Zwłoki noworodka znalezione w kontenerze na śmieci przy polskiej granicy

Zwłoki noworodka znaleziono w kontenerze na śmieci w Karwinie na Śląsku Cieszyńskim – podaje ”Onet”. Czeska policja apeluje do Polaków o pomoc w wyjaśnieniu okoliczności śmierci dziecka.

Do makabrycznego odkrycia przy polsko-czeskiej granicy w Karwinie doszło na początku lipca. Zwłoki noworodka umieszczone w kontenerze na śmieci odnalazł bezdomny mężczyzna. Ciało było zawinięte w ubrania i pościel. Policja w Czechach nie jest w stanie ustalić tożsamości matki dziecka – podaje ”Onet”.

„Zwracamy się do opinii publicznej z prośbą o pomoc. Interesują nas informacje związane z kobietą, która była w ciąży i nie ma z nią dziecka. Zwracamy się również do lekarzy o pomoc” – GABRIELA POKORNÁ, RZECZNIK POLICJI W KARWINIE

Czeska policja opublikowała zdjęcie pościeli znalezionej przy dziecku. W wyjaśnienie okoliczności śmierci dziecka może zaangażować się polska policja. Każda osoba posiadająca informacje na temat śmierci noworodka, proszona jest o kontakt z najbliższym posterunkiem policji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

18-letni napastnik ze szkoły w Brześciu Kujawskim trafi do aresztu

Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla sprawcy ataku na szkołę w Brześciu Kujawskim. Marek N. trzy miesiące spędzi na oddziale psychiatrii sądowej w areszcie śledczym w Szczecinie. Wcześniej mężczyzna usłyszał zarzuty. Przedwczoraj 18-letni były uczeń szkoły podstawowej wtargnął do budynku z bronią. Postrzelił uczennicę oraz pracownicę szkoły. Wczoraj do późnych godzin wieczornych trwało jego przesłuchanie.

W trakcie wtorkowego, trwającego kilka godzin przesłuchania, prokuratorzy przedstawili 18-latkowi trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy usiłowania zabójstwa wielu osób i sprowadzenie niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób. Chodzi o wniesienie do szkoły i odpalenie materiałów wybuchów domowej produkcji. Swoich zamiarów – jak podkreśla prokuratura – napastnik nie osiągnął, z uwagi na ucieczkę zagrożonych osób.

Dwa kolejne zarzuty dotyczą usiłowania zabójstwa 11-letniej uczennicy oraz pracownicy szkoły i spowodowania u nich obrażeń skutkujących dłuższym niż tydzień pobytem w szpitalu. Według Super Expressu u rannej 11-latki kilka lat temu zdiagnozowano raka kości. Dziewczynka cały czas jest w trakcie leczenia.

Dostała trzy kule. Jedna na szczęście ominęła obojczyk, ale dwie utkwiły w biodrze. Z miejsca trafiła na stół operacyjny. Przez dwie godziny lekarze wyciągali z niej te kule – mówi tata 11-latki rozmowie z Super Expressem. Okazało się, że jedna z kul drasnęła wątrobę a druga dosłownie o milimetry minęła rdzeń kręgowy – dodaje matka dziewczynki.

18-latek składa obszerne wyjaśnienia

Napastnik przyznał się do winy. W trakcie przesłuchania złożył też obszerne wyjaśnienia – powiedział RMF FM Wojciech Fabisiak z Prokuratury Okręgowej we Włocławku. Śledczy nie chcą jednak mówić o szczegółach. Nie odpowiadają także na pytania dotyczące motywu jakimi kierował się 18-latek. Rutynowo przejdzie on badania psychiatryczne.

Trzeba sprawdzić, czy mężczyzna, o którym wiadomo, że wcześniej leczył się psychiatrycznie – był poczytalny. Od wyników badań będzie zależeć, czy przed sądem będzie mógł odpowiadać za to co zrobił. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Komisja śledcza ds. Amber Gold. Dziś przesłuchanie Michała Tuska

Syn byłego premiera Michał Tusk nie jest kluczem do całej sprawy Amber Gold, ale jego rola zasługuje na wyjaśnienie – zaznaczył Marcin Horała (PiS). Trzeba określić, jakie informacje Donald Tusk przekazywał swojemu synowi i czemu ten nie zrezygnował ze współpracy ze spółką OLT Express – dodał poseł.

Dziś sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold przesłucha Michała Tuska, syna b. premiera, szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Po upadku OLT Express pod koniec lipca 2012 r. okazało się, że ze spółką współpracował pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku Michał Tusk, który miał się zajmować obsługą prasową linii OLT Express i analizą ruchu lotniczego z Gdańska.

Poseł PiS Marcin Horała pytany w TVP Info o to, czy przesłuchanie Michała Tuska będzie kluczowe dla śledztwa, Horała odparł, że jest to jeden z istotnych elementów, które trzeba wyjaśnić. „Nie jest tu tak, żeby pan Michał Tusk był kluczem do całej zagadki” – przyznał poseł, dodał jednak, że rola syna b. premiera w tej sprawie „zasługuje na wyjaśnienie”. „Chociażby to powiązanie pomiędzy rodziną premiera państwa, który nadzorował wszystkie służby, które powinny to Amber Gold zawczasu wykryć i zdusić w zarodku to dziejące się oszustwo, a tego nie zrobiły, nie dopełniły swoich obowiązków, a jednocześnie członek najbliższej rodziny ich zwierzchnika pracuje dla owego znanego aferzysty” – powiedział.

Prowadzący zwrócił uwagę na to, że zgodnie ze słowami Tuska ten ostrzegał syna przed współpracą z Marcinem P. Według łódzkich śledczych Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. „Pytanie, jakie informacje Donald Tusk przekazywał swojemu synowi, skąd je miał, czy to były informacje tajne” – mówił poseł. „Po drugie, czemu mając taką wiedzę nie ostrzegł tysięcy Polaków, którzy wówczas byli właśnie oszukiwani” – zaznaczył. „Po trzecie, skoro syn mając taką wiedzę jednak zdecydował się pracować, to jakie motywy za tym stały. W jednym z wywiadów, o ile pamiętam, pan Michał Tusk powiedział dziennikarzom, kiedy go dociskali, jak to się stało, że mając taką wiedzę podjął tę pracę, to powiedział: Napiszcie, że jestem debilem. Ja myślę, że jednak jest osobą inteligentną, więc te motywacje i te powiązania należy zbadać, bo coś tam faktycznie jest mocno na rzeczy” – powiedział.

O sytuacji spółki Amber Gold zrobiło się głośno w lipcu 2012 r., kiedy linie OLT Express zaczęły mieć kłopoty finansowe – zawieszono wówczas wszystkie rejsy regularne przewoźnika, a następnie spółka poinformowała, że wycofuje się z inwestycji w linie lotnicze. Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. Z kolei w połowie sierpnia 2012 r. upadłość ogłosiła spółka Amber Gold.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy porwali 29-letnią Dorotę?

Gdzie jest Dorota Galuszka-Granieczny (29 l.)? Czyżby potajemnie wróciła do Polski? A może uprowadzili ją spod domu w Selfkant niemieccy bandyci? Te pytania od trzech miesięcy nie dają spokoju jej bliskim oraz detektywowi Arkadiuszowi Andale, który za pomoc w wyjaśnieniu zagadki oferuje 5 tys. zł nagrody.

Selfkant to dziesięciotysięczne miasteczko położone nieopodal niemieckiej granicy z Belgią i Holandią. To tutaj od dziesięciu lat mieszkała z mężem Dorota Galuszka-Granieczny. Młoda, atrakcyjna blondynka była kucharką. Pracowała w przedszkolu, a popołudniami dorabiała w pizzerii. Aż 18 sierpnia późnym wieczorem przepadła bez śladu. – Od trzech miesięcy nikt jej w Selfkant nie widział – mówi detektyw Arkadiusz Andała, który na własna rękę usiłuje rozwikłać zagadkę.Co się mogło stać? Czy Dorota w ogóle żyje? Jej mąż sugerował, że mogła pojechać do Polski, ale w Radlinie na Śląsku, gdzie ma rodzinę, się nie pojawiła. – W dniu zaginięcia w pobliżu jej domu monitoring zarejestrował jasne BMW kombi. Myślę, że to auto ma związek ze sprawą – mówi detektyw, który za pomoc w rozwiązaniu zagadki oferuje 5 tys. zł nagrody. Można do niego pisać na adres: sekretariat@andalapatrol.eu.

Nagroda za pomoc

– Oferuję 5 tysięcy złotych temu, kto pomoże rozwikłać zagadkę zniknięcia pani Doroty – mówi detektyw Arkadiusz Andała.
Żródło info i foto: se.pl

Biały Dom czeka na wyjaśnienie statusu Edwarda Snowdena

Biały Dom oznajmił, że czeka na wyjaśnienie przez władze Rosji statusu Edwarda Snowdena – byłego pracownika amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), który przebywa w strefie tranzytowej lotniska w Moskwie. Snowden stara się o azyl w Rosji. Rosyjskie media poinformowały, że Snowdenowi już dostarczono dokument, umożliwiający mu opuszczenie strefy tranzytowej lotniska, lecz rosyjski adwokat Anatolij Kuczerena, który pomaga Amerykaninowi w załatwianiu tymczasowego azylu, zdementował te doniesienia i powiedział, że na razie jego klient musi zostać na lotnisku. Żródło info i foto: TVP.info

Znajomi Maxwella I. domagają się wyjaśnienia okoliczności śmierci

Znajomi Nigeryjczyka zabitego na Stadionie Dziesięciolecia domagają się wyjaśnienia okoliczności jego śmierci. Podkreślają, że nie brał on udziału w zamieszkach (bo wybuchły one dopiero po jego zastrzeleniu) i żądają pomocy dla rodziny zabitego. Solidarni z Maxem to strona internetowa na temat wydarzeń, które rozegrały się 23 maja na Stadionie Dziesięciolecia. Podczas policyjnej akcji zginął wtedy 36-letni handlarz Maxwell I., ojciec trójki dzieci (dwójki własnych i jednego przybranego). Jej autorzy podkreślają, że zabity nie był celem działania policjantów. Przedstawiają też własną wersję wydarzeń – zupełnie inną od wersji policji. Żródło info i foto: Fakt.pl

IPN coraz bliżej wskazania zabójców Stanisława Pyjasa

Instytut Pamięci Narodowej jest bliski wskazania zabójców młodego opozycjonisty i przyjaciela Bronisława Wildsteina. IPN dotarł do 20 nowych świadków, z których dwóch ma kluczową dla wyjaśnienia sprawy wiedzę. W śledztwie dotyczącym morderstwa Stanisława Pyjasa pomoże też TVN – czytamy na Dziennik.pl
IPN stwierdził, że materiał, które zebrały autorki głośnego filmu „Trzech kumpli” (o przyjaźni Pyjasa, Maleszki i Wildsteina) jest szczególnie cenny – pisze „Rzeczpospolita”. Żródło info: Dziennik.pl

Komendant wyjaśni zachowanie policjantów

Komendant wojewódzki policji w Szczecinie wszczął postępowanie wyjaśniające wobec swoich podwładnych. Tych, którzy w poniedziałek przejechali przez Słupsk. Portal GP24.pl informuje, że wczoraj do Szczecina trafiła notatka służbowa, sporządzona przez policję ze Słupska po incydencie, do którego doszło w poniedziałek na ulicach miasta. Szczecinianie przeprowadzali nowe radiowozy z Gdańska do Szczecina. W Słupsku beztrosko zatrzymali się na obiad, zostawiając auta w niedozwolonym miejscu, pod bankiem przy ul. Jagiełły. Byli nieumundurowani, a dwa ich auta nie miały tablic rejestracyjnych. Co gorsza, słupska policja nic nie wiedziała o tym transporcie. Gdy dowiedziała się o dziwnych radiowozach, które wzięły się pod bankiem nie wiadomo skąd, profilaktycznie zorganizowała szybką akcję w celu wyjaśnienia, czy przypadkiem jacyś przebierańcy nie organizują napadu na bank. Żródło info i foto: GP24.pl