Aleksiej Nawalny wraca do Rosji

Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny poinformował, że wraca do Rosji. Teraz jest w Niemczech, gdzie przechodził leczenie po próbie otrucia go bojowym środkiem chemicznym. Według władz niemieckich środek ten należał do grupy tzw. nowiczoków – trucizn opracowanych przez chemików jeszcze w ZSRR. Nawalny uważa, że za próbą jego otrucia stały władze Rosji, w tym prezydent Władimir Putin.

Opozycjonista powiedział, że przyleci do Moskwy 17 stycznia rejsem linii lotniczych Pobieda.
Źródło info i foto: TVP.info

Kto chce likwidacji CBA?

Szefowie służb za czasów Platformy Obywatelskiej a także politycy tej partii uważają, że sprawą korupcji powinna zająć się policja i kontrwywiad cywilny. W ich opinii CBA trzeba zlikwidować – donosi „DGP”. Jak czytamy w gazecie, politycy PO zastanawiają się, co zrobić ze służbami specjalnymi, jeśli w jesiennych wyborach dojdą do władzy. Temat specsłużb pojawił się na forum programowym Platformy w zeszły piątek.

W dyskusji wzięli udział m.in. byli szefowie służb specjalnych za rządów PO – „generał Krzysztof Bondaryk, który kierował Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego w latach 2008–13, generał Radosław Kujawa, oficer wywiadu najpierw cywilnego, a później szef Służby Wywiadu Wojskowego, oraz Piotr Niemczyk, jeden z architektów służb po 1989 r., wicedyrektor Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa, wieloletni doradca sejmowej komisji ds. służb specjalnych”.

– Ja bym postawił pytanie inaczej: co zrobić, żeby odideologizować służby specjalne, co jest bardzo widoczne, a mam na myśli kult żołnierzy wyklętych, kult smoleński. To ma na celu formowanie nowego typu funkcjonariusza w CBA czy ABW, który jest posłuszny jednej opcji politycznej. To nie są służby państwowe, a służby partii rządzącej – mówił Krzysztof Bondaryk.

Z kolei Radosław Kujawa stwierdził, że „służby są od tego, żeby zajmować się twardym interesem i bezpieczeństwem państwa, wywiadem i kontrwywiadem”.

– Im będą miały mniej zadań na styku z polityką, tym lepiej. Im większe zaufanie do państwa, tym większe zaufanie do służb – ocenił.

– Być może należy dodatkowo powołać niezależne ciało kontrolujące służby, składające się np. z trzech sędziów Sądu Najwyższego – stwierdzał Piotr Niemczyk. Zauważył też, że „należy wzmocnić parlamentarny nadzór nad służbami, który dzisiaj sprawuje sejmowa komisja ds. służb specjalnych”.
Źródło info i foto: TVP.info

CBA: Układ korupcyjny w Radomiu?

W 2016 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne miało materiał do postawienia zarzutów korupcyjnych dwóm posłom PiS z Radomia. Jednak po zmianie władzy sprawę rozmyto, a funkcjonariusz, który ją prowadził, odszedł ze służby – wynika z dziennikarskiego śledztwa Radia ZET i „Gazety Wyborczej”. Lokalni politycy PiS – były prezydent miasta Andrzej Kosztowniak oraz Marek Suski – byli wezwani na dywanik do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, zdołali go jednak przekonać notarialnym poświadczeniem, że są niewinni.

Dziennikarz Radia ZET Mariusz Gierszewski i Wojciech Czuchnowski z „GW” dotarli do materiałów operacyjnych CBA, z których wynika, że od 2013 roku biuro rozpracowywało układ korupcyjny działający wśród czołowych samorządowców PiS w Radomiu.

Wśród rozpracowywanych był także prezydent z PiS Andrzej Kosztowniak. Zarzuty były na tyle poważne, że sprawą miał interesować się sam Jarosław Kaczyński, który na jednym ze spotkań zażądał poświadczenia notarialnego od radomskich polityków PiS, że ci nie brali łapówek.

Kosztowniak o szczegółach nie chciał rozmawiać z Radiem ZET, a pytany o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim uciął krótko: „To są sprawy wewnątrzpartyjne”.

Mercedes w formie łapówki

Jak wynika z materiałów zebranych przez CBA, radomskich samorządowców miał korumpować lokalny biznesmen, którego firmy były jednym z głównych wykonawców prowadzonych w Radomiu i województwie mazowieckim robót budowlanych zlecanych m.in. przez Urząd Miasta w Radomiu.

W materiałach CBA padają między innymi nazwiska Andrzeja Kosztowniaka, posła PiS i wieloletniego prezydenta Radomia, czy Igora M., byłego wiceprezydenta miasta, a także ówczesnego, a teraz już byłego posła PiS Krzysztofa S.

Operacja pod kryptonimem „Pierwszak” była prowadzona na szeroką skalę. W jej toku wszystkim tzw. figurantom założono podsłuchy telefoniczne, do akcji zaangażowano też dwóch tajnych współpracowników o kryptonimach „Fredro” oraz „Doktor”. Do działań wykorzystany był również agent CBA działający pod przykryciem.

Posiadany i zweryfikowany przez dziennikarzy materiał wylicza kilkadziesiąt przypadków, w których CBA podejrzewało, że doszło do korupcji przy kontraktach z instytucjami samorządowymi.

Do korupcji miało dojść przy przetargu na zakup firmy Techmatrans, przetargach na inwestycje przy rozbudowie Fabryki Broni „Łucznik” czy rozbudowie i modernizacji Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej. Łapówki, które mieli przyjmować urzędnicy, były wręczane w gotówce, ale także w postaci nieruchomości. W jednym przypadku korzyścią był mercedes CLA (rocznik 2013, wartość 200 tys. zł).

Tłumaczyli się przed Kaczyńskim

Sprawa i zebrany materiał był na tyle poważny, że według informacji Radia ZET i „GW” Marek Suski, bez którego, jak mówią partyjni koledzy, „w radomskim PiS nic się nie dzieje”, musiał tłumaczyć się władzom PiS. Po raz pierwszy sprawę poruszono na posiedzeniu Komitetu Politycznego partii, po raz kolejny miesiąc przed wyborami samorządowymi w 2014 roku.

Jak relacjonuje nasz informator, prezes Kaczyński wezwał Suskiego i Andrzeja Kosztowniaka na Nowogrodzką. Kosztowniak miał usłyszeć, że nie jest już kandydatem na prezydenta Radomia. Obaj politycy przekonywali Kaczyńskiego o swojej niewinności.

Prezes PiS dał im dwie godziny na znalezienie notariusza, przed którym złożą oświadczenie, że nie brali udziału w żadnych nielegalnych działaniach. Według naszego informatora takie oświadczenie na pewno złożył Kosztowniak.

W lutym 2016 r. kierująca sprawą łódzka delegatura CBA miała już gotowy materiał dla prokuratury. Na jego podstawie można było skierować do Sejmu wniosek o pozbawienie Kosztowniaka immunitetu poselskiego, a pozostałym od razu postawić zarzuty.

Tak się jednak nie stało. Jak ustali dziennikarze w toku swojego śledztwa, dowodzący operacją „Pierwszak” funkcjonariusz został od niej odsunięty i odszedł ze służby. Dziennikarze dotarli do niego, ale nie chciał rozmawiać o sprawie. Jak mówią jego znajomi, „jest rozgoryczony i chce o wszystkim zapomnieć”.

CBA wciąż prowadzi sprawę

Pytane o sprawę „Pierwszak” biuro prasowe CBA odpowiada, że działania są prowadzone. „Sprawa zaowocowała skierowaniem do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Obecnie śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Sprawa weszła w fazę ad personam, zarzuty usłyszała jedna osoba” – informuje biuro prasowe CBA.

Zarzuty korupcyjne usłyszał były wiceprezydent Igor M. Dwa dni temu prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Do Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Radomiu trafił także wniosek o wydanie wyroku skazującego na pierwszym posiedzeniu bez procesu i orzeczenie uzgodnionych z oskarżonym kar.

To oznacza, że oskarżony Igor M. musiał przyznać się do winy. Dziennikarze śledczy Radia ZET i „GW” skontaktowali się z Andrzejem Kosztowniakiem, który mówi, że nic nie wie, by był obiektem „operacji specjalnej” CBA.

– Jako prezydent Radomia byłem przez CBA wiele razy przesłuchiwany – stwierdza jedynie. Nie chce rozmawiać o szczegółach. Pytany o to, czy musiał tłumaczyć się przed prezesem Kaczyńskim, ucina: – Nie będę mówił w mediach o wewnętrznych sprawach partii. Temu, że takie spotkanie się odbyło, jednak nie zaprzecza.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zamach na polityka obozu władzy w Wenezueli

Deputowany do Zgromadzenia Konstytucyjnego Wenezueli, stworzonej przez prezydenta Nicolasa Maduro instytucji, która de facto zastąpiła zdominowany przez opozycję parlament, został kilkukrotnie postrzelony przez dwóch motocyklistów i zmarł w wyniku odniesionych ran w szpitalu – informuje wenezuelska prokuratura.

31-letni prawnik Tomas Lucena jechał samochodem wraz z członkami rodziny, gdy nagle do pojazdu podjechało dwóch motocyklistów, którzy oddali wiele strzałów w stronę deputowanego do Zgromadzenia Konstytucyjnego.

Ranny Lucena został przewieziony do szpitalu w stanie Trujillo, ale lekarzom nie udało się go uratować.

Reuters zauważa, że Lucena nie był powszechnie znanym politykiem. W 2017 roku wszedł w skład 545-osobowego Zgromadzenia Konstytucyjnego, wybranego jedynie spośród zwolenników prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. Konstytuanta przejęła kompetencje od parlamentu, w którym przewagę ma opozycja domagająca się odejścia Maduro w związku z katastrofalną zapaścią gospodarczą kraju.

W przemówieniu emitowanym przez telewizję Maduro oświadczył, że Lucena stał się ofiarą ataku ze względów politycznych.

– Został zamordowany przez prawicowych zabójców – stwierdził Maduro.

– Przemoc tu, przemoc tam… Wszystko kierowane przez ambasadę USA – dodał Maduro, który wielokrotnie oskarżał opozycję o to, że jest ona finansowana przez Waszyngton i inne państwa Zachodu.

Reuters przypomina tymczasem, że Wenezuela jest krajem, w którym dochodzi do rekordowej liczby morderstw (w 2016 roku było ich ok. 60 na każde 100 tysięcy mieszkańców).
Źródło info i foto: rp.pl

Komornik oszust przed sądem

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie (woj. zachodniopomorskie) zarzuca Markowi O. ze Szczecinka, że jako komornik sądowy nie dopełnił swoich obowiązków i przywłaszczał pieniądze uzyskane z przeprowadzonych egzekucji. Ukradł ponad 1,1 mln zł, a poszkodowanych jest 324 wierzycieli!

Miniony rok obfitował w doniesienia medialne o komornikach nadużywających swojej władzy – licytowali mienie nienależące do dłużnika, na liście przedmiotów do zbycia umieszczali dziecięce zabawki czy dżemy. Dlatego Krzysztof Wisłocki, przewodniczący rady Izby Komorniczej w Szczecinie, zarządził kontrolę we wszystkich podległych mu kancelariach. – Wizytator miał przeprowadzić ją i w kancelarii Marka O. – mówi Wisłocki. – Jednak ten jeszcze przed rozpoczęciem kontroli sam na siebie złożył zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Koszalinie i napisał wniosek do ministra sprawiedliwości o odwołanie go ze stanowiska komornika – dodaje.

Marek O. przyznał się, że od grudnia 2009 r. do października 2014 r. nie przekazał wierzycielom łącznej kwoty 1 128 139,19 zł. Wśród 324 poszkodowanych przez komornika złodzieja są urzędy, firmy i osoby prywatne. – Mój kombajn został zlicytowany, ale wiem, że do wierzyciela nie trafiła od komornika ani złotówka. To oburzające. Ten człowiek powinien dostać surową karę za to, co zrobił – mówi Grzegorz Tederko z Silnowa.

Prokuratura przesłuchała Marka O., który przyznał się do zarzucanego mu czynu. Wobec podejrzanego zastosowano środki zapobiegawcze: poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju. Jego mienie zostało zabezpieczone na wypadek obowiązku naprawienia szkody, o czym ostatecznie decydować będzie sąd.
Żródło info i foto: se.pl

Zamach w Ankarze. Zginęło 95 osób

Do 95 wzrosła liczba zabitych w sobotnim zamachu w Ankarze, przed początkiem pokojowej demonstracji działaczy prokurdyjskich – podała opozycyjna Ludowa Partia Demokratyczna (HDP). Ok. 10 tys. ludzi protestowało w Stambule przeciwko atakowi terrorystycznemu. Premier Turcji Ahmet Davutoglu ogłosił trzydniową żałobę narodową. Jak podała agencja AFP, ok. 10 tys. osób, przekonanych, że za zamachem stał rząd, przeszło ulicami Stambułu. „Znamy zabójców” – głosił transparent, który nieśli protestujący. Wykrzykiwali hasła przeciwko islamistyczno-konserwatywnemu prezydentowi Recepowi Tayyipowi Erdoganowi i Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), która od 2002 roku jest u władzy.

„Erdogan zabójca” i „Pokój zwycięży” – skandowano w europejskiej części Stambułu. Demonstrację ochraniało wielu policjantów. Podobne wiece zorganizowano w Diyarbakir, zamieszkanym głównie przez Kurdów. Doszło tam do incydentów, policja użyła gazu łzawiącego. Według agencji Dogan demonstracje odbyły się też w Izmirze na zachodzie, i w miastach Batman, Urfa i Van na południowym wschodzie Turcji.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Mochtar Belmochtar zginął w czasie nalotu

Algierski terrorysta Mochtar Belmochtar zginął w nalocie, przeprowadzonym przez siły USA w ramach operacji antyterrorystycznej w Libii – poinformował w nocy z niedzieli na poniedziałek uznany przez społeczność międzynarodową rząd libijski.

Nieco później siły zbrojne USA potwierdziły, że celem nalotu w Libii był Belmochtar. Rzecznik Pentagonu płk Steve Warren nie potwierdził natomiast, że terrorysta został zabity. Przedstawiciele władz USA, na których powołuje się telewizja CNN podkreślają, że potrzebne będą do tego konkretne dowody i ewentualnie przyznanie przez islamistów, że Belmochtar nie żyje. W przeszłości pojawiały się już informacje o jego śmierci, ale okazywały się nieprawdziwe.

Pierwszy nalot od 4 lat

Według libijskiego rządu Belmochtar, znany także jako jednooki szejk (stracił oko w walce) zginął w nalocie przeprowadzonym przez amerykańskie lotnictwo w nocy z soboty na niedzielę w mieście Adżdabija, ok. 150 km na południe od Bengazi. Agencja Associated Press pisze, powołując się na przedstawiciela władz USA, który zastrzegł sobie anonimowość, że nalot przeprowadziły dwa myśliwce F-15.

Niemiecki „Spiegel” zwraca w wydaniu internetowym uwagę, że był to pierwszy amerykański nalot w Libii od obalenia tamtejszego dyktatora Muammara Kadafiego w 2011 roku. W Libii są obecnie dwa rywalizujące ze sobą rządy i liczne milicje. Sytuację tę wykorzystują dżihadyści; w Libii aktywne jest zarówno Państwo Islamskie, jak i Al-Kaida.

Skazany na śmierć

Mochtar Belmochtar, samozwańczy emir talibów z Sahary, był jednym z założycieli Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu (AQMI). Później rozstał się z AQMI, połączył siły z Al-Kaidą z Sahelu i utworzył nowe ugrupowanie partyzanckie pod nazwą Brygada Al-Murabitun (Brygada Strażników). Amerykańscy prokuratorzy oskarżyli Belmochtara w lipcu 2013 roku o udział w ataku w styczniu 2013 r. na instalację gazową w Algierii; zginęło wówczas 38 zakładników z różnych krajów, w tym trzech Amerykanów.

Belmochtar wziął odpowiedzialność za napaść na kompleks gazowy In Amenas w Algierii. W marcu 2013 r. pojawiły się doniesienia o śmierci Belmochtara w Mali – nie zostały potwierdzone. W kwietniu 2013 r. sąd w Algierii zaocznie skazał go na karę śmierci. USA wyznaczyły nagrodę w wysokości 5 milionów dolarów za informacje prowadzące do jego ujęcia.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Generał Mirosław Schossler nadużył władzy?

Generał Mirosław Schossler – spotykając się nieformalnie z posłem Janem Burym – złamał procedury kontaktów policji z informatorami – mówią RMF FM byli wysocy rangą oficerowie Komendy Głównej. Chodzi o spotkanie w jednym z hoteli, podczas którego polityk przekazał wicekomendantowi informacje na temat firmy swego politycznego konkurenta. Na tej podstawie CBŚ wszczęło postępowanie wobec tych zakładów. Według rozmówców dziennikarzy śledczych RMF FM, spotkania z anonimowymi informatorami powinny się odbywać w obecności dwóch funkcjonariuszy. Z takiego spotkania powinna być także sporządzona formalna notatka.

Jeśli podczas nieformalnego spotkania pojawiły się jakieś informacje – mogące świadczyć o przestępstwie, generał – jak mówią emerytowani policjanci – powinien skierować Jana Burego do jednostki policji, bądź umówić się, że wyśle do niego funkcjonariuszy, którzy formalnie odbiorą zgłoszenie. Rozmówców dziennikarzy RMF FM wyjątkowo dziwi też, że wiceszef policji ma swego anonimowego informatora.

Jakie mogą być konsekwencje takiego zachowania generała?

Jak usłyszeli dziennikarze RMF FM, doszło – co najmniej – do uchybień służbowych. To może skutkować postępowaniem dyscyplinarnym. Skoro jednak sprawę bada prokuratura – jednym z wątków musi być sprawdzenie, czy nie doszło do nadużycia władzy. Chodzi ewentualnie o przekroczenie uprawnień. Na razie jednak – jak się okazuje – szefowa MSW nie widzi powodów, by choćby zawieszać Mirosława Schosslera. Jak mówi jej rzeczniczka – Teresa Piotrowska czeka na ustalenia śledczych.

Śledztwo na zlecenie?

Do bulwersujących wydarzeń doszło w połowie 2013 roku. Ówczesny marszałek podkarpacki Mirosław Karapyta odszedł ze stanowiska po tym, jak CBA i prokuratura postawiły mu zarzuty korupcji i molestowania seksualnego. Wtedy w Sejmiku Województwa Podkarpackiego władzę przejęło Prawo i Sprawiedliwość – w najważniejszym głosowaniu PiS zdobyło poparcie dwóch samorządowców, do tej pory związanych z PO i PSL. Jednym z nich jest znajomy Jana Burego, Lucjan Kuźniar.

Jak ustalili dziennikarze RMF FM, gdy PSL stracił władzę na Podkarpaciu, Jan Bury zadzwonił do wiceszefa policji generała Mirosława Schosslera. Sugerował mu wówczas, by ten przyjrzał się Lucjanowi Kuźniarowi, wtedy nowemu wicemarszałkowi województwa. Policjanci z CBŚ zajęli się więc firmą żony Kuźniara. Jak ustalili nasi dziennikarze, specjalną operację wszczęto po tym, jak poseł Bury na nieformalnym spotkaniu przekazał informacje dotyczące nieprawidłowości finansowych w firmie żony samorządowca.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Była premier Tajlandii trafi do więzienia na 10 lat?

Prokuratur generalny Tajlandii oskarżył byłą premier Yingluck Shinawatrę o zaniedbania w sprawie rządowego programu dotacji dla plantatorów ryżu, za co odsuniętej w 2014 roku od władzy polityk grozi 10 lat więzienia. Sąd Najwyższy postanowi 19 marca, czy zająć się tą sprawą. W ramach rządowego programu dotacji rolnikom płacono za ryż powyżej cen rynkowych. Program kosztował państwo równowartość miliardów dolarów. Rządząca Tajlandią junta rozważa także wszczęcie cywilnego postępowania przeciwko byłej premier, by w związku z subsydiami domagać się od niej zwrócenia państwu równowartości ok. 18 mld USD.

Yingluck, pierwsza kobieta premier w historii Tajlandii, została pozbawiona władzy przez Trybunał Konstytucyjny w związku z nadużywaniem władzy i naruszeniem ustawy zasadniczej kilka dni przed przeprowadzeniem przez armię bezkrwawego zamachu stanu w maju 2014 roku. Doszło do niego po miesiącach ulicznych demonstracji i okupowaniu przez protestujących budynków rządowych.

Na początku stycznia br. Yingluck otrzymała pięcioletni zakaz działalności politycznej, gdy parlament uznał ją za winną zaniedbań w związku z dotacjami dla plantatorów ryżu. W czwartek byłej premier nie było w Sądzie Najwyższym w Bangkoku, ale jej adwokat Norawit Larlaeng zapewniał, że wbrew plotkom nie zamierza ona uciec z królestwa. W styczniu Yingluck broniła swej polityki dotacji dla rolników, uznając, że dopłaty stanowiły niezbędną pomoc dla najbiedniejszych producentów ryżu, którzy wcześniej nie otrzymywali pomocy od państwa.

Yingluck odniosła przytłaczające zwycięstwo w wyborach w 2011 roku m.in. właśnie dzięki poparciu rolników z północy i północnego wschodu, którzy korzystali z subsydiów. Program okazał się jednak katastrofalny od strony ekonomicznej i sprawił, że w państwowych magazynach zalegały tony niesprzedanego ryżu. Eksperci oceniają, że celem najnowszych działań prokuratury jest wyeliminowanie na stałe z polityki klanu Shinawatrów – Yingluck oraz jej brata Thaksina, których partie wygrały wszystkie wybory od 2001 roku, ale z powodu decyzji sądów lub zamachów stanu tylko raz sprawowały władzę przez pełną kadencję.

W Tajlandii dochodzi do politycznych zawirowań od kiedy Thaksin – także były premier – został odsunięty od władzy w wyniku poprzedniego puczu z 2006 roku. Mieszkający obecnie w Dubaju Thaksin nadal ma wielki wpływ na tajlandzką politykę, a Yingluck była postrzegana jako reprezentantka jego interesów. Tajlandczycy dzielą się na przeciwników i zwolenników Shinawatrów. Ci ostatni oskarżają sądy o popieranie elit, stronniczość oraz wydawanie wyroków na niekorzyść urzędników lojalnych wobec Thaksina. Jak pisze agencja Reutera, rządy generałów przyniosły w Tajlandii pewną stabilność, ale juncie na razie nie udało się zmniejszyć głęboko zakorzenionych podziałów.
Żródło info i foto: onet.pl

Terroryści z Boko Haram zaatakowali kolejną wioskę

Nowe ataki Boko Haram. Tym razem terroryści uderzyli poza Nigerią. Spalili wioske w Czadzie i wymordowali kilkunastu mieszkańców. Dopiero wojsko położyło kres masakrze. Fanatyczni islamiści z Boko Haram, atakują kolejne cele w Afryce. Po raz pierwszy w historii rebelianci zaatakowali cele w sąsiadującym z Nigerią Czadzie. Boko Haram to islamistyczna sekta, która walczy o obalenie władzy w Nigerii i wprowadzenie tam religijnego prawa szariatu. Celem fanatyków z Boko Haram stała się wioska Ngouboua, leżąca przy granicy z Nigerią. Nad ranem rebelianci przepłynęli okoliczne jezioro czterema motorówkami i puścili wioskę z dymem. Bojownicy zostali wypchnięci z powrotem do Nigerii przez czadyjskie wojska, ale najpierw zdążyli wymordować kilkunastu mieszkańców wioski.

To pierwszy tego typu atak Boko Haram w Czadzie. Jak dotąd, grupa atakowała cele w Nigerii i w Kamerunie, a media na całym świecie informowały w ubiegłym roku o porwaniu 300 dziewczynek z jednej z wiosek na północy Nigerii. Do tej pory nie wiadomo, gdzie są uczennice. ONZ alarmuje, że walki z Boko Haram w Nigerii spowodowały falę uchodźców. „Przemoc spowodowała, że ponad 157 tysięcy osób uciekło do Nigru, Kamerunu i Czadu. Około miliona osób uciekło z kolei do innych miejsc w Nigerii” – poinformował rzecznik Wysokiego Komisarza ONZ do spraw uchodźców Adrian Edwards. Konflikt z Boko Haram spowodował nawet przesunięcie zaplanowanych na 14 lutego wyborów prezydenckich i parlamentarnych w Nigerii.

Mieszkańcy Nigerii oskarżają władze o bezczynność w konflikcie z islamistami. W ostatnim czasie wojska sąsiednich krajów: Nigru, Czadu i Kamerunu utworzyły koalicję przeciwko radykałom, ale działania zbrojne jak dotąd nie przyniosły uspokojenia sytuacji. Od czasu, gdy sześć lat temu Boko Haram rozpoczęło rebelię przeciwko nigeryjskim władzom, w kraju zginęły tysiące osób.
Żródło info i foto: Dziennik.pl