Wzrosła liczba ofiar po eksplozji w Bejrucie, urzędnicy portowi w areszcie

Władze Libanu wprowadziły w Bejrucie dwutygodniowy stan wyjątkowy. Poinformowano też, że liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 135, a rannych jest już ponad pięć tysięcy osób. Służby ratunkowe nadal nie są w stanie oszacować liczby mieszkańców, którzy zostali uznani za zaginionych. Urzędnicy pracujące w porcie w Bejrucie trafili do aresztu domowego – poinformowała agencja Bloomberg.

Liban w związku z ogromnymi zniszczeniami po eksplozji w porcie wprowadził na dwa tygodnie stan wyjątkowy w stolicy kraju, Bejrucie. Władze poinformowały, że wzrosła liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do co najmniej 135, a liczba rannych – do pięciu tysięcy. Pomoc wciąż nie dotarła do wszystkich poszkodowanych – część osób znajduje się pod gruzami. – Ofiary i ranni są dosłownie wszędzie – powiedział cytowany przez BBC szef libańskiego Czerwonego Krzyża George Kettani.

Trudna do określenia liczba osób jest uznawana za zaginione, a służby ratunkowe alarmują, że liczba ofiar najprawdopodobniej znacznie wzrośnie. Wybuch zniszczył lub uszkodził połowę budynków w mieście i pozbawił dachu nad głową 300 tysięcy osób, czyli 1/10 populacji Bejrutu. – Duża część miasta nie nadaje się do zamieszkania. Tysiące osób są bezdomne. Niektórzy znaleźli schronienie u rodzin i przyjaciół, ale inni spali w nocy w mieszkaniu bez drzwi, okien i prądu – powiedział Polskiemu Radiu Gregg Carlstrom, korespondent tygodnika “The Economist” w Bejrucie.

Rząd Libanu podjął decyzję o umieszczeniu w areszcie domowym wszystkich urzędników w porcie w Bejrucie, którzy pracowali tam od 2014 roku i nadzorowali m.in. kwestię bezpieczeństwa. Będą tam czekać na przeprowadzenie dochodzenia w sprawie wybuchu – podała agencja Bloomberg, powołując się na lokalną telewizję LBCI TV.

W porcie w Bejrucie, w którym doszło do wybuchu, przez ostatnie sześć lat przechowywano niemal 3 tysiące ton azotanów bez należytych zabezpieczeń. Wśród ofiar są przede wszystkim Libańczycy, ale także obywatele Francji i Grecji. Według polskiego MSZ, nie ma informacji, by w eksplozji ucierpieli Polacy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

16-letnia Afganka zastrzeliła trzech talibów. Wcześniej zabili jej rodziców

16-letnia Qamar Gul z Afganistanu zastrzeliła trzech talibów, którzy zabili jej rodziców – podały miejscowe władze, na które powołuje się m.in. „The Guardian”. Nastolatka wraz z młodszym bratem miała później przez godzinę walczyć z pozostałymi napastnikami, którzy pod osłoną nocy napadli na wioskę Geriveh.

Do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu, kiedy grupa 40 talibów zaatakowała wioskę Geriveh, w środkowej prowincji Ghor w Afganistanie. 16-letnia Qamar Gul mieszkała tam z rodzicami i 12-letnim bratem.

Z relacji władz, na które powołuje się „Guardian” wynika, że szukający ojca Qamar talibowie zapukali do drzwi ich domu w nocy 17 lipca. Kiedy matka dziewczyny zobaczyła uzbrojonych mężczyzn, odmówiła otwarcia drzwi. Talibowie natychmiast zastrzelili kobietę, a potem jej męża. Świadkiem zbrodni była 16-latka.

Według rzecznika gubernatora prowincji Ghor, Mohameda Arefa Abera, nastolatka chwyciła znajdujący się w domu karabin AK-47 i zastrzeliła trzech talibów. Następnie, wraz ze swoim młodszym bratem, otworzyła ogień do pozostałych napastników. Wymiana ognia miała trwać aż godzinę. Dzięki pomocy mieszkańców talibów ostatecznie udało się wypędzić z wioski.

„Byli w szoku przez pierwsze dwa dni i nie mówili zbyt dużo, ale teraz są w dobrym stanie” – mówił Aber, pytany o stan 16-latki i 12-latka. Władze zapewniły obojgu pobyt w „bezpiecznym miejscu” w stolicy prowincji, Czaghczaranie.

Podczas posiedzenia rządu w Kabulu premier pochwalił 16-latkę i jej brata za bohaterską postawę. Pod wrażeniem działań nastolatków był również prezydent Afganistanu Aszraf Ghani, który zaprosił rodzeństwo do swojego pałacu.
Źródło info i foto: interia.pl

Onet: Ukraina może wystąpić o ekstradycję Sławomira Nowaka

Sąd zdecydował o areszcie dla Sławomira Nowaka, ale jako obywatel Ukrainy może podlegać ekstradycji. Ukraińska prokuratura nie wyklucza wniosku, by osądzić go w swoim kraju – ustaliła „Rzeczpospolita”. Szef Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) na poniedziałkowej konferencji zapewnił, że tamtejsze władze nie chcą ekstradycji Nowaka. Dodał, że „to nie jest zasadnicze”, który sąd sprawę rozpatrzy.

„Nasi rozmówcy w Kijowie nie wykluczają jednak, że wniosek ekstradycyjny może pojawić się w przyszłości, lecz służby, ze względu na tajemnicę śledztwa, nie zdradzają szczegółów” – pisze „Rz”.

Rzeczniczka Specjalnej Antykorupcyjnej Prokuratury (SAP) Olga Postoliuk przyznaje, że sytuacja jest bezprecedensowa i na razie nie ma ostatecznej wizji co do tego, w którym kraju będzie proces Nowaka. – Trwa śledztwo i jest za wcześnie, by o tym mówić – twierdzi.

– Dla Nowaka sąd na Ukrainie mógłby być lepszą opcją, wyszedłby za kaucją, a może i zostałby oczyszczony z zarzutów. Sądy w Polsce dają większą gwarancję rzetelności – mówi „Rz” ukraiński śledczy.
Źródło info i foto: onet.pl

Meksyk: Krwawa wojna gangów narkotykowych. 24 osoby nie żyją

24 osoby poniosły śmierć, a 7 zostało rannych, w tym 3 ciężko, w rezultacie krwawych porachunków gangów narkotykowych w środkowym Meksyku – poinformowały w środę władze. Według policji w mieście Irapuato, w stanie Guanajuato, do miejscowego prywatnego ośrodka leczenia uzależnień narkotykowych wtargnęła grupa uzbrojonych mężczyzn, którzy otworzyli ogień do znajdujących się tam osób.

Motywu ataku nie podano, ale zdaniem gubernatora stanu Diego Sinhue były to najprawdopodobniej porachunki gangów narkotykowych. Było to jedno z najkrwawszych tego rodzaju zdarzeń w Meksyku od czasu podobnego ataku w 2010 r. w mieście Chihuahua, kiedy zginęło 19 osób.

Stan Guanajuato jest terenem otwartej wojny między kartelem narkotykowym Jalisco i lokalnym gangiem. Liczne strzelaniny i duża liczba ofiar spowodowały, że stan zajął pierwsze miejsce w Meksyku pod względem przestępczości.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Talibowie porwali dziesiątki cywilów w Afganistanie

Talibowie porwali około 60 cywilów w środkowym Afganistanie. Władze kraju podkreślają, że bojownicy nie przestrzegają warunków rozejmu i w ubiegłym tygodniu zabili 40 cywilów. Z wioski kontrolowanej przez Talibów uciekła niesprecyzowana grupa kobiet. To wywołało wściekłość bojowników, którzy w zemście najechali na miejscowość w prowincji Daikundi w środkowym Afganistanie.

Do tej pory władze doprowadziły do uwolnienia 26 zakładników, w tym kobiet i dzieci. Pozostali porwani wciąż są w niewoli, a w negocjacjach mających na celu ich uwolnienie uczestniczy starszyzna wioski.

„Talibowie nie dotrzymali obietnic ograniczenia przemocy wobec narodu afgańskiego i pracy na rzecz pokoju” – powiedział rzecznik rady bezpieczeństwa narodowego Javid Faisal.

W ubiegłym tygodniu bojownicy mieli zabić 40 cywilów. Uczestnicy misji ONZ w Afganistanie opublikowali w niedzielę raport na temat 15 ataków na pracowników i placówki służby zdrowia podczas pandemii koronawirusa. Nie w każdym przypadku udało się ustalić odpowiedzialnych, ale za większość ataków mają odpowiadać Talibowie – informuje Reuters.

Bojownicy odrzucili zarzuty ONZ i rządu Afganistanu. Twierdzą, że to władze kraju odpowiadają za śmierć cywilów. W lutym Amerykanie podpisali porozumienie z Talibami, na mocy którego wojska USA stopniowo wycofują się z Afganistanu. To miał być początek końca 18-letniej wojny w Afganistanie, jednak od lutego nie widać większych postępów w negocjacjach.
Źródło info i foto: o2.pl

Niemieccy prokuratorzy federalni twierdzą, że to Kreml zlecił morderstwo Czeczena w Berlinie

Niemieccy prokuratorzy federalni poinformowali w czwartek, że zgromadzili wystarczające dowody, aby podejrzewać obywatela Rosji o zamordowanie w lecie 2019 r. w Berlinie pochodzącego z Gruzji Czeczena. Dodali, że zabójstwo zostało zlecone przez rosyjskie władze. Podejrzany o zabójstwo Rosjanin, zidentyfikowany jako Wadim Krasikow, jest oskarżony o morderstwo i nielegalne posiadanie broni – podali prokuratorzy federalni w oświadczeniu.

W związku ze sprawą Niemcy wydaliły w grudniu ubiegłego roku dwóch rosyjskich dyplomatów, powołując się na brak współpracy w śledztwie w sprawie zabójstwa z 23 sierpnia 2019 r. W czwartek ambasador Rosji został ponownie wezwany do ministerstwa spraw zagranicznych w Berlinie.

Ambasador Rosji zaproszony na spotkanie w MSZ

Rozmawiając tego dnia z dziennikarzami w Wiedniu, po oświadczeniu prokuratorów, szef MSZ Niemiec Heiko Maas powiedział: – Jeszcze raz zaprosiliśmy ambasadora Rosji na spotkanie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, aby ponownie jednoznacznie wyjaśnić nasze stanowisko stronie rosyjskiej; rząd niemiecki zdecydowanie zastrzega sobie prawo do podjęcia dalszych działań w tej sprawie.

Rzecznik niemieckiego rządu przekazał tego samego dnia, że rząd bardzo poważnie podchodzi do oświadczenia prokuratorów federalnych, iż zabicie Gruzina w Berlinie zostało nakazane przez rosyjskie władze.

Rzecznik przypomniał, że w związku ze sprawą rząd Niemiec wydalił dwóch członków rosyjskiej ambasady w grudniu 2019 r. Dodał też, że rząd zaczął ostatnio podejmować także kroki przeciwko Rosji w związku z atakiem hakerskim w niemieckim parlamencie. – Niemiecki rząd zastrzega sobie prawo do podjęcia dalszych kroków – oświadczył rzecznik.

Zamordowany służył w oddziale Szamila Basajewa

23 sierpnia ub.r. w Berlinie zamordowany został Zelimchan Changoszwili, który brał czynny udział w drugiej wojnie czeczeńskiej w oddziale dowódcy polowego Szamila Basajewa. Podczas rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 r. zorganizował oddział 200 ochotników do walki z siłami Kremla. Dwukrotnie uchodził z życiem przed zamachowcami – w 2009 i 2015 roku. Od 2017 roku starał się o azyl w Niemczech, ale jego wniosek został odrzucony. Changoszwili był uważany przez Urząd Ochrony Konstytucji (kontrwywiad) za niebezpiecznego islamistę.

Już w grudniu ub.r. Niemiecka Federalna Prokuratura Generalna (GBA) zakładała, że Krasikow nie działał sam; musiał mieć co najmniej jednego pomocnika. Zdaniem GBA, nie jest możliwe, by morderca, który przyjechał do Berlina dzień przed dokonaniem zabójstwa sam śledził swoją ofiarę, ustalił, jakie są jej zwyczaje i opracował plan ucieczki. Ktoś musiał mu też dostarczyć broń.

Podejrzany miał brać udział w innych zabójstwach

Wkrótce po dokonaniu morderstwa berlińska policja zatrzymała obywatela Rosji Wadima Krasikowa, który posługiwał się fałszywym paszportem wystawionym na „Wadima Sokołowa”. Rosyjska „Nowaja Gazieta” ustaliła, że mężczyzna brał udział w zabójstwie dwóch rosyjskich biznesmenów w Karelii i Moskwie w 2007 i 2013 roku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Władze Berlina przez 30 lat przekazywał dzieci pedofilom. Szokujące doniesienia o pewnym „eksperymencie”

Władze Berlina przez 30 lat celowo przekazywały bezdomne dzieci pod opiekę pedofilom w ramach tzw. eksperymentu Kentlera – wynika z raportu dotyczącego działalności seksuologa Helmuta Kentlera, przygotowanego przez Uniwersytet w Hildesheim.

Kentler w latach 70. świadomie kierował dzieci do opiekunów zastępczych ze skłonnościami pedofilskimi. Był przekonany, że kontakty seksualne między dziećmi i dorosłymi nie są szkodliwe. Dlatego dzieci odebrane patologicznym rodzinom lub żyjące na ulicach Berlina Zachodniego często trafiały pod opiekę samotnych rodziców zastępczych, mających już za sobą wyroki za przestępstwa seksualne.

Pedofile nie musieli szukać nowych ofiar

Pozornie wydawało się, że problemy dzieci zostały rozwiązane przez Urząd ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) – nie mieszkały już na ulicy, nie trafiały do domów dziecka, a pedofile nie szukali nowych ofiar, ponieważ tolerowano fakt, że mogli znęcać się nad wychowankami w obrębie własnych domów – napisała gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dodała, że Kentler przekonał do swego projektu urzędników berlińskiego Senatu. Twierdził, że opieka pedofili nad małoletnimi „umożliwia ich społeczną integrację”.

Te tzw. domy zastępcze zostały założone pod koniec lat 60. XX wieku i funkcjonowały do ok. 2003 roku. Koncepcja Kentlera, oparta na „wspólnym mieszkaniu dziecka i pedofila”, została zatwierdzona przez urzędników Senatu i, z kilkoma wyjątkami, zaakceptowana także przez okręgowe Jugendamty. Kilka lat temu dwie ofiary zgłosiły się i opowiedziały swoją historię, od tego czasu badacze z Uniwersytetu w Hildesheim przeszukiwali akta i przeprowadzili wywiady – poinformował serwis Deutsche Welle, odnosząc się do zaprezentowanego w poniedziałek raportu.

Bezkarność twórcy patologicznego „eksperymentu”

DW dodał, że Kentler był w stałym kontakcie z dziećmi i ich przybranymi ojcami. Nigdy nie został postawiony w stan oskarżenia: zanim jego ofiary się zgłosiły, przestępstwa uległy przedawnieniu. Do tej pory ofiary nie otrzymały jakiegokolwiek odszkodowania.

Berlińska senator ds. młodzieży i dzieci Sandra Scheeres (SPD) nazwała odkrycia autorów raportu „szokującymi i przerażającymi”.

Liczba sprawców i ofiar nie została do dziś określona. Wiadomo, że jednym ze sprawców był Fritz H. Pod jego opieką w ciągu kilkunastu lat znajdowało się co najmniej dziesięcioro dzieci, w tym jedno z wieloma niepełnosprawnościami, które zmarło, przebywając pod jego pieczą. Trzy z jego ofiar złożyły później zeznania.

„FAZ”: Pedofile pod ochroną Berlina

Jak napisała „FAZ”, wcześniej przez lata urzędy do spraw młodzieży ignorowały sygnały o zagrożeniach, a ich pracownikom nawet zdarzało się bronić pedofila opiekującego się dziećmi. Także urzędy okręgowe nie reagowały na listy od ofiar, które zgłaszały przypadki nadużyć oraz pornografii dziecięcej.

Działalność Kentlera, który pracował także jako psycholog policyjny w berlińskim Senacie, nie byłaby możliwa bez współpracy władz Berlina, urzędów ds. młodzieży, ale także instytucji edukacyjnych i naukowych – wskazuje „FAZ”.
Źródło info i foto: TVP.info

Kalisz: Prezydent miasta o tuszowaniu pedofilii przez księży

Po filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” władze Kalisza zaapelowały o niezapraszanie biskupa Edwarda Janiaka na uroczystości miejskie. Pod petycją podpisało się już ponad tysiąc osób. Jak informuje Onet, prezydent Kalisza Krystian Kinastowski nie zamierza jednak narzucać diecezji, kto będzie ją reprezentował. Film braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” ujawnił, że biskup Edward Janiak wiedział o czynach pedofilskich, do jakich dochodziło w diecezji kaliskiej. Przez kilka lat biskup nie reagował na pojawiające się doniesienia, nie odniósł się do nich również po premierze filmu.

„Po premierze dokumentu braci Sekielskich było widać wzburzenie wśród mieszkańców Kalisza, to poruszało miasto. Nie zamierzamy tego tak zostawić. Poczuliśmy obowiązek, aby odnieść się do całej sprawy” – mówiła Onetowi Maria Dąbek, autorka petycji o niezapraszanie biskupa Janiaka na uroczystości miejskie.

Z podobnym wnioskiem zwróciła się do prezydenta miasta radna KO Barbara Oliwiecka. Prezydent Kalisza nie zamierza jednak podejmować w tej sprawie konkretnych kroków.

„To bardzo delikatna sprawa. Przedstawiona w nim sytuacja jest bardzo przykra i myślę, że diecezja, a nie miasto, musi się z nią uporać” – komentuje dla Onetu prezydent Kalisza. Dodaje jednocześnie, że Rada Miasta Kalisza nie powinna stanowić forum do dyskusji o takich sprawach.

„Uważam, że tego typu wnioski czy petycje niezupełnie wynikają z troski o ofiary, czy sam problem. Patrzę z podejrzeniem na tego typu inicjatywy, jeśli uczestniczą w nich przedstawiciele środowisk politycznych, a tak jest w tym przypadku” – uważa Kinastowski.

Prezydent Kalisza podkreślił, że na uroczystości miejskie zapraszani są przedstawiciele różnych instytucji, kościołów i związków wyznaniowych, a miasto nie może ingerować w to, kto będzie ich reprezentantem.

Jak informował Onet, tuszowanie pedofilii może dotyczyć nie tylko biskupa Edwarda Janiaka. Matka jednej z ofiar Arkadiusza H. w rozmowie z Onetem przyznała, że o wszystkim powiedziała także biskupowi Stanisławowi Napierale, o sprawie rozmawiała także z ks. Piotrem Bałoniakiem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowy Jork: Władze miasta będą śledzić chorych

Nie ma co liczyć na szybki powrót do normalności – przyznają władze NY i NYC. Gubernator Andrew Cuomo (63 l.) zapowiedział w poniedziałek, że w znacznej części stanu obowiązujący do 15 maja nakaz pozostania w domach zostanie przedłużony. Burmistrz Bill de Blasio (57 l.) ogłosił z kolei zamknięcie dla aut 100 mil nowojorskich ulic, które przejmą piesi. Wszystko po to, by mogli zaczerpnąć świeżego powietrza bez ryzyka zakażenia. W miasto wyruszy też 1000 tropicieli, którzy będą namierzać osoby mające kontakt z zakażonymi.

Niedziela była kolejnym dniem ze spadkiem liczby zgonów i hospitalizacji w stanie Nowy Jork. Jak powiedział w poniedziałek gubernator Andrew Cuomo w ciągu doby zmarło 337 osób, o 30 mniej niż w sobotę. W szpitalach pozostawało 12819 osób. W NYC liczba zgonów i nowych hospitalizacji również nieznacznie spada. W ciągu doby przybyło jednak blisko 4 tys. nowych przypadków zakażeń.

Miasto, zgodnie z taktyką przyjętą przez władze stanu, zwiększa liczbę wykonywanych testów. Bill de Blasio zapowiedział w poniedziałek, że w najbliższych dniach otwarte zostaną punkty samodzielnego testowania. Próbki będą pobierane samodzielnie pod nadzorem, ale bez kontaktu z pracownikami służby zdrowia. Lista placówek zostanie udostępniona wkrótce.

NYC sięgnie również po kolejną broń. Wyśle na ulice 1000 osób, których zadaniem będzie namierzenie osób, z którymi styczność mieli zakażeni. Kolejnym krokiem będzie poddanie ich testom, a gdy będą one pozytywne – odizolowanie w domu lub organizowanych przez miasto ośrodkach. Nabór tych osób, wśród których preferowane będą osoby z podstawowym przeszkoleniem medycznym już ruszył.

Rozpoczęło się też wykonywanie testów na obecność przeciwciał u pracowników FDNY, NYPD i 3000 przedstawicieli służby zdrowia. Jak poinformował gubernator Cuomo, wolontariusze przebadali już 7500 osób w całym stanie. Druga tura badań wykazała obecność przeciwciał u 14,9 proc. badanych, co oznacza, że tyle mieszkańców stanu mogło być realnie zakażonych koronawirusem. W przypadku NYC ta liczba sięga 24,7 proc. Jak zapowiada gubernator, badania będą kontynuowane.

Kto myślał, że wkrótce życie wróci do normy, musi niestety jeszcze poczekać. Cuomo zapowiedział, że zarządzenie New York on Pause zostanie przedłużone. – Przedłużę ję, choć jest wiele miejsc na terenie stanu, gdzie jego zapisy będą mogły zostać poluzowane – zapowiedział. Zastrzegł, że wszelkie decyzje w tej sprawie zapadać będą w ramach koordynowanych regionalnie i lokalnie działań.

NYC z ponad 153 tys. przypadków zachorowań, na razie nie ma co liczyć na otwarcie. Burmistrz Bill de Blasio zapowiada jednak działania, które pozwolą mieszkańcom choćby na bezpieczne zaczerpnięcie świeżego powietrza. Jak zapowiedział w najbliższych godzinach wyznaczonych zostanie 40 mil ulic, które zostaną wyłączone z ruchu samochodowego. W sumie dla pieszych przeznaczonych ma zostać 100 mil nowojorskich ulic, głównie wokół parków i w miejscach, gdzie przestrzeni dla pieszych jest jak na lekarstwo.
Źródło info i foto: se.pl

Zamieszki w Paryżu i Strasburgu. Będą kolejne?

Po kolejnej nocy zamieszek i starć z policją na przedmieściach Paryża i w Strasburg w komentarzach francuskich mediów wzrastają obawy przed ich dalszym rozwojem. Zapalnikiem obecnych wydarzeń stał się wypadek motocyklisty, który w nocy z soboty na niedzielę w podparyskiej miejscowości Villeneuve-la-Garenne najechał na otwarte drzwi nieoznakowanego samochodu policyjnego – informuje agencja AFP.

Od tego czasu na przedmieściach Paryża dochodzi do starć z policją. Podpalane są samochody i kontenery na śmieci, siły policyjne użyły gazu łzawiącego. Niektórzy demonstranci obwiniają policję o umyślne spowodowanie wypadku.

W nocy z poniedziałku na wtorek do podobnych incydentów doszło w dwóch dzielnicach Strasburga. Jak podaje AFP pojawiły się doniesienia, o obrzuceniu posterunku policji w dzielnicy Meinau koktajlami Mołotowa, ale władze policyjne zdementowały na Twitterze tę informację, dodając, że krążący w sieci film przedstawiający jakoby to wydarzenie nie odzwierciedla rzeczywistości.

Wicemer Strasburga odpowiedzialny za bezpieczeństwo Robert Herrmann przyznał w wypowiedzi dla lokalnego radia, że „czujemy jak rośnie napięcie na przedmieściach”.

Liczba incydentów wzrasta w całym kraju. Według źródeł policyjnych cytowanych w dzienniku „Le Figaro” przyczynia się do tego izolacja sanitarna z powodu epidemii koronawirusa, którą trudno respektować w miejscach, gdzie i w normalnych warunkach policjanci i strażacy są celem ataków.

W podmiejskich dzielnicach, zamieszkałych w dużej mierze przez emigrantów z Afryki i ich potomków, warunki mieszkaniowe są trudne, na niewielkiej przestrzeni przebywa wiele osób, co już samo w sobie wywołuje napięcie. Dlatego młodzi ludzie nie wytrzymują i wychodzą z domu nie zważając na zakazy – tłumaczył dziennikarzom policjant obeznany z terenem.

Policjanci nie mogą jednocześnie dać sobie rady z kryzysem sanitarnym i z zamieszkami na przedmieściach – przyznał w tej samej gazecie działacz związku policyjnego.

Dziennik „Le Monde” cytuje we wtorek anonimowego wychowawcę z podparyskiego departamentu Sekwany i Saint Denis, który opowiedział, że „młodzi są podminowani i nie mają zamiaru puścić tego płazem”. Jego zdaniem „nikt nie wierzy, że to (wjechanie motocyklisty w drzwi policyjnego samochodu – PAP) był wypadek”.

Rzeczniczka MSW Camille Chaize określiła dotychczasowe wydarzenia jako „niemożliwe do tolerowania”, ale uznała, że ich „intensywność jest względnie słaba”. Zapowiedziała również, że w najbliższych dniach w okolicach Paryża zostaną rozmieszczone większe siły policyjne.

Działaczka policyjnej sekcji centrali związkowej Force Ouvriere, Linda Kebbab w wywiadzie dla „Le Figaro” za rosnący na przedmieściach niepokój i przemoc obwiania gangi handlarzy narkotyków. Przestępcy z powodu zamknięcia granic nie mogą sprowadzać narkotyków, a epidemia utrudnia też ich dystrybucję.

Handlarze narkotyków są wściekli i żeby zachęcić klientów, chcą pokazać, że to oni rządzą w dzielnicach. Chodzi im o całkowite wyeliminowanie obecności policji z ich stref, po to, by bez przeszkód prowadzić swój biznes – tłumaczyła Kebbab.

Komentator Jean Chichizola w tej samej gazecie zauważa, że „większość mieszkańców przedmieść jest ofiarą przestępczej mniejszości”.
Źródło info i foto: RMF24.pl