Świadkowie wypadku z udziałem Beaty Szydło przed sądem

Trwa proces w sprawie wypadku byłej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu. Przed sądem zeznawało dziś sześciu świadków. Trzech z nich zgodziło się, aby dziennikarze wysłuchali ich odpowiedzi. Dwaj mężczyźni i kobieta stwierdzili zgodnie, że podczas przejazdu rządowej limuzyny nie słyszeli sygnałów dźwiękowych, a jedynie widzieli sygnały świetlne.

Posiedzenie sądu w sprawie wypadku z udziałem rządowej kolumny i fiata seicento odbyło się przed sądem w Oświęcimiu. Przed sądem zeznawało sześciu uczestników terapii uzależnień. Wcześniej sąd pytał każdego ze świadków, czy zgadzają się na składanie zeznań w obecności dziennikarzy i czy obecność mediów nie będzie dla nich problemem ze względu m.in. na poruszanie prywatnych problemów, takich jak problemy zdrowotne.

Trzy osoby zgodziły się odpowiadać w obecności dziennikarzy na pytania dotyczące wypadku z 10 lutego 2017 roku, w którym ranna została premier Beata Szydło i funkcjonariusz BOR. Każdy z tych świadków zeznał, że widział sygnały świetlne rządowej kolumny. Żadna z tych osób nie słyszała jednak sygnałów dźwiękowych.

– Widziałam niebieskie światła. Kilka sekund później usłyszałam huk. Sygnałów dźwiękowych nie słyszałam ani przed hukiem, ani po nim. Gdyby pojazdy miały włączone sygnały dźwiękowe, to bym je słyszała – zapewniła przed sądem Ewa S. cytowana przez portal „Fakty Oświęcim”.

Kobieta zeznała także, że niedługo po wypadku pojechała do domu, jednak jak tylko usłyszała w „Wiadomościach”, że rzekomo kolumna rządowa miała włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe, postanowiła zeznawać. Kolejny świadek – Waldemar H., podobnie jak poprzedniczka, widział sygnały świetlne, ale słyszał tylko huk wypadku. Trzeci świadek, Marek W. odpowiedział podobnie, jak poprzednicy.

Jak relacjonuje portal „Fakty Oświęcim”, prokurator Rafał Babiński wnioskował, aby świadkowie zostali poddani badaniom psychologicznym, psychiatrycznym i internistycznym. Na ten wniosek zareagował adwokat Władysław Pociej – pełnomocnik kierowcy seicento, który stwierdził, że byli oni już zbadani przez biegłych lekarzy.

Podobnie jak trzej świadkowie kierowca seicento – Sebastian Kościelnik, który jest oskarżony o spowodowanie wypadku, w wywiadach twierdził, że nie słyszał sygnałów dźwiękowych. Poruszana podczas rozprawy kwestia jest kluczowa do rozstrzygnięcia, ponieważ zdaniem obrońcy 22-latka, zgodnie z przepisami, aby pojazd był uznany za uprzywilejowany, musi mieć włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe. Kolejna rozprawa w sprawie wypadku z udziałem premier Beaty Szydło w Oświęcimiu odbędzie się w maju.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kierowca potrącił 22-latka i uciekł z miejsca wypadku. Poszkodowany poprosił o pomoc na FB. 59-letni sprawca został zatrzymany

Potrącił 22-latka i uciekł. Chłopak na FB poprosił o pomoc. Kierowca został zatrzymany. 22-letni mieszkaniec Krakowa został potrącony przez samochód. Kierujący pojazdem uciekł z miejsca zdarzenia. Chłopak prosił o pomoc w ustaleniu tożsamości sprawcy w mediach społecznościowych. W czwartek małopolska policja zatrzymała podejrzanego.

Do wypadku doszło 29 grudnia 2018 roku pół godziny po północy na oznakowanym przejściu dla pieszych na ul. św. Gertrudy w Krakowie. 22-letniego Kacpra potrącił samochód marki Mercedes. Sprawca uciekł z miejsca wypadku, nie wzywając policji ani nie udzielając poszkodowanemu pomocy. Policję o zdarzeniu poinformowali świadkowie.

Potrącony doznał rozległych obrażeń ciała i trafił do szpitala. O pomoc prosił za pośrednictwem Facebooka. „Jeśli ktoś posiada konkretne informacje na temat zbiegłego kierowcy z miejsca zdarzenia, szczegóły istotne w sprawie, coś wiecie, widzieliście zdarzenie (jako świadek) proszę o kontakt z I Komisariatem Policji (…) albo najbliższej jednostce policji [pis. oryg.]” – napisał w apelu.

Policja zatrzymała podejrzanego

Funkcjonariusze z małopolskiej policji zatrzymali podejrzanego mężczyznę 3 stycznia w miejscu jego zamieszkania. „Na podstawie nagrania kryminalni wytypowali pojazd a następnie ustalili jego właściciela a zebrane dodatkowe informacje wskazały na jego udział w przedmiotowym zdarzeniu” – czytamy w oficjalnym komunikacie policji.

Samochód podejrzanego 59-latka został zabezpieczony. Wkrótce zostanie poddany szczegółowym oględzinom. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Grozi mu do 4,5 roku pozbawienia wolności oraz wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

18-latek potrącił śmiertelnie 33-latka i uciekł z miejsca wypadku

To 18-letni Kacper siedział za kierownicą auta, które 1 stycznia w Zawichoście wjechało w pieszego. 33-latek zmarł, a kierowca uciekł z miejsca wypadku. Jeszcze we wtorek po południu policja zatrzymała dwóch mężczyzn – ojca i syna. Prokuratura postawiła zarzuty 18-latkowi. Okazało się, że w chwili wypadku w samochodzie było jeszcze czworo pasażerów.

W Zawichoście przy ulicy Plażowej w nocy z poniedziałku na wtorek doszło do śmiertelnego potrącenia pieszego. Mimo reanimacji, nie udało się uratować życia mężczyzny.

Sprawca wypadku zbiegł. Po kilku godzinach policja zatrzymała dwóch mężczyzn, 57-latka i 18-latka – ojca i syna – którzy mogli mieć związek ze sprawą. W środę starszego z mężczyzn zwolniono.

W czwartek drugi z zatrzymanych, Kacper C., usłyszał zarzut „spowodowania wypadku drogowego w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym i ucieczkę z miejsca zdarzenia” – wynika z komunikatu Prokuratury Okręgowej w Kielcach. Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia.

Według prokuratury, do wypadku doszło po północy. Kacper C. kierował samochodem – znajdowały się w nim jeszcze cztery osoby – i najechał na leżącego na jezdni 33-letniego mieszkańca Zawichostu.

„Już po zdarzeniu zatrzymał się i wraz z dwojgiem pasażerów wysiadł z pojazdu. Następnie wszyscy oddalili się z miejsca zdarzenia nie udzielając pomocy pokrzywdzonemu mężczyźnie. Przejeżdżający chwilę później ulicą inny kierowca, zauważył pokrzywdzonego i wezwał pogotowie ratunkowe” – poinformowano w komunikacie prokuratury.

Przeprowadzone kilka godzin po zdarzeniu, już po zatrzymaniu Kacpra C. przez policję badania na zawartość alkoholu i narkotyków w jego organizmie, dały negatywny wynik.

Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na dwa miesiące. 18-latkowi grozi do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Toruń: Matka i dziecko zabite na przejściu dla pieszych

Tragiczny wypadek na przejściu dla pieszych w Toruniu. BMW prowadzone przez 26-latka potrąciło dwie kobiety na przejściu dla pieszych. Obie zmarły w szpitalu. Wypadek wydarzył się w sobotę wieczór na przejściu bez sygnalizacji świetlnej na ul. Grudziądzkiej w Toruniu (w okolicach Centrum Handlowego Kometa). BMW jechało w kierunku miasta.

– Obie piesze były reanimowane na miejscu, a później zostały przewiezione do szpitala. Obrażenia były jednak zbyt rozległe i kobiety po godzinie zmarły – wyjaśnia Wirtualnej Polsce podinsp. Wioletta Dąbrowska z toruńskiej policji.

Kobiety miały 52 i 18 lat – to matka i córka.
Źródło info i foto: wp.pl

Dziś rusza proces w sprawie wypadku kolumny BOR w Oświęcimiu

W Sądzie Rejonowym w Oświęcimiu rozpoczął się proces w sprawie wypadku kolumny BOR z fiatem seicento w lutym ub.r. Śledczy oskarżyli kierowcę fiata Sebastiana K. o nieumyślne spowodowanie wypadku. Sebastian K. na salę rozpraw przyszedł wraz z obrońcą Władysławem Pociejem. Przed wejściem przyznał, że nie jest zdenerwowany, ale nieco zestresowany obecnością mediów. Dodał, że jedne z pierwszych słów, które zamierza wypowiedzieć na sali rozpraw, to: „Nie przyznaję się do winy”.

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło wyprzedzała fiata seicento. Jego kierowca Sebastian K. przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu. Samochód z Beatą Szydło wjechał w drzewo. Poszkodowana została w nim premier oraz funkcjonariusze BOR.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowe informacje dotyczące uczestników tragicznie zakończonego rajdu drogami Słowacji

Do wypadku doszło w niedzielę 30 września w okolicy miasta Dolny Kubin na północy Słowacji. Trzy luksusowe samochody na polskich tablicach rejestracyjnych z dużą prędkością wyprzedzały inne auta, jadąc pasem do jazdy z naprzeciwka. Skończyło się tragicznym wypadkiem, w którym zginął kierowca skody, 57-letni Słowak Stefan Onczo. Reporter „Uwagi!” TVN udał się na Słowację, by ustalić, kim są uczestnicy szaleńczego rajdu.

Stefan Onczo mieszkał w Orawskim Podzamczu, niewielkiej miejscowość, w której wszyscy doskonale się znają. Tragedia była wstrząsem dla sąsiadów rodziny tragicznie zmarłego.

– Wiem, że był bardzo dobrym człowiekiem. Razem z żoną i synem wiedli spokojne życie. To straszna wiadomość dla nas, dla mieszkańców tej ulicy i całej miejscowości. – powiedziała Zdenka Svibova, mieszkanka Orawskiego Podzamcza. – To niezwykle niebezpieczne, że ludzie jeżdżą w tak nieodpowiedzialny sposób, z taką prędkością na lokalnej drodze. Doskonale widzieli przecież inne auta, a ceną ich szaleństwa okazało się ludzie życie – dodała.

Podczas mszy pogrzebowej ksiądz zwrócił uwagę, że „minął zaledwie rok, odkąd matka zmarłego pochowała jeszcze młodszego swojego syna”. – A dziś znów stoi nad trumną drugiego syna. Syna, który zginął przez arogancję kierowcy – powiedział. – Z taką właśnie arogancją kierowców wszyscy codziennie mamy do czynienia na naszych drogach. Igramy na nich z życiem naszym i innych – ocenił duchowny.

– Żeby powiedzieć całą prawdę o Stefanie, musielibyśmy opowiadać wam przez cały miesiąc. A i to byłoby mało – stwierdził w rozmowie z reporterem „Uwagi!” TVN Marian, mieszkaniec Orawskiego Podzamcza. – Żaden człowiek, który go znał, złego słowa o nim nie powie. Jego syn mówił mi, że gdyby ojciec w ostatniej chwili nie skręcił w prawo kierownicą, on zginąłby razem z nim – podzielił się Marek.

– Nawet niebo płacze. Od dnia wypadku codziennie płacze, taka to tutaj tragedia. W Dolnym Kubinie sucho, a tu w Orawskim Podzamczu – zobaczcie – powiedział Marian, wskazując na niebo. – Co to jest, jeśli nie boży znak – dodał. – Jak już będą sądzić tych waszych kierowców, to niech proces toczy się na Słowacji, a nie po polskiej stronie – życzył sobie mieszkaniec Orawskiego Podzamcza.

„Całej trójce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa”

Wstrząsający finał wyprawy polskich kierowców na słowacką Orawę utrwaliła kamera przypadkowego kierowcy. Na nagraniu widać, że brawurowe wyprzedzanie rozpoczął kierowca mercedesa. Prowadzący żółte ferrari, widząc nadjeżdżającą z przeciwka skodę, gwałtownie zahamował, lecz jadący tuż za nim kierowca porsche nie zdążył powtórzyć manewru. Chwilę później uderzył w prawidłowo jadącą skodę, zabijając Stefana Onczo i raniąc jego żonę.

– Zatrzymaliśmy trzech kierowców. Zostali przewiezieni na komendę, gdzie przeprowadzono czynności procesowe. Potem całej trójce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa. 42-letniemu kierowcy porsche grozi od dwóch do pięciu lat więzienia. Pozostałym mężczyznom grozi od trzech miesięcy do trzech lat pozbawienia wolności – poinformował Radko Moravcik, rzecznik Komendy Policji w Żilinie.

– Na tym etapie nie mogę tego ujawnić – stwierdził na pytanie o to, czy sprawcy wypadku przyznali się do winy. Zdaniem rzecznika policji dzięki „ujawnieniu nagrania rejestrującego wypadek wszyscy ludzie mogą zobaczyć, jak wyglądała i jak skończyła się drogowa brawura”.

– Wszyscy oglądając ten film mogą uświadomić sobie, dlaczego warto przestrzegać przepisów na drodze i nie wolno się zachowywać arogancko wobec innych kierowców – powiedział Moravcik.

Zorganizowane rajdy

Po wypadku szybko wyszło na jaw, że szalejący kierowcy z Polski nie spotkali się na Słowacji przypadkiem. Uczestniczyli w jednej z płatnych imprez podczas, których posiadacze szybkich aut zwiedzają wybrany zakątek Europy pod okiem tak zwanego lidera. Organizatorem tego i podobnych wyjazdów był kierujący mercedesem 26-letni Łukasz K., działający w internecie bloger, który na co dzień promuje najdroższe marki luksusowych samochodów.

– To cykl spotkań przeznaczonych dla właścicieli aut ekskluzywnych. W Polsce jesteśmy obecni od trzech sezonów i do tej pory zorganizowaliśmy dziewięć spotkań tego typu. Przekrój samochodów bardzo różny, jak i przekrój właścicieli tych aut jest dość potężny. Mamy osoby tutejsze, przyjezdne i ludzi, którzy jeżdżą po wszystkich naszych polskich i międzynarodowych imprezach – opowiadał Łukasz K. portalowi trojmiasto.pl.

Podczas jednej z organizowanych przez Łukasza K. imprez młodego blogera poznał Jerzy Dziewulski, dawniej policyjny antyterrorysta, a dziś wielbiciel sportowych aut i rajdowiec z licencją. O oskarżonym Łukaszu K. powiedział, że „odbierał go pozytywnie”.

– Z tych organizatorów, z którymi miałem do czynienia, jeżeli inni jego koledzy byli nieco bardziej agresywni czy nerwowi, to on jawił mi się jako człowiek z pewnym dystansem, niezwykle spokojny – ocenił.

Dziewulski również dostał zaproszenie na feralny wyjazd na Słowację. – Proponowano mi start z Zakopanego, później przejazd słowackimi drogami. Zaproponowano określone, bardzo dobre hotele. Otwarcie powiem, że miałem ochotę pojechać, ale nie zdecydowałem się i zostałem w domu – opowiedział.

Tomasz Bonar, szef firmy produkującej internetowe filmy na temat sportowych aut poznał Łukasza K. podczas nagrywania jednego z organizowanych przez niego spotkań. – Taki wyjazd można traktować jako urlop, rozrywkę, trochę spotkanie z przyjaciółmi i nawiązanie motoryzacyjnych znajomości – powiedział Bonar. Organizacja podobnej imprezy w Polsce kosztuje około 2-3 tysiące złotych. – Zagraniczne wyjazdy są droższe. To 2-3 tysiące euro za tygodniowy wyjazd – poinformował Bonar.

Jerzy Dziewulski nie krył zdumienia, tym że jednym ze sprawców wypadku był właśnie Łukasz K. – On był na czele tej kolumny. Jego wykroczenie bez wątpienia polega na przejechaniu przez linię ciągłą i nadmierną prędkość. Natomiast patrząc na reakcję kierowcy ferrari, no ręce składają się do tego, żeby zdjąć pasek i tyłek stłuc temu młodemu człowiekowi, który po prostu nie nadążał intelektem i sprawnością techniczną, pojęciem o tym, w czym siedzi – ocenił były antyterrorysta.

Dziennikarze sprawdzili, że jadące tuż za mercedesem Łukasza K. żółte ferrari prowadził pochodzący z rodziny wielkopolskich biznesmenów 27-letni Adam Sz. Kolumnę zamykał 42-letni Marcin L., przedsiębiorca z branży informatycznej z Pomorza – właściciel kolekcji luksusowych samochodów,
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Będzie śledztwo w sprawie wypadku limuzyny w Nowym Jorku

Amerykańska Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu prowadzi dochodzenie w sprawie przyczyn tragicznego wypadku w stanie Nowy Jork. W wyniku zderzenia tak zwanej przedłużonej limuzyny z innym autem zginęło tam 20 osób. Wśród ofiar była m.in. para nowożeńców. To najtragiczniejszy wypadek transportowy USA od niemal dekady.

Do tragedii doszło w trzytysięcznej miejscowości Schoharie położonej 250 kilometrów na północ od Nowego Jorku. Przedłużona limuzyna Ford Excursion nie zatrzymała się na znaku „Stop” i zderzyła się ze stojącą na parkingu po drugiej stronie drogi Toyotą Highlander.

– Łącznie 20 osób poniosło śmierć, sami dorośli. 18 ofiar – to pasażerowie i kierowca limuzyny. Zginęło też dwoje pieszych – informował Christopher Fiore z nowojorskiej policji stanowej. Pasażerami limuzyny byli uczestnicy przyjęcia urodzinowego, wśród nich cztery siostry, para nowożeńców i rodzice osiemnastomiesięcznego dziecka.

– 20 osób zabitych, to makabryczne. To najtragiczniejszy wypadek od bardzo, bardzo dawna – mówił szef Krajowej Rady Bezpieczeństwa Transportu Robert Sumwalt. Świadkowie mówią, że auto jechało z prędkością około 100 kilometrów na godzinę. Nie wiadomo dlaczego nie zatrzymało się na skrzyżowaniu.

Tak zwane przedłużone limuzyny są popularne w Stanach Zjednoczonych podczas ślubów, przyjęć i imprez klubowych. Poza kierowcą i osobą siedzącą na przednim siedzeniu, pasażerowie tego typu aut nie muszą zapinać pasów bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Samochód wjechał w tłum ludzi

W wypadku drogowym z udziałem wydłużonej limuzyny, do którego doszło w sobotę w miejscowości Schoharie w stanie Nowy Jork, zginęło 20 osób – poinformowały w niedzielę władze.

Zaznajomiona z przebiegiem dochodzenia osoba powiedziała agencji Associated Press, że 18 spośród zabitych jechało limuzyną, a dwaj pozostali to piesi, którzy znaleźli się na jej drodze. Rozmówca agencji zastrzegł sobie anonimowość, gdyż nie był oficjalnie uprawniony do przekazywania wiadomości pochodzących ze śledztwa.

Przedstawiciele lokalnych władz powiedzieli wydawanemu w stolicy stanu Nowy Jork, Albany, dziennikowi „Times Union”, że zjeżdżająca z góry limuzyna uderzyła w sobotę po południu czasu miejscowego w ludzi stojących przed kawiarnią w Schoharie. Miejscowość ta leży około 270 kilometrów na północ od miasta Nowy Jork i jest popularna wśród turystów.

Stanowa policja potwierdziła w niedzielę liczbę ofiar śmiertelnych i podała, że w wypadku uczestniczyły dwa pojazdy.

Klienci na parkingu kawiarni zostali zabici, gdy uderzyła w nich limuzyna jadąca stanową drogą z góry z prędkością „prawdopodobnie ponad 60 mil na godzinę (96 kilometrów na godzinę)” – powiedziała dziennikowi „New York Times” zarządzająca kawiarnią Jessica Kirby.

Władze nie ujawniły na razie personaliów ofiar ani bliższych szczegółów wypadku. Na niedzielne popołudnie czasu lokalnego zapowiedziano konferencję prasową na temat tego wydarzenia.
Źródło info i foto: interia.pl

Tragiczny wypadek na Słowacji. Sprawca z Polski był poszukiwany jako „zaginiony z próbą samobójczą”

Jeden z polskich kierowców, którzy ścigali się luksusowymi samochodami na drodze w Dolnym Kubinie, był poszukiwany przez polską policję jako „zaginiony z próbą samobójczą”. O nowych faktach dotyczących tragicznego wypadku na Słowacji informuje dziennik.pl.

Na jaw wychodzą kolejne informacje dotyczące polskich kierowców, którzy brali udział w wypadku. Słowacka telewizja Markiza rano podała, że Adam S. – kierowca ferrari – został adoptowany, a jego biologiczna matka zginęła w wypadku samochodowym.

Dziennik.pl z kolei informuje o 42-letnim Marcinie L., kierowcy porsche, który uderzył w jadącą z naprzeciwka skodę. Jak powiedział dziennikowi.pl Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy KGP, „w 2018 był poszukiwany jako zaginiony z próbą samobójczą”.
Źródło info i foto: onet.pl

Tragiczny wypadek na Słowacji. Kierowca porsche w tymczasowym areszcie

Tymczasowo aresztowany został 42-letni Marcin L., kierowca porsche – zadecydował sąd w Dolnym Kubinie. Mężczyzna bezpośrednio spowodował wypadek, w którym zginął 57-letni Słowak. Sędzia sądu powiatowego w Dolnym Kubinie w kraju żylińskim zdecydował o zastosowaniu wobec 42-letniego Marcina L. aresztu jako środka zapobiegawczego. Jest on oskarżony o wywołanie ogólnego zagrożenia oraz spowodowanie śmierci obywatela Słowacji.

Policja i prokuratura zarzucają Polakowi nadmierną prędkość i przekraczanie ciągłej linii. Grozi mu kara od 2 do 5 lat więzienia. Podczas wypadku mężczyzna prowadził porsche cayenne.

27-letniemu Adamowi Sz., który kierował samochodem ferrari i 26-letniemu Łukaszowi K. prowadzącemu mercedesa postawiono zarzut spowodowania ogólnego zagrożenia. Sędzia uznał, że mogą odpowiadać z wolnej stopy, z tym że Adam Sz. musiał zapłacić kaucję, której wysokości nie podano.

Prokurator prokuratury powiatowej w Dolnym Kubinie Marcela Szuvadova powiedziała dziennikarzom, że złoży zażalenie na treść postanowień wobec Adama Sz. i Łukasza K. Prokuratura wnioskowała o areszt dla całej trójki, argumentując , że „istnieje obawa możliwego kontynuowania czynów karalnych oraz obawa ucieczki”.

Dziś odbył się pogrzeb 57-latka niedaleko miejscowości Dolny Kubin. Tragiczny wypadek miał miejsce w niedzielę w okolicy miasta Dolny Kubin. Zginął w nim 57-letni Słowak, który zmarł na oczach syna. Wydarzenie oburzyło opinię publiczną zarówno w Słowacji, jak i w Polsce.

Trzej polscy kierowcy, jadąc szybko, wyprzedzali inne samochody na ciągłej linii.

– Śledztwo wykazało, że 27-letni kierowca, obywatel polski, jechał ferrari z Dolnego Kubina. Za nim 42-letni Polak jechał porsche cayenne. Obaj rozpoczęli wyprzedzanie kolumny samochodów w miejscu, gdzie zakazuje tego ciągła linia. Następnie kierowca porsche uderzył w jadące przed nim ferrari, które zwolniło i wróciło na swój pas. (Kierowca) porsche jednak nie zdołał już tego zrobić i miał czołowe zderzenie z jadącą w przeciwnym kierunku skodą fabią, którą prowadził 57-letni mężczyzna, mieszkaniec rejonu Dolnego Kubina – mówił rzecznik lokalnej policji Radko Moravczik.
Źródło info i foto: TVP.info