Polacy zatrzymani na Białorusi wyszli na wolność

Kacper Sienicki, trzeci z zatrzymanych na Białorusi Polaków, wyszedł w czwartek wieczorem na wolność z aresztu w Żodzino – potwierdziły źródła dyplomatyczne w Mińsku. Polak został zatrzymany w stolicy Białorusi 9 sierpnia w związku z powyborczymi protestami w tym kraju. – Czuję się w miarę dobrze, jestem tylko bardzo zmęczony – powiedział Sienicki po wyjściu z aresztu.

Mężczyzna został zatrzymany razem z innym Polakiem Witoldem Dobrowolskim. On również został wypuszczony z aresztu. Kacper jest absolwentem Studiów Europy Wschodniej. Jak przekazała jego matka Aneta Sienicka, 24-latek pojechał do Mińska, by wesprzeć tam swoich przyjaciół.

– Poleciał do Mińska z kolegą, który wrócił do kraju wcześniej. Z Kacprem został na miejscu inny znajomy, absolwent tego samego kierunku studiów. Wiem, że aresztowano ich. Poinformowała mnie o tym nieoficjalnie ambasada, która otrzymała tę wiadomość od świadka, który widział tę sytuację na komisariacie w Mińsku – mówiła Aneta Sienicka, który od kilku dni poszukiwała syna.

Ostatnia wiadomość od Kacpra przyszła w poniedziałek ok. godz. 18:00. – Po tym kontakt się urwał. Już wcześniej dawał mi znać, że są problemy (z łącznością – red.). Nie spałam tej nocy. Myślałam: nie ma z nim kontaktu, ale na pewno wróci. Około 19:00 we wtorek miał lądować jego samolot – wyjaśniała matka 24-latka.

„Był bity”

W czwartek Aneta Sienicka poinformowała, że udało się zlokalizować jej syna. – Mój syn i jego kolega zostali aresztowani. Prawdopodobnie są w areszcie w Żodzinie pod Mińskiem – powiedziała w rozmowie z polsatnews.pl. Jak dodała, na miejscu jest konsul, który próbuje zorganizować transport zatrzymanych do Polski. Informacje te przekazał kobiecie jej pełnomocnik, który pozostaje w kontakcie z konsulem.

24-latek wyszedł z aresztu w czwartek wieczorem – potwierdziły źródła dyplomatyczne w Mińsku.

– Był bity, ale nie chciał o tym za wiele rozmawiać. Mówił, że jest ok – powiedziała w rozmowie z Polsat News matka 24-latka.

Jak dodała, jej syn jest w drodze do ambasady, pod opieką służb konsularnych. W piątek ma wrócić do Polski.

– On i kolega zostali zgarnięci z ulicy, bez powodu. Po prostu sobie szli – powiedziała Aneta Sienicka. Jak dodała, odczuła teraz olbrzymią ulgę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chiny: Skazany za morderstwo uniewinniony po 27 latach

Zhang Yuhuan został uniewinniony i wyszedł na wolność po 27 latach więzienia. Mężczyzna, który odbywał karę w chińskiej prowincji Jiangxi, utrzymywał, że był torturowany przez policję i został zmuszony do przyznania się do zamordowania dwóch chłopców w 1993 r. – podał w środę serwis BBC News. Zhang w więzieniu spędził 9778 dni.

Prokuratorzy stwierdzili, że jego zeznania były niespójne i nie pasowały do popełnionego przestępstwa. Mężczyzna wyszedł na wolność po tym, jak sąd stwierdził, że nie ma wystarczających dowodów, aby uzasadnić jego skazanie. Na nagraniach opublikowanych przez chińskie media widać Zhanga po zwolnieniu z więzienia we wtorek witającego się ze swoją 83-letnią matką i byłą żoną.

Będzie domagał się odszkodowania

Była żona, Song Xiaonyu, miała z nim dwóch synów. Para 11 lat temu rozwiodła się, Song ponownie wyszła za mąż, ale pomagała byłemu mężowi w jego apelacji. Zhang został poinformowany przez sąd, że przysługuje mu odszkodowanie za niesłuszne skazanie. – Będę negocjować dokładną kwotę odszkodowania z moim klientem – powiedział w rozmowie z dziennikiem „China Daily” prawnik Zhanga Wang Fei.

W październiku 1993 r. w zbiorniku wodnym w wiosce w prowincji Jiangxi odkryto ciała dwóch chłopców. Zhang był sąsiadem ofiar, został zidentyfikowany jako podejrzany i zatrzymany. W styczniu 1995 r. sąd w Nanchangu uznał go za winnego i skazał na śmierć, ale zezwolił na zamianę kary na dożywocie po odbyciu dwóch lat kary więzienia.

Był torturowany podczas przesłuchań

Zhang cały czas utrzymywał, że był torturowany przez policję podczas przesłuchań i jest niewinny. W marcu 2019 r. Sąd Najwyższy zgodził się na ponowne rozpatrzenie sprawy. Prokuratorzy zalecili uniewinnienie Zhanga na podstawie niewystarczających dowodów.

Zabójca dwóch chłopców pozostaje nieznany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zażalenie na tymczasowe aresztowanie Sławomira Nowaka

Złożyliśmy zażalenie na tymczasowe aresztowanie ws. Sławomira Nowaka – poinformował w środę adwokat Antoni Kania-Sieniawski, obrońca byłego ministra transportu podejrzanego m.in. o korupcję w związku z przetargami drogowymi na Ukrainie.

Decyzję o zastosowaniu aresztu tymczasowego na okres trzech miesięcy wobec Nowaka i innego podejrzanego w tej sprawie biznesmena Jacka P. warszawski sąd rejonowy podjął w ubiegłą środę. Wobec Dariusza Z., b. dowódcy „Gromu” zastosowano wówczas areszt warunkowy; jeśli wpłaci on 1 mln zł poręczenia majątkowego, wyjdzie na wolność.

„Zachowując 7 dniowy termin w sprawie Sławomira Nowaka złożyliśmy zażalenie na tymczasowe aresztowanie. Teraz czekamy na termin posiedzenia sądu” – poinformował w środę na Twitterze Antoni Kania-Sieniawski.

Zgodnie z przepisami Sąd Okręgowy w Warszawie ma teraz siedem dni na rozpatrzenie tego zażalenia.

Podejrzenie korupcji

Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor Sławomir Nowak został zatrzymany w ubiegły poniedziałek w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano Dariusza Z. i Jacka P.

Po złożeniu wyjaśnień w prokuraturze Nowak usłyszał zarzut kierowania w okresie od października 2016 r. do września 2019 r. zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji. Były polityk jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. W efekcie tych przestępstw miał uzyskać 1,3 mln zł.

Zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej

Dariuszowi Z. i Jackowi P. postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy oraz przyjmowania korzyści majątkowych. Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest równolegle przez CBA i Prokuraturę Okręgową w Warszawie, a także Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną w Kijowie oraz Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy. W sprawie toczą się odrębne śledztwa w Polsce i na Ukrainie, a dowodami wymienia się i działania koordynuje specjalnie w tym celu powołany zespół śledczych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hiszpański dziennik „El Mundo”: Groźni dżihadyści opuszczają więzienia

Hiszpański dziennik „El Mundo” poinformował w piątek, że ponad 20 dżihadystów opuści do końca grudnia hiszpańskie więzienia. Część z nich wyjdzie na wolność w ramach zwolnienia warunkowego, pozostali skończą w tym czasie odsiadywanie wyroku – przekazał madrycki dziennik.

Wydawana w Madrycie gazeta „El Mundo” ujawniła, że ponad 20 groźnych dżihadystów do końca grudnia opuści hiszpańskie więzienia na podstawie obowiązujących od 2014 roku przepisów służby więziennej o warunkowym zwolnieniu. Osoby opuszczające więzienie w tym trybie mają być nadzorowane na wolności. „El Mundo” szacuje, że tylko pomiędzy styczniem a czerwcem areszt opuściło 15 dżihadystów – wśród nich osoby, które odsiadywały wyroki między innymi za próby przeprowadzenia zamachu terrorystycznego, werbowanie dżihadystów, a nawet za morderstwo.

„W sumie do 2025 roku na wolność wyjdzie z hiszpańskich zakładów karnych 75 dżihadystów” – napisał dziennik, wskazując, że niektórzy z nich to byli członkowie tak zwanego Państwa Islamskiego lub Al-Kaidy. „El Mundo” odnotował, że wśród osadzonych w hiszpańskich więzieniach setek radykalnych muzułmanów warunki do objęcia programem resocjalizacji spełnia zaledwie 14 osób. Dziennik wskazuje, że zakłady karne sprzyjają utrwalaniu się zradykalizowanych postaw.

„Wprawdzie więzienia w Hiszpanii nie są głównym miejscem werbowania dżihadystów, ale zradykalizowani muzułmanie zazwyczaj podtrzymują tam swoje przekonania” – napisał „El Mundo”. Według prokuratury generalnej w Madrycie po 2017 roku w Hiszpanii znacząco wzrosła liczba osób skazywanych z powodu popularyzowania dżihadyzmu, werbowania radykalnych wyznawców islamu oraz prób przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. Rekordowy pod względem liczby skazanych za takie przestępstwa osób był rok 2018, kiedy to kary pozbawienia wolności orzeczono wobec 73 osób.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Pedofil znów chce wyjść na wolność. Domaga się krótszej odsiadki

Jacek P. (54 l.) z Hrubieszowa domaga się od sądu krótszej odsiadki. Zwyrodnialec siedział za gwałt i morderstwo na 17-letniej dziewczynce, a gdy wyszedł, wykorzystał 10-letnie dziecko…

Bestialskie zgwałcenie i zamordowanie 17-letniej uczennicy wstrząsnął Polską w 1988 roku. Bestia z Hrubieszowa (woj lubelskie) została skazana na 25 lat więzienia i po odsiedzeniu wyroku wyszła na wolność. Niestety ćwierć wieku w więzieniu nie odmieniło plugawej natury zbrodniarza. Na wolności Jacek P. związał się z kobietą i prowadził pozornie normalne życie. Tylko przypadek sprawił, że światło dzienne ujrzała jego kolejna plugawa tajemnica.

Mężczyzna zgubił telefon i wtedy wszystko się wydało. Osoby, które go znalazły, odkryły w nim filmy, na których mężczyzna gwałci dziecko. Funkcjonariusze szybko ustalili, że tym obleśnym pedofilem jest Jacek P. Okazało się, że zboczeniec wykorzystał córkę swoich znajomych, która miała wówczas 10 lat. Recydywista stanął przed Sądem Rejonowym w Hrubieszowie i znów został skazany na ćwierć wieku. Jednak Jacek P. nie zgadza się z wyrokiem i chce jego zmiany. Chce wyjść jak najszybciej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Domniemany porywacz Madeleine McCann wyjdzie na wolność?

Christian B., główny podejrzewany ws. zaginięcia Madeleine McCann, może wyjść na wolność – wynika z informacji mediów. Mężczyzna odbył dwie trzecie wyroku skazującego za handel narkotykami i będzie ubiegał się o zwolnienie warunkowe.

B. przebywa aktualnie w więzieniu w Kolonii. Odbywa wyrok 21 miesięcy pozbawienia wolności za handel narkotykami i 7 lat pozbawienia wolności za gwałt na 72-letniej Amerykance w portugalskim Praia da Luz – tej samej miejscowości, w której zaginęła Madeleine McCann.

„Daily Mail” dotarł do informacji, z której wynika, że osadzony złożył nowy wniosek o zwolnienie warunkowe. Argumentuje w nim, że 6 czerwca odbył już 2/3 swojej kary za handel narkotykami. W przypadku przychylenia się do wniosku przez sąd federalny w Karlsruhe, mężczyzna będzie mógł wyjść na wolność.

Oczekiwanie na apelację

Choć Christian B. dodatkowo został skazany za gwałt na siedem lat pozbawienia wolności w grudniu 2019 r., to złożył apelację od wyroku. Zapisy niemieckiego prawa stanowią, że w przypadku jej złożenia, wyrok nie może zostać egzekwowany, aż do jej rozpatrzenia.

Śledczy obawiają się, że mężczyzna skorzysta z chwilowej „wolności” i ucieknie do kraju, z którym Niemcy nie mają podpisanej umowy ekstradycyjnej. Jednak Hans Wolters, niemiecki prokurator z Brunszwiku, zajmujący się sprawą zaginięcia Madeleine zapewnia, że gdy podejrzewany tylko wyjdzie z więzienia, „natychmiast zostanie aresztowany”.

– Zostanie zatrzymany na podstawie nakazu aresztowania wydanego przez służby w Brunszwiku. Sprawa dotyczy gwałtu na starszej kobiecie – przekazał prokurator w rozmowie z „Mirror”.

„Daily Mail” przypomina, że Christian B. ma bogatą kartotekę. Jako nastolatek został skazany za molestowanie 6-letniej dziewczynki. Gdy w wieku 19 lat wyszedł na wolność uciekł za granicę. W różnych europejskich krajach miał dopuszczać się licznych kradzieży, włamań i napaści seksualnych.

„Dziewczynka nie żyje”

Madeleine McCann zniknęła 3 maja 2007 roku z wakacyjnego apartamentu w portugalskiej miejscowości Praia da Luz, gdy jej rodzice udali się do restauracji na kolację. Śledczy zakładali, że dziewczynkę porwano. Przez pewien czas nie wykluczano nawet, że sprawcami byli jej rodzice.

Przełom nastąpił w ostatnich tygodniach. Niemieckie służby uważają, że uprowadzenia dziewczynki dokonał Christian B. Na trop mężczyzny śledczy wpadli po odnalezieniu dwóch należących do niego samochodów – osobowego oraz kampera. Oba auta były widziane w Praia da Luz w czasie, kiedy porwano Maddie. Mężczyzna mieszkał tam przez 12 lat. Okradał domy wczasowe i handlował narkotykami.

Prokuratorzy niemieccy uważają, że dziewczynka nie żyje. – Według wszystkich informacji, które dostaliśmy, dziewczynka nie żyje. Nie mamy żadnych wskazówek, by było inaczej. Mamy rzeczy, o których nie możemy powiedzieć, wskazujące, że Madeleine nie żyje, nawet jeśli muszę przyznać, że nie mamy ciała – powiedział w zeszłym tygodniu prokurator Wolters stacji Sky News.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

„Hoss” może wyjść z aresztu. Musi zapłacić kaucję

Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał we wtorek w mocy postanowienie o stosowaniu aresztu wobec Arkadiusza Ł. ps. Hoss, nazywanego „królem mafii wnuczkowej”. Sąd wskazał jednak, że jeżeli do 29 maja wpłaci on 500 tys. zł poręczenia majątkowego – zostanie objęty dozorem policyjnym. We wtorek Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpatrywał zażalenie obrońców Hossa na stosowanie wobec niego tymczasowego aresztowania. Jak poinformowała rzeczniczka prasowa Sądu Apelacyjnego w Poznaniu sędzia Elżbieta Fijałkowska, „sąd utrzymał w mocy postanowienie o tymczasowym aresztowaniu”.

– Natomiast sąd uznał, że jeśli do 29 maja zostanie wpłacone poręczenie majątkowe w łącznej kwocie 500 tys. zł, to będzie (zastosowany – red.), dozór policyjny, związany z obowiązkiem zgłaszania się oskarżonego trzy razy w tygodniu, oraz dodatkowo zakaz opuszczania Poznania, w którym mieszka na stałe, oraz zakaz opuszczania kraju” – powiedziała Fijałkowska.

Proces trwał ponad dwa lata

Arkadiusz Ł. ps. Hoss został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na 7 lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet. Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych „Hoss” zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawnienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

„Hoss” zniknął

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez prokuraturę w Warszawie. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie Hossa.

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Złapali go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu.

18 marca poznański SO umorzył postępowanie wobec Arkadiusza Ł. Sąd uznał, że czyny, jakie mu zarzucono obejmują okres, za który został skazany przez SO w Poznaniu we wrześniu ub. roku. Przyjęto koncepcję czynu ciągłego, czyli w tym przypadku oszustwa popełnionego w jednym czasie. Sąd uznał je za jeden czyn, ponieważ nowy akt oskarżenia wobec „Hossa” obejmuje takie same zachowania, popełnione taką samą metodą, jak te, za które został osądzony. W związku z tym sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu.

Zatrzymano go 10 kwietnia

20 marca Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do Sądu Okręgowego w Poznaniu wniosek o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. tzw. aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku. Zdaniem prokuratury istnieje duże prawdopodobieństwo, że w postępowaniu apelacyjnym wyrok 7 lat więzienia dla Arkadiusza Ł. zostanie utrzymany. Wskazano również na obawę, że oskarżony będzie ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Sąd uwzględnił wniosek prokuratury i wydał decyzję o aresztowaniu „Hossa” na sześć miesięcy.

25 marca poznański Sąd Okręgowy wydał list gończy za Arkadiuszem Ł. po tym, jak policja poinformowała, iż nie zastała go pod wskazanym adresem, gdzie miał przebywać.

„Hoss” został zatrzymany 10 kwietnia w Warszawie przez poznańskich policjantów z Zespołu Poszukiwań Celowych – to tzw. Łowcy Głów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były szef sztabu wyborczego prezydenta USA Paul Manafort wyszedł z więzienia. Ale nie na wolność

Były szef sztabu wyborczego prezydenta USA Donalda Trumpa Paul Manafort, skazany w marcu zeszłego roku na 7,5 roku pozbawienia wolności, został wypuszczony z więzienia i resztę kary odbędzie w areszcie domowym. 71-letni Manafort został zwolniony z więzienia na wniosek jego prawników, którzy argumentowali, iż podeszły wiek osadzonego i jego wcześniejsze schorzenia stwarzają podwyższone ryzyko zakażenia koronawirusem i niebezpiecznych komplikacji mogących z tego wyniknąć. Przypomnieli, że ich podopieczny w grudniu zeszłego roku był hospitalizowany z powodu problemów z sercem.

Manafort obywał karę w FCI Loretto w Pensylwanii, więzieniu o niskim poziomie bezpieczeństwa, które powstało w 1985 roku. Większość tam osadzonych odsiaduje wyroki związane z handlem narkotykami.

Agencja AP zauważa, że zwolnienie Manaforta było poprzedzone wystąpieniami niektórych kongresmenów, którzy od tygodni żądają od ministerstwa sprawiedliwości USA uwolnienia więźniów, zagrożonych zakażeniem koronawirusem. Podkreślany jest fakt, że wytyczne dotyczące zdrowia publicznego, zawierające nakaz społecznego dystansu, są niemożliwe do realizacji w więzieniach.

Według oficjalnych danych w USA 2 818 więźniów i 262 członków personelu więziennego miało do tej pory pozytywne wyniki testów na obecność koronawirusa w więzieniach federalnych w całym kraju. Zmarło 50 więźniów. 2 600 osadzonych zostało przeniesionych do aresztu domowego, a kolejnych 1 200 oczekuje na taką decyzję.

8 marca 2019 roku sąd w Alexandrii w stanie Wirginia skazał Manaforta na prawie cztery lata więzienia za przestępstwa finansowe, oszustwa podatkowe i bankowe związane z jego pracą na Ukrainie. Jeszcze w tym samym miesiącu sąd w Waszyngtonie skazał go na dodatkowe 43 miesiące pozbawienia wolności m.in. za utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości.

Proces w Waszyngtonie był w znacznej mierze skoncentrowany na działalności Manaforta w latach 2010-2014, kiedy był on politycznym konsultantem Partii Regionów ówczesnego prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Manafort był też oskarżony o próbę wpływania na zeznania świadków, udostępnianie danych pochodzących ze sztabu wyborczego Trumpa powiązanemu z rosyjskim wywiadem Konstantinowi Kilimnikowi, który był partnerem biznesowym Manaforta.

Postępowanie wobec byłego szefa sztabu Trumpa, który był wpływowym działaczem Partii Republikańskiej, wszczęto z rekomendacji specjalnego prokuratora Roberta Muellera, prowadzącego śledztwo w sprawie Russiagate.

We wrześniu 2018 roku Manafort przyznał się do zarzutu udziału w spisku przeciw USA oraz spisku mającym utrudnić działanie wymiaru sprawiedliwości w ramach układu z zespołem Muellera, który zawarł w nadziei na złagodzenie wyroku. Wkrótce jednak prokurator specjalny oskarżył go o składanie fałszywych zeznań.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Afganistan: Półtora tysiąca talibów opuści więzienia

Prezydent Afganistanu Aszraf Ghani podpisał dekret, na mocy którego półtora tysiąca przebywających w więzieniach talibów zostanie wypuszczonych na wolność. Proces ich zwalniania rozpocznie się w ciągu czterech dni.

– Prezydent Ghani podpisał dekret, który ułatwi wypuszczanie talibskich więźniów zgodnie z przyjętym ramowym porozumieniem dotyczącym rozpoczęcia negocjacji między talibami i afgańskim rządem – poinformował rzecznik Ghaniego Sedik Sedikki.

Przywódcy talibów oświadczyli wcześniej, że są gotowi wypełnić swoje zobowiązanie i przekazać stronie rządowej ponad tysiąc żołnierzy. Dekret Ghaniego ma utorować drogę do tak zwanych rozmów wewnątrzafgańskich, czyli bezpośrednich rozmów władz centralnych w Kabulu z talibami.

Efekt porozumienia

Wymiana więźniów jest częścią porozumienia zawartego pod koniec lutego przez USA i talibów w sprawie wycofania z Afganistanu sił międzynarodowych dowodzonych przez USA po 18 latach wojny. Talibowie domagali się uwolnienia swoich bojowników w ramach środków budowy zaufania.

Ghani, który w poniedziałek został zaprzysiężony na drugą kadencję, odmawiał wcześniej spełnienia żądania talibów w sprawie uwolnienia ich bojowników.

29 lutego w stolicy Kataru Dausze USA i talibowie podpisali porozumienie, określające warunki wycofania z Afganistanu wojsk amerykańskich i zniesienia sankcji nałożonych przez Waszyngton na przedstawicieli dowództwa talibów.

Zgodnie z umową USA zobowiązały się do zmniejszenia liczby swoich żołnierzy w Afganistanie do 8,6 tysiąca z 13 tysięcy w ciągu 135 dni od podpisania porozumienia. Całkowite wycofanie wszystkich sił USA i sił koalicyjnych ma nastąpić w ciągu 14 miesięcy, jeśli talibowie wywiążą się ze swoich obietnic, między innymi zapobiegania międzynarodowemu terroryzmowi islamskiemu i zwalczania go.

Porozumienie przewiduje również uwolnienie pięciu tysięcy talibskich więźniów, zatrzymanych przez wojska koalicji międzynarodowej i afgańskie siły rządowe, oraz około około jeńców, którzy dostali się w ręce talibów.
Źródło info i foto: TVP.info

Wielka Brytania zaostrza kary za terroryzm

Rząd brytyjski opracował ustawę zapobiegającą przedwczesnemu wypuszczeniu na wolność przestępców odbywających kary za terroryzm. Jest to spowodowane zamachami, do których doszło w Londynie w ostatnich miesiącach. Jeśli Izba Lordów pozytywnie zaopiniuje nowe przepisy, to wejdą one w życie 27 lutego – w przeddzień ewentualnego zwolnienia Mohammeda Zahira Khana, skazanego za podżeganie do terroryzmu i który może opuścić więzienie w połowie wyroku.

Procedowana obecnie ustawa ma powstrzymać przedwczesne zwolnienie około 50 dżihadystów, będących zagrożeniem dla społeczeństwa, którzy jednak nie zasłużyli na dożywotnie więzienie. Zgodnie z propozycją rządu, będą oni mogli ubiegać się o warunkowe zwolnienie po odbyciu co najmniej dwóch trzecich kary, a nie – jak było do tej pory – w połowie wyroku. Obowiązujące prawo, uchwalone w 2008 r. pod rządami Partii Pracy, dotyczy skazanych w wieku 18-21 lat.

Terroryści, którzy w ostatnich miesiącach dokonali zamachów w Londynie, to osoby, które skorzystały ze zwolnień warunkowych. Przekonali oni władze, że nie stanowią już zagrożenia dla społeczeństwa. Są to: Amman, który zabił na początku lutego dwie osoby po 10 dniach przebywania na wolności i Usman Khan, który w listopadzie 2019 r. zabił dwie osoby i trzy ranił podczas konferencji dotyczącej resocjalizacji więźniów.

Chodziło o program „Uczymy się razem”, który polega na tym, iż student i więzień uczą się wspólnie. Odsiadując wyrok, zamachowiec był jednym z uczestników tego programu – zabił koordynatora tego projektu i studentkę, która brała w nim udział.

Obaj przestępcy byli monitorowani przez policję, przy czym kontrwywiad ocenił 20-letniego Ammana, na pięć dni przed zamachem, jako jednego z pięciu najgroźniejszych terrorystów w Wielkiej Brytanii. Resort Sprawiedliwości podał, że na wolności przebywa obecnie ponad 70 dżihadystów, którzy wyszli z więzień w połowie wyroku.
Źródło info i foto: TVP.info