Francois Fillon i jego żona Penelope winni sprzeniewierzenia środków publicznych

Sąd uznał w poniedziałek (29 czerwca) byłego premiera Francji Francoisa Fillona i jego małżonkę Penelope, oskarżonych o sprzeniewierzenie publicznych pieniędzy, za winnych zarzucanych im czynów. Sąd odrzucił wniosek obrony o ponowne wysłuchanie jej argumentów ze względu na pojawienie się nacisków podczas śledztwa.

Śledczy ustalili po ponad dwóch latach dochodzenia, że Penelope Fillon była fikcyjnie zatrudniana przez męża jako asystentka we francuskim parlamencie w latach 1998-2013. Podobne zarzuty fikcyjnego zatrudniania dotyczyły również dwójki dzieci Fillonów, które otrzymywały wynagrodzenie za pracę w charakterze prawników, gdy Fillon był senatorem w latach 2005-2007.
Źródło info i foto: interia.pl

Tunezja: 8 wyroków śmierci za krwawy zamach

Zapadł wyrok w sprawie terrorystów, którzy 5 lat wcześniej zorganizowali zamach na autobus straży prezydenckiej. Sąd zdecydował, że ośmiu uczestników ataku zasłużyło na śmierć. W wyniku ich działań w Tunezji życie straciło 12 osób.

Jak informuje AFP, oskarżeni zostali uznani za winnych zabójstwa. W toku śledztwa wyszło na jaw, że wszyscy byli członkami organizacji terrorystycznych.

Tożsamość wszystkich skazanych nigdy nie została ujawniona. W procesie osobiście uczestniczyli tylko 4 z 8 terrorystów. Mohsen Dali, zastępca prokuratora, wyjawił, że wcześniej odbyły się rozprawy dwóch innych osób, które brały udział w przygotowaniu zamachu. Wymierzono im kary 10 lat pozbawienia wolności i dożywotniego więzienia.

Do zamachu doszło w listopadzie 2015 roku w Tunisie . CGTN przypomina, że 12 osób zginęło, a 20 zostało rannych. Autobus przewożący ochroniarzy przejeżdżał przez aleję Mohammeda V, jedną z głównych ulic stolicy. Al-Badżi Ka’id as-Sibsi, ówczesny prezydent Tunezji, jechał do telewizji na zaplanowany wywiad. Atak nastąpił we wnętrzu autobusu. W trakcie śledztwa rozważano wersję, że ładunek wybuchowy został podłożony na poboczu drogi lub że w pojazd trafiła rakieta. Ostatecznie służby specjalne ustaliły, że bomba została zdetonowana przez jednego z pasażerów.

Po ataku prezydent Tunezji ogłosił w kraju stan wyjątkowy. Publicznie zobowiązał się do skuteczniejszej i szerzej zakrojonej walki z terrorystami. Stan wyjątkowy miał trwać trzydzieści dni, wprowadzono także godzinę policyjną dla mieszkańców.

To był trzeci z serii ataków w 2015 roku w Tunezji. W marcu tego roku terroryści zaatakowali w muzeum Bardo w Tunisie, a w czerwcu – kurorcie Susa nad Morzem Śródziemnym. W zamachach tych zginęło kolejno 22 i 38 osób.
Źródło info i foto: o2.pl

Są wyroki ws. afery Amber Gold

Po blisko 5 miesiącach gdański sąd kończy odczytywać wyrok w sprawie małżeństwa P., które zostałojuż w maju uznane winnym oszustwa i wprowadzenia klientów w błąd. Sąd skazał Marcina P. na 15 lat więzienia, a jego żonę Katarzynę P. na 12 lat pozbawienia wolności, ale wyrok łączny może być inny.

Marcin i Katarzyna P. m. in. za oszustwo, wprowadzanie klientów Amber Gold w błąd, prowadzenie działalności parabankowej bez zezwolenia skazani odpowiednio na 12 i 15 lat więzienia. To kara jednostkowa za pierwszy z zarzutów – informuje RMF FM. Sąd odczytuje wyrok w sprawie Amber Gold.

Za drugi zarzut Katarzyna P. 4 lata, Marcin P. 8 lat więzienia.

W maju gdański sąd uznał Katarzynę i Marcina P. za winnych oszustwa i niekorzystnego rozporządzenia mieniem. W środę 16 października poznaliśmy wymiar kary. Zajęło to kilka miesięcy, bo sąd odczytywał nazwiska wszystkich kilkunastu tysięcy pokrzywdzonych.

Sprawa ta pokazała, jak bardzo kuriozalny skutek może mieć przepis mówiący o tym, że nawet jeśli wszyscy pokrzywdzeni stali się ofiarami przestępstwa w tych samych okolicznościach, to i tak trzeba odczytać każde z osobna nazwisko oraz kwalifikację czynu. Przepis doczekał się nowelizacji we wrześniu 2019 r. W nowej formule art. 418 par. 1b przewiduje, że jeżeli ze względu na obszerność wyroku jego ogłoszenie wymagałoby zarządzenia przerwy lub odroczenia rozprawy, przewodniczący, ogłaszając wyrok, może poprzestać na zwięzłym przedstawieniu rozstrzygnięcia sądu oraz zastosowanych przepisów ustawy karnej.

Sędzia Lidia Jedynak zdecydowała jednak, że w związku z wątpliwościami interpretacyjnymi nie przerwie odczytywania wyroku. Zadecydowała obawa, że zastosowanie znowelizowanego przepisu Kodeksu postępowania karnego mogłoby dać stronie pozwanej argument do podważenia rozstrzygnięcia.

W sumie sędzia miała do odczytania 59 tomów po 200 stron każdy.
Źródło info i foto: money.pl

Sydney: Niedożywiona 2-letnia dziewczynka na diecie wegańskiej. Rodzice winni

Dwoje australijskich rodziców zostało uznanych za winnych doprowadzenia swej niespełna dwuletniej córki do niedożywienia z powodu stosowania u niej diety wegańskiej – pisze portal BBC News. Usłyszeli wyrok 18 miesięcy więzienia, który zamieniono na prace społeczne. Sąd w Sydney w swojej czwartkowej decyzji uznał, że para tych około 30-letnich rodziców stosowała wobec swojego dziecka „absolutnie nieodpowiednią” dietę. „Dziecko było poważnie niedożywione, miało niedowagę, było za niskie oraz opóźnione w rozwoju” w stosunku do wieku.

Rodzice karmili córkę m.in. produktami owsianymi, ziemniakami, tostami i ryżem. Dziewczynkę, która dziś ma trzy lata, zabrano od rodziców w marcu 2018 roku, gdy jej matka zadzwoniła po pomoc, ponieważ córeczka była w złym stanie.

Jak informuje agencja Australian Associated Press, odkryto wówczas, że dziewczynka jest poważnie niedożywiona. Mając 19 miesięcy, wyglądała jak trzymiesięczne niemowlę, miała niebieskie usta, zimne dłonie i stopy, niski poziom cukru we krwi i słabe mięśnie.

Cytowany przez BBC opiekun dziewczynki, który zajmował się nią po odebraniu dziecka rodzicom, podkreślił, że pod względem rozwoju była ona „daleko za innymi dziećmi” w jej wieku. „Nie umiała siadać, nie umiała powiedzieć żadnego słowa, nie umiała sama jeść, nie umiała bawić się zabawkami, (…) nie umiała się całkowicie przekręcić” – relacjonował.

Rodzice przyznali się do winy

Wydająca wyrok w sprawie sędzia Sarah Huggett mówiła, że rodzice „początkowo nie byli w stanie zaakceptować faktu, że stan ich córki spowodowany był niedożywieniem”. Zauważyła też, że para ta – która ma jeszcze dwoje zdrowych dzieci – „nie jest bardzo młoda czy niewykształcona”. Choć Hugget zauważyła, że matka cierpiała wówczas na depresję, podkreśliła też, że wcześniej „coraz bardziej obsesyjnie przywiązywała się” do swoich przekonań, w tym diety wegańskiej. Jednocześnie sędzia skrytykowała ojca, że „nie zrobił nic”, by poprawić stan zdrowia córki.

