpowiada za śmierć Makrama Alego. 51-letni mężczyzna był jedyną ofiarą śmiertelną ataku. Jego rodzina uczestniczyła w dziewięciodniowym procesie – podaje BBC News.

Nasz ojciec, podobnie jak ofiary większości terroryzmu, był zupełnie niewinny. Był spokojnym człowiekiem – mówiła Ruzina Akhtar, córka zabitego.
Źródło info i foto: o2.pl

Apelacja ws. zabójstwa 15-letniej Wiktorii z Krapkowic

Na 30 grudnia Sąd Apelacyjny we Wrocławiu wyznaczył termin rozprawy odwoławczej ws. zabójstwa 15-letniej Wiktorii z Krapkowic (wo. opolskie). Sąd pierwszej instancji skazał, niepełnoletniego w chwili popełnienia zabójstwa, Artura W. na karę 14 lat więzienia. O terminie rozprawy apelacyjnej poinformował PAP rzecznik Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu sędzia Witold Franckiewicz.

Wiktoria C. zaginęła 7 marca 2015 r. Jej ciało znaleźli po jedenastu dniach poszukiwań w przepompowni w Krapkowicach (Opolskie) pracownicy Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji.

Pod koniec września Sąd Okręgowy w Opolu uznał Artura W. za winnego zabójstwa nastolatki. Sąd zakwalifikował ten czyn jako zabójstwo z zamiarem ewentualnym (co znaczy, że sprawca miał świadomość, że w wyniku swego działania pozbawi życia ofiarę). W chwili popełnienia zbrodni Artur W. miał 17 lat, więc z mocy prawa nie groziło mu dożywocie, lecz najwyżej 25 lat więzienia. Sąd wymierzył mu karę 14 lat pozbawienia wolności.

„Kara 14 lat więzienia może być uznawana w tej sprawie za niezbyt wysoką, ale dla oskarżonego, który w chwili zbrodni miał tylko 17 lat to kara równa długości jego świadomego życia” – podkreślił sąd uzasadniając wyrok.

Według ustaleń śledztwa i procesu, W. – już wcześniej karany przez sąd rodzinny m.in., za kradzieże – napadł na wracająca do domu Wiktorię, bo chciał jej zabrać telefon komórkowy. Gdy szarpał dziewczynę, ta upadła, uderzyła głową o betonowe podkłady kolejowe i straciła przytomność. W. zabrał jej wtedy telefon i uciekł. Po chwili wrócił, by zatrzeć ślady rozboju. Przeciągnął nieprzytomną dziewczynę na teren przepompowni ścieków i wrzucił do kolektora ściekowego.

W. nigdy nie przyznał się do zabicia dziewczyny, a jedynie do dokonania rozboju, na skutek którego Wiktoria zmarła. Według pierwotnych ustaleń śledztwa przyczyną zgonu dziewczyny były obrażenia doznane w wyniku upadku, później okazało się, że zmarła na skutek utonięcia, po wrzuceniu jej do kolektora. W śledztwie przesłuchano blisko stu świadków i zasięgnięto aż 25 opinii biegłych, m.in. z zakresu medycyny sądowej, mechanoskopii i informatyki.

Od wyroku opolskiego sądu odwołała się prokuratura.
Żródło info i foto: interia.pl

6 grudnia Sąd Najwyższy zbada kasację Ziobry ws. ekstradycji Romana Polańskiego

Na 6 grudnia Sąd Najwyższy zaplanował rozpoznanie kasacji ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry w sprawie odmowy ekstradycji Romana Polańskiego do USA. Prokurator chce uchylenia tej decyzji.

Ekstradycji Polańskiego domagają się Stany Zjednoczone. W 1977 r. reżyser został uznany przez sąd w Los Angeles za winnego uprawiania seksu z nieletnią Samanthą Gailey (obecnie Geimer).

Wniosek USA o ekstradycję Polańskiego trafił do Polski na początku 2015 r.; w styczniu prokuratura skierowała do sądu formalny wniosek o stwierdzenie dopuszczalności ekstradycji. Wskazała w nim, że z umowy ekstradycyjnej zawartej między Polską a USA wynika, że można wydać obywatela polskiego do USA – także w przypadku przedawnienia ścigania w Polsce, gdy w USA okres przedawnienia nie upłynął. Prokuratura podkreślała jednocześnie, że zajmuje stanowisko „jedynie w odniesieniu do przesłanek formalnych i nie odnosi się do innych okoliczności”.

30 października ub. roku Sąd Okręgowy w Krakowie wydał postanowienie o niedopuszczalności ekstradycji Polańskiego do USA. Uznał, że przed sądem w USA została zawarta ugoda z Polańskim, a kara, która mu groziła, została wykonana z nawiązką. Ponadto stwierdził, że zgoda na ekstradycję wiązałaby się z naruszeniem praw i wolności Polańskiego. Wskazał również na „uzasadnioną obawę, że sprawa Romana Polańskiego nie zostanie rozstrzygnięta w niezawisły i bezstronny sposób przez sąd w Los Angeles”.

Pod koniec listopada ub. roku krakowska prokuratura okręgowa poinformowała, że nie złoży zażalenia na to postanowienie sądu. Decyzja ta oznaczała prawomocność postanowienia sądu pierwszej instancji. W grudniu 2015 r. ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet zwrócił się do Prokuratury Okręgowej w Krakowie o przekazanie akt sprawy Romana Polańskiego. Polecił zbadanie ich pod kątem zaskarżenia orzeczenia Sądu Okręgowego w Krakowie.
„Polański jest broniony przez śmietankę towarzyską i pewną część mediów liberalnych”

W maju, po zakończeniu kadencji Seremeta i tym, jak na czele prokuratury stanął Zbigniew Ziobro, oświadczył on, że zdecydował skierować kasację do SN w tej sprawie. Tym, iż Polański jest osobą znaną, nie można usprawiedliwiać i tworzyć uzasadnień, że ma być traktowany inaczej. Gdyby to był przysłowiowy Kowalski – nauczyciel, lekarz, hydraulik, malarz – to jestem pewien, że z każdego kraju już dawno zostałby deportowany do Stanów Zjednoczonych – mówił minister. Natomiast – jak dodał – Polański jest broniony przez „śmietankę towarzyską i pewną część mediów liberalnych”.

Prokurator w kasacji, która wpłynęła do SN w maju, zarzuca decyzji krakowskiego sądu naruszenie przepisów prawa karnego procesowego, polegające na „zaniechaniu dostatecznego wyjaśnienia istotnych i mających znaczenie dla rozstrzygnięcia okoliczności odnoszących się do stosowanej w prawie amerykańskim instytucji tzw. plea bargaining oraz kwestii marching orders, a nadto na ocenieniu zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego w sposób dowolny i wybiórczy, zbyt jednostronnie na korzyść Romana Polańskiego, nadto w sposób wewnętrznie sprzeczny”.

Z takiego zarzutu prokurator wyciąga wniosek, że naruszenie doprowadziło do bezpodstawnego uznania przez sąd, iż zachodzi uzasadniona obawa, że w USA może dojść do naruszenia wolności i praw Romana Polańskiego, pomimo jednoczesnego uznania, że kara ujęta w zawartej ugodzie została w rzeczywistości wykonana poprzez areszt tymczasowy i areszt domowy w Szwajcarii.

W kasacji prokurator zarzuca też naruszenie przez SO przepisów umowy między Polską a USA o ekstradycji w związku z przepisami Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. W ocenie prokuratora Sąd Okręgowy wyraził błędny pogląd, że upływ okresu przedawnienia karalności przestępstwa ekstradycyjnego na gruncie prawa polskiego narusza zakaz działania prawa wstecz. Z tych powodów Prokurator Generalny wnosi o uchylenie zaskarżonego postanowienia i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Krakowie.
W 2009 r. Polański został zatrzymany na lotnisku w Zurychu

Polański, który ma polskie i francuskie obywatelstwo, w 2009 r. został zatrzymany na lotnisku w Zurychu na podstawie amerykańskiego nakazu aresztowania. Po trzymiesięcznym pobycie w areszcie i siedmiomiesięcznym areszcie domowym został uwolniony. Władze Szwajcarii zdecydowały, że nie wydadzą go USA, ponieważ „nie można wykluczyć z całkowitą pewnością błędu we wniosku ekstradycyjnym USA”.

Po aresztowaniu Polańskiego w Szwajcarii pokrzywdzona Samantha Geimer wezwała sąd apelacyjny w Kalifornii, by umorzył sprawę karną przeciwko Polańskiemu, ale sąd odrzucił zarówno jej wniosek o umorzenie sprawy, jak i późniejszy wniosek obrońców – o zaoczny proces.

W toku szwajcarskiego postępowania ekstradycyjnego Polański opublikował na portalu internetowym artykuł, w którym stwierdził, że „żądanie od szwajcarskich władz ekstradycji jest oparte na fałszu”. Wskazał, że 33 lata temu został uznany za winnego, ale 42 dni, które spędził w 1977 r. w więzieniu Chino w Kalifornii, miały być uznane za pełen wyrok. Kiedy wyszedłem z więzienia, sędzia zmienił zdanie i uznał, że czas, jaki w nim spędziłem, nie wystarczy za pełen wyrok, i to usprawiedliwia mój wyjazd z USA – napisał reżyser.

Polański (autor takich filmów jak „Nóż w wodzie”, „Dziecko Rosemary”, „Chinatown”, „Pianista”, „Pisarz widmo”) mieszka obecnie we Francji ze swoją żoną, francuską aktorką Emmanuelle Seigner i ich dziećmi. Z obawy przed aresztowaniem Polański nie odebrał w 2003 r. Oscara, przyznanego mu za reżyserię „Pianisty”.
Żródło info i foto: RMF24.pl