Zapadł wyrok ws. molestowania i zbiorowego gwałtu na dziewczynce. Koszmar dziecka trwał 5 lat

Jest wyrok w bulwersującej sprawie molestowania i gwałtu na małoletniej dziewczynce. Koszmar ofiary trwał przez pięć lat. Sąd w Rzeszowie skazał pięciu mężczyzn. Wśród nich jest przyrodni brat pokrzywdzonej. Na ile lat mają iść do więzienia? Wyrok jest nieprawomocny. Cały dramat rozegrał w Malawie pod Rzeszowem. Mariusz N. uczynił ze swojej przyrodniej siostry seksualną niewolnicę. Gwałcił i telefonem nagrywał z jej udziałem pornograficzne filmy. Potem zaczął zachęcać swoich kumpli, aby robili to samo.

Dziewczynka jest niepełnosprawna intelektualnie. – Zawsze cichutka, wycofana, ślicznie rysowała – mówi jedna z sąsiadek. Wychowywała się w trudnej rodzinie, gdzie panowała przemoc, a jej sprawcą był jej przyrodni brat. – Ciągłe awantury, wyzwiska. Policja przyjeżdżała tam na okrągło – przyznaje sąsiadka. To właśnie przy okazji śledztwa dotyczącego znęcania się nad matką, wyszedł na jaw koszmar, który przeżywała także siostra mężczyzny – dodaje.

Nastolatka trafiła do rodziny zastępczej i pod opiekę psychologa, co pomogło odkryć kolejną prawdę. Nie tylko, brat, ale także jego kumple mieli wykorzystywać seksualnie ofiarę. Najstarszy z nich ma 68 lat! Prokuratura oskarżyła więc pięciu mężczyzn o obcowanie seksualne z nieletnią.

Mariusz N. został uznany winnym wielokrotnego zmuszania przemocą dziewczynki do obcowania płciowego, zarówno samemu jak i wspólnie z innymi, molestowania seksualnego, utrwalania treści pornograficznych z jej udziałem, znęcania się nad nią oraz grożenia jej, gdyby ujawniła gwałty. 42-latek został skazany na 15 lat więzienia. Natomiast Franciszek D., Andrzej M. i Franciszek K. otrzymali kary po 8 lat więzienia za gwałty i molestowanie, a K. także za utrwalanie treści pornograficznych z udziałem pokrzywdzonej. Z kolei Grzegorza D. sąd skazał na 9 lat pozbawienia wolności za gwałty na dziewczynce, molestowanie, groźby i utrwalanie treści pornograficznych z jej udziałem.

Wszyscy mają także wieloletnie zakazy kontaktowania się i zbliżania się do dziecka; Mariusz N. przez 15 lat, pozostali przez 10 lat. Wszyscy też mają solidarnie zapłacić na rzecz dziewczynki łącznie 100 tys. zadośćuczynienia.

Wyrok jest nieprawomocny. Strony mogą odwołać się od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

Sąsiedzi stoją za nimi murem

Dziewczynka obecnie ma 15 lat. W toku śledztwa nie udało się dokładnie ustalić, od kiedy oskarżeni mieli zacząć ją wykorzystywać seksualnie. Trwało to prawdopodobnie przez 5 lat. W trakcie postępowania prokuratorskiego mężczyźni nie przyznali się do winy. W trakcie procesu, sąsiedzi mężczyzn przyszła delegacja wsi bronić oskarżonych.

– Co do brata, nie wypowiadamy się, bo nie wiemy co działo się tam w domu. Ale pozostali, to porządne chłopy! – przekonywała jedna z protestujących kobiet. – Jesteśmy z wami! – pokrzepiali oskarżonych sąsiedzi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Hiszpański dziennik „El Mundo”: Groźni dżihadyści opuszczają więzienia

Hiszpański dziennik „El Mundo” poinformował w piątek, że ponad 20 dżihadystów opuści do końca grudnia hiszpańskie więzienia. Część z nich wyjdzie na wolność w ramach zwolnienia warunkowego, pozostali skończą w tym czasie odsiadywanie wyroku – przekazał madrycki dziennik.

Wydawana w Madrycie gazeta „El Mundo” ujawniła, że ponad 20 groźnych dżihadystów do końca grudnia opuści hiszpańskie więzienia na podstawie obowiązujących od 2014 roku przepisów służby więziennej o warunkowym zwolnieniu. Osoby opuszczające więzienie w tym trybie mają być nadzorowane na wolności. „El Mundo” szacuje, że tylko pomiędzy styczniem a czerwcem areszt opuściło 15 dżihadystów – wśród nich osoby, które odsiadywały wyroki między innymi za próby przeprowadzenia zamachu terrorystycznego, werbowanie dżihadystów, a nawet za morderstwo.

„W sumie do 2025 roku na wolność wyjdzie z hiszpańskich zakładów karnych 75 dżihadystów” – napisał dziennik, wskazując, że niektórzy z nich to byli członkowie tak zwanego Państwa Islamskiego lub Al-Kaidy. „El Mundo” odnotował, że wśród osadzonych w hiszpańskich więzieniach setek radykalnych muzułmanów warunki do objęcia programem resocjalizacji spełnia zaledwie 14 osób. Dziennik wskazuje, że zakłady karne sprzyjają utrwalaniu się zradykalizowanych postaw.

„Wprawdzie więzienia w Hiszpanii nie są głównym miejscem werbowania dżihadystów, ale zradykalizowani muzułmanie zazwyczaj podtrzymują tam swoje przekonania” – napisał „El Mundo”. Według prokuratury generalnej w Madrycie po 2017 roku w Hiszpanii znacząco wzrosła liczba osób skazywanych z powodu popularyzowania dżihadyzmu, werbowania radykalnych wyznawców islamu oraz prób przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. Rekordowy pod względem liczby skazanych za takie przestępstwa osób był rok 2018, kiedy to kary pozbawienia wolności orzeczono wobec 73 osób.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Modelka Bar Refaeli skazana

Jedna z najsławniejszych modelek wszech czasów usłyszała wyrok przed sądem w Izraelu! Bar Refaeli (35 l.) została skazana na dziewięć miesięcy prac społecznych za nieprawidłowości podatkowe. Z kolei jej matka odbędzie 16 miesięcy bezwzględnego więzienia. Panie musza też oddać państwu 11,5 miliona dolarów!

Kto by pomyślał, że ta piękna modelka o twarzy anioła zasiądzie kiedyś na ławie oskarżonych i usłyszy wyrok skazujący?! Jednak tak właśnie się stało. Jedna z najsławniejszych modelek wszech czasów usłyszała wyrok przed sądem w rodzinnym Tel Awiwie! Bar Refaeli (35 l.) została skazana na dziewięć miesięcy prac społecznych za nieprawidłowości podatkowe. Z kolei jej matka usłyszała surowy wyrok 16 miesięcy bezwzględnego więzienia. Panie musza też oddać państwu 11,5 miliona dolarów!

10 milionów z tej kwoty to właśnie suma, jaką nieskutecznie ukrywały przed fiskusem, zaś pozostałe półtora miliona to grzywna za popełnione przestępstwo. Nie wiadomo jeszcze, jakimi dokładnie pracami społecznymi będzie musiała zająć sie żyjąca w luksusie modelka. Jej lekki wyrok to efekt ugody z wymiarem sprawiedliwości. Refaeli dobrowolnie poddała się karze.
Źródło info i foto: se.pl

Zapadł wyrok ws. Agaty F. Kobieta spaliła własne dziecko

W sądzie w Lublinie zapadł wyrok w sprawie 23-letniej Agaty F., która spaliła noworodka w piecu, a potem pojechała na wesele. Zwłoki dziecka odkryli bliscy studentki. Do makabrycznego zdarzenia doszło w czerwcu 2018 r. we wsi Majdan Kozłowiecki (woj. lubelskie). Rodzice 21-letniej wówczas studentki znaleźli w piecu zwęglone zwłoki dziecka i powiadomili o tym policję.

Mundurowi zatrzymali Agatę F., gdy bawiła się ze swoim chłopakiem na weselu. Kobieta ukrywała swoją ciążę przed bliskimi, choć oni podejrzewali, że może spodziewać się dziecka. Śledczy ustalili, że 21-latka urodziła w 7-8 miesiącu ciąży. Celowo zażyła substancje psychoaktywne, które wywołały poród. Następnie włożyła dziecko do pieca i spaliła.

Studentka twierdziła, że dziecko urodziło się martwe. Tłumaczyła, że do porodu doszło podczas kąpieli, a noworodek nie oddychał.

„Dziecko wpadło do wody. Wyjęłam je. Było sine i nie oddychało. Trzymałam je na rękach jakieś 15 minut. Potem zawinęłam w ręcznik i włożyłam do kuchenki” – mówiła śledczym.
Źródło info i foto: o2.pl

Kibol Paweł O. skazany za udział w śmiertelnym pobiciu z oficjalną akredytacją klubu Ekstraklasy

Paweł O. ma na swoim koncie wyrok za udział w śmiertelnym pobiciu człowieka, handel narkotykami i trzyletni zakaz stadionowy za burdy na meczach. A mimo to po stadionie Cracovii porusza się z oficjalną klubową akredytacją, jako przedstawiciel oficjalnego stowarzyszenia kibiców.

Pierwsze zdjęcie pochodzi z 29 czerwca. Cracovia grała wtedy mecz z Pogonią Szczecin na stadionie przy ul. Kałuży. Łysy mężczyzna w czarnej bluzie ma na szyi oficjalny klubowy identyfikator, zawieszony na smyczce w klubowych barwach “Pasów”. Identyfikator uprawnia go do darmowego wejścia na stadion i swobodnego poruszania się po wyznaczonej przez organizatora strefie na trybunach.

Drugie zdjęcie pochodzi z wtorku 7 lipca. Cracovia grała wtedy przy ul. Kałuży z Legią w półfinale Pucharu Polski. Ten sam mężczyzna w czarnej koszulce z czarnym rękawem uśmiecha się do kogoś stojącego wyżej na trybunach. Na szyi ma ten sam klubowy identyfikator.

Mężczyzna z klubowym identyfikatorem Cracovii to Paweł O., pseudonim Orson. Dlaczego oficjalny klubowy identyfikator wydawany przez ekstraklasową Cracovię dziennikarzom, obsłudze stadionu, VIP-om i pracownikom klubu, powinien dziwić na szyi Pawła O.?

Śmiertelne pobicie

Otóż Paweł O. był jednym z prowodyrów wydarzeń znanych w Krakowie jako “zabójstwo pod Multikinem”. Chociaż żaden ze skazanych oficjalnie nie odpowiadał za zabójstwo, bo prokuratura nie była w stanie ustalić, kto zadał śmiertelne ciosy, więc musiała zdarzenie zakwalifikować jako pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

23 września 2012 w krakowskim Multikinie odbywał się seans filmu “Jesteś Bogiem”.

Przy wejściu na salę kinową spotkali się młodzi kibole Wisły i Cracovii. Delikatnie się poszarpali i powyzywali, ale gdy wystartowała projekcja, spokojnie usiedli na swoich miejscach. Jednak natychmiast wyciągnęli telefony i zaczęli skrzykiwać swoich kolegów, żeby rozprawić się z przeciwnikiem po seansie.

Tego dnia swój mecz z Górnikiem Łęczna na stadionie przy ul. Kałuży grała Cracovia, więc jej kibole stawili się pod Multikinem w znacznie liczniejszym gronie niż fani Wisły. Wśród nich był Paweł O. pseudonim Orson. Gdy wychodzący z seansu Wiślacy zobaczyli, że nie mają szans w starciu z liczebniejszym wrogiem, zaczęli uciekać. Kibole Cracovii pierwszego dopadli Dariusza D. Jeden z bandytów wbił mu nóż w plecy aż po rękojeść. Mimo to mężczyzna dalej biegł.

Kolejny dogoniony został Paweł Ż. Stylem od siekiery uderzył go właśnie Paweł O. Jego kolega poprawił ciosem maczetą, a kolejny wbił Ż. nóż pod żebra. Za chwilę dobiegło dwóch kolejnych kiboli Cracovii. Jeden kopnął leżącego chłopaka w twarz, drugi psiknął mu w twarz gazem łzawiącym.

Dariusz D. przebiegł jeszcze 200 metrów z wbitym nożem i padł martwy na chodnik. Paweł Ż. w ciężkim stanie został zabrany do szpitala. Udało się go uratować.

Orson przyznaje się do winy

Przed sądem Paweł O. pseudonim Orson przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień. Złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze.

Z wyjaśnień jego kolegów wynika, że to Orson skrzykiwał kiboli Cracovii pod kino.

Sąd skazał Pawła O. na cztery lata więzienia i podkreślił, że gdyby nie przyznanie się do winy i wniosek o dobrowolne poddanie się karze, wyrok wobec mężczyzny byłby dużo surowszy. Sąd podkreślił też, że okolicznością obciążającą w jego przypadku była fatalna opinia – Orson był wcześniej wielokrotnie karany, co jednak, jak podkreślał sąd, nie przyniosło spodziewanego efektu resocjalizacyjnego. Wyroki o których mówił sąd dotyczyły m.in. handlu narkotykami i zadym na stadionach.

Jakim cudem ktoś taki otrzymał od klubu oficjalny identyfikator? I jaką rolę pełni na trybunach Orson? Rzecznik Cracovii Przemysław Staniek poinformował tvn24.pl, że klub nie miał wiedzy o przeszłości Orsona. Według rzecznika Orson zajmuje się na trybunach przygotowywaniem dopingu i rozkładaniem transparentów kibicowskich. Ale po szczegóły odsyła do oficjalnego stowarzyszenia kibiców Cracovii “Cracovia To My”. To stowarzyszenie, które odpowiada za organizację dopingu na stadionie, dysponuje pewną liczbą identyfikatorów od klubu, uprawniających do bezpłatnego wejścia na stadion i swobodnego poruszania się po wyznaczonych strefach.

Skontaktowaliśmy się z jego przedstawicielem. Obiecał, że jeszcze dziś otrzymamy stanowisko stowarzyszenia w sprawie Orsona. Gdy zadzwonił po godz. 19 stwierdził, że Orson nie jest objęty zakazem stadionowym. Gdy poinformowaliśmy go, za co skazywany był w przeszłości Paweł O. stwierdził, że musi skonsultować się z kolegami i jeszcze się odezwie.

Tymczasem jak dowiaduje się nieoficjalnie portal tvn24.pl, wśród osób, które wchodzą na stadion na podstawie identyfikatorów stowarzyszenia kibiców, może być więcej z przeszłością podobną do Orsona. Mimo próśb klubu stowarzyszenie nie zgodziło się na podawanie imiennej listy osób wpuszczanych na stadion. A z identyfikatorami wydawanymi na okaziciela, jak się okazuje, można wejść nawet z wyrokiem za udział w śmiertelnym pobiciu i trzyletnim zakazem stadionowym na koncie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Słynny wójt Żelazkowa skazany

Wójt Żelazkowa (woj. wielkopolskie) Sylwiusz J. usłyszał kolejny sądowy wyrok. Tym razem proces 61-latka dotyczył znęcania się nad rodziną oraz znieważenia strażaków interweniujących w jego domu. Sąd uniewinnił J. ws. znęcania się nad rodziną, natomiast w związku z drugim zarzutem wójt Żelazkowa został ukarany grzywną.

Wójt Żelazkowa Sylwiusz J. to chyba najbardziej rozpoznawalny wójt w Polsce. Niestety, nie dzięki jego zasługom dla mieszkańców, ale problemom, których przysparza.

O wójcie stało się głośno w 2016 r., gdy pod wpływem alkoholu udzielał ślubu. Sylwiusz J. mylił wówczas imiona, zapomniał obrączek, bełkotał i zataczał się. Najpiękniejszy dzień w życiu nowożeńców zamienił w koszmar. Wyrok skazujący został wydany w tej sprawie w październiku 2017 r.

W środę 8 lipca w kaliskim sądzie zakończył się kolejny proces wójta Żelazkowa Sylwiusza J. Mężczyzna odpowiadał za fizyczne i psychiczne znęcanie się nad żoną i synem oraz za znieważenie strażaków. 61-letni Sylwiusz J. nie przyznał się do znęcania i odmówił składania wyjaśnień. Także jego rodzina odmówiła składania zeznań, dlatego sąd uniewinnił go od tego zarzutu.

W kwestii znieważenia strażaków sąd uznał winę oskarżonego i nałożył grzywnę w wysokości 9 600 złotych. Jak usłyszał sąd, Sylwiusz J. wezwał strażaków do zdarzenia, którego nie było. Twierdził, że w ogrodzenie jego domu wjechał samochód, a kiedy strażacy dotarli pod wskazany adres, Sylwiusz J. kazał im naprawić rozwalony płot

– Chcieliśmy go uspokoić i rozwiesiliśmy taśmę ostrzegawczą. I nasze zachowanie rozwścieczyło oskarżonego, zaczął nas wyzywać. Pamiętam debile – najczęściej było używane właśnie to słowo – mówił w sądzie jeden ze strażaków.

To jednak nie koniec procesów sądowych wójta gminy Żelazków. Sylwiusz J. odpowie także za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta i rażącego lekceważenia porządku prawnego podczas I Kaliskiego Marszu Równości, który odbył się 22 września 2019 r.

Włodarz Żelazkowa używał wówczas wulgaryzmów i wymachiwał rękami, co wzbudziło w patrolującym policjancie podejrzenie, że mężczyzna może być pod wpływem alkoholu i stanowić zagrożenie dla pozostałych uczestników zabawy. Gdy funkcjonariusz zwrócił mu uwagę, Sylwiusz J. uderzył go w ramię. Miał dwa promile alkoholu.

Natomiast pod koniec czerwca tego roku wójt Żelazkowa dachował pożyczonym samochodem w rowie i uciekł z miejsca zdarzenia. Zniknął na tydzień, po czym pojawił się na komendzie policji i przyznał do winy. Sprawa została skierowana do sądu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Przełomowy wyrok ws. maseczek

Sąd w Kościanie – jak podaje „Wyborcza” – odmówił ukarania mężczyzny, który w środku epidemii koronawirusa jechał rowerem bez maseczki i złamał zakaz poruszania się. W uzasadnieniu sędzia podkreśla: „Brak jest podstaw pozwalających na tak daleko idącą ingerencję w prawa i wolności jednostki”.

Pana Sebastiana z gminy Czempiń w województwie wielkopolskim – jak podaje „Wyborcza” – w połowie kwietnia tego roku, zatrzymali policjanci podczas rowerowej przejażdżki. I za brak maseczki, która zasłania usta i nos, zaproponowali 500 zł mandatu. Mężczyzna odmówił przyjęcia mandatu. Podczas przesłuchania policja miała dorzucić zarzut złamania zakazu przemieszczania się bez ważnej życiowej potrzeby, powołując się na art. 54 Kodeksu wykroczeń.

Przewiduje on grzywnę za wykroczenie przeciwko „wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych”. To rządowe rozporządzenie, które zostało wprowadzone podczas epidemii koronawirusa. Przepisy od początku wzbudzały kontrowersje.

Sąd odmawia wszczęcia postępowania

Policja sprawę pana Sebastiana skierowała do sądu, a ten odmówił wszczęcia postępowania. Sędzia Agnieszka Olszewska podkreśliła, że zakaz przemieszczania się wprowadzono bezprawnie. Ustawa o zapobieganiu chorobom zakaźnym pozwala bowiem co najwyższej ograniczyć rozporządzeniem sposób przemieszczania się obywateli, a nie całkowicie go zakazać.

Ale nawet samo ograniczenie przemieszczenia się też byłoby bezprawne. Sędzia powołuje się na konstytucję, która gwarantuje obywatelom wolność poruszania się – ograniczyć można ją tylko w drodze ustawy, a nie rozporządzenia. Różnica jest istotna: ustawa musi przejść przez sejm i senat, a potem zyskać podpis prezydenta, rozporządzenie wydaje rząd lub minister.

Zbyt daleka ingerencja w prawa i wolności jednostki”

Sędzia zauważyła też, że ustawa o zapobieganiu chorobom zakaźnym nie precyzuje, w jaki sposób rząd lub minister mogą ograniczać przemieszczanie się obywateli, bo wytyczne mają „charakter ogólny”. A rząd nie ma prawa decydować dowolnie co wolno, a czego nie wolno obywatelom. Według sędzi, powszechny nakaz noszenia maseczek, jest nielegalny. W uzasadnieniu sędzia podkreśla: „Brak jest podstaw pozwalających na tak daleko idącą ingerencję w prawa i wolności jednostki”.
Źródło info i foto: wp.pl

Domniemany porywacz Madeleine McCann wyjdzie na wolność?

Christian B., główny podejrzewany ws. zaginięcia Madeleine McCann, może wyjść na wolność – wynika z informacji mediów. Mężczyzna odbył dwie trzecie wyroku skazującego za handel narkotykami i będzie ubiegał się o zwolnienie warunkowe.

B. przebywa aktualnie w więzieniu w Kolonii. Odbywa wyrok 21 miesięcy pozbawienia wolności za handel narkotykami i 7 lat pozbawienia wolności za gwałt na 72-letniej Amerykance w portugalskim Praia da Luz – tej samej miejscowości, w której zaginęła Madeleine McCann.

„Daily Mail” dotarł do informacji, z której wynika, że osadzony złożył nowy wniosek o zwolnienie warunkowe. Argumentuje w nim, że 6 czerwca odbył już 2/3 swojej kary za handel narkotykami. W przypadku przychylenia się do wniosku przez sąd federalny w Karlsruhe, mężczyzna będzie mógł wyjść na wolność.

Oczekiwanie na apelację

Choć Christian B. dodatkowo został skazany za gwałt na siedem lat pozbawienia wolności w grudniu 2019 r., to złożył apelację od wyroku. Zapisy niemieckiego prawa stanowią, że w przypadku jej złożenia, wyrok nie może zostać egzekwowany, aż do jej rozpatrzenia.

Śledczy obawiają się, że mężczyzna skorzysta z chwilowej „wolności” i ucieknie do kraju, z którym Niemcy nie mają podpisanej umowy ekstradycyjnej. Jednak Hans Wolters, niemiecki prokurator z Brunszwiku, zajmujący się sprawą zaginięcia Madeleine zapewnia, że gdy podejrzewany tylko wyjdzie z więzienia, „natychmiast zostanie aresztowany”.

– Zostanie zatrzymany na podstawie nakazu aresztowania wydanego przez służby w Brunszwiku. Sprawa dotyczy gwałtu na starszej kobiecie – przekazał prokurator w rozmowie z „Mirror”.

„Daily Mail” przypomina, że Christian B. ma bogatą kartotekę. Jako nastolatek został skazany za molestowanie 6-letniej dziewczynki. Gdy w wieku 19 lat wyszedł na wolność uciekł za granicę. W różnych europejskich krajach miał dopuszczać się licznych kradzieży, włamań i napaści seksualnych.

„Dziewczynka nie żyje”

Madeleine McCann zniknęła 3 maja 2007 roku z wakacyjnego apartamentu w portugalskiej miejscowości Praia da Luz, gdy jej rodzice udali się do restauracji na kolację. Śledczy zakładali, że dziewczynkę porwano. Przez pewien czas nie wykluczano nawet, że sprawcami byli jej rodzice.

Przełom nastąpił w ostatnich tygodniach. Niemieckie służby uważają, że uprowadzenia dziewczynki dokonał Christian B. Na trop mężczyzny śledczy wpadli po odnalezieniu dwóch należących do niego samochodów – osobowego oraz kampera. Oba auta były widziane w Praia da Luz w czasie, kiedy porwano Maddie. Mężczyzna mieszkał tam przez 12 lat. Okradał domy wczasowe i handlował narkotykami.

Prokuratorzy niemieccy uważają, że dziewczynka nie żyje. – Według wszystkich informacji, które dostaliśmy, dziewczynka nie żyje. Nie mamy żadnych wskazówek, by było inaczej. Mamy rzeczy, o których nie możemy powiedzieć, wskazujące, że Madeleine nie żyje, nawet jeśli muszę przyznać, że nie mamy ciała – powiedział w zeszłym tygodniu prokurator Wolters stacji Sky News.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Czeczeni skazany za terroryzm. Sąd Najwyższy uchylił wyrok

Sąd Najwyższy uchylił w środę wyrok skazujący trójkę Czeczenów za m.in. wspierania terroryzmu i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku. Chodzi o głośną sprawę, w której prokuratura zarzuciła Czeczenom działalność w zorganizowanej grupie przestępczej. W jej ramach mieli m.im. gromadzić pieniądze na potrzeby Państwa Islamskiego.

Zarzuty, które usłyszeli Czeczeni, dotyczyły też organizowania i kupowania sprzętu paramilitarnego oraz rekrutowania bojowników na tzw. dżihad w rejonach konfliktu zbrojnego. W akcie oskarżenia pojawił się również wątek leczenia w Polsce Czeczena rannego w walkach w Syrii. Okres, gdy miało się to dziać, to 2014 r.

Czeczeni twierdzili, że pieniądze szły do Iczkerii

Oskarżeni, przez całe postępowanie przygotowawcze, a potem przed sądami pierwszej i drugiej instancji, nie przyznali się. Argumentowali, że co prawda pieniądze były zbierane i zostały przekazane, ale nie na potrzeby IS, lecz na działalność niepodległościową bojowników czeczeńskich walczących o Czeczeńską Republikę Iczkerii.

W sierpniu 2017 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał nieprawomocnie trójkę Czeczenów na kary po dwa lata i miesiąc więzienia; czwartego z oskarżonych uniewinnił. Skazanych uznał za winnych wspierania jednak działań nie IS, lecz tzw. Emiratu Kaukaskiego – prowadzącego działalność o charakterze terrorystycznym na terytorium Rosji – jak zaznaczył sąd w wyroku – „ukierunkowaną na utworzenie na Kaukazie Północnym fundamentalistycznego państwa islamistycznego, opartego na prawie szariatu”.

Apelacje od tego wyroku złożyły obie strony. Prokuratura chciała surowszych kar i skazania zgodnie z aktem oskarżenia, obrona – uniewinnienia całej czwórki Czeczenów. W czerwcu 2018 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku odwołania wszystkich stron uznał za bezzasadne i utrzymał zarówno wyroki skazujące, jak i uniewinniający.

Sąd Najwyższy przyznał rację obronie

Jesienią 2018 roku kasacje wobec wyroków skazujących złożyła obrona; do SN wpłynęły one na początku lutego 2019 roku. W ocenie adwokatów, sąd odwoławczy w ogóle nie odniósł się do zarzutów apelacyjnych; podnosili też zarzut wyjścia przez sąd poza granice oskarżenia, czyli skazanie trzech Czeczenów za czyny, które nie były objęte zarzutami prokuratury.

W środę SN uwzględnił kasacje w tym zakresie. Uchylił swoim wyrokiem zaskarżone orzeczenie i sprawę przekazał Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

Jak poinformował Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego Sądu Najwyższego, w ustnych motywach rozstrzygnięcia SN wskazał, że powodem uchylenia był pierwszy z zarzutów kasacyjnych, w którym podniesiono, iż sąd odwoławczy (apelacyjny w Białymstoku) nie dochował obowiązków, które na nim spoczywają, czyli odniesienia się do wszystkich zarzutów, które były podniesione w apelacji.

„To nie jest w 100 proc. satysfakcjonujące rozstrzygnięcie”

SN zwrócił też uwagę, że sprawa badana w postępowaniu odwoławczym była bardzo poważna i skomplikowana, zarówno ze względu na wagę zarzutów, ale też skomplikowaną sytuację na Kaukazie, wymagającą szczególnej wiedzy. Ocenił więc, że w tej sytuacji, wymagała szczególnej staranności nie tylko od sądu pierwszej instancji, ale także, a może nawet przede wszystkim, od sądu odwoławczego.

A ten – jak uzasadniał Sąd Najwyższy – nie odniósł się do bardzo konkretnych tez stawianych w apelacjach przez obrońców, opartych na konkretnych dowodach. Dlatego uchylając wyrok drugiej instancji SN zaznaczył, że w postępowaniu odwoławczym należy rozpoznać wszystkie zarzuty, które w tej sprawie pojawiły się i dopiero wtedy sformułować ostateczną ocenę.

– To nie jest w stu procentach satysfakcjonujące rozstrzygnięcie, bo chcieliśmy pełnego uniewinnienia, ale argumenty SN są przekonujące i uchylenie wyroku jest jak najbardziej słusznym rozwiązaniem – mec. Piotr Iwaniuk, powiedział obrońca w procesie Czeczenów, który był na rozprawie w Sądzie Najwyższym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA oburzone skazaniem Paula Whelana za szpiegostwo w Rosji

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo wyraził w poniedziałek oburzenie skazaniem w Rosji na 16 lat więzienia Paula Whelana. Amerykanin usłyszał wyrok za szpiegostwo. Szef dyplomacji zażądał natychmiastowego wypuszczenia go na wolność.

„Stany Zjednoczone są oburzone dzisiejszą decyzją rosyjskiego sądu skazania obywatela USA Paula Whelana po tajnym procesie, z tajnymi dowodami i bez powołania świadków obrony. Żądamy jego niezwłocznego uwolnienia” – napisał w komunikacie szef dyplomacji USA.

„Mamy poważne obawy, że pan Whelan został pozbawiony rzetelnego procesu, choć Rosja jest do tego zobowiązana zgodnie z międzynarodowymi uzgodnieniami w zakresie praw człowieka” – dodał.

Whelan został zatrzymany 28 grudnia 2018 roku w pokoju hotelu „Metropol” w Moskwie przez funkcjonariuszy rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Oskarżono go o szpiegostwo; po procesie toczącym się za zamkniętymi drzwiami Moskiewski Sąd Miejski skazał go w poniedziałek na 16 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze za szpiegostwo przeciwko Rosji.

Amerykanin nie przyznał się do winy. Ambasador USA w Moskwie John Sullivan powiedział komentując wyrok, że wina Whelana nie została udowodniona i że sprawa ta zaszkodzi stosunkom amerykańsko-rosyjskim. 50-letni Whelan, dyrektor ds. bezpieczeństwa korporacyjnego i weteran piechoty morskiej, poza obywatelstwem USA ma też obywatelstwo Kanady, Wielkiej Brytanii i Irlandii. W grudniu 2018 roku przyleciał do Moskwy na ślub przyjaciela.

Whelan publicznie skarżył się na złe warunki w więzieniach w Rosji i powiedział, że jego życiu grozi niebezpieczeństwo. W maju przeszedł operację przepukliny.

Po ogłoszeniu wyroku obrońcy Whelana wyrazili przypuszczenie, że Amerykanin może zostać wymieniony na któregoś ze skazanych w USA obywateli Rosji – Wiktora Buta bądź Konstantina Jaroszenkę.

But, rosyjski handlarz bronią, odsiaduje w USA wyrok 25 lat więzienia za sprzedaż broni kolumbijskim rebeliantom. Jaroszenko, rosyjski pilot, odbywa 20-letni wyrok za przemyt kokainy do USA.
Źródło info i foto: TVP.info