„Odpowiedzialnością każdego rodzica jest, by zapewnił, że dieta, którą wybiera dla swojego dziecka, (…) jest zrównoważona i zawiera wystarczającą ilość podstawowych substancji odżywczych koniecznych do optymalnego rozwoju” – zaznaczyła sędzia.

Rodzice przyznali się do winy, uznając, że nie zaopiekowali się swoim dzieckiem odpowiednio i spowodowali poważne szkody dla jego zdrowia.
Źródło info i foto: interia.pl

Zapadł wyrok w sprawie Amber Gold. Marcin P. i Katarzyna P. winni

Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłasza wyrok w procesie ws. afery finansowej Amber Gold. W mowach końcowych prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcy i założycielowi Amber Gold Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. kar po 25 lat więzienia. Oskarżeni twierdzą, że nie zrobili nic złego, ale sąd uznał inaczej. – Winni – brzmi wyrok.

Trwa odczytywanie wyroku i wkrótce poznamy wysokość kary dla obojga oskarżonych.

Przygotowany przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi, liczący prawie 9 tys. stron, akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do gdańskiego sądu pod koniec czerwca 2015 r. Według prokuratury, Marcin P. i jego żona Katarzyna P. w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Oskarżenie dotyczyło także prowadzenia działalności parabankowej i prania brudnych pieniędzy.

Według prokuratury Katarzyna P. i Marcin P. uczynili sobie z tej działalności stałe źródło dochodu. W sumie Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Oskarżeni w trakcie śledztwa nie przyznali się do winy, odmawiali składania wyjaśnień, bądź – składając je – zaprzeczali prokuratorskim ustaleniom.

Jawny proces

Proces w ich sprawie ruszył przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w marca 2016 r. Toczył się on w sposób jawny, ale sąd zakazał upubliczniania treści wyjaśnień oskarżonych oraz zeznań świadków. Dziennikarze i publiczność mogli więc być obecni na sali rozpraw, nie mogli jednak relacjonować przebiegu procesu. Podejmując taką decyzję sędzia Lidia Jedynak argumentowała, że nie chce by świadkowie zeznający w tej sprawie znali zeznania osób wcześniej przesłuchiwanych.

W procesie odbyło się ponad 180 rozpraw, podczas których przesłuchano około 730 świadków i 10 biegłych. Część przesłuchań odbyło się za granicą, m.in. w USA, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii. Prowadziły je polskie ambasady lub konsulaty.

Czego chciała prokuratura?

Prokuratorzy wnioskowali o kary 25 lat więzienia dla każdego z oskarżonych. – Wydaje się, że kara wnioskowana przez prokuraturę jest surowa, wysoka i dolegliwa. Rzeczywiście tak jest. Ale biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, sumę wyłudzonych pieniędzy i liczbę pokrzywdzonych i oszukanych osób, jedynie taka kara jest w stanie spełnić swoją rolę w zakresie indywidualnego oddziaływania, jak i zakresie prewencji, a także zadośćuczyni społecznemu poczuciu sprawiedliwości – mówiła 18 kwietnia w sądzie prokurator Izabela Janeczek, podczas mowy końcowej.

– Amber Gold od samego początku istnienia jedynie stwarzał pozory legalnie prowadzonej działalności gospodarczej. Wszystkie dowody przeprowadzone przed sądem prowadzą do jedynie słusznego związku, że spółka ta funkcjonowała w sposób charakterystyczny dla piramidy finansowej. Jej istnienie oparte było na wprowadzaniu klientów w błąd odnośnie wielu aspektów jej działalności – mówił w swojej mowie końcowej prokurator Tomasz Janicki.

Kusili złotem

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 proc. do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy ani odsetek od nich.

Według prokuratury spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Katarzyna P. i Marcin P. pieniądze pozyskane z lokat wydawali na rozmaite cele – m.in. na finansowanie linii lotniczych OLT Express (nieistniejący już przewoźnik, w którym głównym inwestorem była Amber Gold) przeznaczono prawie 300 mln zł. Część dochodów szła też na wynagrodzenia. Ustalono, że z tego tytułu oskarżeni wypłacili sobie 18,8 mln zł.

