Chiny: Nożownik zabił ośmioro uczniów w pierwszy dzień szkoły

Uzbrojony w nóż napastnik wdarł się do szkoły podstawowej i zabił ośmioro uczniów w jednej z wsi w prowincji Hubei na północy Chin w pierwszy dzień nowego roku szkolnego; dwoje uczniów zostało rannych – podały we wtorek lokalne media, cytując komunikat władz. Policja zatrzymała 40-letniego mężczyznę podejrzanego o dokonanie ataku, który miał miejsce w poniedziałek rano – czytamy w komunikacie. Władze starają się ustalić szczegóły sprawy oraz motyw działania napastnika – dodano.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Amerykanie oskarżają firmę Huawei o prowadzenie potajemnej działalności w Syrii i Sudanie

Amerykańskie władze oskarżają chiński koncern Huawei Technologies o prowadzenie potajemnej działalności w Syrii i Sudanie. Firma miała w tym celu korzystać z sekretnych oddziałów i nazw kodowych dla krajów objętych sankcjami – podał Bloomberg. Jak dodaje agencja, dyrektorka finansowa Huaweia Meng Wanzhou miała przyznać funkcjonariuszowi straży granicznej Kanady, że chińska spółka ma biuro w Iranie. Kobieta oskarżana jest przez rząd w Waszyngtonie o złamanie sankcji wobec tego kraju.

Jak opisuje Bloomberg, według amerykańskich władz chiński producent sprzętu telekomunikacyjnego miał prowadzić działalność w Sudanie (jako DirectPoint) oraz w Syrii (jako Canicula). W wewnętrznych dokumentach firmy kraje te miały ponadto figurować pod nazwami kodowymi, odpowiednio: A5 i A7. Koncern miał zarządzać tymi oddziałami w podobny sposób, jak w przypadku domniemanej filii w Iranie, która – zdaniem Waszyngtonu – pozyskiwała amerykańskie towary, technologie i usługi z naruszeniem sankcji USA.

Łamanie sankcji, oszustwa finansowe, kradzież technologii

Zarzuty dotyczące potajemnej działalności Huaweia w Syrii i Sudanie są częścią upublicznionych przez sąd w Kanadzie dokumentów złożonych przez Stany Zjednoczone na poparcie wniosku o ekstradycję zatrzymanej w grudniu 2018 roku wiceprezes i dyrektor finansowej Huaweia Meng Wanzhou.

„Motywacja dla przekłamań wynikała z potrzeby przenoszenia przez Huawei pieniędzy z krajów podlegających amerykańskim lub unijnym sankcjom, takich jak Iran, Syria czy Sudan, za pośrednictwem międzynarodowego systemu bankowego” – zaznaczyło w swoim wniosku o aresztowanie Meng ministerstwo sprawiedliwości USA.

Jak przypomina agencja, w styczniu resort przedstawił koncernowi Huawei oraz jego wiceprezes 13 zarzutów dotyczących łamania amerykańskich sankcji przeciwko Iranowi, a także licznych oszustw, w tym bankowych, elektronicznych i kradzieży technologii. Według USA Meng i inni pracownicy firmy mieli spiskować, by podstępem skłonić banki do przeprowadzenia potencjalnie sprzecznych z sankcjami transakcji o wartości ponad 100 mln dolarów.
Meng nie przyznaje się do winy

Firma zaprzeczyła, jakoby miałaby dopuścić do jakichkolwiek naruszeń. Sama Meng nie przyznaje się do winy, a Pekin domaga się jej uwolnienia. Z opublikowanych we wtorek dokumentów wynika, że w razie zgody na ekstradycję USA zamierzają powołać na świadków menedżerów z HSBC Holdings, Standard Chartered, BNP Paribas i Citigroup, którzy rzekomo zostali wprowadzeni w błąd przez Meng i innych pracowników Huaweia – podał Bloomberg. Agencja odnotowała wcześniej, że podczas grudniowego zatrzymania Meng była przesłuchiwana przez funkcjonariusza straży granicznej Kanady. Miał on pytać ją o interesy Huaweia w Iranie, a także czy firma sprzedawała produkty w krajach, w których nie powinna tego robić. Dyrektor finansowa miała przyznać, że „jej koncern posiada biuro na terytorium Iranu”.

Nagranie z zatrzymania

We wtorek sąd udostępnił również nagranie z trzygodzinnego zatrzymania Meng na lotnisku w Vancouver. Zarówno oświadczenie, jak i materiał wideo zostały wniesione do sprawy przez obrońców dyrektorki. Prawnicy argumentują, że ich klientka została oszukana co do prawdziwego charakteru jej zatrzymania, by funkcjonariusze mogli zebrać wystarczające dowody dla amerykańskiego FBI. Obrońcy starają się o kasację wniosku o ekstradycję Meng do USA, przekonując, że została bezprawnie zatrzymana, przeszukana i przesłuchana przed jej właściwym aresztowaniem. Funkcjonariusze mieli jej zezwolić na rozmowę z prawnikiem dopiero 4 godziny po aresztowaniu, a także zmusić ją do przekazania im urządzeń mobilnych i podania do nich haseł.

„Władze zaangażowały się w proceder, który można nazwać ‚tajnym dochodzeniem karnym’ ” – wskazali prawnicy, którzy domagają się upublicznienia całej komunikacji dotyczącej Meng wymienionej między poszczególnymi organami ścigania w Kanadzie oraz pomiędzy rządami w Ottawie i Waszyngtonie.

Prokuratura ma czas na odpowiedź na wezwanie do 17 września. Następny cykl rozpraw rozpocznie się 23 września.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kto chce likwidacji CBA?

Szefowie służb za czasów Platformy Obywatelskiej a także politycy tej partii uważają, że sprawą korupcji powinna zająć się policja i kontrwywiad cywilny. W ich opinii CBA trzeba zlikwidować – donosi „DGP”. Jak czytamy w gazecie, politycy PO zastanawiają się, co zrobić ze służbami specjalnymi, jeśli w jesiennych wyborach dojdą do władzy. Temat specsłużb pojawił się na forum programowym Platformy w zeszły piątek.

W dyskusji wzięli udział m.in. byli szefowie służb specjalnych za rządów PO – „generał Krzysztof Bondaryk, który kierował Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego w latach 2008–13, generał Radosław Kujawa, oficer wywiadu najpierw cywilnego, a później szef Służby Wywiadu Wojskowego, oraz Piotr Niemczyk, jeden z architektów służb po 1989 r., wicedyrektor Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa, wieloletni doradca sejmowej komisji ds. służb specjalnych”.

– Ja bym postawił pytanie inaczej: co zrobić, żeby odideologizować służby specjalne, co jest bardzo widoczne, a mam na myśli kult żołnierzy wyklętych, kult smoleński. To ma na celu formowanie nowego typu funkcjonariusza w CBA czy ABW, który jest posłuszny jednej opcji politycznej. To nie są służby państwowe, a służby partii rządzącej – mówił Krzysztof Bondaryk.

Z kolei Radosław Kujawa stwierdził, że „służby są od tego, żeby zajmować się twardym interesem i bezpieczeństwem państwa, wywiadem i kontrwywiadem”.

– Im będą miały mniej zadań na styku z polityką, tym lepiej. Im większe zaufanie do państwa, tym większe zaufanie do służb – ocenił.

– Być może należy dodatkowo powołać niezależne ciało kontrolujące służby, składające się np. z trzech sędziów Sądu Najwyższego – stwierdzał Piotr Niemczyk. Zauważył też, że „należy wzmocnić parlamentarny nadzór nad służbami, który dzisiaj sprawuje sejmowa komisja ds. służb specjalnych”.
Źródło info i foto: TVP.info

Olecko: Są pierwsze zarzuty władz miasta wobec MOPS-u. Kto zawinił w sprawie 9-miesięcznej Blanki

Są pierwsze zarzuty władz Olecka w stosunku do działania Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Urząd wszczął kontrole w MOPS-ie po tragicznej śmierci 9-miesięcznej Blanki w rodzinie objętej monitoringiem tego ośrodka. Według władz Olecka, pracownik MOPS-u nie był na rozprawie, podczas której sąd decydował o zwrocie Blanki biologicznej matce, po skierowaniu dziecka do rodziny zastępczej. Ośrodek złożył w tej sprawie do akt negatywną opinię.

Po sądowej decyzji, że dziewczynka wróci do naturalnej rodziny, pomoc społeczna nie złożyła zażalenia na to postanowienie ani nie zwróciła się do sądu o uzasadnienie.

Jak mówił RMF FM burmistrz Olecka Karol Sobczak, kontrolerzy czekają teraz na wyjaśnienie tych wątpliwości. Przyznał, że kontrola jest utrudniona – dokumentację zabezpieczyła prokuratura, więc kontrolerzy opierają się na rozmowach. Właśnie zapadła decyzja o przedłużeniu ich działań do końca sierpnia.

Podkreślono jednak, że opiekun społeczny nie zaniedbywał rodziny. Opiekun społeczny z ramienia MOPS-u opiekował się dzieckiem i matką, i rodziną, można powiedzieć, od dnia narodzin rodzin – poinformował burmistrz Olecka. Jak dodał, z przeprowadzonego wywiadu wynika, że pracownik regularnie monitorował sytuację w rodzinie. Nie wychodzi nam obraz, że tutaj pracownik socjalny zaniedbywał swoje obowiązki – dodał.

2 listopada, gdy pracownicy MOPS dostali komunikat od mieszkańców, że coś złego dzieje się z matką, pracownicy MOPS wraz z policją podjęli działania w sposób natychmiastowy – powiedział, dodając, że było to działanie na tyle szybkie, że już 5 listopada sąd na wniosek MOPS-u „zabezpieczył dziecko w rodzinie zastępczej”. Jak mówił, podczas gdy dziecko przebywało w tzw. pogotowiu zastępczym, matka poddała się terapii, leczeniu i cały czas „podejmowała dobrą wolę do tego, by dziecko do niej wróciło”.

7 lutego tego roku nastąpiła sytuacja, że sąd zwrócił się z opinią do PCPR (Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie – PAP), jak PCPR ocenia taką możliwość, by dziecko wróciło do matki biologicznej. Opinia PCPR oraz naszego MOPS-u była negatywna i sąd nie przychylił się do tych próśb matki – powiedział.

Pracownik socjalny miał dziecko na rękach tydzień przed śmiercią i nie zauważył tam tego, co jest w obiegu opinii publicznej, że dziecko było katowane przez ileś miesięcy, że dziecko było obolałe, że na ciele były jakieś ślady – zaznaczył Sobczak.

9-miesięczna dziewczynka zmarła 22 czerwca wieczorem. Policja zatrzymała w związku ze śmiercią dziecka jej rodziców. Sekcja zwłok dziewczynki wykazała, że przyczyną jej śmierci był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. Dziewczynka miała obrażenia głowy, klatki piersiowej, uszkodzone płuco przebite złamanym żebrem. Dziecko było prawdopodobnie bite tępym narzędziem. Mogło także być uderzane o kant stołu. Dziewczynka została także wykorzystana seksualnie.

Kilka dni później rodzice zostali tymczasowo aresztowani. Wcześniej prokuratura przedstawiła im zarzuty zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem, znęcania się nad niemowlęciem i wykorzystania seksualnego dziewczynki. 36-latka i 44-latek nie przyznają się do zarzutów. Do zabójstwa dziewczynki doszło po trzech miesiącach od jej powrotu z rodziny zastępczej do biologicznych rodziców.

Grzegorz W., ojciec Blanki, został w poniedziałek zwolniony z aresztu, gdyż dowody uzyskane w toku prowadzanego postępowania wskazały, że mężczyzna nie jest sprawcą zarzucanych mu czynów.

Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Suwałkach, wyniki badań DNA dowodzą, że ślady biologiczne na ciele zmarłej dziewczynki nie należą do Grzegorza W. Z kolei wydruki połączeń telefonicznych oraz lokalizacja telefonu komórkowego podejrzanego wskazują, że w czasie zbrodni nie przebywał w mieszkaniu, gdzie jej dokonano. Także świadkowie potwierdzają, że był w tym czasie w innym miejscu.
Źródło info i foto: RMF24

Seria przestępstw na tle seksualnym w Finlandii. Władze są wstrząśnięte

Policja w Oulu poinformowała o licznych przypadkach przestępstw na tle seksualnym wobec nieletnich dziewcząt. Wśród kilkunastu podejrzanych są azylanci pochodzący z Bliskiego Wschodu i Afryki. Przestępstwa te wywołały reakcję najwyższych władz kraju.

„To niedopuszczalne, aby niektórzy z ubiegających się o azyl, a nawet ci, którym go już przyznano, przynosili tutaj zło i tworzyli poczucie zagrożenie” – oświadczył w sobotę prezydent Finlandii Sauli Niinisto, który wydał specjalne oświadczenie, gdy w piątek policja w Oulu nad Zatoką Botnicką (ok. 600 km na północ od Helsinek) poinformowała o dochodzeniu wobec czterech kolejnych osób podejrzanych o gwałt oraz wykorzystanie seksualne dziewcząt w wieku poniżej 15 lat. Trzech podejrzanych zostało zatrzymanych.

Komenda policji w Oulu na początku grudnia po raz pierwszy wydała komunikat o takich przestępstwach, o których popełnienie podejrzewa się m.in. cudzoziemców ubiegających się w Finlandii o azyl. Wtedy podejrzanych było dziesięć osób (osiem zostało zatrzymanych). Wśród nich były także osoby, które przebywają w Finlandii od wielu lat i którym nadano już fińskie obywatelstwo.

W prowadzonych przez policję dochodzeniach łącznie podejrzanych jest już kilkanaście osób, a ofiar 10. Do przestępstw miało dojść latem i jesienią ubiegłego roku. Według śledczych to „jedynie wierzchołek góry lodowej”, a wstępne dochodzenie wykazało, że z częścią ofiar kontakt sprawcy zainicjowali przez media społecznościowe.

„Wydarzenia w Oulu szokują”

„To niepojęte, że liczba podejrzanych wzrosła” – podkreślił Niinisto. Dodał, że, „wydarzenia w Oulu szokują”, są nieludzkie.

Także premier Juha Sipila w specjalnym oświadczeniu napisał, że napaści seksualne na dzieci wzbudziły w nim „głębokie poczucie zgorszenia”. „Rozumiem w pełni niepokój i szok obywateli” – dodał.

Szef rządu podkreślił, że „celem systemu azylowego jest pomaganie znajdującym się w niebezpieczeństwie, ale nie może on chronić przestępców”. Przypomniał, że w ostatnim czasie rząd przedstawił zmianę prawa m.in. ułatwiającą deportację obcokrajowców, którzy dopuścili się poważnych przestępstw.

Minister spraw wewnętrznych Kai Mykkanen w sobotnim wywiadzie w fińskiej telewizji powiedział, że dopuszczenie się poważnego przestępstwa na tle seksualnym powinno skutkować odebraniem fińskiego obywatelstwa tym, którym je nadano. W tej sprawie podjęto już działania legislacyjne.

Wzrost popularności nacjonalistycznej

Zdarzenia z Oulu przyciągnęły uwagę fińskich mediów już w grudniu. Komentatorzy podkreślają, że informacja o przestępstwach na tle seksualnym, o które podejrzewani są azylanci, mogły wpłynąć na ostatni wzrost popularności nacjonalistycznej i eurosceptycznej partii Finowie (PS), krytykującej politykę migracyjną i azylową rządu.

Przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w połowie kwietnia 2019 r., poparcie dla tego ugrupowania, według opublikowanego w tym tygodniu sondażu, przekroczyło 10 proc (wcześniej ok. 8 proc.). Obecnie najbardziej popularna jest opozycyjna Socjaldemokratyczna Partia Finlandii (SDP) – ok. 21 proc.
Źródło info i foto: interia.pl

Reakcja chińskich władz na zatrzymanie Weijinga W. w Polsce

Rzeczniczka ambasady Chin w Polsce powiedziała agencji Associated Press, że „strona chińska przywiązuje wielką wagę do zatrzymania” w Polsce chińskiego obywatela, któremu zarzucono szpiegostwo. Polskie władze poinformowały o zatrzymaniu przez ABW pod zarzutem szpiegostwa Weijinga W. – jednego z dyrektorów polskiego oddziału Huawei – i Piotra D. – byłego oficera ABW, który ostatnio pracował w Orange.

Sąd podjął decyzję o trzymiesięcznym areszcie dla obu podejrzanych.

Rzeczniczka chińskiej ambasady ujawniła, że reprezentant ambasady spotkał się z przedstawicielami polskiego MSZ, by omówić tę sprawę. Powiedziała, że Chiny wzywają Polskę „do informowania ich o sytuacji związanej z tą sprawą i do zaaranżowania konsularnej wizyty tak szybko, jak to możliwe”.

Rzeczniczka dodała, że Chiny wymagają od strony polskiej zajmowania się tą sprawą „zgodnie z prawem, rzetelnie i należycie oraz zapewnienia praw, interesów, bezpieczeństwa i humanitarnego traktowania obywatelowi chińskiemu”.

Rzeczniczka zastrzegła sobie anonimowość, mówiąc, że przedstawiła oficjalne stanowisko chińskiego rządu i że „jest nieistotne”, kto je przekazał.

AP odnotowuje, że rzeczniczka odmówiła spekulacji na temat winy podejrzanego, wskazując na „brak konkretnych faktów”.
Źródło info i foto: TVP.info

Francja: Milionowe straty po sobotnich protestach w Paryżu

Władze Paryża zaczynają szacować straty po „czarnej sobocie żółtych kamizelek”. Szkody spowodowane zniszczeniami paryskich fasad, sklepów i samochodów oceniono na miliony euro. Oddolny ruch „żółtych kamizelek” od prawie miesiąca protestuje przeciwko podwyżkom akcyzy na paliwo i ciągle wzrastającym kosztom utrzymania. To była już trzecia „czarna sobota” protestów.

Ekonomiści ostrzegają, że nawet miliardy euro mogą one kosztować francuską gospodarkę, która została spowolniona blokadami dróg i ośrodków handlowych przez protestujących przeciw polityce fiskalnej rządu.

Prezes Centrum Pomników Narodowych Philippe Belaval na „setki tysięcy euro, a może i milion euro” szacuje koszty usunięcia szkód z fasad i wnętrza zdewastowanego Łuku Triumfalnego, który „na wiele dni pozostanie zamknięty dla zwiedzających”.

W rozmowie z telewizją BFM przedstawiciel Niezależnego Związku Komisarzy Policji ujawnił, że funkcjonariusze już w nocy z soboty na niedzielę z Łuku Triumfalnego zebrali próbki DNA, co może pomóc w znalezieniu sprawców.

Drobny handel paryski ucierpiał podwójnie – zarówno z powodu konieczności zamykania sklepów i braku klientów odstraszonych wcześniejszymi niepokojami, jak i z powodu wandalizmu, czy też zwykłych rabunków.

– Handlowcy stracili miliardy, przede wszystkim poprzez dramatyczny spadek obrotów – powiedział, cytowany w poniedziałek przez dziennik „Le Figaro” Jacques Creyssel z Federacji Przedsiębiorstw Handlu i Dystrybucji (FCD). Jak twierdzi, w pierwszą sobotę grudniową obroty sięgają normalnie 15 mld euro, a w tym roku spadły aż o ponad 30 proc. Jego zdaniem zakupy zabawek i innych prezentów świątecznych mogą być przesunięte na później, ale „w przypadku żywności straty są nieodwracalne”.

8 milionów euro strat ekskluzywnych butików

W przeciwieństwie do tego, co działo się podczas manifestacji 24 listopada, w minioną sobotę nie ucierpiały luksusowe sklepy na Polach Elizejskich, a to dlatego, że pozostały przez cały dzień szczelnie zamknięte. Oznacza to jednak brak utargu na sumę ok. 8 mln euro. Gorzej było na ulicy Faubourg Saint Honore, gdzie, jak informował w radio France Info prezes komitetu tamtejszych kupców Benjamin Cymerman, rabusie zdewastowali 15 butików, wśród nich salon Chanel.

Straty z powodu manifestacji i występującego przy ich okazji wandalizmu, dotknęły również prowincję. Jeszcze większe problemy powodują jednak trudności w zaopatrzeniu – pisze w „Le Figaro” Valerie Collet, powołując się na dyrektorów sieci hipermarketów Carrefour i Casino. Podczas trzech weekendów mobilizacji „żółtych kamizelek” najbardziej ucierpiały północ, południowy zachód i południowy wschód Francji – pisze.

– Gospodarka spada pod kreskę”- alarmuje regionalny i największy francuski dziennik „Ouest-France”. Jak informuje, w departamencie Manche (Normandia) „szefowie przedsiębiorstw i handlowcy starają się nawiązać dialog z »żółtymi kamizelkami«, aby wspólnie szukać rozwiązań”.

Może spaść wzrost PKB

Specjalistka od makroekonomii Marianne Py zastanawia się w internetowym wydaniu miesięcznika „Le Revenu”, czy „»żółte kamizelki« zaszkodzą nieśmiałemu przejaśnieniu we francuskiej gospodarce”. Zagrożenie – twierdzi pismo – powodowane jest tym, że akcje protestacyjne ruchu przypadły „na kluczowy dla handlu okres, który zasadniczą część obrotów realizuje w trzecim kwartale”.

Przed mobilizacją „żółtych kamizelek” wydawało się, że wzrost gospodarczy spokojnie zmierza do przewidzianych na ten rok przez ekonomistów 1,6 proc. PKB. „Ten scenariusz może jednak ulec zmianie, jeśli ich ruch doprowadzi do generalnego zablokowania gospodarki” – przewiduje specjalistka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Malta: Sprawa zabójstwa dziennikarki. Policja zidentyfikowała organizatorów zbrodni

Maltańska policja ustaliła tożsamość co najmniej trzech obywateli tego kraju, którzy ponad rok temu zorganizowali zabójstwo Daphne Caruany Galizii – podała w niedzielę gazeta „The Sunday Times of Malta”. Ofiara, dziennikarka, pisała o korupcji w najwyższych kręgach krajowych władz.

Gazeta nie ujawniła nazwisk domniemanych organizatorów zbrodni. Przytoczyła jedynie słowa wysokiego rangą oficera prowadzącego śledztwo, który miał powiedzieć, że dochodzenie „osiągnęło bardzo delikatny etap”. Rodzina zamordowanej dziennikarki poinformowała, że nie została „formalnie” poinformowana o postępie dochodzenia.

Źródła, na które powołuje się maltańska gazeta, nie podały, ile jeszcze czasu może trwać dochodzenie i czy doszło do nowych aresztowań, jak również z jakich kręgów – przestępczych, biznesowych czy politycznych pochodzą organizatorzy morderstwa.

Trzech podejrzanych o popełnienie morderstwa znajduje się od niemal roku w areszcie. Mieli oni podłożyć bombę w samochodzie dziennikarki i odpalić zdalnie. Twierdzą, że są niewinni.

„The Sunday Times of Malta” napisał, powód morderstwa pozostaje nieznany, a śledczy uważają, że organizatorzy kierowali się różnymi pobudkami; razem wynajęli trzech oskarżonych już siedzących w areszcie.

Aresztowani prowadzili wystawny tryb życia, chociaż byli bezrobotni. Posiadali luksusowe samochody, posyłali dzieci do prywatnych szkół i grali o duże stawki w maltańskich kasynach. Według źródeł gazety, jakiś czas temu pojawiła się nadzieja, że jeden z nich zacznie współpracować ze śledczymi. Wszyscy jednak wciąż milczą – podaje gazeta.

Dziennikarka zginęła na miejscu

16 października 2017 samochód Caruany Galizii został wysadzony w powietrze w pobliżu jej domu w północnej części Malty. Dziennikarka zginęła na miejscu.

53-letnia autorka popularnego bloga ujawniała najciemniejsze aspekty maltańskiej polityki. Koncentrowała się na przypadkach korupcji wśród miejscowych polityków. Wskazała m.in. na żonę premiera Malty Josepha Muscata. Atakowała premiera, a także szefa opozycji Adriana Delię. Pisała o maltańskich gangsterach i handlarzach narkotyków. Prowadziła też dochodzenie w sprawie Panama Papers i obnażyła powiązania między głównymi politykami i spółkami-krzakami. Opublikowała ponad 20 tys. artykułów potępiających nadużycia władzy, przypadki korupcji i niewłaściwego administrowania.

Śmierć Caruany Galizii poruszyła światową opinię publiczną.
Źródło info i foto: TVP.info

Nieznani sprawcy wtargnęli do szkoły w Kamerunie i porwali ponad 80 osób

Około 80 osób, w większości uczniów, zostało uprowadzonych w poniedziałek w mieście Bamenda na północnym zachodzie Kamerunu – podał Reuters, powołując się na źródła we władzach i wojsku. Uzbrojeni sprawcy mieli zabrać uczniów i kilku pracowników szkoły do lasu.

Uzbrojeni sprawcy wdarli się do prezbiteriańskiej szkoły, a następnie uprowadzili uczniów w nieznane miejsce. Porwano również dyrektora placówki, kierowcę oraz nauczyciela. – Łącznie uprowadzono ponad 81 osób, w tym dyrektora. Zabrano ich do lasu – powiedziało agencji Reutera źródło w wojsku.

Jak podaje portal Journal du Cameroun, do zdarzenia doszło w niedzielę. Według agencji Reutera uczniów porwano w poniedziałek rano. Władze Regionu Północno-Zachodniego poinformowały, że służby bezpieczeństwa wszczęły działania w tej sprawie. Zaapelowano do mieszkańców o zachowanie spokoju.

Mieszkańcy już wcześniej uciekali z niespokojnych regionów

Na razie nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie grupy. Jak zaznacza Reuters, w anglojęzycznym regionie, w którym doszło do zdarzenia, separatyści walczą o stworzenie odrębnego państwa. Separatyści w przeszłości zamykali szkoły i wprowadzali godziny policyjne w ramach protestu wobec francuskojęzycznego rządu. Pod koniec października rządzący od 36 lat w Kamerunie 85-letni prezydent Paul Biya został wybrany na siódmą kadencję.

Wielu mieszkańców niespokojnych anglojęzycznych regionów – Południowo-Zachodniego i Północno-Zachodniego – opuściło swoje domy w obawie przed separatystami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Arabia Saudyjska potwierdza. Dżamal Chaszodżdżi został zabity w konsulacie w Stambule

Krytyczny wobec władz w Rijadzie dziennikarz Dżamal Chaszodżdżi (Jamal Khashoggi) został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule – poinformowano w państwowej telewizji.

Ponad dwa tygodnie po tajemniczym zaginięciu Chaszodżdżiego władze Arabii Saudyjskiej potwierdziły, że dziennikarz nie żyje. Saudowie przedstawili swoją wersję w nocy z piątku na sobotę za pośrednictwem oficjalnej agencji prasowej Spa. W oświadczeniu prokurator poinformował, że między Chaszodżdżim a osobami, z którymi spotkał się w konsulacie, doszło do bójki, która zakończyła się jego śmiercią. W ramach śledztwa aresztowanych zostało 18 Saudyjczyków. Oficjalna wersja odbiega od wcześniejszych ustaleń m.in. tureckich mediów, które mówiły o torturach i zabójstwie. Wciąż nie wiadomo, gdzie znajduje się ciało publicysty.

Wśród aresztowanych znajduje się 15 mężczyzn, o których wcześniej informowały tureckie media, a które miały być wysłane do konsulatu w trakcie wizyty dziennikarza. Zatrzymano także kierowcę i dwóch pracowników placówki dyplomatycznej. Zdymisjonowany został Saud al-Qahtani, bliski współpracownik księcia Muhammada ibn Salmana. Z posadą pożegnał się także wiceszef saudyjskiego wywiadu Ahmed al-Asiri. Agencja Spa podała, że władca zarządził zmiany w kierownictwie służb wywiadowczych.

O zamordowaniu dziennikarza władze Arabii Saudyjskiej poinformowały kilka godzin po telefonicznej rozmowie księcia Salmana z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem.

Na informacje z Rijadu zareagował prezydent USA. Donald Trump już wcześniej w piątek stwierdził publicznie, że dziennikarz nie żyje. Późnym wieczorem Biały Dom wydał oświadczenie, w którym oceniono wersję saudyjskich władz jako „wiarygodną”. Amerykanie wyrazili zadowolenie z podjętych kroków, w tym aresztowania domniemanych sprawców.

Zaginął bez wieści

Zaginięciem dziennikarza od kilkunastu dni żyją media na całym świecie. Dżamal Chaszodżdżi 2 października pojawił się w saudyjskim konsulacie w Stambule. Chciał tam uzyskać dokument poświadczający, że rozwiódł się ze swoją żoną, by tym samym móc poślubić turecką narzeczoną, Hatice Cengiz. W rozmowie ze służbami Cengiz powiedziała, że czekała aż 11 godzin na zewnątrz konsulatu, ale jej narzeczony nie wyszedł. Wtedy zgłosiła sprawę policji. Jeden z tureckich urzędników przyznał w rozmowie z BBC, że według wstępnego dochodzenia, Chaszodżdżi został zamordowany na terenie konsulatu. Arabia Saudyjska odparła te zarzuty. Książę Mohammed bin Salman twierdził, że tureckie władze mogą przeszukać budynek, ponieważ Saudyjczycy „nie mają nic do ukrycia”.

Przeszukanie rezydencji

Jak podaje „The Guardian”, po tym, jak przeszukano konsulat, służby rozpoczęły sprawdzanie rezydencji konsula. Ich działania opóźniły się, ponieważ na terenie posiadłości przebywała jeszcze rodzina dyplomaty. Szczególnie przeszukano garaż pod domem konsula generalnego i przekopano część ogrodu. Śledczy podejrzewają, że dziennikarz został zamordowany w konsulacie, ale konsul mógł zlecić natychmiastowe pozbycie się ciała.

Torturowany i ścięty?

Dowodów na to, że Dżamal Chaszodżdżi został brutalnie zamordowany jest więcej. Stacja CNN kilka dni temu potwierdziła, że władze tureckie uzyskały materiały potwierdzające, iż dziennikarza zabito w budynku konsulatu. – Można usłyszeć głos Chaszodżdżi oraz innych ludzi mówiących po arabsku. Słychać, jak był przesłuchiwany, torturowany, a następnie zamordowany” – zdradził z kolei informator „The Washington Post”. Władze Turcji twierdzą, że w zaginięcie publicysty mogło być zamieszanych 15 Saudyjczyków, którzy pojawili się w Stambule właśnie 2 października. Część z nich jest powiązana z saudyjskim rządem.

Turecka gazeta „Sabah” opublikowała ponadto treść nagrania audio, na którym rzekomo zarejestrowano wydarzenia na kilka minut przed śmiercią dziennikarza. Chaszodżdżi miał być bity i torturowany. Prawdopodobnie odcięto mu palce, później głowę, a po śmierci rozczłonkowano ciało. Wszystko miało trwać tylko kilka minut. Z informacji podanych przez „The Guardian” wynika, że lekarz medycyny sądowej obecny przy torturach radził saudyjskim agentom, by podczas rozczłonkowywania zwłok… słuchali muzyki i założyli sobie słuchawki.

Dżamal Chaszodżdżi krytykował Arabię Saudyjską

Dżamal Chaszodżdżi regularnie pisał dla prestiżowego „Washington Post”. Pochodzący z Arabii Saudyjskiej dziennikarz był znanym krytykiem księcia Mohammeda ibn Salmana. O tym, jak jego głos był opiniotwórczy świadczy fakt, że na Twitterze obserwuje go 1,6 miliona użytkowników.
Źródło info i foto: Wprost.pl