Nieznani sprawcy wtargnęli do szkoły w Kamerunie i porwali ponad 80 osób

Około 80 osób, w większości uczniów, zostało uprowadzonych w poniedziałek w mieście Bamenda na północnym zachodzie Kamerunu – podał Reuters, powołując się na źródła we władzach i wojsku. Uzbrojeni sprawcy mieli zabrać uczniów i kilku pracowników szkoły do lasu.

Uzbrojeni sprawcy wdarli się do prezbiteriańskiej szkoły, a następnie uprowadzili uczniów w nieznane miejsce. Porwano również dyrektora placówki, kierowcę oraz nauczyciela. – Łącznie uprowadzono ponad 81 osób, w tym dyrektora. Zabrano ich do lasu – powiedziało agencji Reutera źródło w wojsku.

Jak podaje portal Journal du Cameroun, do zdarzenia doszło w niedzielę. Według agencji Reutera uczniów porwano w poniedziałek rano. Władze Regionu Północno-Zachodniego poinformowały, że służby bezpieczeństwa wszczęły działania w tej sprawie. Zaapelowano do mieszkańców o zachowanie spokoju.

Mieszkańcy już wcześniej uciekali z niespokojnych regionów

Na razie nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie grupy. Jak zaznacza Reuters, w anglojęzycznym regionie, w którym doszło do zdarzenia, separatyści walczą o stworzenie odrębnego państwa. Separatyści w przeszłości zamykali szkoły i wprowadzali godziny policyjne w ramach protestu wobec francuskojęzycznego rządu. Pod koniec października rządzący od 36 lat w Kamerunie 85-letni prezydent Paul Biya został wybrany na siódmą kadencję.

Wielu mieszkańców niespokojnych anglojęzycznych regionów – Południowo-Zachodniego i Północno-Zachodniego – opuściło swoje domy w obawie przed separatystami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Arabia Saudyjska potwierdza. Dżamal Chaszodżdżi został zabity w konsulacie w Stambule

Krytyczny wobec władz w Rijadzie dziennikarz Dżamal Chaszodżdżi (Jamal Khashoggi) został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule – poinformowano w państwowej telewizji.

Ponad dwa tygodnie po tajemniczym zaginięciu Chaszodżdżiego władze Arabii Saudyjskiej potwierdziły, że dziennikarz nie żyje. Saudowie przedstawili swoją wersję w nocy z piątku na sobotę za pośrednictwem oficjalnej agencji prasowej Spa. W oświadczeniu prokurator poinformował, że między Chaszodżdżim a osobami, z którymi spotkał się w konsulacie, doszło do bójki, która zakończyła się jego śmiercią. W ramach śledztwa aresztowanych zostało 18 Saudyjczyków. Oficjalna wersja odbiega od wcześniejszych ustaleń m.in. tureckich mediów, które mówiły o torturach i zabójstwie. Wciąż nie wiadomo, gdzie znajduje się ciało publicysty.

Wśród aresztowanych znajduje się 15 mężczyzn, o których wcześniej informowały tureckie media, a które miały być wysłane do konsulatu w trakcie wizyty dziennikarza. Zatrzymano także kierowcę i dwóch pracowników placówki dyplomatycznej. Zdymisjonowany został Saud al-Qahtani, bliski współpracownik księcia Muhammada ibn Salmana. Z posadą pożegnał się także wiceszef saudyjskiego wywiadu Ahmed al-Asiri. Agencja Spa podała, że władca zarządził zmiany w kierownictwie służb wywiadowczych.

O zamordowaniu dziennikarza władze Arabii Saudyjskiej poinformowały kilka godzin po telefonicznej rozmowie księcia Salmana z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem.

Na informacje z Rijadu zareagował prezydent USA. Donald Trump już wcześniej w piątek stwierdził publicznie, że dziennikarz nie żyje. Późnym wieczorem Biały Dom wydał oświadczenie, w którym oceniono wersję saudyjskich władz jako „wiarygodną”. Amerykanie wyrazili zadowolenie z podjętych kroków, w tym aresztowania domniemanych sprawców.

Zaginął bez wieści

Zaginięciem dziennikarza od kilkunastu dni żyją media na całym świecie. Dżamal Chaszodżdżi 2 października pojawił się w saudyjskim konsulacie w Stambule. Chciał tam uzyskać dokument poświadczający, że rozwiódł się ze swoją żoną, by tym samym móc poślubić turecką narzeczoną, Hatice Cengiz. W rozmowie ze służbami Cengiz powiedziała, że czekała aż 11 godzin na zewnątrz konsulatu, ale jej narzeczony nie wyszedł. Wtedy zgłosiła sprawę policji. Jeden z tureckich urzędników przyznał w rozmowie z BBC, że według wstępnego dochodzenia, Chaszodżdżi został zamordowany na terenie konsulatu. Arabia Saudyjska odparła te zarzuty. Książę Mohammed bin Salman twierdził, że tureckie władze mogą przeszukać budynek, ponieważ Saudyjczycy „nie mają nic do ukrycia”.

Przeszukanie rezydencji

Jak podaje „The Guardian”, po tym, jak przeszukano konsulat, służby rozpoczęły sprawdzanie rezydencji konsula. Ich działania opóźniły się, ponieważ na terenie posiadłości przebywała jeszcze rodzina dyplomaty. Szczególnie przeszukano garaż pod domem konsula generalnego i przekopano część ogrodu. Śledczy podejrzewają, że dziennikarz został zamordowany w konsulacie, ale konsul mógł zlecić natychmiastowe pozbycie się ciała.

Torturowany i ścięty?

Dowodów na to, że Dżamal Chaszodżdżi został brutalnie zamordowany jest więcej. Stacja CNN kilka dni temu potwierdziła, że władze tureckie uzyskały materiały potwierdzające, iż dziennikarza zabito w budynku konsulatu. – Można usłyszeć głos Chaszodżdżi oraz innych ludzi mówiących po arabsku. Słychać, jak był przesłuchiwany, torturowany, a następnie zamordowany” – zdradził z kolei informator „The Washington Post”. Władze Turcji twierdzą, że w zaginięcie publicysty mogło być zamieszanych 15 Saudyjczyków, którzy pojawili się w Stambule właśnie 2 października. Część z nich jest powiązana z saudyjskim rządem.

Turecka gazeta „Sabah” opublikowała ponadto treść nagrania audio, na którym rzekomo zarejestrowano wydarzenia na kilka minut przed śmiercią dziennikarza. Chaszodżdżi miał być bity i torturowany. Prawdopodobnie odcięto mu palce, później głowę, a po śmierci rozczłonkowano ciało. Wszystko miało trwać tylko kilka minut. Z informacji podanych przez „The Guardian” wynika, że lekarz medycyny sądowej obecny przy torturach radził saudyjskim agentom, by podczas rozczłonkowywania zwłok… słuchali muzyki i założyli sobie słuchawki.

Dżamal Chaszodżdżi krytykował Arabię Saudyjską

Dżamal Chaszodżdżi regularnie pisał dla prestiżowego „Washington Post”. Pochodzący z Arabii Saudyjskiej dziennikarz był znanym krytykiem księcia Mohammeda ibn Salmana. O tym, jak jego głos był opiniotwórczy świadczy fakt, że na Twitterze obserwuje go 1,6 miliona użytkowników.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Podejrzany o zabicie saudyjskiego dziennikarza zginął w wypadku. Został „uciszony”?

Jeden z podejrzanych o zabójstwo w saudyjskim konsulacie w Stambule dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego krytycznego wobec władz w Rijadzie zginął w wypadku samochodowym – informuje w czwartek prorządowy turecki dziennik „Yeni Safak”.

Mężczyzna miał być w konsulacie 2 października, w tym samym czasie, gdy przebywał tam Dżamal Chaszodżdżi. Według tureckich mediów podejrzany był jednym z członków 15-osobowej saudyjskiej grupy, która przyjechała tego dnia do Stambułu. Wszyscy jej członkowie mieli następnie opuścić miasto i polecieć do Rijadu. „Yeni Safak” spekuluje, że podejrzany, porucznik sił powietrznych Arabii Saudyjskiej, mógł zostać „uciszony”. Gazeta nie podała szczegółów wypadku.

Tajemnicze zaginięcie

Chaszodżdżi, który m.in. na łamach „Washington Post” krytykował władze swojego kraju za łamanie praw człowieka, zaginął 2 października po wejściu do saudyjskiego konsulatu w Stambule, gdzie miał załatwić formalności związane z planowanym ślubem z turecką narzeczoną. Tureckie władze podejrzewają, że dziennikarz został zamordowany wewnątrz konsulatu, a następnie, aby zatrzeć ślady zbrodni, jego ciało rozczłonkowano i wysłano pocztą dyplomatyczną, która zgodnie z prawem międzynarodowym podlega ochronie przed przeszukaniem.

Arabia Saudyjska początkowo określała te oskarżenia jako bezpodstawne, ale doniesienia sugerują, że może przyznać, iż Chaszodżdżi został zamordowany w konsulacie – podała Associated Press. Przedstawiciel tureckich władz powiedział we wtorek anonimowo agencji AP, że podczas przeszukania saudyjskiego konsulatu w Stambule policja znalazła dowody, iż Chaszodżdżi został tam zamordowany.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Turcja szykuje rewizję w saudyjskim konsulacie po zaginięciu dziennikarza

Władze tureckie zapowiedziały we wtorek rewizję w Konsulacie Generalnym Królestwa Arabii Saudyjskiej w Stambule w związku z zaginięciem saudyjskiego dziennikarza w ub. tygodniu. Zaniepokojenie losami dziennikarza wyraziło brytyjskie MSZ i Departament Stanu USA.

Tureccy śledczy twierdzą, że rewizja w Konsulacie Generalnym Królestwa Arabii Saudyjskiej jest nieodzowna, ponieważ istnieją podejrzenia, że publicysta Dżamal Chaszodżdżi, który był niestrudzonym krytykiem władz w Rijadzie, został zamordowany na jego terenie w ubiegłym tygodniu.

Rzecznik tureckiego MSZ poinformował, że Arabia Saudyjska zgodziła się wpuścić śledczych do swej placówki dyplomatycznej, choć nadal podtrzymuje swą wersję wydarzeń, zgodnie z którą przebywający od kilku lat na emigracji w USA niepokorny dziennikarz – otrzymujący od 2017 r. regularne, anonimowe pogróżki, które miały na nim wymóc milczenie – wyszedł z konsulatu w tym samym dniu, w którym doń przybył.

Oświadczenie to poprzedziła seria deklaracji dyplomatycznych wydawanych już to przez Rijad, już to przez Ankarę, które wzajemnie się wykluczały, jeśli chodzi o wersję wydarzeń. W ramach tej wymiany w poniedziałek prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zażądał od władz saudyjskich, by przedstawiły niezbite dowody, że 59-letni Dżamal Chaszodżdżi faktycznie opuścił teren saudyjskiej placówki dyplomatycznej.

USA tonują wypowiedzi

Zaniepokojenie losami dziennikarza wyraziły we wtorek władze amerykańskie i brytyjskie. Prezydent USA Donald Trump oświadczył we wtorek, że zamierza rozmawiać o zaginięciu dziennikarza z władzami Arabii Saudyjskiej. W poniedziałek sekretarz stanu USA Mike Pompeo wezwał rząd w Rijadzie, by wsparł „głębokie śledztwo” i „był transparentny w kwestii (jego) wyników”.

Wypowiedzi Amerykanów stały się we wtorek po południu nieco ostrożniejsze. Rzeczniczka Departamentu Stanu USA, Heather Nauert powiedziała mianowicie podczas spotkania z dziennikarzami w Waszyngtonie, że dyplomacja amerykańska „nie ma żadnej wiedzy na temat zniknięcia dziennikarza i tego, czy pozostaje on przy życiu”, ale zwróci się do Arabii Saudyjskiej i Turcji z prośbą o wyjaśnienia. – Wolelibyśmy unikać wydawania przedwczesnych sądów na ten temat – podkreśliła.

„Podejdziemy do tego incydentu bardzo poważnie”

Bardziej stanowczą postawę w sprawie zaginięcia dziennikarza zajęła dyplomacja Wielkiej Brytanii. Szef brytyjskiego MSZ Jeremy Hunt poinformował za pośrednictwem Twittera, że zawezwał ambasadora Arabii Saudyjskiej w Londynie do MSZ, „by przedstawić mu niecierpiące zwłoki pytania ws. Dżamala Chaszodżdżiego”.

„Przemoc wobec dziennikarzy narasta jak świat długi i szeroki, a jest to ogromne zagrożenie dla wolności słowa. Jeśli doniesienia prasowe się potwierdzą, podejdziemy do tego incydentu bardzo poważnie. Przyjaźnie opierają się na tym, czy dzielimy te same wartości” – napisał Jeremy Hunt.

Wszedł do konsulatu i zniknął

59-letni Chaszodżdżi nie daje znaku życia, odkąd 2 października rano przekroczył próg konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule, gdzie udał się, by załatwić formalności związane z zamiarem ożenku. Policję zawiadomiła narzeczona dziennikarza, która czekała na niego przed placówką.

Rząd w Rijadzie twierdzi, że Chaszodżdżi wyszedł z konsulatu we wtorek, przed tygodniem, i zaginął dopiero później. Z kolei władze w Ankarze wskazują, że nie ma dowodów świadczących o tym, że w ogóle opuścił saudyjską placówkę dyplomatyczną.

Ponadto – jak podała turecka agencja Anadoulu, opierając się na danych tureckiego wywiadu – w tym samym dniu, w którym dziennikarz uzyskał możliwość załatwienia formalności w konsulacie, do Stambułu przybyła w dwóch samolotach 15-osobowa grupa urzędników saudyjskich, którzy weszli do oddziału konsularnego mniej więcej w tym samym czasie, co on. Opuścili oni Turcję tego samego dnia.

Agencja wzmiankuje też, że samoloty saudyjskie były poddane rewizji na lotnisku, ale nie przyniosła ona rezultatów, które byłyby negatywne dla Rijadu. Saudyjska agencja prasowa SPA podała w niedzielę, że władze w Rijadzie wysłały do Turcji zespół śledczych, którzy mają pomóc w prowadzonym tam dochodzeniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe fakty w sprawie zaginięcia szefa Interpolu

W piątek media obiegła informacja o tajemniczym zaginięciu szefa Interpolu, Meng Hongweia. Według najnowszych doniesień jednego z dzienników, oficjel mógł zostać zatrzymany przez chińskie władze.

Jako pierwsze o sprawie poinformowało radio Europe 1. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że Meng Hongwei wyruszył w sobotę 29 września w podróż do Chin. Od tamtego czasu słuch po nim zaginął – 64-latek nie odpowiada na wiadomości, nie udało się z nim skontaktować telefonicznie. Zaginięcie Menga miała zgłosić jego żona. Para mieszka z dziećmi w Lyonie, gdzie mieści się siedziba Interpolu.
Zatrzymany w związku ze śledztwem?

Jak podaje „South China Morning Post” powołując się na swoje źródło, Hongwei został zatrzymany przez chińskie władze. Szef Interpolu ma być przesłuchiwany w związku z toczącym się przeciwko niemu dochodzeniem. Nie wiadomo jednak, w jakiej sprawie dokładnie toczy się śledztwo, ani gdzie jest przetrzymywany 64-latek. Nie musi mieć to związku z jego pracą w Interpolu, ponieważ Hongwei piastuje także funkcję wiceministra w chińskim resorcie bezpieczeństwa publicznego. Władze w Pekinie nie chcą komentować sprawy.

Meng Hongwei stanął na czele Interpolu (ang. International Criminal Police Organization), międzynarodowej organizacji policji w 2016 roku. Jego kadencja zakończy się w 2020 roku.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Brytyjskie władze zażądają wydania osób podejrzanych o próbę zabójstwa Siergieja Skripala

Władze Wielkiej Brytanii zażądają od Rosji wydania dwóch rosyjskich obywateli, którzy są podejrzewani o próbę zabójstwa byłego pułkownika GRU i współpracownika brytyjskiego wywiadu Siergieja Skripala za pomocą silnie toksycznej substancji nowiczok – podał „Guardian”.

Według dziennika odpowiedni wniosek został przygotowany na podstawie informacji uzyskanych w toku trwającego od marca śledztwa, w które zaangażowane są zarówno policja, jak i agencje wywiadowcze. Śledczy mieli ustalić dokładny przebieg pobytu Rosjan w Wielkiej Brytanii.

Rozmówcy gazety zaznaczyli, że decyzja o złożeniu formalnego wniosku o ekstradycję podejrzanych została podjęta po serii dyskusji wewnątrz brytyjskiej administracji między tymi, którzy chcą ostrzejszej reakcji wobec władz na Kremlu, i tymi, którzy obawiają się, że może to być próżne działanie w obliczu spodziewanej odmowy ze strony Rosji.

Brytyjskie MSW i prokuratura odmówiły w poniedziałek komentowania doniesień „Guardiana”.

W przeszłości prezydent Rosji Władimir Putin odmówił dwukrotnie ekstradycji mężczyzn podejrzewanych o udział w zabójstwie byłego pułkownika FSB i współpracownika MI6 Aleksandra Litwinienki, który w 2006 roku został otruty w Londynie za pomocą radioaktywnego polonu.

W reakcji na marcowy atak chemiczny w angielskim Salisbury na Siergieja Skripala i jego córkę Julię doszło do największej serii wydaleń rosyjskich dyplomatów z krajów Zachodu od czasu zakończenia zimnej wojny. Rząd w Londynie oskarżył o próbę zabicia Skripalów władze w Moskwie i wydalił 23 rosyjskich dyplomatów.

Napięcie w relacjach brytyjsko-rosyjskich wzrosło ponownie w lipcu, kiedy 44-letnia kobieta zmarła po przypadkowym kontakcie ze znalezioną w parku w Amesbury w południowo-zachodniej Anglii buteleczką zawierającą środek nowiczok.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Chiny: Skandal szczepionkowy. Są pierwsi zatrzymani

Chińskie władze koncentrują się na znalezieniu i ukaraniu winnych skandalu szczepionkowego, który wstrząsnął obywatelami. Policja wskazała 18 podejrzanych i poprosiła o zgodę prokuratury na ich aresztowanie – podaje Reuters. Przypomnijmy, że wadliwe szczepionki przeciwko wściekliźnie były podawane trzymiesięcznym dzieciom.

Policja z miasta Changchung poinformowała, że poprosiła prokuraturę, by wydała nakaz aresztowania 18 osób z firmy Changsheng Bio-technology, która była producentem szczepionek.

Tamtejszy odpowiednik Głównego Inspektoratu Sanitarnego zarzucił firmie sfabrykowanie danych dotyczących produkcji i wyników wcześniejszych kontroli. Nieefektywne szczepionki były sprzedawane z przeznaczeniem do podawania dzieciom. Nie znaleziono dowodów na ich szkodliwość, ale informacja o nieprawidłowościach wywołała w Chinach falę oburzenia.

W krótkim oświadczeniu miejska policja z Changchun stwierdziła, że „w zasadzie” ma już dowody na przestępczą działalność spółki. Wśród 18 wskazanych przez policję jest prezes firmy Gao Junfang. Przesłuchano pracowników średniego szczebla i trzech kierowników.

Chińskie władze przeprowadziły szeroką kontrolę we wszystkich firmach produkujących szczepionki, po tym jak okryto, że korporacja Changsheng produkująca leki fałszowała dokumenty. Prezydent Chin Xi Jinping zapewnił, że zaangażuje wszystkie możliwe środki do wyjaśnienia skandalu.

Kolejna firma farmaceutyczna z problemami

Changsheng Bio-technology nie jest jedyną chińską spółką, która ma problemy. Firma Zhejiang Huahai Pharmaceutical musiała wycofać z obiegu popularny lek na serce Valsatan po tym, jak wykryto w nim rakotwórcze zanieczyszczenie.

W niedzielę inspektorat poinformował, że Huahai pozbyła się substancji, która powodowała skażenie. Lek został wycofany z Europy, Stanów Zjednoczonych i Chin.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejne ataki talibów w Afganistanie. Zginęło 30 żołnierzy

Co najmniej 30 afgańskich żołnierzy zginęło w atakach talibów na dwa punkty kontrolne w prowincji Badghis na północnym zachodzie Afganistanu – poinformowali przedstawiciele lokalnych władz. Szef rady prowincji Badghis Abdul Aziz Bek sprecyzował, że atak miał miejsce w nocy z wtorku na środę i trwał do rana. Dodał, że wśród napastników również są ofiary, ale nie podał żadnych szczegółów. Oświadczył również, że bojownicy opanowali bazę wojskową w powiecie Balamerghab. – Duża liczba talibów przybyła z różnych kierunków – dodał.

Ponadto 15 talibów zostało zabitych w nocy z wtorku na środę w innych rejonach prowincji Badghis. Bek powiedział, że bojownicy dokładnie przygotowali swe ataki, a rozpoznanie zrobili w czasie ogłoszonego przez siebie rozejmu.

Jednostronne zawieszenie broni

Nocny atak był pierwszym działaniem zbrojnym talibów od wygaśnięcia ogłoszonego przez nich trzydniowego rozejmu na czas kończącego ramadan święta Eid al-Fitr. Zawieszenie broni dobiegło końca w niedzielę.

Tymczasem tego samego dnia prezydent Afganistanu Aszraf Ghani przedłużył o 10 dni ogłoszone wcześniej przez władze jednostronne zawieszenie broni w walkach z talibami. Rozejm ten pierwotnie miał wygasnąć 20 czerwca, po przedłużeniu będzie obowiązywać do końca miesiąca. Ghani wyraził nadzieję, że rozejm będzie wstępem do dłuższej przerwy w walkach, oraz zaapelował do talibów o powrót do negocjacji. Talibowie odrzucili zasugerowaną przez niego możliwość, by sami także wydłużyli rozejm.

Talibowie walczą z międzynarodowymi siłami pod dowództwem NATO w Afganistanie. Chcą też obalić wspierany przez Zachód rząd w Kabulu, by przejąć władzę i wprowadzić w kraju prawo szariatu. Przeciwko rządowi w Kabulu walczy także lokalna filia dżihadystycznego Państwa Islamskiego oraz powiązana z talibami siatka Hakkaniego.
Źródło info i foto: TVP.info

Węgry: Członek międzynarodowej organizacji sportowej zlecił morderstwo?

Węgierska policja zatrzymała Tamasa Gyarfasa, członka władz Międzynarodowej Federacji Pływackiej (FINA). Jest on podejrzany o zlecenie w 1998 roku morderstwa potentata medialnego Janosa Fenyo – poinformowała agencja MTI.

Janos Fenyo został zastrzelony w swoim samochodzie w centrum Budapesztu. W maju ubiegłego roku sąd skazał na dożywocie oskarżonego o tę zbrodnię Słowaka Jozefa Rohaca, który podczas śledztwa i procesu nie ujawnił, kto był zleceniodawcą. Podejrzani o podżeganie do morderstwa są 69-letni Gyarfas oraz 50-letni Tamas P.

Tamas Gyarfas, były dziennikarz i producent telewizyjny, jest jednym z ośmiu członków władz FINA. Przez 23 lata był prezesem Węgierskiej Federacji Pływackiej. Zrezygnował z tej funkcji w listopadzie 2016 roku wskutek sporu z czołowymi zawodnikami tego kraju, na czele z trzykrotną mistrzynią olimpijską z Rio de Janeiro Katinką Hosszu. Pływacy skarżyli się m.in. na złe warunki, w jakich muszą trenować.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Władze wyjaśnią działania fińskich ochotników w jednostce Waffen- SS

Kancelaria prezydenta Sauli Niinisto podała, że fińskie władze zajmą się kwestią rzekomych zbrodni wojennych na ludności żydowskiej dokonanych przez Finów służących w jednostce Waffen-SS w czasie II wojny światowej na Ukrainie – informują w czwartek media.

W styczniu prezydent Niinisto otrzymał list z Centrum Szymona Wiesenthala, w którym organizacja ta zwróciła się z prośbą o oficjalne wyjaśnienie, czy fiński batalion SS operując na Ukrainie uczestniczył w zbrodniach na ludności żydowskiej.

W związku z wątpliwościami, które pojawiły się ostatnio, fiński rząd zleci niezależne badanie dotyczące działań ochotniczego batalionu Waffen-SS i sprawdzi w szczególności jego akcje na Ukrainie – napisał Hiski Haukkala, szef kancelarii fińskiego prezydenta w liście do Efraima Zuroffa, dyrektora biura Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie. Dodał, że ujawnienie jakiejkolwiek działalności przestępczej prowadzić będzie do odpowiednich procesów sądowych.

Fińska Agencja Informacyjna STT, powołując się na wyjaśnienia kancelarii prezydenta, doprecyzowała, że sprawą ze strony władz Finlandii zajmie się Archiwum Narodowe (Kansallisarkisto), działając we współpracy z kancelarią rządu.

Sprawa rzekomych zbrodni na ludności żydowskiej związana jest z opublikowanymi w zeszłym roku badaniami historyka Andre Swanstroema kierującego Fińskim Towarzystwem Historii Kościoła (SKHS). Historyk znalazł dowody (list fińskiego żołnierza), że co najmniej kilku fińskich żołnierzy z oddziału SS uczestniczyło w egzekucji Żydów na Ukrainie.

Dotychczas w Finlandii przyjmowano pogląd, że żaden z Finów służących w latach 1941-1943 w jednostce SS nie uczestniczył w zbrodni ludobójstwa ludności żydowskiej ani nie popełnił innych zbrodni wojennych. Ponadto według wcześniejszych badań z lat 60 XX w. jedynie co piąty Fin będący w jednostce SS popierał faszyzm, natomiast według Swanstroema w rzeczywistości takich osób było więcej – prawie połowa jednostki.

Na podstawie wcześniejszych badań historycznych do fińskiego batalionu, będącego częścią operującej na wschodniej flance dywizji pancernej SS-Wiking, w latach 1941-1943 zwerbowano z Finlandii ok. 1400 osób. Już w 1941 r. fiński batalion został przesunięty do działań na tereny Ukrainy. W okresie jego funkcjonowania ok. 250 osób poniosło śmierć, blisko 700 zostało rannych, a kilkanaście zaginęło. Oprócz Finów w skład międzynarodowej dywizji Wiking wchodzili także ochotnicy z innych krajów nordyckich.

W latach 1941-1944 Finlandia, korzystając z pomocy III Rzeszy i użyczając jej części swojego terytorium, prowadziła tzw. wojnę kontynuacyjną z ZSRR (1941-1944) w celu odzyskania ziem utraconych wcześniej w wyniku radziecko-fińskiej wojny zimowej (1939-1940). Później, w latach 1944-1945 Finlandia w ramach wojny lapońskiej dążyła do wyparcia wojsk niemieckich z północy kraju.
Źródło info i foto: Dziennik.pl