Marcin P. przebywa w areszcie od sierpnia 2012 r., Katarzyna P. została aresztowana w połowie kwietnia 2013 r. Przebywając w więzieniu kobieta zaszła w ciążę i została matką: ojcem był jeden z funkcjonariuszy Służby Więziennej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Leicester: Sąd skazał 3 mężczyzn za podpalenie polskiego sklepu. Zginęło pięć osób

Sąd w Leicester uznał w piątek trzech mężczyzn za winnych umyślnego spowodowania śmierci pięciu osób w pożarze budynku, w którym znajdował się polski sklep, w Leicester w lutym br. Wśród skazanych jest właściciel sklepu, który chciał wyłudzić odszkodowanie. 33-letni właściciel sklepu Aram Kurd oraz dwóch jego znajomych 32-letni Hawkar Hassan i 37-letni Arkan Ali nie przyznali się do winy – informuje BBC.

Według ustaleń śledczych w piwnicy polskiego sklepu „Żabka” mężczyźni podpalili 26 litrów benzyny. W pożarze zginęły osoby, które przebywały w mieszkaniu znajdującym się nad sklepem, oraz 22-letnia pracownica sklepu. Sąd wskazał, że kobieta „wiedziała zbyt dużo o spisku”, dlatego budynek podpalono, gdy była w środku. Nikt z poszkodowanych nie był obywatelem Polski.

Po pożarze 25 lutego właściciel Aram K. udzielał wywiadów, w których powtarzał, że „cieszy się, że udało mu się uciec” i „nie mógł oddychać” – przypomina „Daily Mail”.

W piątek w czasie odczytywania wyroku, jak relacjonują brytyjskie media, mężczyźni „nie ujawniali żadnych emocji”.

Sąd ogłosi wymiar kary 18 stycznia. Mężczyznom grozi dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bliscy współpracownicy prezydenta USA skazani za oszustwa

Były szef sztabu Trumpa i jego prawnik winni oszustw finansowych

Były szef sztabu wyborczego prezydenta Donalda Trumpa uznany za winnego oszustw finansowych. Paul Manafort odpowiada przed sądem m.in. za ukrywanie pieniędzy za granicą oraz malwersacje bankowo-podatkowe. Także Michael Cohen, były prawnik Donalda Trumpa, przyznał się do oszustw finansowych. Zawarł w tej sprawie ugodę z prokuraturą federalną. Jego zeznania obciążają prezydenta Stanów Zjednoczonych.

To element śledztwa, które specjalny prokurator prowadzi w sprawie domniemanej rosyjskiej ingerencji w amerykańskie wybory. Donald Trump wielokrotnie krytykował działania śledczego. Nazwał je „polowaniem na czarownice”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tomasz Komenda o przesłuchaniach w prokuraturze

„Przesłuchania w prokuraturze dużo mnie kosztują. Chcę, by winni zostali ukarani, ale też tego, by śledztwo już się skończyło, abym mógł normalnie żyć” – powiedział w środę, przed kolejnym przesłuchaniem we wrocławskiej prokuraturze, Tomasz Komenda.

Na środę i czwartek prokuratorzy z Prokuratury Okręgowej w Łodzi zaplanowali przesłuchanie Tomasza Komendy w śledztwie dot. nieprawidłowości w postępowaniu przeciwko niemu. Czynności rozpoczęły się przed godz. 11 w Dolnośląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu.

Przed wejściem do budynku prokuratury Komenda w rozmowie z dziennikarzami powiedział, że czuje się na tyle silny, że złoży dziś zeznania. – Spodziewam się, że winni zostaną ukarani. To dalszy ciąg mojego przesłuchania. Chciałbym, by to się w końcu skończyło, abym mógł normalnie żyć. Przesłuchania dużo mnie kosztują; mam nadzieję, że w końcu zdołam opowiedzieć o tym, co się ze mną działo w Zakładzie Karnym przez 18 lat – mówił.

