Wrocław: Ratowniczka medyczna zaatakowana po wezwaniu na akcję

Więzienie grozi dziś 41-latce z Wrocławia, która na początku tego tygodnia zaatakowała ratowniczkę medyczną. Kobieta wezwała pomoc, jednak po przyjechaniu medyczki na miejsce postanowiła nagle zaatakować ją w brzuch. Problem z agresją mieli dziś też ratownicy na zachodnim Pomorzu.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek na ulicy Karkonowskiej we Wrocławiu. Ratowników wezwała do siebie 41-letnia kobieta. Po niespodziewanym ataku na ratowniczkę na miejsce przyjechała policja.

– „Informację o niełatwej interwencji przeprowadzanej przez ratowników, policjanci otrzymali chwilę po północy. Natychmiast pojechali na aleję Karkonoską, gdzie miał znajdować się zespół ratownictwa medycznego, który prowadził działania w związku ze zgłoszeniem o poszkodowanej w wyniku zdarzenia drogowego” – przekazał Krzysztof Marcjan z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Policjant wyjaśnił, że kobieta, do której wezwano ratowników, stawała się po ich przyjeździe coraz bardziej agresywna. W kumulacji złości uderzyła ratowniczkę w twarz, a następnie kopnęła w brzuch. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, szybko obezwładnili 41-latkę.

„Od kobiety wyczuwalna była silna woń alkoholu. Nietrzeźwa agresorka nie była w stanie logicznie wytłumaczyć co jej się stało i dlaczego potrzebuje pomocy medycznej” – mówił policjant.

Okazało się, że miała 1,5 promila alkoholu w organizmie. Jednocześnie trafiła do szpitala, ale nie było konieczności dalszego leczenia. Stamtąd trafia już na komisariat. O jej dalszym losie zadecyduje sąd. Za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego grozi nawet 3 lata więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wrocławski gangster z zarzutami w sprawie spalenia żywcem czteroosobowej rodziny w 2007 roku

Kolejny wrocławski gangster usłyszał zarzuty w sprawie spalenia żywcem czteroosobowej rodziny w 2007 r. 36-letni mężczyzna doprowadzony z więzienia przez funkcjonariuszy CBŚP do dolnośląskich „pezetów”, miał zlecić podpalenie mieszkania ofiar i kierować zbrodnią. To już trzecia osoba, która jest podejrzana o bestialskie porachunki przestępcze.

Sprawa jest bardzo tajemnicza. O podejrzanych wiadomo tylko tyle, że byli związani z grupą osławionego wrocławskiego watażki – Piotra S. ps. „Suchy”. Tożsamość gangsterów trzymana jest nadal w tajemnicy. W 2007 r., kiedy to doszło do zbrodni, ustaleni dotąd podejrzani byli bardzo młodzi. Bezpośredni sprawca podpalenia mieszkania w kamienicy przy ul. Świętego Wincentego we Wrocławiu miał wówczas 20 lat. Dwaj zleceniodawcy byli starsi od niego o trzy i cztery lata.

Pierwsi dwaj podejrzani usłyszeli zarzuty w listopadzie i grudniu 2019 r. W Dolnośląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zarzucono im zabójstwo czterech osób w wyniku umyślnego podpalenia mieszkania, zagrożenia dla życia i zdrowia pozostałych mieszkańców kamienicy, a także udziału w obrocie znacznymi ilościami heroiny.

Przed kilkoma dniami, funkcjonariusze CBŚP doprowadzili z więzienia przed oblicze prokuratora, drugiego ze zleceniodawców. 36-latek miał także kierować zbrodnią. Tak jego kompani został aresztowany.

Z ustaleń śledztwa wynika, że 24 lutego 2007 r. ok. godz. 2 w nocy ustaleni sprawcy podpalili jedno z mieszkań w kamienicy przy ul. Świętego Wincentego. Przestępcy oblali wcześniej benzyną drzwi wejściowe do lokalu, w którym znajdowała się czteroosobowa rodzina. Wlali paliwo przez szparę w drzwiach do wnętrza mieszkania, po czym podłożyli ogień i uciekli.

Śledztwo prowadzone początkowo przez Prokuraturę Rejonową dla Wrocławia Śródmieście zostało umorzone po trzech miesiącach, ponieważ uznano, że pożar był wynikiem nieszczęśliwego wypadku. W 2014 r. akta sprawy zostały zmielone.

Jednak przed kilkunastoma miesiącami prokurator wrocławskich „pezetów” wraz z „cebesiami” natrafili na informacje, że tragedia z lutego 2007 r. była skutkiem gangsterskich porachunków. Podejrzenia te potwierdziły ekspertyzy biegłych z zakresu pożarnictwa i medycyny sądowej.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano sprawcę zabójstwa w centrum Wrocławia

Policjanci z Wydziału d/w z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu zatrzymali sprawcę zabójstwa mężczyzny, do którego doszło w centrum Wrocławia w godzinach rannych. Sprawca ranił śmiertelnie nożem swojego byłego pracodawcę, a następnie oddalił się z miejsca przestępstwa. Ucieczkę przerwali mu policjanci. Mężczyźnie grozi dożywocie.

Wczoraj, 07.07.2020 r., w godzinach rannych w centrum Wrocławia doszło do zabójstwa mężczyzny. Sprawca po uprzednim dźgnięciu nożem swojego byłego pracodawcy, uciekł z miejsca przestępstwa. Jego ucieczkę przerwali mu policjanci z Wydziału d/w z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, którzy akurat w tym samym czasie wykonywali inne czynności służbowe w terenie. Zauważyli biegnącego ulicą mężczyznę i goniącego za nim innego pracownika. Ten natomiast zatrzymał jadący nieoznakowany radiowóz i poprosił o pomoc w zatrzymaniu sprawcy ataku na jego szefa.

Policjanci podjęli pościg i zatrzymali uciekającego mężczyznę. Wsparcia przy zatrzymaniu udzielili im inni funkcjonariusze z Wydziału d/w z Przestępczością Gospodarczą KWP we Wrocławiu. Pomogli w obezwładnieniu mężczyzny i pomocy pokrzywdzonemu. Wezwano na miejsce pogotowie ratunkowe, a policjanci do czasu jego przybycia udzielali pierwszej pomocy przedmedycznej ranionemu mężczyźnie i uciskali ranę na jego ciele. Po przyjedzie pogotowia to jego zespół przejął czynności reanimacyjne, ale niestety mężczyzny nie udało się uratować.

Sprawca został osadzony w policyjnym areszcie. Za swój czyn odpowie przed sądem. Teraz grozić mu może nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Wrocław: Ruszył proces zwyrodniałych opiekunek z przedszkola. Wiązały maluchy i kazały im jeść wymiociny

Przedszkolanki grozy 8 lat temu stworzyły we Wrocławiu istny obóz tortur. Krępowały maluszki pieluchami, a nawet wpychały im do buzi wymiociny. Ale za kratki nie trafią! Sąd apelacyjny podtrzymał szokująco niskie wyroki – po 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

Zaczarowana Kraina Puchatka we Wrocławiu była prywatnym przedszkolem i żłobkiem, w którym dzieci miały mieć zapewnioną lepszą opiekę niż w placówce publicznej. W rzeczywistości za zamkniętymi drzwiami rozgrywał się horror. Siostry Sylwia Ł. (41 l.) i Magdalena Ł. (37 l.) wiązały dzieciaczki, straszyły upiornymi maskami, chowały przed nimi smoczki i domowe zabawki.

Jakby tego było mało, bestie w okrutny sposób zmuszały dzieci do jedzenia. Przytrzymywały im rączki, zatykały nos i siłą wpychały do ust posiłki. Jeśli dziecko coś wypluło lub zwymiotowało, musiało to ponownie zjeść.

Dręczycielki stosowały też inne wymyślne tortury – kładły maluchy do łóżeczek na gołe deski, przywiązywały do krzeseł, polewały prysznicem i wkładały im kilka par majtek zamiast pieluchy.

Placówka została zamknięta w październiku 2012 r., gdy makabryczny proceder sióstr nagrały inne pracownice. Sąd pierwszej instancji uznał siostry za winne znęcania się nad dziećmi, ale wymierzył im łagodną karę – po 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Kobiety dostały też 10-letni zakaz sprawowania opieki nad dziećmi.

Wczoraj sąd apelacyjny podtrzymał ten wyrok. Jak go uzasadnił? – Kara na pewno nie jest rażąco niewspółmierna do czynu. Oskarżone dotychczas nie były karane. Sąd uznał, że brakuje podstaw do bezwzględnego pozbawienia wolności – powiedział sędzia Marek Poteralski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dariusz G. , ps. „Łoli”, powiesił się w celi

Fot. Bartosz Krupa/East News. Warszawa 14.05.216. Zwiedzanie Aresztu Sledczego Warszawa – Mokotow w ramach wydarzenia „Noc Muzeow 2016”.

Nie żyje Dariusz G., pseudonim „Łoli”. Słynny gangster i były żołnierz popełnił samobójstwo we wrocławskim areszcie – podaje lokalna „Gazeta Wrocławska”. Trafił za kraty kilka dni temu, był powiązany w sprawie szajki oszustów. Tragiczna śmierć w areszcie śledczym we Wrocławiu. Samobójstwo popełnił Dariusz G. ps. „Łoli”. Były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, był już karany za handel narkotykami, czy udział w zabójstwie.

Znany gangster był ścigany za niedawne porachunki z półświatka. Ciągnęły się za nim stare sprawy – w 1997 roku miał brać udział w wyroku śmierci na Marku Ł., ps. Łopuch. G. trafił do aresztu kilka dni temu – prokuratura zarzucała mu udział w grupie przestępczej i podatkowe oszustwa.

Czytamy, że jeszcze dwa dni temu nic nie zwiastowało tragedii. Jak podaje „Gazeta Wrocławska” „Łoli” powiesił się w dwuosobowej celi aresztu śledczego, 17 czerwca. Tuż przed północą wszczęto alarm, okazało się, że mężczyzna powiesił się na pętli zrobionej z koca. Pomoc strażników przyszła za późno, lekarz stwierdził zgon.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wrocław: Pościg policyjny za 20-latkiem

Policjanci z Wrocławia zatrzymali kierowcę uciekającego przed nimi auta. 20-latek był pod wpływem środków odurzających. W aucie wiózł pijanych mężczyzn i 8-letniego chłopca. W nocy z niedzieli na poniedziałek wrocławscy policjanci ruszyli w pościg za kierowcą auta, który nie zatrzymał się do kontroli. Mężczyzna uciekał ulicami miasta, kilkukrotnie przejeżdżając na czerwonym świetle.

Gdy został zatrzymany, okazało się, że jest pod wpływem środków odurzających. W aucie oprócz kierowcy znajdowali się jeszcze trzej mężczyźni w wieku 27, 35 i 37 lat oraz 8-letni chłopiec. Najstarszy z nich miał 2,2 promila alkoholu w organizmie. W bagażniku auta funkcjonariusze znaleźli kilka porcji handlowych marihuany.

35-latek miał 2,9 promila alkoholu we krwi. Ośmiolatek jest jego synem. Mężczyźni zostali zatrzymani przez policjantów, będą odpowiadać przed sądem – również ze względu na złamanie zasad związanych z przemieszczaniem się podczas epidemii koronawirusa. Samochód odholowano na parking strzeżony.
Źródło info i foto: wp.pl

Pobicie kucharza z Chin we Wrocławiu

We Wrocławiu miało dojść do dotkliwego pobicia Chenshenga Li – obywatela Polski chińskiego pochodzenia, znanego w stolicy Dolnego Śląska kucharza. – Mąż był uderzany prosto w twarz i mocno krwawił – powiedziała portalowi gazetawroclawska.pl żona mężczyzny. Jak opisuje gazetawroclawska.pl do zdarzenia doszło w niedzielę ok. godz. 19.30. Chensheng Li wyszedł z restauracji Kuchnia Marche, w której pracuje. Szedł ulicą Świdnicką w stronę Powstańców Śląskich. Portal informuje, że na wysokości przejścia pod wiaduktem kolejowym zaczepiła go grupa młodych osób.

Najpierw napluli mu w twarz, później pobili, a następnie uciekli. – Na całe szczęście do leżącego na ziemi męża szybko podbiegł przypadkowy przechodzień i zaczął mu udzielać pomocy, angażując w to kolejne znajdujące się w pobliżu osoby. Mąż był uderzany prosto w twarz i mocno krwawił, dobrze że znaleźli się ludzie, którzy od razu mu pomogli – mówi portalowi żona kucharza, który po pobiciu trafił do szpitala.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wrocław: Oszust udawał hydraulika. Okradł właścicieli mieszkań na 100 tys. złotych

36-letni mieszkaniec Wrocławia usłyszał 19 zarzutów. Schemat jego działania był zawsze bardzo podobny. Aby dostać się do czyjegoś mieszkania mężczyzna podawał się za pracownika spółdzielni, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych lub hydraulika, który rzekomo naprawia awarię w bloku. Bywało również, że żerował na ludzkiej dobroci i prosił po prostu o szklankę wody.

Kiedy już znalazł się w konkretnym lokalu, odwracał uwagę mieszkańców i kradł portfele z dokumentami, gotówkę czy biżuterię. Następnie, z łupem w kieszeni, opuszczał miejsce kradzieży i podejmował próbę w kolejnym miejscu. Mężczyzna przez kilka ostatnich miesięcy działał na wrocławskich Krzykach, ale policjanci ustalili, że ma na swoim koncie również przestępstwa w innych częściach miasta. Spowodowane przez niego straty oszacowane zostały na ponad 100 tysięcy złotych.

Złodziejska para

Jak relacjonują policjanci, 36-latek był bardzo zaskoczony, gdy ci zapukali do drzwi jego mieszkania. Towarzyszyła mu kobieta, która również była poszukiwana do odbycia kary ponad dwóch lat pozbawienia wolności za wcześniej popełnione kradzieże.

Zatrzymana para trafiła na komisariat, a następnie do policyjnego aresztu. Wrocławianin usłyszał zarzuty dokonania blisko 20 czynów przestępczych, głównie kradzieży, ale też oszustwa. Sąd wobec niego zastosował środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu. Sprawa jest rozwojowa.

Policjanci ostrzegają

Policjanci ostrzegają przed przestępcami działających metodą na tzw. parawan. Oszuści, podając się np. za pracowników administracji czy przedsiębiorstwa wodociągowego, wchodzą do mieszkań i wtedy właśnie rozstawiają swego rodzaju „parawan”, który ma zasłonić ich prawdziwe intencje i działania. A te bywają bardzo prozaiczne, ponieważ chcą oni wzbogacić się czyimś kosztem. Zagadują lokatorów, namawiają ich do sprawdzenia ciśnienia w kranie, czy proszą o szklankę wody, a następnie wykorzystując chwilę nieuwagi, kradną pozostawione na wierzchu przedmioty.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wrocław: Oszukali kilkadziesiąt tysięcy osób na ponad 16 milionów złotych. Dwóch zatrzymanych

Ponad dwa miliony euro, 3,5 miliona złotych i niemal kilogram złota – tyle udało odzyskać się policjantom, którzy zajmowali się sprawą dwóch mężczyzn podejrzanych o oszukanie kilkudziesięciu tysięcy osób. Zdaniem śledczych podejrzani działali za pośrednictwem aukcji internetowych. Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań.

– Śledztwo prowadzone jest w związku z doprowadzeniem kilkudziesięciu tysięcy osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem dokonanego w związku z działalnością jednego z internetowych serwisów aukcyjnych oraz prania brudnych pieniędzy pochodzących z przestępstwa – informuje Krzysztof Zaporowski, rzecznik dolnośląskiej policji.

Oszukane osoby miały brać udział w aukcjach, których i tak nie miały szans wygrać.

Policjanci, między innymi z wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji, rozpracowywali sprawę przez kilka miesięcy. Efekt? Zatrzymanie dwóch podejrzanych.

Znaleźli ponad 12 milionów złotych i kilogram złota

Podczas przeszukania mieszkań podejrzanych i wynajmowanych przez nich skrytek depozytowych policjanci znaleźli gotówkę w polskiej i zagranicznej walucie. W sumie ponad dwa miliony euro i 3,5 miliona złotych. Oprócz tego znaleziono też sztabki złota. – Łączna wartość zabezpieczonego mienia to ponad 12 milionów złotych i niemal kilogram złota – przekazuje Zaporowski.

Dwóch zatrzymanych mężczyzn usłyszało zarzuty doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szeregu pokrzywdzonych na kwotę ponad 16 milionów złotych oraz prania brudnych pieniędzy pochodzących z popełnionego przestępstwa. Sąd – na wniosek prokuratury – zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanych aresztu tymczasowego na okres trzech miesięcy.

– Sprawa ma charakter rozwojowy. Nie są wykluczone kolejne zatrzymania – podkreśla rzecznik dolnośląskiej policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wrocław: Okradziono mieszkanie Olgi Tokarczuk?

Do włamania doszło w nocy z soboty na niedzielę na osiedlu Krzyki we Wrocławiu. Policja potwierdza, że okradziono lokal mieszkaniowy. Według nieoficjalnych doniesień Radia Wrocław mowa o domu należącym do Olgi Tokarczuk, która obecnie przebywa zagranicą. Policjanci otrzymali zgłoszenie o włamaniu w sobotę wieczorem, kilka minut przed północą.

– Na miejsce włamania skierowano dwie jednostki: techniki kryminalistycznej oraz zespół dochodzeniowo-śledczy. Policjanci zabezpieczali ślady i podjęli działania operacyjne mające na celu wytypowanie podejrzanych – przekazał polsatnews.pl st. sierż. Krzysztof Marcjan, oficer prasowy KMP we Wrocławiu.

Oględziny mieszkania zakończyły się nad ranem.

Nieoficjalnie: to mieszkanie noblistki

Policja potwierdza jedynie, że okradziony został lokal mieszkaniowy na wrocławskich Krzykach. Radio Wrocław poinformowało nieoficjalnie, że jest to willa należąca do Olgi Tokarczuk. Noblistka ma obecnie przebywać poza granicami Polski. Radio Wrocław przekazało też, że z mieszkania zginęła gotówka w różnych walutach. Policja nie potwierdziła ustaleń dotyczących wartości strat.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl