Aresztowano pomocnika Magdaleny K. Kobieta kierowała gangiem handlującym narkotykami

Andrzej R. został w niedzielę aresztowany na trzy miesiące przez krakowski sąd. Mężczyzna miał pomagać w ucieczce Magdalenie K., zatrzymanej w piątek domniemanej przywódczyni gangu związanego z kibolami Cracovii. Magdalena K. podejrzana jest o kierowanie grupą przestępczą handlującą na masową skalę narkotykami.

Magdalenę K. słowacka policja zatrzymała w piątek w miejscowości Zwoleń, około 20 kilometrów od Bańskiej Bystrzycy. K. była osobą najpilniej poszukiwaną przez polską policję. Została zatrzymana przed godziną 15 podczas dynamicznej akcji policji wkrótce po wjechaniu na Słowację z Węgier. Policjanci wybili szyby wypożyczonego samochodu, którym podróżowała kobieta. Po zatrzymaniu przewieźli ją na miejscową komendę.

Andrzej R. zatrzymany i aresztowany

Razem z nią Słowacy zatrzymali Andrzeja R. Według informacji tvn24.pl to on wywiózł Magdalenę K. z apartamentu w Budapeszcie, gdzie kobieta ukrywała się w ostatnim czasie. Śledzeni przez węgierską, a później słowacką policję dotarli do oddalonego o 70 kilometrów od granicy węgiersko-słowackiej Zwolenia. Tam czekała już na nich blokada przygotowana przez słowacką policję: kilka radiowozów, antyterroryści i znajdujący się w gotowości policyjny śmigłowiec. Podczas zatrzymania Andrzej R. zablokował drzwi w wypożyczonym samochodzie – dlatego Słowacy wybili dwie szyby i wyciągnęli Magdalenę K. oraz jej kierowcę na ziemię.

Po przewiezieniu na komendę Magdalena K. trafiła do aresztu ekstradycyjnego. Tymczasem Andrzej R. został zwolniony przez Słowaków i odkonwojowany do granicy w Chyżnem. Tam czekała już na niego polska policja. Mężczyzna został zatrzymany natychmiast po przekroczeniu granicy polsko-słowackiej i przewieziony do komendy wojewódzkiej w Krakowie. Tam postawiono mu zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz pomocy w ukrywaniu się Magdalenie K. W niedzielę po południu krakowski sąd aresztował mężczyznę na trzy miesiące.

Magdalena K. podejrzana o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą

Magdalena K. oraz Andrzej R. znali się dobrze od lat. K. jest podejrzana o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która handlowała na masową skalę narkotykami (zarzuty dotyczą sprowadzenia do Polski 5,5 tony marihuany wartej 88 milionów złotych oraz 120 kg kokainy o wartości 4,3 miliona euro). Kobieta miała także utrudniać postępowanie karne, składać fałszywe zeznania oraz nakłaniać do tego inne osoby.

Gang, którym miała kierować K., stworzyło trzech braci Z.: Adrian, Jakub i Mariusz. Magdalena K. jest konkubiną tego ostatniego. Mężczyźni byli kibolami Cracovii, zorganizowana grupa przestępcza powstała w oparciu o struktury pseudokibiców. Z kibolami Cracovii powiązany jest również Andrzej R. On też stworzył swoją grupę przestępczą z braćmi Arkadiuszem, Mateuszem i Pawłem. A część narkotyków, którymi handlowali pochodziła od grupy Magdaleny K. Pod koniec roku przed krakowskim sądem zapadł wyrok w sprawie grupy gangu rodziny R. Andrzej R. został, na razie nieprawomocnie, skazany na 6 lat i trzy miesiące więzienia. O tym, czy trafi za kraty, wkrótce zdecyduje sąd apelacyjny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Pijany 31-latek z Grójca ukradł karetkę sprzed szpitala

31-letni pijany mężczyzna, który nie czekając na badania opuścił szpital w Grójcu, postanowił, że do domu wróci samochodem, a konkretnie karetką pogotowia. Kilka godzin później wpadł ambulansem do rowu. Mężczyzna został zatrzymany w związku z kradzieżą karetki i jazdą w stanie nietrzeźwości

