Etiopia: Aresztowano ok. 800 osób podejrzanych o „spisek terrorystyczny”

Etiopska policja aresztowała 796 osób podejrzanych o planowanie „ataków terrorystycznych” w stolicy kraju, Addis Abebie, których inspiratorem jest Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia (TPLF), działający w zbuntowanej prowincji Tigraj – podała w poniedziałek rządowa agencja Fana. Informacji tej nie potwierdziły na razie ani źródła rządowe ani rebelianci.

Tymczasem lider TPLF Debretsion Gebremichael w poniedziałek zaprzeczył informacjom dowództwa armii etiopskiej, jakoby oddziały federalne zamknęły pierścień wokół stolicy prowincji – miasta Mekelle.

Zachodnie agencje nie mogły niezależnie zweryfikować żadnej wersji konfliktu w Etiopii. Twierdzenia wszystkich stron są trudne do potwierdzenia, ponieważ komunikacja telefoniczna i internetowa nie działa, a media są w dużej mierze zablokowane w regionie północnej Etiopii.

Do wybuchu konfliktu w Tigraju doszło na początku listopada, gdy według władz federalnych lokalne bojówki zaatakowały miejscową bazę wojskową etiopskiej armii, po czym wojska federalne rozpoczęły ofensywę w Tigraju. Rząd Etiopii zarzuca władzom tego regionu dążenie do secesji. Od 4 listopada w regionie obowiązuje wprowadzony przez władze centralne półroczny stan wyjątkowy i trwa interwencja wojskowa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zamach bombowy w Pakistanie. Siedem osób nie żyje, ok. 70 jest rannych

Co najmniej siedem osób, w tym dzieci, zginęło, a ok. 70 zostało rannych we wtorek w wyniku wybuchu bomby w medresie, muzułmańskiej szkole religijnej, na przedmieściach Peszawaru na północy Pakistanu – poinformowała policja i służby medyczne.

„Do wybuchu doszło w medresie, gdzie nieznani sprawcy podłożyli materiały wybuchowe w plastikowej torbie” – powiedział anonimowo policjant, cytowany przez Agencję Reutera. Dodał, że wśród zabitych są dzieci.

Rzecznik pobliskiego szpitala poinformował, że do placówki przywieziono zwłoki siedmiu osób oraz 70 rannych pacjentów, w tym wielu z poparzeniami.

Kilka osób jest w ciężkim stanie i służby szpitala zastrzegły, że bilans ofiar śmiertelnych może wzrosnąć.

Peszawar jest stolicą prowincji Chajber Pasztunchwa, graniczącej z Afganistanem. Prowincja ta była w ostatnich latach miejscem podobnych ataków, ale do przemocy na tle religijnym dochodziło również w meczetach i seminariach w całym Pakistanie. Chociaż liczba incydentów w Peszawarze i ogólnie w Pakistanie spadła w ostatnich latach, w tym roku nastąpił wzrost ataków na siły bezpieczeństwa w prowincji Chajber Pasztunchwa. Do niektórych ataków przyznali się pakistańscy talibowie.

Za wtorkowy zamach na razie żadna grupa nie wzięła odpowiedzialności.
Źródło info i foto: TVP.info

Świdnica: 28-latek odkręcił gaz, doszło do wybuchu. Usłyszał zarzut

Zarzut umyślnego sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu znacznych rozmiarów postawiła świdnicka prokuratura 28-letniemu mężczyźnie, który, zdaniem śledczych, doprowadził do wybuchu gazu w kamienicy przy ul. Wyspiańskiego w Świdnicy.

Do eksplozji w jednym z mieszkań dwukondygnacyjnej kamienicy przy ul. Wyspiańskiego w Świdnicy doszło w ubiegłą niedzielę 6 września. W wyniku wybuchu osunęła się jedna ze ścian budynku. W eksplozji ranna została jedna osoba. To 28-letni mężczyzna, który z oparzeniami pierwszego i drugiego stopnia trafił do szpitala.

Prokurator Rejonowy w Świdnicy Marek Rusin powiedział, że śledczy po dokonaniu oględzin budynku zebrali dowody, które świadczą o tym, że wybuch gazu nie był nieszczęśliwym wypadkiem, ale celowym działaniem. Prokurator wskazał, że podejrzanym w tej sprawie jest mężczyzna, który został ranny w wyniku eksplozji.

– W sobotę został on wypisany ze szpitala; po czym został zatrzymany i postawiono mu zarzut celowego sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu znacznych rozmiarów w postaci gwałtownego wyzwolenia się energii, czyli wybuchu gazu – powiedział prok. Rusin.

Według ustaleń śledztwa, mężczyzna odkręcił wężyk doprowadzający gaz ziemny do kuchenki oraz otworzył butlę z gazem kupioną dwa dni wcześniej. – W konsekwencji doszło do wybuchu – powiedział prokurator.

28-latek nie przyznał się do zarzutu, a prokuratura ze względu na dobro śledztwa nie ujawnia treści złożonych przez niego wyjaśnień. Decyzją sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Prokurator Rusin powiedział PAP, że jednym z najbardziej prawdopodobnych motywów działania 28-latka była próba samobójcza. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Areszt po wybuchu gazu w Kamiennej Górze

Sąd zastosował dziś tymczasowy areszt wobec pracownika firmy gazowej podejrzanego o doprowadzenie do wybuchu w Kamiennej Górze. W wyniku wybuchu gazu i pożaru w mieszkaniu poważnie ucierpiała dwunastolatka. W bloku prowadzono wymianę instalacji gazowej. Wczoraj pracownik usłyszał zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia skutkującego zagrożeniem dla wielu osób.

Prokuratura złożyła też wniosek o tymczasowy areszt. Za to przestępstwo grozi kara do ośmiu lat więzienia.

„Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował wobec tego pracownika tymczasowy areszt na trzy miesiące. Prowadzimy teraz czynności z drugim zatrzymanym w tej sprawie pracownikiem, który również wykonywał tam prace przy instalacji. Dopiero po ich zakończeniu zapadnie decyzja czy też złożony będzie wniosek o areszt” – Anna Kaczyńska, prokurator rejonowa w Kamiennej Górze.

Jak informowała wczoraj, śledczy ustalili m.in., że niewłaściwie wykonywano prace przy sprawdzaniu szczelności, nie dopełniono zasad bezpieczeństwa. Mieszkańcy zgłaszali, że czuć było gaz. – Okazało się, że zawór w mieszkaniu, w którym doszło do wybuchu i pożaru, był nieznacznie uchylony, a nie powinno tak być – powiedziała prokurator.

W wybuchu gazu w bloku przy ul. Piastowskiej, do którego doszło w poniedziałek, ucierpiała dwunastolatka. Dziewczynkę z ranami oparzeniowymi zabrano śmigłowcem do specjalistycznego szpitala w Ostrowie Wielkopolskim. Oparzenia powierzchni jej ciała oceniono na 90 proc.

Nikt poza dwunastolatką nie ucierpiał fizycznie. W bloku prowadzono prace przy wymianie instalacji. Nadzór budowlany ocenił, że nie została naruszona konstrukcja budynku i nadaje się do zamieszkania.
Źródło info i foto: wroclaw.tvp.pl

Wybuch w Kamiennej Górze. Zarzuty dla pracownika spółki gazowej

Wybuch gazu doprowadził do znacznego uszczerbku na zdrowiu 12-letniej Martyny. Do zdarzenia doszło w Kamiennej Górze. Według informacji lekarzy nastolatka ma poparzone nawet 90 proc. powierzchni ciała. Kamienna Góra w województwie dolnośląskim. Właśnie tam doszło do wybuchu gazu, w wyniku którego 12-letnia Martyna walczy o życie. Jej stan lekarze określają jako ciężki. – Dziś wiemy, że oparzenia mogą obejmować nawet 90 procent ciała dziewczynki – mówił w rozmowie z RMF FM dr Witold Miaśkiewicz.

Kamienna Góra. Wybuch gazu. 12-latka z poparzeniami 90 proc. ciała

Wybuch gazu całkowicie zdestabilizował stan 12-latki. Kierownik oddziału chirurgii i traumatologii dziecięcej Szpitala w Ostrowie Wielkopolskim dodał, że przeprowadzono już pierwsze działania chirurgiczne w obrębie ran dziewczyny. Martyna walczy też z niewydolnością wielonarządową.

Miaśkiewicz poinformował również, że 12-latka przebywa obecnie w śpiączce farmakologicznej. Ma także poparzenia dróg oddechowych, co wiąże się z koniecznością jej mechanicznego wentylowania. – Rokowania są złe, ale walczymy – podkreślił lekarz.

W wyniku eksplozji rannych zostało sześć osób, w tym pracownik firmy, która prowadziła prace w budynku. Dziewczyna została zabrana do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Źródło info i foto: wp.pl

Tomasz J. zabił żonę i doprowadził do wybuchu w kamienicy. Został skazany na dożywocie

Na karę dożywotniego pozbawienia wolności skazał w środę poznański sąd Tomasza J., oskarżonego m.in. o zabójstwo żony i doprowadzenie do wybuchu w kamienicy na poznańskim Dębcu. W ocenie sądu, „to jedyna, kara, jaką za te czyny można wymierzyć”. 4 marca 2018 r. wskutek wybuchu gazu zawaliła się część kamienicy na poznańskim Dębcu. Prokuratura ustaliła, że bezpośrednią przyczyną eksplozji było celowe odkręcenie przez Tomasza J. rury doprowadzającej gaz do kuchenki. W ruinach znaleziono ciała pięciu osób; rannych zostało ponad 20 mieszkańców kamienicy.

Prokuratura oskarżyła Tomasza J. o zabójstwo żony, Beaty J., znieważenie jej zwłok, a także o zabójstwo czterech osób i usiłowanie zabójstwa 34 mieszkańców kamienicy poprzez doprowadzenie do wybuchu gazu. Tomasz J. został też oskarżony o spowodowanie wypadku drogowego, w wyniku którego ciężkich obrażeń doznał jego syn Kacper.

W środę Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał Tomasza J. na karę dożywotniego pozbawienia wolności. O warunkowe przedterminowe zwolnienie Tomasz J. może się ubiegać po 30 latach. Sędzia Katarzyna Obst podkreśliła w uzasadnieniu, że „to jedyna, adekwatna kara, jaką za te czyny można wymierzyć”.

Wyrok nie jest prawomocny.

Przyznał się do spowodowania wypadku drogowego

Oskarżony był obecny podczas odczytywania wyroku. W środę, przed zamknięciem przewodu sądowego, złożył oświadczenie, w którym przyznał się jedynie do spowodowania wypadku drogowego, w którym uczestniczył jego syn Kacper. Jak mówił, „nie pamiętam okoliczności tego zdarzenia, oraz przyznaję, że mogłem przekroczyć prędkość. Nie wiem, jak to się stało, być może zarzuciło prowadzony przeze mnie pojazd, może wyskoczyło zwierzę. Być może źle się poczułem, zrobiło mi się słabo, może się zamyśliłem”.

– Jest mi bardzo z tego przykro i nie daje mi to spokoju. Bardzo martwię się o syna, nigdy bym jego nie skrzywdził. Bardzo mocno i z całego serca kocham Kacperka – powiedział.

To były jedyne słowa, które oskarżony wypowiedział w trakcie procesu; na pierwszej rozprawie odmówił uczestnictwa w kolejnych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA odnośnie spółek związanych z Łukaszem Szumowskim już w 2016 roku

Ciąg dalszy afery związanej z Łukaszem Szumowskim i związanymi z nim spółkami. Jarosław Gowin w kwietniu 2016 roku miał złożyć zawiadomienie do CBA w związku z podejrzeniem korupcji w spółkach ministra zdrowia – wynika z pisma, do którego dotarli posłowie PO.

Chodzi o pismo z 27 kwietnia 2016 roku, które opublikowali posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej. Parlamentarzyści od wybuchu afery prowadzą kontrolę poselską w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA

„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie, czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – czytamy w opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” fragmencie pisma Jarosława Gowina do szefa CBA. Szczególną uwagę zwraca data, którą zostało opatrzone pismo ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Pół roku później, 24 listopada 2016 roku powoła on Łukasza Szumowskiego na stanowisko wiceministra w resorcie nauki.

Z pisma Jarosława Gowina nie wynika, jakie spółki związane z Łukaszem Szumowskim mogły brać udział w procederze korupcyjnym. Były wicepremier wspomniał jednak o programach, w ramach których spółki te ubiegały się o granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Chodzi o BRIdge Classic i BRIdge Alfa.

W ramach programu BRIdge Classic do NCBiR złożono 74 wnioski. Grant trafił tylko do spółki Simplicardiac, w której udziały ma spółka Szumowski Investments. Ta należy obecnie do brata i żony Łukasza Szumowskiego.

Grant był formą pożyczki na realizację projektu pt. „Rozwój i komercjalizacja nowej, innowacyjnej opaski uciskowej stosowanej do zabiegów cewnikowania serca metodą przezpromieniową”. Jak wynika z pisma Jarosława Gowina do CBA, pożyczka wyniosła 1,3 miliona złotych, co różni się o 100 tys. złotych od kwoty zgłoszonej przez prezesa Simplicardiac.

Z kolei w programie BRIdge Alfa, którego założeniem było współfinansowanie projektów badawczo-rozwojowych, w 2014 roku spółka Life Science Innovation (LSI), gdzie udziałowcami również są Szumowscy, otrzymała 16 milionów złotych.

Oba programy zostały w 2015 roku poddane kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W przypadku BRIdge Classic głównym zarzutem okazał się brak transparentności i rzetelnej oceny złożonego wniosku. „Zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków” – alarmowali kontrolerzy z resortu nauki.

Chodzi o pismo z 27 kwietnia 2016 roku, które opublikowali posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej. Parlamentarzyści od wybuchu afery prowadzą kontrolę poselską w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA

„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie, czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – czytamy w opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” fragmencie pisma Jarosława Gowina do szefa CBA.

Szczególną uwagę zwraca data, którą zostało opatrzone pismo ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Pół roku później, 24 listopada 2016 roku powoła on Łukasza Szumowskiego na stanowisko wiceministra w resorcie nauki.

Zobacz także: Dymisja Szumowskiego? „Tak ohydne, że musi być wniosek”

Jarosław Gowin a kontrola spółek związanych z Łukaszem Szumowskim

Z pisma Jarosława Gowina nie wynika, jakie spółki związane z Łukaszem Szumowskim mogły brać udział w procederze korupcyjnym. Były wicepremier wspomniał jednak o programach, w ramach których spółki te ubiegały się o granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Chodzi o BRIdge Classic i BRIdge Alfa.

W ramach programu BRIdge Classic do NCBiR złożono 74 wnioski. Grant trafił tylko do spółki Simplicardiac, w której udziały ma spółka Szumowski Investments. Ta należy obecnie do brata i żony Łukasza Szumowskiego.

Grant był formą pożyczki na realizację projektu pt. „Rozwój i komercjalizacja nowej, innowacyjnej opaski uciskowej stosowanej do zabiegów cewnikowania serca metodą przezpromieniową”. Jak wynika z pisma Jarosława Gowina do CBA, pożyczka wyniosła 1,3 miliona złotych, co różni się o 100 tys. złotych od kwoty zgłoszonej przez prezesa Simplicardiac.

Z kolei w programie BRIdge Alfa, którego założeniem było współfinansowanie projektów badawczo-rozwojowych, w 2014 roku spółka Life Science Innovation (LSI), gdzie udziałowcami również są Szumowscy, otrzymała 16 milionów złotych.

Oba programy zostały w 2015 roku poddane kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W przypadku BRIdge Classic głównym zarzutem okazał się brak transparentności i rzetelnej oceny złożonego wniosku. „Zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków” – alarmowali kontrolerzy z resortu nauki.

W sprawie projektu „opaski uciskowej” okazało się też, że spółka Simplicardiac otrzymała na ten projekt dofinansowanie z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości już w 2013 roku. Dotacja wyniosła 266 tysięcy złotych.

Ocena projektu BRIdge Alfa wypadła niewiele lepiej. Problemem okazało się żonglowanie terminami składania wniosków. W październiku 2013 roku ogłoszono zawieszenie naboru ofert na czas nieokreślony. Ogłoszenie o tym, że wznowiono przyjmowanie wniosków, się nie ukazało. Z kolei 10 kwietnia 2014 r. NCBiR przyjął ofertę spółki, która, w opinii kontrolerów, oficjalnie nie istniała.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, chodzi właśnie o Life Science Innovation, w której udziałowcami byli wtedy bracia Szumowscy. Te została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym dopiero w czerwcu 2014 roku.

Jarosław Gowin i CBA nie komentują sprawy

W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami, Jarosław Gowin zawnioskował do CBA o wszczęcie śledztwa ws. możliwości popełniania korupcji. „Uwzględniając złożoność spraw i zakres stwierdzonych nieprawidłowości, a także fakt licznych powiązań osobowych występujących pomiędzy uczestnikami przedsięwzięć oraz ekspertami dokonującymi selekcji wniosków o przyznanie wsparcia, wątpliwości budzi, czy w ramach naboru, oceny i realizacji projektów nie doszło do zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – pisał w kwietniu 2016 roku lider Porozumienia.

Dziennikarze „GW” próbowali uzyskać w CBA informacje dotyczące prowadzonego postępowania. Do dnia publikacji artykułu odpowiedź nie nadeszła.

Komentarza w sprawie unika też Jarosław Gowin, który głos ws. Szumowskiego zabrał tylko raz. Były wicepremier bronił ministra zdrowia w innej aferze związanej z LSI i NCBiR.

Chodzi o grant, o który wnioskowała spółka w momencie, gdy Szumowski zastępował innego wiceministra, który sprawował nadzór nad Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Kilka miesięcy później LSI otrzymało dotację, o którą się ubiegało. Więcej o podwójnej roli Łukasza Szumowskiego pisaliśmy 29 maja.
Źródło info i foto: wp.pl

Głogów: Wybuch w wieżowcu. Skład amunicji w mieszkaniu. Ranna 3-latka

Do koszmarnego w skutkach wybuchu doszło w środę (25.03.2020) około godziny 16. W wyniku tego zdarzanie ranna została 3-letnia dziewczynka oraz 51-letni mężczyzna. Oboje zostali przewiezieni do szpitala. Do wybuchu w mieszkaniu na pierwszym piętrze wieżowca przy ulicy Oriona (na osiedlu Kopernik) doszło w środę (25.03.2020) około godziny 16. Na miejsce zostały skierowane służby ratunkowe. W wyniku tego zdarzenia ranna został 3-letnia dziewczynka i 51-letni ojciec.

Z informacji, które zdobyli dziennikarze portalu myglogow.pl wynika, że 51-letni mężczyzna kolekcjonował amunicję. Służby prowadzące akcję ratunkową zadecydowały, że należy ewakuować mieszkańców, którzy zostali przewiezieni z miejsca zdarzenia autobusami. Teren został ogrodzony. Na miejscu pracowali także pirotechnicy, ponieważ mężczyzna trzymał w mieszkaniu amunicję.

– To jakiś szaleniec! Jak można było coś takiego trzymać w mieszkaniu! Narażał siebie, swoją rodzinę i tylu ludzi mieszkających w tym wieżowcu – denerwowali się sąsiedzi. Ludzie są w szoku, bo wielu, z którymi rozmawialiśmy, mówiła, że to „normalny człowiek” – usłyszeli dziennikarze portalu myglogow.pl. Jedna z kobiet rozmawiająca z reportem myglogow.pl miała powiedzieć: „– Widziałam, jak ich zabierali. Dziecko było całe we krwi. A jemu chyba urwało rękę. Zamiast niej miał kikut”.
Źródło info i foto: se.pl

Szwecja: Ogromny wybuch w stolicy. To zamach?

Szwedzka policja prowadzi dochodzenie po głośnej eksplozji, która uszkodziła budynek w eleganckim centrum Sztokholmu we wczesnych godzinach poniedziałku.

Wybuch miał miejsce o 1 w nocy na ulicy Gyllenstiernsgatan w dzielnicy Östermalm w szwedzkiej stolicy. Eksplozję było słychać kilka kilometrów dalej. Wybuch uszkodził cały budynek i wiele zaparkowanych samochodów.

Incydent ten był badany jako „dewastacja zagrażająca społeczeństwu”, ale nie podejrzewano o terroryzm. Była to jedna z najpotężniejszych eksplozji w stolicy Szwecji. Jedna z mieszkańców powiedziała TT, że została obudzona w nocy przez „ogromny podmuch”, który wstrząsnął jej oknami wtedy wyszła na balkon, aby zobaczyć, co się stało.

„Były już w drodze wozy strażackie, a potem przybyło mnóstwo policji i karetek pogotowia. Widzieliśmy duży kawałek metalu, którym mogły być drzwi lub część samochodu, leżący na ulicy. Wszędzie rozrzucone było szkło z latarni ulicznych a obok samochodów było dużo metalu, więc pomyśleliśmy, że to musiała być bomba podłożona pod samochód, która wybuchła ”- powiedziała.

Powiedziała, że ​​jest szczególnie zaniepokojona tym incydentem ze względu na szkołę znajdującą się w tym samym budynku, dodając: „Gdyby miało to miejsce kilka godzin później, mogłaby to być totalna katastrofa”.

Ewakuowano około 30 osób.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Poszukiwani sprawcy, którzy wysadzili bankomat w Biedronce w Płotach

Siła wybuchu była ogromna! Uszkodzony został nie tylko sam bankomat, ale także przedsionek sklepu Biedronka w Płotach przy ulicy Grunwaldzkiej. W nocy z poniedziałku na wtorek nieznani sprawcy wysadzili urządzenie w powietrze ukradli z niego sporą sumę pieniędzy.

Do zdarzenia doszło między godziną 3:00 i 4:00. Eksplozja całkowicie zniszczyła bankomat. W przedsionku sklepu uszkodzone zostały szyby w oknach i sufit, w związku z czym zdecydowano się nie otwierać go dla klientów. Sprawców nie udało się odnaleźć, podobnie jak gotówki, która została wyciągnięta z wnętrza bankomatu. Według nieoficjalnych informacji mogło to być kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Obecnie policja prowadzi czynności mające na celu ustalenie sprawców kradzieży.
Źródło info i foto: se.pl