Posts Tagged “wolność”

Krótką informację o treści “Gawłowski wychodzi” opublikował przed chwilą na Twitterze mecenas Roman Giertych. Wkrótce więcej informacji.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości wydał nakaz aresztowania Tunezyjczyka Mehera D., który prawdopodobnie był “mózgiem” zamachu z 19 grudnia 2016 r. Wówczas to inny Tunezyjczyk Anis Amri zamordował polskiego kierowcę i jego ciężarówką wjechał w ludzi, zabijając 11 osób. Sprawę opisuje “Sueddeutsche Zeitung” i telewizja WDR.

Federalna Policja Kryminalna zebrała dowody, że Meher D. był “mózgiem” i inspiratorem zamachu w Berlinie. To on na kilka tygodni przed zamachem wysyłał SMS-y i pliki dźwiękowe, w których udzielał Anisowi Amri instrukcji, jak przygotować do ataku. Z policyjnego raportu wynika, że Meher D. był dla zamachowcy wzorem do naśladowania i miał istotny, jeśli nie najważniejszy, wpływ na to, że Anis Amri zdecydował się dokonać ataku.

Meher D. prawdopodobnie ciągle żyje i przebywa w Libii. Niemiecka policja wciąż go poszukuje, współpracuje z policją innych krajów, w tym tunezyjską, która także wystawiła wobec Mehera D. nakaz aresztowania.

Jak twierdzą media, w poszukiwaniu Tunezyjczyka bierze udział niemiecki i amerykański wywiad.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

U pedofila Mariusza C. (40 l.) chore żądze są silniejsze niż strach przed więzieniem. Zboczeniec ze Stalowej Woli na Podkarpaciu niemal połowę swojego życia spędził za kratami. Jednak kiedy wyszedł na wolność, znów polował na bezbronne dzieci. Teraz sędzia jeszcze raz posłał go za kraty.

Mariusz C. wyszedł na wolność 1,5 roku temu. Dyrektor więzienia chciał go umieścić w zamkniętym ośrodku w Gostyninie, tak jak jego współwięźnia – mordercę i pedofila Mariusza Trynkiewicza. Ale cwany dewiant, wykorzystując rozmaite kruczki prawne, cieszył się wolnością aż 9 miesięcy.

W parku w Stalowej Woli podając się za reportera próbował robić zdjęcia trzem dziewczynkom w wieku 12 i 11 lat. Na szczęście uciekły. Bezskutecznie prosił też swojego kochanka, aby ten zrobił nagie zdjęcia swojej 14-letniej siostrze podczas kąpieli. Partner się obraził, a wyrafinowany Mariusz zemścił się na nim, posądzając go o kradzież pieniędzy.

Za to wszystko pedofil został skazany na 8,5 roku więzienia. Ma dożywotni zakaz kontaktu z dziećmi i przebywania w ich odległości mniejszej niż 50 metrów.

– Jeśli oskarżony nie dokona gigantycznej refleksji nad sobą, to będzie do końca życia wracał do zakładu karnego – podsumował wyrok sędzia Grzegorz Zarzycki.

Wcześniej pedofil był skazywany m.in. za seksualne wykorzystywanie niepełnosprawnej dziewczynki i jej braciszka oraz za zgwałcenie 10-letniego chłopczyka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Kończą się wyroki w głośnych sprawach mafiosów sprzed lat. Na wolność wychodzą przestępcy, którzy zasłynęli bezwzględnością i brutalnością. Świat popędził do przodu, więc jak w tej rzeczywistości odnajdą się gangsterzy z lat 90.? – zastanawia się TVN24.

- Myślę, że do trzech lat to wyjdą wszyscy. Będzie duża konkurencja, uprowadzenia ludzi z innych grup. Będą mieli po prostu o co walczyć – mówi były członek jednego z gangów w rozmowie z autorami programu TVN24 “Polska i Świat”.

Eksperci również twierdza, że dawni członkowie gangu mokotowskiego czy pruszkowskiego wrócą do dawnej działalności. – Oni zatrzymali się mentalnie na 2000 roku. Wyjdą i znów tak będą robić – tłumaczy w rozmowie z TVN24 były policjant Jan Fabiańczyk.

Rzeczniczka Centralnego Biura Śledczego Policji kom. Iwona Jurkiewicz zauważa, że zatrzymana niedawno grupa wrocławska cechowała się wyjątkową brutalnością, przypominającą poczynania mafii z okresu po transformacji ustrojowej. – Zachowywali się wręcz jak przestępcy, którzy brali udział w grupach zorganizowanych w latach 90. – mówi o sprawcach.

Według wielu byłych policjantów takich grup teraz przybędzie. – To będzie czarny okres dla policji – mówi Jan Fabiańczyk. Tylko w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy policjanci zatrzymali przestępców, którzy z uprowadzeń dla okupu chcieli zrobić sobie stałe źródło dochodu. – Przez 22 lata służby nie spotkałem się z tak wysoce skomplikowaną sprawą – twierdzi oficer operacyjny policji.

TVN24 przywołuje też niedawną sprawę z miejscowości Wisznia Mała, kiedy to bandyta z kałasznikowa zastrzelił policjanta, który próbował go zatrzymać. Przestępca również zginął na miejscu, a policja broniła się wtedy, że funkcjonariusze nie spodziewali się, że człowiek okradający bankomat może użyć broni. – To był znany i bardzo niebezpieczny klient. Bardzo niebezpieczny. To, że nie wiedzieliśmy jako instytucja, że facet może posiadać broń, jest totalną bzdurą – mówił jednak o bandycie były oficer policji.

Jesienią ubiegłego roku w Inowrocławiu doszło do strzelaniny pomiędzy funkcjonariuszami CBŚP a przestępcą, którego mieli zatrzymać. Jeden z oficerów mówi, że policja mogła się tego spodziewać: – Mieliśmy sygnały, że on nie da się żywcem. Tak jest naładowany prochem i będzie walił do nas… – wspomina.

Marek Dyjasz, były szef Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji, zwraca uwagę, że policja powinna na nowo nauczyć się pozyskiwać do współpracy członków najgroźniejszych grup. – Boli mnie, że liczba osobowych źródeł informacji drastycznie spadła. Tutaj widziałbym potencjał do odbudowania – twierdził Dyjasz. Pytany o to, czy policja jest gotowa do zwalczania tego typu przestępczości, mówi, że “to jest dobre pytanie”. – Mam nadzieję, że tak – podsumowuje.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Mieczysław O. chciał zastawić hipotekę, żeby wyjść na wolność. Mimo to były dyrektor IMGW zostaje za kratkami do marca przyszłego roku. Sąd uznał, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że dopuścił się zarzucanych mu przestępstw korupcyjnych i po opuszczeniu aresztu mógłby uciec za granicę. W lipcu miną dwa lata, od kiedy Mieczysław O. został tymczasowo aresztowany. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jeżeli podejrzany ma być izolowany dłużej, musi wyrazić na to zgodę Sąd Apelacyjny. Obrona byłego dyrektora Instytutu Metorologii i Gospodarki Wodnej wnioskowała, by wypuścić 64-latka zza krat za poręczeniem majątkowym.

- Najbliżsi Mieczysława O. są przygotowani na kwotę 100 tysięcy złotych. Jeżeli miałoby to być więcej, wówczas poręczenie mogłoby być stosowane w formie hipoteki na nieruchomościach. Proponuję także dozór policji, może być pięć razy w tygodniu, zakaz kontaktu z uczestnikami tego postępowania, zakaz opuszczania kraju i zatrzymanie paszportu – wyliczał mec. Lech Kaniszewski.

Prosił o to także sam oskarżony, który ze łzami w oczach oświadczył sądowi, że chciałby wrócić do żony i córki.

“Mógłby uciec”

Prokurator oponował, że O. będzie wpływał na świadków, fałszował dokumenty świadczące przeciwko niemu, albo je niszczył.

- Przyjął 900 tysięcy w łapówkach, gdzieś te pieniądze musi posiadać. Nie udało się ich zabezpieczyć, prawdopodobnie są na zagranicznych kontach. Mógłby uciec – mówił prok. Przemysław Ścibisz i wnioskował o przedłużenie aresztu na pół roku.

Sędzia Izabela Magdziarz zdecydowała wystąpić do Sądu Apelacyjnego z wnioskiem o areszt dla Mieczysława O. do 15 marca 2019 roku. W tym czasie zaplanowanych jest prawie trzydzieści rozpraw i przesłuchanie około setki świadków.

“Nie ma żadnych dowodów na to, ze mi te pieniądze dawali”

Decyzję o przedłużeniu aresztu poprzedziło dalsze przesłuchanie Mieczysława O. Były dyrektor IMGW zeznawał przez ponad cztery godziny w środę, i dwie podczas czwartkowej rozprawy. Odpierał każdy, z 94 zarzutów, jakie postawił mu prokurator.

Według śledczych O. przez lata pobierał od pracowników na stanowiskach kierowniczych “procent” od wynagrodzenia i premii. Miał się na tym dorobić około 900 tysięcy złotych. Oskarżony zaprzecza tłumacząc, że ze musiałby być “kompletnym idiotą”, żeby przyjmować łapówki. – Nie wiem jak mam się bronić, skoro nie ma żadnych dowodów na to, ze mi te pieniądze dawali – powiedział.

Dyrektor uważa, że za jego czasów IMGW miał się lepiej, niż wcześniej. Zwalczał “familijne klany” i sprzeciwiał się wszelkim formom łapówkarstwa. Twierdzi, że nie przyjmował od pracowników żadnych prezentów.

Jednak prokuratura zarzuca mu fikcyjne zatrudnianie ludzi, którzy nie pracując pobierali wypłaty oraz zatrudnianie młodych mężczyzn, którzy za pracę mieli się odwdzięczać seksem.

Dwuletnie śledztwo

Mieczysław O. odpowiada przed sądem także złe wydatkowanie funduszy IMGW. Według wyliczeń oskarżyciela szkoda mogła wynosić nawet 2 miliony złotych. Oskarżony zaprzeczył, by kupował alkohol i prezenty dla kierowników, żeby budować pozycję społeczną. – Przez lata było kilkadziesiąt kontroli i żadna nie zakwestionowała tych zakupów – tłumaczył.

Śledztwo w sprawie korupcji w IMGW trwało prawie dwa lata. Zostało wszczęte po serii anonimowych donosów. W procesie, który rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Warszawie oskarżone są trzy osoby. Pozostałe 18 osób, które miały zarzuty opłacania dyrektora, przyznało się do winy i poddało karze bez procesu. Jedną z tych osób jest Łukasz L., były zastępca Mieczysława O. i główny świadek w tej sprawie. Mężczyzn przed laty miał łączyć romans. Były dyrektor jest przekonany, że L. złożył obciążające go zeznania by dostać łagodniejszą karę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Tomasz Komenda, mężczyzna który 18 lat spędził w więzieniu za zbrodnie, których nie popełnił, nie ma wątpliwości, że swoje uniewinnienie zawdzięcza trzem osobom: policjantowi Centralnego Biura Śledczego oraz dwóm prokuratorom z Wrocławia. Bez ich zaangażowania być może nadal siedziałby w więzieniu.

Jak doszło do tego, że – po tylu latach – znowu wymiar sprawiedliwości zainteresował się sprawą Tomasza Komendy? „Super Express” ustalił, że było to dzieło… przypadku. Kilka lat temu wspomniany policjant CBŚ, pan Radosław (jego nazwiska nie można ujawniać) zamieszkał niedaleko Miłoszyc. Gdy okoliczni mieszkańcy dowiedzieli się, że jest policjantem, zaczęli mu opowiadać o zbrodni. Jedni podkreślali, że Komenda jest niewinny. Inni zwracali uwagę, że przecież sprawców było więcej, że na pewno to byli ludzie z Miłoszyc, bądź okolicznych wsi. Pan Radosław nie zignorował tych informacji. Rozpoczął swoje prywatne śledztwo: rozmawiał z kolejnymi osobami, zbierał informacje, sprawdził miejsce, gdzie doszło do tragedii… W końcu zaczął podejrzewać, że w więzieniu siedzi niewinny mężczyzna, a na wolności wciąż znajdują się sprawcy brutalnego gwałtu i morderstwa 15-letniej Małgosi.

Policjant postanowił wtedy podzielić się swoimi ustaleniami z prokuraturą. To wtedy trafił do Roberta Tomankiewicza i Dariusza Sobieskiego z Dolnośląskiego Wydziału Prokuratury Krajowej. Opowiedział im o wszystkim, co udało mu się dowiedzieć. Na szczęście śledczy nie zlekceważyli wyników prywatnego śledztwa.

Co było dalej? O tym opinia publiczna już wie. – Prokuratorzy wykonali kawał dobrej roboty – mówi nam mecenas Zbigniew Ćwiąkalski, adwokat który reprezentuje Tomasza Komendę. – Wrócili do tej sprawy, ocenili zebrany materiał dowodowy i uznali, że Tomasz Komenda nie mógł być winny zbrodni – dodaje Ćwiąkalski.

Przede wszystkim śledczy zakwestionowali dowody, które miały obciążać Komendę: czyli przede wszystkim ślad po ugryzieniu, który znaleziono na ciele zamordowanej dziewczyny. Już podczas pierwszego procesu biegli mówili, że to mogą być odciski zębów Tomasza Komendy, ale wcale nie muszą. Krytycznie oceniono też kolejny – ważny w procesie – dowód, czyli włosy z czapki, znalezionej obok zwłok. W tym przypadku również wcale nie musiały należeć do Komendy. Tomankiewicz i Sobieski, zwrócili uwagę na to, jak tłumaczył się skazany na dożywocie mężczyzna. Czyli, że zapewniał, że w Miłoszycach nigdy nie był, a Małgosi nawet nie znał. I w końcu, zwrócono uwagę, że przecież Komendzie alibi dawało aż 12 osób, które zapewniały, że w noc gdy popełniano zbrodnię w Miłoszycach, mężczyzna był z nimi we Wrocławiu…

Te wszystkie ustalenia pozwoliły prokuraturze o wystąpienie do Sądu Najwyższego o uniewinnienie Tomasza Komendy. W maju tak też się stało. Teraz Komenda jest wolnym i niewinnym człowiekiem.

Uniewinnienie Komendy nie zamyka jednak sprawy. Przed organami ścigania wciąż jest kolejne zadanie: znalezienie i ukaranie faktycznych winnych zbrodni w Miłoszycach. Na razie w areszcie siedzi Ireneusz M., mężczyzna który bawił się na dyskotece w Miłoszycach w noc, gdy zgwałcono i zamordowano Małgosię. Na wolności wciąż jest przynajmniej jeszcze jeden sprawca.

Prokuratura prowadzi też śledztwo, które ma wskazać, kto łamał prawo gdy wsadzał niewinnego Komendę do więzienia. Na jego wyniki musimy jednak poczekać.
Źródło info i foto: se.pl

Comments Brak komentarzy »

Sąd Rejonowy w Toruniu nie przedłużył aresztu Bartoszowi D., który usłyszał zarzut znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Mimo, że wnioskowała o to prokuratura. Wcześniej a dokładnie 19 marca Sąd Rejonowy w Toruniu zadecydował o przedłużeniu – o dwa miesiące – tymczasowego aresztowania dla niego.

Bartosz D. może wyjść na wolność. Sąd Rejonowy w Toruniu nie zgodził się z wnioskiem prokuratury o przedłużenie aresztu. Mężczyzna jest podejrzany o znęcanie nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem.

Zdaniem sądu nie ma potrzeby, aby zastosować tymczasowe aresztowanie dla Bartosza D. Wskazano na to, że wszelkie kluczowe działania zaplanowane przez prokuraturę zostały już przeprowadzone. Sąd zaznaczył, że areszt nie jest karą za popełnione przestępstwa, a środkiem zapobiegawczym mającym na celu zagwarantowanie prawidłowego przebiegu śledztwa.

Decyzja nie jest prawomocna. Możliwe, że mężczyzna wyjdzie na wolność w najbliższą sobotę.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Obrońcy Kongijczyka skazanego we Włoszech na 16 lat więzienia za gwałt i napaść na dwoje polskich turystów i inne napady domagają się jego uniewinnienia i wskazują na jego “trudne życie”, doświadczenia w ojczyźnie, samotność. Twierdzą, że nie zgwałcił Polki.

ak podał PAP w kwietniu, w sądzie w Bolonii złożona została apelacja od wyroku sądu pierwszej instancji, wydanego w Rimini w listopadzie zeszłego roku wobec 20-letniego Guerlina Butungu uważanego za szefa bandy napastników. Latem 2017 roku on i trzech nieletnich synów imigrantów – Nigeryjczyk i Marokańczycy zgwałcili młodą polską turystkę, a jej partnera dotkliwie pobili. Zgwałcili również transseksualistkę z Peru, a dwa tygodnie wcześniej napadli na parę turystów z Włoch.

Trzech nastolatków zostało skazanych podczas osobnego procesu przed sądem dla nieletnich na 9 lat i 8 miesięcy więzienia.

Gwałt na Polakach w Rimini

Jak informują źródła sądowe, w uzasadnieniu do złożonego odwołania adwokaci Kongijczyka wskazali na kilka okoliczności łagodzących, które ich zdaniem powinny zostać uznane przez sąd apelacyjny. Wśród nich wymienili młody wiek Butungu, wcześniejszą niekaralność, a także to, że skazany – migrant przybyły przed kilkoma laty do Włoch – nie był dobrze zadomowiony w tym kraju, czyli nie przeszedł procesu integracji. Poza tym zwraca się uwagę na trudną przeszłość Butungu w jego ojczyźnie i jego doświadczenia, które – jak sugerują adwokaci – miały wpływ na jego postępowanie, charakteryzujące się “brakiem reguł”.

Wśród okoliczności wymagających uwzględnienia wymienia się też poczucie osamotnienia, zachowanie Kongijczyka w trakcie śledztwa oraz procesu w Rimini i skruchę, którą wyraził.

Adwokaci odrzucają główne punkty aktu oskarżenia, które doprowadziły do wymierzenia mu surowej kary, czyli przede wszystkim brutalnego gwałtu na Polce. Twierdzą oni, że nie ma pewności, że to Butungu dokonał gwałtu i że to trzej nieletni obciążyli go, by sami się bronić. Sąd w Rimini w uzasadnieniu do wyroku 16 lat więzienia zwrócił zaś uwagę na wyjątkową brutalność i okrucieństwo gangu, którego ofiarami padli polscy turyści i inne osoby. Sąd podkreślił, że atak na Polaków był najcięższym czynem, jakiego dopuściła się banda.

Apelacja od tego wyroku zostanie rozpatrzona prawdopodobnie po wakacjach.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Celebrytka, Izabela M. (39 l.) tancerka, uczestniczka „Tańca z gwiazdami” i modelka „Playboya” od 30 marca jest na wolności. Kobieta była zatrzymana za udział w „chińskim gangu”. Stało się to na wniosek prokuratora, który uznał, że dalsze trzymanie celebrytki za kratkami nie jest konieczne. Izabela M. musiała wpłacić 300 tysięcy złotych kaucji.

– Kobieta została oddana pod dozór policji, ma zakaz opuszczania Polski, zatrzymany paszport. Musiała także wpłacić 300 tysięcy złotych kaucji – potwierdza prokurator Maciej Florkiewicz, naczelnik lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej. Pieniądze pochodzą z hipoteki jej nieruchomości.

Izabela M. współpracuje z organami ścigania, złożyła bardzo obszerne wyjaśnienia, dlatego prokuratura postanowiła zmienić swoją dotychczasową decyzję o areszcie. Śledztwo nie zakończy się jednak szybko. Żeby wyjaśnić sprawę prokuratura ściśle współpracuje z policją z Chin.

Afera z udziałem byłej uczestniczki „Tańca z gwiazdami” wybuchła w styczniu tego roku. Wtedy zatrzymano modelkę i 48 mieszkających w Polsce Chińczyków. Prokuratura w Lublinie zarzuciła im, że działając metodą „na policjanta” oszukiwali swoich rodaków mieszkających za Wielkim Murem. Dzwoniąc z Polski i podając się za pracowników chińskich służb bezpieczeństwa, w krótkim czasie wyłudzili ponad 2 miliony euro. Dużą sumę pieniędzy znaleziono w mieszkaniu Izabeli M. Były przechowywane… w skarpecie. Grozi jej do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Była “przetrzymywana w bardzo trudnych warunkach” i “brutalnie traktowana”. Komendant główny policji oświadczył, iż udało się uwolnić Polkę, która kilka dni temu została porwana w Republice Południowej Afryki. Przestępcy żądali dwóch milionów euro okupu. Zgodnie z relacją Jarosława Szymczyka, Polka poznała przez internet około 30-letniego mieszkańca RPA i na jego zaproszenie pojechała do tego kraju. Straciła wolność natychmiast po znalezieniu się na miejscu.

Skrępowana, szantażowana

Sygnał o porwaniu przekazał 11 kwietnia syn kobiety, który otrzymał pocztą elektroniczną informację o porwaniu 56-latki i żądaniu okupu.

- Ta informacja trafiła niezwłocznie do Centralnego Biura Śledczego Policji, uruchomiono współpracę z innymi służbami w naszym kraju, ale przede wszystkim uruchomiono współpracę międzynarodową poprzez Interpol, Europol, a także zaangażowanie bezpośrednie policji brytyjskiej i FBI. Z pomocą tych wszystkich instytucji staraliśmy się dotrzeć do policji w RPA i podjąć szybkie i skuteczne działania zmierzające do uwolnienia naszej obywatelki – mówił nadinsp. Jarosław Szymczyk.

Jak zaznaczył, w efekcie kontaktu nawiązanego z przedstawicielami RPA podjęto decyzję o wysłaniu do tego państwa dwóch policjantów CBŚP, którzy podjęli “bezpośrednią współpracę z tamtejszą policją”. – Po dwóch dniach udało się uwolnić naszą obywatelkę i ustalić osoby, które dokonały jej porwania, uprowadzenia i żądały okupu – dodał. Według niego, porwana Polka “była przetrzymywana w bardzo trudnych warunkach” i “bardzo brutalnie traktowana”. – Była skrępowana, przystawiano jej pistolet do głowy, zmuszając do wykonywania telefonów do syna i żądano przyspieszenia transakcji finansowej – doprecyzował komendant główny policji. Kobieta wróciła do Polski w poniedziałek.

“Niebezpieczeństwo było ogromne”

Jak zauważył, wagę sprawy pokazuje to, że rocznie w RPA “dochodzi do około 10 tysięcy uprowadzeń dla okupu” i “w wielu przypadkach osoby uprowadzone do tej pory nie zostały odnalezione”. – Niebezpieczeństwo było ogromne, ale cieszymy się niezmiernie, że (…) nasza rodaczka jest już w Polsce, jest bezpieczna wśród swoich bliskich – podkreślił Szymczyk.

Rzecznik Komendanta Głównego Policji mł.insp. Mariusz Ciarka poinformował, że CBŚP przy tej sprawie współpracowała z Biurem do Walki z Cyberprzestępczością KGP, które wspierało działania zmierzające do ustalenia adresu osób kontaktujących się z synem porwanej. Powiedział też, że policjanci CBŚP, którzy zostali wysłani do RPA, specjalizują się w sprawach dotyczących porwań.

- Dwa dni wystarczyły, aby ustalić porywaczy – dodał. Jak mówił, w “sensie procesowym reszta sprawy należy do wymiaru sprawiedliwości RPA”. – Dla nas najważniejsze było to, aby nasza rodaczka wróciła do Polski zdrowa i bezpieczna – podkreślił.

Ciarka nie chciał podać szczegółów operacji. – Nigdy nie ujawniamy, jak wygląda kuchnia operacyjna. Chodzi o to, żeby nie pokazać procedur działania policjantów – wyjaśnił. Pytany, czy policjanci CBŚP brali udział w uwolnieniu Polki, Ciarka odpowiedział: – Nie możemy tego ujawnić. Ci policjanci jeszcze przebywają na terenie RPA. W najbliższym czasie powrócą do Polski.

- Od wielu lat polska policja kładzie przede wszystkim nacisk, aby najpierw odzyskać osobę porwaną. By wkraczać w niektóre miejsca, dokonywać czynności w tym momencie, kiedy wiemy, że obywatel, którego porwano, jest bezpieczny, tak, aby nie narażać jego zdrowia i życia. To muszą być bardzo dobrze przemyślane decyzje, bo błędna decyzja może narazić życie porwanej osoby – dodał rzecznik prasowy KGP.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »