18. rocznica ataków na World Trade Center

Cztery porwane samoloty, 19 gotowych na śmierć terrorystów, dwa zrównane z ziemią wieżowce WTC – symbole Nowego Jorku i potęgi gospodarczej USA – tyle było trzeba, aby 11 września 2001 r. pogrążyć Amerykę w chaosie. W środę mija 18. rocznica zamachów. Osiem miesięcy po dojściu do władzy ówczesnego prezydenta USA George’a W. Busha, rankiem 11 września 2001 roku, wraz z 110-piętrowymi nowojorskimi drapaczami chmur legło w gruzach przekonanie Amerykanów o niezwyciężonej potędze ich kraju, a także bezpieczeństwie i nietykalności terytorium USA.

Najpierw, o godz. 8:46 (godz. 14:46 w Polsce) Boeing 767 uderzył w północną wieżę World Trade Center. Na jego pokładzie były wraz z porywaczami 92 osoby. Po siedemnastu minutach w południową wieżę trafił drugi boeing 767, którym leciało 65 osób.

O godz. 9:43 w Waszyngtonie na Pentagon spadł Boeing 757 z 64 osobami na pokładzie. Pół godziny później na polach pod Pittsburghiem w Pensylwanii roztrzaskała się kolejna taka maszyna. Zginęły 44 osoby, w tym czwórka terrorystów.

Zamknięto wszystkie lotniska, ewakuowano tysiące osób

Na chwilę przed katastrofą na pokładzie wybuchła walka między porywaczami a pasażerami próbującymi odbić samolot. Prawdopodobnie tylko dzięki ich odwadze ocalał Biały Dom albo Kapitol – któryś z tych waszyngtońskich gmachów miał być czwartym celem zamachów.

Prezydenta Busha poinformowano o tragedii podczas wizyty w jednej ze szkół na Florydzie. – Najwyraźniej chodzi o zamach terrorystyczny – oświadczył dwa kwadranse po tym, gdy w WTC uderzył pierwszy samolot.

Gdy telewidzowie z przerażeniem oglądali relację na żywo z miejsc tragedii, władze szybko podjęły stanowcze działania. Zamknęły przestrzeń powietrzną nad USA i wszystkie porty lotnicze. W Waszyngtonie i Nowym Jorku, a także w innych amerykańskich miastach zarządziły ewakuację ludzi z gmachów publicznych.

Jednym z ewakuowanych gmachów był Biały Dom. Żonę i córkę prezydenta – jak zapewniały władze – przewieziono w „bezpieczne” i trzymane w tajemnicy miejsce. Wiceprezydent Dick Cheney przeniósł się do schronu.

Chaotyczna akcja ratunkowa, dramat w walących się wieżowcach

Prezydent Bush podróżował wtedy nad Stanami Zjednoczonymi samolotem Air Force One wyposażonym w doskonałe środki łączności i dowodzenia. Z Florydy poleciał do bazy wojskowej w Luizjanie, a potem do Nebraski. Dopiero wieczorem wrócił do Białego Domu.

Tymczasem wokół World Trade Center trwała akcja ratownicza. Rozmiary tragedii przerosły jednak strażaków i były momenty, kiedy akcją nikt nie dowodził. Wskutek fatalnej łączności i panującego chaosu setki strażaków zginęły, gdy obie wieże – w odstępie dwudziestu trzech minut – runęły.

Zanim do tego doszło, na górnych piętrach potężnych budowli rozegrał się dramat. Powyżej miejsc, gdzie uderzyły samoloty, zostały uwięzione setki pracowników mieszczących się tam biur. Tylko kilkunastu ocaliło życie, odnajdując w porę schody ewakuacyjne.

Inni szukali nadziei i wychodzili na dach licząc, że na ratunek przylecą helikoptery. Z powodu dymu i wysokiej temperatury nie było to jednak możliwe. Widząc swoje beznadziejne położenie, niektórzy rzucali się z okien w kilkusetmetrową przepaść.

Burmistrz Nowego Jorku zachował zimną krew

Po zawaleniu się wież na Manhattan spadł deszcz gruzu, szkła i metalu, a w powietrzu długo jeszcze unosiła się chmura pyłu. Mimo to na ulicach było mnóstwo ludzi – wokół zgliszczy WTC kłębił się tłum rannych, ale szczęśliwych, że udało im się ujść z życiem. Przybiegali nowojorczycy, którzy chcieli dowiedzieć się o los swoich bliskich pracujących w biurowcach.

Ogromna ludzka fala w panice kierowała się na północ miasta, uciekając jak najdalej od miejsca, gdzie wcześniej wznosiły się szklano-metalowe wieże. Ulicami wszędzie mknęły karetki na sygnale, a także samochody straży pożarnej z tych oddalonych od Manhattanu oddziałów, których wcześniej nie włączono do akcji.

Burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani uspokajał nowojorczyków, prosząc ich o pozostanie w domach, a mieszkającym i zatrudnionym na południowym Manhattanie, każąc czekać na zorganizowaną ewakuację. W najgorszych chwilach zachował zimną krew i zdolność do podejmowania szybkich decyzji.

Chaos panował także 300 kilometrów na południe od Nowego Jorku, w Waszyngtonie. Media informowały o pożarze, który rzekomo wybuchł w pobliżu Białego Domu, o eksplozji samochodu pułapki gdzieś koło Departamentu Stanu, a nawet o zaatakowaniu letniej rezydencji szefa państwa w Camp David. Wszystkie te doniesienia szybko zdementowano.

Zginęło niemal 2,8 tys. osób

Ewakuacja gmachów rządowych spowodowała w stolicy gigantyczne korki. Wszędzie było pełno urzędników, którzy wyszli z biur. Dopiero po południu ruch się uspokoił, a miasto, z zamkniętymi sklepami i urzędami oraz wyludnionymi ulicami, sprawiało wrażenie wymarłego.

Pod wieczór w miastach amerykańskich, a także w wielu krajach w pobliżu amerykańskich ambasad poruszeni tragedią ludzie spontanicznie zapalali świeczki i składali kwiaty w hołdzie ofiarom zamachów. W Nowym Jorku czuć było swąd spalonych szczątków WTC. Obłok popiołów i dymu, unoszący się nad miastem, widać było z odległości 50 kilometrów.

Liczba ofiar zamachów na WTC – łącznie z tymi, którzy zmarli później w wyniku chorób i obrażeń – jest oficjalnie szacowana na 2753. Zwłok niektórych ofiar nie udało się odnaleźć, więc 26 osób uważa się za zaginione. Śmiertelnych ofiar wszystkich zamachów było blisko 3 tys., a rannych – ponad dwukrotnie więcej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

„Amerykański talib” na wolności. Wciąż „wierzy w dżihad”

John Walker Lindh, nazywany „amerykańskim talibem”, wyszedł w czwartek na wolność – podaje Reuters. Mężczyzna, walczący po stronie afgańskich terrorystów został skazany na 20 lat więzienia kilka miesięcy po atakach na World Trade Center w 2001 roku. Zakład karny opuszcza trzy lata przed końcem wyroku. John Walker Lindh opuścił w czwartek mury więzienia federalnego w Terre Haute w stanie Indiana, gdzie trafił 17 lat temu. Był pierwszym Amerykaninem, skazanym w ramach globalnej wojny z terroryzmem, wypowiedzianej przez Georga W. Busha po atakach z 11 września 2001 roku. Teraz ponownie trafi do amerykańskiego społeczeństwa. Jak podaje NPR, wyrok Lindha został zmniejszony ze względu na jego dobre sprawowanie.

Jego wolność będzie jednak mocno ograniczona: będzie potrzebował zgody na korzystanie z internetu, znajdzie się pod ścisłą obserwacją i nie będzie mógł podróżować. Jak przekazał jego prawnik, mężczyzna będzie mieszkać w Wirginii, zgodnie z poleceniem swojego kuratora sądowego. Lindh zapowiedział jednak, że chce przeprowadzić się do Irlandii. Oprócz amerykańskiego ma także irlandzkie obywatelstwo.

„Jest w tym coś głęboko niepokojącego”

Wiele wskazuje na to, że Lindh wciąż pozostaje radykalnym islamistą. Pojawiają się doniesienia, że w czasie swojego pobytu w więzieniu sympatyzował z tak zwanym Państwem Islamskim. W jednym z wywiadów telewizyjnych zapowiedział, że po wyjściu na wolność nadal będzie szerzył przesłanie radykalnego islamu. Jak wynika z tajnych rządowych dokumentów, opublikowanych przez magazyn Foreign Policy, jeszcze w 2016 roku władze USA określały Lindha jako posiadającego „ekstremistyczne poglądy”. Uwolnienie amerykańskiego taliba wprawiło w duże zdziwienie sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, który fakt ten nazwał „niewytłumaczalnym i niezrozumiałym”. – Z tego, co wiem, on wciąż grozi Stanom Zjednoczonym i nadal wierzy w dżihad. Jest w tym coś głęboko niepokojącego i złego – powiedział szef amerykańskiej dyplomacji w telewizji Fox News.

Amerykanin, który został talibem

John Walker Lindh wychował się w San Francisco. Pochodzi z katolickiej rodziny, ale w wieku 16 lat przyjął islam. Rok później wyjechał ze Stanów Zjednoczonych do Jemenu studiować arabistykę. Stamtąd udał się do Pakistanu, gdzie dostał się w szeregi ekstremistycznego islamskiego ugrupowania. Zradykalizowany wyjechał następnie do Afganistanu. Tam jako talibski ochotnik zgłosił się do obozu szkoleniowego Al-Kaidy.

W szeregach terrorystów zajmował się głównie studiowaniem map i specjalizował w materiałach wybuchowych. Walczył na pierwszej linii frontu po stronie talibów. Spotkał się nawet osobiście z samym Osamą bin Ladenem. Po atakach na World Trade Center z 11 września 2001 roku, Waszyngton rozpoczął globalną wojnę z terroryzmem. Miesiąc po tym, jak samoloty uderzyły w nowojorskie wieże rozpoczęła się amerykańska interwencja w Afganistanie. Walczący z bronią w ręku po stronie talibów Lindh został schwytany przez amerykańskich żołnierzy na północy kraju w listopadzie 2001 roku. Był wówczas ranny. Mężczyzna przyznał się do walki po stronie talibów. Zaznaczył jednak, że nigdy nie miał zamiaru „walczyć z Ameryką” i zaprzeczał, że należał do siatki terrorystycznej odpowiedzialnej za zamach na WTC. Przekonywał też, że dżihad nie musi wiązać się z „antyamerykanizmem”.

W 2002 roku Lindh stanął przed amerykańskim sądem cywilnym. Oskarżono go o udział w spiskach terrorystycznych w celu mordowania Amerykanów, popieranie Al-Kaidy oraz reżimu talibów i inne mniejsze przestępstwa. Groziła mu kara dożywotniego więzienia. Lindh poszedł na układ z prokuraturą i przyznał się przed sądem federalnym w Alexandrii (Wirginia), że „od sierpnia do grudnia 2001 roku oddawał usługi talibom” i „dokonywał przestępstw, nosząc broń i dwa granaty”. Zgodził się na karę 20 lat więzienia, dzięki czemu uniknął dożywotniego więzienia i procesu. Trafił do więzienia o średnim rygorze w stanie Indiana, które w czwartek opuścił.

Pompeo: Lindh był zamieszany w śmierć agenta CIA

Po informacjach o uwolnieniu Lindha sekretarz stanu Mike Pompeo przypomniał, że po aresztowaniu został on osadzony w więzieniu w Mazar-i-Szarif w północnym Afganistanie i tam 25 listopada 2001 roku był przesłuchiwany przez agenta CIA Johnny’ego Micheala Spanna. Jeszcze tego samego dnia w tym zakładzie karnym więźniowie wywołali zamieszki, w których Spann zginął, stając się pierwszym Amerykaninem, zabitym w walce po inwazji USA na Afganistan w 2001 roku. – Byłem wtedy szefem CIA. Johnny Micheal Spann był jednym z nas, niesamowicie uczciwym i odważnym człowiekiem. Teraz pozwalamy na uwolnienie z więzienia kogoś, kto był zamieszany w jego śmierć – mówił Pompeo. Dodał, że swoje zaniepokojenie wyraziło także kilku innych urzędników państwowych w USA.
Źródło info i foto: tvn24.pl

17 lat temu terroryści uderzyli w serce USA

11 września 2001 roku dwa uprowadzone samoloty pasażerskie z impetem wbiły się w nowojorskie wieże World Trade Center. Niecałą godzinę później Boeing 757 uderzył w Pentagon w Waszyngtonie. Terroryści z Al-Kaidy zabili tego dnia prawie 3 tys. osób, w tym sześciu Polaków. Zamach na WTC do dziś pozostaje najtragiczniejszym w historii.

Dziesiątki tysięcy nowojorczyków, który tego dnia spieszyło się do pracy, nie spodziewało się, że na ich oczach rozegra się jeden z największych dramatów w historii. O godzinie 8:46 Boeing 767 z 92. osobami na pokładzie wleciał w północną wieżę World Trade Center w Nowym Jorku. Kilkanaście minut później kolejny samolot Boeing 767 z 65. pasażerami uderzył w wieżę południową.

Uwięzieni pracownicy WTC próbowali wydostać się z płonącego budynku. Wiele osób w desperacji wyskakiwało z okien wieżowców. W akcji ratunkowej zginęło ponad 300 funkcjonariuszy straży pożarnej i policji. W ciągu pół godziny obie wieże runęły na ziemię, grzebiąc blisko 3 tys. osób.

Terroryści porwali jeszcze 2 samoloty. Pierwszy z nich z o godzinie 9:37 spadł na Pentagon w Waszyngtonie. Zginęło 64 pasażerów oraz 125 osób na ziemi. Drugi Boeing 767 rozbił się na polach Pensylwanii, około 15 minut od Waszyngtonu. Na pokładzie były 44 osoby, a pasażerowie podjęli próbę odbicia samolotu.

Zamach na WTC głęboko zapisał się w pamięci nie tylko Amerykanów, ale też wszystkich ludzi na świecie. Prezydent USA George W. Bush zainicjował wojnę z terroryzmem, a głównym celem stała się Al-Kaida z jej przywódcą Osamą Bin Ladenem. W wielu krajach wprowadzono ustawy antyterrorystyczne oraz zaostrzono środki bezpieczeństwa na lotniskach.
Źródło info i foto: Newsweek.pl

Po 17 latach zidentyfikowano kolejną ofiarę zamachu na WTC w Nowym Jorku

Minęło 17 lat od zamachów terrorystycznych na World Trade Center, jednak nadal część ofiar nie została zidentyfikowana. Po tylu latach udało się zidentyfikować szczątki Scotta Michaela Johnsona, analityka z banku w jednej z wież WTC.

Prawie 17 lat po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 udało się w Nowym Jorku zidentyfikować kolejną ofiarę.
Scott Michael Johnson został zidentyfikowany jako 1642 ofiara zamachów w Nowym Jorku. 26-letni wówczas Johnson pracował jako analityk w jednym z banków inwestycyjnych. Jego tożsamość potwierdził test DNA, przeprowadzony na szczątkach znalezionych w gruzach – poinformowała lekarka sądowa Barbara Sampson.

Prawie trzy tysiące ofiar

Zamachy z 11 września 2001 to najcięższe akty terroru w dotychczasowej historii terroryzmu. W serii czterech ataków przeprowadzonych na terenie Stanów Zjednoczonych za pomocą uprowadzonych samolotów pasażerskich zginęło prawie 3 tys. osób. Zamachowcy z Al-Kaidy skierowali samoloty na obiekty dwóch wież World Trade Center w Nowym Jorku i Pentagonu w Waszyngtonie. W przypadku czwartego samolotu atak nie powiódł się, maszyna rozbiła się w Pensylwanii. Ponad 1100 ofiar ataków w Nowym Jorku i tym samym ok. 40 proc. zabitych w World Trade Center nie zostało jeszcze zidentyfikowanych. Sampson powtórzyła jednak obietnicę daną w 2001 r. rodzinom ofiar, że zostanie ustalona tożsamość wszystkich zabitych. Ale proces ten przeciąga się. Ostatnia nowojorska ofiara przed Scottem Michaelem Johnsonem została zidentyfikowana w sierpniu 2017.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zamachowiec z Nowego Jorku zidentyfikowany

We wtorek tuż po godzinie 15. czasu lokalnego, w Nowym Jorku doszło do ataku terrorystycznego, już określanego jako największy od czasu World Trade Center w 2001 roku. Kierujący wypożyczonym pick-upem mężczyzna staranował rowerzystów i spacerujących jedną z najbardziej uczęszczanych ścieżek na Manhattanie, zabijając ośmioro z nich. Swój rajd zakończył po przejechaniu sześciu przecznic, kiedy uderzył w szkolny autobus. Wtedy wyszedł z auta, wymachując sztucznymi, ja się później okazało, pistoletami. Jeden z funkcjonariuszy postrzelił go w brzuch. Aktualnie jest już po operacji, a policja mogła go przesłuchać.

Napastnik to 29-letni obywatel Uzbekistanu, Sayfullo Habibullaevic Saipov. Do Stanów przybył w 2010 roku. Nie wiadomo, czy był to atak „samotnego wilka”, jednak jak donosi CNN, w samochodzie znaleziono napisany po angielsku list, w którym Saipov deklaruje, iż do zamachu doszło „w imieniu ISIS”. Dodajmy, że przywódcy tzw. Państwa Islamskiego wzywali do ataków w USA, szczególnie w halloweenowy wieczór.

Wśród ofiar znalazło się aż pięcioro obywateli Argentyny i jeden obywatel Belgii. Kilkanaście osób jest rannych.
Źródło info i foto: Pudelek.pl

Nowy Jork uczcił ofiary zamachów terrorystycznych z 2001 roku

W poniedziałek o godz. 8.46 dźwięki dzwonu obwieściły 16. rocznicę ataków terrorystycznych na World Trade Center w Nowym Jorku, gdy w bliźniaczy kompleks uderzył pierwszy z dwóch samolotów. 3,5-godzinna uroczystość zgromadziła tysiące ludzi.

W tym roku odbudowa kompleksu została już w dużej mierze zakończona. Nowy, główny gmach World Trade Center 1 – najwyższy budynek na zachodniej półkuli, mierzący 541 metrów wysokości – został oddany do użytku w 2014 roku, a umieszczone na jego szczycie obserwatorium – rok później. Otwarcie 80-piętrowego World Trade Center 3, z łącznie czterech zaplanowanych nowych wieżowców, zaplanowano na wiosnę przyszłego roku.

Powołując się na dane lokalnej organizacji Downtown Alliance, telewizja CBS podała, że w sąsiedztwie WTC mieszka obecnie 61 tys. osób, czyli trzy razy więcej niż w 2000 roku, co – jak podkreśla – pomaga przekształcić to miejsce w symbol odrodzenia.

Jak podkreślają komentatorzy, rocznicowe uroczystości nie mają charakteru publicznego, lecz prywatny. Uczestniczą w nich głównie ci, którzy ocaleli, a także krewni i przyjaciele ofiar tragedii z 11 września 2001 roku oraz ratownicy.

Tradycją stało się już odczytywanie w Strefie Zero nazwisk zabitych w atakach kobiet, mężczyzn i dzieci – zarówno tych, którzy zginęli w obydwu gmachach dawnego World Trade Center, jak i członków załogi i pasażerów porwanych przez terrorystów samolotów, które uderzyły w wieże. Wśród nazwisk ofiar wyczytano sześcioro Polaków. Byli to: Anna De Bin (z domu Pietkiewicz), Maria Jakubiak, Dorota Kopiczko, Jan Maciejewski, Łukasz Milewski oraz Norbert Szurkowski.

Mimo upływu czasu także dla innych rocznica ataków to nadal bolesne przeżycie. Wielu krewnych, a były pośród nich dzieci, wspominając swoich bliskich, nie mogło powstrzymać łez. Podkreślali, że myślą o nich każdego dnia, dziękowali ekipom ratunkowym.

– Babciu Ruth, życzyłabym sobie ponad wszystko inne, żeby dane mi było cię poznać. Wiem, że byłaś cudownym człowiekiem.(…) Dziękuję ci bardzo za wychowanie mojej mamy na tak wspaniałą osobę. (…) Mam nadzieję, że spoglądasz na mnie z nieba. Kocham cię – mówiła z płaczem wnuczka zabitej w ataku Ruth Sheili Lapin.

11 września Nowy Jork upamiętnia również ofiary zamachu na Pentagon, w tym osoby podróżujące samolotem, który uderzył w gmach ministerstwa obrony USA. Przypomina się też odwagę załogi i pasażerów, którzy usiłowali przeszkodzić porywaczom kolejnego samolotu; ostatecznie w trakcie walki maszyna rozbiła się na polu w pobliżu Shanksville stanie Pensylwania.

W trakcie ceremonii co roku składa się hołd także ofiarom zamachu bombowego na World Trade Center w 1993 roku.

Odczytywanie nazwisk ofiar sześciokrotnie przerywano chwilą ciszy. Pauzy symbolizowały ataki na północną i południową wieżę WTC, runięcie każdego z wieżowców, uderzenie samolotu w Pentagon oraz katastrofę w Shanksville.

Do World Trade Center przybyli w poniedziałek nowojorscy politycy, w tym gubernator stanu Andrew Cuomo oraz burmistrz miasta Bill de Blasio, a także poprzedni włodarz Nowego Jorku Michael Bloomberg. Zgodnie z tradycją nie wygłaszano żadnych przemówień.

W programie poniedziałkowych uroczystości przewidziano nabożeństwo ekumeniczne w kościele katolickim św. Piotra, który został uszkodzony w ataku 11 września 2001 roku. Świątynia była pierwszym obiektem, w którym gromadzono sprzęt ratunkowy, tam też gromadziły się ekipy odpowiedzialne za operacje ratownicze.

Upamiętnianie poległych w Strefie Zero wzbogaciła przed czterema laty mniej znana, ale wpisana już w krajobraz Nowego Jorku skromna ceremonia. Sean Evans z Muzeum 9/11 ozdabia białą różą nazwisko osoby, która danego dnia ma urodziny, wygrawerowane na tablicach okalających zbiorniki wodne z fontannami-wodospadami, pomnikami zniszczonego WTC.

Codziennie upamiętniane są w ten sposób co najmniej dwie ofiary. Najwięcej – 17 – w Walentynki, 15 w wigilię Bożego Narodzenia, sześć osób w rocznicę ataków.

Wieczorem na niebie nad Nowym Jorkiem pojawią się w hołdzie zabitym dwa ogromne słupy światła, przypominające kształtem zniszczone wieże WTC. Reflektory zgasną we wtorek o świcie.

Plany na przyszłość obejmują upamiętnienie ponad 580 funkcjonariuszy policji, strażaków, pracowników budowlanych i wolontariuszy pracujących na gruzach WTC, którzy zmarli z powodu narażenia na substancje toksyczne, pyły itp.

Według mediów amerykańskich blisko 30 tys. osób wystąpiło o odszkodowania z rządowych funduszy, a poszkodowanym przyznano dotąd łącznie 3 mld dolarów. Około 2,7 tys. z 17,4 tys. osób, których roszczenia uznano za uzasadnione, choruje na raka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Stacja World Trade Center ponownie otwarta. Podejrzana paczka została usunięta

Paczka, którą znaleziono na terenie stacji metra World Trade Center została już sprawdzona i usunięta z budynku. Nie wiemy

Wcześniej ze stacji metra w okolicach World Trade Center w Nowym Jorku ewakuowano wszystkich pasażerów, którzy tam przebywali. Przyczyną było znalezienie podejrzanej paczki w jednym z wagonów. Służby powoli wyprowadzały wszystkie osoby poza stację. Wewnątrz nie było wybuchu paniki. Specjaliści i specjalnie szkolone psy sprawdzili cały budynek. Stacja przez ponad godzinę była zamknięta i otoczona przez policjantów.
Źródło info i foto: onet.pl

Rośnie liczba przestępstw przeciwko muzułmanom w Stanach

W USA znacząco wrosła liczba przestępstw popełnianych z nienawiści przeciwko muzułmanom. Zdaniem ekspertów może to mieć związek z atakami zwolenników Państwa Islamskiego w Europie i USA, ale też antymuzułmańską retoryką podczas kampanii prezydenckiej. W ubiegłym roku, zgodnie z danymi przedstawionymi przez FBI, zanotowano 257 przypadków przestępstw przeciwko muzułmanom. To o prawie 70 proc. więcej niż w roku poprzednim. To też najwięcej od 2001 roku, gdy ofiarami przestępstw popełnionych z antymuzułmańskiej nienawiści padło 481 osób. Wówczas falę nienawiści wobec muzułmanów eksperci postrzegali jako reakcję na zamachy terrorystyczne na World Trade Center i Pentagon z 11 września 2001.

W sumie, według FBI w 2015 roku zanotowano 5850 przypadków przestępstw popełnionych z nienawiści, o 6,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Najwięcej popełniono ich przeciwko Afroamerykanom, bo aż 1745, co stanowiło wzrost o 7,6 proc. w porównaniu z 2014 rokiem. O 9 proc. wzrosła liczba przestępstw antysemickich. Nie zanotowano natomiast wzrostu liczby przestępstw przeciwko mniejszości latynoskiej.

Zdaniem ekspertów, liczby te są w rzeczywistości znacznie wyższe, bo nie wszyscy zgłaszają przestępstwa na policję. Według Southern Poverty Law Center (SPLC), centrum zajmującym się zwalczaniem przemocy wobec najsłabszych w społeczeństwie, w sumie wszystkich przestępstw popełnionych z nienawiści mogło być w ubiegłych latach nawet 260 tys. rocznie, kilkadziesiąt razy więcej niż wskazują statystyki FBI.

Wzrost w 2015 roku przestępstw przeciwko muzułmanom eksperci tłumaczy złością po ubiegłorocznych zamachach w Paryżu oraz w San Bernardino w Kalifornii, do których przyznali się sympatycy Państwa Islamskiego. Ale przynajmniej częściowo łączą je także z retoryką używaną podczas kampanii prezydenckiej przez nowojorskiego prezydenta Donalda Trumpa. Trump obiecywał, że jeśli zostanie prezydentem to zaostrzy kontrole meczetów przez służby porządkowe, a także wprowadzi – jako środek antyterrorystyczny – tymczasowy zakaz wjazdu do USA dla muzułmanów. Pod koniec kampanii wycofał się z tej propozycji.

– Nie mam wątpliwości, że kampania Trumpa wpłynęła i to bardzo na te liczby – powiedział cytowany w „Washington Post” ekspert z SPLC Mark Potok. Wskazał on, że wielu zwolenników Trumpa przyjęło podobny do niego antymuzułmański ton. Zdaniem Potoka przestępstw przeciwko muzułmanom w 2016 roku nie będzie mniej, lecz raczej więcej. Od dnia wyborów prezydenckich do wtorku SPLC naliczyła już 315 przypadków zastraszania i nawoływania do nienawiści przeciwko tej mniejszości. Np. w ubiegłym tygodniu ubrana w hidżab muzułmańska studentka w San Diego został obrabowana przez dwóch mężczyzn, którzy – zgodnie z jej zeznaniami – mówili o Trumpie.

Także rzecznik Rady Stosunków Amerykańsko-Islamskich Ibrahim Hooper winą za wzrost przestępstw antymuzułmańskich obarczył „islamofobiczne” wypowiedzi Trumpa, które powtarzane były w kampanii przez media.

– Uważamy, że wzrost antymuzułmanskich incydentów powinien skłonić naszych narodowych liderów, by w końcu zaczęli walkę z rosnącą islamofobią w naszym społeczeństwie – powiedział Hooper.
Żródło info i foto: onet.pl

15. rocznica zamachów na WTC

– Będziemy zwalczać terrorystów, gdziekolwiek się znajdą. Zrobimy wszystko, by chronić naszą ojczyznę – w ten sposób Barack Obama zwrócił się do rodaków w 15. rocznicę zamachów na Stany Zjednoczone. 11 września 2001 roku w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Pensylwanii zginęło niemal 3 tys. osób. Premier Beata Szydło w niedzielę oddała hołd polskim ofiarom ataku. 15 lat temu Terroryści Al-Kaidy porwali w USA cztery samoloty, z których dwa uderzyły w budynki WTC w Nowym Jorku, trzeci w gmach Pentagonu w Waszyngtonie; czwarty (który miał uderzyć w waszyngtoński Kapitol) rozbił się w Pensylwanii po akcji pasażerów, którzy podjęli walkę z porywaczami. W wyniku ataku zginęło prawie trzy tysiące osób, wśród nich sześcioro Polaków.

– Piętnaście lat temu był zwykły wrześniowy dzień, który rozpoczął się jak każdy inny, ale stał się jednym z najczarniejszych w historii naszego narodu. Po bliźniaczych wieżach zostały gruzy. Pentagon stanął w płomieniach. Na polach Pensylwanii spłonęły szczątki samolotu. Zginęło prawie 3000 niewinnych ludzi. Synowie i córki, mężowie i żony, sąsiedzi i koledzy, przyjaciele. Byli to przedstawiciele różnych dziedzin życia, wszystkich ras i religii, wszystkich kolorów i wyznań, z całej Ameryki i całego świata – powiedział prezydent USA Barack Obama.

Hołd dla polskich ofiar zamachu

Premier Beata Szydło w niedzielę oddała hołd polskim ofiarom ataku na World Trade Center; złożyła wieniec przed znajdującą się w warszawskim Parku Skaryszewskim płytą pamięci Polaków poległych 11 września 2001 r. w Nowym Jorku. Monument w formie prostokątnej płyty z czarnego granitu umieszczonej na postumencie z wyrytymi nazwiskami sześciu polskich ofiar zamachu na World Trade Center został odsłonięty w pierwszą rocznicę zamachu, 11 września 2002 r.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Ajman al-Zawahiri nawołuje do zamachów w 15. rocznicę ataku na WTC

​Al-Kaida opublikowała wideo, na którym lider terrorystycznej organizacji Ajman al-Zawahiri mówi o zbliżającej się 15. rocznicy zamachu na World Trade Center. Następca Osamy bin Ladena nawołuje w nim do przeprowadzania zamachów w Stanach Zjednoczonych i krajach sojuszniczych. Dodatkowo apeluje do czarnoskórych w Ameryce, by przyjęli islam i wypowiedzieli wojnę USA.

Al-Zawahiri na filmie mówi o „błogosławionych najazdach” na World Trade Center, zaznaczając, że w 2001 roku uderzyli w samo centrum USA i ekonomiczny symbol Ameryki. Dodał, że jeden z samolotów leciał „w stronę największych kryminalistów w Białym Domu i w budynku Kongresu”. Stwierdził, że atak był sygnałem dla USA, że „ich zbrodnie na muzułmanach nie zostały niezauważone”.

Ataki na WTC były odpowiedzią na wasze zbrodnie w Palestynie, Afganistanie, Iraku, Syrii, Mali, Somalii, Jemenie, Maghrebie (północno-zachodniej Afryce – dop.red.) i Egipcie. Okupowaliście muzułmańskie kraje, kradliście ich surowce i wspieraliście kryminalistów, którzy teraz nimi rządzą – mówi najbardziej poszukiwany terrorysta na świecie. Tak długo, jak wasze zbrodnie będą kontynuowane, tak wydarzenia takie jak 9/11 będą powtarzane tysiące razy – dodaje.

Szef Al-Kaidy dodał, że w USA z każdym dniem rośnie siła „mudżahedinów” (świętych wojowników). Dżihad się przebudza, jest nas znacznie więcej niż przed „błogosławionymi najazdami” – mówi.

Terrorysta nawołuje także, by jego zwolennicy przeprowadzali ataki w Stanach Zjednoczonych, ale także w krajach sojuszników USA. Zaapelował także do wszystkich bojowników, by się zjednoczyli i „przysięgli wierność Islamskiemu Emiratowi w Afganistanie” (czyli talibom – dop.red.). Al-Zawahiri chce także, by cała społeczność muzułmańska wybrała jednego lidera.

W końcu lider terrorystycznej organizacji zaapelował do społeczności Afro-Amerykanów w USA. Poprosił ich, by wszyscy przeszli na islam, gdyż to jest jedyna droga dla nich, by byli wolni i równi. Ameryka jest tym złym, który poniża Afrykanów. Po dziś dzień, nieważne jak oni się zmienią i jak bardzo będą równi wobec prawa, tak nigdy nie będą naprawdę równi, gdyż prawo jest w rękach białej większości. Afrykanie mogą zostać ocaleni jedynie przez islam – zakończył Ajman al-Zawahiri.
Żródło info i foto: RMF24.pl