Sąd zmniejszył wyroki dla gangsterów. Wywozili ofiary do lasu i katowali

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał, że kara 5, 6 i 7 lat więzienia dla osób, które wywoziły swoje ofiary do lasu i znęcały się nad nimi, jest zbyt surowa – poinformował portal wyborcza.pl

Czterech mężczyzn ze Środy Śląskiej wywoziło do lasu swoje ofiary. Każda z nich była bita, i strzelano do niej z broni pneumatycznej. Celem gangsterów było podpisanie przez porwanych zobowiązania do oddania pieniędzy, których nie pożyczyli.

Do uprowadzeń doszło w wakacje w 2017 r. „Pierwszą ofiarą był Rafał K. Gangsterzy za miejscowością Komorniki zajechali mu drogę, gdy wracał z pracy. Gdy mężczyzna zjechał na pobliski parking, wciągnęli go do swojego bmw i zawieźli do lombardu do Wrocławia, by zastawił swój telefon” – pisze wyborcza.pl.

Pieniądze zostały przeznaczone na benzynę, dzięki której można było wywieźć mężczyznę do lasu. Tam „kazali mu rozebrać się do majtek, pryskali gazem po oczach, strzelali do niego z bliskiej odległości z wiatrówki i grozili nożem. Pokrzywdzony podpisał papier ze zobowiązaniem, że odda 2850 zł – pieniądze, których nigdy od gangsterów nie pożyczył” – informuje wyborcza.pl.

W przypadku dwóch pozostałych mężczyzn sposób działania był bardzo podobny.

W listopadzie 2018 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu postanowił wymierzyć napastnikom wyższą karę. Uznano, że przez znęcanie się nad uprowadzonymi należy zmienić klasyfikację czynów z bezprawnego pozbawienia wolności na przetrzymywanie zakładnika w celu zmuszenia go do określonego działania.

I tak, Krystian G. został skazany na siedem lat więzienia, Damian G. i drugi Krystian G. na pięć lat, a Maciej S. na rok i dziesięć miesięcy. Jak podaje wyborcza.pl, wszyscy mężczyźni odwołali się od wyroku. „Teraz Sąd Apelacyjny – odwrotnie niż Sąd Okręgowy – uznał, że nie można im przypisać wzięcia i przetrzymywania zakładnika, a tylko pozbawienie człowieka wolności” – czytamy.

W ten sposób kary zostały zmniejszone na odpowiednio: 6,5 roku więzienia, cztery, trzy lata oraz rok pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Bohater filmu „Tylko nie mów nikomu” wygrał w sądzie z byłym księdzem. Dostanie 400 tys. złotych

– Ten wyrok jest przełomowy, bo pokazuje że odpowiedzialność kościoła za krycie pedofilii jednak istnieje”. Gdański sąd zasądził dziś 400 tys.zł zadośćuczynienia za brak reakcji diecezji pelplińskiej na działalność księdza pedofila – skomentował Marek Mielewczyk, jeden z bohaterów dokumentu Tomasza Sekielskiego.

Sąd apelacyjny w Gdańsku zdecydował, że były ksiądz Andrzej S. musi przeprosić Marka Mielewczyka i jest to sukces byłego ministranta. W 2017 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazał Andrzejowi S. jedynie przeprosiny za „naruszenie dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej”. Po tym Mielewczyk pozwał nie tylko duchownego, ale także parafię i diecezję.

W filmie braci Sekielskich Mielewczyk opowiedział historię z czasów, gdy był ministrantem. Jeden z księży molestował go seksualnie. O tym, jak wygląda życie po filmie braci Sekielskich, Marek Mielewczyk mówił Kamilowi Rakoszy z naTemat.

– Dzwoniła do mnie pani, która opowiadała, że kiedy w jej parafii księdzu spodobała się jakaś dziewczynka lub chłopiec, to nie kładł temu dziecku hostii normalnie na język w czasie rozdawania komunii tylko poruszał nią w buzi. Rozumie pan? Dziewczyna, która do mnie dzwoniła, płakała do słuchawki cały wieczór – mówił Marek Mielewczyk naszemu dziennikarzowi.
Źródło info i foto: natemat.pl

Daniel M. z wyrokiem. Zamurował 20-latkę w piwnicy i udawał, że uciekła za granicę

W jednym z domów w pomorskim Debrznie odkryto zamurowane w podłodze piwnicy zwłoki kobiety. O zbrodnię od początku podejrzewany był jej mąż, choć on sam utrzymywał, że żona uciekła za granicę, na długie lata zostawiając go samego z córką. Po ponad dwóch latach od makabrycznego odkrycia w sprawie zapadł wyrok.

Wyrok w sprawie Daniela M. zapadł w środę przed południem – 21 lat po zabójstwie 20-letniej Angeliki Jakubowskiej (brat pokrzywdzonej, oskarżyciel posiłkowy wyraził zgodę na publikację danych osobowych). 44-latek oskarżony był też o wyłudzenie alimentów na córkę – łącznie ponad 14,8 tys. zł. Sprawę dokładniej opisywaliśmy w styczniu:

Sąd skazał Daniela M. za zabójstwo na 15 lat pozbawienia wolności, a za wyłudzenie alimentów na 2 lata. Sąd przyjął tu jednak, że z wyłudzenia oskarżony nie uczynił sobie źródła utrzymania i ostatecznie wymierzył mu łączną karę 15 lat pozbawienia wolności.

Co więcej, Daniel M. ma wypłacić 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz córki Angeliki, Magdaleny J. i 50 tys. zł na rzecz brata zamordowanej. Wyrok nie jest prawomocny.

Obie strony zapowiedziały wystąpienie o pisemne uzasadnienie orzeczenia i złożenie apelacji od wyroku. „Materiał dowodowy zebrany w tej sprawie nie pozwala na przyjęcie, by oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu” – ocenił obrońca Daniela M. Marek Kobyłecki. Z kolei prokurator Renata Szamiel podkreśliła, że samo uznanie winy i zamiaru bezpośredniego oskarżonego w procesie poszlakowym „to sukces prokuratury”. Natomiast kwestia kary „nie jest kwestią zakończoną”. Prokuratura zamierza wnieść apelację w zakresie wymiaru kary. A domagała się dożywocia.

Daniel M. nie przyznał się do zabójstwa Angeliki

Brat ofiary – oskarżyciel posiłkowy – w imieniu swoim i drugiego z braci wnosił o dożywocie dla Daniela M., możliwość ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 30 latach odbywania kary, odebranie praw obywatelskich na 10 lat, zakaz zbliżania się do córki zamordowanej na odległość mniejszą niż 50 m, zwrot kosztów pogrzebu siostry oraz zadośćuczynienie, nawiązkę i odszkodowanie w kwocie 5 mln zł. Obrona chciała natomiast uniewinnienia dla swojego klienta. On sam stwierdził, że jest niewinny. Podczas procesu nie przyznał się do zabójstwa.

„Sąd ostatecznie uznał, że wina i sprawstwo co do popełnienia dwóch czynów […] nie budzi wątpliwości” – powiedział w środę sędzia Turczyn. 

Wciąż jednak nie wiadomo, jak doszło do zabójstwa. „Nie ma bezpośredniego dowodu, że do zabójstwa doszło przy użyciu kabla elektrycznego” – powiedział sędzia, wskazując, że taka hipoteza pozostaje wersją przedstawioną przez prokuraturę.

Zbrodnia w Debrznie 

Angelika Jakubowska została zamordowana 2 października 1998 r. i – zdaniem sądu – była to zbrodnia zaplanowana. Daniel M. (przyjął nazwisko drugiej żony) po powrocie z pracy do domu miał udusić swoją żonę wcześniej przygotowanym kablem elektrycznym, zaprosić znajomych, ale tylko do kuchni, by nie budzić śpiącej córki, a zyskać dla siebie alibi.

Gdy poszli w przekonaniu, że Angelika wyjechała do rodziny do Piły, jej zwłoki umieścił w torbie podróżnej. Bez butów i bez biżuterii, z którą Angelika się nie rozstawała. Wieczorem torbę z ciałem zniósł do piwnicy, do nieużywanego pomieszczenia. Widziany przez sąsiadkę, późniejszą partnerkę, wyjaśnił, że idzie po węgiel. Zwłoki żony umieścił w pozostałościach średniowiecznej studni, wylał posadzkę, podłogę wyłożył cegłami. Zmienił kłódkę.

Daniel M. różnym osobom podawał różne wersje co do zniknięcia żony. Świadkowie zeznali, że jednym powiedział, że „wyszła jak stała”, innym, że wyjechała do rodziny do Piły, że pojechała do Niemiec i się „tam prostytuuje” lub że go okradła.

Zaginięcie żony zgłosił 18 października, a dzień później wystąpił do sądu z pozwem o rozwód, który ostatecznie został orzeczony, z jednoczesnym wnioskiem o zasądzenie alimentów od Angeliki J. na rzecz ich małoletniej córki. Potem wnioskował też skutecznie o ich podwyższenie. Łącznie Daniel M. niesłusznie pobrał z Funduszu Alimentacyjnego słupskiego oddziału ZUS kwotę ponad 14,8 tys. zł.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

​Końcowy fragment wyroku w sprawie Amber Gold zostanie odczytany jeszcze przed wyborami?

​Końcowy fragment wyroku w sprawie Amber Gold może zostać odczytany jeszcze przed wyborami, a dokładnie w piątek – w ostatnim dniu kampanii wyborczej. To teoretyczne wyliczenia na podstawie informacji przekazanych nam przez Sąd Okręgowy w Gdańsku. Teoretyczne, bo wszystko zależy oczywiście od tempa czytania. Jak dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa, prowadzącej sprawę sędzi Lidii Jedynak zostało do odczytania dosłownie kilka kart z tomu nr 55, a poprzednie posiedzenie zakończyła na 1/3 tego tomu. To daje tempo około 2/3 tomu na rozprawę.

Kolejne terminy wyznaczono na 4, 7, 9 i 11 października. Jeśli więc sędzia to tempo utrzyma, to właśnie 11 października powinien być odczytywany ostatni tom wyroku – tom nr 59. To z jego treści mamy dowiedzieć się, na jakie kary sąd skaże Marcina P. i Katarzynę P. Prokuratura chce dla nich 25 lat więzienia.

Już 20 maja sąd ogłosił, że uznaje Marcina P. i Katarzynę P. winnymi głównych zarzutów, ale kar nie ogłosił, bo na kolejnych rozprawach musi odczytywać dane dotyczące klientów i ich umów. Warto odnotować też jednak, że terminy w tej sprawie wyznaczono również w powyborczym tygodniu – 14, 16 i 17 października.

Kilka tysięcy stron aktu oskarżenia

Przygotowany przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi akt oskarżenia liczy niemal 9 tysięcy stron. Wpłynął do gdańskiego sądu pod koniec czerwca 2015 roku. Według prokuratury, Marcin P. i jego żona Katarzyna P. w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali w sumie ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Oskarżenie dotyczyło też prowadzenia działalności parabankowej i prania brudnych pieniędzy. Według prokuratury Katarzyna P. i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Zrobili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Amber Gold na ławie oskarżonych

Proces w sprawie Marcina P. i jego żony ruszył przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w marcu 2016 r. W drugiej połowie kwietnia rozpoczęły się mowy końcowe. Prokurator domaga się kary 25 lat więzienia dla każdego z oskarżonych. Obrońcy Marcina P. i Katarzyny P. wnieśli o ich uniewinnienie.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 proc. do nawet 16,5 proc. w skali roku.

13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację. Tysiącom klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy ani odsetek.

Marcin P. przebywa w areszcie od sierpnia 2012 r., Katarzyna P. została aresztowana w połowie kwietnia 2013 r.
Źródło info i foto: RMF24.pl

„Polski dżihadysta” z wyrokiem

Dawid Ł., 27-latek oskarżony o udział w działającej na terenie Syrii zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, został skazany we wtorek na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Wyrok nie jest prawomocny. Razem z Dawidem Ł. na ławie oskarżenia zasiadał jego znajomy Marcin C., który – według śledczych – wiedział o popełnionych przez inne osoby przestępstwach o charakterze terrorystycznym, ale nie zawiadomił o tym organów ścigania. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

Uzasadniając wyrok, sędzia Tomasz Krawczyk powiedział, że sąd nie ma wątpliwości, iż oskarżeni dopuścili się zarzucanych im czynów. Jednocześnie podkreślił, że Dawid Ł. nie był oskarżony o przynależność do tzw. Państwa Islamskiego.

– Oskarżony dobrowolnie zrezygnował z udziału w związku, w ramach którego przeszedł przeszkolenie. Powrót do Europy był jego decyzją. Nie ma żadnych dowodów na to, że po powrocie coś łączyło go z radykalnymi grupami islamistycznymi – uzasadniał sędzia.

Śledztwo w tej sprawie prowadził Wydział Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Łodzi. Według prokuratury oskarżony brał udział w związku o charakterze zbrojnym pod nazwą Muzułmański Ruch Świt Syrii, który – jak twierdzą śledczy – ma na celu „popełnianie przestępstw o charakterze terrorystycznym”.

Według prokuratury, chodziło m.in. o „zastraszanie ludności poprzez grożenie pozbawieniem życia i groźby wywołania poważnych zakłóceń ustroju poprzez obalenie organów władzy państwowej Syryjskiej Republiki Arabskiej, a następnie wprowadzenie na zajętych obszarach władzy opartej na zasadzie szariatu”.

Sebastian Faliszewski z Prokuratury Krajowej powiedział, że grupa, której członkiem był Dawid Ł. działała od 2012 roku i uczestniczyła w walkach przeciwko siłom rządowym Baszszara al-Asada.

Z kolei drugi z oskarżonych – Marcin C. – miał, co najmniej od listopada 2014 roku do września 2015 roku, posiadać wiarygodne informacje o popełnionych przez inne osoby przestępstwach o charakterze terrorystycznym. Mimo to, nie przekazał tych informacji organom ścigania.
Źródło info i foto: TVP.info

Rok więzienia za pomoc w porwaniu 3-latki i jej mamy

Sąd w Białymstoku skazał na rok więzienia mężczyznę, który pomógł ojcu 3-letniej Amelki w uprowadzeniu jej i jej mamy. Do porwania kobiety i jej córki doszło 7 marca na jednym z białostockich osiedli. Jak podawała policja, dwaj sprawcy wepchnęli 25-latkę i jej 3-letnią córkę do samochodu i odjechali. Kilkaset metrów dalej porzucili ciemnoniebieskiego citroena, którym uciekali i przesiedli się do kolejnego auta.

Jeszcze tego samego dnia po południu, w związku z zaginięciem dziecka, ogłoszony został tzw. Child Alert, opublikowany był również wizerunek matki dziecka, a dzień później zdjęcia męża porwanej kobiety – ojca dziecka. To on w Łomży wypożyczył samochód użyty do uprowadzenia.

Akcja poszukiwawcza trwała ponad dobę. Jak wynika z informacji ze śledztwa, następnego dnia między porywaczami doszło do kłótni w samochodzie. Z chwili nieuwagi skorzystała uprowadzona kobieta, która razem z córką uciekła porywaczom z auta. W okolicach Ostrołęki (Mazowieckie) zabrał je z drogi kierowca i zawiózł na policję.

W związku z tymi wydarzeniami zatrzymani zostali Cezary R., czyli ojciec dziecka – mąż 25-latki, oraz jego znajomy. To właśnie wobec tego drugiego mężczyzny zapadł we wtorek wyrok; przyznał się on do swojej roli w przestępstwie i opisał jego szczegóły. Zgodził się on na wyrok skazujący bez przeprowadzania rozprawy. Śledztwo w sprawie Cezarego R. wciąż trwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Włochy: Zatrzymano seryjnego złodzieja butów. To Polak

35-letni Polak został przyłapany na kradzieży sportowych butów ze sklepu sportowego w San Giovanni Lupatoto (w pobliżu Werony). Włoscy śledczy ustalili, że mężczyzna miał na koncie wiele innych kradzieży obuwia. Seryjny złodziej został zatrzymany w środę, a w czwartek usłyszał wyrok – 8 miesięcy więzienia i 300 euro grzywny.

Ochrona sklepu sieci Decathlon w San Giovanni Lupatoto (ok. 8 km na południe od Werony) zatrzymała podejrzanego mężczyznę, kiedy ten przekroczył barierki przy wyjściu. Podczas kontroli znaleziono przy nim dwie pary markowych butów o wartości 200 euro, które ukrył pod ubraniem. Wcześniej mężczyzna usunął zabezpieczenia antykradzieżowe zamontowane przy metkach butów.

Kiedy na miejscu pojawili się karabinierzy, okazało się, że zatrzymany jest 35-letnim Polakiem. W śledztwie ustalono, że ma on na sumieniu wiele innych kradzieży, wszystkie obuwia.

Kradł już wcześniej

Kilka miesięcy wcześniej Polak został przyłapany na kradzieży w Gorycji (miasto przy granicy ze Słowenią). Miał wówczas przy sobie kilka par butów. Wiadomo, że kradł również w miasteczkach w pobliżu Gorycji. Zatrzymany w środę 35-latek stanął nazajutrz przed sądem. Został skazany na 8 miesięcy pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 300 euro.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Henryk Kukuła wychodzi na wolność. Seryjny morderca i pedofil wciąż niebezpieczny

Henryk Kukuła, polski seryjny morderca i pedofil, zwany Monstrum z Chorzowa kończy wyrok 25 lat więzienia. Jak informuje katowicka ”Gazeta Wyborcza”, wciąż nie wiadomo, czy mężczyzna trafi do specjalnego ośrodka zamkniętego. 

Henryk Kukuła od najmłodszych lat sprawiał problemy wychowawcze. Był agresywny wobec rówieśników. W 1980 roku, gdy miał 14 lat, zamordował 5-letnią dziewczynkę. Po śmierci zbezcześcił zwłoki, wkładając palce do jej pochwy. 

Kukuła został umieszczono w zakładzie wychowawczym w Krupskim Młynie. W czasie pobytu w ośrodku skatował na śmierć i zgwałcił 9-letniego syna wychowawcy. Za zbrodnię został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. 

Na mocy amnestii z grudnia 1989 roku wyrok obniżono do 10 lat. W kwietniu 1990 roku Kukuła opuścił zakład karny, a w lipcu 1990 roku zgwałcił i zamordował w Rudzie Śląskiej dwóch braci. Za tę zbrodnię został skazany na 25 lat więzienia. Do wyroku doliczono mu 3 lata i 9 miesięcy pozbawienia wolności, które pozostały do odbycia z wcześniejszego wyroku. Dodatkowy rok pozbawienia wolności, Kukuła otrzymał za napaść na strażnika więziennego. 

Henryk Kukuła, monstrum z Chorzowa, zostanie objęty ustawą o bestiach? 

Henryk Kukuła w 2020 roku skończy odbywać karę w więzieniu w Rzeszowie. ”Gazeta Wyborcza” przypomina, że seryjny morderca z Chorzowa może zostać objęty tzw. ustawą o bestiach i skierowany do specjalnego zamkniętego ośrodka w Gostyninie. 

Wniosek do sądu o przeniesienie Kukuły do Gostynina musi złożyć dyrektor zakładu karnego na osiem miesięcy przed zakończeniem kary. Tomasz Mucha z Sądu Okręgowego w Rzeszowie poinformował, że do czwartku, 12 września takie pismo nie wpłynęło.

Roman Hula, który zatrzymał Kukułę po jego pierwszym morderstwie przestrzega, by do sprawy podejść poważnie. – Jeśli ten człowiek wyjdzie na wolność, będzie zabijał dalej – mówi w rozmowie z ”GW”. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Australia: Skazany za pedofilię kardynał George Pell odwołał się do Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy Australii podał, że pełnomocnicy skazanego za pedofilię byłego watykańskiego „ministra finansów” kardynała George’a Pella odwołali się od wyroku sądu apelacyjnego stanu Wiktoria, utrzymującego w mocy karę 6 lat więzienia. 21 sierpnia sąd ten odrzucił apelację złożoną przez kardynała.

Pell został skazany za przestępstwa popełnione wobec dwóch 13-letnich chórzystów, których miał dopuścić się w zakrystii w katedrze świętego Patryka w Melbourne w 1996 roku. To najwyższy dostojnik Kościoła skazany za pedofilię.

Kardynał Pell, do niedawna jeden z najbliższych i najbardziej wpływowych współpracowników i doradców papieża Franciszka, od początku sprawy sądowej utrzymywał, że jest niewinny. 78-letni dostojnik przebywa w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Apelacja w Sądzie Najwyższym Australii to ostatnia możliwość, jaką ma Pell, by uzyskać uchylenie wyroku skazującego.

Goerge Pell urodził się w 1941 roku w australijskim Ballarat. Był biskupem pomocniczym Melbourne w latach 1987-1996, a następnie do 2001 roku metropolitą tego miasta. W latach 2001-2014 był arcybiskupem metropolitą Sydney.

Papież Franciszek w 2013 roku mianował Pella członkiem Rady Kardynałów, a rok później prefektem Sekretariatu ds. Gospodarczych Stolicy Apostolskiej, czyli watykańskim „ministrem finansów”.

Początkowo australijski wymiar sprawiedliwości prowadził śledztwo w sprawie Pella w związku z zarzutami tuszowania czynów wykorzystywania i wysłuchał jego zeznań, w których zapewniał, że nie wiedział o takich zdarzeniach w swojej diecezji. W 2017 roku kardynał Pell został formalnie oskarżony o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Papież urlopował go na czas procesu, a później zdymisjonował.

Gdy na początku tego roku purpurat został uznany jednomyślnie winnym pedofilii przez ławę przysięgłych sądu pierwszej instancji, otrzymał od Franciszka zakaz publicznego pełnienia posługi i kontaktów z nieletnimi, w ramach „środków zapobiegawczych” w oczekiwaniu na definitywne potwierdzenie faktów.

Po wyroku w sądzie apelacyjnym Watykan oświadczył, że z decyzją w sprawie kardynała Pella Kongregacja Nauki Wiary czeka na wyniki trwającego procesu i zakończenie całego postępowania sądowego.

Stolica Apostolska zapowiedziała też proces kanoniczny dostojnika. Może on zakończyć się usunięciem ze stanu kapłańskiego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Skazany za pedofilię ks. Walerian Słomka stracił państwowe odznaczenie

Ksiądz Walerian Słomka właśnie stracił państwowe odznaczenie. Ta decyzja jest związana z marcowym wyrokiem za pedofilie. Emerytowanemu wykładowcy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ma być odebrany Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Prezydent jeszcze dziś ma opublikować oficjalne powiadomienie.

Ksiądz Walerian Słomka stracił odznaczenie za gwałt i molestowanie

Ksiądz Walerian Słomka to znany i szanowany polski duchowny. Przez lata jako profesor wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Był uważany za ogromny autorytet w dziedzinie nauk teologicznych. Jednak wszystko zmieniło się w 2014 roku. Wtedy ks. Słomka został oskarżony przez Piotra Halliopa o gwałt i molestowane seksualne przed 30. laty. Mężczyzna znał się z duchownym od dziecka, bo ksiądz był przyjacielem rodziny.

Ks. Słomka został skazany w marcu tego roku

Wyrok w sprawie zapadł w marcu bieżącego roku. Decyzją sądu drugiej instancji w Lublinie, duchowny był zobowiązany do przeproszenia ofiary za czyny, których dopuścił się w latach 90. Mimo prawomocnego wyroku ks. Słomka nie przyznał się do winy. W trakcie procesu próbował na wszelkie sposoby zdyskredytować Piotra Halliopa. Powoływał się także na mocno kontrowersyjne słowa abp Józefa Michalika: (…) w nieprzytomności mogłem coś zrobić, ale świadomie nie. Ja go nie gwałciłem. Jeśli bym skrzywdził, to musiałoby to być z wyłączeniem mojej świadomości. Jedynie taka sytuacja była, że ja po obiedzie zawsze szedłem na sjestę, a on mógł do mnie przyjść na górę, bo był wścibski jak dzieciak. Arcybiskup Michalik powiedział przecież, że winę ponoszą też rodzice, bo dziecko jest zaniedbane i samo przytula się do księdza. Ten chłopiec lgnął do mnie

Z kolei jego przeprosiny były przez niektórych uznane za mocno wymijające:

Przepraszam Piotra Halliopa za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej, które nastąpiły w latach 1986–1994, a których dopuściłem się, pełniąc posługę kapłańską.

Sprawa była badana nie tylko przez sąd świecki. Nad kwestią wykorzystywania seksualnego Piotra Halliopa przez emerytowanego wykładowcy KUL-u, pochyliła się także Kongregacja Nauki i Wiary. Decyzja płynąca z Watykanu zobowiązała duchownego do intensywnej modlitwy, pokuty i powstrzymania się od aktywności publicznej. Stolica Apostolska nie zdecydowała się jednak na usunięcie Waleriana Słomki ze stanu duchownego.
Źródło info i foto: popularne.pl