Nowe informacje dotyczące wypadku z udziałem Beaty Szydło

Po wypadku samochodowym z udziałem Beaty Szydło w Oświęcimiu jedno z nagrań z monitoringu mogło zostać sfabrykowane. Jak ustaliła Wirtualna Polska, zawiadomienie w tej sprawie trafiło w ostatnich dniach do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, w którym toczy się proces kierowcy Seicento Sebastiana K.

– Chodzi o nagranie z monitoringu z miejsca oddalonego ok. 80-90 metrów od miejsca wypadku. Z nagrania wynikało, że kolumna rządowych pojazdów poruszała się tuż przed wypadkiem z prędkością ok. 50-60 km/h. Co innego okazuje się po wnikliwej analizie monitoringu, a dokładniej analizie ruchomego obrazu – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.

Ktoś celowo ingerował w nagranie?

– Po analizie obrazu okazuje się, że samochody rządowe początkowo poruszają się, by przez kilka ujęć stać w miejscu. Po chwili znowu jednak ruszają. Taka sytuacja powtarza się kilka razy, podczas gdy wszystkie pozostałe obrazy w tym czasie są w ruchu. Ktoś mógł zrobić to celowo, by można było poinformować, że samochody Biura Ochrony Rządu poruszały się z dozwoloną prędkością – mówi nam nasz informator.

Jego zdaniem, można było tego dokonać poprzez rozcięcie taśmy filmowej w kilku miejscach i wklejeniu tych samych klatek, które zostały już wyświetlone wcześniej.

– Ile mogło być takich klatek? – pytamy

– Kilkanaście, ok. 15-17 – odpowiada nam nasz rozmówca.

Jak ustaliła Wirtualna Polska, kilka dni temu pismo w tej sprawie do oświęcimskiego sądu złożył mecenas Władysław Pociej, adwokat kierowcy Seicento Sebastiana K. Domaga się w nim m.in. o specjalistycznego badania technik rejestracji obrazu, po to, żeby sprawdzić czy zapis z monitoringu był autentyczny, czy też ktoś ingerował w nagranie.

ABW zabezpieczało monitoring

Chodzi o film, który 14 lutego 2017 r. ujawnił TVN24. Na nagraniu widać jak ulicą Powstańców Śląskich w Oświęcimiu przejeżdża kolumna samochodów rządowych. Pierwszy z nich ma włączoną sygnalizację, drugie z Beatą Szydło już nie, trzecie również jedzie z użyciem świetlnych sygnałów. Między pierwszymi dwoma samochodami jest ok. 20 metrów odstępu. To właśnie na podstawie tego filmu wnioskowano, że auta poruszają się z prędkością ok. 50-60 km/h.

Nagranie zachowało się dzięki kamerze umieszczonej na budynku sklepu z częściami, w jednej z bocznych uliczek, a zapis powstał dosłownie na kilka chwil przed wypadkiem.

Przypomnijmy, wypadek miał miejsce 10 lutego 2017 roku. W ciągu kilku następnych dni do akcji wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To właśnie agenci ABW zabezpieczyli kilkanaście nagrań z monitoringu z trasy przejazdu rządowej kolumny.

Jeżeli okazałoby się, że ktoś ingerował w zapis monitoringu, byłaby to już druga kontrowersyjna sytuacja w sprawie wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jakiś czas temu okazało się, że zniszczeniu ulegy dwie płyty, które były materiałem dowodowym w sprawie.

Uszkodzona, nadłamana płyta

Pierwsza zniszczona płyta to CD z innym nagraniem z monitoringu, na którym według obrońcy Sebastiana K. udałoby się zlokalizować bezpośredniego świadka całego zdarzenia. Chodzi o kierowcę samochodu, który zatrzymał się za Fiatem Seicento przed samym wypadkiem, a następnie został przez funkcjonariuszy BOR przekierowany do objazdu.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – mówił w TVN24 mec. Władysław Pociej.

Płytę badało Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina, które poinformowało sąd, że dane zostały bezpowrotnie stracone, a nośnik miał zostać zniszczony mechanicznie. Tym samym ustalenie tożsamości świadka zdarzenia stało się niemożliwe.

Zdaniem śledczych, nagranie „nie miało żadnego znaczenia dla sprawy, bo nie obejmowało miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”. – To nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – mówił krakowski prokurator Rafał Babiński.

Jak ustaliła WP, zniszczenie płyty polegało na jej „nadłamaniu” od środka. Co oznacza, że zniszczeniu uległy pierwsze kadry z monitoringu, a więc sytuację bezpośrednio po wypadku.

Druga płyta, która została zniszczona, zawierała materiał „Czarno na białym” TVN24.

Po informacji o uszkodzonych płytach, zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył obrońca Sebastiana K. Sprawą jednak nie zajęli się krakowscy śledczy, którzy nadzorowali sprawę, ani prokuratorzy z Oświęcimia, ale została ona przekazana Prokuraturze Okręgowej w Nowym Sączu. Z naszych informacji wynika, że od kilku miesięcy jest ona nadal na etapie „czynności sprawdzających”.

Sebastian K. walczy o sprawiedliwość

W sprawie sfabrykowania monitoringu wysłaliśmy przed południem w środę pytania do prezes Sądu Rejonowego w Oświęcimiu. To przed tym sądem toczy się postępowanie z udziałem Sebastiana K. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Z kolei mec. Władysław Pociej nie chciał komentować sprawy.

Przypomnijmy, do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Sebastian K. przepuścił pierwszy rządowy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto wiozące ówczesną szefową rządu. Prokuratura zarzuciła K. nieumyślne spowodowanie wypadku. Według większości świadków, rządowa kolumna jechała z dużą prędkością i bez sygnałów dźwiękowych i świetlnych.

W połowie marca ub.r. krakowska prokuratura okręgowa wystąpiła do sądu w Oświęcimiu z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Śledczy chcieli wyznaczenia Sebastianowi K. okresu próby wynoszącego rok. Mężczyzna miałby też zapłacić 1,5 tys. nawiązki. Sebastian K. i jego pełnomocnik nie zgodzili się na propozycję prokuratury. Kolejna rozprawa ma odbyć się pod koniec roku.
Źródło info i foto: wp.pl

Wypadek z udziałem byłej premier Beaty Szydło. Nie da się odzyskać nagrania z uszkodzonej płyty

Nie da się odzyskać danych z uszkodzonej płyty będącej dowodem w sprawie wypadku rządowej kolumny Beaty Szydło, do którego doszło w lutym 2017 roku w Oświęcimiu – poinformowali sąd eksperci z Biura Ekspertyz Sądowych z Lublina, którzy zbadali płytę. Znajdowały się na niej nagrania z monitoringu dokumentujące przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu. Jak dowiedziała się reporterka TVN24, Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina zbadało uszkodzoną płytę z nagraniem z monitoringu i przekazało wnioski do sądu w Oświęcimiu. Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Prokurator twierdzi, że „dowód nie ma żadnego znaczenia”

Prokurator okręgowy z Krakowa Rafał Babiński powiedział, że „od początku było wiadomo, że ten dowód nie ma żadnego znaczenia dla dalszego sprawy, bo to nagranie nie obejmuje miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”.

– To jest nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – stwierdził prokurator.

Obrońca tłumaczy, że „prawdopodobnie utraciliśmy możliwość ustalenia bezpośredniego świadka”

Władysław Pociej, obrońca Sebastiana Kościelnika, kierowcy seicento uczestniczącego w wypadku z limuzyną z kolumny rządowej ówczesnej premier ocenił, że „jest wysoce prawdopodobne, jeśli nie graniczące z pewnością, że na tym nagraniu musiał być zarejestrowany samochód, który zatrzymał się bezpośrednio za Sebastianem tuż przed wypadkiem, a później na polecenie funkcjonariuszy ówczesnego BOR został przekierowany do natychmiastowego odjazdu w ulicę Orzeszkowej”.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – tłumaczył mecenas.

PO-KO zapowiada zawiadomienie do prokuratury

Posłanka Agnieszka Pomaska z klubu Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej, odnosząc się do informacji o bezpowrotnym, mechanicznym uszkodzeniu płyty z nagraniem z monitoringu, poinformowała w czwartek w Sejmie, że jej ugrupowanie złoży „zawiadomienie do prokuratury na działania prokuratury, na niedopełnienie obowiązków przez prokuraturę”.

– Doszło do rzeczy niebywałej, skandalicznej, brakuje słów – podkreślała Pomaska. Jak dodała, „tutaj chodzi o konkretną osobę, młodego człowieka, Sebastiana [Kościelnika, kierowcę seicento – przyp. red.], któremu chce się złamać życie”.

– Ale chcemy wyraźnie powiedzieć. W starciu z państwem PiS, każdy w Polsce może być na miejscu 21-letniego Sebastiana – zaznaczyła parlamentarzystka opozycji.

Uszkodzone dowody w sprawie wypadku

O uszkodzonych płytach z nagraniami wideo poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl. Na jednej z nich znajdował się zapis z kamer monitoringu dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu, a na drugiej materiał programu „Czarno na białym” TVN24 dotyczący wypadku. 14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że prokuratura przesłała do sądu „wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami, wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia”.

Dodano, że „prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”. Niespełna dwa tygodnie później – 26 czerwca – ta sama prokuratura w komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia jednej z płyt. „W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Wypadek Beaty Szydło w Oświęcimiu i proces

10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu doszło do wypadku samochodowego, na skutek którego ucierpiała premier Beata Szydło. Rządowy pojazd – pancerne audi A8 z 2016 roku – którym jechała ówczesna szefowa rządu, zderzył się z fiatem seicento kierowanym przez 21-letniego Sebastiana Kościelnika, po czym uderzył w drzewo.

Szydło oraz dwaj funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu – kierowca i szef ochrony szefowej rządu – zostali ranni. Premier została przebadana w szpitalu w Oświęcimiu, następnie przetransportowano ją do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Sebastian Kościelnik został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku. Nie przyznał się do winy. Śledczy powoływali się na opinie biegłych, według których – niezależnie od tego, czy pojazdy z kolumny uprzywilejowanej używały bądź nie sygnałów dźwiękowych – wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca fiata, który nie rozeznał się prawidłowo w sytuacji na jezdni. Jak informowaliśmy w tvn24.pl, z takim finałem śledztwa nie godził się zespół trzech prokuratorów, którzy sprawę prowadzili od początku. Złożyli oni wnioski o wyłączenie ich ze śledztwa i nie podpisali aktu oskarżenia. W procesie dotyczącym wypadku przesłuchano już wszystkich kilkudziesięciu świadków. Tylko jeden z nich zeznał, że rządowe samochody miały włączone światła i sygnały dźwiękowe. Pozostali utrzymywali, że sygnałów nie było.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Uszkodzone dowody ws. wypadku z udziałem Beaty Szydło

Prokuratorzy zajmujący się wypadkiem byłej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu dostarczyli do sądu dwie uszkodzone płyty, z czego jedna mogła być kluczowa dla finału sprawy. Jak się okazuje, postępowanie ws. uszkodzonych dowodów prowadzą prokuratorzy mający znajomości w PiS.

Portal TVN24.pl poinformował, powołując się na anonimowe źródła, że uszkodzony został zapis z monitoringu, który miał zarejestrować przejazd kolumny limuzyn rządowych z Beatą Szydło na pokładzie. Dziennikarze potwierdzili w prowadzącym sprawę Sądzie Okręgowym w Krakowie, że uszkodzeniu uległy dwie płyty CD.

„Na jednej z płyt, zgodnie z opisem znajdującym się na kopercie, znajdował się materiał stacji TVN24 programu „Czarno na Białym”. Na drugiej płycie znajdował się zapis monitoringu, z którego został sporządzony przez policję protokół oględzin i przekazany do dyspozycji sądu” – czytamy w oświadczeniu rzeczniczki sądu sędzi Beaty Górszczyk. Podkreśliła jednocześnie, że niemożliwe jest jednoznaczne stwierdzenie, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do ich uszkodzenia.

Dziennikarze TVN24 ustalili, że o zniszczeniu dowodów nie wiedział obrońca oskarżonego Sebastiana Kościelnika. – Jestem zaskoczony taką informacją, jest dla mnie oczywiste, że te dowody muszą być odzyskane i zregenerowane – powiedział mec. Władysław Pociej.

Początkowo nadzorująca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Krakowie twierdziła, że wszystkie dowody przekazane w sprawie wypadku Beaty Szydło były „nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia”, a do zniszczenia dowodów musiało dojść już w sądzie. Później jednak śledczy przyznali, że już wcześniej zauważono uszkodzenie jednej z płyt. Prokuratura podkreślała jednak, że nie ma na płycie przejazdu rządowej kolumny, a jedynie zapis materiału telewizyjnego i nagranie z monitoringu z terenu przedszkola, oddalonego o kilkaset metrów od miejsca wypadku.

Mimo to obrońca oskarżonego mec. Pociej złożył do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawą nie chciała się zająć prokuratura w Oświęcimiu, a decyzją krakowskiej prokuratury regionalnej przekazano ją Prokuraturze Okręgowej w Nowym Sączu.
Źródło info i foto: Newsweek.pl

Śmierć Piotra Woźniaka-Staraka. Nowe informacje dotyczące 27-latki

Piotr Woźniak-Starak nie przeżył wypadku na motorówce. Pojawiają się nowe informacje dotyczące ostatnich chwil przed tragedią. Milioner miał dopiero co poznać 27-letnią Ewę i zaproponować jej przysługę, kiedy kobieta nie miała jak wrócić do domu.

Pięciodniowe poszukiwania Piotra Woźniaka-Staraka zakończyły się tragicznie. Znaleziono jego ciało. Jak do tego doszło?

Ustalono, że milioner wypadł z motorówki razem z 27-letnią Ewą. Jej udało się dopłynąć do brzegu. „Super Express” informuje, że Piotr Woźniak-Starak i kobieta poznali się w dniu wypadku. Według tabloidu milioner spędzał wieczór w restauracji znajomego, gdzie Ewa pracowała jako kelnerka. Siedzieli do późna, a po zamknięcia lokalu kobieta nie miała jak wrócić do domu. Wtedy Piotr Woźniak-Starak zaproponował, że odwiezie ją i znajomego motorówką.

– Bardzo pasuje to do Piotra. Wiele razy widziałem jak spontanicznie pomagał innym – powiedział tabloidowi jeden z dobrych znajomych Woźniaka-Staraka.

Najpierw producent filmowy wysadził kolegę, później miał odwieźć Ewę. Zdarzył się jednak wypadek. Piotr Woźniak-Starak i Ewa wypadli przez burtę podczas mocnego skrętu. Co wiadomo o Ewie? Kobieta ma 27-lat i pochodzi z Łodzi. To pasjonatka żeglarstwa i podróży, w ostatnim czasie pracownica jednej z mazurskich restauracji.

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie. Prowadzone jest w kierunku spowodowania wypadku na wodzie ze skutkiem śmiertelnym.
Źródło info i foto: wp.pl

Prokuratura zleci sekcję zwłok Piotra Woźniaka-Staraka

AppleMark

Prokuratura Okręgowa w Olsztynie potwierdziła odnalezienie ciała zaginionego producenta filmowego Piotra Woźniaka-Staraka. Śledczy poinformowali również o planowanej sekcji zwłok mężczyzny. Piotr Woźniak -Starak był poszukiwany na jeziorze Kisajno (woj. warmińsko-mazurskie) od 18 sierpnia. Jego ciało odnaleźli płetwonurkowie w czwartkowy poranek.

Będzie sekcja zwłok

Komunikat w sprawie śmierci producenta filmowego opublikowała Prokuratura Okręgowa w Olsztynie.

„W wyniku przeprowadzonych dzisiaj (w czwartek (przyp. red.) z udziałem prokuratora czynności identyfikujących, potwierdzono, iż znaleziono w jeziorze Kisajno ciało mężczyzny, który w dniu 18 sierpnia 2019 r. uczestniczył z wypadku, co do którego Prokuratura Rejonowa w Giżycku prowadzi śledztwo z art. 177§2 Kodeksu karnego” – napisano w komunikacie.

Artykuł 177 Kodeksu karnego mówi: „Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała określone w art. 157 spowodowanie średniego i lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Ust.2 Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Śledczy zamierzają również przeprowadzić sekcję zwłok Piotra Woźniaka-Staraka.

„Po przeprowadzeniu oględzin zewnętrznych, na zlecenie Prokuratury zostanie przeprowadzona sekcja zwłok w specjalistycznym Zakładzie Medycyny Sądowej” – dodała prokuratura.

Jak informowała policja, z soboty na niedzielę nad ranem na Kisajnie odnaleziono dryfującą motorówkę, na pokładzie której nikogo nie było.

Po wszczęciu poszukiwań osób, które płynęły motorówką, natrafiono na brzegu na 27-letnią kobietę. Z jej relacji wynikało, że płynęła łodzią z 39-letnim mężczyzną i podczas manewru skrętu obydwoje wypadli do wody. Kobieta zdołała dopłynąć sama do brzegu.

Prokuratura potwierdziła, że zaginionym był Piotr Woźniak-Starak.

Od niedzieli powierzchnię, dno i brzegi jeziora przeszukiwali m.in. policyjni wodniacy, straż pożarna, ratownicy MOPR i WOPR z Gdyni – wyposażeni w specjalistyczny sprzęt, w tym sonary i robota do prac pod wodą.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Prokuratura wszczęła śledztwo ws. wypadku Piotra Woźniaka-Staraka

Prokuratura Rejonowa w Giżycku wszczęła śledztwo w sprawie niedzielnego wypadku motorówki, z której wypadł do wody producent filmowy Piotr Woźniak-Starak. W środę nad ranem służby ratownicze wznowiły poszukiwania zaginionego. O śledztwie poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny. Dotyczy ono spowodowania wypadku w ruchu wodnym, na skutek którego jedna osoba prawdopodobnie poniosła śmierć. Prokurator zaznaczył, że na obecnym etapie postępowania prokuratura nie informuje o szczegółach zdarzenia, nie ujawnia żadnych dowodów znajdujących się w aktach sprawy i danych osobowych przesłuchanych świadków, ani nie odnosi się do doniesień medialnych.

Czwarty dzień przeczesywania jeziora

Od niedzieli taflę, dno i brzegi jeziora przeszukują policyjni wodniacy, strażacy, ratownicy MOPR i Pomorskiego WOPR. Do akcji wykorzystują specjalistyczny sprzęt, w tym sonary, śmigłowiec, drony i robota do prac pod wodą.

W środę rano na jezioro wypłynęli wodni policjanci z Giżycka i Mikołajek oraz strażacy z Giżycka. W akcji biorą też udział żołnierze z Wojsk Obrony Terytorialnej. Niestety pogoda nie sprzyja służbom ratunkowym. Na Warmii i Mazurach pada i jest pochmurno. Choć deszcz nie ma znaczenia w tego typu akcjach, to pogarsza komfort pracy ratowników.

– Najistotniejszy jest wiatr, który może spychać łódki i powodować falowanie, ale obecnie wiatr nie powoduje zakłóceń – zauważa kapitan Mariusz Pupek, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Giżycku.

Wypadli z motorówki

Pierwsze zgłoszenie o o motorówce dryfującej na jeziorze Kisajno służby dostały w niedzielę w nocy. Żeglarze alarmowali, że po jeziorze w okolicach miejscowości Fuleda pływa motorówka, która „miała zakłócać spokój”. Gdy na miejsce przyjechali funkcjonariusze, motorówka miała wyłączony silnik i była pusta. Służby ratunkowe na brzegu odnalazły 27-letnią kobietę, mieszkankę Łodzi. Podczas przesłuchania przyznała, że pływała wraz z 39-letnim mężczyzną, mieszkańcem Warszawy, i wpadli do wody. Kobieta i mężczyzna wypadli z motorówki najprawdopodobniej w trakcie nawrotu. 27-latka sama dopłynęła do brzegu. Według jej relacji, mogła przepłynąć około 100 metrów. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niej śladowe ilości alkoholu. 27-latka była w dobrym stanie. Nie została zabrana do szpitala. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie poinformował w poniedziałek, że osobą poszukiwaną jest producent filmowy Piotr Woźniak-Starak.

Żoną Piotra Woźniaka-Staraka jest prezenterka TVN Agnieszka Woźniak-Starak.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wypadek z udziałem Kamila Durczoka. Śledczy zbadali, czy dziennikarz był pod wpływem narkotyków

Kamil Durczok, mając 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu, wsiadł za kółko i na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim (woj. łódzkie) spowodował kolizję. Po zatrzymaniu mężczyzny pojawiały się pytania, czy dziennikarz nie był pod wpływem narkotyków. Teraz sprawę tę komentuje piotrkowska prokuratura.

Pod koniec lipca dziennikarz Kamil Durczok wracał z urlopu nad morzem. Na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim wjechał w słupki rozdzielające jezdnię. Jak się okazało, Durczok był pijany. W wydychanym powietrzu miał aż 2,6 promila alkoholu. Mężczyzna trafił do aresztu, a po wytrzeźwieniu został przesłuchany na prokuraturze. Tam Kamil Durczok usłyszał dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości, oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Durczok przyznał się tylko do drugiego z nich. Grozi mu do 12 lat więzienia.

Prokuratura Rejonowa w Piotrkowie Trybunalskim skierowała do sądu wniosek o tymczasowy areszt dla Kamila Durczoka, ale sąd nie przychylił się do tego i zastosował wobec dziennikarza poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju. Po złożeniu zażalenia od tej decyzji do sądu drugiej instancji Sąd Okręgowy zmienił jedynie wysokość poręczenia – dotychczasową kwotę 15 tys. zł podwyższył do 100 tys. zł.

Durczok był pod wpływem narkotyków?

We wtorek 20 sierpnia rzecznik piotrkowskiej prokuratury Witold Błaszczyk ostatecznie odpowiedział na pytanie, czy Kamil Durczok w chwili kolizji był także pod wpływem narkotyków. Jak powiedział PAP, z opinii badania krwi na zawartość środków psychoaktywnych wynika, że u podejrzanego nie ujawniono substancji o charakterze narkotycznym, czyli amfetaminy, kokainy, opiatów, metamfetaminy czy THC (marihuana, haszysz). Oznacza to, że w dniu uczestniczenia w kolizji drogowej mężczyzna nie był pod wpływem narkotyków.

Witold Błaszczyk nie skomentował natomiast, czy we krwi Kamila Durczoka wykryto obecność leku psychotropowego. – Na ten temat prokuratura nie będzie się wypowiadała. Kwestia zażywania leków to prywatna sprawa – powiedział.
Źródło info i foto: Fakt.pl

17-miesięczny chłopiec utonął w szambie

17-miesięczny chłopiec utonął w szambie przy rodzinnym domu na Podlasiu. Do tragedii doszło w sobotę wieczorem we wsi Jabłoń Dąbrowa. Policja ustala okoliczności wypadku.

Jak podał zespół prasowy podlaskiej policji, zaginięcie niespełna półtorarocznego dziecka zgłoszono w sobotę około godz. 18.30 dyżurnemu komendy powiatowej w Wysokiem Mazowieckiem. Poszukiwany był 17-miesięczny chłopiec, który godzinę wcześniej miał niezauważony wyjść z domu. Był ubrany w czerwone body i czapeczkę w kratkę.

Poszukiwania prowadzili policjanci i strażacy, wspomagani m.in. przez Grupę Ratowniczą Nadzieja z Łomży. Przed godz. 21.00 jedna z osób biorących udział w poszukiwaniach odnalazła chłopca w szambie na posesji. Dziecka nie udało się uratować. Okoliczności tragedii bada policja. Ustala m.in., jak była sprawowana opieka nad chłopcem i czy zbiornik na nieczystości był na posesji zabezpieczony.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe informacje ws. Kamila Durczoka

Nowe ustalenia w sprawie Kamila Durczoka podaje portal tvp.info. Najprawdopodobniej na początku przyszłego tygodnia sąd zajmie się zażaleniem prokuratury dot. decyzji o braku aresztu dla dziennikarza. Już za kilka dni poznamy również wyniki badań toksykologicznych na obecność narkotyków – podaje rzecznik prokuratury w Piotrkowie Trybunalskim.

Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim skierowała w piątek do sądu zażalenie na decyzję o niearesztowaniu Durczoka. Dziennikarz jest podejrzany o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości.

Jak informuje portal tvp.info, powołując się na rzecznika prokuratury Witolda Błaszczyka, sąd zajmie się zajmie się zażelaniem pod koniec tego tygodnia lub na początku przyszłego.

W sprawie dziennikarza prowadzone są także badania toksykologiczne. Dzięki temu śledczy wykryją, czy Durczok jechał nie tylko pod wpływem alkoholu, ale i narkotyków. – Wyniki będą znane do 10 sierpnia – poinformował rzecznik.

Jak wskazał Błaszczyk, policja nie ustaliła dotąd, czy prawdziwe są medialne doniesienia o obecności 20-letniej pasażerki w aucie Durczoka.

Portal tvp.info ustalił także nieoficjalnie, że dziennikarz faktycznie miał w samochodzie broń palną. Posiadał jednak na nią ważne pozwolenie i przetrzymywał ją w przeznaczonej do tego metalowej kasetce. – Prokuratura nie postawiła w tym zakresie żadnych zarzutów – poinformował Błaszczyk.

Przypomnijmy, że 26 lipca Kamil Durczok spowodował wypadek na trasie A1 w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. Dziennikarz uderzył samochodem w pachołki rozdzielające jezdnię. Policja ustaliła po przybyciu nie miejsce zdarzenia, że były prezenter TVN i Polsatu jest kompletnie pijany. Jak wynika z relacji świadków wypadku, Kamil D. wychodząc z auta, „ledwo trzymał się na nogach”. Co gorsza, miał w tym stanie przejechać wiele kilometrów i prowadzić auto przez kilka godzin.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Sprawą uszkodzenia dowodów dotyczących wypadku premier Beaty Szydło zajmie się inna prokuratura

Śledczy z Oświęcimia chcieli, by sprawą uszkodzenia dowodów w sprawie wypadku Beaty Szydło zajęła się inna prokuratura. Wystąpili do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, aby wyznaczyła taką jednostkę. Ostatecznie sprawą zajmie się Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu – dowiedziała się TVN24. O problemie z dowodami rzeczowymi poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl.

W połowie czerwca portal tvn24.pl poinformował o problemie z dowodami rzeczowymi – jeden z ważnych dowodów w procesie dotyczącym wypadku premier Beaty Szydło w Oświęcimiu z lutego 2017 roku został uszkodzony. Chodzi o płytę, na której znajdował się zapis z kamer monitoringu, dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu.

Obrońca Sebastiana K, mecenas Władysław Pociej powiedział, że o uszkodzeniu płyt z dowodami tak sąd, jak i prokuratura go nie poinformowały. Adwokat przekazał 14 czerwca, że w związku z tym podjął razem ze swoim klientem „decyzję o złożeniu do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa i wszczęcia stosowanego postępowania w celu ustalenia okoliczności uszkodzenia tego dysku oraz pociągnięcia do odpowiedzialności tego, kto ewentualnie się tego czynu dopuścił”.

Śledztwo wciąż nie ruszyło

Prokuratorskie śledztwo jednak wciąż nie ruszyło. Jak poinformowała reporterka TVN24 Marta Gordziewicz, Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu, do której zawiadomienie trafiło, nie chce prowadzić tego śledztwa. W związku z tym wystąpiła do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, aby ta wyznaczyła inną prokuraturę do zajęcia się tym zawiadomieniem. Z kolei Prokuratura Okręgowa w Krakowie zwróciła się do Prokuratury Regionalnej w Krakowie, aby wyznaczyć jeszcze inną prokuraturę. Wreszcie w czwartek Prokuratura Regionalna w Krakowie wyznaczyła Prokuraturę Okręgową w Nowym Sączu, która zajmie się sprawą tego zawiadomienia – wyjaśniała reporterka TVN24.

Prokuratura zmienia zdanie w sprawie uszkodzenia dowodów

14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że „przesyłając do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko Sebastianowi K. prokuratura przesłała wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami. Wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia. Prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”.

Jak stwierdziła wówczas prokuratura, „na uszkodzonych nagraniach nie został zarejestrowany przejazd kolumny. Na jednym z nich było nagranie programu telewizyjnego, na drugim monitoring terenu przedszkolnego oddalonego o kilkaset metrów od miejsca przejazdu kolumny”. Zapewniła również, że „wszystkie dowody w tym postępowaniu zostały już przeprowadzone”. „Wskazane nagrania nie mają żadnej wartości dowodowej dla odtworzenia przebiegu zdarzenia z dnia 10 lutego 2017 roku” – czytamy w komunikacie z 14 czerwca.

„Uszkodzenie w postaci pęknięcia w centralnej części”

26 czerwca ta sama prokuratura w wydanym komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia w postaci pęknięcia w centralnej części jednej z płyt.

„W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Prokuratura utrzymała, że „oględziny zapisu z monitoringu z ulicy Prusa w Oświęcimiu wykonane w dniu 14 lutego 2017 roku wskazały jednoznacznie, iż materiał ten jest całkowicie nieprzydatny dla odtworzenia przejazdu kolumny rządowej w dniu 10 lutego 2017 roku przez ulicę Powstańców Śląskich i z tej też przyczyny nie podjęto dalszych działań nakierowanych bądź na ponowne zabezpieczenie nagrania bądź na próbę jego odtworzenia przez biegłych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl