Słowacja: Sąd zgodził się na wydanie Magdaleny K. Jest podejrzana o kierowanie grupą przestępczą

Sąd Okręgowy w Bańskiej Bystrzycy zgodził się na wykonanie europejskiego nakazu aresztowania wobec Magdaleny K. i na jej wydanie do śledztwa prowadzonego przez wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie. Ponadto Sąd odrzucił wniosek Magdaleny K. o udzielenie jej azylu politycznego. Kobieta jest podejrzana o kierowanie grupą przestępczą związaną ze środowiskiem pseudokibiców.

Magdalena K. była poszukiwana czerwoną notą Interpolu oraz europejskim nakazem aresztowania. Została zatrzymana 28 marca 2020 r. na terenie Słowacji. Od tego czasu trwa procedura wydania jej do Polski. Podejrzana nadal przebywa w słowackim areszcie, a rozstrzygnięcia w tym zakresie zostały utrzymane przez Sąd Najwyższy Republiki Słowacji.

Bez azylu politycznego

Uwzględniając europejski nakaz aresztowania Sąd Okręgowy całkowicie odrzucił argumentację oskarżonej i jej obrońcy o naruszeniu w Polsce zasad praworządności. Podejrzana powołując się na ich rzekome naruszenie próbowała uniknąć wydania do Polski. Wcześniej dwukrotnie podejmowała nieudane próby uzyskania listu żelaznego, umożliwiającego odpowiadanie z tzw. „wolnej stopy”. Sąd Okręgowy nie uwzględnił wniosków i nie wydał podejrzanej listu żelaznego.

Sąd Okręgowy w Bańskiej Bystrzycy odrzucił wniosek Magdaleny K. o  udzielenie azylu politycznego. Wystąpienie o azyl polityczny w Republice Słowackiej było kolejną próbą uniknięcia przez Magdalenę K. odpowiedzialności karnej. Sąd podzielił stanowisko prokuratury, która wielokrotnie podkreślała, że zarzuty stawiane podejrzanej dotyczą przestępstw kryminalnych związanych z kierowaniem zorganizowaną grupą przestępczą, przemytem oraz handlem narkotykami i nie mają charakteru politycznego.

Do 15 lat pozbawienia wolności

Magdalena K. jest podejrzana o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, przemyt i handel narkotykami, utrudnianie postępowania karnego w innym śledztwie oraz o składanie fałszywych zeznań i nakłanianie do takiego czynu innych osób.

Czyny zarzucane podejrzanej zagrożone są karą do 15 lat pozbawienia wolności.

„Grupa przestępcza kierowana przez Magdalenę K. złożona była z członków bojówek pseudokibiców jednego z krakowskich klubów piłkarskich. Zorganizowana grupa przestępcza, w skład której wchodziło kilkadziesiąt osób, zajmowała się nielegalnym obrotem środkami odurzającymi. Dopuszczała się również czynów przeciwko życiu i zdrowiu – często z użyciem niebezpiecznych narzędzi jak noże i maczety. W ten sposób atakowali oni pseudokibiców jednego z krakowskich i łódzkich klubów piłkarskich. Działalność grupy charakteryzowała się wysokim stopniem zorganizowania i podległości służbowej” – przekazała prokuratura.

W toku postępowania prokurator ustalił, że grupa sprowadziła z Hiszpanii marihuanę w ilości nie mniejszej niż 5500 kg o szacowanej wartości czarnorynkowej 88 mln złotych, oraz kokainę z Holandii w ilości 120 kg o czarnorynkowej wartości ok. 4,3 mln Euro.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ryszard Krauze na wolności. Sąd nie zdecydował o areszcie

Poznański sąd nie aresztował biznesmena Ryszarda Krauze i czterech innych podejrzanych w sprawie wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord. „Jestem wolny do dalszych zajęć” – powiedział PAP w sobotę wieczorem biznesmen po wyjściu z gmachu sądu. Głos na Twitterze zabrał też Roman Giertych.

Pomylono przychód ze stratą. Przyniosłem Polnordowi trzy razy bardzo dużo pieniędzy, możliwości zarobienia. A prokurator nie odczytał tego właściwie i pomyślał, że może coś uszczupliłem. Teraz się okazało, że sąd zrozumiał, no i w związku z tym jestem wolny do dalszych zajęć – powiedział PAP Ryszard Krauze po wyjściu z Sądu Rejonowego Poznań – Stare Miasto.

Obrońca biznesmena adwokat Andrzej Jarosław Reichelt przekazał PAP, że sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie zarówno Ryszarda Krauze jak i czterech innych podejrzanych w sprawie wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord.

Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury opierając się głównie na przesłance ogólnej. To oznacza, że sąd stwierdził, że nie ma wysokiego uprawdopodobnienia popełnienia czynu – powiedział.

Dodał, że zgodnie z decyzją sądu wobec Krauze nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych. Nie przyznał się do winy, składał bardzo obszerne wyjaśnienia i dzisiaj przyniosło to efekt – wskazał adwokat.

Pełnomocnik podejrzanych Piotra Ś. oraz Sebastiana J. adwokat Rafał Wiechecki podkreślił, że sobotnie postanowienie poznańskiego sądu zostało natychmiast wykonane. Wobec podejrzanych nie zastosowano żadnych środków ani aresztu, ani żadnych poręczeń -zaznaczył.

Moim zdaniem zarzuty są całkowicie bezzasadne. Uważam, że są wyssane z palca i tak naprawdę prokuraturze, według mojej oceny, chodziło tylko i wyłącznie o uderzenie w mecenasa Romana Giertycha oraz pana Ryszarda Krauze (…) z oceny sądu wynika, że nie popełniono żadnego przestępstwa -powiedział.

Ryszard Krauze oraz adwokat Roman Giertych są jednymi z 12 zatrzymanych w czwartek osób podejrzanych o wyprowadzenie i przywłaszczenie łącznie ok. 92 mln zł z giełdowej spółki deweloperskiej Polnord. Przedstawiono im zarzuty dotyczące przywłaszczenia środków spółki oraz wyrządzenia firmie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, a także prania brudnych pieniędzy. Podejrzanym grozi za to do 10 lat więzienia.

W sobotę przed południem prokurator regionalny w Poznaniu Jacek Motawski poinformował, że po wykonaniu czynności procesowych z wszystkimi 12 zatrzymanymi osobami śledczy skierowali do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie pięciu z nich: Ryszarda Krauze, Sebastiana J., Piotra Ś., Piotra W. oraz Michała Ś.

Prokurator dodał, że „po skutecznym” przedstawieniu zarzutów wobec Romana Giertycha zastosowano środki zapobiegawcze w postaci 5 mln zł poręczenia majątkowego, zawieszenia w czynnościach adwokata, zakazu opuszczania kraju, dozoru policji połączonego z zakazem kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi.

Rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Poznaniu prok. Anna Marszałek powiedziała w sobotę PAP, że śledczy zastosowali wobec Giertycha poręczenie majątkowe po opinii lekarzy, według których stan jego zdrowia wyklucza w jego przypadku zastosowanie izolacyjnych środków zapobiegawczych. Taka decyzja została podjęta przez prokuratora nadzorującego to śledztwo w oparciu o dokumentację, którą dysponował – wyjaśniła.

W czwartek późnym popołudniem Roman Giertych trafił do warszawskiego szpitala, po tym jak zasłabł w trakcie przeszukiwania jego domu przez funkcjonariuszy CBA.

Wobec pozostałych podejrzanych, tj. Tomasza Sz., Tomasza B., Andrzeja P., Wojciecha C., Andrzeja P. oraz Bartosza P. zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego i poręczeń majątkowych oraz zakazu opuszczania kraju, a także zakazu kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi. Do chwili nadania depeszy PAP nie udało się uzyskać komentarza Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd w Lublinie oddalił wniosek o aresztowanie Zbigniewa Stonogi

Sąd w Lublinie oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa Stonogi, któremu śledczy zarzucili przywłaszczenie 253 tys. zł na szkodę prowadzonej przez niego fundacji. Nakazał natychmiastowe zwolnienie podejrzanego. Zbigniew Stonoga, zatrzymany dziś przez śledczych, nie został aresztowany. Sąd Okręgowy w Lublinie poinformował PAP w postanowieniu o nieuwzględnieniu wniosku prokuratury.

Sąd postanowił wniosku prokuratury nie uwzględnić i zarządzić natychmiastowe zwolnienie Zbigniewa S. – powiedziała Barbara Markowska, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie.

Zbigniew Stonoga bez aresztu. Sąd: Nie utrudnia postępowania

W ocenie sądu „co do niektórych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. brak jest dużego prawdopodobieństwa ich popełnienia, a w przypadku pozostałych nie występuje zagrożenie surową karą” – wyjaśniała Markowska. Sąd odniósł się też do przesłanki matactwa. Zdaniem śledczych komunikując się przez media społecznościowe Stonoga utrudnia prowadzenie postępowania. W ocenie sądu jest to jednak za mało, by uznać że utrudnia sprawę.

– Prokuratura podnosiła też przesłankę matactwa ze strony podejrzanego, wskazując na posiadanie (przez Stonogę, przyp.) telefonu komórkowego, który wykorzystuje do kontaktu z innymi ludźmi i swojej działalności w mediach społecznościowych. Fakt samego korzystania z telefonu przez podejrzanego nie pozwala zdaniem sądu przyjąć, iż przez to utrudnia postępowanie – tłumaczyła rzeczniczka lubelskiego sądu.

W kolejnej ze spraw Stonogi chodzi o przywłaszczenie 253 tys. zł pochodzących z wpłat darczyńców na konta fundacji, w okresie od października do grudnia 2019 r. Śledczy zarzucają mu działanie na szkodę fundacji swojego imienia oraz uczynienie sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także pranie pieniędzy.

W warunkach recydywy grozi za nie do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Konsultantka Stolicy Apostolskiej aresztowana w Mediolanie

Cecilia Marogna, konsultantka Stolicy Apostolskiej, została we wtorek aresztowana w Mediolanie na wniosek wymiaru sprawiedliwości Watykanu – podała agencja ANSA. Kobieta, przedstawiana jako ekspertka do spraw relacji dyplomatycznych, ma zarzut sprzeniewierzenia pieniędzy.

ANSA podała we wtorek wieczorem, że Cecilia Marogna została zatrzymana przez Gwardię Finansową na podstawie międzynarodowego nakazu aresztowania. Ma zostać przekazana wymiarowi sprawiedliwości Watykanu.

Wcześniej włoskie media informowały, że Marogna otrzymała pół miliona euro za współpracę z Sekretariatem Stanu, gdy zastępcą sekretarza był kardynał Angelo Becciu. W jednym z wywiadów przyznała, że było to doradztwo, a jej zadaniem było „rozwiązywanie problemów”.

Zapytana o pogłoski, według których wydała pieniądze Stolicy Apostolskiej także na zakupy, Marogna odpowiedziała: – Torebka była na przykład dla żony przyjaciela z Nigerii, który ma możliwość prowadzić dialog z prezydentem Burkina Fa.

Papież zmusił Becciu do ustąpienia

To kolejna odsłona skandalu finansowego za Spiżową Bramą, który jest opisywany w mediach, odkąd papież Franciszek zmusił we wrześniu kardynała Becciu do ustąpienia ze stanowiska prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych i pozbawił go praw wynikających z godności kardynalskiej.

Włoskiemu dostojnikowi zarzuca się udział w niejasnych transakcjach zakupu kosztownych nieruchomości w Londynie za setki milionów euro – także ze świętopietrza – oraz przelewanie watykańskich pieniędzy na firmy związane z jego rodziną na Sardynii. Kardynał Becciu powtarza, że nie dopuścił się żadnego przestępstwa, i twierdzi, że papież został „źle poinformowany” lub wręcz „zmanipulowany”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Twórca Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych z azylem w Norwegii

Skazany prawomocnym wyrokiem na dwa lata więzienia za oszustwa Rafał Gaweł, twórca Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, otrzymał w azyl w Norwegii. Po wydaniu przez sąd wspomnianego orzeczenia, zamiast zgłosić się do zakładu karnego, uciekł za granicę.

Gaweł, który głosił, że został skazany w „niesprawiedliwym procesie, na podstawie sfabrykowanych dowodów” przybył do Norwegii w styczniu 2019 r. i natychmiast złożył wniosek o azyl, który już po dwóch dniach został odrzucony. Wnioskodawca odwołał się od tej decyzji, a instancja apelacyjna (Rada Apelacyjna) uznała wyjaśnienia Gawła za przekonujące i przyznała mu status uchodźcy oraz prawo pobytu na rok (może ono zostać przedłużone).

Według pełnomocnika Gawła jest to jedyny w ostatnich latach przypadek udzielenia azylu Polakowi w Norwegii.

W 2018 r. Rzeczpospolita Polska udzieliła azylu Norweżce i jej nieletniej córce, które uciekły ze swojego kraju w obawie przed nieuzasadnionym przymusowym oddaniem dziecka do pieczy zastępczej. Władze RP stwierdziły wówczas naruszenie przez Norwegię art. 8 konwencji o prawach człowieka gwarantującej poszanowanie prawa do życia rodzinnego. Łamanie przez Królestwo Norwegii tego samego artykułu w szeregu innych przypadków stwierdzał Europejski Trybunał Praw Człowieka.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest wniosek o przedłużenie aresztu wobec Sławomira Nowaka?

W piątek Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu wniosek dotyczący przedłużenia aresztu wobec Sławomira Nowaka, b. ministra transportu w rządzie PO – dowiedziała się nieoficjalnie Polska Agencja Prasowa. Pojawił się w nim nowy zarzut w sprawie, dotyczący przyjmowania przez kilka lat przez polityka 3,5 tys. zł miesięcznie od b. szefa PKN Orlen za załatwienie stanowiska.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie chce przedłużenia aresztu wobec Sławomira Nowaka, b. ministra transportu w rządzie PO. Jak podał PAP, miał on przez kilka lat przyjmować 3,5 tys. zł miesięcznie od b. szefa PKN Orlen za załatwienie stanowiska. Wniosek skierowano do sądu w piątek, po uzupełnieniu zarzutów.

Ze źródeł zbliżonych do sprawy wynika, że 2 października po południu Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa wniosek o przedłużenie aresztu stosowanego od lipca wobec Sławomira Nowaka. Jedną z głównych przesłanek za dalszym trzymaniem b. ministra transportu w izolacji miała być obawa matactwa procesowego. W momencie zamykania sądu Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie przekazała PAP, że wniosek prokuratury nie został jeszcze zarejestrowany w mokotowskim sądzie i prawdopodobnie nastąpi to w poniedziałek, 5 października.

Dodatkowe zarzuty

Jak poinformował PAP, w piątek b. minister transportu usłyszał w prokuraturze dodatkowe zarzuty korupcyjne dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych (w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych) od Wojciecha T., byłego wiceprezesa PGE i Energi za pośrednictwem Leszka K. Miał także przyjąć blisko 200 tys. zł w latach 2012-2016 od byłego prezesa PKN Orlen Dariusza K. za pośrednictwem „osoby trzeciej” (określenie użyte przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie w oficjalnym komunikacie).
Źródło info i foto: Fakt.pl

Afera GetBack. Prokuratura domaga się aresztowania Leszka Czarneckiego

Przełom w śledztwie w sprawie afery GetBack. Prokuratura chce aresztowania Leszka Czarneckiego. Jak dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM, w sądzie jest już wniosek prokuratury regionalnej w Warszawie w sprawie znanego biznesmena.

Śledczy prowadzący postępowanie dotyczące afery GetBack znaleźli powód, by postawić zarzuty w sprawie także byłemu właścicielowi GetBack, a także banków, które oferowały obligacje tej instytucji finansowej Leszkowi Czarneckiemu. Jest już postanowienie o postawieniu mu zrzutów. Zatrzymanie Leszka Czarneckiego, twórcy Getin Banku, nie jest jednak możliwe, bo biznesmen przebywa za granicą.

Jeśli jednak sąd zgodziłby się na tymczasowy areszt dla niego, byłaby możliwość wystawienia za biznesmenem listu gończego.

Śledczy na tym etapie nie ujawniają zarzutów. Natomiast według poszkodowanych, były właściciel GetBacku, a później banków, które oferowały obligacje instytucji działającej jak piramida finansowa, także powinien odpowiadać za oszustwo.

NIK zarzuca Komisji Nadzoru Finansowego, że nie wykryła zagrożeń dla rynku i klientów płynących z działania spółki GetBack. Przez pięć lat od jej powstania nie przeprowadziła żadnej kontroli w celu weryfikacji sytuacji finansowej GetBack, a także sprawdzenia, czy prawidłowo wypełnia warunki zezwolenia na działalność. Komisja nie podejmowała żadnych kroków wobec spółki mimo sygnałów o nieprawidłowościach, które otrzymywała. Ostatecznie zdecydowała o kontroli, gdy było już za późno.

„Instytucje państwowe nie zapewniły skutecznej ochrony konsumentów przez niezgodną z prawem działalnością spółki GetBack oraz podmiotów, które oferowały i dystrybuowały jej papiery wartościowe” – ocenił szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś.

Historia afery GetBack

Spółka GetBack powstała w 2012 roku i zajmuje się zarządzaniem wierzytelnościami. W lipcu 2017 jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

W kwietniu 2018 roku GPW, na wniosek Komisja Nadzoru Finansowego, zawiesiła obrót akcjami GetBacku. Stało się to po tym, jak firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju ws. finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln złotych. Z komunikatu spółki wynikało, że informację uzgodniono „ze wszystkimi zaangażowanymi stronami” – PKO BP i PFR zdementowały jednak informacje o tym, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF.

W efekcie rada nadzorcza GetBack odwołała ze skutkiem natychmiastowym Konrada K. ze stanowiska prezesa spółki.

Aresztowanie prezesa GetBack

Konrada K. aresztowano. Zarzucono mu popełnienie ośmiu przestępstw, m.in. usiłowanie oszustwa na kwotę 250 mln złotych, wyrządzenie spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – sięgających co najmniej ponad 185 mln złotych – i podejmowanie działań zmierzających do utrudnienia postępowania karnego i uniknięcia odpowiedzialności karnej.

Zdaniem prokuratury, w aferze GetBack poszkodowanych może być ponad 10 tysięcy osób fizycznych i blisko 200 firm. Stowarzyszenie poszkodowanych szacuje zaś, że w skali kraju straty poniesione przez obligatariuszy sięgają ponad 2,5 mld złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Magdalena K. prosi o azyl polityczny. Sąd na Słowacji przychylił się do wniosku

Sąd na Słowacji przychylił się we wtorek do wniosku Magdaleny K. o wszczęcie procedury udzielenia jej azylu politycznego. Słowaków przekonały argumenty prawników, dotyczące m.in. nieprawidłowości przy powołaniu Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, brutalności polskiej policji oraz braku niezależności polskiej prokuratury. To oznacza, że nie dojdzie na razie do ekstradycji K., podejrzanej o kierowanie gangiem kiboli Cracovii.

Magdalena K. siedzi w słowackim areszcie od 28 lutego. Trafiła tam po półtorarocznej ucieczce przed polskimi śledczymi. Kobieta, która według polskiej prokuratury miała dowodzić gangiem kiboli odpowiedzialnym m.in. za handel na masową skalę narkotykami (zarzuty dotyczą sprowadzenia do Polski 5,5 tony marihuany wartej 88 milionów złotych oraz 120 kilogramów kokainy o wartości 4,3 miliona euro), miała także utrudniać postępowanie karne, składać fałszywe zeznania oraz nakłaniać do tego inne osoby.

Gang, którym miała kierować K., stworzyło trzech braci Z.: Adrian, Jakub i Mariusz. Magdalena K. jest konkubiną tego ostatniego. Mężczyźni byli kibolami Cracovii, zorganizowana grupa przestępcza powstała w oparciu o struktury pseudokibiców. W pewnym momencie gang praktycznie zmonopolizował dostawy narkotyków do Krakowa. Do Małopolski co miesiąc trafiał z Holandii i Hiszpanii nielegalny towar wart 1,5 miliona euro.

Magdalena K. została zatrzymana na Słowacji po tym, jak uciekając z Budapesztu przed tamtejszą policją wpadła w zasadzkę zastawioną przez słowackie służby w miejscowości Zwoleń, około 20 kilometrów od Bańskiej Bystrzycy. Z wnioskiem o ekstradycję K. natychmiast wystąpiła polska prokuratura. Ale obrona kobiety od początku podnosiła problemy z praworządnością w Polsce, które uniemożliwiłyby jej sprawiedliwy proces.

Argumenty przeciw polskiemu wymiarowi sprawiedliwości

Polski obrońca Magdaleny K. i jej słowacki pełnomocnik zasypywali sąd w Bańskiej Bystrzycy opisami przypadków łamania praworządności w Polsce oraz trwających wiele lat śledztw prokuratorskich, w trakcie których stosowany jest areszt wydobywczy, wskazywali na brutalność i nadużycia policji (między innymi opisywali szczegóły zastrzelenia przez policję Adriana Z., brata konkubenta Magdaleny K., podczas próby jego zatrzymania).

Do kolejnego przesłuchania przed słowackim sądem, który miał decydować o ekstradycji Magdaleny K., doszło w poniedziałek. Kobieta mówiła m.in. o sytuacji z nieprawidłowościami przy wyborze Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Po wysłuchaniu jej racji oraz jej obrońcy, we wtorek podczas trwającego zaledwie kilka minut posiedzenia sąd w Bańskiej Bystrzycy nie zgodził się na ekstradycję Magdaleny K. i przychylił się do jej wniosku o wszczęcie procedury dotyczącej przyznania azylu politycznego. Jego rozpatrywanie może potrwać kilka tygodni. Do tego czasu Magdalena K. pozostanie w areszcie w Bańskiej Bystrzycy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Białystok: 60-latek kilka razy złamał zasady kwarantanny. Usłyszał zarzut i trafił do aresztu

Mieszkaniec Białegostoku kilka razy złamał zasady odbywania kwarantanny, a test wykazał, że jest chory na COVID-19. Prokuratura przedstawiła 60-latkowi zarzut, a sąd zdecydował, że na miesiąc trafi on do aresztu.

O aresztowanie mężczyzny na miesiąc wystąpiła Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe. W ocenie śledczych, w tym przypadku tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze nie dadzą rezultatu. Podejrzany bowiem już kilka razy naruszył zasady przebywania na kwarantannie.

– Sąd uwzględnił wniosek – poinformowała w środę rzecznik Sądu Rejonowego w Białymstoku, sędzia Beata Wołosik.

Sprawa wyszła na jaw, ponieważ 60-latek – według policji – sam pochwalił się w sklepie, iż jest poddawany kwarantannie. To pracownik sklepu zadzwonił do dyżurnego komendy miejskiej w Białymstoku, a ten wysłał patrol przygotowany na możliwość kontaktu z osobą zakażoną.

Okazało się, że klientem sklepu jest mężczyzna, który niedawno wrócił z Niemiec i w tej sytuacji rzeczywiście podlega obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny. Policjantom tłumaczył, że chciał sobie zrobić zakupy, by nie fatygować bliskich. Został zatrzymany. Okazało się też, że to nie było jego pierwsze złamanie kwarantanny.

Śledczy zlecili wykonanie testu na obecność koronawirusa, a badanie dało wynik dodatni. Prokuratura zarzuciła 60-letniemu mężczyźnie sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego lub szerzenia się choroby zakaźnej. Przy nieumyślnym działaniu sprawcy grozi za to do 3 lat więzienia. Jeśli jednak zostanie mu udowodnione umyślne działanie – nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

Śledczy chcą teraz ustalić krąg osób, z którymi podejrzany miał kontakt, kiedy naruszał zasady kwarantanny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gorzów Wielkopolski: Oblali kolegę denaturatem i podpalili. Dwóch mężczyzn z zarzutami

Nawet dożywocie grozi dwóm gorzowianom podejrzanym o usiłowanie zabójstwa 64-letniego znajomego. Zarzucono im oblanie go denaturatem i podpalenie. Pokrzywdzony został poważnie poparzony i jest szpitalu – poinformował w środę rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

– Mężczyźni w wieku 31 i 46 lat usłyszeli zarzuty związane z usiłowaniem zabójstwa i spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi im dożywocie – powiedział Maludy.

Dodał, że we wtorek na wniosek prokuratura sąd zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu.

Do przestępstwa doszło w sobotę, 21 marca w mieszkaniu pokrzywdzonego. Do 64-latka przyszło dwóch znajomych i skłonili go, by poszedł do sklepu po denaturat, który mieli razem wypić. Mężczyzna po powrocie do domu oddał im butelkę z płynem.

– Ci w pewnym momencie oblali go denaturatem i podpalili zapalniczką. Ogień szybko objął mężczyznę, który tylko cudem uniknął śmierci. Ma poparzone niemal 30 proc. ciała i jest w śpiączce farmakologicznej w specjalistycznym szpitalu – zrelacjonował rzecznik.

O zajściu służby powiadomiły inne osoby przebywające w mieszkaniu pokrzywdzonego. Pogotowie zabrało go do szpitala, a policjanci rozpoczęli poszukiwania podejrzanych o skrzywdzenie 64-latka. Po kilkunastu godzinach zostali oni zatrzymani.
Źródło info i foto: polsatnews.pl