Jak relacjonuje Gazeta.pl komisarz Agnieszka Wójcik z Komendy Powiatowej Policji w Grójcu, w niedzielę rano przed 6:00 dyżurny grójeckiej komendy policji otrzymał zgłoszenie o zdarzeniu drogowym pod Jasieńcem na terenie powiatu grójeckiego. W tym czasie otrzymano również zgłoszenie dotyczące kradzieży karetki sprzed szpitala. Gdy policjanci dotarli na miejsce, zastali karetkę leżącą w rowie oraz 31-letniego mężczyznę.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna po 1:00 w nocy trafił do szpitala w Grójcu z obrażeniami głowy. Nie czekając na badania, postanowił opuścić szpital. Prawdopodobnie w tym czasie zabrał również kluczyki i karetkę sprzed szpitala. Mieszkaniec powiatu sierpeckiego został zatrzymany w związku z podejrzeniem kradzieży karetki oraz kierowania w stanie nietrzeźwości. Miał ponad 2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Dokładne okoliczności zdarzenia badają policjanci z Grójca.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wpadł kolejny oszust działający metodą „na policjanta”. Usiłował wyłudzić pieniądze od starszej osoby

W policyjną zasadzkę wpadł 23-letni łodzianin, który działał tzw. metodą na policjanta. Tym razem podając się za funkcjonariusza CBŚ usiłował wyłudzić od 81-latka 10 tysięcy złotych, obcą walutę i biżuterię.Przekonywał, że w związku z działalnością pewnej grupy przestępczej tylko u niego będą bezpieczne te pieniądze! Senior o dziwnej rozmowie telefonicznej powiadomił sąsiadkę a ta prawdziwych policjantów. Sprawca wpadł kiedy przyszedł po pieniądze. Jak wynika ze wstępnych ustaleń oszukanych przez niego osób może być więcej.

17 stycznia 2020 roku policjanci otrzymali informację, że 81-letni mieszkaniec bloku na osiedlu Retkinia w Łodzi prowadzi właśnie rozmowę telefoniczną z osobą, która podaje się za funkcjonariusza CBŚ. O niepokojącej sytuacji zaalarmowała sąsiadka seniora. Przekazała, że policjant wypytuje o różne rzeczy: o majątek, z kim mieszka starszy pan, czy ktoś go odwiedza, jak się czuje, czy ma oszczędności i gdzie je trzyma. Natychmiast skierowano tam patrol.

– Dalszą część rozmowy nadzorowali już prawdziwi policjanci. Pokrzywdzony powiedział, że ma w domu 10 tys. złotych, 1000 euro i biżuterię. Jego rozmówca twierdził, że wszystko to będzie najbardziej bezpieczne u niego, bo grupa przestępcza ma go okraść i tylko tak uniknie utraty oszczędności całego życia. Cały czas pozostawał z seniorem w łączności telefonicznej. W pewnym momencie nakazał mu wyrzucenie pieniędzy i biżuterii przez okno. Z uwagi na stan zdrowia starszego pana było to niemożliwe. Dotarł więc do drzwi mieszkania. W momencie kiedy oszust odbierał saszetkę został obezwładniony przez czekających już na niego prawdziwych policjantów – informuje Joanna Kącka, rzecznik łódzkiej policji.

Jest to 23 – letni mieszkaniec Łodzi. Usłyszał zarzuty usiłowania oszustwa. – Zebrany materiał dowodowy pozwolił także na przedstawienie mu zarzutu oszustwa tą samą metodą. Jak bowiem ustalono, w dniu 14 stycznia 2020 roku 23 – latek wprowadził w błąd 85 – letnią kobietę, która przekazała mu 62 tys złotych – mówi prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny. Grozi mu kara do ośmiu lat więzienia.

Policjanci uczulają starsze osoby na działania oszustów. UWAGA:

Policja nigdy nie prosi o przekazanie pieniędzy i nigdy nie dzwoni z takim żądaniem!

Policja nigdy nie informuje telefonicznie o prowadzonych działaniach! Jeżeli odebrałeś taki telefon bądź pewien, że dzwoni oszust!

Nigdy w takich sytuacjach nie przekazuj pieniędzy, nie podpisuj dokumentów, nie zakładaj kont w banku i nie przekazuj nikomu swoich danych, numerów PIN i haseł!

Po takiej rozmowie natychmiast zadzwoń do kogoś bliskiego na znany Ci numer i opowiedz o tym zdarzeniu. Poinformuj Policję.

Poproś rodzinę o wyposażenie drzwi w wizjer, czyli tak zwanego judasza i blokadę drzwi w postaci łańcucha. Nie wpuszczaj do domu nieznanych Ci osób.

Wszystkie wizyty instalatorów i innych przedstawicieli administracji są zawsze zapowiadane na tablicy ogłoszeń. Jeżeli mieszkasz na wsi, takie informacje mogą być przekazywane za pomocą pism urzędowych.

Nie bój się legitymować przychodzących do Ciebie osób przed wpuszczeniem do domu. Zapewnij sobie przy takiej wizycie obecność zaufanego sąsiada lub kogoś z rodziny.

Najlepszym miejscem przechowywania pieniędzy jest konto bankowe. Nie trzymaj większych sum gotówki w domu. Takie miejsca ukrycia pieniędzy jak szafka z bielizną, skrytka pod materacem, puszka po kawie czy schowanie pieniędzy pomiędzy kartki książki są także sprawdzane przez złodziei.

Jak działają oszuści:

– Oszuści często posługują się książkami telefonicznymi, z których wybierają osoby o imionach często charakterystycznych dla osób starszych, następnie dzwonią na wybrany numer telefonu. Rozmowa prowadzona jest w taki sposób, aby oszukiwana osoba uwierzyła, że rozmawia z kimś ze swojej rodziny i sama wymieniła jego imię oraz inne dane, pozwalające przestępcom wiarygodnie pokierować dalszą rozmową.

– Dla wywarcia większego wrażenia oszuści wmawiają również starszym osobom, że są policjantami, a pieniądze są potrzebne na „wykupienie z problemów” członka ich rodziny lub prowadzą sprawę oszustw i wyłudzania pieniędzy.

– W rozmowie oszuści zawsze proszą o dyskrecję.

– Po wyrażeniu zgody na przekazanie pieniędzy, zgłasza się po nią ktoś inny, zapowiedziany przez oszusta, jako osoba godna zaufania, która w imieniu rzekomego stróża prawa odbiera pieniądze. Często oszuści umawiają się na spotkanie pod bankiem, aby szybko zabrać gotówkę.

O wszystkich próbach wyłudzenia pieniędzy natychmiast poinformujmy Policję, korzystając z numeru alarmowego 112
Źródło info i foto: Fakt.pl

Iracka policja zatrzymała ważnego islamistę

Shifa al-Nima to muzułmański duchowny, który wydawał fatwy, zezwalające na morderstwa innych duchownych. Wpadł wreszcie w ręce irackich sił bezpieczeństwa. Okazało się, że był tak gruby, że trzeba go było wywieźć z kryjówki na platformie ciężarówki.

Shifa al-Nima to radykalny islamski duchowny, który nakazał m.in zburzenie zabytków w Mosulu. Wydawał też fatwy, zlecające zabójstwa islamskich duchownych, sprzeciwiających się Państwu Islamskiemu. Po upadku samozwańczego kalitatu zaczął się ukrywać. Mężczyzna – jak pisze „Jerusalem Post” – wpadł jednak ostatnio w ręce irackich antyterrorystów, którzy przeczesywali Mosul.

Okazuje się, że iraccy policjanci nie mieli problemu z zatrzymaniem islamisty. Mężczyzna był bowiem potwornie gruby – ważył ponad 130 kilogramów. Do przewiezienia go z kryjówki trzeba było użyć ciężarówki.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Teneryfa: 15-latek na oczach tłumu zaatakował nożem rodziców

Wstrząsające sceny rozegrały się na wybrzeżu Costa Adeje na Teneryfie. 15-letni Brytyjczyk wpadł w furię i na oczach zszokowanych wczasowiczów zaatakował nożem swoich rodziców, poważnie ich raniąc. Następnie zdesperowany chłopak rzucił się do wąwozu i spadł z wysokości ok. 15 metrów.

Dramatyczne sceny rozegrały się w środę po południu w pobliżu dworca autobusowego w popularnym kurorcie Playa de las Americas na Teneryfie. Na oczach tłumu turystów 15-letni Brytyjczyk nagle wpadł w szał i zaczął dźgać nożem swoich rodziców. Następnie zdesperowany chłopak rzucił się do wąwozu i spadł z wysokości ok. 15 metrów.

Rodzice 15-latka zostali poważnie ranni i trafili do szpitala. Nastolatek w ciężkim stanie również został przetransportowany do szpitala. Lekarze walczą o jego życie.

Ze względu na stan zdrowia chłopak nie został formalnie aresztowany, ale w szpitalu pilnuje go hiszpańska policja. Według wstępnych ustaleń śledczych, napastnik ma problemy ze zdrowiem psychicznym.

Jak donoszą lokalne media, Brytyjczycy nie przyjechali na wakacje, lecz są mieszkańcami Teneryfy.

Śledczy uważają, że atak nie był typowym przypadkiem przemocy domowej. – Mógł on mieć związek z problemami psychicznymi, na jakie – jak sądzimy – może cierpieć nastolatek – powiedział rzecznik hiszpańskiej policji cytowany przez „The Sun”.

Playa de las Americas ma reputację imprezowej stolicy Teneryfy. Położony w południowej części wyspy kurort przyciąga tysiące biesiadników, którzy przez 24 godziny na dobę mogą wybierać dowoli wśród nocnych klubów, barów, restauracji i klubów z muzyką na żywo.
Źródło info i foto: Fakt.pl

„Łowcy głów” schwytali lidera pseudokibiców i członka gangu

„Łowcy głów” z katowickiej komendy wojewódzkiej namierzyli dwóch mężczyzn ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości. W Będzinie „wpadł” 33-letni były lider pseudokibiców jednego z sosnowieckich klubów piłkarskich, poszukiwany za handel narkotykami. Z kolei 45-latek poszukiwany za liczne kradzieże samochodowe został zatrzymany w Niemczech przez miejscowych stróżów prawa, którzy otrzymali informacje o miejscu jego pobytu od „łowców głów”.

Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych Sekcji do Walki z Przestępczością Przeciwko Życiu i Zdrowiu Wydziału Kryminalnego KWP w Katowicach namierzyli dwóch mężczyzn, którzy ukrywali się przed wymiarem sprawiedliwości. Jeden z poszukiwanych został zatrzymany przez „łowców głów”. Drugi z przestępców ukrywał się w Niemczech. I on jest już w rękach stróżów prawa.

„Łowcy głów” ustalili kryjówkę 33-letniego byłego lidera pseudokibiców jednego z klubów piłkarskich z Sosnowca. Mężczyzna był poszukiwany listem gończym wydanym przez Sąd Okręgowy w Przemyślu celem odbycia kary 5 lat pozbawienia wolności za handel narkotykami oraz nakazem doprowadzenia do Aresztu Śledczego wydanym przez Sąd Rejonowy w Katowicach. Poszukiwany ukrywał się w Będzinie w wynajętym domu na jednym z osiedli. Były zawodnik MMA, gdy zorientował się, że policja znajduje się wewnątrz budynku, próbował wyskoczyć przez balkon. Jednak gdy zobaczył otoczony budynek, zrezygnował z ucieczki i został zatrzymany. 33-latek trafił już do aresztu śledczego.

Drugi z zatrzymanych przestępców ukrywał się w Niemczech. 45-letni były członek grupy przestępczej w latach 2004-2007 trudnił się kradzieżami pojazdów w Siemianowicach Śląskich, Tarnowskich Górach, Katowicach, Dąbrowie Górniczej, Tychach, Sosnowcu, Mysłowicach i innych miastach na terenie całego kraju. Sądy w Katowicach, Łodzi, Bielsku-Białej i Będzinie wydały za nim listy gończe. Ponadto mężczyzna był poszukiwany na podstawie Europejskich Nakazów Aresztowania wydanych przez Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej oraz w Piotrkowie Trybunalskim. 45-latek był również poszukiwany za handel znacznymi ilościami środków odurzających oraz uprawę marihuany. Śląscy „łowcy głów” w trakcie prowadzonej sprawy ustalili, że mężczyzna od kilku lat nie zamieszkuje w kraju i może przebywać na terenie Niemiec, gdzie posługuje się danymi osobowymi innej osoby oraz nadal może zajmować się przestępstwami. Informacje o miejscu jego ukrywania się niezwłocznie przekazano stronie niemieckiej, która przeprowadziła skuteczne zatrzymanie. Wobec mężczyzny zastosowano areszt ekstradycyjny, a sprawę wydania poszukiwanego prowadzi Prokuratora Generalna w Düsseldorfie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Poszukiwany ENA wpadł w otwockim markecie

Policjanci z zespołu patrolowo-interwencyjnego karczewskiego komisariatu, osadzili w policyjnym areszcie 20-letniego obywatela Rumunii, który próbował wynieść ze sklepu przy ulicy Kołłątaja w Otwocku artykuły spożywcze. Jak ustalono, miał już na koncie jedną kradzież w tym samym sklepie. Po sprawdzeniu w policyjnych bazach danych okazało się, że jest podejrzany o 11 kradzieży i włamań popełnionych w Austrii. 20-latek usłyszał już zarzut podwójnej kradzieży w otwockim markecie. Na mocy postanowienia Sądu Okręgowego Warszawa Praga został tymczasowy aresztowany do czasu wykonania procedury deportacyjnej. Za przestępstwa popełnione w Austrii grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.

W jednym z otwockich sklepów, pracownicy ochrony ujęli mężczyznę, który z reklamówkami pełnymi artykułów spożywczych, próbował wyjść ze sklepu nie płacąc za zakupy.

Na miejsce interwencji sklepowej pojechała policyjna załoga prewencyjna z karczewskiego komisariatu. Funkcjonariusze wylegitymowali podejrzanego o kradzież, a następnie sprawdzili mężczyznę w policyjnych bazach danych. Okazało się, że legitymowany przez policjantów 20-letni obywatel Rumunii jest poszukiwany przez austriacki wymiar sprawiedliwości. Z Europejskiego Nakazu Aresztowania, który wydany został w celu ścigania 20-latka, wynikało że jest on podejrzany o 11 przestępstw, w tym włamań do domów, firm, garaży i różnych obiektów na terenie Austrii.

Zatrzymany trafił najpierw do policyjnego aresztu w otwockiej komendzie. Podczas kolejnych czynności dochodzeniowcy zebrali dowody, które wstępnie wykazały, że 20-latek dwukrotnie dopuścił się kradzieży w tym samym markecie w Otwocku.

Ostatecznie obywatelowi Rumunii przedstawiono zarzut popełnienia podwójnej kradzieży. Po przesłuchaniu w charakterze podejrzanego, 20-latka doprowadzono do Sądu Okręgowego Warszawa Praga, który zastosował tymczasowy areszt do czasu deportacji.

20-latek trafił już do zakładu karnego, w którym będzie oczekiwał na konwój deportacyjny do Austrii, gdzie stanie prawdopodobnie przed sądem. Za przestępstwa tam popełnione grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Holandia: Po 20 latach udało się zatrzymać zabójcę 11-letniego Nickiego. Udawał zaginionego, zatrzymano go w Hiszpanii

Potrzebnych było 20 lat i tysiące badań DNA, by zatrzymać podejrzanego o zabicie 11-letniego Nickiego Verstappena. Ostatecznie w zatrzymaniu pomogła informacja od przypadkowej osoby, która rozpoznała podejrzanego.

55-letni Jos B. został aresztowany przez hiszpańską policję i czeka na ekstradycję do Holandii. Mężczyzna jest podejrzewany o zabicie 11-letniego Nickiego Verstappena. Do morderstwa doszło w 1998 roku, ale sprawcę udało się zidentyfikować i odnaleźć dopiero teraz.

Holenderska policja informuje, że do zatrzymania doprowadziła informacja od przypadkowego świadka, który zobaczył wizerunek 55-latka w mediach i rozpoznał go. Mężczyzna przebywał w Hiszpanii i po otrzymaniu informacji tamtejsza policja dokonała zatrzymania. Jednak aby to było możliwe, potrzebna była długa praca śledcza holenderskich funkcjonariuszy i największe w historii kraju śledztwo z użyciem badań DNA – opisuje „The Guardian”.

14 tys. próbek DNA

Nicky Verstappen zaginął 9 sierpnia 1998 roku, niemal dokładnie 20 lat temu. Przebywał na obozie letniskowym w pobliżu granicy Holandii z Niemcami. Kolejnego wieczoru w pobliżu obozu znaleziono jego ciało.

Przez lata nie udało się ustalić sprawcy, jednak na na ubraniach ofiary odnaleziono ślady DNA, które mogły do niego należeć. Początkowo badano małe grupy osób. Jednak w 2017 roku zmieniono metodę poszukiwań. Śledczy chcieli odnaleźć sprawcę, trafiając na spokrewnioną z nim osobę. Zaproszono do badania DNA 22 tysiące mężczyzn, którzy mieszkali w rejonie, gdzie doszło do morderstwa. Ponad 14 tys. z nich oddało próbki.

Tymczasem po tym badaniu Jos B. wyjechał do Francji, a później został zgłoszony jako zaginiony przez rodzinę. Po jego „zaginięciu” policja przebadała próbki DNA z jego domu i okazały się one w 100 proc. zgodne z próbką z ubrań zabitego 11-latka – podaje BBC. 22 sierpnia policja podała jego dane i wizerunek i zaapelowała o informacje od świadków. Pojawiły się dziesiątki zgłoszeń – w tym to, które okazało się prawdziwe.

55-latek nie przyznaje się do winy. Do jego obrony zgłosił się już prawnik, który zaznacza, że na ciele 11-latka znaleziono też ślady DNA innych osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jak zatrzymano fałszywego Rockefellera

„Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą” – uważał autor jednego z najdłużej trwających oszustw w dziejach. Przez 30 lat udawał m.in. kuzyna angielskiej królowej i spadkobiercę rodu Rockefellerów. Kiedy wyszło na jaw, że tak naprawdę jest zwykłym imigrantem z Niemiec, cała Ameryka była w szoku.

Ta niewiarygodna historia została opisana przez dziennikarza Marka Seala w książce „Dziwny przypadek Rockefellera”. Tekst jest kolejną odsłoną naszego czwartkowego cyklu, w którym opisujemy najgłośniejsze sprawy kryminalne w historii Polski i świata.

Było słoneczne południe 27 lipca 2008 roku, kiedy Sandra Boss otrzymała informację, że jej były mąż, James Frederick Mills Clark Rockefeller, porwał ich córkę. Tego dnia spotykał się z siedmioletnią Reight w towarzystwie pracownika socjalnego. Na chwilę odwrócił jednak jego uwagę, powalił go na ziemię i razem z córką odjechał limuzyną.

Powiadomiona o sprawie policja rozpoczęła prace na miejscu, w którym doszło do porwania. – Nigdy go nie znajdziecie – usłyszeli policjanci od zrozpaczonej matki dziewczynki. – Dlaczego? – spytał jeden z funkcjonariuszy. – Bo nie jest człowiekiem, za którego się podaje – odparła Boss.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Meksykanin wpadł z kokainą w samochodzie. Sąd go uniewinnił przez błąd policjanta

Meksykanin podróżujący po USA wpadł, gdy miał w samochodzie kokainę i metamfetaminę. Sąd go uniewinnił. Wszystko przez błąd policjanta, który do przesłuchania użył translatora Google’a.

Wydarzenie miało miejsce w USA na drodze międzystanowej I-70 z Maryland do Utah. Jako pierwszy opisał całą sprawę Quartz. We wrześniu 2017 roku policjant Ryan Wolting zatrzymał do kontroli samochód, który miał nieważną rejestrację.

USA: policjant przesłuchał podejrzanego za pomocą translatora
Za kierownicą siedział Meksykanin Omar Cruz-Zamora. Nie miał przy sobie prawa jazdy, okazał jednak dowód rejestracyjny pojazdu i ważną wizę. Mężczyzna twierdził, że nie zna języka angielskiego. Policjant wpadł na pomysł, że przesłucha Meksykanina za pomocą popularnego translatora Google. Okazało się, że jadący do Denver mężczyzna ma przy sobie prawie 8 tys. dolarów. Planował kupić samochód, z którym następnie zamierzał wrócić do ojczyzny.

W trakcie rozmowy funkcjonariusz zapytał zatrzymanego, czy może przeszukać pojazd. Cruz-Zamora miał odpowiedzieć „tak”. Podczas przeszukania okazało się, że ma w samochodzie duże ilości kokainy i metamfetaminy. Wolting aresztował więc Meksykanina, a sprawa trafiła do sądu.

Podczas procesu w sądzie federalnym w Kansas City mężczyzna utrzymywał, że nie rozumiał pytań zadawanych przez funkcjonariusza. Twierdził także, że nie zgodził się na przeszukanie pojazdu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl