Hiszpański dziennik „El Mundo”: Groźni dżihadyści opuszczają więzienia

Hiszpański dziennik „El Mundo” poinformował w piątek, że ponad 20 dżihadystów opuści do końca grudnia hiszpańskie więzienia. Część z nich wyjdzie na wolność w ramach zwolnienia warunkowego, pozostali skończą w tym czasie odsiadywanie wyroku – przekazał madrycki dziennik.

Wydawana w Madrycie gazeta „El Mundo” ujawniła, że ponad 20 groźnych dżihadystów do końca grudnia opuści hiszpańskie więzienia na podstawie obowiązujących od 2014 roku przepisów służby więziennej o warunkowym zwolnieniu. Osoby opuszczające więzienie w tym trybie mają być nadzorowane na wolności. „El Mundo” szacuje, że tylko pomiędzy styczniem a czerwcem areszt opuściło 15 dżihadystów – wśród nich osoby, które odsiadywały wyroki między innymi za próby przeprowadzenia zamachu terrorystycznego, werbowanie dżihadystów, a nawet za morderstwo.

„W sumie do 2025 roku na wolność wyjdzie z hiszpańskich zakładów karnych 75 dżihadystów” – napisał dziennik, wskazując, że niektórzy z nich to byli członkowie tak zwanego Państwa Islamskiego lub Al-Kaidy. „El Mundo” odnotował, że wśród osadzonych w hiszpańskich więzieniach setek radykalnych muzułmanów warunki do objęcia programem resocjalizacji spełnia zaledwie 14 osób. Dziennik wskazuje, że zakłady karne sprzyjają utrwalaniu się zradykalizowanych postaw.

„Wprawdzie więzienia w Hiszpanii nie są głównym miejscem werbowania dżihadystów, ale zradykalizowani muzułmanie zazwyczaj podtrzymują tam swoje przekonania” – napisał „El Mundo”. Według prokuratury generalnej w Madrycie po 2017 roku w Hiszpanii znacząco wzrosła liczba osób skazywanych z powodu popularyzowania dżihadyzmu, werbowania radykalnych wyznawców islamu oraz prób przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. Rekordowy pod względem liczby skazanych za takie przestępstwa osób był rok 2018, kiedy to kary pozbawienia wolności orzeczono wobec 73 osób.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zapadł wyrok ws. Agaty F. Kobieta spaliła własne dziecko

W sądzie w Lublinie zapadł wyrok w sprawie 23-letniej Agaty F., która spaliła noworodka w piecu, a potem pojechała na wesele. Zwłoki dziecka odkryli bliscy studentki. Do makabrycznego zdarzenia doszło w czerwcu 2018 r. we wsi Majdan Kozłowiecki (woj. lubelskie). Rodzice 21-letniej wówczas studentki znaleźli w piecu zwęglone zwłoki dziecka i powiadomili o tym policję.

Mundurowi zatrzymali Agatę F., gdy bawiła się ze swoim chłopakiem na weselu. Kobieta ukrywała swoją ciążę przed bliskimi, choć oni podejrzewali, że może spodziewać się dziecka. Śledczy ustalili, że 21-latka urodziła w 7-8 miesiącu ciąży. Celowo zażyła substancje psychoaktywne, które wywołały poród. Następnie włożyła dziecko do pieca i spaliła.

Studentka twierdziła, że dziecko urodziło się martwe. Tłumaczyła, że do porodu doszło podczas kąpieli, a noworodek nie oddychał.

„Dziecko wpadło do wody. Wyjęłam je. Było sine i nie oddychało. Trzymałam je na rękach jakieś 15 minut. Potem zawinęłam w ręcznik i włożyłam do kuchenki” – mówiła śledczym.
Źródło info i foto: o2.pl

Pedofil znów chce wyjść na wolność. Domaga się krótszej odsiadki

Jacek P. (54 l.) z Hrubieszowa domaga się od sądu krótszej odsiadki. Zwyrodnialec siedział za gwałt i morderstwo na 17-letniej dziewczynce, a gdy wyszedł, wykorzystał 10-letnie dziecko…

Bestialskie zgwałcenie i zamordowanie 17-letniej uczennicy wstrząsnął Polską w 1988 roku. Bestia z Hrubieszowa (woj lubelskie) została skazana na 25 lat więzienia i po odsiedzeniu wyroku wyszła na wolność. Niestety ćwierć wieku w więzieniu nie odmieniło plugawej natury zbrodniarza. Na wolności Jacek P. związał się z kobietą i prowadził pozornie normalne życie. Tylko przypadek sprawił, że światło dzienne ujrzała jego kolejna plugawa tajemnica.

Mężczyzna zgubił telefon i wtedy wszystko się wydało. Osoby, które go znalazły, odkryły w nim filmy, na których mężczyzna gwałci dziecko. Funkcjonariusze szybko ustalili, że tym obleśnym pedofilem jest Jacek P. Okazało się, że zboczeniec wykorzystał córkę swoich znajomych, która miała wówczas 10 lat. Recydywista stanął przed Sądem Rejonowym w Hrubieszowie i znów został skazany na ćwierć wieku. Jednak Jacek P. nie zgadza się z wyrokiem i chce jego zmiany. Chce wyjść jak najszybciej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Pakistan: Złagodzono wyrok ws. morderstwa dziennikarza

Pakistański sąd zdecydował o złagodzeniu wyroku śmierci, jaki ciążył na głównym oskarżonym w sprawie porwania i morderstwa dziennikarza Wall Street Journal Daniela Pearla, do którego doszło w 2002 roku – informuje Reuters. Sąd zadecydował także o uwolnieniu trzech innych współoskarżonych. O tych zmianach poinformował Reutersa Khawaja Naveeda, adwokat obrony zaangażowany w sprawę.

W sprawie Pearla w 2002 roku skazane zostały cztery osoby, w tym urodzony w Wielkiej Brytanii Ahmed Omar Said Szejk, który za kierowanie morderstwem dostał wyrok śmierci. Jak informuje Reuters, 18 lat czekał on na wynik apelacji. Sąd Apelacyjny uznał, że zarzut morderstwa nie został udowodniony i skazał go tylko za porwanie, zasądzając karę siedmiu lat więzienia. Mężczyzna, który spędził w celi blisko 20 lat wyjdzie na wolność w najbliższych dniach – poinformował Naveed w czwartek.

Daniel Pearl został uprowadzony 23 stycznia 2002 roku w Pakistanie. Dziennikarz prowadził w Karaczi śledztwo związane z islamskimi bojownikami, po atakach z 11 września 2001 roku. Terroryści z Al-Kaidy wyciągnęli go z jego samochodu. 1 lutego pomysłodawca ataków na World Trade Center Chalid Szejk Muhammad ogłuszył dziennikarza, a następnie ściął mu głowę. Brutalne morderstwo zostało nagrane przez kamerę. Następnego dnia morderca pokazał głowę Pearla w programie telewizyjnym.

3 lutego pakistańska policja znalazła bezgłowe ciało, porzucone w pobliżu autostrady Karaczi. Zostało ono zidentyfikowane jako zwłoki Daniela Pearla. Kilka tygodni później pojawiło się nagranie przedstawiające moment jego morderstwa.
Źródło info i foto: interia.pl

48-latka trafi do więzienia za atak z nożem na córkę

Na sześć lat więzienia skazał łódzki sąd okręgowy 48-letnią kobietę, która podczas rodzinnej awantury wbiła nóż w plecy swojej 19-letniej córce. Wyrok jest nieprawomocny – poinformował we wtorek rzecznik SO ds. karnych sędzia Damian Krakowiak.

Do zdarzenia doszło w lutym ub. roku w jednym z mieszkań przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi. Kobieta wraz ze swoim znajomym piła alkohol w mieszkaniu, gdzie także byli jej 13-letni syn i 19-letnia córka. Po wyjściu mężczyzny pomiędzy kobietami doszło do awantury, w trakcie której matka kazała nastolatce wyjść z mieszkania. Gdy ta odmówiła, matka złapała ją za włosy i uderzała pięściami po głowie i po plecach. Następnie chwyciła nóż myśliwski i wbiła go dziewczynie w plecy.

Nastolatka uciekła przez okno na ulicę, gdzie poprosiła przechodnia o wezwanie karetki. Po przewiezieniu 19-latki do szpitala okazało się, że doznała ona poważnych urazów. Matka dziewczyny została zatrzymana przez policję. Miała 1,5 promila alkoholu we krwi. Po wytrzeźwieniu usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa córki.

6 lat więzienia

Jak poinformował Krakowiak sąd uznał, że oskarżona działała z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia swojej córki. Zadała jej „cios nożem typu myśliwskiego w plecy, (…) powodując odmę opłucnową i krwiak, które to obrażenia ciała spowodowały u pokrzywdzonej chorobę realnie zagrażającą życiu”. Zamierzonego celu nie osiągnęła z uwagi na ucieczkę pokrzywdzonej i interwencję lekarską.

Sąd wymierzył oskarżonej karę sześciu lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Harvey Weinstein skazany na 23 lata więzienia

Harvey Weinstein, były amerykański producent filmowy i potentat branży, został pod koniec lutego uznany winnym gwałtu trzeciego stopnia i napaści seksualnej pierwszego stopnia. Nowojorski sąd skazał go w środę, 11 marca na 23 lata więzienia. Zostanie też wpisany do rejestru przestępców seksualnych

W środę po południu polskiego czasu, Harvey Weinstein dotarł do nowojorskiego sądu na wózku inwalidzkim, na którym porusza się od czasu zabiegu wszczepienia stentów. Po raz pierwszy od rozpoczęcia procesu zabrał też głos na sali sądowej „wyrażając głęboką skruchę”. Przyznał jednak, że jest „całkowicie zdezorientowany” tym, co się stało. – Wydaje mi się, że mężczyźni są w ogóle tym wszystkim zdezorientowani (…) martwię się o ten kraj. W Stanach Zjednoczonych Ameryki nie panuje teraz dobra atmosfera – przekonywał Weinstein cytowany przez amerykańskie media. Były producent twierdził też, że przyjaźnił się z Miriam Haley i Jessicą Mann, dwiema kobietami, które składały obciążające go zeznania.

Sędzia James A. Burke, który przewodniczył procesowi zasądził 20 lat pozbawienia wolności za napaść seksualną pierwszego stopnia na Miriam (Mimi) Haley, byłą asystentkę produkcji w The Weinstein Company, na której Weinstein miał wymusić seks oralny w 2006 r. i dodatkowe trzy lata więzienia za gwałt na Jessice Mann, aspirującej aktorce, do którego doszło w hotelu na Manhattanie w 2013 r.

Jeśli wyrok zostanie wykonany w całości, Harvey Weinstein, o ile dożyje, wyjdzie z więzienia w wieku 90 lat.

Obrona Harvey’a Weinsteina: pięć lat więzienia wystarczy

Jak informuje portal Variety, prawnicy broniący Harvey’a Weinsteina zwrócili się w poniedziałek 9 marca do sądu z prośbą o zasądzenie najniższego możliwego wymiaru kary przewidzianego dla winnego gwałtu i napaści seksualnej, czyli pięciu lat pozbawienia wolności. W siedmiostronnicowym dokumencie swoją prośbę motywowali działalnością charytatywną ich klienta, wsparciem dla społecznych inicjatyw i przekonywali, że Weinsteina dotknęły już bolesne sankcje społeczne. „Pan Weinstein nie może wyjść na zewnątrz, żeby nie być nękanym, stracił możliwość zarabiania na życie i mówiąc wprost, jego wypadnięcie z łask było historyczne, być może bezprecedensowe w dobie mediów społecznościowych” – napisano w oświadczeniu. Obrona dowodziła także, że nawet pięcioletni wyrok może być dla 67-letniego Weinsteina równoznaczny z dożywociem.

Prokuratorzy kontrargumentowali jednak, że Weinsteinowi należy zasądzić najwyższy przewidziany prawnie wyrok, biorąc pod uwagę, że prawie przez całe życie nadużywał swojej władzy w stosunku do kobiet i nie wykazał żadnej skruchy za swoje obrzydliwe postępowanie.

Harvey Weinstein winny gwałtu i napaści

Wyrok sądu kończy proces, który rozpoczął się na początku stycznia przed Sądem Najwyższym na nowojorskim Manhattanie. Harvey Weinstein, magnat branży filmowej i współwłaściciel jednej z najpotężniejszych w Hollywood firm produkujących filmy, został oskarżony przez ponad 80 kobiet o molestowanie, nieobyczajne zachowanie aż po gwałt. W sumie postawiono mu pięć zarzutów: gwałtów pierwszego i trzeciego stopnia, dwóch przypadków agresywnej napaści seksualnej (predatory sexual assault) i napaści seksualnej pierwszego stopnia.

24 lutego, ława przysięgłych złożona z siedmiu mężczyzn i pięciu kobiet, uznała Weinsteina za winnego gwałtu trzeciego stopnia i napaści seksualnej pierwszego stopnia. W przypadku pozostałych zarzutów zapadła decyzja o uniewinnieniu. Tym samym były producent uniknął uznania za winnego najcięższych według amerykańskiego prawa zarzutów, czyli agresywnej napaści seksualnej, za którą grozi dożywocie.

Za napaść seksualną pierwszego stopnia groziło mu od pięciu do maksymalnie 25 lat więzienia, natomiast za gwałt trzeciego stopnia – maksymalnie cztery lata pozbawienia wolności i wpis do rejestru przestępców seksualnych.

uż po ogłoszeniu werdyktu ławy przysięgłych, Harvey Weinstein, zamiast do osławionego więzienia na nowojorskiej wyspie Rikers, trafił do szpitala z bólem w klatce piersiowej. Dopiero po wszczepieniu stentów, 6 marca Weinstein został przewieziony do więzienia, gdzie oczekiwał wyroku.

Harvey Weinstein: Jennifer Aniston powinno się zabić

Dzień przed ogłoszeniem wyroku nowojorski sąd udostępnił do wglądu ponad tysiąc stron dokumentów dotyczących sprawy Harvey’a Weinsteina. Wynika z nich m.in., że tuż po wybuchu tzw. afery Weinsteina, zdyskredytowany producent szukał pomocy u swoich wpływowych przyjaciół, w tym miliarderów Michaela Bloomberga i Jeffa Bezosa.

Variety informuje też, że wśród udostępnionych dokumentów jest też email, napisany przez Weinsteina 31 października 2017 r., czyli już po wybuchu skandalu, w którym były producent przekonuje, że „Jen Aniston powinno się zabić”. To odpowiedź na pytanie dziennikarki, czy producent potwierdza informacje, że molestował aktorkę znaną m.in. z roli Rachel Green w serialu „Przyjaciele”.

Na jaw wyszedł także szkic oświadczenia, które miał przygotować zespół PR Weinsteina, ale które finalnie nie zostało nigdzie rozesłane. Weinstein przyznaje się w nim, że jest uzależniony od seksu, a nawet twierdzi, że być może cierpi na syndrom stresu pourazowego. „Lekarze mówią mi, że mam szczęście, że żyję… ale szczęście to nie jest to, co odczuwam. Mam tylko rozpacz. Straciłem rodzinę, córki nie chcą ze mną rozmawiać. Straciłem żonę. Straciłem szacunek mojej byłej żony i właściwie wszystkich przyjaciół. Nie mam żadnego towarzystwa. Jestem sam. Będę z wami szczery: mam myśli samobójcze” – cytuje dokument, należący do „The New York Timesa” portal Vulture.

Zawieszony proces w Los Angeles

Na Harvey’u Weinsteinie ciążą jeszcze oskarżenia o gwałt i napaść seksualną na dwóch kobietach w Los Angeles. Proces na zachodnim wybrzeżu został jednak wstrzymany do ogłoszenia werdyktu w Nowym Jorku.

Harvey Weinstein, upadły mogul

W październiku 2017 r. dziennikarki „The New York Times” i magazynu „The New Yorker” dotarły do kobiet, które oskarżyły hollywoodzkiego producenta i magnata filmowego Harveya Weinsteina o molestowanie seksualne i gwałt. Po artykule kolejne kobiety – aktorki, modelki, celebrytki i współpracownice Weinsteina zaczęły opowiadać swoje historie o molestowaniu przez producenta. Odpowiedzią na skandal było powstanie inicjatyw #MeToo i Time’s Up, firma Weinsteina zbankrutowała, a producent został wykluczony z grona członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, instytucji, która odpowiada m.in. za przyznawanie Oscarów.
Źródło info i foto: wysokieobcasy.pl

Były doradca Donalda Trumpa skazany na więzienie

Sąd federalny w Waszyngtonie skazał w czwartek Rogera Stone’a, byłego doradcę Donalda Trumpa, na 40 miesięcy więzienia za okłamywanie Kongresu oraz zastraszanie świadka. Administracja USA apelowała wcześniej o łagodny wyrok, a prezydent Trump nie wykluczał ułaskawienia. Do ogłoszenia wyroku dochodzi w trakcie wzmożonych napięć między Trumpem a wymiarem sprawiedliwości. Prezydent oceniał, że jego wieloletni doradca był „bardzo źle” traktowany przez prokuratorów i zasługuje na nowy proces.

Odmawiał jednak jasnej deklaracji czy zamierza ułaskawić Stone’a. W dniach poprzedzających wyrok w jego sprawie zdecydował się na skorzystanie z tego prezydenckiego prawa kilkukrotnie.

10 lutego prokuratorzy federalni rekomendowali sądowi skazanie Stone’a na karę od 7 do 9 lat więzienia. Dzień później Trump skrytykował na Twitterze proponowany przez prokuratorów wymiar kary. „Zalecany wyrok dla Stone’a jest okropny i niesprawiedliwy” – napisał amerykański prezydent i całą sprawę nazwał „poronioną sprawiedliwością”.

Jeszcze tego samego dnia ministerstwo sprawiedliwości wycofało się z tej rekomendacji i w piśmie do sądu oświadczyło, że odracza wydanie stosownej opinii. Podkreśliło jednocześnie, że zalecenie prokuratorów o karze od 7 do 9 lat więzienia „można uznać za nadmierne i nieuzasadnione”. Resort zapewnił także, iż nie konsultował tej sprawy z Białym Domem. Sprawa spowodowała jednak odejścia z ministerstwa.

Tweety prezydenta „uniemożliwiają pracę”

W odpowiedzi na wypowiedzi Trumpa prokurator generalny i minister sprawiedliwości USA William Barr oświadczył, że tweety prezydenta „uniemożliwiają mu pracę” i zaapelował do Trumpa, by już więcej nie tweetował o toczących się postępowaniach.

Demokraci uważają działania ministerstwa za motywowane politycznie, oskarżają Trumpa o naciski na wymiar sprawiedliwości i wzywają do wszczęcia śledztwa.

67-letni Roger Stone został aresztowany przez FBI w styczniu 2019 roku, po czym zwolniony za kaucją. W listopadzie ława przysięgłych uznała go za winnego wszystkich siedmiu stawianych mu zarzutów. Był on oskarżony m.in. o składanie fałszywych zeznań przed Kongresem w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA w 2016 roku, nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań i utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości.

Stone przez kilka dekad, z przerwami, był doradcą i powiernikiem Trumpa. W 1998 roku pracował w Waszyngtonie jako lobbysta na rzecz kasyn należących do Trumpa. Jako pierwszy zasugerował mu, by ubiegał się o prezydenturę.

W sztabie wyborczym Trumpa Stone pracował tylko w początkowej fazie kampanii prezydenckiej i oficjalnie odszedł ze sztabu już w połowie 2015 roku. W praktyce jednak nadal wspierał późniejszego prezydenta, m.in. oczerniając jego rywali.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

35-letni Przemysław G. brutalnie zgwałcił 15-latka. Jest wyrok

Mężczyzna zamknął przypadkiem napotkanego nastolatka w toalecie i zgwałcił. Na szczęście zwyrodnialec został złapany i osądzony. Za krzywdę wyrządzoną chłopcu Przemysław G. właśnie usłyszał wyrok 7,5 roku odsiadki. Ma też podjąć terapię, która wyleczy jego chore skłonności seksualne.

Tego koszmaru Mariusz K. (15 l.) długo nie zapomni. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zdoła wyprzeć taką traumę z pamięci. Przyjechał na ferie do swej babci, do Łasina koło Grudziądza (woj. kujawsko-pomorskie). Był luty 2019 r. Wszystko było dobrze aż do dnia, gdy babcia posłała go do baru po obiad. Tak się złożyło, że z powodu remontu dziadkowie nie mogli korzystać z kuchenki.

Na swoje nieszczęście w lokalu przesiadywał też Przemysław G. Gdy w restauracji, chłopiec wszedł do toalety, mężczyzna poszedł po chwili za nim. Zamknął drzwi ubikacji i rzucił się na chłopca. Zakneblował mu usta i brutalnie gwałcił. Mariuszowi próbowała pomóc barmanka. Kobieta usłyszała krzyki dziecka, tłukła się do drzwi toalety. Wezwała też policję.

Funkcjonariusze nie mieli problemu z ujęciem Przemysława G. Tym bardziej, że w miejscowości był on już wówczas owiany zła sławą. Mężczyzna trafił do aresztu i usłyszał zarzuty gwałtu.
Źródło info i foto: se.pl

Sprawa 10-letniego Ibrahima. „Nie możemy mówić o uprowadzeniu”

Ojciec 10-letniego Ibrahima ma prawo do sprawowania władzy rodzicielskiej. Sąd w październiku 2018 r. wydał w tej sprawie wyrok. – Nie możemy mówić, że ojciec mógł popełnić przestępstwo uprowadzenia dziecka – uważa rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

– Ojciec Ibrahima złożył w kwietniu 2018 r. wniosek o orzeczenie wspólnego wykonywania władzy rodzicielskiej – powiedziała w rozmowie z Polsat News rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Miesiąc później rodzice dziecka zawarli umowę regulującą tymczasowo kwestię pobytu dziecka. Matka Ibrahima twierdzi, że nie wiedziała nic o apelacji mieszkającego w Belgii mężczyzny. W październiku 2018 r. sąd orzekł wspólne wykonywanie władzy rodzicielskiej przez oboje rodziców. – Wskazał również, że miejsce pobytu, miejsce zameldowania dziecka jest przy ojcu – dodała Wawryniuk.

Dlatego w jej ocenie „nie można mówić, że ojciec mógł popełnić przestępstwo uprowadzenia dziecka”.
Źródło info i foto: wp.pl

Porwanie 10-latka w Gdyni. Belgijski sąd rodzinny wydał wyrok, że Ibrahim ma zostać w Belgii z ojcem

Prokuratura w Antwerpii informuje, że belgijski sąd rodzinny w październiku 2018 roku wydał wyrok, na mocy którego 10-letni Ibrahim miał zostać w Belgii z ojcem, a nie z matką, która wyjechała z nim do Polski. Taką informację przekazał korespondentce RMF FM Katarzynie Szymańskiej-Borginion rzecznik prokuratury Kristof Aerts. Pani Karolina, matka uprowadzonego chłopca, twierdzi jednak coś innego. „On (ojciec – red.) nie ma żadnych praw, ma wyrok sądu z 2017 roku, gdzie zostały mu wszelkie prawa odebrane. Ja jestem jedyną osobą, która ma prawo opieki nad dzieckiem” – mówiła wcześniej dziennikarzom. 10-letni Ibrahim miał zostać uprowadzony przez ojca, Marokańczyka Azeddine’a Oudrissa w niedzielę wieczorem w Gdyni. W związku z porwaniem dziecka w poniedziałek rano ogłoszono Child Alert.

„Decyzją sądu rodzinnego w Antwerpii z 15 października 2018 roku Ibrahim miał zostać z ojcem w Belgii, a nie z matką, która wyjechała z dzieckiem do Polski. Informacja, jakby ojciec został pozbawiony praw rodzicielskich na tę chwilę nie jest prawdziwa. Więcej informacji w tej sprawie nie mogę podać” – to komunikat rzecznika prokuratury w Antwerpii Kristofa Aertsa, nadesłany do biura brukselskiej korespondentki RMF FM Katarzyny Szymańskiej-Borginion.

„Jedyny wyrok, jaki znam, to wyrok z 2017 roku przyznający mi pełnię praw. O żadnym innym wyroku nic nie wiem, dowiaduję się teraz” – mówi z kolei pani Karolina, matka 10-latka.

Z mediów społecznościowych i od Polaków z Belgii wiemy, że wnuczek był widziany na spacerze w Antwerpii. Z tego wynika, że ojciec nie specjalnie się ukrywa – powiedział z kolei dziadek chłopca pan Kazimierz.

We wtorek polskie Ministerstwo Sprawiedliwości zwróci się do resortu sprawiedliwości Belgii z prośbą o dokumentację, dotyczącą wszystkich orzeczeń i postanowień sądowych związanych z zaginionym 10-letnim Ibrahimem. Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik przyznaje w rozmowie z reporterem RMF FM Michałem Dobrołowiczem, że w tej sprawie powstało wiele różnych wersji dotyczących między innymi władzy rodzicielskiej.

Tymczasem pani Karolina, mama uprowadzonego 10-latka twierdzi, że ma pełnię praw do opieki nad synem. Mam wyrok belgijskiego sądu, który przyznaje mi pełnię praw do opieki nad dzieckiem – powiedziała dziennikarzom.

Zdaniem kobiety, jej były partner uciekł z synem do Belgii, gdzie jako obywatel Maroka mieszkał od dziecka. Jak podkreśliła, próbowała bronić syna, ale została pobita, a mężczyzna odebrał jej dziecko siłą.

O decyzji belgijskiego sądu rodzinnego z października 2018 roku jako pierwszy informował portal Polsat News.

Kobieta twierdzi, że została pobita, a dziecko uprowadzone przez ojca

Do tego zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem w Gdyni przed blokiem przy ul. Ledóchowskiego. Zaparkowałam auto, wyszłam z synem. Jak staliśmy pod klatką, to ten człowiek zaczął mnie bić, wyrwał mojego syna, który bardzo płakał, krzyczał: „Mamo, pomóż mi”. Podbiegłam do tego samochodu, on się ze mną zaczął szarpać – opisała zdarzenia kobieta.

Opowiedziała też dziennikarzom o rozmowie ze swoim synem. Zadzwonił do mnie mój były partner, rozmawiałam z synem, jest on bardzo spokojny, prawdopodobnie został mu podany jakiś środek uspokajający – przekazała. Musieliśmy ze sobą rozmawiać w języku niderlandzkim, bo on nie miał żadnego tłumacza. Moje dziecko powiedziało, że jest wszystko dobrze i że tata miał mu dać jeść i pytał się, czy po niego przyjadę – opisała.

Child Alert po raz czwarty w Polsce

W związku z uprowadzeniem 10-letniego Ibrahima w poniedziałek rano ogłoszono Child Alert – system wsparcia poszukiwań, umożliwiający rozpowszechnienie wizerunku chłopca w mediach.

Matka Ibrahima skrytykowała polskie służby za zbyt opieszałe działanie. Tak jak zostałam potraktowana przez funkcjonariuszy, tego się po prostu nie da odpisać. Wiedziałam, że mój były partner chce go wywieźć z Polski. Policjanci powiedzieli mi, że Child Alert był trzy razy zrobiony w Polsce i to się nie kwalifikuje, nie ma na to szansy. Ja o to zabiegałam od samego początku. Wiedziałam, że on się kieruje do granicy polsko-niemieckiej, żeby ją przekroczyć i żeby dostać się do Belgii – powiedziała.
Źródło info i foto: RMF24.pl