54-latek z Mysłowic odkręcił butlę z gazem i groził wysadzeniem kamienicy

Policjanci z Mysłowic (Śląskie) zatrzymali 54-latka, który groził wysadzeniem w powietrze kamienicy w tym mieście. Mężczyzna wystawił na klatkę schodową butlę z ulatniającym się gazem. Było o krok od tragedii – relacjonuje policja. Jak podała w sobotę śląska policja, do interwencji doszło w piątek wieczorem w budynku przy ul. Jagiellońskiej w Mysłowicach.

„Policjanci zostali powiadomieni, że sąsiad wystawił na klatkę schodową butlę gazową, a w powietrzu czuć ulatniający się gaz. Po przybyciu na miejsce stróże prawa natychmiast zakręcili butlę z gazem i zatrzymali mężczyznę, który przebywał w tym czasie w mieszkaniu” – poinformowała mysłowicka komenda.

Jak ustalili policjanci w rozmowie z sąsiadami, chwilę przed zgłoszeniem pijany 54-latek wykrzykiwał, że wysadzi cały budynek w powietrze. Badanie alkomatem wykazało u niego ponad dwa promile alkoholu. Decyzją Sądu Rejonowego mężczyzna został już aresztowany.
Źródło info i foto: interia.pl

Matka i córka niepoczytalne. Nie odpowiedzą za wysadzenie bloku

Kobiety wielokrotnie groziły, że wysadzą blok. W końcu odkręciły gaz i uciekły. Danuta i Monika P. zostały uznane za niepoczytalne. Trafią do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, gdzie będą leczone. Danuta P. i jej córka Monika miały zastraszać sąsiadów grożąc, że wysadzą blok w powietrze. 3 lipca 2019 r. odkręciły gaz i uciekły z mieszkania. Eksplozja była tak duża, że z okien powypadały szyby i zarwała się winda. Wyrwane zostały dwie zewnętrzne ściany budynku. Cudem nikt nie zginął.

Kobiety zostały namierzone po tym, jak policja opublikowała ich wizerunki. Zostały znalezione w lesie, w prowizorycznym szałasie. Tuż po zatrzymaniu trafiły do szpitala, a po przesłuchaniu do aresztu. Usłyszały zarzut sprowadzenia katastrofy wielkich rozmiarów zagrażających życiu wielu osób.

Monika P. miała myśli samobójcze i trafiła do szpitala psychiatrycznego w Ciborzu. „Fakt” podaje, że matka i córka unikną kary. Kobiety zostały uznane za niepoczytalne i nie staną przed sądem. Trafią do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, o co wnioskował prokurator. Tam będą podane leczeniu.
Źródło info i foto: wp.pl

Ruszył proces Mateusza H. Mężczyzna oskarżony jest o wysadzenie w powietrze bloku w Bielsku-Białej

Proces Mateusza H., oskarżonego m.in. o wysadzenie w powietrze bloku budowanego przez dewelopera w Bielsku-Białej rozpoczął się w piątek przed bielskim sądem rejonowym. Mężczyzna nie przyznał się do głównych zarzutów, m.in. do zniszczenia budynku i podpalenia koparek. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Akt oskarżenia do sądu z początkiem grudnia ub.r. skierował Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Prokurator Rafał Spruś, reprezentujący Prokuraturę Krajową, oskarżył Mateusza H. o 20 przestępstw, w tym o sprowadzenie latem 2018 r. zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach, mającego postać eksplozji materiałów łatwopalnych. W wyniku wybuchu częściowo zawalił się jeden z bloków wznoszonych na osiedlu Sarni Stok. Nikt nie został ranny. Według śledczych, oskarżony usiłował też doprowadzić do zawalenia kolejnych dwóch budynków. Szkoda w mieniu inwestora wyniosła co najmniej 1,2 mln zł.

Śledczy zarzucili H. m.in. też spalenie dwóch koparek podwykonawców na budowie bloku. Doszło do tego w 2017 r. Sprawca pozostawił na miejscu wydrukowaną kartkę z ostrzeżeniem. Mateusz H. miał się też dopuścić innych przestępstw, w tym gróźb karalnych oraz w kilkunastu wyłudzeń świadczeń socjalnych zarówno na szkodę wyższych uczelni i ośrodków pomocy społecznej.

Oskarżony nie przyznał się do najpoważniejszych zarzutów, w tym zniszczenia budowanego bloku, próby wysadzenia w powietrze kolejnych, a także podpalenia koparek. Przyznał się jedynie od sfałszowania karty przebiegu studiów, czego się dziś wstydzi.

Mateusz H. powiedział, że będzie składał obszerne wyjaśnienia. Z wydarzeniami, które doprowadziły do zawalenia się bloku na osiedlu Sarni Stok, nie mam nic wspólnego. Nie wiem, kto za tym stoi. Nigdy nie byłem na miejscu budowy. Nigdy w żaden sposób nie interesowałem się nią, co potwierdza materiał dowodowy. Od początku budowy przechodziłem zaledwie kilka razy obok niej, jak wielu mieszkańców – mówił.

Wskazywał zarazem, że w czasie, gdy doszło do wysadzenia w powietrze budynku, pojawiły się u niego nasilone objawy boreliozy, na którą cierpi od 2014 r. Choroba mocno go osłabiła. Podkreślił, że nie byłby też w stanie przenosić ciężkich butli gazowych, które zostały użyte do zniszczenia powstającego domu.

Jego zdaniem, jedyną przyczyną, która sprawiła, iż śledczy się nim zainteresowali, jest fakt, że jest on tzw. ekologiem, a 10 lat temu podejmował działania w sprawie ochrony przyrody.

W mediach opublikował manifest

Oskarżony – podpisując się Pocahontas – w mediach opublikował manifest organizacji, którą nazwał Brygada Wschód z groźbą, że jeśli deweloper nie zaprzestanie inwestycji, wysadzane będą kolejne budynki.

„Deweloperzy, jak międzynarodowe korporacje, niszczą przyrodę i żerują na słabszych i biedniejszych. Jedyną wartością, jaką wielbią, jest pieniądz. Dla niego nie cofną się przed niczym! Są wiecznie nienasyceni. Ludzie już zajmują znacznie za dużo miejsca, lecz oni wciąż chcą zagrabiać więcej. Przestaną dopiero, gdy wytną ostatnie drzewo i wypędzą ostatnie zwierzęta z ich naturalnego domu” – można było przeczytać w manifeście.

W kolejnych dniach do innych adresatów trafiło również 7 tradycyjnych listów, w których autor wskazał, iż zostały one sporządzone z zachowaniem środków ostrożności, bez odcisków palców, śladów osmologicznych, biologicznych, identyfikacyjnych drukarki, ani żadnych innych, które mogłyby zostać wykorzystane przez policję.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Prokuratura bada zagadkowy list

29-letniego studenta śląskich uczelni zatrzymano w lutym tego roku. Prokuratura podawała, że swe zachowanie tłumaczył pobudkami ekologicznymi.
Źródło info i foto: RMF24.pl

33-latek groził wysadzeniem budynku. Mężczyzna trafił do aresztu

33-letni mężczyzna groził, że popełni samobójstwo, wysadzając swój dom. „W pokoju, w którym przebywał, miał dwie butle gazowe, które w trakcie całego zdarzenia odkręcał” – poinformowała w niedzielę lubelska policja. Mężczyzna trafił do tymczasowego aresztu.

„Mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób i mieniu w wielkich rozmiarach. Odpowie również za znieważenie funkcjonariuszy oraz zmuszanie policjantów do zaniechania prawnej czynności służbowej” – poinformowała oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Białej Podlaskiej podkom. Barbara Salczyńska-Pyrchla.

Sprawa dotyczy interwencji, jaką przeprowadzili policjanci we wtorek w jednej z miejscowości w gminie Biała Podlaska. Na policję zadzwoniła kobieta i zgłosiła, że znajdujący się pod wpływem alkoholu mąż grozi popełnieniem samobójstwa przez wysadzenie domu przy użyciu butli gazowych.

Na miejsce przybyli policjanci razem z policyjnymi negocjatorami, którzy prowadzili rozmowy z zamkniętym w domu 33-latkiem. „W pokoju, w którym przebywał, miał dwie butle gazowe, które w trakcie całego zdarzenia odkręcał. Dodatkowo mężczyzna wystawił butlę na parapet okna, by pokazać realizację swoich planów. Krzyczał również, że wysadzi cały dom w powietrze” – dodała rzeczniczka.

Poszczuli policjantów psami

Mężczyzna został zatrzymany. Policjanci ustalili, że w domu, w innym pomieszczeniu, była jeszcze jedna butla z gazem.

Jak dodała policjantka, jeszcze w trakcie interwencji na teren posesji weszli znajomi mężczyzny i wypuścili należące do niego psy. Wspólnie z 33-latkiem szczuli nimi policjantów. „W trakcie zdarzenia 33-latek znieważył również mundurowych. Zmuszał też policjantów do odstąpienia od czynności służbowych” – zaznaczyła Salczyńska-Pyrchla.

Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 33-latka. Za zarzucane mu czyny grozi kara do ośmiu lat więzienia.

Zarzuty dotyczące utrudniania działania funkcjonariuszy usłyszał też 27-letni mieszkaniec Białej Podlaskiej, który w trakcie interwencji wszedł na teren posesji. Wobec niego prokurator zastosował środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabrze: Areszt dla desperata, który groził wysadzeniem kamienicy

Jest tymczasowy areszt dla desperata z Zabrza. Mężczyzna groził wysadzeniem w powietrze kamienicy, w której mieszka. Według specjalistów zagrożenie eksplozją było bardzo realne.

Niewykluczone, że wcześniej doszło do konfliktu rodzinnego. Wiadomo również, że w przeszłości mężczyzna leczył się psychiatrycznie. Policję wezwała jego matka. W tym czasie 26-letni mężczyzna biegał już z 11-kilogramową butlą gazową po klatce schodowej i krzyczał, że wszystkich wysadzi w powietrze.

Butla była już odkręcona i cały czas ulatniał się z niej gaz.

Na szczęście policjantom udało się obezwładnić desperata. Mężczyzna usłyszał zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu i pożaru oraz kierowania gróźb karalnych. Ale nie przyznał się do winy.

26-latek trafił do szpitala psychiatrycznego. Ale kiedy w innej placówce medycznej zmieniano mu opatrunki, uciekł. Po krótkich poszukiwaniach policjanci zatrzymali go ponownie, a do sądu trafił wniosek o tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: RMF24.pl

20-latek groził wysadzeniem budynku Ministerstwa Sprawiedliwości. Grozi mu 8 lat więzienia

Zaledwie kilkunastu godzin potrzebowali stołeczni policjanci, aby ustalić 20-letniego autora gróźb wysadzenia budynku Ministerstwa Sprawiedliwości – poinformował rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkomisarz Sylwester Marczak.

Całe zdarzenie miało miejsce w środę, 9 października. Tego dnia 20-letni mężczyzna wysłał maila z groźbami do Ministerstwa Sprawiedliwości. Z przesłanej wiadomości wynikało, że w budynku zostanie podłożona bomba – przekazał nadkomisarz.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji dodał, że sprawą zajęli się policjanci ze stołecznego wydziału do walki z cyberprzestępczością. Policjanci bardzo szybko dotarli do konta nadawcy oraz ustalili dane osób, które mogły z niego korzystać. Jednak sprawa wydała się policjantom zbyt prosta. Podejrzewając, że nie mają do czynienia z osobami, które są autorami groźby, zaczęli badać inne hipotezy. Najbardziej prawdopodobną z nich była ta dotycząca włamania lub nieuprawnionego przejęcia adresu mailowego, co szybko zostało potwierdzone – przekazał policjant.

Wskazał, że następne ustalenia policjantów jasno wykazały, że mają do czynienia z osobą, która potrafi ukryć swoją tożsamość w sieci i doskonale wie jak poruszać się w wirtualnym świecie. Dzięki intensywnej pracy i wykorzystaniu nowoczesnych technologii, funkcjonariusze bardzo szybko dotarli do autora gróźb – dodał.

Okazał się nim 20-letni mieszkaniec Płońska. Został zatrzymany w czwartek.

Jak przekazał nadkomisarz, w piątek mają zostać przeprowadzone czynności procesowe z udziałem 20-letniego mężczyzny, a prokurator zadecyduje o kwalifikacji prawnej czynu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szwecja: Strzelanina na dworcu w Malmo. „Krzyczał, że ma bombę”

Szwedzka policja postrzeliła mężczyznę, który na dworcu centralnym w Malmo groził wysadzeniem bomby. Budynek został ewakuowany, sprowadzeni na miejsce antyterroryści unieszkodliwili pozostawiony przez mężczyznę bagaż. O godzinie 10:00 policja w Malmo została powiadomiona o mężczyźnie, który na dworcu centralnym groził wysadzeniem bomby. Z zeznań świadków wynika, że mężczyzna miał plecak i przewieszoną przez ramię torbę sportową. Krzyczał w języku angielskim, że w środku ma bombę.

Funkcjonariusze oddali w kierunku mężczyzny strzały, został ranny – powiedział Calle Persson, rzecznik policji w Malmo.

Budynek dworca został ewakuowany i sprawdzony przez wezwanych na miejsce antyterrorystów. Pozostawiona przez mężczyznę torba została – według DN – zneutralizowana na miejscu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Nie żyje bomber z Teksasu. Mieszkańcy miasta odetchnęli z ulgą

Policjanci w Teksasie wykryli i osaczyli „seryjnego bombera”. Mężczyzna najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Zamachowiec małymi bombami terroryzował Austin, stolicę stanu. Zabił dwie osoby i kilka ranił. Agenci FBI i policjanci z Austin, stolicy Teksasu wykryli i próbowali aresztować człowieka podejrzewanego o podkładanie bomb i terroryzowanie miasta. Podczas obławy padły strzały. Biały mężczyzna w wieku ok. 30 lat zginął w wybuchu. Prawdopodobnie zdetonował jedną z bomb wewnątrz swojego samochodu. Wybuch ranił też policjanta.

– They got the bomber! (Dorwali bombera) – cieszą się mieszkańcy Austin publikując radosne wpisy w mediach społecznościowych. – Pierwszy raz od tygodni Austin obudzi się rano z uczuciem ulgi – napisał na Twitterze lokalny dziennikarz telewizyjny Jason Whitely.

Uczucie ulgi jest zupełnie zrozumiałe. Od początku marca zamachowiec terroryzował milionowe miasto. Pierwszy ładunek zabił Anthony’ego House’a, który zabrał do domu znalezioną przed drzwiami paczkę. Niespełna dwa tygodnie później w takich samych okolicznościach zginął 17-letni Draylen Mason, a jego matka w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Tego samego dnia inna, 75-letnia kobieta trafiła do szpitala raniona w wyniku wybuchu paczki.
Źródło info i foto: wp.pl

20-letni mieszkaniec Sydney planował zamach

Aresztowany w 2016 r. 20-letni mieszkaniec Sydney, Tamim Khaja oświadczył na początku poniedziałkowej rozprawy w sądzie dla rejonu Parramatta w tym mieście, że planował wysadzenie w powietrze jednego z budynków – podała stacja telewizyjna SBS.

Przyznanie się do winy zmieniło przebieg rozprawy. Na obecnym etapie, sąd wysłuchał oskarżonego i zalecił poddanie go intensywnemu programowi deradykalizacji. Jego adwokat twierdzi, że młodzieniec przeszedł gruntowną przemianę i jest wzorowym więźniem.
 
Jeśli Khaja, który w chwili aresztowania przez policję federalną oraz policję Nowej Południowej Walii miał 18 lat, zostanie uznany winnym, grozi mu dożywocie. Khaja został zatrzymany w maju 2016 r., gdy próbował nabyć broń oraz flagę Państwa Islamskiego.

Chciał walczyć w ISIS
 
Zwrócił na siebie uwagę już wcześniej – pisze na swym portalu SBS. W lutym straż graniczna na lotnisku w Sydney uniemożliwiła jego wyjazd do Syrii, gdzie zamierzał walczyć w szeregach IS. Jego paszport został unieważniony.
 
Khaja jest uważany w Australii za jednego z najgroźniejszych więźniów związanych z radykalizmem islamskim. Od 2014 r. w Australii przeprowadzono 31 operacji antyterrorystycznych, w trakcie których zatrzymano osoby mogące mieć powiązania z międzynarodowym terroryzmem. Tamim Khaja był jedną z takich osób.
 
Jak dotąd skazano łącznie 70 osób zamieszanych w przygotowywanie zamachów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bojownicy IS planowali wysadzić samolot pasażerski lecący z Australii do Zjednoczonych Emiratów Arabskich

Terroryści z Państwa Islamskiego planowali zamach w samolocie. Materiały wybuchowe ukryli w lalce Barbie i maszynce do mięsa. Oszukali kontrolę,bowiem żaden system nie wykrył bomb. Wpadli, bo ich bagaż był zbyt ciężki. Terroryści z ISIS planowali wysadzić samolot pasażerski lecący z Australii do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Na pokładzie znajdowało się 400 osób, prawie połowę z nich stanowili obywatele Libanu.

Dwie bomby zostały ukryte w lalce Barbie i maszynce do mięsa. Gdyby nie zadziałała pierwsza, zamachowiec-samobójca miał odpalić tę drugą. Bagaże nie trafiły do samolotu, bowiem przekroczyły o 15 kg limit, jaki narzuciły wszystkim pasażerom linie lotnicze. Władze Libii aresztowały trzech z pośród czterech braci, którzy podejrzewani sa o przygotowywanie tego zamachu. Śledczy ustalili, że ładunki miały eksplodować 20 minut po oderwaniu się samolotu od ziemi.

– Jeśli czterej libańscy bracia z Australii zdecydowali się wysadzić samolot Emiratów, to oznacza, że cały świat musi współpracować nad zwalczeniem terroryzmu – komentował szef australijskiego resortu bezpieczeństwa.

ISIS zachęca swoich wyznawców do ataków na Australię, Doszło już co najmniej kilku incydentów, których sprawacami byli radykalni członkowie tej grupy. W 2014 r. mężczyzna przetrzymywał przez wiele godzin 17 zakładników w kawiarni w Sydney. Trzy osoby zginęły, a cztery zostały ranne podczas akcji odbicia, jaką przeprowadziła policja. W śród zabitych był napastnik.
Źródło info i foto: wp.pl