Pytany o to, czy nie boi się pozwu ze strony funkcjonariuszy policji, których oskarża o to, że to z ich winny został oskarżony o morderstwo 15-letniej dziewczyny, odparł, że to on teraz „rozdaje kart, a nie policjanci, którzy go osadzili na ławie oskarżonych”.

Komenda pytany o to, do kogo ma żal, powiedział, że przede wszystkim do jego sąsiadki Doroty P. Kobieta zmarła w czerwcu. Była wcześniej jednym z głównych świadków oskarżenia, które zakończyło się w 2004 r. skazaniem Komendy na 25 lat więzienia.

Komenda powiedział również, że nadal trudno mu się żyje i wciąż jest pod opieką psychologa.

Tomasz Komenda, który w 2004 r. został prawomocnie skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki, odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W połowie marca został przez sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolniony z odbywania kary i wyszedł na wolność po 18 latach. Według prokuratury – która zgromadziła nowe dowody w tej sprawie – mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany. 16 maja Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę.

Śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych prowadzących postępowanie, dotyczące zabójstwa i zgwałcenia małoletniej, do którego doszło 31 grudnia 1996 roku, prowadzi obecnie Prokuratura Okręgowa w Łodzi.

Prokuratorzy ustalają m.in., czy nie dochodziło do tworzenia fałszywych dowodów, które ukierunkowywałyby postępowanie przeciwko osobie niewinnej, bądź zatajania dowodów niewinności. Sprawa jest badana także pod kątem ewentualnego poplecznictwa i bezprawnego pozbawienia mężczyzny wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Rosja: Porażające informacje po pożarze centrum handlowego w Kemerowie

Władze Kemerowa ogłosiły we wtorek listę ofiar śmiertelnych niedzielnego pożaru w centrum handlowym Zimowa Wiśnia. Zginęły 64 osoby; wśród 23 osób, których tożsamość ustalono, jest 13 dzieci. Na liście 38 osób zaginionych jest aż 26 nastolatków w wieku poniżej 18 lat.

Wcześniej we wtorek rodziny dzieci, które zginęły w pożarze, ogłosiły wykaz imienny, w którym znalazły się nazwiska 64 ofiar śmiertelnych. Aż 41 wśród nich to dzieci i nastolatki poniżej 18 roku życia. To między innymi uczniowie jednej ze szkół w obwodzie kemerowskim, którzy pojechali do centrum handlowo-rozrywkowego na wycieczkę do kina.

Rodziny ofiar powołały sztab społeczny. Jego przedstawiciel powiedział mediom, że sztab otrzymał informację o 85 osobach zaginionych bez wieści. „Dane dostaliśmy osobiście, pocztą i SMS-em. Nazwiska nie powtarzają się. 70 proc. tych, którzy zaginęli bez wieści, to dzieci, średni ich wiek to 10-13 lat” – powiedział przedstawiciel sztabu. Wykaz ten sztab zamierza przekazać policji.

Nadal w szpitalach w Kemerowie znajduje się 13 osób.

Potwierdzają się doniesienia, że ludzie, którzy podczas pożaru znajdowali się w salach kinowych, nie mogli się z nich wydostać, gdyż drzwi były zamknięte. Jak relacjonuje portal RBK, praktykę zamykania drzwi przez obsługę kin potwierdzają organizacje branżowe. Właściciele kin chcą w ten sposób uniknąć grzywien ze strony ministerstwa kultury i dystrybutorów, które grożą im, jeśli liczba widzów na sali okaże się wyższa niż liczba sprzedanych biletów.

Potwierdzono już także, że wyjścia awaryjne w centrum handlowym były zamknięte, nie zadziałał alarm przeciwpożarowy, który – jak ogłosił Komitet Śledczy – zepsuł się 19 marca. Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych podało, że samo centrum otwarto bez należytych zezwoleń. W 2013 roku resort nie wydał tych zezwoleń, ponieważ budynek, przebudowany z gmachu zakładów cukierniczych, nie odpowiadał wymogom bezpieczeństwa przeciwpożarowego.

Władze obwodu kemerowskiego nadal oceniają, że jedną z przyczyn pożaru mogło być zaprószenie ognia przez dzieci, które mogły np. bawić się zapalniczką. Ogień rozprzestrzeniał się z niezwykłą szybkością od strefy zabaw dla dzieci na czwartej kondygnacji centrum. Inna wersja mówi o działaniach grupy nastolatków, którzy przychodzili do obiektu i na których zachowanie administracja skarżyła się od dłuższego czasu policji. Źródła w służbach ratunkowych cytowane przez portal RBK wskazały także na możliwe zwarcie instalacji elektrycznej w jednym z obiektów dla dzieci. Komitet Śledczy FR uznaje za możliwe przyczyny zarówno pojawienie się otwartego ognia, jak i zwarcie elektryczne.

To najtragiczniejszy pożar w Rosji w ostatnich latach

Jak wynika z opublikowanych przez media statystyk, mimo dużej liczebności służb pożarniczych Rosja prowadzi, jeśli chodzi o liczbę ofiar śmiertelnych pożarów na 100 tys. mieszkańców. Wskaźnik ten dla Rosji wynosi 6,4; dla porównania – na Ukrainie jest to 4,5; w Polsce – 1,1. Zgodnie z danymi za rok 2015, na 1000 pożarów w Rosji giną 64 osoby (wskaźnik ten dla Ukrainy wynosi 24,5; dla Polski – 3,5).

Skala tragedii sprawia, że media porównują ją do wydarzeń, które w minionych latach wstrząsnęły Rosją – ataków terrorystycznych na szkołę w Biesłanie i moskiewski Teatr na Dubrowce, a także pożaru klubu nocnego w Permie, w którym zginęło ponad 150 osób.

W wielu miastach Rosji odbywają się we wtorek akcje pamięci i solidarności z Kemerowem. W Moskwie władze miejskie zorganizowały oficjalne zgromadzenie na placu Maneżowym obok Kremla, ale na placu Puszkina odbyła się też spontaniczna akcja, nieuzgodniona z władzami. W samym Kemerowie, mieście na Syberii Zachodniej, zakończył się już 10-godzinny mityng na centralnym placu. Jego uczestnicy żądali dymisji władz lokalnych, a także – by spotkał się z nimi prezydent Władimir Putin, który tego dnia był w Kemerowie. Do takiego spotkania nie doszło.

Napływają kondolencje z zagranicy. Ambasada Wielkiej Brytanii powiadomiła, iż list z kondolencjami skierowała do Putina premier Theresa May. Ambasador USA w Moskwie Jon Hunstman przekazał kondolencje w imieniu Amerykanów, zapewniając, że „jako ojciec siedmiorga dzieci jest głęboko wstrząśnięty tragedią w Kemerowie”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Dożywocie za atak na muzułmanów w stolicy Wielkiej Brytanii

Sąd w czwartek uznał Darrena Osborne’a za winnego, a w piątek ogłosił wyrok. Mężczyzna musi spędzić za kratami co najmniej 43 lata – zastrzegła sędzia Cheema-Grubb, skazując 48-latka na dożywocie.

Darren Osborne z Cardiff odpowiadał za atak z 2017 roku. 19 czerwca w dzielnicy Londynu Finsbury Park, tuż po północy, wjechał vanem w tłum muzułmanów, którzy wracali z wieczornej modlitwy w meczecie. Zginęła jedna osoba, a dziewięć innych odniosło rany.

To był atak terrorystyczny. Miałeś zamiar zabijać – podkreśliła sędzia.

Moment zatrzymania napastnika nagrał jeden ze świadków. Sąd w Londynie uznał, że Anglik odpowiada za śmierć Makrama Alego. 51-letni mężczyzna był jedyną ofiarą śmiertelną ataku. Jego rodzina uczestniczyła w dziewięciodniowym procesie – podaje BBC News.

Nasz ojciec, podobnie jak ofiary większości terroryzmu, był zupełnie niewinny. Był spokojnym człowiekiem – mówiła Ruzina Akhtar, córka zabitego.
Źródło info i foto: o2.pl