Holandia: Matka pozwalała partnerowi wykorzystywać swoje dzieci. Jest wyrok

Sąd w Middelburgu na południu Holandii w poniedziałek skazał na 10 lat więzienia kobietę, która pozwalała partnerowi wykorzystywać seksualnie swoje dzieci. Tanja D. przez wiele lat pozostawała w związku z Pascalem P., który molestował jej nieletnie córki. Kobieta nie tylko o tym wiedziała, ale jak ustalił sąd, udostępniała mężczyźnie swoje dzieci.

– Dzieci były wykorzystywane seksualnie od 8. roku życia, a oskarżona świadomie pozwalała na to swojemu partnerowi – uzasadnił wyrok sąd w Middelburgu i skazał kobietę na 10 lat pozbawienia wolności.

Pascal P. jest oskarżony o seksualne wykorzystywanie nieletnich, a także posiadanie pornografii dziecięcej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Fala protestów w RPA po zatrzymaniu Zumy. 6 osób nie żyje

W RPA dochodzi do eskalacji protestów po zatrzymaniu byłego prezydenta Jacoba Zumy, w wyniku których zginęło już co najmniej sześć osób. Władze, chcąc doprowadzić do ustabilizowania sytuacji, zdecydowały się na użycie wojska. Dowództwo armii RPA poinformowało w poniedziałek o zamiarze wysłania swoich oddziałów do dwóch regionów kraju, w których dochodzi do eskalacji zamieszek na skutek aresztowania byłego prezydenta Jacoba Zumy, sprawującego ten urząd w latach 2009-2018.

Zuma został skazany na 15 miesięcy więzienia za obrazę sądu. Zgodnie z warunkami wyroku, będzie mógł się ubiegać o warunkowe zwolnienie za niecałe cztery miesiące. Ciążą na nim jednak dużo poważniejsze oskarżenia, między innymi o korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Były prezydent miał działać w interesie trzech biznesmenów, którzy mieli wzbogacić się dzięki zasobom państwa. Zuma konsekwentnie nie stawiał się na przesłuchaniach w sprawie zarzutów korupcyjnych.

Zwolennicy Jacoba Zumy doprowadzili do gwałtownych protestów, które przerodziły się w siłowe starcia ze służbami bezpieczeństwa. Lokalne media informowały między innymi o płonących centrach handlowych, zamkniętych autostradach i rabowanych sklepach. Policja przekazała natomiast, że lokalny ruch uliczny został zakłócony przez protestujących, którzy stworzyli barykady z płonących opon. Media obiegło zdjęcie, które ukazuje ciemny dym unoszący się nad panoramą Johannesburga.

Poza Johannesburgiem do najgroźniejszych starć dochodzi obecnie w prowincji KwaZulu-Natal, w której Zuma dorastał, a obecnie przebywa w więzieniu. Dotychczas w starciach zginęło już co najmniej 6 osób, a 219 kolejnych aresztowano.

Na miejsca największych protestów wysłano dodatkowe siły policyjne, jednak ich zaangażowanie nie wystarczyło do opanowania sytuacji. W związku z tym, po czterech dniach od początku zamieszek, w poniedziałek została podjęta decyzja o wykorzystaniu wojska. „Narodowe Siły Obrony Południowej Afryki rozpoczęły proces i procedury przed rozmieszczeniem, zgodnie z prośbą o pomoc” – podano w oświadczeniu armii. Jak dodano, czas misji i liczba zaangażowanych żołnierzy będą uzależnione od bieżącej sytuacji.

Według komentatorów konfrontacja armii z ludźmi na ulicach może jednak doprowadzić do dalszej eskalacji rozruchów i utwierdzenia protestujących w przekonaniu, że Jacob Zuma jest ofiarą politycznej zemsty swojego następcy. Równocześnie w RPA wciąż obowiązuje czwarty w pięciostopniowej skali poziom obostrzeń z uwagi na pandemię COVID-19. Według rządowych wytycznych, zabronione jest gromadzenie się, a od godziny 21 do 4 rano obowiązuje godzina policyjna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Mariusz B. z ostatecznym wyrokiem dożywocie za zabójstwo czterech osób

To już pewne, że skazany za cztery zabójstwa Mariusz B. resztę życia spędzi w więzieniu. Mężczyzna w ciągu niespełna dwóch lat zabił kolejno: męża swojej kochanki, ich wspólną córkę, partnera kochanki do tańca oraz znajomego księdza. Sąd Najwyższy odrzucił kasację obrońców, nie dając wiary zarzutom o wymuszeniu początkowych zeznań sprawcy.

Sprawa Mariusza B. ciągnęła się od kwietnia 2006 roku i była jednym z bezprecedensowych procesów ostatnich lat. Dowody były wyłącznie poszlakowe – między innymi ślady zapachowe, dane z logowania do sieci telefonów komórkowych. Wiadomo było, że są cztery osoby, po których zaginął ślad. Do dziś nie odnaleziono ich ciał. Prokuratura od początku była pewna, że oskarżony je udusił. Tę wersję potwierdził w 2017 roku warszawski sąd okręgowy, a rok później podtrzymał sąd apelacyjny.

Mariusz B. oskarżony był o zabójstwo:

– Zbigniewa D., męża swojej kochanki Małgorzaty (zginął w kwietniu 2006 roku),
– Aleksandry D. – córki Zbigniewa i Małgorzaty (zginęła w tym samym czasie, co ojciec),
– Henryka S. – partnera Małgorzaty do tańca (zabity w marcu 2007 roku),
– Piotra S. – znajomego księdza, który miał molestować go w dzieciństwie (zamordowany w grudniu 2008 roku).

Decyzja Sądu Najwyższego oznacza, że wyrok dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 40 latach jest nadal w mocy. W tej sprawie na karę sześciu lat więzienia został również skazany Krzysztof R., oskarżony między innymi o pomoc B.

„Przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw”

Obrońcy oskarżonych w skardze kasacyjnej wskazywali, że zeznania obu mężczyzn, gdy w 2009 roku mieli jeszcze status podejrzanych, zostały wymuszone. – W tej sprawie była podnoszona kwestia stosowania tortur wobec skazanych (…). Trzeba powiedzieć, że sąd odwoławczy w sposób rzetelny wywiązał się ze swych obowiązków i rozważył ten zarzut obrońców – mówił w uzasadnieniu orzeczenia SN sędzia Antoni Bojańczyk.

Jak dodał, kwestia rzekomego wymuszenia wyjaśnień była dokładnie analizowana przez sądy. – To były niewątpliwie najistotniejsze zarzuty obrony, bo gdyby nie te kluczowe dowody w postaci depozycji, które składali skazani, w których B. przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw, to dowodzenie w tej sprawie byłoby znacznie utrudnione – zaznaczył sędzia.

– Gdyby funkcjonariusze wymuszali określoną treść wyjaśnień, to niewątpliwie te wyjaśnienia byłyby znacznie bardziej spójne i nie zawierałyby luk – wskazał sędzia Bojańczyk. Dodał, że przesłuchania były rejestrowane na kasecie VHS, a nagranie poddano następnie „dokładnej analizie”. Obrażeń nie potwierdziły też badania lekarskie zatrzymanych.

Sędzia zaznaczył także, że „teza o stosowaniu tortur jest o tyle fałszywa i nieuprawniona, że ten wątek pojawia się dopiero na późniejszym etapie postępowania i dopiero wtedy obaj skazani z niemal fotograficzną dokładnością przypominają sobie okoliczności”. – Wcześniej o tym nie mówili – wskazał.

Trójkąt, negatywne emocje i psychopatyczna osobowość

Mariusz B. poznał małżeństwo Małgorzatę i Zbigniewa D. w parafii, w której służył jako ministrant i jeszcze jako nastolatek zamieszkał z nimi pod jednym dachem. Sądy ustaliły, że „doszło do swoistego trójkąta”, co spowodowało, że kobieta odeszła od męża, zamieszkała z B. i urodziła mu córkę.

W kwietniu 2006 r. Mariusz B. uprowadził Zbigniewa D. i zmusił go do podpisania wartej dwa miliony złotych polisy ubezpieczeniowej na rzecz żony. Kilka dni później miał ponownie uprowadzić D. i jego 18-letnią córkę Aleksandrę, których udusił na działce w okolicach Pułtuska. Motywem zbrodni miało być „skumulowanie się negatywnych emocji B. wobec patologicznego układu” między nim a małżeństwem D. Aleksandra mogła paść ofiarą mordu, bo weszła w konflikt z matką.

Po roku B. miał uprowadzić 55-letniego Henryka S., z którym Małgorzata D. tańczyła tango w klubie tańca. Zazdrość oraz sprawy finansowe były, według sądu, powodem zbrodni. Mariusz B. chciał go zmusić do podania numerów PIN kart bankomatowych i wyłudzić od jego rodziny 50 tysięcy złotych.

Zabójstwo księdza Piotra S. nastąpiło zaś z motywacji „odwetu za wykorzystanie seksualne”. Duchowny zginął w 2008 r. w okolicach Pułtuska. Znaleziono po nim tylko pusty samochód.

„Rozsmakował się w tym, co robi”

Biegli psychologowie stwierdzili u B. osobowość psychopatyczną, tendencję do kłamania, niskie poczucie winy i skłonność do narzucania innym swej woli. Według biegłych B. cechuje „ponadprzeciętna inteligencja”.

– Oskarżony jest osobą o słabej empatii. Ma skłonność do manipulowania otoczeniem, cechuje oskarżonego brak poczucia winy i skłonność do pasożytniczego trybu życia. Narcyzm i egozim – mówił tuż po ogłoszeniu wyroku w 2017 roku sędzia Igor Tuleya. – Pan oskarżony jest osobą gotową przekraczać normy społeczne i moralne celem uzyskania własnych korzyści. Dokonanie czterech zabójstw z pełną świadomością i premedytacją, stanowi, że mamy do czynienia z osobą, która całkowicie lekceważy nie tylko obowiązujący porządek prawny, ale również nie dostrzega w ludzkim życiu żadnych wartości – podkreślał sędzia. – Żadne z zabójstw nie może być w jakikolwiek sposób usprawiedliwione. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Nic nie wskazuje na to, żeby oskarżony miał wyrzuty sumienia. Nie wykazał żadnej empatii, nie wykazał żadnej skruchy.

W niektórych momentach sędzia zwracał się wprost do oskarżonego. – Fakty wskazują, że zabójstw dokonuje pan z pewną regularnością. Od kwietnia 2006 roku do grudnia 2008 roku oskarżony pozbawił życia cztery osoby. I może jest to lekką przesadą, ale nasuwa się wrażenie, jakoby pan oskarżony rozsmakował się w tym, co robi – stwierdził sędzia Tuleya.

Długa historia sądowa

Proces miał długą historię. Mariusz B. był już w 2014 r. w związku z tą sprawą skazany na dożywocie przez Sąd Okręgowy w Warszawie, ale tamten wyrok został uchylony i przekazany do ponownego rozpoznania. W pierwszym procesie doszło do naruszenia prawa do obrony, bo obaj oskarżeni korzystali z jednego obrońcy w sytuacji konfliktu między nimi: R. w śledztwie obciążał B.

Sąd Najwyższy rozpatrywanie tej sprawy rozpoczął kilka miesięcy temu. Pierwotnie orzeczenie miało zostać ogłoszone na początku marca tego roku, wówczas jednak SN zdecydował o ponownym otwarciu przewodu kasacyjnego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rywal Aleksandra Łukaszenki trafi na 14 lat do więzienia

Na 14 lat więzienia skazał we wtorek sąd w Mińsku Wiktara Babarykę, byłego bankiera, który w ubiegłym roku zamierzał stanąć do wyborów prezydenckich przeciwko Aleksandrowi Łukaszence. Proces toczył się przed Sądem Najwyższym, a wyrok nie podlega apelacji. Babaryka nie został zarejestrowany jako kandydat w wyborach. W czerwcu ubiegłego roku aresztowano go za rzekome machinacje finansowe i korupcję.
Źródło info i foto: onet.pl

Sąd Najwyższy Meksyku. Rekreacyjne spożycie marihuany legalne

Sąd Najwyższy zdepenalizował w poniedziałek rekreacyjne spożycie marihuany przez dorosłych. Za zalegalizowaniem używki głosowało ośmiu spośród 11 sędziów. SN po raz kolejny zajął się tą sprawą, jako że Kongres nie zdołał przyjąć stosownej ustawy przed 30 kwietnia. Taka data została wyznaczona we wcześniejszym wyroku Sądu Najwyższego.

10 marca Izba Reprezentantów przyjęła wprawdzie ustawę, ale nie została ona zatwierdzona przez Senat w związku z całą listą poprawek wprowadzonych przez izbę niższą do tekstu. Meksykański Senat – przypomina AFP – dał swą zgodę na przyjęcie ustawy jeszcze w listopadzie zeszłego roku, ale proces legislacyjny uległ wydłużeniu w związku z licznymi poprawkami izby niższej wniesionymi w bieżącym roku przez Izbę Reprezentantów.

Na początku kwietnia większość senacka zdecydowała, że ostateczna debata przed przyjęciem ustawy zostanie przeniesiona na wrzesień. Jak argumentował szef klubu poselskiego rządzącego, lewicowego Ruchu Odnowy Narodowej (MORENA): „po poprawkach w tekście ustawy pojawił się cały szereg sprzeczności, które trzeba usunąć”.

„Historyczna data”

W zaistniałej sytuacji do akcji ponownie wkroczył Sąd Najwyższy.

– Dzisiejsza data jest historyczna z punktu widzenia swobód – powiedział po ogłoszeniu wyroku Sądu Najwyższego, jego prezes Arturo Zaldivar.

Meksykańskie media podkreślają, że przepisy penalizujące posiadanie marihuany w ilościach wskazujących na spożycie rekreacyjne nie będą już mieć zastosowania, bo decyzja SN jest ostateczna.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest komunikat Nuncjatury Apostolskiej ws. kardynała Stanisława Dziwisza

Nuncjatura Apostolska w Polsce wydała komunikat ws. wizyty kardynała Angelo Bagnasco – emerytowanego arcybiskupa Genui. Hierarcha odwiedził nasz kraj, by zbadać sprawę zaniedbań, jakich miał się dopuścić kardynał Stanisław Dziwisz. Nuncjatura Apostolska poinformowała, że kardynał Angelo Bagnasco był z wizytą w Polsce w dniach 17-26 czerwca. „Jej celem była weryfikacja sygnalizowanych, także publicznie, zaniedbań kard. Stanisława Dziwisza podczas pełnienia przez niego funkcji arcybiskupa metropolity krakowskiego (2005-2016)” – wyjaśniono w komunikacie.

Nuncjatura poinformowała, że hierarcha zapoznał się z dokumentami i odbył szereg spotkań. O swoich ustaleniach ma poinformować Stolicę Apostolską.

Ks. Isakowicz-Zaleski o spotkaniu z kard. Bagnasco: Dopytywał o szczegóły

Jednym z duchownych, z którymi w czasie wizyty w Polsce rozmawiał kardynał Bagnasco, był ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. W spotkaniu uczestniczyło także dwóch watykańskich urzędników.

Isakowicza-Zaleskiego zdziwiło, że kuria krakowska nie wiedziała o spotkaniu z przedstawicielami Watykanu. Dopiero po spotkaniu poinformowałem, że do takiej rozmowy doszło – przyznał duchowny w rozmowie z RMF FM. Dodał, że na rzecz komisji złożył listy od osób, które czuły się pokrzywdzone przez przedstawicieli Kościoła. Może te osoby będą przesłuchiwane – zaznaczył.

W rozmowie z RMF FM ks. Isakowicz-Zaleski pozytywnie ocenił postawę kard. Bagnasco. Pytania były konkretne. Widać jego ogromny profesjonalizm i obiektywizm, bo bardzo wnikliwie dopytywał o pewne szczegóły – relacjonował duchowny. Widać było, że on chce poznać prawdę. Przecież to nie jest wyrok. To jest dopiero badanie tej sprawy – podkreślił.

Wysłannikom z Watykanu chodzi między innymi o sprawę z 1993 roku. Janusz Szymik zgłosił wtedy biskupowi bielsko-żywieckiemu Tadeuszowi Rakoczemu, że był wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim – księdza Jana Wodniaka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zastrzelił sąsiadkę, ranił jej 19-letniego syna. Jest wyrok

25 lat więzienia – taki wyrok wydał Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wobec 66-letniego Andrzeja K., oskarżonego m.in. o zastrzelenie sąsiadki oraz dwukrotne dźgnięcie nożem jej syna. Do zbrodni doszło w lipcu 2019 roku podczas kontroli budowlanej przy ul. Łąkocińskiej w Warszawie. Sędzia Adam Radziszewski uznał oskarżonego o pięć czynów Andrzeja K. za winnego i wymierzył mu karę 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok jest nieprawomocny. Obrona w przemowie kończącej proces wnosiła, by sąd wymierzył oskarżonemu najłagodniejszy możliwy wymiar kary.

Sędzia Radziszewski uznał również, że oskarżony ma obowiązek naprawienia szkody w kwocie 21 tysięcy zł. Ma też wypłacić 140 tys. zł zadośćuczynienie wobec pokrzywdzonych.

Sąsiedzki konflikt

Do zbrodni doszło 12 lipca 2019 r. przy ulicy Łąkocińskiej 3. Pod tym adresem, w piętrowym budynku, zamieszkiwali pokrzywdzeni – Agnieszka G. oraz Adrian G. – i oskarżony Andrzej K. Lokatorzy byli skonfliktowani.

W dniu tragedii na posesji pojawił się inspektor budowlany. Został wezwany przez pokrzywdzonych, którzy zgłosili, że K. zbudował na podwórku nielegalne szambo. To właśnie podczas tej kontroli Andrzej K. sięgnął, jak ustalili śledczy, po broń palną czarnoprochową i oddał pięć strzałów do Agnieszki G., raniąc ją w tułów oraz ramię.

Oskarżony próbował również – według prokuratury – zamordować syna kobiety. Z relacji świadka wynika, że Andrzej K. chciał postrzelić 19-latka, ale broń nie wypaliła. Wówczas oskarżony chwycił nóż schowany pod kurtką i ugodził chłopaka w okolice żeber i brzucha. Sąd zmienił opis oraz kwalifikację tego czynu, uznając go za próbę spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a nie usiłowanie zabójstwa.

Przyznał, że planował zbrodnię

Później Andrzej K. udał się do znajdującej się na posesji altany, z której korzystali pokrzywdzeni i podpalił ją przy pomocy benzyny oraz improwizowanych materiałów wybuchowych. W związku z tym zdarzeniem 66-latek odpowiadał przed sądem także za zniszczenie mienia. Prokuratura oskarżyła go również o przetwarzanie materiałów wybuchowych bez wymaganego zezwolenia, bo w jego garażu ujawniono tzw. koktajle Mołotowa, a w mieszkaniu substancje chemiczne i dwa przyrządy wybuchowe.

Po zatrzymaniu powiedział śledczym, że zbrodnia była zaplanowana. Podtrzymał swoje wyjaśnienia także podczas kolejnych przesłuchań w prokuraturze oraz przed sądem. Oskarżony opisał konflikt z Agnieszką G. i jej rodziną.

Jak wyjaśnił, jego prawo do zarządzania nieruchomością było ograniczane, mimo że był współwłaścicielem budynku. Andrzej K. wyjaśniał, że przez kilka tygodni nie było go w domu, miał wrócić dzień przed zdarzeniem. Twierdził, że w czasie jego nieobecności pokrzywdzeni rozebrali należące do niego budynki gospodarcze i pozbyli się należących do niego rzeczy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przeleciał przez rondo w Rąbieniu. Jest wyrok

Rok pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 5-letni zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych – taki wyrok usłyszał mężczyzna, który w ubiegłym roku przeleciał nad rondem w Rąbieniu w woj. łódzkim. O sprawie informuje „Fakt”. Do zdarzenia doszło w kwietniu 2020 roku na rondzie w miejscowości Rąbień (woj. łódzkie). 41-letni kierowca Suzuki Swift z dużą prędkością wjechał na nasyp ronda i wzbił się autem w powietrze, przeleciał kilkadziesiąt metrów w tym nad pomnikiem Jana Pawła II.

41-letni kierowca podczas zdarzenia był pijany. Miał we krwi 1,4 promila alkoholu. Sędzia Iwona Konopka, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi poinformowała w rozmowie z „Faktem”, że zapadł już w tej sprawie wyrok.

Nieodpowiedzialny kierowca usłyszał wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy. Ponadto sąd orzekł środek karny w postaci 5-letniego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz nakazał zapłatę 5 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym, oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Mężczyzna dobrowolnie poddał się karze.
Źródło info i foto: onet.pl

28-latek z Hiszpanii usłyszał wyrok. Zabił i zjadł matkę

Najpierw zabił swoją matkę, a potem przez kolejne dwa tygodnie jadł jej zwłoki. Częściami ciała kobiety karmił również swojego psa. 28-letni Alberto Sánchez Gómez został właśnie skazany na 15 lat więzienia za morderstwo i pięć miesięcy za zbezczeszczenie zwłok.

Do makabrycznych wydarzeń doszło na początku 2019 roku. Przyjaciel zaniepokojony o los 60-letniej Maríi Soledad Gómez, której nie widział od kilku tygodni, zawiadomił policję. Mundurowi aresztowali 26-letniego syna kobiety po tym, jak w domu znaleźli rozczłonkowane ciało kobiety. Niektóre fragmenty były umieszczone w plastikowych pojemnikach. 

„Mama jest w domu. Nie żyje”

Otwierając drzwi funkcjonariuszom policji Alberto S.G. wyjaśnił, że matka jest „obecna w domu”. Po chwili dodał, że kobieta „nie żyje”. Fragmenty jej ciała śledczy znaleźli następnie w różnych miejscach domu, m.in. w jej łóżku, a także w zamrażarce. W czasie procesu sądowego mężczyzna przyznał, że udusił matkę podczas kłótni.
 
Podczas dochodzenia inspektorzy ustalili, że mężczyzna gotował ciało matki i przechowywał je w zamrażarce, a następnie spożywał przez co najmniej 15 dni. Ludzkim mięsem karmił również swojego psa.

Sąd odrzucił argumenty Sáncheza, że ​​w czasie zabójstwa miał on epizod psychotyczny. Hiszpańskie media twierdzą, że był znany policji z przemocy wobec swojej matki i że złamał zakaz zbliżania się do niej. Sąd orzekł też karę odszkodowania w wysokości 60 tys. euro dla drugiego syna zamordowanej kobiety.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wielka Brytania: Student-neonazista skazany. Chciał „zabić wszystkich Żydów”

24-letni student-neonazista Andrew Dymock, który szukał w internecie, jak „zabić wszystkich Żydów” i wyciął swastykę w pośladkach swojej dziewczyny, został uznany za winnego 12 przestępstw związanych z terroryzmem przez ławę przysięgłych Centralnego Sądu Kryminalnego Anglii i Walii.

Andrew Dymock w latach 2017-2018 za pośrednictwem Twittera i na swojej stronie internetowej promował skrajnie prawicową grupę System Resistance Network (SRN), której celem było „wywołanie wojny rasowej”. Wykorzystywał również platformy internetowe do zbierania pieniędzy dla tej nielegalnej organizacji, która głosiła „zerową tolerancję” dla niebiałych, społeczności żydowskich i muzułmańskich i opisywała homoseksualizm jako chorobę.

Dymock, który w tym czasie studiował politologię na Uniwersytecie Aberystwyth w Walii, zaprzeczył, by były to jego konta i twierdził, że został wrobiony przez swojego byłego partnera, który nie zdołał go zwerbować do organizacji terrorystycznej National Action (NA). Policja znalazła też zdjęcie na jednym z urządzeń Dymocka, przedstawiające swastykę wyciętą na pośladku jego dziewczyny.

Prokurator Jocelyn Ledward powiedziała ławie przysięgłych, że Dymock nie jest sądzony za posiadanie rasistowskich, antysemickich lub homofobicznych przekonań, ale „raczej za zachęcanie do działalności terrorystycznej, przemocy, jako sposobu kształtowania społeczeństwa zgodnie z jego przekonaniami, a nie poprzez wolność słowa i demokrację”.

Dymock został uznany za winnego m.in. zachęcania do terroryzmu, zbierania funduszy na działalność terrorystyczną, rozpowszechniania publikacji terrorystycznych, podsycania nienawiści rasowej i nienawiści ze względu na orientację seksualną.

Podczas aresztowania na lotnisku policja znalazła w jego bagażu nazistowską literaturę, w tym „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, a także ubrania z symboliką neonazistowską. W swoim mieszkaniu miał też podobne książki, flagi i ubrania. Dymock zaprzeczył, że jest neonazistą, zadeklarował też, że „tak naprawdę jest biseksualny, ale skłania się ku homoseksualizmowi”, a „Mein Kampf” potrzebny jest mu do badań nad prawicowym populizmem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl