Maroko: Brutalne zabójstwo turystek ze Skandynawii. Jest wyrok

Sąd w Maroku skazał na śmierć trzech mężczyzn za zamordowanie w grudniu ubiegłego roku dwóch skandynawskich turystek. Mieli to zrobić w imię tzw. Państwa Islamskiego Kobiety przebywały na pieszej wycieczce w górach Atlasu Wysokiego.

Podejrzany Abdessamad Ejjoud i dwóch jego towarzyszy otrzymali maksymalną karę za zabójstwo 24-letniej duńskiej turystki Louisy Vesterager Jespersen i 28-letniej Norweżki Maren Ueland. Wszyscy trzej przyznali się do winy. Na sali sądowej, podczas mów końcowych, oskarżeni prosili Boga o wybaczenie. Rozprawa miała miejsce w miejscowości Sale, w pobliżu stolicy kraju Rabatu.

Zabójstwo dwóch turystek ze Skandynawii w Maroku i 23 oskarżonych

Na ławie oskarżonych łącznie zasiadło 23 osoby. Trzy z nich usłyszały wyrok kary śmierci – Jounes Ouzayed i Raszid Afatti z zawodu cieśle oraz Abdesamad Ejjoud, zarabiający na chleb jako uliczny handlarz. Jeden z oskarżonych, który uciekł z miejsca zbrodni, skazany został na dożywocie, z kolei 19 pozostałych usłyszało wyroki od 5 do 30 lat więzienia, Jak podaje agencja AP, mężczyźni w żaden sposób nie zareagowali podczas odczytywania wyroku. Sąd nakazał również wypłacić trzem zabójcom odszkodowanie jednej z zamordowanych kobiet w wysokości 2 milionów dirhamów (ok. 190 tys. euro), odrzucając jednocześnie żądanie, by marokańskie państwo zapłaciło 10 mln dirhamów za „moralną odpowiedzialność”.

Prawnik rodziny Louisy Vesterager Jespersen powiedział, że jest „w 100 procentach zadowolony” z wyroków. Przyznał też, że matka Louisy Vesterager poprosiła sąd w liście na wcześniejszym przesłuchaniu w tym miesiącu o skazanie zabójców na śmierć. Kara została zasądzona, choć w Maroku od 1993 r. w praktyce wykonywanie egzekucji jest zawieszone.

Ciała 28-letniej Maren Ueland z Norwegii oraz 24-letniej Louisy Vesterager Jaspersen z Danii odnaleziono 17 grudnia w ich namiocie niedaleko szczytu Tubkal w marokańskich górach położonych 60 km od Marrakeszu. Kobiety miały odcięte głowy.

Ucięli głowę i opublikowali film w internecie

25-letni Abdessamad Ejjoud, uważany za lidera jednej z lokalnych dżihadystycznych komórek, przyznał się przed sądem do zabicia jednej z turystek. – Żałuję – miał powiedzieć cytowany przez BBC. Ejjoud miał dodać też, że „kocha Państwo Islamskie i że się za nie modli”. Przedstawiciel marokańskich służb antyterrorystycznych cytowany przez AFP powiedział, że grupa inspirowała się działaniami Państwa Islamskiego, jednak nie miała kontaktu z jej bojownikami. Francuskie media informują z kolei, że Ejjoud był w więzieniu za próbę przyłączenia się do Państwa Islamskiego w Syrii. Wyszedł na wolność w 2015 roku. Następnie sprzedawał sok pomarańczowy przed meczetami w Marrakeszu. – Postanowiłem zrobić dżihad tutaj, namierzając obcokrajowców – powiedział podczas rozprawy. Zabójcy uwiecznili ścinanie głowy jednej z ofiar, a następnie film opublikowali w internecie. Norweska policja potwierdziła autentyczność nagrania.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rafał R. skazany za śmiertelne potrącenie trzyosobowej rodziny. 11 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów

11 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów – to kara, którą sąd w Nowym Sączu wymierzył Rafałowi R. Mężczyzna potrącił ze skutkiem śmiertelnym trzyosobową rodzinę, a następnie odjechał. Ofiary i sprawca znali się – tego samego wieczoru 10-letni Oskar i jego rodzice bawili się na imprezie, urządzanej przez R.

Sąd uznał R. za winnego spowodowania wypadku i nieudzielenia pomocy ofiarom. Wyrok w środę usłyszał też brat Rafała R., który pomagał mu zacierać ślady wypadku. Został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Na ten czas mężczyźnie zostanie wyznaczony kurator. Uzasadnienie wyroku jest niejawne. Obrona już zapowiedziała, że złoży apelację. – Najprawdopodobniej będziemy składać wniosek o uzasadnienie wyroku, skutkiem czego będzie złożenie apelacji. Mimo okoliczności zdarzenia uważamy, że wyrok jest zbyt surowy – mówi Sławomir Lewicki, obrońca Rafał R. Adwokat zaznaczył, że „ostateczną decyzję podejmie po konsultacji z klientem”.

Tragedia na drodze

Do tragedii doszło pod koniec stycznia zeszłego roku w małopolskim Świdniku. 10-letni Oskar i jego rodzice, Daniel i Roksana, opuścili dom 21-letniego wówczas Rafała R. Szli na autobus, który miał ich zawieźć do domu w Tęgoborzu. W tym czasie, jak ustaliła prokuratura, nietrzeźwy 21-latek wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku stacji benzynowej. – To był jakiś jego impuls, żeby tam pojechać – relacjonował krótko po rozpoczęciu śledztwa Leszek Karp, rzecznik prasowy nowosądeckiej prokuratury okręgowej. W drodze powrotnej ze stacji R. uderzył w idącą chodnikiem rodzinę.

– W miejscu, gdzie zaczyna się łuk na wzniesieniu, po prostu nie skręcił, wjechał prosto na chodnik – opisywał Karp.

Ciała za płotem

Cała trójka zginęła. Rafał R. pojechał dalej. Ofiary wypadku zauważył dopiero kilkanaście minut później inny kierowca. Mężczyzna spostrzegł wystającą ze śniegu na poboczu nogę 10-letniego Oskara.

– Prawdopodobnie to właśnie kierowca, który wypatrzył chłopca, pierwszy wezwał służby – mówiła krótko po zdarzeniu Anna Zbroja z zespołu prasowego policji. Pewności nie ma, bo zgłoszeń było znacznie więcej. W miejscu wypadku zatrzymywali się kolejni kierowcy, pojawili się okoliczni mieszkańcy. Ktoś wypatrzył kolejne ciała.

– Leżały za płotem, bo siła uderzenia była tak duża, że ich za płot przerzuciło – opowiadał jeden ze świadków. Niestety, ratownicy nie mieli już komu pomagać.

Oskarżeni bracia

Rafała R. zatrzymano kilkanaście godzin po zdarzeniu. Przyznał się do prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu i powiedział, że „był zbyt pijany, by pamiętać wypadek” – podała wówczas prokuratura. R. odpowiadał przed sądem za spowodowanie pod wpływem alkoholu wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz za nieudzielenie pomocy poszkodowanym. Za wypadek groziło mu do ośmiu lat więzienia, za nieudzielenie pomocy – do trzech lat.

Na ławie oskarżonych Rafałowi R. towarzyszył jego młodszy brat, oskarżony o utrudnianie śledztwa. Jak czytamy w oficjalnym komunikacie prokuratury, opublikowanym krótko po zatrzymaniu obu podejrzanych, „mężczyzna w trakcie przesłuchania w charakterze świadka zataił informacje dotyczące pojazdów użytkowanych przez sprawcę wypadku oraz dotyczące okoliczności powstania uszkodzeń na samochodzie osobowym marki Skoda, którym spowodowano wypadek”. Rzecznik poinformował także, że podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Młodszy z braci R. może trafić za kraty na pięć lat. Prokuratura nie ujawnia, jak wysokiej kary żądała dla oskarżonych.

– Ze względu na wyłączoną jawność procesu nie możemy udzielać żadnych informacji na temat przebiegu rozpraw ani wyjaśnień oskarżonych – tłumaczył przed w poniedziałek Paweł Mrozowski, zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Sączu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: 31-latek gwałcił swoją roczną córeczkę. Nagrywał to i umieszczał w sieci. Jest wyrok

31-letni James Lockhart z Florydy, który pracował jako ratownik medyczny, został właśnie skazany przez tamtejszy sąd na 70 lat pozbawienia wolności? Za co? Otóż mężczyzna posiadał, produkował i dystrybuował pornografię dziecięcą. Co więcej, wykorzystywał on seksualnie swoją roczną córeczkę, po czym nagrania to pokazujące umieszczał na forach w dark webie (czyli ukrytych zasobach internetu).

Mężczyzna, który był pracownikiem medycznym, a prywatnie ojcem dwójki dzieci, został zatrzymany w październiku 2018 r. W jego domu zabezpieczono wówczas kolekcję 43 filmów i 4 tys. zdjęć z dziecięcą pornografią. Amerykański „Newsweek” dotarł do mrożącej krew w żyłach informacji, że gdy śledczy wezwali jego żonę, aby zaprezentować ohydną „twórczość” jej męża, ta z szokiem przyznała, że wykorzystywane na nagraniu małe dziecko to… ich córka!

W swoim komunikacie Departament Sprawiedliwości USA poinformował: – Z dokumentacji zgromadzonej przez sąd wynika, że, między marcem 2016 a lutym 2018 Lockhart wyprodukował cztery materiały wideo, na których widać, jak gwałci małe dziecko. Nagrane filmy następnie zamieszczał na forach w dark webie. Dodatkowo zboczeniec miał też chwalić się w internecie wykorzystywaniem innego rocznego dziecka.

Po zatrzymaniu Lockhart przyznał się do stawianych mu zarzutów. Sędzia nie miał więc żadnych skrupułów, aby skazać mężczyznę na 70 lat więzienia, co było maksymalnym wymiarem kary.

Michael B. Cochran, zastępca agenta specjalnego z wydziału ds. bezpieczeństwa wewnętrznego w Tampie stwierdził: – Ten dewiant popełnił najstaranniejsze okrucieństwa, jakie można sobie wyobrazić wobec rocznego dziecka. Krajowe i międzynarodowe służby ds. bezpieczeństwa dopilnują, by nigdy już nikogo nie skrzywdził!
Źródło info i foto: se.pl

Niemcy: Berliński sąd nakazał rządowi repatriację żony islamisty i ich dzieci

Sąd w Berlinie zdecydował, że rząd Niemiec musi sprowadzić do kraju niemiecką obywatelkę, która wyszła za domniemanego bojownika tzw. Państwa Islamskiego (IS), a wraz z nią ich troje dzieci – poinformowała w piątek BBC. To pierwszy tego rodzaju wyrok w RFN. Sąd uznał, że dzieci kobiety ucierpiałyby, gdyby musiały dalej pozostawać w obozie dla uchodźców Al-Hol w Syrii.

Do tej pory władze niemieckie deklarowały gotowość do przyjęcia części dzieci islamistów, ale bez towarzyszących im matek, których możliwa radykalizacja budziła obawy ze względów bezpieczeństwa. W tym konkretnym przypadku sąd doszedł do wniosku, że brak działania sprawiłby, że dzieci byłyby narażone na „poważny, nieuzasadniony i nieuchronny uszczerbek”.

Według dziennika „Sueddeutsche Zeitung”, troje dzieci ze związku Niemki z domniemanym bojownikiem IS jest w wieku dwóch, siedmiu i ośmiu lat, a ich matka pochodzi z Dolnej Saksonii na północy kraju.

Decyzja berlińskiego sądu zapadła na skutek pozwu, jaki władzom RFN wytoczyła rodzina kobiety.

To tylko jeden z procesów wytoczonych rządowi w Berlinie przez rodziny podejrzanych bojowników IS. Na repatriację do kraju w syryjskich obozach dla uchodźców, gdzie panują bardzo złe warunki, oczekuje kilkadziesiąt Niemek, które wyszły za domniemanych islamistów oraz co najmniej 100 dzieci – podkreśla korespondent BBC.

Mężczyźni, którzy wcześniej przyłączyli się do IS, obecnie niemal w każdym przypadku po powrocie do Niemiec poddawani są śledztwu. W przypadku powracających kobiet dochodzenie karne wszczynano dopiero po znalezieniu większej ilości dowodów. To podejście zmieniło się jednak w grudniu 2017 r., kiedy ogłoszono, że kobiety i mężczyźni podejrzani o przyłączenie się do IS będą traktowani jednakowo.
Źródło info i foto: interia.pl

Pijani wojskowi pobili policjantów. Jest wyrok

Trzej wojskowi z Giżycka zostali skazani na grzywny za to, że w 2016 r. wszczęli burdę w luksusowym hotelu w Giżycku i pobili interweniujących policjantów. Ich obrońcy odwołali się od tego wyroku. Sprawa trafi na wokandę 12 września – poinformował sąd.

Termin rozprawy odwoławczej podał PAP rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie Olgierd Dąbrowski-Żegalski.

Do incydentu z udziałem trzech oficerów – służących wówczas w 15. Giżyckiej Brygadzie Zmechanizowanej – doszło we wrześniu 2016 r. w jednym z miejscowych hoteli. Z powodu zachowania pijanych gości obsługa wezwała patrol – składał się z policjantki i strażnika miejskiego. Wojskowi stawiali opór i byli agresywni, więc wezwano na pomoc drugi patrol – policjanta i policjantkę. W trakcie wyprowadzania mężczyzn doszło do szarpaniny, interweniujący funkcjonariusze doznali urazów kończyn.

Podczas zajścia wojskowi byli ubrani po cywilnemu. Późniejsze badanie wykazało, że mieli od 1,2 do 2 promili alkoholu w wydychanym powietrzu. Przesłuchani przez prokuratora w charakterze podejrzanych nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów.

Zaraz po incydencie w giżyckim hotelu ówczesny dowódca 15. Brygady zdecydował o zwolnieniu tych trzech oficerów z zajmowanych stanowisk, co oznaczało, że przestali służyć w tej jednostce. Natomiast Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych – jak informował wówczas rzecznik dowództwa RSZ ppłk Szczepan Głuszczak – podjął wtedy decyzję o wszczęciu procedury usunięcia tych oficerów ze służby wojskowej w związku z wydarzeniami w Giżycku.

Proces oficerów rozpoczął się w marcu 2017 r. i trwał dwa lata. Rozprawy odbywały się z wyłączeniem jawności, ponieważ niektóre z czynów objętych aktem oskarżenia dotyczyły pomówienia i znieważenia innej osoby. Sąd wymierzył oskarżonym grzywny: Arkadiuszowi K., który został uznany również za winnego naruszenia nietykalności cielesnej pracownika hotelu – 9,6 tys. zł, Piotrowi B. – 10 tys. zł, a Robertowi J. – 7,2 tys. zł.

Od tego wyroku odwołali się obrońcy oficerów.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprawa Kajetana P. Dziś nie zapadnie wyrok. Wznowiono przewód sądowy

Sąd Okręgowy w Warszawie miał dziś wydać wyrok w sprawie Kajetana P., który umówił się na korepetycje i zabił nauczycielkę, odcinając jej głowę. Ciało przewiózł do swego mieszkania, a potem uciekł za granicę. Dziś wznowiono przewód sądowy w tej sprawie, kolejna rozprawa odbędzie się 4 października.

Dziś na godz. 10.30 Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył termin ogłoszenia orzeczenia w procesie Kajetana P. Odczytanie wyroku miało się odbyć przy zachowaniu nadzwyczajnych środków ostrożności w specjalnym budynku Sądu Okręgowego w Warszawie przeznaczonym do sądzenia najgroźniejszych przestępców.

Sąd jednak ponownie otworzył przewód sądowy w tym procesie z powodu nowych okoliczności dowodowych.
Źródło info i foto: onet.pl

Jaki wyrok usłyszy Kajetan P.?

Katarzyna J. była lektorką języka włoskiego. Jej owinięte w folię szczątki odnaleziono w pierwszych dniach lutego 2016 roku w mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu. Morderca przewiózł zwłoki 30-latki z jej mieszkania na Woli, w którym brutalnie zamordował swoją ofiarę. Jako sprawcę wskazano Kajetana P., wówczas 27-letniego bibliotekarza, który chciał być jak Hannibal Lecter. W piątek, po ponad trzech latach od tamtych wydarzeń, Kajetan P. usłyszy wyrok. Jednak sąd może nadzwyczajnie złagodzić karę! Jak to możliwe?

W pierwszych dniach lutego 2016 roku w jednym z mieszkań w bloku na warszawskim Żoliborzu wybuchł pożar. Po ugaszeniu ognia na miejscu odkryto pozbawione głowy ciało Katarzyny J. – lektorki i tłumaczki języka włoskiego. Ustalono, że 3 lutego kobieta miała lekcję z Kajetanem P., 30-letnim filologiem klasycznym, który pracował jako bibliotekarz, a wcześniej odbywał staż m.in. w tygodniku „Polityka”.

To właśnie jego wizerunek rozpoznano na kamerach monitoringu i wskazano jako możliwego sprawcę zabójstwa. Ustalono, że do zbrodni doszło w mieszkaniu lektorki na Woli, a ciało przewieziono na Żoliborz, gdzie Kajetan P. wynajmował mieszkanie wraz kilkoma innymi osobami. Pożar wzniecono dla zatarcia śladów.

Taksówkarz, który tego dnia wiózł Kajetana P., relacjonował później policjantom, że bibliotekarz wzbudził w nim podejrzenia m.in. przez torbę, z której ciekła krew. 30-latek miał tłumaczyć, że wiezie w niej tuszę dzika. Głowę lektorki wsadził do plecaka.

Kajetan P. trafił na listę najgroźniejszych, poszukiwanych przestępców

Po śmierci Katarzyny J. Kajetan P. uciekł z kraju. Wcześniej odwiedził jednak Poznań, skąd pochodził. Stamtąd udał się do Berlina, potem do Włoch, a następnie na Maltę. Prawdopodobnie zamierzał uciec do Afryki, gdzie jego schwytanie byłoby o wiele trudniejsze. 6 lutego za bibliotekarzem wydano Europejski Nakaz Aresztowania, a jedenaście dni później doszło do jego zatrzymania. Wpadł w ręce policjantów w stolicy kraju La Valletcie. 30-latek został zaskoczony przez funkcjonariuszy w momencie wysiadania z autobusu miejskiego.

Po aresztowaniu Kajetan P. trafił do Polski, gdzie usłyszał zarzuty i został przesłuchany. Przyznał się do zabicia Katarzyny, wyjawił także motyw. – Powiedział prokuratorom, że targały nim sprzeczne emocje, miał potrzebę samodoskonalenia i pozbywania się ludzkich słabości. Elementem samodoskonalenia były m.in. głodówki, intensywne ćwiczenia fizyczne, zerwanie wszelkich związków z rodziną. Na pewnym etapie tej ewolucji, jak sam mówił, uznał, że musi zabić jakąś osobę – relacjonował wówczas Przemysław Nowak z prokuratury okręgowej w Warszawie. 30-latek przyznał, że z Katarzyną J. nic go wcześniej nie łączyło. Wybrał jej ogłoszenie, ponieważ było do niego dołączone jej zdjęcie.

Fascynował się seryjnym mordercą

Kajetan P. był zafascynowany postacią Hannibala Lectera, inteligentnego, a zarazem socjopatycznego seryjnego mordercy, bohatera cyklu powieści Thomasa Harrisa oraz filmu „Milczenie Owiec”. Swego czasu napisał nawet wiersz o wymownym tytule „Uczta Hannibala Lectera”, w którym pisał o „ucztowaniu rzezi” i „wątróbkach z tanich pisarzy”. „Jedzcie, kochani – wasza miłość mnie umacnia. Do wielkiej sztuki popełnienia upragnionego morderstwa” – kończył swój poemat. Wiersz doczekał się nawet publikacji w periodyku Meander.

Po zatrzymaniu na Malcie, Kajetan P. przebywał w areszcie w Poznaniu, gdzie został poddany obserwacji psychiatrycznej. To właśnie wtedy miał dopuścić się kolejnej napaści. Tym razem jego ofiarą padła psycholog. Duszoną kobietę uratował strażnik, sam jednak został raniony przez Kajetana P. odłamkiem szkła. Innego ugryzł podczas konwoju. Po tych wydarzeniach 30-latek usłyszał kolejne zarzuty.

Proces ws. zabójstwa Katarzyny J. rozpoczął się w maju 2018 roku w Warszawie. Na wniosek rodziny lektorki został utajniony. Ponieważ eksperci z zakresu psychiatrii uznali, że w chwili popełnienia czynu sprawca był w stanie ograniczonej poczytalności, opinia publiczna obawia się, że Kajetan P. może usłyszeć zaskakująco niski wyrok, ponieważ sąd może, choć nie musi, nadzwyczajnie złagodzić karę. Tymczasem prokuratura wnosi o dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd dziś wyda wyrok ws. Kajetana P. W lutym 2016 roku brutalnie zamordował Katarzynę J.

Sąd Okręgowy w Warszawie ma dziś (5.07) wydać wyrok w sprawie głośnego morderstwa. Kajetan P. jest oskarżony o brutalne zabójstwo nauczycielki języka włoskiego Katarzyny J. Do zabójstwa doszło w lutym 2016 roku, proces toczył się od maja 2018 roku. Na wniosek rodziny pokrzywdzonej był utajniony. Rozprawy odbywały się w sali dla najgroźniejszych przestępców w sądzie przy ul. Kocjana na warszawskim Bemowie.

Proces Kajetana P. W piątek sąd ogłosi wyrok

Kajetan P. miał status szczególnie niebezpiecznego. Jak ustaliła prokuratura, w lutym 2016 roku mężczyzna przyszedł do ofiary na lekcję. Miał ze sobą nóż, piłę i torbę. Zabił kobietę, ciało poćwiartował, fragmenty ukrył w torbie podróżnej, a głowę w plecaku. Następnie taksówką przewiózł do wynajmowanego w innej części miasta mieszkania. Gdy taksówkarz spostrzegł krew, Kajetan P. mówił, że przewozi tuszę dzika. Żeby zatrzeć ślady, podpalił mieszkanie, a następnie uciekł. Szukano go w całej Europie, tropieniem go zajmował się Zespół Poszukiwać Celowych z Poznania, tzw. „łowcy głów”.

Kajetana P. szukali „łowcy głów”

Po 14 dniach od morderstwa znaleziono go na Malcie. Mężczyzna przyznał się do winy. Grozi mu kara od 8 lat więzienia do dożywocia, ale ponieważ biegli uznali, że oskarżony w chwili popełnienia przestępstwa miał ograniczoną poczytalność, może dojść do nadzwyczajnego złagodzenia kary. Sentencja wyroku będzie jawna, ale jego uzasadnienie – tajne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest ostateczny wyrok dla Artura K. za gwałt i zabójstwo 24-letniej kobiety

Na karę dożywotniego więzienia skazał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu 35-letniego Artura K. oskarżonego o gwałt i zabójstwo 24-letniej kobiety – jego byłej partnerki. Sąd drugiej instancji przychylił się do apelacji prokuratury i uznał, że K. działał ze szczególnym okrucieństwem.

Do wydarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło w lutym 2018 r. w Lubaniu (Dolnośląskie). Artur K. wieczorem przyszedł do mieszkania swoje byłej dziewczyny – 24-letniej Kamili K. Według prokuratury był wówczas pod wpływem alkoholu. Mężczyzna zaatakował kobietę. Bił ją i dusił, a następnie zgwałcił. Kobieta zmarła wskutek uduszenia.

W lutym tego roku Sąd Okręgowy w Jelenie Górze w pierwszej instancji skazał K. na dożywocie. Sąd uznał wówczas, że zarzucone oskarżonemu przestępstwo stanowiło zbrodnię zabójstwa w typie zwykłym, nie dopatrzył się w niej znamion szczególnego okrucieństwa – czego chciała prokuratura.

Prokurator złożył apelację od tego wyroku w części dotyczącej opisu i przyjętej kwalifikacji czynu. Domagał się, aby sąd uznał, że K. działał ze szczególnym okrucieństwem. Jak poinformowała w czwartek PAP rzeczniczka Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu prok. Katarzyna Bylicka, Sąd Apelacyjny przychylił się do stanowiska prokuratury i zmienił zaskarżony wyrok, przyjmując, że K. dopuścił się gwałtu, działając ze szczególnym okrucieństwem.

Prok. Bylicka poinformowała, że sąd apelacyjny orzekł przy tym, że K. będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 30 lat kary.

Wyrok jest prawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd skazał ojca, który brutalnie pobił dwumiesięcznego syna

Sąd skazał Arkadiusza B. na 12 lat więzienia. Prokuratura oskarżyła go o usiłowanie zabójstwa dziecka. Wyrok usłyszała również matka chłopca. Magdalena J. została skazana na 5 lat pozbawienia wolności.

Sprawa wyszła na jaw w kwietniu 2017 r. podczas kontroli pediatrycznej w szpitalu w Łodzi. Lekarze zauważyli, że niemowlę ma pękniętą czaszkę i krwiak. Rodzice mieli spowodować liczne obrażenia u dziecka, jednak ci bronili się, że powstały podczas snu. Chłopiec trafił do rodziców zastępczych, którzy w procesie występowali jako oskarżyciele posiłkowi – przypomina portal radiolodz.pl.

Ojciec został oskarżony o usiłowanie zabójstwa swojego dwumiesięcznego syna. Prokurator zarzucał mu znęcanie się i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Mężczyzna przyznał się do tego w procesie. Tłumaczył, że uderzał chłopca w głowę, kiedy płakał, bo chciał go uciszyć.

Z kolei matkę oskarżono o narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jej obrończyni twierdziła, że kobieta jest niewinna. Miała mieć depresję poporodową, a 27-latek bił ją i dziecko. Ostatecznie 22-latka przyznała się, że nie reagowała, kiedy jej partner stosował przemoc wobec ich syna. Informacje o tym miała ukrywać ze strachu.

Arkadiuszowi B. i Magdalenie J. groziło dożywocie. Sąd skazał jednak mężczyznę na 12 lat więzienia. Kobieta usłyszała wyrok 5 lat pozbawienia wolności. Proces toczył się z wyłączeniem jawności. Uzasadnienie wyroku również było niejawne.
Źródło info i foto: wp.pl