14-latka wykorzystana przez krewnego. Sprawą zajęło się biuro RPO

RPO Adam Bodnar z własnej inicjatywy podjął sprawę 14-latki wykorzystanej przez 26-letniego krewnego – przekazało biuro RPO. W pierwszej instancji mężczyzna został skazany na trzy lata więzienia. Sąd apelacyjny orzekł karę wolnościową, uznając, że doszło do aktu pedofilii, nie gwałtu.

Chodzi o wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, który w ubiegły poniedziałek opisała „Gazeta Wrocławska”. Jak napisano, sąd uznał, że do gwałtu nie doszło, ponieważ 14-latka nie krzyczała. Mężczyzna został ostatecznie skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu.

„Prośba o nadesłanie akt sprawy”

Sprawę z urzędu podjął RPO Adam Bodnar. „RPO zwrócił się w dniu 16 września do Przewodniczącego III Wydziału Karnego Sądu Okręgowego we Wrocławiu z prośbą o nadesłanie akt sprawy w celu poddania ich analizie pod kątem zaistnienia przesłanek do wniesienia kasacji/skargi nadzwyczajnej na niekorzyść oskarżonego” – czytamy w informacji.

Biuro RPO podkreśliło jednak, że należy mieć na uwadze przepisy Kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którymi kasacja może być wniesiona tylko, gdy zaszła bezwzględna przyczyna odwoławcza lub doszło do innego rażącego naruszenia prawa, „jeżeli mogło ono mieć istotny wpływ na treść orzeczenia”.

Za wyjątkiem kasacji wniesionej przez Prokuratora Generalnego w sprawach o zbrodnie kasacja nie może też być wniesiona wyłącznie z powodu niewspółmierności kary.

„Nie było gwałtu, bo nie krzyczała”

Do zdarzenia, o którym mowa, doszło pod koniec grudnia 2016 roku we Wrocławiu. „Dziewczynka przyjechała do Wrocławia do rodziny na Boże Narodzenie. W mieszkaniu, w którym gościła, były też inne osoby z rodziny. Miejsc było mało, więc w nocy kładli się do spania po kilka osób na jednym łóżku. Dziewczynka spała z kuzynostwem, ale było jej ciasno i niewygodnie. Położyła się więc do pustego łóżka, w którym spać miał inny jej daleki krewny. Ale wieczorem 26 grudnia poszedł na dyskotekę. Wrócił pijany około 3 albo 4 w nocy” – opisuje „Gazeta Wrocławska”.

Sąd pierwszej instancji, skazując mężczyznę za gwałt, stwierdził, że dziewczyna odpychała mężczyznę i próbowała się odsuwać. Jednym z dowodów w sprawie miała być też jego późniejsza rozmowa z pokrzywdzoną przez internetowy komunikator i przeprosiny. Mężczyzna twierdził jednak, że to nie on pisał te wiadomości.

– Słyszałam uzasadnienie. Sąd ocenił, że nie było gwałtu, bo moja klientka nie krzyczała, a to znaczy, że sprawca nie używał przemocy – podkreśliła w rozmowie z gazetą pełnomocniczka pokrzywdzonej mecenas Justyna Beni.

Wyrok odbił się szerokim echem

Wyrok wrocławskiego sądu odbił się szerokim echem w mediach. Pod hashtagiem #teżniekrzyczałam na Twitterze pojawiły się relacje setek kobiet dotkniętych przemocą seksualną, które podkreślały, że brak krzyku nie oznacza zgody na przemoc.

Orzeczenie komentowane było również przez polityków. Prezes Partii KORWiN, poseł Konfederacji Janusz Korwin-Mikke stwierdził, że „jeśli (kobieta) nie krzyczy, to widać tego chce”. Od słów tych odciął się inny poseł tego ugrupowania Robert Winnicki, który podkreślił, że uważa taką opinię za „bardzo szkodliwą”. Wypowiedź za niedopuszczalną uznali też przedstawiciele innych ugrupowań, m.in. rzeczniczka Lewicy Anna-Maria Żukowska oraz szef komitetu wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski.

Obecnie obowiązujący przepis w Kodeksie karnym stanowi, że do gwałtu dochodzi, gdy ktoś doprowadza do obcowania płciowego „przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem”. Chęć zmiany tego zapisu wyraża m.in. organizacja Amnesty International, która apeluje, by definicja gwałtu była oparta na braku zgody na współżycie, a nie na formie stawianego oporu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polska: Mimo sądowego nakazu ksiądz pedofil nie chce przeprosić swoich ofiar

Marek Mielewczyk, bohater filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, w latach 80. był ministrantem. Wówczas ksiądz Andrzej Srebrzyński wykorzystywał go seksualnie. Mimo sądowego nakazu przeproszenia, duchowny nigdy tego nie zrobił – podaje Onet.

W 2014 roku Marek Mielewczyk złożył do sądu pozew przeciwko księdzu Andrzejowi Srebrzyńskiemu, kartuskiej parafii i diecezji pelplińskiej. Pięć lat później Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał parafii i diecezji przeprosić mężczyznę na piśmie. Zdecydował także, że Mieleczyk ma otrzymać 400 tys. złotych zadośćuczynienia. Wyrok został wykonany w maju bieżącego roku.

Natomiast 13 sierpnia w Sądzie Rejonowym w Świeciu podczas rozprawy sądowej Srebrzyński miał przeprosić mężczyznę, którego wykorzystywał, gdy ten miał 12 lat lat. Jednak ani duchowny, ani jego pełnomocnik do sądu nie przyszli. Jak podaje Onet, Srebrzyński ostał już skazany wyrokami kanonicznym i karnym, jednak nie przyznaje się do winy i nie chce przeprosić Mielewczyka.

„Ten człowiek po raz kolejny nie przyznaje się do popełnionej winy. W stosunku do mnie, ale też innych ofiar to wyraz znieczulicy i arogancji z jego strony. Po raz kolejny Srebrzyński potraktował nas jak śmieci. Po tych wszystkich latach, kiedy walczę o sprawiedliwość i po tej całej korespondencji, którą w tym czasie ja i mój adwokat otrzymaliśmy od tego człowieka to obrzydliwe, że dziś nie przyznaje się do winy i nie wykazuje żadnej skruchy” – powiedział w rozmowie z Onetem Marek Mielewczyk. Sąd jednak orzekł, że na przeprosiny duchowny ma trzy dni robocze – jeśli tego nie zrobi, za każdy dzień zwłoki będzie musiał zapłacić 500 zł na rzecz poszkodowanego. Będzie musiał to zrobić z własnych pieniędzy – do tej pory płacił Kościół.

„Żadne przeprosiny pod przymusem nie są ważne, więc, nawet jeśli Srebrzyński mnie przeprosi, to ja tych przeprosin nie przyjmę. Ten człowiek przez całe lata zaprzeczał temu, że wykorzystywał seksualnie mnie i wiele innych chłopaków. Przez te wszystkie lata kpił z nas i kłamał w żywe oczy. Zaprzeczał również, że mnie w ogóle zna, mam na to dowody” – stwierdził Mielewczyk.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pedofil znów chce wyjść na wolność. Domaga się krótszej odsiadki

Jacek P. (54 l.) z Hrubieszowa domaga się od sądu krótszej odsiadki. Zwyrodnialec siedział za gwałt i morderstwo na 17-letniej dziewczynce, a gdy wyszedł, wykorzystał 10-letnie dziecko…

Bestialskie zgwałcenie i zamordowanie 17-letniej uczennicy wstrząsnął Polską w 1988 roku. Bestia z Hrubieszowa (woj lubelskie) została skazana na 25 lat więzienia i po odsiedzeniu wyroku wyszła na wolność. Niestety ćwierć wieku w więzieniu nie odmieniło plugawej natury zbrodniarza. Na wolności Jacek P. związał się z kobietą i prowadził pozornie normalne życie. Tylko przypadek sprawił, że światło dzienne ujrzała jego kolejna plugawa tajemnica.

Mężczyzna zgubił telefon i wtedy wszystko się wydało. Osoby, które go znalazły, odkryły w nim filmy, na których mężczyzna gwałci dziecko. Funkcjonariusze szybko ustalili, że tym obleśnym pedofilem jest Jacek P. Okazało się, że zboczeniec wykorzystał córkę swoich znajomych, która miała wówczas 10 lat. Recydywista stanął przed Sądem Rejonowym w Hrubieszowie i znów został skazany na ćwierć wieku. Jednak Jacek P. nie zgadza się z wyrokiem i chce jego zmiany. Chce wyjść jak najszybciej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Były ksiądz prawomocnie skazany za wykorzystywanie seksualne ministranta

2,5 roku w więzieniu ma spędzić były ksiądz z Opolszczyzny. Mężczyzna był oskarżony o to, że przed laty wykorzystał seksualnie jednego z ministrantów. Wyrok jest prawomocny. W maju 2019 roku Mariusz K., były ksiądz z parafii w Jemielnicy na Opolszczyźnie, został skazany na 2,5 roku więzienia. Mężczyzna był oskarżony o molestowanie 13-letniego ministranta, dziś dorosłego już mężczyzny. Do winy się przyznał, ale wyjaśnień składać nie chciał.

Wtedy sąd pierwszej instancji byłemu duchownemu dożywotnio zakazał zajmowania stanowisk i zawodów związanych z edukacją małoletnich. Oprócz tego mężczyzna otrzymał także 10-letni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym i zakaz zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 150 metrów. Decyzją Sądu Rejonowego w Strzelcach Opolskich miał też zapłacić 50 tysięcy złotych zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonego przez siebie byłego ministranta. Wyrok nie był prawomocny.

„Zaczął się do mnie dobierać”

Ofiara duchownego, 22-letni obecnie Dariusz Kołodziej (jego adwokat Tomasz Płachtej informuje, że jego klient zgadza się na podawanie pełnego imienia i nazwiska), tak relacjonował zachowania ekskapłana: – Przed moimi urodzinami ksiądz Mariusz powiedział, że ma dla mnie niespodziankę, że mnie zabierze gdzieś. Zabrał mnie do spa w Głuchołazach, rozebrał się w środku tam już do naga, nakłaniał mnie, żebym też się rozebrał.

To jednak, jak wynikało z słów mężczyzny, nie był koniec niewłaściwych zachowań K. W trakcie drogi powrotnej ksiądz miał zatrzymać samochód „gdzieś w środku pola”. – Nie minęło 15 minut, a on się zaczął do mnie dobierać – wspominał po latach Kołodziej.

Od wyroku sądu pierwszej instancji odwołały się wszystkie strony. Pełnomocnik Dariusza Kołodzieja kwestionował wysokość zadośćuczynienia. Z kolei oskarżyciel publiczny i obrońca oskarżonego odwoływali się od wysokości kary.

W czwartek sprawą zajął się Sąd Okręgowy w Opolu. Poprzednie rozstrzygnięcie utrzymano w mocy.

„Oskarżony wykazał pełną premedytację”

– Przy działaniu oskarżony wykazał pełną premedytację. To było działanie przemyślane i misterna intryga w celu doprowadzenia tego młodego człowieka do tych czynów. Te osoby dodatkowo były sobie bliskie, ponieważ oskarżony nadużył bardzo zaufania ministranta, jakim poszkodowany darzył księdza – podkreślał, w ustnym uzasadnieniu wyroku, sędzia.

Rozstrzygnięcie komentowała matka ofiary byłego duchownego. – Od dzisiaj może będę spokojniejsza o syna, że będzie mógł spokojniej funkcjonować, spać. Żadna kara nie jest adekwatna do czynu, który popełniono Chciałam mu podziękować za walkę, którą stoczył. Był na każdym procesie. Dzisiaj akurat nie mógł, bo jest na pogrzebie swojego przyjaciela, aby go pożegnać – przyznała Irena Kołodziej.

Mecenas Tomasz Płachtej poinformował, że wystosował wezwanie do zapłaty do kurii. Jednak ta miała odmówić zapłaty. – Wywalczona kwota nie jest kwotą wysoką wobec przestępstwa, jakiego dopuścił się ksiądz, który był odpowiedzialny za opiekę nad ministrantami. Odpowiedzialność spada nie tylko na samego oskarżonego, ale również na instytucję w której pracował, bo to ona była odpowiedzialna za opiekę nad ministrantami, a opieka dobra nie była – stwierdził Płachtej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nowy Targ: Ruszył proces księdza oskarżonego o wykorzystywanie seksualne nieletnich

Przed sądem rejonowym w Nowym Targu rozpoczął się w środę proces księdza Mariana W. oskarżonego o seksualne wykorzystywanie nieletnich, który był proboszczem kilku parafii w diecezji tarnowskiej. Pokrzywdzonych przez księdza jest 22 mężczyzn, ale w stosunku do 11 z nich przestępstwo zostało umorzone z uwagi na przedawnienie. Proces odbywa się za zamkniętymi drzwiami.

Prokuratura zarzuciła księdzu popełnienie w okresie od 2003 r. do 2012 r. 12 przestępstw seksualnych wobec 11 małoletnich, w tym siedmiu poniżej 15 roku życia. Pokrzywdzeni byli ministrantami lub lektorami w parafiach oskarżonego księdza.

Według komunikatu Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu, zarzucone oskarżonemu czyny polegały na doprowadzeniu małoletnich do poddania się różnego rodzaju tzw. innym czynnościom seksualnym, zazwyczaj poprzez nadużycie stosunku zależności, jaki zachodził między kapłanem a ministrantem czy lektorem. W przypadku trzech pokrzywdzonych działania oskarżonego doprowadziły do powstania u nich tzw. przewlekłego zespołu stresu pourazowego. Prokurator w toku śledztwa z uwagi na przedawnienie karalności umorzył postępowanie o popełnienie podobnych czynów wobec 11 innych pokrzywdzonych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kanada: Peter Nygard oskarżony o gwałty na nieletnich

Peter Nygard, jeden z najbogatszych Kanadyjczyków, właściciel sieci sklepów z odzieżą, został oskarżony o gwałt przez grupę dziesięciu kobiet, wykorzystywanych przez niego w latach 2008-2015, gdy trzy ze skarżących miały 14 lat, kolejne trzy – 15 lat.

Pozew wniesiono w Nowym Jorku, w Stanach Zjednoczonych.

Według opisywanego w piątek pozwu, wydarzenia miały miejsce w posiadłości Nygarda na Bahamach. Obecnie pokrzywdzone kobiety są w wieku od 18 do 36 lat. Nie domagają się one procesu karnego, ale wysokich odszkodowań. Firma Nygarda ma siedzibę w Winnipeg w Kanadzie, a liczba sklepów jego sieci w Ameryce Północnej wynosi 170.

Po gwałtach wręczał koperty z pieniędzmi

Kanadyjskie media cytują fragment pozwu, w którym prawnicy napisali, że Nygard „rekrutował i wabił młode kobiety oraz dzieci, na których łatwo było wywierać wrażenie, często niezamożne, perspektywą pieniędzy i fałszywymi obietnicami kariery modelki”. Skarżące zarzucają Nygardowi także podawanie im alkoholu, napojów zawierających środki usypiające, stosowanie przemocy. Po gwałtach milioner miał rzekomo wręczać kobietom koperty z tysiącami dolarów.

Jak informowały kanadyjskie media, pracownicy Nygarda mieli wyszukiwać dziewczynki i młode kobiety na cotygodniowe przyjęcia, a kiedy – zaproszone – pojawiały się na party, informacja o nich oraz zdjęcia trafiały do Nygarda, który wybierał w ten sposób swoje przyszłe ofiary. Baza danych miała zawierać opisy 7,5 tys. kobiet. Opisywane w pozwie przyjęcia miały być opłacane przez Nygard Companies.

Pozew zarzuca też Nygardowi, że przekupił policję i polityków na Bahamach, by mieć ochronę. Miało chodzić o „regularne wypłaty dziesiątków tysięcy dolarów policji, urzędnikom, parlamentarzystom i nawet jednemu z byłych ministrów, który następnie został premierem”. Kobiety, które zostały zgwałcone przez Nygarda, były potem zastraszane – zarzuca pozew.

Szukają innych pokrzywdzonych

Prawnicy zwrócili się w komunikacie prasowym do innych kobiet zgwałconych przez Nygarda, by dołączyły do pozwu. Kanadyjskie media poinformowały też, że na początku br. inne dwa pozwy zostały złożone w Los Angeles.

Media cytowały komentarz prawnika Nygarda, który nazwał pozew „całkowicie sfałszowanym”. Prawnik, Jay Prober, stwierdził też, że Nygard oczekuje wyjaśnienia tego „oszustwa”. Zdaniem prawników pozwu można było się spodziewać i jest on jakoby częścią działań byłego sąsiada na Bahamach, amerykańskiego miliardera Louisa Bacona, niezadowolonego z sąsiedztwa hałaśliwego Kanadyjczyka. Kolejne pozwy i kontrpozwy między Baconem a Nygardem trwają od ponad 10 lat, Bacon miał rzekomo wynająć grupę detektywów, którzy starają się znaleźć materiały kompromitujące Nygarda.

Liczący 77 lat Nygard zaczął swój odzieżowy biznes w 1967 r. Według portalu Celebritynetworth.com. obecnie wartość majątku urodzonego w Finlandii Nygarda to 900 mln USD. Portal Therichest.com ocenia go na 877 mln USD.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Katowice: 34-latek podejrzany o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki

Katowicka policja zatrzymała 34-letniego mężczyznę, podejrzanego o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki. Sąd zdecydował już o jego aresztowaniu. O podejrzeniu seksualnego wykorzystywania dziewczynek policję zawiadomiła matka – była partnerka podejrzanego. Kobieta nabrała podejrzeń po tym, jak przeczytała esemesy, jakie mężczyzna wysyłał do jednej z jej córek.

Z ustaleń policjantów wynika, że 34-letni mężczyzna przez cztery lata miał się dopuszczać wielokrotnie aktów pedofilii wobec córek swojej ówczesnej partnerki. Został zatrzymany w swoim domu. Był zaskoczony wizytą funkcjonariuszy.

Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu narkotyki.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił przedstawić mu łącznie pięć zarzutów: dwa dotyczą zgwałcenia osoby małoletniej poniżej lat 15 w czynie ciągłym z jednoczesnym znęcaniem się nad ofiarą, kolejne dwa – prezentowania treści pornograficznych osobie małoletniej w czynie ciągłym oraz ostatni – posiadania znacznej ilości narkotyków.

34-latek został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 36-latka z Oregonu odpowie za zgwałcenie 14-latka

Policja w Oregonie aresztowała 36-letnią kobietę za uprawianie seksu z 14-latkiem. Chłopak chodził do tej samej szkoły co jej córka! Poznała go na Snapchat, popularnej wśród młodzieży aplikacji.

Rheta Leanne Melvin została zatrzymana w swoim domu w Riddle. Policja dopadła ją dzień po tym, jak uprawiała seks z 14-latkiem na tylnym siedzeniu swojego samochodu. Jak podają funkcjonariusze, kobieta nawiązała kontakt z chłopcem za pośrednictwem popularnej aplikacji. Zaczęli wysyłać sobie niecenzuralne wiadomości i zdjęcia. Potem umówili się na seks. Kobieta domagała się ponownego spotkania i wtedy chłopak powiedział o wszystkim matce, a ta policji. Podczas przesłuchania 36-latka przyznała się do sextingu, zaznaczając, że myślała, że chłopak ma 17 lub 18 lat. Potwierdziła, że wysyłała chłopcu nagie zdjęcia i krótkie filmiki porno. Nie przyznała się jednak, że uprawiała z nim seks. Policja postawiła jej zarzuty m.in. gwałtu i wykorzystywania seksualnego.
Źródło info i foto: se.pl

Księża z Argentyny skazani za wykorzystywanie seksualne uczniów szkoły katolickiej

Na kary 42 i 45 lat więzienia skazał w poniedziałek sąd w Argentynie dwóch księży oskarżonych o wykorzystywanie seksualne uczniów szkoły katolickiej dla głuchych i niedosłyszących. Jeden z duchownych był w przeszłości we Włoszech podejrzewany o podobne czyny.

Sąd w mieście Mendoza skazał 83-letniego włoskiego księdza Nicolę Corradiego na 42 lata więzienia, a 59-letniego argentyńskiego duchownego Horacio Corbacho na 45 lat pozbawienia wolności. W akcie oskarżenia obu postawiono zarzut znęcania się nad dziećmi w Instytucie Antonio Provolo dla dzieci głuchych i niedosłyszących w gminie Lujan de Cuyo w północno-zachodniej Argentynie. Ofiarami było 10 uczniów tej szkoły.

Nie przyznali się do winy

Na poniedziałkowej rozprawie w Mendozie oskarżeni odmówili składania zeznań, oświadczyli jedynie, że nie przyznają się do winy, a informacje podawane przez ich byłych uczniów są nieprawdziwe.

Jak pisze AP, sprawa ta wywołała w Argentynie społeczne oburzenie, które spotęgowane zostało informacjami, iż Corradi był już podejrzewany o podobne czyny przed laty, gdy pełnił posługę w siostrzanym Instytucie Antonio Provolo w Weronie.

Watykan wiedział

Według ujawnionych przez sąd informacji Watykan wiedział o czynach księdza od 2009 roku, gdy włoscy uczniowie opublikowali relacje o nadużyciach w szkole, podając nazwiska sprawców i ofiar. 67 osób twierdziło wówczas, że były molestowane przez 24 księży, zakonników i świeckich. Wszczęto wówczas dochodzenia kanoniczne, w wyniku których niektórych oskarżonych ukarano; Corradi nie został jednak pociągnięty do odpowiedzialności.

„Argentyński sąd przywrócił ludziom z traumą w Provolo poczucie sprawiedliwości, której Kościół katolicki im nie dał” – cytuje AP słowa Anne Barrett Doyle, współzałożycielki internetowej bazy danych, zajmującej się gromadzeniem informacji na temat przestępczości księży.

„(Tu chodzi o) cierpienie dzieci i fakt, że Kościół mu nie zapobiegł. Mamy nadzieję, że prokuratorzy rozpoczną teraz śledztwo w sprawie arcybiskupów i innych przywódców Kościoła, którzy wiedzieli lub powinni byli wiedzieć, że w szkole pracują osoby molestujące dzieci” – dodała Doyle.

Według niej „papież także musi przyjąć odpowiedzialność za niewyobrażalne cierpienia tych dzieci”, ponieważ „zignorował powtarzające się sygnały, że Corradi przebywa w Argentynie”.

Szokujące zeznania

AP podkreśla, że w 2017 r. Watykan oddelegował dwóch argentyńskich księży do zbadania sprawy w szkole. Jednym z nich był Dante Simon, wikariusz sądowy, który powiedział, że „okropne” zarzuty są „więcej niż prawdopodobne”. W raporcie przedłożonym Watykanowi w czerwcu br. Simon zażądał maksymalnej kary kanonicznej dla Corradiego i Corbacho.

Byli uczniowie szkoły, młodzi mężczyźni i kobiety, zeznawali w sądzie, że byli gwałceni przez księży w akademikach i szkolnych łazienkach. Mówili również, że byli zmuszani do oglądania zdjęć pornograficznych i namawiani do zachowania milczenia.

Jak pisze AP, w trakcie śledztwa znaleziono zapisy skarg rodziców, które nie były przez nikogo rozpatrywane. W komputerze Corbacho natrafiono też na zdjęcia nagiej dziewczyny oraz na łańcuchy, których rzekomo ksiądz używał wobec jednej z uczennic.

Na 18 lat więzienia skazany został także Armando Gomez, były ogrodnik szkoły w Lujan de Cuyo.
Źródło info i foto: interia.pl

Dwóch księży i ogrodnik skazani za wykorzystywanie uczniów szkoły dla niesłyszących

Sąd w Argentynie skazał na wieloletnie kary więzienia dwóch księży i ogrodnika, którzy pracowali w katolickiej szkole dla niesłyszących w mieście Mendoza na zachodzie kraju. Akt oskarżenia obejmował 28 przypadków molestowania seksualnego oraz przekupywania osób niepełnoletnich. Księża otrzymali kary ponad 40 lat pozbawienia wolności.

Zarzuty wobec mężczyzn opierały się na zeznaniach ponad 20 uczniów Instytutu imienia Antonia Provolo dla Głuchych w Mendozie, założonego i prowadzonego przez Kościół rzymsko-katolicki. Księża Nicola Corradi i Horacio Corbacho zostali skazani na 42 i 45 lat więzienia, a ogrodnik Armando Gomez – na 18 lat. Wyrok jest prawomocny. Jego ogłaszanie było transmitowane w Internecie. W poniedziałek minęły 3 lata od ogłoszenia pierwszych zarzutów w tej sprawie.

Wstrząsające zeznania

Zeznania ofiar księży są wstrząsające. Prokurator prowadzący sprawę opowiedział agencji AP, że w ośrodku znajdowała się „niewielka kaplica z obrazem Maryi Dziewicy i kilkoma krzesłami”. Dzieci chodziły się tam spowiadać i przyjmować komunię św. Tam też miało dojść do części przestępstw seksualnych.

Częściej jednak dochodziło do nich w damskiej toalecie. – Zawsze mówili o tym, jak o zabawie. „Zagrajmy” mówili. I zabierali nas do łazienki – opowiada jedna z ofiar. Inna kobieta opowiada, że widziała, jak jeden ksiądz gwałcił dziewczynkę, podczas gdy drugi zmuszał inną uczennicę do seksu oralnego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl